antyka
04.09.09, 14:59
Moje dziecko jest lekko podziebione,
obawiam sie, ze moze zachorowac.
Tak wiec zabezpieczam sobie opieke na wypadek
absencji w przedszkolu.
Dzwonie do mamusi (ktora wczesniej deklarowala pomoc w takich przypadkach),
mamusia przyjezdza akurat do nas w przyszlym tyg. (we wtorek ma wizyte u
lekarza), wiec w razie czego bedzie, jak znalazl.
I czego sie dowiaduje? Ze mamusia mi nie pomoze. Ze moze przyjechac na max 3
dni, a w zasadzie to sie moze zajac dzieckiem jeden dzien.
Mamusia ma nowa milosc - chlopa, ktorego boi sie sama zostawic, bo ostatnio,
jak wyjechala na tydzien, to wrocil do swojej ex.
Dzwonie wiec do tesciowej.
Tesciowa jeszcze 3 tygodnie temu, przez telefon, potwierdzala,
ze na pewno w razie choroby zajmie sie mala.
I czegoz sie dowiaduje? Ze tesciowa nie ma z kim zostawic kota,
a nie ma nikogo w bloku, wszyscy wyjechali kurwa?????
40 lat w bloku mieszka, w kilkupietrowym, wszyscy sie znaja, nie ma komu
kluczy zostawic?
No wiec jak ten argument upadl, powiedziala, ze nie wytrzyma podrozy, ze 4
godziny siedzenia w pociagu. Wkurwilam sie i mowie do meza, ze jak na targu
siedzi i sprzedaje kwiaty, to jakos ma sile.
Maz powiedzial, ze nie mozna liczyc na nikogo, ze wszyscy zwykle maja cie w
dupie, takie jest zycie.
Zajebiste mamusie, nie ma co.
Jeszcze kilka tygodni temu, jedna i druga obiecywala pomoc.
Wkurwilam sie i nie jade do nich z dzieckiem pod koneic wrzesnia.
Pierdole takie babcie.