Czujecie sentyment?

06.11.11, 11:50
warszawa.gazeta.pl/warszawa/56,34862,10590924,Bary_z_wodka_wypieraja_puby__Gdzie_na_lufe_z_meduza_.html
Ja nie chcę, aby tamte czasy wróciły, ale jak zobaczę taki bar, to wejdę....
M.
    • sclavus Re: Czujecie sentyment? 06.11.11, 14:58
      ja bym nie wszedł... - to już prawie trzydzieści lat, jak wódki w ustach nie miałem :P
      Jak dobrze pójdzie(?) to i drugie trzydzieści miną bez ;)
      PeeS - z PRLu pamiętam, że nie było nigdzie takiego miejsca, żeby wejść, wypić pięćdziesiątkę albo setkę, zapalić papierosa i wyjść (zapłaciwszy oczywiście)
      Wsządzie wisiały kartoniki: wódkę podajemy tylko do zakąski (choć powinno być odwrotnie, co jest oczywistością oczywistą!)
    • trzecikot Re: Czujecie sentyment? 06.11.11, 15:45
      Nie cierpię nóżek w galarecie, salcesonów, śledzi itp. Z zagrychy toleruję ogórasa ;)
      • gat45 Re: Czujecie sentyment? 06.11.11, 15:58
        Nawet nóżek własnoręcznych ?
        • ploniekocica Re: Czujecie sentyment? 06.11.11, 16:16
          gat45 napisała:

          > Nawet nóżek własnoręcznych ?

          Widzisz i tu jest CzeciKot pogrzebany. Ja z nim od pokoleń walczę w temacie tego szowinizmu kulinarnego. I nijak mu nijak mu nie mogę przetłumaczyć, że niezależnie od płci dobrze gotujemy rzeczy, które lubimy, a ponieważ nam smakują to je gotujemy coraz lepiej i lepiej.
          Moja jedyna matka świetnie gotuje rzeczy tradycyjne, bo te jej smakują, gdy się natomiast bierze za potrawy, których sama nie jada z przyjemnością, a które lubimy my (znaczy dziecko wege i ja) wychodzą jej przedobrzone koszmarki. Jej sałatki są niemal niejadalne z powodu nadmiaru oliwek i fety, które to potrawy możemy jeść kilogramami saute, ale w sałatkach babci są zdecydowanie de trop, bo ona po prostu ani fety, ani oliwek nie lubi. I nijak jej przetłumaczyć nie można, żeby się trzymała buraczków i kiszonej kapusty oraz żurku, bo te robi najlepiej na świecie. Znaczy oprócz Damy of korz :))))
          • trzecikot Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 08:06
            "niezależnie od płci dobrze gotujemy rzeczy, które lubimy, a ponieważ nam smakują to je gotujemy coraz lepiej i lepiej. "

            To jest podejście amatora.
            Mnie wielokrotnie zdarzyło się zrobić doskonałego tatara, chociaż nigdy go nie posmakowałem, ponieważ nie jadam suszi i już. Podobnie jak galaretki drobiowej, golonki, zupy grzybowej i innych 'specjałów'. Potrafię włożyć serce w danie, którego nie lubię, ponieważ przygotowuję je dla przyjaciół/znajomych/rodziny. I tyle.
            • ploniekocica Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 09:19
              To jest podejście narcyza kulinarnego:)
              Też robię mięso, którego nie jadam. I też mi wychodzi ponoć smacznie. Ale posługuję się do pewnego stopnia algorytmami oraz doświadczeniem. Nie miłością jak np. w stosunku do szpinaku.
              Swego czasu żadna z imprez, na których bywało moje dziecko nie mogła się obyć bez ciasta czekoladowo-bezowo-kokosowego. Po prostu bez niego jej nie wpuszczali :)
              Zajeździłam do gołej blachy dwie teflonowe formy na tym cieście. A wiórków kokosowych organicznie nie znoszę. Też widać wkładałam serce, skoro żarli z takim entuzjazmem, ale gdybym kochała wiórki (jak np. żurawinę suszoną:) to pewnie nie byłby to prosty w miarę identyczny za każdym razem placek, a czysta poezja.
              • trzecikot Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 09:31
                Eee tam. Uwzięłaś się na mnie i tyle.
                • ploniekocica Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 09:36
                  Pewnie, że się uwzięłam.
                  Ale nie zaprzeczysz, że te potrawy, które lubisz jeść wychodzą Ci najlepiej? Czy będziesz się kłócił do ostatniej :)
                  • trzecikot Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 09:51
                    Nieprawda. Różnica jest jedynie w tym, że potrawy, których nie jadam, przyrządzam kanonicznie, a lubiane są przedmiotem różnych, czasem karkołomnych modyfikacji :P
                    • ploniekocica Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 14:13
                      trzecikot napisał:

                      > Nieprawda. Różnica jest jedynie w tym, że potrawy, których nie jadam, przyrzą
                      > dzam kanonicznie, a lubiane są przedmiotem różnych, czasem karkołomnych modyfi
                      > kacji :P

                      Sam sobie, najdrożciejszy, przeczysz. Skoro te potrawy robisz nie próbując, kanonicznie, to jest to zaledwie wersja poprawna, którą wg tego samego algorytmu wykonać mógłby niemal identycznie (pomijamy różnice w garnkach, kuchenkach, wieku mięcha itd.) każdy jako tako wprawny użytkownik kuchni. Gdzie miejsce na to tchnienie geniuszu, który tylko Twoim zdaniem mężczyźni gotujący posiadają? Bo skoro tego nie jadasz to nawet przepis nie jest Twój w najmniejszym procencie. Nawet taka prosta baba podkuchenna, jak ja, ugotowałaby dokładnie to samo? Czy może taki tatar od samego potknięcia genialnych męskich rączek zmienia się w super-tatar, a potraktowany damskimi zamienia się w mielone (nawet siekany:)?
                      • gat45 No już, już... Dziś urodziny Mańki Curie (oto co 07.11.11, 15:24
                        robią panie) i rewolucji październikowej (a w co się bawią panowie).

                        Siła argumentu, czystość rozumowania i niezłomna logika tego wpisu sprawiają, że czuję się trochę jak Anwad. Wiem, że nie dorosłam do jej poziomu, ale i tak jestem z siebie dumna.
                        • ploniekocica Re: No już, już... Dziś urodziny Mańki Curie (oto 07.11.11, 15:50
                          Gatu, Prezydentko Szanowna, ja rozumiem, że Ty chcesz wprowadzić pax miedzy ateisty w sprawiedliwości swojej wielkiej, ale zaprawdę powiadam Ci, że my się z Czecim wcale nie kłócimy. To są takie nasze kocie zaloty :))))



                          "Czy chłop pańszczyźniany może zrozumieć świadomego obywatela? " made by Anwad
                          • gat45 Re: No już, już... Dziś urodziny Mańki Curie (oto 07.11.11, 15:53
                            Egoistka ! Nie pochwali nawet człowieka za piękną logikę anwadoidalną :( A ja się tu staram jak mogę ...
                            • ploniekocica Re: No już, już... Dziś urodziny Mańki Curie (oto 07.11.11, 16:03
                              Nożesz, za Anwadzię już mi się tutaj oberwało, że się wymądrzam i za bardzo ufam temu tam, jak mu tam ... szkiełku.
                              I to w podobnym wbrew pozorom wątku o wyższości facetów a priori nad kobitami. Znaczy, że facet ma rację, bo ma :)
                              Zatem na hasło Anwad milczę jak głaz przydrożny. I żadnych takich ode mnie nie wyciągniesz. Nawet na torturach.
                              • gat45 W torturach jestem na bieżąco, bo niedawno 07.11.11, 16:15
                                czytałam znowu "Królów wyklętych" (tak to jest po polsku ?) - tom I. Niestety się nie nada, bo tam jeden z naczelnych punktów programu rozrywkowego to kastracja - między łamaniem kołem a włóczeniem końmi bodajże. Dokładnie nie wiem, bo od dziecka opisy tortur przeskakuję, a w kinie zdjemuję okulary. W każdym razie jeszcze jeden dowód na to, że wszystko się robi pod facetów. Machos !
                                • ploniekocica Re: W torturach jestem na bieżąco, bo niedawno 07.11.11, 16:21
                                  Po polsku chyba "Królowie przeklęci", ale moge się mylić, bo czytałam dawno i może jest nowe tłumaczenie. No i jeśli Ci chodzi o Maurice Druona.
                      • trzecikot Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 15:52
                        ploniekocica napisała:
                        Czy może taki tatar od samego potknięcia genialnych męskich rączek zmienia się w super-tatar, a potraktowany damskimi zamienia się w mielone (nawet siekany:)?

                        W moim przypadku jak najbardziej.
                        • ploniekocica Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 16:05
                          trzecikot napisał:

                          > ploniekocica napisała:
                          > Czy może taki tatar od samego potknięcia genialnych męskich rączek zmienia się
                          > w super-tatar, a potraktowany damskimi zamienia się w mielone (nawet siekany:)?
                          >
                          >
                          > W moim przypadku jak najbardziej.


                          Hihihi, aniołowie Ci to zwiastowali?

                          Rozumiem.
                          A teraz idę zamienić cukinie i cebulę oraz czosnek i inne ingrediencje w supercukinię z curry za pomocą moich genialnych i natchnionych kobiecych rączek.
                          • trzecikot Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 16:08
                            Taaa jasne, taka breja a nie curry ;)
                            • ploniekocica Re: Czujecie sentyment? 07.11.11, 16:19
                              Jaka breja? Jadłeś kiedyś wykonaną baj majself cukinię, że herezje opowiadasz?
                              Z brei cukiniowej to ja robię placki, placek, albo dodaje do zucchni bread.
                              Ta cukińka, którą robię jest malutka, chudziutka i pokrajana w plasterki razem ze skórką of korz będzie uduszona ledwo na szklisto. A potem dodana do makaronu z mąki pełnoziarnistej i posypana prażonymi ziarnami.
                              Breja! Też coś. FOCH!
      • mariner4 Lorneta i meduza 06.11.11, 17:37
        Czyli 2 x 50g + galaretka.
        Nie to żebym przepadał za tym, tylko wspomnienie młodości.
        Zresztą te zagrychy teraz są pewnie lepsze niż wtedy.
        Pamiętam "Flisa" na Hożej. Wiecie co to takiego?
        To była wręcz legendarna knajpa w suterynie, z flakami ( w kilku gatunkach) i piwem. Flaki takie, jakie nigdy gdzie indziej nie jadłem. Lokal był w tym miejscu jeszcze przed I wojną światową. W porze obiadowej kolejki były dłuuuugie! Potem w PRL to zlikwidowali a nazwę przenieśli na wielki lokal na MDM. Oczywiście dawali już tam byle co.
        M.

        • scoutek Re: Lorneta i meduza 06.11.11, 17:54
          Lorneta z meduzą, do usług
          ktoś to wziął pod uwagę już dawno;)
          • mariner4 Z "Flisem" wiąże się pewna historia 07.11.11, 17:38
            Ok roku 1960 w Warszawie, w naszej rodzinie pojawił się dawno uznany przez nas za nieżyjącego brat mojej babki rocznik 1890. Jak go wzięli do carskiej armii tak przepadła w Rosji. Jego życiorys to scenariusz na dobry film. Zresztą umarł w Moskwie.
            Zapytał mnie o "Flisa". Zaprowadziłem go tam. Ta część Warszawy nie zmieniła się od tamtego czasu. Nie muszę chyba już opisywać jego wzruszenia.
            M.
        • dupetek Re: Lorneta i meduza 06.11.11, 18:39
          Lornety były w różnych rozmiarach:) Nie piszę o Flisie.
          Dziś nie skorzystałbym z takiej oferty.
          • tojajurek Inwalida z lunetą 06.11.11, 19:07
            Tak to się raczej nazywało - prosty wstęp do tzw. dalszegociągu.
            Jeśli ktoś nie kuma, to wyjaśniam: tatar z jajkiem i setka.
            A barów "szybkich" dawniej nie brakowało. Najmilej wspominam "Na Koszykach" (tuż przy hali targowej). Szynkwas obity blachą, cztery malutkie kulawe stoliczki. Pod setkę - o ile ktoś nie chciał ryzykować jedzenia - trzeba było zamówić ogórka kwaszonego. Ogórek zresztą był "przechodni", zawsze zostawał. Płaciło się z góry, wypijało się i dalej w drogę.
            • sclavus Re: Inwalida z lunetą 06.11.11, 19:24
              były też sztafety; 4x50 lub 4x100... dziwnym zbiegiem okoliczności ;) nigdy, jako pałeczki, nie można było dostać piwa....
            • scoutek Re: Inwalida z lunetą 06.11.11, 19:25
              tojajurek napisał:

              > Tak to się raczej nazywało - prosty wstęp do tzw. dalszegociągu.
              > Jeśli ktoś nie kuma, to wyjaśniam: tatar z jajkiem i setka.

              kaleki azjata czyli tatar z jednym jajem
        • blind_as_a_bat Re: Lorneta i meduza 07.11.11, 07:40
          Flis to nie moje były rewiry dzieciństwa. Fawory to było to!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja