Czy nonkonformista...

18.03.09, 22:55
...to ktoś, kto zmierza do tego samego celu ale niekoniecznie tą samą drogą co
(szeroko pojęta) wspólnota
czy też ktoś, kto ma cel zupełnie inny?

    • xxxyyyzzz13 Re: Czy nonkonformista... 18.03.09, 23:03
      Różnie.
      Tylko się nie wychyla.
      • kwadrydurka Re: Czy nonkonformista... 18.03.09, 23:58
        xxxyyyzzz13 napisała:

        > Tylko się nie wychyla.

        Przez okno? ;-)

        Jesteś pewna, że obie mówimy o nonkonformiście?;-)
    • goniacy.pielegniarz Re: Czy nonkonformista... 18.03.09, 23:19
      A do jakiego celu zmierza wspólnota?
      • kwadrydurka Re: Czy nonkonformista... 18.03.09, 23:53
        goniacy.pielegniarz napisał:

        > A do jakiego celu zmierza wspólnota?

        Zawsze jeśli jest wspólnota to i cele jakieś są (nawet, jeśli nie zawsze i nie
        przez wszystkich uświadamiane :)
    • sclavus Re: Czy nonkonformista... 18.03.09, 23:26
      Niekoniecznie... :)
      Ktoś komu nie odpowiada istniejący porządek rzeczy, niekoniecznie
      musi zmierzać do jakiegoś celu, inną niż wspólnota, drogą... Przy
      czym, nonkonformista, wcale nie musi mieć wytyczonego celu... :) -
      definiuje go sam opór wobec zastanego.
      • kwadrydurka Re: Czy nonkonformista... 18.03.09, 23:57
        sclavus napisał:

        > Ktoś komu nie odpowiada istniejący porządek rzeczy, niekoniecznie
        > musi zmierzać do jakiegoś celu, inną niż wspólnota, drogą...Przy
        > czym, nonkonformista, wcale nie musi mieć wytyczonego celu... :) -
        > definiuje go sam opór wobec zastanego.

        Nie rozumiem. Czy chcesz powiedzieć, że celem (i to nonkonformisty) może być po
        prostu bezinteresowne niszczenie zastanego porządku?
        • sclavus :) 19.03.09, 10:28
          Nie zgadzanie się z nim.... W ten, czy inny sposób...
          Nie zgadzać się z czymś, nie znaczy automatycznie "niszczyć" :)
          Na przykład, nieposłuszeństwo obywatelskie, jest rodzajem(!)
          nonkonformizmu...
          • ave.duce Re: :) 19.03.09, 11:40
            sclavus napisał:

            > Na przykład, nieposłuszeństwo obywatelskie, jest rodzajem(!)
            > nonkonformizmu...

            Mógłbyś coś szerzej n/t, please?

            :p
            • sclavus Re: :) 19.03.09, 12:18
              Na przykład, każda ustawa sprokurowana przez PiS :), powinna
              prowokować to "obywatelskie nieposłuszeństwo", czyli olewanie tychże
              ustaw - oczywiście, mówię o tych, o wydźwięku społecznym!)
              PO też sobie zarobiła a na szczęście, parę projektów POwych umarło
              śmiercią naturalną (jak choćby ten, o przymusowej rejestracji ciąż)
              :)
              • ave.duce Re: :) 19.03.09, 18:03
                Zakładasz, że nonkonformiści zawsze mają rację?

                :p
                • sclavus Re: :) 19.03.09, 18:17
                  Nigdy tego nie powiedzialem...
                  Jest to rodzaj buntu... czasem wyliczonego, częściej
                  spontanicznego :)
                  • ave.duce Re: :) 19.03.09, 18:48
                    Ok, Twoje przykłady świadczyły o tym.
                    Dzięki za wyjaśnienia :)

                    :p
                    • sclavus Re: :) 19.03.09, 18:51
                      Pas d'quoi... :)
          • kwadrydurka Re: :) 19.03.09, 20:15
            sclavus napisał:

            > Nie zgadzać się z czymś, nie znaczy automatycznie "niszczyć" :)
            > Na przykład, nieposłuszeństwo obywatelskie, jest rodzajem(!)
            > nonkonformizmu...

            No ale jeśli nieposłuszeństwo obywatelskie jest działaniem
            przemyślanym, to znaczy, że ma do czegoś doprowadzić - do jakiegoś celu (np.
            obalenia aktualnej władzy albo też uzyskania uznania
            w podgrupie)
    • vargtimmen Re: Czy nonkonformista... 19.03.09, 00:01
      kwadrydurka napisała:

      > ...to ktoś, kto zmierza do tego samego celu ale niekoniecznie tą samą drogą co
      > (szeroko pojęta) wspólnota
      > czy też ktoś, kto ma cel zupełnie inny?
      >


      Tak cel, jak środki ma, po prostu, własne, niezależne od grupy.
      Owszem, może się nawet zgadzać z grupą, jeśli akurat grupa zgodzi się z nim /
      ją. Myślę, że koszmarem solidnego nonkonformisty jest to, że inni pójdą za nim / ją.

      Było, ale co tam:

      www.youtube.com/watch?gl=US&feature=related&v=2T1LIrzsgqA
      -"Yes, we are all different"
      -"I'am not"
      -"Hush, hush"
      • kwadrydurka nią ;-) 19.03.09, 00:12
        vargtimmen napisał:

        > Tak cel, jak środki ma, po prostu, własne, niezależne od grupy.

        Koszmarem grupy jest to, że nonkonformista chce w niej być jednocześnie nie
        chcąc :-)
        • vargtimmen Re: nią ;-) 19.03.09, 00:21
          kwadrydurka napisała:

          > vargtimmen napisał:
          >
          > > Tak cel, jak środki ma, po prostu, własne, niezależne od grupy.
          >
          > Koszmarem grupy jest to, że nonkonformista chce w niej być jednocześnie nie
          > chcąc :-)


          To niekoniecznie tak.

          Czasem tak bywa, że grupa podlega jakiemuś terrorowi, a postawy
          nonkonformistyczne są przejawem odwagi, dającej otuchę innym.

          Czasem tak bywa, że grupa chce narzucić więcej, niż to konieczne czy dobre, a
          nonkonformista nie daje się zwariować.

          Są też wreszcie nonkonformiści, którzy starają się trzymać tak daleko od grupy,
          jak to możliwe, wymieniać z grupą dobra niezbędne dla życia, ale bronić swojej
          autonomii poza tym.

          I są nonkonformiści malowani, których celem jest swoisty występ przed grupą, w
          celu wyróżnienia się jakąś tanią kontestacją i przyciągnięcia uwagi. Tych
          nazywam pajacami ;)

          Są, wreszcie, ludzie, którzy działają bezwzględnie tylko dla własnej korzyści,
          ze szkodą dla innych i bez kręgosłupa moralnego. Tych nazywam łajdakami.
          • kwadrydurka wychodzi, że jednak cel jest ważniejszy 19.03.09, 20:51
            vargtimmen napisał:

            > Czasem tak bywa, że grupa podlega jakiemuś terrorowi, a postawy
            > nonkonformistyczne są przejawem odwagi, dającej otuchę innym.

            Najważniejszym celem grupy podlegającej terrorowi jest
            przetrwanie a celem nonkonformisty - godność.

            > Czasem tak bywa, że grupa chce narzucić więcej, niż to konieczne
            > czy dobre, a nonkonformista nie daje się zwariować.

            Celem grupy jest wejście na szczyt i zejście przed zmrokiem do schroniska, a
            nonkonformista zostaje od razu w schronisku?

            > Są też wreszcie nonkonformiści, którzy starają się trzymać
            > tak daleko od grupy, jak to możliwe, wymieniać z grupą dobra
            > niezbędne dla życia, ale bronić swojej autonomii poza tym.

            Celem grupy jest jak najlepsza edukacja wszystkich dzieci,
            a ci nonkonformiści bronią autonomii swoich dzieci.

            > I są nonkonformiści malowani, których celem jest swoisty występ
            > przed grupą, w celu wyróżnienia się jakąś tanią kontestacją
            > i przyciągnięcia uwagi. Tych nazywam pajacami ;)

            Celem tej grupy jest zachowanie wobec wszystkich powściągliwej obojętności.
            Celem "pajaców" przyciągnięcie uwagi w każdy skuteczny sposób.

            > Są, wreszcie, ludzie, którzy działają bezwzględnie tylko dla
            > własnej korzyści, ze szkodą dla innych i bez kręgosłupa moralnego.
            > Tych nazywam łajdakami.

            Celem grupy jest działanie dla dobra wspólnego, a łajdak_nie_nonkonformista
            działa tylko dla dobra własnego.

            Na miano nonkonformisty nie może więc zasłużyć u Ciebie człowiek,
            którego cele są (w Twoim mniemaniu) niecne, mało szlachetne.

            Myślę, że do tego co powyżej należałoby wyróżnić jeszcze ludzi,
            którzy deklarują że do szlachetnych celów dążą, innych oczywiście i dużo
            bardziej świetlanych niż grupa, i dużo lepszą drogą.
            A w rzeczywistości są tymi, których określasz mianem łajdaków.
            Ci są najgorsi.


            • vargtimmen Czy ja wiem? 21.03.09, 02:13

              Najważniejsza jest wierność sobie, niezależność sądu, odwaga jego
              prezentacji, odwaga działania i gotowość wzięcia odpowiedzialności
              za skutki.

              Z tych przesłanek wynikają tak cele, jak środki.


              kwadrydurka napisała:

              > vargtimmen napisał:
              >
              > > Czasem tak bywa, że grupa podlega jakiemuś terrorowi, a postawy
              > > nonkonformistyczne są przejawem odwagi, dającej otuchę innym.
              >
              > Najważniejszym celem grupy podlegającej terrorowi jest
              > przetrwanie a celem nonkonformisty - godność.
              >


              Hmmm.
              Celem większości jednostek jest przetrwanie, a nie godność?
              A może, po prostu, działają pod wpływem strachu, więc gubią swoje
              cele?


              > > Czasem tak bywa, że grupa chce narzucić więcej, niż to konieczne
              > > czy dobre, a nonkonformista nie daje się zwariować.
              >
              > Celem grupy jest wejście na szczyt i zejście przed zmrokiem do
              schroniska, a
              > nonkonformista zostaje od razu w schronisku?
              >

              Najbardziej barwny nonkonformista, jakiego znałem osobiście, chadzał
              na szczyt możliwie najbardziej urwistą i niewygodną (oraz nielegalną)
              trasą, ale nikomu tego nie narzucał. A szczyt był ten sam. Cel też:
              adrenalina.


              > > Są też wreszcie nonkonformiści, którzy starają się trzymać
              > > tak daleko od grupy, jak to możliwe, wymieniać z grupą dobra
              > > niezbędne dla życia, ale bronić swojej autonomii poza tym.
              >
              > Celem grupy jest jak najlepsza edukacja wszystkich dzieci,
              > a ci nonkonformiści bronią autonomii swoich dzieci.
              >
              >


              Celem tak grupy i nonkonformisty jest jak najlpesza edukacja dzieci,
              tylko grupa uważa, że taka edukacja powinna wpajać konformizm, a
              nonkoformista, że nonkonformizm.



              > I są nonkonformiści malowani, których celem jest swoisty występ
              > > przed grupą, w celu wyróżnienia się jakąś tanią kontestacją
              > > i przyciągnięcia uwagi. Tych nazywam pajacami ;)
              >
              > Celem tej grupy jest zachowanie wobec wszystkich powściągliwej
              obojętności.
              > Celem "pajaców" przyciągnięcie uwagi w każdy skuteczny sposób.
              >

              Celem członków grupy jest zyskać pożadąną pozycję w grupie,
              celem "pajaca" też.


              > > Są, wreszcie, ludzie, którzy działają bezwzględnie tylko dla
              > > własnej korzyści, ze szkodą dla innych i bez kręgosłupa
              moralnego.
              > > Tych nazywam łajdakami.
              >
              > Celem grupy jest działanie dla dobra wspólnego, a
              łajdak_nie_nonkonformista
              > działa tylko dla dobra własnego.
              >


              Celem tak członków grupy jak i łajdak jest działać dla dobra
              własnego, tylko zastosowane metody są inne.


              > Na miano nonkonformisty nie może więc zasłużyć u Ciebie człowiek,
              > którego cele są (w Twoim mniemaniu) niecne, mało szlachetne.
              >


              Jeśli cele niecne, to byłoby mi trudno kogoś takiego nazwać
              nonkonformistą.

              Jeśli mało szlachetne, to jak najbardziej.

              Tylko, że ja to wywodzę z postulatu wierności sobie. Żeby być twardo
              wiernym sobie, to trzeba mieć mocny kręgosłup zasad. Wierność
              zasadzie maksymalizacji własnego zysku raczej odpada, bo jest
              banalna i z gruntu konformistyczna etycznie... choć może robię tu
              bład?



              > Myślę, że do tego co powyżej należałoby wyróżnić jeszcze ludzi,
              > którzy deklarują że do szlachetnych celów dążą, innych
              oczywiście i dużo
              > bardziej świetlanych niż grupa, i dużo lepszą drogą.


              > A w rzeczywistości są tymi, których określasz mianem łajdaków.
              > Ci są najgorsi.
              >


              No, to są wielcy oszuści. Zgoda, tacy są najgorsi.
              • vargtimmen PS. Tekst powyższej odpowiedzi... 21.03.09, 02:46
                ...nie zawierał emotikonów, ale za to BBCODE.

                A tekst tej, to już ani dudu.
        • who.is.who Re: nią ;-) 19.03.09, 00:29
          Nie wydaje mi się, aby nonkonformista chciał być w grupie. Nonkonformista jest indywidualistą.
        • vargtimmen PS: nią! 19.03.09, 00:30
          O rany...
          • paczula8 Re: PS: nią! 19.03.09, 10:09
            vargtimmen napisał:

            > O rany...
            >

            tez jestem pod wrażeniem
          • ave.duce Re: PS: nią! 19.03.09, 10:16
            vargtimmen napisał:

            > O rany...
            >

            Nie przejmuj się > najlepszym się przytrafia :)))

            :p
          • pozarski Re: PS: nią! 19.03.09, 10:23
            Mnie sie wydaje,ze do tego,by pojac role nonkonformisty w naszym
            swiecie,nalezy wziac za przyklad jakis zywy, z k,rwi i kosci,
            przyklad. W przeciwnym razie rozlezie sie cala dyskusja w intymnych
            dywagacjach,co kazdy sobie mysli w temacie. Wezmy tak pania Irene
            Sendler. Byla nonkonformistka,bez dwoch zdan wg mnie. W swiecie zla i
            konformizmu, kiedy samo biologiczne przezycie bylo dla wiekszosci
            najwazniejsze, ona, z niewielka grupa podobnie myslacych robila to,
            co wiekszosci w zasadzie nie zawracalo glowy. Brala na siebie ryzyko
            i odpowiedzialnosc; tak jak brali i inni nonkonformisci wtedy. Bylo
            ich niewielu, ale byli.
            • paczula8 służe uprzejmie ... 19.03.09, 10:31
              pozarski napisał:

              > Mnie sie wydaje,ze do tego,by pojac role nonkonformisty w naszym
              > swiecie,nalezy wziac za przyklad jakis zywy, z k,rwi i kosci,
              > przyklad.

              Sokrates - nonkonformista wszechczasów. Jak zył, tak umarł, zawsze w zgodzie ze sobą.
              • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 10:34
                No,tak,ale przewaznie gadal. Osobiscie wole przyklady odnoszace sie
                do terazniejszosci w dosadniejszy i przystepniejszy sposob,niz tylko
                dla studentow filozofii. Dlatego moim jest Irena Sendlerowa.
                • paczula8 Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 10:41
                  pozarski napisał:

                  > No,tak,ale przewaznie gadal.

                  Nie tylko gadał.
                  Po ogłoszeniu wyroku miał możliwość ucieczki - nie skorzystał z niej, chcąc w ten sposób pokazać szacunek dla prawa ... złego prawa, ale prawa! Był konsekwentny aż do smierci i ze śmiercią włącznie.


                  > Osobiscie wole przyklady odnoszace sie
                  > do terazniejszosci w dosadniejszy i przystepniejszy sposob,niz tylko
                  > dla studentow filozofii. Dlatego moim jest Irena Sendlerowa.

                  Rozumiem i zgadzam się.
                  • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 10:45
                    Napisalem - przewaznie, nie: tylko i wylacznie. I zgadzam sie,ze
                    nonkonformista byl,ale kudy mu do odwagi Ireny Sendlerowej.
                    • paczula8 Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 10:52
                      pozarski napisał:

                      > Napisalem - przewaznie, nie: tylko i wylacznie. I zgadzam sie,ze
                      > nonkonformista byl,ale kudy mu do odwagi Ireny Sendlerowej.

                      Irena Sendlerowa ryzykowała zycie, Sokrates za swoje poglady zapłacił zyciem ... oboje wykazali się brakiem konformizmu.
                      Obojgu należy się szacunek i pamięć.
                      • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 10:57
                        Nie zgadzam sie,zeby oba zycia i smierci byly porownywalne. Sokrates
                        wybral smierc, Sendlerowa wybrala zycie. Tak jak to stoi w Biblii:
                        wybierz zycie.;) Czy smierc w imie wiary w to,ze sie ma racje jest
                        porownywalne z ryzykowaniem wlasnego zycia dla zycia innych? Na moj
                        nos - zupelnie nie.
                        • paczula8 Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 11:07
                          pozarski napisał:

                          > Nie zgadzam sie,zeby oba zycia i smierci byly porownywalne. Sokrates
                          > wybral smierc, Sendlerowa wybrala zycie.

                          Sokrates nie wybrał śmierci, on został na nią skazany(sic!)
                          Przez całe życie głosił szacunek dla prawa, w obliczu śmierci ten szacunek udowodnił => między słowami, które głosił, a czynem nie zaistniała sprzeczność.
                          Co nie znaczy, ze nie było żalu i poczucia wyższości.



                          Tak jak to stoi w Biblii:
                          > wybierz zycie.;) Czy smierc w imie wiary w to,ze sie ma racje jest
                          > porownywalne z ryzykowaniem wlasnego zycia dla zycia innych? Na moj
                          > nos - zupelnie nie.

                          A Jezus? w imię czego umarł?
                          • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 11:10
                            Byl skazany,ale mogl wybrac wygnanie i byloby po krzyku. O Jezusie
                            nie bede sie wypowiadal,bo taka mam zasade.;) Przeciez potwierdzam -
                            byl nonkonfem,ale kuuuuudy mu do nonkonfa Sendlerowej (na wadze zycia
                            i smierci), wg MNIE!;)
                            • paczula8 Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 11:18
                              pozarski napisał:

                              > Byl skazany,ale mogl wybrac wygnanie i byloby po krzyku.

                              Własnie chodzi o to, że nie mógł, bo to było niezgodne z poglądami, które głosił.
                              • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 11:30
                                I umarl. A Sendlerowa, w imie swoich idealow, pomogla przezyc innym,
                                ryzykujac wlasnym zyciem. Z mojego punktu widzenia jest,jakby ci to
                                powiedziec,zeby nie urazic, bardziej ludzka.
                                • paczula8 Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 11:56
                                  pozarski napisał:

                                  > I umarl.

                                  Czy ja wiem? :)

                                  Podobno człowiek żyje tak długo, jak długo żyje pamięć o nim.
                                  • paczula8 Sokrates, obrona ... 19.03.09, 12:02
                                    "W 399 r. p.n.e. Sokrates został oskarżony o wprowadzanie nowych bogów i o psucie młodzieży. Oskarżenie to zostało wniesione do urzędnika sprawującego nadzór nad sprawami religii i ortodoksji (tzw. Archonta Króla). Niewielką większością głosów został uznany winnym przez zgromadzenie liczące 500 osób. W pierwszym głosowaniu za karą śmierci było 280 przeciw 220 za niewinnością Sokratesa. Przy ponownym głosowaniu za karą śmierci było już 360 przeciw 140 za niewinnością. Na pewno mógł prosić o ułaskawienie, a w każdym razie uratowałby życie gdyby zgodził się na opuszczenie Aten. Jak wyraził się jeden z jego przyjaciół "Zabija się sam własnym mieczem ironii". Jeśliby jednak na to przystał, nie byłby Sokratesem. On cenił spokój własnego sumienia i prawdę wyżej niż życie. Skazano go na śmierć. Nieco później, w obecności najbliższych przyjaciół opróżnił kielich z cykutą i zmarł.
                                    Po wniesionym oskarżeniu obwiniony proponował zazwyczaj wygnanie, a sąd najczęściej przychylał się do jego wniosku. Sokrates jednak odpowiedział śmiało, że zasłużył bardziej na nagrodę niż karę. Przerażonym przyjaciołom udało się jednak przekonać Sokratesa by zaproponował grzywnę. Sąd jednak wybrał karę śmierci, za którą głosowało znacznie więcej sędziów.
                                    Wyrok Sokrates przyjął ze spokojem, ponieważ "... od człowieka dobrego nie ma przystępu żadne zło ani za życia, ani po śmierci".28 Innymi słowy nic nie może pozbawić człowieka wiedzy, która jest cnotą, a tylko utratę wiedzy można by uznać za prawdziwe zło.
                                    Sokrates wiedząc jak bardzo jego sposób bycia i mówienia odbiega od ustalonych form czuł, że jego swobodę i prostotę sędziowie wezmą za lekceważenie. Z góry przepraszał za to, ale równocześnie zaznaczał, że sędziowie mają obowiązek szanować indywidualną formę, przez to on ma prawo bycia sobą nawet w takiej sytuacji, w jakiej się znalazł. W jego słowach było raczej upomnienie niż prośba."

                                    www.sokrates.republika.pl/proces.html

                                    Twardziel ;) do końca :)
                                  • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 12:05
                                    Nie myslisz z pamiecia o czlowieku? Jestem ateista.;)
                                    • paczula8 Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 12:08
                                      pozarski napisał:

                                      > Nie myslisz z pamiecia o czlowieku? Jestem ateista.;)

                                      nie rozumiem? :)
                                      • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 12:12
                                        Tobie mam tlumaczyc zwiazek jednego z drugim? Jako ateista wiem,ze po
                                        smierci czlowiek jest juz tylko wspomnieniem. Ludzie wiary, wierza,ze
                                        wciaz zyje gdzies: w niebie? w piekle? w czyśćcu? Czy wierzysz,ze
                                        "Lenin wciaz zywy"?;)
                                        • paczula8 Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 12:24
                                          ok, teraz rozumiem:)
                                          ale pamięć ludzka nie jest kwestią wiary, ona istnieje.
                                          • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 12:25
                                            O cos i nic jest w innym watku.;))
                                            • paczula8 Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 12:28
                                              Pozarski ... prawda Cię wyzwoli ... ;)
                                              • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 12:39
                                                Taktak. A z iskry rozgorzeje plomien!;))
                                                • paczula8 Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 13:12
                                                  bo to się zwykle tak zacina;)

                                                  a propos, gdzie się podziała p.Belgijska ... dawno jej nie widziałam, a lubię ją czytać:) ją, a własciwie Was, w duecie;)
                                                  • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 13:14
                                                    Z jakichs,dla mnie niezrozumialych powodow,bywa czesciej na aqua.
                                                    Chyba sie zakochala w Abprallu,ale cicho sza!;)
                                                  • belgijska Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 17:54
                                                    pozarski napisał:

                                                    > Z jakichs,dla mnie niezrozumialych powodow,bywa czesciej na aqua.

                                                    Poczucie misji, bracie ;)

                                                    > Chyba sie zakochala w Abprallu,ale cicho sza!;)

                                                    Masz na mysli Wzburzonego_Beavera. To estetyzmu wyzsza szkola jazdy :)
                                                  • pozarski Re: służe uprzejmie ... 19.03.09, 17:55
                                                    Kogo mam, tego mam.;)
                  • paczula8 jeszcze słówko 19.03.09, 10:47
                    Śmierc Sokratesa dowodzi, ze rzeczywiście był koszmarem dla grupy ... dla grupy koszmarnej.
Pełna wersja