Gwoli przestrogi

08.08.10, 19:07
Tumult krakowski.
(wg Wikipedii)

W niedzielę, 10 października 1574 r. w świątyni ewangelickiej,
zwanej Brogiem przy ulicy św. Jana, odbywał się ślub. Nabożeństwu
odprawianemu przez ks. Pawła Gilowskiego przypatrywał się katolicki
żak, któremu nie spodobało się pominięcie w tekście roty przysięgi
Maryi i świętych. Skrzyknął innych studentów, zapoczątkowując nocny
atak na kościół, do którego przyłączyli się później także
mieszczanie wyznania katolickiego i plebs miejski[1].. Trzy dni
szturmowano Bróg, a po jego zdobyciu dokonano dewastacji budynku i
grabieży ruchomości, w tym przechowywanych tamże depozytów
protestanckiej szlachty. Między innymi Stanisław Iwan Karniński
stracił 3 000 zł, a Rafał Leszczyński 40 000.
W tumulcie zginęło dwóch ewangelików, a ksiądz Gilowski ratował się
ucieczką przed gradem kamieni. Na krakowskim rynku palono pisma
protestantów oraz ich przywileje.
Przeprowadzone później dochodzenie wykazało, że w tumulcie wzięli
udział także ludzie działacza kontrreformacji, Olbrachta Łaskiego.
Kilku dosięgła kara - 26 października przed ratuszem krakowskim
ścięto pięciu plebejskich uczestników zajść, murarzy i cieśli, ale
nikogo ze studentów.
Katolicki kardynał, Stanisław Hozjusz, wychwalał natomiast
uczestników zajść, stwierdzając:
„Czego nie śmiał ani król, ani biskupi to zrobić się ośmielili
studenci akademii krakowskiej, godni wiekuistej pamięci, których
chwałę cały Kościół sławić będzie. Karać ich za to, byłoby ściągać
na cały kraj pomstę Bożą, raczej nagrodzić należy i starać się z
całych sił, aby na miejsce zniszczonego Brogu żadna nie powstała
synagoga szatana.”
    • tojajurek Gwoli przestrogi cd. 08.08.10, 19:10
      Tumult cmentarny.
      (wg Wikipedii)

      W dniu 24 czerwca 1575 r. doszło do próby kolejnego napadu na
      kościół i szkolę ewangelicką w Krakowie na ulicy św. Jana. Został on
      odparty, ale sfanatyzowany tłum skierował się na położony na
      przedmieściu Wesoła cmentarz protestancki. Uczestnicy zajść, jak
      podaje kronikarz:
      „"(…) złość swoje wywarli na ogród pogrzebowy i na umarłych tamże w
      Panu odpoczywających, gdzie grobu jmp. Stanisława Myszkowskiego,
      wojewody krakowskiego, przed kilką lat pochowanego dobyli, inszych
      zacnych ludzi ciała z grobów wywłóczyli, nogami wzgórę stawiali,
      rozlicznie lżyli i sromoczyli”.
      Napastnicy nie tylko porozwalali groby, ale również zniszczyli
      ogrodzenie cmentarza. Relację z zajść przekazują: list Krzysztofa
      Trecego do Jozjasza Simlera z 15 lipca 1575 r. oraz
      siedemnastowieczne przekazy Andrzeja Węgierskiego i Wojciecha
      Węgierskiego (te ostatnie mylnie podają datę wydarzenia 16 czerwca).
      Tumult cmentarny w 1575 r. stanowił pierwszy z całego szeregu
      napadów młodzieży katolickiej i plebsu Krakowa na cmentarze i
      kondukty pogrzebowe ewangelików, połączone nierzadko z profanacją
      zwłok. Był wyrazem nietolerancji religijnej w epoce kontrreformacji.
      • gat45 A 3 lata wcześniej 08.08.10, 19:14
        24 sierpnia 1572, w noc świętego Bartłomieja....
      • tojajurek Gwoli przestrogi cd. 2 08.08.10, 19:18
        Tumult toruński.
        (wg. Wikipedii)

        Zdarzenie zapoczątkowujące tumult toruński, to procesja wokół
        kościoła św. Jakuba, jak również na terenie przyległego cmentarza w
        niedzielne popołudnie dnia 16 lipca 1724 roku. Była bardzo
        uroczysta, gdyż tego właśnie dnia przypadało święto Matki Boskiej
        szkaplerznej. Procesji wokoło kościoła św. Jakuba przypatrywała się
        grupa ewangelickich uczniów toruńskiego gimnazjum akademickiego.
        Mieli oni na głowach czapki, a także nie przyklęknęli na kolana.
        Oburzony taką postawą podszedł do nich Stanisław Lisiecki – uczeń
        Kolegium Jezuickiego i stanowczo zażądał zdjęcia czapek przed
        Najświętszym Sakramentem, a także zmuszał do przyklęknięcia. Doszło
        do sporu i wymiany ciosów.
        Późnym popołudniem, tego samego dnia, Lisiecki wychodząc z kościoła
        św. Jakuba, znów natknął się na tych samych ludzi. Znowu doszło do
        bójki. Interweniować próbował mieszczanin luterański – Dawid Heyder.
        Doszło do większej bijatyki, ponieważ pomocy katolikowi udzielili
        jego koledzy. Przerwało ją przybycie milicji miejskiej i
        aresztowanie Lisieckiego na rozkaz burmistrza Johanna Gottfrieda
        Rösnera, jako sprawcy awantury, aż do wyjaśnienia sprawy.
        Już następnego dnia nastąpiła ostra reakcja, uczniowie jezuiccy
        zaczęli się stanowczo domagać zwolnienia kolegi z aresztu.
        Interweniowali u burgrabiego i prezydenta, jednak nic nie wskórali.
        Natknęli się na Heydera i porwali się do szabel. Milicja miejska
        powstrzymali rozlew krwi i aresztowali jednego z uczniów, co
        doprowadziło do wściekłości resztę. Ponieważ interwencja u władz i
        proszenie o uwolnienie więzionych nic nie dały, postanowili wziąć
        zakładnika.
        Wieczorem porwali przypadkowo przechodzącego Jana (Jakuba)
        Nagórnego – ucznia Gimnazjum Akademickiego i zawlekli go do swego
        Kolegium. Tym zdarzeniem zmienili decyzję prezydenta, który już miał
        wypuścić ich kolegę. Wiadomość o tym rozeszła się pocztą pantoflową
        i wieczorem pod kolegium jezuickim zgromadził się tłum żądający
        uwolnienia zakładnika. Studenci natomiast razem z rektorem,
        Kazimierzem Czyżewskim, domagali się z kolei wypuszczenia swoich
        kolegów.
        Przed gmachem doszło do starć pomiędzy ewangelikami i studentami-
        katolikami, poleciały kamienie. Prezydent widząc, co się dzieje
        wprowadził do akcji milicję miejską, a także straż obywatelską z
        kwartału starotoruńskiego. Na jego polecenie zamknięto również bramy
        miejskie znajdujące się w pobliżu budynku. Miało to zapobiec
        przyjściu na pomoc jezuitom katolików z przedmieść. Próbowano
        otoczyć Kolegium, jednak z racji ciągłego zagrożenia straż
        obywatelska zgromadziła się naprzeciw budynku na ul. Łaziennej.
        Dopiero przybyła milicja miejska stanęła w pewnej odległości od
        Kolegium, na ul. Rabiańskiej i oddała podwójną salwę w powietrze.
        Odniosło to czasowy skutek.
        Do jezuitów wszedł sekretarz Rady – Jan Wedemeyer i zażądał
        wypuszczenia Nagórnego. Zakonnik gotów był wypuścić więźnia w zamian
        za wypuszczenie ucznia z aresztu. Sekretarz udał się do ratusza,
        gdzie wraz z prezydentem w obliczu napiętej sytuacji podjęli decyzję
        o wypuszczeniu studenta. Wrócił on z tą wiadomością do Kolegium
        Jezuickiego (wciąż otoczonego przez tłum), gdy tylko zakonnicy
        dowiedzieli się o decyzji uwolnili zakładnika i wypuścili go z
        budynku razem z sekretarzem.
        Wobec takiego obrotu sprawy myślano, że incydent toruński skończy
        się na tym etapie i wycofano wojska milicji miejskiej. Jednak w
        chwilę po odejściu wojsk tłum obiegła plotka o podobno
        przetrzymywanym jeszcze kolejnym uczniu ewangelickim. Rozjuszony
        tłum rzucił się na budynek. Wyłamał drzwi, wdarł się do środka i
        zaczął niszczyć ławki, stoły, okna, drzwi i kaflowe piece, a nawet
        ołtarz w kaplicy NMP. Zniszczono wówczas bibliotekę kolegium,
        sprofanowano obrazy święte i kaplicę, a także pobito kilku jezuitów.
        To wszystko wyrzucono na zewnątrz i podpalono, według jezuitów wśród
        podpalonych rzeczy znalazł się także obraz Marii Panny.
        Wedle ówczesnych przepisów stosowanych w Europie w tym czasie, takie
        czyny uznawane były za zbrodnię przeciwko religii. W tym momencie do
        akcji wkroczył garnizon Gwardii Koronnej dowodzony przez kpt.
        Wattera. Wkroczył on na terytorium i zaczął usuwać luteranów z
        budynku. Jednak jego żołnierze nie opanowali sytuacji. Ludzie nadal
        byli zgromadzeni przy Kolegium i gotowi wkroczyć ponownie. W tej
        sytuacji przybył sam prezydent i obejrzał wnętrza budynku zaręczając
        wszystkim, że żaden uczeń ewangelicki nie jest w nim przetrzymywany.
        To dopiero usatysfakcjonowało zebranych: mieszczanie się rozeszli, a
        napięcie zostało po części rozładowane.
        (... )
        Rozprawa w sądzie asesorskim ciągnęła się od 26.10 do 16.11.1724
        roku. Obradom przewodniczył kanclerz wielki koronny Jan Szembek.
        Oskarżyciele ze strony jezuickiej żądali kary śmierci dla wszystkich
        winnych uczestników tumultu, a także członków Rady (miało to być
        ukaranie za niepodjęcie stosownych działań w obliczu tumultu).
        Majątek ich miał zostać skonfiskowany. Żądali oni również odebrania
        Gimnazjum, drukarni i kościoły ewangelikom, a także, aby wszystkie
        urzędy były sprawowane tylko i wyłącznie przez katolików. 16
        listopada 1724 zapadł wyrok w sądzie asesorskim skazywał na śmierć
        prezydenta Roesnera, burmistrza Jakuba Henryka Zernekego (Jakob
        Heinrich Zernecke) oraz 12 innych osób uznanych za bezpośrednich
        uczestników zajść. Wszyscy z nich byli protestantami. Ponad 40
        torunian skazano na karę więzienia, z których najdłuższa wynosiła
        półtora roku, natomiast kilku mieszczan na grzywny w wysokości po
        kilkaset złotych polskich. Wtrąceni do więzienia utracili także
        swoje funkcje. Dwóch pastorów toruńskich, posądzanych przez jezuitów
        o podsycanie napięć, skazano na banicję. Zobowiązano także
        toruńskich luteran do wypłacenia odszkodowania księżom (wynosiło ono
        ponad 69 tys. złotych polskich) oraz do wzniesienia posągu NMP w
        pobliżu Kolegium Jezuickiego. Polecono również przenieść
        protestanckie Gimnazjum Akademickie poza obręb murów miasta. Sąd
        także postanowił, aby odtąd połowa członków władz miejskich była
        katolikami. Zwrócił również bernardynom kościół NMP i były klasztor
        Franciszkanów w Toruniu.
        • zzizmny Re: Gwoli przestrogi cd. 2 08.08.10, 19:58
          Wraca nowe ? :-D
    • sclavus Re: Gwoli przestrogi 09.08.10, 11:46
      I tak im zostało do dzisiaj i na wieki wieków...
      Amen!
      Ci którzy profanują cmentarze żydowskie czy muzułmańskie, to
      prawdziwi katolicy są... Taka międzynarodówka katolicka...
      ;)
Pełna wersja