ex.mila
18.06.11, 23:11
Jest mnóstwo smutnych rzeczy - np sam pomysł organizowania takich kretyńskich pokazów lotniczych (okazuje się, ze każdy może od producenta kupić taki składak do robienia akrobacji, rozpacz rodziny, hipokryzja telewizji, która prosi o filmiki z telefonóe komórkowych.
To, że tym cała Polska żyje, a jutro Palikot zrobi coś głupiego i o Marku Szufie zapomną wszyscy poza najbliższą rodziną, to już się nie mieści w ramach opowieści o śmierci niezwykłego pilota, mistrza świata w czymś tam.
Przechodząc do rzeczy najsmutniejszej, od której chciałam zacząć - o nas po śmierci (naturalnej czy mechanicznej) też zapomną po tygodniu (nie licząc NAJBLIŻSZEJ rodziny).
Całe życie bałam się śmierci - dopóki jako nastolatka nie usłyszałam od mojej świeżo nawróconej na buddyzm matki, ze reinkarnacja istnieje. Jak można matce nie wierzyć w takiej ważnej sprawie? Nie wierzyłam w ani jedno jej słowo, ale w reinkarnację uwierzyłam, Do tego stopnia, że jak Kaja się pyta czy śmierć to koniec i co będzie jak umrę to mówię- do szkoły nie chodzisz??? Nie wiesz, że na kotka nie zasłużyłam?? Ale ty na pewno będziesz cudownym kotkiem, albo wyjątkowo grzeczną dziewczynką:-)
Wystarczy, zeby każda matka powiedziała swojemu dziecku o tym, że reinkarnacja to naturalne jak bułka z masłem i dzieci uwierzą. I niech wierzą - dla ich dobra. Dużo lepsze to niż niebo, czyściec i piekło.
smutna* - czy na pewno/ Jak myslicie, jak ten człowiek chciał umrzeć? Jak wyobrażał sobie swoją śmierć? Oczywiście mógł mieć nadzieję, że stanie sie to za dwadzieścia lat, ale w związku z wykonywanym zawodem - zerową gwarancję. Oczywiście to nie kwestia zawodu tylko stosunku do życia i śmierci.
PS. Nie mogę nie wspomnieć o Marku i o tym z jaką godnością umierał. On wierzył w Boga i Góry Arbuzowe, i w ludzi. Pomimo tego co go spotkało wierzył w ludzi. I tylko dzięki niemu nadal wierzę w ludzi, chociaż mi cholernie trudno.