Jak było w tramwajach starych ?

17.07.11, 21:59
dziś widziałam tramwaje dwa razy te stare, zabytkowe, ktore można wynajmować i w kurs ruszyć po Warszawie.
wyciętą miały "T" literę w białych kołach z blachy na dachach ich przyczepionych - tak, jak numery tramwajów tych onegdaj.
i mię wizja naszła była, ale nie wiem czy prawdziwa.
się mi zdało, że jak byłam bardzo mocno mała,
to w Szczecinie w tramwajach czerwonych były takie siedzonka
przy wejściu ogrodzone barierką.
i tam siedział pan w mundurze ciemnym i bilety sprzedawał.
nie wiem teraz czy się mi śniło to kiedyś,
czy może widziałam na filmie jakimś,
czy też naprawdę w tramwajach bilety sprzedawano.
ale jeśli tak, to tylko tam ?
i jak można było nadążyć ze sprzedażą, skoro tylu ludzi na raz chciało
kupić, bo przecież takie tłumy jeździły, ze nawet w drzwiach otwartych
na stopniach stali.
to akurat wiem, ze tak naprawdę było.
ale ten w mundurze na siedzonku specjalnym
to bywał i bilety sprzedawał ?
    • damakier1 Re: Jak było w tramwajach starych ? 17.07.11, 23:11
      To siedzonko specjalne było ustawione przy tylnym pomoście, pan konduktor siedział bokiem do kierunku jazdy i te bilety sprzedawał.
      Pamiętam też, że bywały takie wagony, które miały otwarte pomosty, bez okien. Jeździło się na tych pomostach i paliło papierosy... Nie mogę sobie tylko przypomnieć, czy smarkulą będąc widziałam na tych pomostach palaczy papierosów, czy może też już sobie podróżowałam tramwajem popalając?
      • tojajurek Re: Jak było w tramwajach starych ? 17.07.11, 23:32
        Takie cudo? Jeździłem takowym też, a także wszystkimi późniejszymi modelami.

        https://mkm101.republika.pl/8110-01-z.jpg
        • olga_w_ogrodzie Re: Jak było w tramwajach starych ? 17.07.11, 23:44
          nie.
          to takich tom ja nie widziała na żywo.

          ale teraz wiem, że mi się te z siedzonkami dla biletowego /konduktor się nazywał, jak w pociągu ?/ nie śniły, ale prawda to była, bo Dama napisała, że oni bokiem siedzieli i ja tak właśnie pamiętam - bokiem.

          ale, żeby byly te miejsca dla palaczy, to nie.
          to ja takich nie widziałam tramwajów.
          • tojajurek Re: Jak było w tramwajach starych ? 17.07.11, 23:59
            Po wojnie w tramwajach każdy mógł palić na pomostach - tak było przez sporo lat. Gdzieś chyba w połowie lat pięćdziesiątych (a może nawet później) wprowadzono zasadę, że drugi wagon składu był dla palących. Ogólny zakaz palenia w tramwajach to przepis dość świeżej daty, ale słabo to zapamiętałem, bo potem tramwajami jeździłem niezwykle rzadko.
          • damakier1 Re: Jak było w tramwajach starych ? 17.07.11, 23:59
            > ale, żeby byly te miejsca dla palaczy, to nie.
            > to ja takich nie widziałam tramwajów.
            Aż zwątpiłam, czy nie wymyśliłam sobie tego, ale pogadałam z mężem i ustaliliśmy, że na pewno można było palić na otwartym pomoście drugiego wagonu. Z tym, że kiedy myśmy juz dorośli na tyle, że w ogóle mogliśmy palić legalnie, to już palenia na pomoście zabroniono i paliliśmy nielegalnie.
            A jeszcze sobie przypomnieliśmy, że ulubionym sportem było wskakiwanie i wyskakiwanie z jadącego tramwaju. Koło "Kaskady" - restauracji, która kiedys spłonęła, a teraz jest odbudowywna - torowisko tramwojowe biegło po ogromnym łuku i tam się skakało najfajniej.
            • witekjs Re: Jak było w tramwajach starych ? 18.07.11, 00:11
              damakier1 napisała:

              > > ale, żeby byly te miejsca dla palaczy, to nie.
              > > to ja takich nie widziałam tramwajów.
              > Aż zwątpiłam, czy nie wymyśliłam sobie tego, ale pogadałam z mężem i ustaliliśm
              > y, że na pewno można było palić na otwartym pomoście drugiego wagonu. Z tym, że
              > kiedy myśmy juz dorośli na tyle, że w ogóle mogliśmy palić legalnie, to już pa
              > lenia na pomoście zabroniono i paliliśmy nielegalnie.
              > A jeszcze sobie przypomnieliśmy, że ulubionym sportem było wskakiwanie i wyskak
              > iwanie z jadącego tramwaju. Koło "Kaskady" - restauracji, która kiedys spłonęła
              > , a teraz jest odbudowywna - torowisko tramwojowe biegło po ogromnym łuku i tam
              > się skakało najfajniej.

              Oprócz wskakiwania i wyskakiwania ulubiona była jazda na gapę po drugiej, zamkniętej stronie wagonu, a szczególnie na "cycku". :-)

              Witek
            • olga_w_ogrodzie Re: Jak było w tramwajach starych ? 18.07.11, 11:48
              nie widziałam nigdy takich tramwajów z otwartymi pomostami.

              ale "Kaskadę" znałam.
              obiady mi tam abonamentowe Ś.P. Tata wykupił.
              i sobie łaziłam do restauracji znanej w całym Szczecinie z tego,
              iż tam wieczorami i nocą to coś, jak paryski Plac Pigalle czy warszawska ul. Poznańska.

              a potem ta tragedia i tyle osób spłonęło...
    • ta Re: Jak było w tramwajach starych ? 18.07.11, 12:40
      Cudem nad cudami była torba/kaseta konduktora, czarna skóra plus metal ( mosiądz?). Miała wbudowane takie "tutki" na drobne różnego kalibru, od góry pan konduktor zgrabnym ruchem je wrzucał, od dołu zwalniając odpowiednim uchwytem denko tutki wydawał resztę. Bajeczne urządzenie !

      Podłogi były drewniane, siedzenia także z pięknie wyprofilowanych deseczek, na rogach siedzeń były mosiężne uchwyty dla stojących. Pionowe uchwyty przy wejściach oraz poziome pod sufitem, na których wisiały skórzane "ucha", były także mosiężne. Wystrój i wykończenie wagonów było doprawdy bardzo eleganckie.

      Motorniczy i konduktor oczywista w mundurach z czapkami, granatowych.

      No i te wajchy motorniczego ! Cudeńka mosiężne obracane w tę i wewtę ze zgrzytem.
      A najfajnieszy dzwonek tramwajowy ( to charakterystyczne "dzyń, dzyń" :) ) uruchamiany
      półokrągłym przyciskiem w podłodze pod pulpitem motorniczego.

      I zapach! Niepowtarzalny zapach środków olejowych używanych kiedyś do konserwacji intensywnie używanych drewnianych podłóg. Ten zapach , choć obiektywnie dość obrzydliwym jest, to kojarzy mi się miło, właśnie ze starym tramwajem i ulubionym sklepem z zabawkami ( ech, ta łezka w oku), gdzie także bardzo długo ostała się drewniana podłoga w ten sposób konserwowana.
      ( zapach nieco w tym klimacie dochodzi jeszcze latem ze starych rozgrzanych podkładów kolejowych na opuszczonych liniach)

      A jak już tak nostalgicznie, to prywatnie całkiem muszę uczcić wspomnieniem w tym miejscu moja wspaniałą i piękną Mamę. Jeździłyśmy bowiem cyklicznie właśnie takim tramwajem w odwiedziny do przyjaciółki jej serdecznej. Każda taka wyprawa to było wielkie święto.

      Pamiętam obrazek, jak wysiada z tramwaju w pięknej granatowej sukni w białe grochy "do ciała", zgrabna i zwinna, na gęstych ciemnych włosach ściętych na "simonkę" ( pamięta ktoś, jak to ?) ma fikuśny kapelusik z tego samego materiału co suknia, na nogach granatowe, zamszowe pantofle na niebotycznie wysokim obcasie ( och, o takich pantoflach marzy pewnie niejedna wspólczesna kobieta).
      Wyglądała olśniewająco.
      Taki obrazek mam zawsze przed oczami, gdy ktoś wspomina stare tramwaje - moją piękną Mamę, wysiadającą z wehikułu - jak z filmu Almodovara ( ktory tylko on mógłby nakręcić).
      • olga_w_ogrodzie Re: Jak było w tramwajach starych ? 18.07.11, 13:04
        pięknie opisałaś stary tramwaj.
        zapomniałam o drewnianej podłodze i siedzeniach,
        a teraz się mi zdaje, iż jednak je widziałam i pamiętam.
        nawet mi się jakoś tam torba kołacze - że duża i skórzana.

        Mamy opis piękny.
        słyszałam o fryzurze simonce.
        czy to od uczesania Simone Signoret ?
        ale którego ?
        nie wiem i fotki simonki nie mogę znaleźć.
        • ta "Simonka" 18.07.11, 14:10
          Tak, zapewne chodziło o wzorowanie się na jednej z fryzur Simone S.
          W gógló pojawia się wiele portretów S.S., fryzury różne.
          Mamy simonka, to były krótkie włosy w błyszczących pierścionkach, kilka pukli z grzywki dłuższe, spadające na oczy, odważna krotka fryzurka kobieca, jak na owe czasy. Wyglądała w niej bardzo zawadiacko i super.

          Ona, wysiadająca z tramwaju, ręka w białej rękawiczce wsparta na mosiężnym uchwycie, druga trzymająca kapelusik, na przedramieniu huśtająca się torebka, jedna noga zgięta w kolanie niechcący podnosząca wyżej wąską sukienkę, druga, w pońszosze ze szwem(!) opierająca się na dolnym stopniu w tym pięknym zamszowym pantoflu i uśmiech cudny do mnie - wysiadaj mała ! Kurczę, piękna to kobieta była, ale najpiękniejsza we środeczku...
          Hej, Mamidło :)
          • olga_w_ogrodzie Re: "Simonka" 18.07.11, 14:50
            no właśnie się wiele wyświetla fryzur, ale simonka, to chyba taka, o jakiej piszesz.

            /"Mamidło"...- tak na Kossakówce nazywano Marię - Maniusię Kossak z Kisielnickich, żonę Wojciecha i mamę Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej - Lilki, Magdaleny Samozwaniec i Jerzego Kossaka./
            • ta Mamidło 18.07.11, 15:30
              No proszę, trochę rozczytanam, ale o pokrewnym Mamidle nie słyszałam.
              Do dziś byłam przekonana, że moje Mamidło było jedyne.
              W każdym razie słowo wymyśliłam samodzielnie w wieku ok 10 -12 lat.
        • tojajurek Re: Jak było w tramwajach starych ? 18.07.11, 15:25
          Jeszcze dwa ważne narzędzia miał na podorędziu Pan Konduktor - może ktoś pamieta?
          Pierwsze to ołówek, na który nasadzona byłą specjalna okrągła gumka. Gumka służyła do odwinięcia z bloczku pojedynczego biletu, a ołówek do zaznaczenia na nim odpowiedniego kwadracika.
          Drugim fascynującym narzędziem (jako pętak chciałem koniecznie coś takiego mieć) był podobny do obcążków przecinak, do wycinania dziurek w wieloprzejazdowym abonamencie. Takie same mieli też konduktorzy kolejowi i robili zawsze dziurkę w sprawdzanych biletach.
          • ta Re: Jak było w tramwajach starych ? 18.07.11, 15:35
            Oczywista panie Jerzy, że dziurkacz był przecudny i pożądany. Nie tak dawno temu używany był jeszcze na kolei. Ołówka z gumką nie pamiętam. "Mój" konduktor miał malutką gąbeczkę przy pasku torby. Czym ją w czasie pracy nawilżał nie zastanawiałam się, na szczęście dla mojego żołądka.

            Ołówek z gumką służy aktualnie paniom kasjerkom na kolei do wystukiwania danych na ekranie dotykowym przy produkcji biletów. Bardzo przydatne narzędzie.
    • man_sapiens Re: Jak było w tramwajach starych ? 18.07.11, 23:15
      W latach '60 w Łodzi były takie tramwaje, które miały prawie otwarte pomosty. Tzn. drzwi z pomostu na zewnątrz były składane (taka harmonijka z 2 części). Jak taki tramwaj zwalniał na zakręcie, to wskakiwało się na schody (co przezorniejsi na tylne schody ostatniego wagonu), w czasie jazdy otwierało te drzwi i wchodziło do środka. Takie same jeżdżą w La Coruna:
      https://www.galiciaguide.com/pics/coruna-tram-2.jpg
      A Poznaniu tramwaje miały już przesuwane drwi (ważyły chyba tonę, trzeba było chłopa żeby je otworzyć). Na tym zdjęciu jest już zmodernizowany tramwaj z elektrycznie przesuwanymi drzwiami, dlatego nie ma klamek.
      https://www.kmps.org.pl/galeria/602_6.jpg
      W drugim wagonie konduktor siedział na takim podwyższonym siodełku, a kiedy tramwaj zjeżdżał ul Podgórną (wtedy ul. Walki Młodych, dzisiaj młodzi się już poddali) to konduktor szedł do takiego ręcznego hamulca i korbą przyhamowywał wagon, bo nie było hamulców elektrycznych. Jak się tramwaj za bardzo z górki rozpędzał, to wypadał z zakrętu na dole tej ulicy i wjeżdżał z hukiem do zejścia do podziemnego pisuaru.
      Motorniczy stał albo przysiadał na takim barowym stołku, od pasażerów nie oddzielały go drzwi, tylko taka pozioma rura z zatrzaskiem na końcu. W prawej ręce miał korbę do hamulca (mechaniczny hamulec, hamował tylko pierwszy wagon), w lewej korbę, którą przełączał napięcie do silnika (nie mógł za długo dawać gazu, bo silnik się przegrzewał i wywalał taki wielki bezpiecznik, który był w suficie nad motorniczym) albo przełączał na hamowanie silnikiem. W podłodze był taki okrągły jakby pedał do dzwonka. Przyzwoity motorniczy (po poznańsku "porzundny motorowy"), odziany w walonki (dziś zwane gumofilcami, były ze skóry i filcu) i czarny sukienny płaszcz do pół łydki dzwonił właściwie bez przerwy (stąd w Poznaniu "bimba"). Jak trzeba było ostro hamować, to miał taką dźwigienkę, która wysypywała piasek pod koła. Do kompletu jeszcze sznur w suficie do ściągania "pantografu", wycieraczka przedniej szyby z ręcznym napędem, ale za to wycierająca szybę od zewnątrz z deszczu i od środka z pary. No i wielki kawał żelastwa do przekładania zwrotnic czyli wajch, sam zwany niepoprawnie wajchą.
      www.tuwroclaw.com/pliki/miniaturki/wiadomosci/motorniczy_wajha_mini.jpg
      Na skrzyżowaniach były budki w których dyżurował facet ("wuja") z taką drucianą szczotą, którą czyścił w kółko zwrotnice i polewał je takim czarnym płynem z konewki (mieszanina wody i oleju), żeby się wajcha przekładała bez zacięć i koła nie piszczały na zakręcie. Pamiętam, jak wprowadzono genialne udoskonalenie - wajcha była wożona w takiej pochwie na dziobie tramwaju i motorniczy nie musiał jej dźwigać z i do tramwaju.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja