Dodaj do ulubionych

Drugi kot czyli czy jest na sali Dama?

11.02.12, 18:23
Jest mi bardzo potrzebne kociarskie wsparcie i Damie oczy wypatruję cichutko. Pochlipująć z przejęcia, bo j mam oczy po mokrej stronie duszy ...x7
Obserwuj wątek
      • dupetek Re: Jest!!!! Wiktor! 19.02.12, 16:39
        Najlepszego dla ryżego i dla ciebie Płonąca!
        A, odpowiedź na Twoje pytanie jest prościusieńka; masz problem z wymawianiem dźwięcznego W, a Fiktor źle się kojarzy..., ech ta poprawność:(
        Przekaż ode mnie ryżemu żeby zawsze i wszędzie czuł się WWWW...iktorem, bez względu na kastrację imienia!!
      • damakier1 Re: Jest!!!! Wiktor! 19.02.12, 17:19
        Ja nie mam pojęcia dlaczego Iktornem sie został, ale widzę, że przystojny i całkiem juz sie pewnie w tym fotelu usadowił. Pingwinica Fcale zuą kobietą nie jest, tylko kobieta mądrą. Wie, że jak na wstępie gówniarza nie nauczy, kto w domu rządzi, to będzie miała przechlapane juz na zawsze. A jak na zdjęcie Pingwinicy spojrzałam, tom w pierwszej chwili się zadziwiła, skąd Ci się fota Pana Czesia wzięła .
        Fajnie, że juz masz rodzinę w komplecie!
        • ploniekocica Re: Jest!!!! Wiktor! 19.02.12, 17:33
          O księcia Iktorna zapytaj Antka, on co prawda sporo młodszy niż moje dziecka, ale na pewno wie.
          On jest absolutnie niebojącym się malcem, to Pingwin ryczy ze strachu i za firankę się chowa.
          Jest też malcem bardzo spokojnym i chudziutkim, Je też oszczędnie, nie to, co ten grubas żarłoczny mniszka Pe. Zresztą waży z jedną piątą tej kolumbryny.
          Aktualnie zwiedza maluch okolicy Pingwina, który za firanką (ażurową na wysokości parapetu od kocich łap), a ona zwisa z parapetu i ryczy jak lew, ale łapy nie wyciąga i agresji nie okazuje. Na Kosmolka też ryczała złowieszczo, a pierwsza do miski jego biegła.
          Zresztą w ogóle większym respektem darzy ryżego malucha niż psy wszelakie, za wyjątkiem jednego, ale to był buldog i nie poznała chyba, że to pies.

          Już Ci pisałam, że pan Czesio to jest zaginiony brat bliźniak Pingwina. Tylko on ma pod noskiem po obu stronach biało, a ona tylko po jednej. No i podejrzewam, że grubsza jest.
      • ploniekocica Re: Jest!!!! Wiktor! 20.02.12, 10:32
        Odwołuję Fszystko. Mniszka nie jest zua kobieta, ona jest kobieta na skraju załamania nerwowego. Albowiem ponieważ ona się rudego szczura potwornie boi. Boi się go nie przymierzając tak, jak swego czasu mój pięćdziesięciokilogramowy pies świnki morskiej.
        A rudy szczur ma ją gdzieś, biega sobie tam gdzie chce, bawi się pośrodku pokoju, nie reaguje na jej lwie ryki, olewają ją totalnie i po całości. A ona bidulinka, jak chce zejść z parapetu, żeby coś zjeść albo się załatwić to woła, żeby ją zanieść, a potem boi się wrócić. Gdy ryżego nie ma w zasięgu wzroku to sunie w charakterze kota niskopiennego brzuchem po ziemi, łypiąc przerażonym wzrokiem dookoła, czy ten podForny PoDFUr jej nie zaatakuje. Jak przypadkiem wlazła łapą na pluszową mysz to podskoczyła ze strachu dwa metry w górę i wydała z siebie miauknięcie w koloraturze, coby się go diwy najrozmaitsze gatowe nie powstydziły.
        • damakier1 Re: Jest!!!! Wiktor! 20.02.12, 13:25
          Od razu mówiłam, że nie jest zua. Ma ten sam syndrom, co miał Franio na Dynię/Karolka. Może czytałaś w Czwartym kocie, że się Franio przed ryżym potworem nawet z domu wyprowadził. Ryże to dranie i przez nich to Fszystko, czego Thusku przykładem najlepszym.
          Ale niech żywi nie tracą nadziei. Franio sie przemógł i w pielesze powrócił, to i Pingwinica się przemoże.
          • magdolot Re: Jest!!!! Wiktor! 20.02.12, 13:45
            Tym bardziej, że nie ma się dokąd wyprowadzić, bidulka.

            Ale to jest ten lepszy scenariusz, bo gdyby Pingwin prześladował bidnego małego pokurczonego ze strachu kalekę, to byś go mogła znielubić troszeczkę. A tak to jest awantura w rodzaju: "chciałem czerwony rowerek, buuu, nie fstrętny biebieski! - ciesz się gnoju, że w ogóle masz rowerek i przestań wybrzydzać".
            Było napisać czytelny list do Mikołaja, że się chciało PSA...
            • ploniekocica Re: Jest!!!! Wiktor! 20.02.12, 14:27
              Słusznie prawicie, koleżanki.
              Szczególnie, że rudy szczur jest kotem mojej pierworodnej, a jej stosunki z Mniszką na Pe. są trudne i chwilami bolesne (wówczas bolesne gdy Pingwin nie ujrzawszy porządek w pokoju "pani redaktor" traktuje go jako jedną wielką kuwetę) i gdyby niedajbuk Iktorn został choć minimalnie skrzywdzony przez rezydentkę to by się dopiero działo.

              A tak ryzy ma w dupie, a jedyną pokrzywdzoną jestem ja, bo Pingwin ze strachu schowany pod fotelem u młodego zaatakował moją rękę.
              • magdolot Re: Jest!!!! Wiktor! 20.02.12, 14:43
                Te dzieci strasznie wygodne są. Wyjechała, a teraz Pingwin WIE, że to nie ona mu ryżego drania zwaliła na łeb, ino zdradziecka Kocica... I teraz biedna Kocica za niewinność prześladowana jest! Ale jak Pingwin się wreszcie zorientuje jak się sprawy miały, to zakuwetuje co trza.
              • ploniekocica Re: Jest!!!! Wiktor! 20.02.12, 14:45
                Przed chwilą odbyła się scena następująca: Pingwinica zsunęła się baaaaaaaaaardzo ostrożnie ze swojego ulubionego parapetu, na którym spędza połowę czasu przeznaczonego na odpoczynek (drugą połowę przebywa na kanapie mojej, która znajduje się tuż obok tego parapetu, miziając się ze mną, mrucząc jak kombajn, albo po prostu zawracając mi głowę ). Wzgardliwie ominęła kanapę ze mną na niej, bo przecież nie gadamy ze sobą i całkiem raźnym krokiem, choć nieco opuszczona na łapach udała się w pobliże fotela przy drzwiach, który zaanektował dla siebie intruz. Rudy szczur spał smacznie z głową zwieszoną z fotela. Pingwinica usiadła ze trzydzieści centymetrów od fotela owego na tłustym zadku i zaczęła ryczeć złowieszczo i bardzo głośno, bo Pingwinica w ogóle jest kotem gadatliwym i obdarzonym donośnym głosem. Co najdziwniejsze nie zajrzała nawet do misek malucha, które znajdują się tuż koło fotela i tuż koło miejsca wybranego przez nią na popis wokalny. Rudy szczur otworzył jedno oko, popatrzył na śpiewającego Pingwina, po czym je zamknął. Nawet nie podniósł głowy. Pingwinicy zrobiło się wyraźnie głupio. Jeszcze chwilkę poryczała, ale zdecydowanie ciszej i jakoś tak jakby pro forma. Po czym jak niepyszna udała się w kierunku drzwi, bardzo wolno, na bardzo niskich łapach, oglądając się chyłkiem w kierunku fotela ze śpiącym potworem. Minąwszy próg przyśpieszyła kroku i udała się do kuwety swej, gdzie dobre pięć minut zagrzebywała swoje siusiu tak energicznie i głośno, że umarłego by obudziła. Ale nie rudego szczura, bo rudy szczur jest ponad to.
                • ploniekocica Re: Jest!!!! Wiktor! 20.02.12, 18:03
                  Teraz się ryży obraził,a Pingwinica tańczy taniec zwycięstwa i mruczy jak snopowiązałka. A było tak: się okazało, że szczur ma robaki. Ohydne, jak to robaki. Mimo, że odrobaczany, ale ma.No to ja go cabas do torby i lecę do weta, mimo żem sama chora jak bukwico. Wet ryżego obejrzał, zważył, w uszy, oczy i jajka zajrzał. Papiery lekarskie powypadkowe , co to na nim ryży był jeszcze kocicą imieniem Lilka (bo taki był malutki,że jeszcze mu jajka nie wyszły na wierzch) obejrzał i orzekł, że jest ryży zdrowy, a potem dał mu do pyszczYka paskudztwo na robaki, zainkasował pieniądze i kazał przyjść w czwartek. Potem poszliśmy kupić jedzono dla rudzielca u pana ze sklepu i pan się rozgadał, bo pan ma 7 psów, 6 kotów i dwie fretki.
                  Tymczasem Pingwinica objęła w posiadanie domostwo - nareszcie bez ryżego pokraki. Jak wróciliśmy to czekała na nas przy drzwiach bardzo uradowana, rozmiauczana i o nogi się ocierająca, szczególnie, że młody zapomniał klucza i siedział chwilkę pod drzwiami więc się naczekała bidulka. Kompletnie nie zauważyła torby z ryżym szczurem.A on obrażony za te paskudne doświadczenia z wetem szmyrgnął jak prawdziwy szczur do pokoju młodego i się zaszył za materacem do ćwiczeń pod łóżkiem na antresoli. Wkurzony i niechętny kontaktom.
                  A Pingwin jak nowonarodzony z mrukiem rozkoszy na ustach ociera się o nogi, gania po moim pokoju i kuchni,leży na środku kanapy brzuchem do góry, nareszcie odzyskawszy swoją posiadłość. I wcale nie wie, że ryży szczur się w końcu odobrazi i wylezie. Ciekawe, co to będzie wtedy.
                      • ploniekocica Nie śpię, bo trzymam poduszkę 21.02.12, 09:59
                        Oczywiście głód i chęć zabawy wygnały rudego szczura z bezpiecznej kryjówki.Pojawił się w moim pokoju w momencie, gdy Mniszka Pe obchodziła dostojnym krokiem jego rewiry, tymczasowej kuwety specjalnie dla szczura. Wbiegł radosnym kurcgalopkiem i w podskokach podbiegł do Pingwina, który przysiadł do grubym odwłoku, wyciągnął szyję i zaryczał, pokazując zęby, którym ewidentnie przydałoby się czyszczenie u weta. Iktorn ostatnie dwa miesiące spędził w domu tymczasowym, gdzie w porywach bywało do dwudziestu kotów więc mu takie ryczenie niestraszne, ale na wszelki wypadek oddalił się nieco i tez przysiadł tylko,że na chudym zadeczku. Tak sobie siedziały dobrą chwilę - Mniszka Pe ryczała jak szarżujący lew, a ryży najpierw zaciekawiony przyglądał się jej, a potem zaczął się jakby nigdy nic bawić swoja pluszową myszą.
                        Ten incydent sprawił, że Pingwinica doszła do wniosku, że ryże szczury nie zabijają kocic tak od razu, a takie ryczenie jest całkiem fajne. Przez resztę wieczoru i pół nocy Pingwinica sunęła jak wielka czarna błyszcząca fregata pod białymi żaglami tam i nazad po domu i jak się natknęła na bawiącego się swoimi cudeńkami, albo czymkolwiek innym malucha (czyli średnio co minutę) to siadała i ryczała potwornie, po czym wymijała go wolno i szorując brzuchem po ziemi szła do kuchni, łazienki, albo do pokojów dzieci. A Iktornek ledwo jej uniesiony w górę i lekko machający czubkiem ogon przekroczył linię futryny natychmiast biegł cichaczem za nią i ukrywał się na przykład pod stołem w kuchni, albo się w ogóle nie ukrywał tylko stawał naprzeciw niej w najwęższym miejscu przedpokoju i cierpliwie znosił straszliwe, mrożące krew w żyłach ryki.
                        Już po pół godzinie takich podchodów odkryłam, że ta zabawa sprawia obojgu ogromną frajdę, ale do trzeciej rano trzymałam poduszkę na wypadek, gdyby ryży przekroczył cienką granicę cierpliwości i świeżo odzyskanej odwagi Mniszki, a ona postanowiła go skarcić także czynem, a nie tylko werbalnie. Albowiem wyczytałam na mądrych kocich forach, że należy w takim wypadku rzucić pomiędzy koty jakąś miękką rzecz na przykład ręcznik albo właśnie jasiek.
                        Po trzeciej zmorzył mnie chora okrutnie sen, co prawda słyszałam jeszcze dzikie ryki dochodzące z dalszym pomieszczeń, ale postanowiłam, że niech się pozabijają.
                        Rano były całe i zdrowe, co jest znakiem, że się nie pozabijały. Pingwin odstawił jeszcze ryki przy miskach z żarciem, bo młody postanowił przenieść się z miskami z pokoju do kociej stołówki w kuchni, potem jeszcze obeszły swoje rewiry i teraz śpią jak zabite - Mniszka w swoim ulubionym koszyku na parapecie, a rudy szczur na stole. Oba rozciągnięte na całą swoją długość i z uśmiechniętymi przez sen pyszczkami.
                        A ja nadal mam katar i po połowicznie nieprzespanej nocy boli mnie łeb. I gdzie tu jest kocia sprawiedliwość?


                        "Kocice nie grzeszą rozumem a płonące używają go bardzo rzadko." made by człowiek radziecki
                        • ploniekocica No i oczywiście zeżarło kawał 21.02.12, 10:03
                          początek ma brzmieć tak:
                          Oczywiście głód i chęć zabawy wygnały rudego szczura z bezpiecznej kryjówki. Pojawił się w moim pokoju w momencie, gdy Mniszka Pe obchodziła dostojnym krokiem
                          jego rewiry,obwąchiwała posłanie na fotelu, wszystkie zabawki i zaglądała krytycznie do miski pralniczej, która pełni funkcję dodatkowej tymczasowej kuwety specjalnie dla szczura.
                        • ploniekocica Ryży uzurpator 21.02.12, 11:20
                          Nie ukrywam, że choć koty mam od czasów niepamiętnych nigdy nie miałam na dłużej dwóch jednocześnie. Psy owszem, ale psy są bardziej przewidywalne i mniej więcej od razu wiadomo, czy się dogadają czy nie. Zatem przygotowałam się na przybycie ryżego teoretycznie, przeczytałam fora najrozmaitsze,porady wetów i hodowców. I naumiawszy się odpowiednio dużo, potwornie przestraszona, przygotowałam mu azyl w łazience. Koszyczek wyścieliłam miękką podusią, kuwetę dodatkową w misce pralniczej zrobiłam,miseczki osobne itd. Zgodnie z radami wszelakimi oraz z doświadczeniami z braniem poprzednich kotów do spsiałych domów wiedziałam, że kot na początek lubi mieć schronienie niewielkie, żeby po czasie dopiero jakimś zapuszczać się w rewiry odleglejsze mieszkania. Na dodatek lepiej jest, żeby koty były na chwile izolowane i miały osobne miejsce do wszystkiego. Szczególnie jeśli jeden z kotów jest doświadczoną przez los kocią sierotką po ciężkiej operacji, nieprawdaż?
                          Tak twierdzili ludzie mądrzy i doświadczeni w obcowaniu z kotami. Ale widać ci ludzie nie znali Ryżego Księciunia.
                          cdn
                          • ploniekocica Ryży uzurpator 21.02.12, 12:20
                            Wejście ryżego Księciunia do naszego domu przypomniało mi zdarzenie sprzed lat niemal dziewiętnastu, gdy przybył do nas poprzedni rudy kot - olbrzymi Gutozaurus Rex. Wydarzenie to było szczególnie pamiętne, bo oprócz nowego kota moje dziecko pierworodne dostało na imieniny wiadomość, że przestanie być jedynaczką. Kot rudy z białymi łapami i krawatem został znaleziony na działkach pod Warszawą z powybijanymi przez złych ludzi mleczakami i kopniętym pyszczkiem.Przez wakacje opiekowała się nim koleżanka mojej koleżanki, ale po wakacjach szukała dla niego domu, bo jej dziecko miało bardzo silną alergię na sierść. I tak trafił do nas, mniej więcej sześcio- siedmiomiesięczny przeraźliwej wprost wielkości. Kiedy mój ówczesny mąż wypuścił go z plastikowego zamykanego koszyka "dla małego kotka" obie z pierworodną wydałyśmy okrzyk przerażenia. Był wręcz monstrualny jak na kociego podrostka.
                            Wylał z tego koszyka, gdzie musiał być upchany niemal na siłę, rozprostował nogi i od razu ruszył na obchód nowej posiadłości. A ponieważ jedną z pierwszych rzeczy, na którą natrafił była wielka psia morda to tej mordzie sprzedał na wszelki wypadek dwa sierpowe miękką łapą i zobaczywszy głupią psią minę wskoczył na łóżko, a pies za nim. Istnieje zdjęcie z pierwszego dnia pobytu Gutka u nas - wielkie łóżko jest szczelnie wypełnione ogromnym psem i ogromnym kotem, a pośrodku nich siedzi mała elfia dziewczynka i ogląda.....Gumisie!
                            • inna57 Re: Ryży uzurpator 21.02.12, 13:12
                              Ja mam bujną wyobraźnię i potrafię sobie to wyobrazić ale jakby fotka się znalazła to pewnie wszyscy chętnie małą elfią dziewczynkę w towarzystwie Gutozaura i ogromnego psa zobaczymy ;)

                              https://www.themusicninja.com/wp-content/uploads/2011/05/pretty_please_cat.jpg

                              Czytam Twoją opowieść z pierwszych dni pobytu księcia z dużą przyjemnością.
                              • ploniekocica Re: Ryży uzurpator 21.02.12, 16:36
                                No niestety, Inno,mała elfia dziewczynka wyrosła na straszliwą wiedźmę i gdybym jej fotkę, nawet z wczesnej młodości, na publicznym forum umieściła, to śmierć moja byłaby długa i bolesna. Łomatko, ja sobie wyobrażam, Boże ty mój! Jak znajdę i zeskanuję to mogę wysłać zainteresowanym na priva a i to w wielkiej tajemnicy :).
                            • ploniekocica Ryży uzurpator 3 21.02.12, 13:25
                              Objęcie w posiadanie naszego mieszkania przez ryżego szczura jako żywo przypominało zachowanie tamtego rudzielca (rude bezczelne jak widać nad wyraz) tylko, że ten nie był olbrzymem, a wprost przeciwnie. Chociaż wet stwierdził, że rozwija się zupełnie normalnie i o jakimkolwiek zabidzeniu pochorobowym nie ma mowy, no oprócz wygolonej polowy prawego boku. O jakimkolwiek tymczasowym azylu w ogóle nie było mowy już po kwadransie ryży zwiedził całe mieszkanie, zajrzał w każdy zakamarek i zadomowił się kompletnie. Co wprawiło Mniszkę Pe w zdumienie i przerażenie wielkie, bo ona po przybyciu tutaj choć starsza i większa była, przez tydzień nie wychodziła spod kanapy, a przez następny miesiąc utrzymywała kontakty jedynie z psem.
                              Po niespełna dwóch dobach znajomości z nami i nowym miejscem zamieszkania ryży uzurpator objął w posiadanie wszystko - wygrzebał z najczarniejszych zakamarków wszystkie zabawki Pingwina łącznie z jej dawno zaginionym ukochanym czerwonym koralem, dobrał się w do wszystkich misek i wszystkich tajnych kryjówek. A gdy korzystając z kociego snu po nieprzespanej nocy postanowiłam wyczyścić kuwety któż pierwszy był (zanim zdążyłam założyć górę) w pingwiniej toalecie? Któż pierwszy obsiusiał i obkupkał świeżutki silikonowy piasek? Któż?
                              Doprawdy nie wiem, czy nie będę musiała biednej Mniszce Pe wobec takiego afrontu nowego toi-toia kupować.
                              Iktorn jak żywy, uzurpator i detronizator w całej krasie. Tylko Toudiego mu brak.


                              "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
                              • ploniekocica Czerwony koralik czyli kooperacja 21.02.12, 15:53
                                Ryży się bawi, a Mniszka Pe go obserwuje. Już nie tak bardzo dyskretnie zza firanki, ale wręcz bezczelnie rozłożona w swoim koszyku z czerwoną poduszką na parapecie.Wygląda zresztą w tym koszyku okrutnie pokracznie, bo koszyk jest fragmentem powierzchni kuli i wypełniony po brzegi grubą kocicą chwieje się jak wańka wstańka, a czasami gdy Pingwinowi zbierze się na zbyt energiczną toaletę to zlatuje razem z koszykiem z parapetu . Ryży na dywanie, który jest nawiasem mówiąc znakomitym drapakiem a to zamorduje po raz kolejny pluszową mysz, a to kwiatek włóczkowy potarmosi, a to piłeczkę potoczy, a to sznurkiem owinie nogę od stołu. Pingwin patrzy spokojnie z wysokości swojego parapetu i tylko to, że koszyk przechyla się raz w jedną, raz w druga stronę świadczy, że Pingwin przeżywa. W końcu Ryży zapuszcza się pod komodę i wytacza stamtąd czerwony ogromny drewniany koral - ulubioną kocią zabawkę, która zaginęła była wieki temu bez śladu. Koral toczy się z turkotem po parkiecie, pchany łapą Ryżego, a Pingwinica jak zaczarowana natychmiast wyskakuje z koszyka i gotowa do skoku z wysuniętą na żyrafiej szyi głową zastyga na skrzyni pod oknem. Koral się toczy to w prawo, to w lewo,a pingwinia głowa obraca się w ślad za koralem. W końcu koral znika za wielką poduchą do siedzenia, która stoi na sztorc przed regałem z książkami. Rudy szczur włazi w ślad za koralem za poduchę i nawet przez chwilę słychać odgłos turlającego się korala, ale tylko przez chwilę - widać gdzieś utknął, Ryży nie rezygnuje jednak i próbuje od drugiej strony.
                                Okrągła, pyzata głowa Pingwina o mały włos nie odleci z szyi w ślad za czerwonym koralem. W końcu jej właścicielka nie wytrzymuje i wprost pędzi w kierunku poduchy. Pokażę temu bezczelnemu gnojkowi, kto lepiej szuka korali!
                                cdn.
                                • ploniekocica Czerwony koralik czyli kooperacja 2 21.02.12, 16:23
                                  Teraz szperają za poduchą każde ze swojej strony. I tylko jak przypadkiem mordki im się zetkną Pingwinica wyje złowieszczo, ale tylko przez kilka sekund, bo przecież odnalezienie korala i wykazanie się przed ryżym uzurpatorem ważniejsze niż jakieś tam popisy wokalne. W końcu wyłażą zza poduchy oboje i siadają zrezygnowani po jej obu stronach. Odsuwam poduchę, ale po koralu znowu ani śladu - zaszukany na śmierć przez osiem niecierpliwych łap, utknął gdzieś głęboko pod regałem. Wpatrują się we mnie z nadzieją teraz dwie pary zielonych oczu, ale nadaremno. Wyciągam więc z puszki dwa orzechy laskowe i kładę każdemu pomiędzy łapami. Ryży zabiera się energicznie do turlania, ale Pingwinica olewa plebejskie rozrywki dla głupich dzieci. Układa się natomiast pod stołem i obserwuje igraszki Ryżego i ryczy od czasu do czasu nie za głośno, ot tak na wszelki wypadek, żeby się Ryżemu za dużo nie wyobrażało. Idę chwilę do kuchni po chusteczki do nosa, a oba koty oczywiście za mną. W progu odbywają się znowu kontrolne ryki, ale tym razem rudy szczur ustępuje i pierwszy ucieka do pokoju. Mniszka wraca krokiem zwycięzcy razem ze mną. Po drodze na swoje miejsce obserwacyjne w koszyku trafia na wzgardzony przedtem orzech. I oto, co się dzieje, proszę państwa? Ryży leży pod stołem i obserwuje, a gruba Mniszka turkocze orzechem po drewnianej podłodze. A co!
                  • magdolot Re: Jest!!!! Wiktor! 21.02.12, 01:55
                    Wytrzymaj!

                    A ja za tydzień będę miała moją chrześniaczkę Mańkę Bernardynkę i będziemy kulały na spacery na jamnikowej smyczce, bo jej pańcia uwięźnie w wiklinie na parę dni.
                    • ploniekocica Paląca sprawa kociej kuwety 22.02.12, 10:07
                      Nie da się ukryć, że najlepiej byłoby, żeby była jedna. Mieszkanie, w którym teraz mieszkamy nie jest duże, a na dodatek przedwojenne z małą łazienką i kuchnią oraz krętym wąskim przedpokojem, gdzie ledwo miejsce na jedną krytą kuwetę. Druga stoi na balkonie i jest używana sporadycznie w miesiącach ciepłych.
                      Mniszka Pe jest na dodatek kocurrą urologiczną i nie dość, że majątek kosztuje jej weterynaryjna karma, to na dodatek ma czasami tendencje do sikania w pokoju pierworodnej (skądinąd scenografia sprzyjającą jest) - tak więc jej siusianie jest sprawą priorytetową.
                      Jak już pisałam wczoraj rudy szczur zaanektował kuwetę Mniszki natychmiast po zmianie piasku, co uznałam za możliwość przyzwyczajenia ich do wspólnej kuwety. Zostawiłam więc kuwetę otwartą na środku przedpokoju i nie nakryłam jej wiekiem. No i zaczęły się schody, bo Ryży trafiał do kuwety bezbłędnie, natomiast za każdym razem, gdy usiłował do niej wejść Pingwin szczur rudy leciał i ją podglądał. Pingwinica jest puszystą,przystojną kobietą w średnim wieku i w żaden sposób nie chciała załatwiać swoich potrzeb intymnych przy zaglądającym jej, za przeproszeniem, w tyłek wystrzyżonym w ząbek podrostku. Bidulka, nie załatwiała się prawie dobę.
                      W końcu rano, kiedy już Ryży odfajkował wszystkie potrzeby fizjologiczne, nakryłam kuwetę i wtedy wtoczyła się do niej Mniszka Pe. Zagrzebała, wylazła i dalej biegać radośnie po mieszkaniu, a Ryży za nią. Ganiali się tak dobre półgodziny, raz uciekało jedno, a raz drugie. Przy czym zawsze zachowując dwudziestocentymetrowy dystans. Gdy zagoniona do kąta zostawała Mniszka to odwracała mordę pyzatą i wyła na malca, jak ona goniła Ryżego to on najeżał się, wyginał groźnie, puszył ogon i wewogle straszliwie przerażającym kotem był. Wydawali przy tym tyle ryków, miauków, tupotów i turkotów, jakby ich było ze trzydzieścioro, a nie niespełna siedem kilo kota bardzo niesprawiedliwie podzielone na dwa.
                      No, ale oczywiście oficjalnie nadal się nienawidzą, jakżeby inaczej.
                      Teraz śpią oboje brzuchami do góry i tylko z koszyka na parapecie dochodzi chrapanie grubej Mniszki.
                      • ploniekocica Ryży jak Thusek 22.02.12, 14:32
                        Wredny jest, ale i sprytny niebywale. Nie dość, że opanował wszystkie pingwinie rewiry, także te zaklęte, nie dość, że od kuwety ją i od miski odgania,a ona stoi jak przygłup jakiś i tylko ryczy na postrach, to na dodatek w trzy dni nauczył się bezbłędnie reagować na imię (mimo że przez dużą cześć swego krótkiego życia był Lilusią) i natychmiast opanował technikę wchodzenie i wychodzenia z krytej kuwety. Podstępny charakter ma jak jego imiennik Iktorn, ale gdyby tenże miał inteligencję Ryżego to po królu Gregorze i Gumisiach nie byłoby śladu. Nie mówiąc już o filmach.

                        A tu koleżanka Pe buja się w swoim koszyku - jeszcze ciągle sanktuarium
                        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/mb/ma/o33z/I3ya6U6JIng3ootpvB.jpg

                        Ale Ryży coraz bliżej
                        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/mb/ma/o33z/TvL43a4N06iZaRw7rB.jpg

                        Chciałabym zwrócić uwagę na stan pokoci moich przepięknych angielskich zasłono-firanek
                        • magdolot Re: Ryży jak Thusek 22.02.12, 21:48
                          Uff, wreszcie nie muszę sobie dłużej wyobrażać, jak Pingwinica przeżywa w kulistym koszyku, że gibie on się. Parapet jest super. I w dodatku biebieski! Pingwiny wiedzą co dobre. I dość miejsca na dwóch, a firanki przecudne, doszlifowane z artystycznym kunsztem. Poetyczne wielokropki nie każden jeden potrafi, nie.
                          • ploniekocica O prymusach 23.02.12, 09:47
                            Wyczytałam na blogu Damy o tym, jak to Papsiuczka została Ulubienicą Naszej Pani i bardzo mi się to spodobało. I niemal natychmiast zauważyłam,że Pingwin w obliczu klęski zwanej Rudym szczurem też postanowił zostać prymuską, a potem sobie przypomniałam, że w moim zezwierzęconym życiu miewałam już epizody z prymusami, niektóre wręcz mrożące krew żyłach, ale o nich może kiedyś.
                            Teraz będzie o Pingwinie. Otóż kocurra od kiedy zlazła z parapetu i przestała się Ryżego histerycznie bać zmieniła się z wrzeszczącego o żarcie, pętającego się pod nogami, molestującego poDFora w moją cudną, patrzącą mi w oczy i chodzącą przy nodze córeczkę. Już nie wrzeszczy i nie wije się jak paralityk po kuchni tylko siada grzecznie przy swojej misce i patrzy mi czule w oczy, już nie podbija mi ręki, nie obgryza laptopa, nie wkłada łap na plecy pod bluzkę, domagając się pieszczot, tylko kładzie delikatnie koło mnie i mruczy, znowu patrząc w oczy ślipiami jak spodki. Kiedy Ryży szaleje ona siedzi jak anioł wcielony na środku pokoju i myje sobie buzię, kiedy wyganiam je oba z potencjalnej kuwety zwanej pokojem mojej pierworodnej, idzie przy mojej nodze i zagaduje cichutko tak, że po prostu muszę się schylić i ją pogłaskać.
                            Się nadziwić po prostu nie mogę, co to się z Pingwina zrobiło.
                            • damakier1 Re: O prymusach 23.02.12, 10:53
                              Manie zwierzaka to wielka frajda, ale jeszcze frajdziej mieć dwa albo i gromadkę (byle sie w porę zatrzymać!). W mym domu dziecinnym-rodzinnym zawsze było jakies zwierzę, ale pojedyncze. I dopiero kiedy do Dropa doszła Papsiuczka, zobaczyłam jak ciekawe są relacje między zwierzakami, jak obecność nowego wpływa na zachowania starego. Przy czym zupełnie inne są relacje samych psów lub samych kotów, a inne na linii koty / psy, a jeszcze inne zwierzak / człowiek.
                              Wprowadzenie do domu nowego lokatora zawsze powoduje totalne zamieszanie, a w zasiedziałych domownikach ujawniają się cechy charakteru, o których dotąd nie miało się pojęcia. Pani Pingwinica na to kolejnym dowodem.
                            • ploniekocica Pingwin banita czyli zdetronizowana królowa 27.02.12, 08:12
                              Pingwinica chyba czyta blog Damy i stamtąd czerpie pomysły najrozmaitsze, bo wczoraj udała się na wygnanie. Nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo po co, skoro stosunki ze szczurem unormowały się - razem jadły, razem spały, razem siedziały pod stołem, a nawet zdarzało im się wspólnie pogonić mysz. Pluszową.
                              W każdym razie Pingwinica ostentacyjnie teraz w ogóle ze mną nie gada. Opuściła mój pokój, wańkę oraz Ryżego i zamieszkała (sama!) w pokoju pierworodnej. W warunkach ekstremalnych i urągającej kociej godności, bo nie ma tam wolnego, niezasłanego milionem książek, butów, notatek, torebek, ciuchów,buteleczek z kosmetykami itd.nawet dla myszki, a co dopiero dla dorodnej pięciokilowej kocicy. Leży więc tam bidulinka na stosach dziwnych rzeczy, w najdziwniejszych pozach i z premedytacją olewa poduszeczki swoje i opuszczoną wańkę.
                              Przyniesiona na rękach w inne miejsce natychmiast je opuszcza i sunie z miną sarenki Bambi na wycug swój. Na próżno wołam, wabię smakołykami, głaszczę i dopieszczam.
                              Pingwin został eremitką na wysypisku babskich śmieci. Dozorczynią zapuszczonej garderoby.
                              Razem z ludzkim towarzystwem i wygodną wańką porzuciła również swój znakomity apetyt.Po raz pierwszy w jej niemal siedmioletnim życiu zostałam zmuszona do wyrzucenia całej miski kociej puszki, bo odmówiła jedzenia. Odmówiła! Ta sama, co jeszcze parę dni temu na dźwięk otwieranej puszki darła się jak obdzierana ze skóry i wiła wokół nóg z szybkością bolidu Kubicy.
                              A Ryży króluje na pingwinim parapecie. Obok wykoconej wańki i tylko samotna czerwona poduszka czerwienieje tak jak bielił się swego czasu samotny biały żagiel. :(
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka