Dodaj do ulubionych

XIII Manifa - iść czy nie?

07.03.12, 11:32
W ubiegłym roku nie byłam, teraz się zastanawiam.

... Na początek odetniemy wreszcie pępowinę, która łączy Sejm z Kościołem – przetnijmy ją razem!

>>> Zapraszamy!
...

https://porozumieniekobiet.home.pl/images/news/manifa-2012-precinamy-pepowine-11-marca-mini.png

Obserwuj wątek
    • olga_w_ogrodzie Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 11:47
      w sumie to ja się zgadzam z większością tego, o czym mówią występujący w tym spocie.
      ale ja nie jestem feministką, nie jestem antyfeministką.
      może się mi w ogóle przejadło krzyczenie uliczne ?
      tyle tych preczów z preczami...
      pewno bardzo mocno coś w samo serce musiałoby trafiać do mnie, bym poszła preczyć.
      • ave.duce Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 12:26
        Manify zawsze były "polityczne", ale ostatnimi laty te litanie przemówień na początku, to, kto jest ważniejszy, itp. - zniechęcające nad wyraz.

        Nie lubię tłumów i unikam, jednak czasem idea była ważniejsza, więc bokiem, obrzeżami, niekiedy tuż przy policyjnym szpalerze, ale szłam.
    • inna57 Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 13:04
      Jako totalny introwertyk nie uczestniczę w manifestacjach. Mogę pyszczyć indywidualnie ale nie face to face. I tu podziwiam Olgę, ma dziewczyna odwagę, duży szacunek.

      Hasła szczytne tylko mnie interesuje ich realizacja a nie wykrzykiwanie haseł dla samego krzyczenia. Zróbcie coś najpierw a dopiero potem wypinajcie pierś do odznaczeń.

      Dla mnie akurat takie manify to nic innego jak rodzaj lansu nic więcej.
    • damakier1 Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 13:57
      Zbieżne z feministycznymi są moje poglądy na sprawy ze sfery państwo/kościół katolicki. Pod protestami przeciw budowie stadionów i organizacji Euro juz bym się nie podpisała.
      Ogólnie wszystkie te feministki mi się nie podobają, bo odnajduję w nich, taką samą jak w zdewociałych matronach polskich pewność o jedynie słusznym własnym modelu życia.
      A po ostatnim występie w programie u Lisa feministek Gretkowskiej i Szczuki, prędzej bym poszła tę manifę wygwizdać niż w niej maszerować.
            • ave.duce Obejrzałam, wysłuchałam. 08.03.12, 11:58
              Garść impresji na plus:

              - pierwsza wypowiedź Bei ja jako prawnik Kempy - całkiem do rzeczy
              - wypowiedź Kazi Sz. nt. filmu "Matka Królów" - ekstra! (nie chwaląc się - w ostatnich "NW" pisałam o tradycji w traktowaniu kobiet), w końcu "Ballada o Januszku" wciąż aktualna

              A poza tym >

              - i Szczuka, i Gretkowska zaplątały się w swoich wywodach, ale to norma
              - Kempa wpadła w ton rasowej kaczystki

              Zaorskiego celowo pomijam, a Lis trzymał odpowiedni dystans

              ps. oglądam niektóre mecze piłki nożnej (i nie tylko, w ogóle "sport") i nie zgadzam, że to coś "samczego".
      • ploniekocica Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 14:24
        Oj tak, tak, Damo, oj tak, tak. Niech Cię ucałuję w pierś umedalowaną za te słowa:)
        Nie cierpię żadnych radykalizmów i wiedzenia lepiej. Oraz nierozumienia jak można.
        A radykalne, widoczne publicznie feministki w tym niestety celują.

        Osobiście uważam, że prawdziwy feminizm jest wtedy, gdy kobiety zaczynają się wzajemnie akceptować, starają się zrozumieć swoje indywidualne odmienności i przestają ze sobą rywalizować pod każdym względem (a rywalizują 10 razy bardziej niż faceci tylko podstępnie i brutalniejszymi metodami).
        I wtedy to ja jestem feministką całym sercem, wszystkimi łapami oraz ogonem.


        "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
              • ploniekocica Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 15:39
                Moja opinia jest o tyle kategoryczna co uogólniona. Bo oczywiście są wyjątki.
                Moja prywatna (brońcie bogi nie psychologiczna) opinia jest taka, że to kwestia wychowania do bycia miłą. Chłopców się wychowuje do rywalizacji, a dziewczynki mają być grzeczne i miłe. I dlatego faceci jak rywalizują to jawnie, jak się nie lubią to to okazują, po dobrych kumplach jeżdżą, a w momentach krytycznych dają sobie po pyskach. Natomiast dziewczynki psiapsiółkują, ciuciają, a w głębi duszy często bardzo się nie lubią. A nawet jak lubią to nie za bardzo sobie dobrze życzą szczególnie w drobiazgach.
                Zauważ, że prawdziwe przyjaźnie pomiędzy kobietami paradoksalnie przypominają męskie kumpelstwo. Dopiero jak zapomni się o wpojonym byciu grzeczną (to nie ma nic wspólnego z kindersztuba i uprzejmością międzyludzką) zaczyna się prawdziwe szczere koleżeństwo i przyjaźń.
                A kobiety rywalizują non stop - o ładniejszy strój na balu w przedszkolu, o ładniejszą sukienkę komunijną, a potem studniówkową, o najpiękniejszy ślub, a potem macierzyństwo jest jednym pasmem rywalizacji o drobiazgu, w których często się gubi radość z posiadania potomka.
                Kobiety rywalizują także dlatego, że obchodzą ich inni ludzie, a szczególnie inne kobiety. Dlatego często wiedzą lepiej, a nawet najlepiej. Matrony wiedzą i feministki wiedzą. A każda kobieta jest inna i powinna tak, jak sama uważa, a nie tak, jak jedne czy drugie. O!


                Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
                Fonię niestety też.
                • dorola13 Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 15:54
                  Zauważ, że prawdziwe przyjaźnie pomiędzy kobietami paradoksalnie przypominają m
                  > ęskie kumpelstwo


                  AUĆ!! Może po prostu prawdziwe męskie i kobiece przyjaźnie wyglądają podobnie, bo to ten sam gatunek, natomiast zwykłe znajomości kończą się dokładnie takim samym obrabianiem dupy, zupełnie niezależni od płci? ;)
                  I od kiedy rywalizacja to wyłącznie kobiecy sport? :O
                  • ploniekocica Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 16:11
                    Być może prawdziwe przyjaźnie są właśnie takie, jak opisujesz niezależnie od płci. To dlaczego znaczny procent znajomości damsko-damskich oparta jest na fałszu, ciucianiu i zaglądaniu sobie wzajemnie do garnków?
                    Nigdzie nie napisałam, że faceci nie rywalizują - rywalizują oczywiście i to ostro w tradycyjnych faceckich sportach. Jawnie rywalizują. Ale przeciętnego faceta nie obchodzi, że jego kumpel nie umie pomalować u siebie w domu łazienki (co najwyżej jawnie go wyśmieje, jak się dowie), a wiele kobiet obchodzi, że ich koleżanka z pracy nie gotuje swojemu mężowi i bidulinka musi jeść w stołówce. itd. Oraz odwrotnie: nie rozumiem jak ona może tak usługiwać swojemu mężowi.
        • nihilyst Re: XIII Manifa - iść czy nie? 10.03.12, 09:55
          ploniekocica napisała:

          > "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to
          > musi być jadowite" R.Kipling

          czyli niestety na minimanifkę iść muszę
          skoro sama przyroda nakazała

          organizatorzy:
          Celowo organizują swoje demonstracje w tym samym czasie i w tym samym miejscu. Najpierw zgłosiliśmy, że nasza manifa wyruszy z pl. Lotników - oni tak samo zgłosili tam swoją demonstrację. Gdy my zrezygnowaliśmy, oni tak samo. Z tego powodu wielu zwolenników naszego marszu boi się w nim uczestniczyć

          Narodowe Odrodzenie Polski:
          Chcemy, żeby doszło do konfrontacji ludzi wyznających tradycyjne wartości rodziny z ludźmi dziwacznymi. Chcemy pokazać różnice.

          czyli znowu muszę. chociaż jak wstać w niedzielę przed dwunastą w deszczu?

          a to wszystko o minimanifce w miniośrodku kulturalnym
          który, po prawdzie, głównie śpi - jak ja
                            • magdolot Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 21:04
                              >Matrony wiedzą i feministki wiedzą. A każda kobieta jest inna i powinna tak, jak sama >uważa, a nie tak, jak jedne czy drugie. O!
                              plus
                              > kwestia wychowania do bycia miłą

                              równa się
                              stwierdzeniu, że feministki są be i fe, bo tak uważa każda miła i grzeczna dziewczynka
                              i jeszcze, że może se pobrudzić kieckę w tym rynsztoku i że może zostać podstępnie zgwałcona przez Senyszyn też.

                              Ostatnia krakowska manifa nie dała się zgwałcić Senyszyn, mimo że ta miała tubę i prezydenta i zamiast dać się zakrzyczeć, że parytetów chce... bezczelnie chciała trzech innych rzeczy : równej płacy za tę samą pracę, przedszkoli i żeby baba z wózkiem miała szansę do tramwaju wejść jak biały człowiek. Pod relacją z takowej na krakowskim forum były głównie nienawistne komentarze prześladowanych mężczyzn, których te postulaty do żywego oburzały i były przeciwko nim. Od tej pory patrzę inaczej na krakowskie boiska dwa nowe, żeby się panowie mogli w czasie derbów napierdalać co sił... na dziury w chodnikach i krawężniki na które nie wjedziesz wózkiem.

                              Myślę, że pójdę w tym roku i nadzieję mam, że się dowiem kiedy i gdzie manifa nasza będzie, bo zwykle kojarzę po ptolach. Rozdział KK od RP obchodzi mnie mocno i chcę zagłosować nogami.

                              Telewizora nie oglądam, na piśmie lubię Graff i Szczukę i Dunin. Gretkowskiej nie lubię. Biedna Kazia Szczuka wystarczy że piśnie, a już idzie wściekły chyr, że wyjątkowo nienawistnie pisnęła i nawet ogniem zaziała i znowu okładała kaleką dziewczynkę tymi swoimi małymi twardymi piąstkami... Kobietom ciągle wolno mniej, a inteligentne powinny lepiej to wiedzieć i dlatego sądzę, że w damskim sondażu Szczuka uzyskałaby gorsze wyniki niż pani Sobecka bądź Kempa... I trochę mnie to wkurza.

                              I myślę o manifie, jako wyjściu na ulicę z innymi kobietami, a nie ośmieszeniu się przez pobyt na tej samej ulicy z feministyczną matroną i jak to odbiorą inne grzeczne dziewczynki i że już nigdy na podwieczorku u Dziuni nie będę mogła przez taki obciach pokazać się. Ja Dziunie znam nad wyraz pobieżnie i żadna Dziunia u mnie na wycieraczce nie postawi wyglancowanej łapy swej.
                              A od krakowskiej manify zaczęło się pokazywanie politykom, że na manifestacji nie przejadą się i piaru nie nabiją. Zamierzam ten trend kontynuować.
                              • damakier1 Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 22:16
                                No w życiu się nie spodziewałam, że w sędziwym mym wieku, którego ilości lat już sama nie ogarniam, za grzeczna, miłą i przemadrzałą dziewczynkę w kiecce czyściutkiej robić będę.
                                Ja nie rozumiem zupełnie dlaczego posłuchawszy występków pani Sobeckiej i innych radiomaryjnych matron mogę śmiało swą opinię na ich temat uogólnić i wyrazić bez ogródek, a gdy po wielokrotnym wysłuchaniu przeróżnych pań, jako feministki się przedstawiających, nie moge powiedzieć, że nie podobają mi się one i znacząco podobne do tych matron wydają.
                                I czemu zaraz zgwałcenia przez Senyszyn bym sie miała obawiać? Nawet faceta nie bałabym sie, gdyby tak cienko piszczał.
                                I choć wiele jest poglądów, które mnie z feministkami łączą, i tez bym chciała żeby przedszkoli i żłobków było dosyć, a wózkiem dziecko by sie po chodnikach komfortowo woziło, to przeszkadza mi kiedy jednym zdaniem o żłobek sie walczy, a w drugim zdaniu kobietę, która powie, że chciałaby takie malutkie dziecko sama w domu chować wyszydza się jako ćwoka zakutego. A widziałam takie sytuacje, bo telewizor mam i czasem oglądam.
                                Nie wydaje mi sie też, żeby z tego powodu, że pani Kazimiera za niewinność cierpiała, kiedy ją hordy całe za tę sławetną historię z przedrzexnianiem tamtej dziewczynki goniły - miała juz dozgonny przywilej wypowiadania głupot wszelakich w dodatku tonem protekcjonalnym.
                                Na tmat ostatniego programu u Lisa rozpisywać się nie będę, bo trudno dyskutowac z kimś, kto programu nie widział. Odniosę sie tylko do wystapienia Szczuki przeciw budowaniu stadionów i całemu temu zamieszaniu z piłką nożną.
                                Otóz tym wystąpieniem wprowadziła pani Kazimiera w moje wyobrażenie o feminizmie zamęt całkowity i zagubienie absolutne. Dotychczas uważałam, że główna myśl w całym tym feminizmie, to odejście od tradycyjnego podziału na role męskie i żeńskie, dążenie, by ludzie w pełnieniu tych ról się uzupełniali i dzielili nimi po równo. Wskazywały a to dążenia do zmiany modelu wychowania, żądania, by na poziomie przedszkola i szkoły nie prowadzić odrębnych zajęć babskich (krawiectwo, gotowanie) i męskich (zajęcia techniczne, majsterkowanie). Walczyły dotąd feministki z przygotowywaniem dziewczynek do "bycia miłą", a chłopców do roli wojownika i zdobywcy. Wszystko to pod tytułem, że mężczyźni i kobiety sa po prostu ludźmi. I co słyszę? - Fuj, te stadiony to takie samcze! takie brutalne! Nie dla nas, delikatnych kobiet! Bo my jestesmy takie miłe, grzeczne dziewczynki....
                                No tak szowinistycznego tekstu, jak żyje nie słyszałam.

                                UFFF! Ale sie rozgadałam, Jak jak baba.
                                • dorola13 Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 23:01
                                  z okazji dnia kobiet zamierzam jutro na ten temat napisac na psychiatryku 24, to po prostu podeślę linka, zamiast polemizować (chiba wolno??)
                                  A Szczuka jest zajebista babka, a jakiego kota ma....Zzieleniałabyś......
                                • magdolot Re: XIII Manifa - iść czy nie? 08.03.12, 01:28
                                  Absolutnie nie odniosłam tekstu o grzecznych dziewczynkach do tutaj obecnych Szanownych Dziefczynek, bo tutaj obecne Panie NIE SĄ DZIUNIAMI. Howgh. By były, by mnie tu nie było.

                                  Dodam, droga Damo, że od zamążpójścia nr. 2 jestem właśnie takim zakutym ćwokiem, co uprawia ognisko domowe i lewe grządki z przyrzutu. I zafsze i fszędzie przyklejam sobie łatkę feministki właśnie, choć wąsów nie mam, trzy sztuki wychowałam i zarabia na mnie małż. Laczego? La równowagi w przyrodzie. Bo mnie za bycie kurą jeszcze nie skrytykował nikt w życiu, z wyjątkiem bogobojnej kierowniczki przedszkola, co chciała mnie wychowywać jako niebieski ptak niezatrudniony, a popluwanie na feministki słyszę regularnie i regularnie się w związku z tym poczuwam. Jak na ulicy potocznej usłyszę ja, a nie z telewizora, że jestem zakutym ćwokiem, to się przestanę łatać.

                                  I wkurza mnie, że każda jedna baba, która tutaj zrobiła karierę musi przy każdym wywiadzie zaznaczyć, że nigdy, ale to nigdy nie poczuła cienia szklanego sufitu, że nikt jej złego słowa nie, a sama bab dzieciatych by w życiu nie zatrudniała, bo to zue kobiety są i się opierdalają... Agresja słabego przeciwko słabszemu jeszcze?

                                  Tak się składa Damo, że przez większą część życia spokoju nie miałam, bo przez 30 lat mieszkałam obok boiska Cracovii, a przez 10 następnych obok Wisełki cudnej, a między nimi Błonia. I jak ta durna sałata uważałam, że dziecku mojemu należy się piaskownica w pięknym parku Jordana NAWET, jak Wisła gra. I nieraz oglądałam bitwy policyjno- kibolskie 50 metrów od tej piaskownicy i serce zamierało mi, że następna potyczka odbędzie się na nas. Jak nie ma na coś pieniędzy, to Krakus niekibol warczy natychmiast przez zęby o dwóch nowych boiskach, w tym jednym koszmarnym nad wyraz, co by je najlepiej było wysadzić w trosce o krajobraz. 1,5 roku chodziłam o kulach i zamierałam ze strachu na widok dziury w chodniku i wiem co czują staruszki. Niedawno mojej córce z dzieckiem policja kazała opuścić przystanek autobusowy... w trosce o ich bezpieczeństwo. Pasażera MPK łatwiej usunąć z przestrzeni miejskiej, niż grupę kiboli albowiem. Moje miasto nie ma za co załatać dziur w jezdni i chodnikach, ale na biednych bezdomnych piłkarzy je znajdą... a u nas nie ma cienia Euro... A obok był piękny stadion i basen na świeżym był fajowy dla mas... sczezły.
                                  I wkurwia mnie to nie dlatego, że jestem delkatną dziewczynką, a dlatego właśnie, że to jest wspólna kasa i wspólna przestrzeń miejska i matka z dzieckiem, staruszka i kulas tak samo mają do niej prawo, nie mniej.

                                  Mieszkałam dwa lata w Ann Arbor, Michigan, obok boiska futbolowego na 105 tys. luda. I zdębiałam przechodząc przed meczem, bo policyjna obstawa meczu, to były dwa małe radiowozy po dwie policjantki w każdym. One regulowały ruch. Bo futbol w tamtej wersji to jest pierdolec rodzinny, chłop idzie z babą i dziećmi. Znajoma poszła ostatnio z mężem i synkiem na Cracovię na mały mecz i szybko zwiała ciągnąc bachora za szalik. Dla piłki nożnej [szczególnie w rodzimym wydaniu] mam jeno pogardę i boiska piłkarskie* akurat bym wolała daleko w szczerym polu, a filharmonię - nie. Bo u nas w tym szczerym wyląduje właśnie filharmonia, o ile kiedykolwiek znajdzie się na nią kasa... a w starej najlepiej słychać tramwaje.

                                  Z argumentów Szczuki obiło mi się o oczy na piśmie coś o samczych igrcach, kurewstwie i pijaństwie towarzyszących Euro. U nas "Kasandra" od lat chodzi z dodatkiem "pierdolona". Taki lajf.

                                  * używam słowa boisko, bo szlachetne słowo "stadion" nie przejdzie mi przez klawiaturę w kontekście tym.
                              • ploniekocica Re: XIII Manifa - iść czy nie? 07.03.12, 22:57
                                Oj, nie, Magdolocie, oj nie. Wiesz, że Cię wielbię, ale trochę sloganami lecisz.
                                Ja się w swoim życiu z wojującymi feministkami napracowałam i nabiesiadowałam też i powiem Ci tyle, że to są bardzo fajne baby, które często publicznie okrutne bzdury opowiadają, chociaż często wcale w nie nie wierzą. A te okrutne bzdury polegają przede wszystkim na tym, że faceci kobietom zgotowali ten los, podczas gdy to kobiety kobietom ten los gotują. Bo to nie faceci z kobiet robią obiekty seksualne tylko mamusie nas uczą, że facet to jest najwyższe dobro i wszystko dla zdobycia tego faceta można zrobić. Ta cała rywalizacja, którą wyżej opisałam jest w gruncie rzeczy rywalizacją o faceta. A paradoksalnie czym bardziej się emancypujemy tym bardziej same sobie narzucamy bardziej wyśrubowany ideał piękna, młodości i atrakcyjności. Zauważ, że w przyrodzie w barwne piórka stroją się przeważnie samce, bo to one rywalizują o samicę, a u ludzi?
                                Feminizm nie polega na wykrzykiwaniu haseł, ale na przekonaniu się, że jesteśmy jako kobiety silne potwornie siłą wspólną. Bez oceniania, bez rywalizacji, z poszanowaniem inności, z uśmiechem. i wtedy się okazuje, że wiele można, że kobiety otwierają knajpy, gdzie można z dziećmi, że sobie pomagają, że w ramach banku czasu wymieniają się najrozmaitszymi usługami itd. itp. Na szczęście jest coraz więcej takich miejsc, gdzie kobiety nie krzyczą, ale po prostu działają i po prostu się lubią.
                                A na manifie niech sobie pokrzyczą, bo i krzyczenie jest czasami potrzebne.Tylko krzyczeniem niewiele się zmieni, bo za pracę od podstaw trzeba się wziąć. Z własnego wieloletniego doświadczenia w kontaktach z babskimi organizacjami pozarządowymi ci powiem, że najwięcej dobrego robią baby, które wcale się jako feministki nie określają. Takie, co to nie skupiają się na języku, na hasłach, ale biorą za łopatę i ten chodnik wyrównują, żeby inne miały lepiej.
                                Jako wredna jędzowata suka Ci to powiem. Howgh.
                                • magdolot Re: XIII Manifa - iść czy nie? 08.03.12, 02:36
                                  Uwielbiana Płonąca Kociczko!
                                  Zgadzam się z każdym jednym słowem Twym. Prywatnie. A publicznie robię za feministkę i już. Szczególnie odkąd patriarchalny pan pisarz z Wybrzeża porobił se z nas jaja w ramach warsztatów tfurczych, przedstawił nam się jako betonowy katol, same tematy biblijne, utyskiwanie nad upadkiem obyczajów itepe... Jedna dziefczynka miała Adama i Ewę i Adam był parszywym gnojem tam. I pisarz zapytał, czy ona może jest fe-mi-nis-tką... I owa dzieweczka, żywa dekadencka cyganeria z aurą, natychmiast zrobiła się strasznie malutka, jak kupka nieszczęścia i wybąkała, że nie.
                                  I ftedy ja wyprysnęłam w górę, na fszystkie me centymetry i oświadczyłam, że ja ofszem tak i w dodatku nie widzę w tym absolutnie nic nagannego. A potem wtryniłam moje opowiadanie w ciąg i zawalczyłam do ostatniej kropli krwi o fszystko ze zbaraniałą grupą za plecami. W dodatku przerażoną i zniesmaczoną zachowaniem mym. Dymałam i trwałam.
                                  Przy indeksach jeno na mnie pan raczył zwrócić uwagę i zadał mi pytanie kim jestem z zawodu. Ja uśmiechnęłam się i odrzekłam mu: "nauczycielem wychowania fizycznego" i odfalowałam kwicząc sobie w duszy radośnie.
                                  A potem w wywiadzie w Wyborczej opowiadał ten pan, że uwielbia wypuszczać studentów i wychodzi mu, że u nas panienki się nie odszczekują, nie bronią - takie są. I to mnie przeraziło i utwierdziło w trwaniu na posteronku mym suczym.

                                  A pierwszym kamieniem milowym mego feminizmu było dziwne zdarzenie w Cork, jak obok UCC dorwała moje polskie dziecię płci żeńskiej lat wtedy 11... prawdziwa feministka z broszurką o języku i pisało w niej, że powinna być milkwoman i chairwoman też i tak będzie sprawiedliwie. Uśmiałam się jak norka, ale po kilku dniach obracania w mózgu kretyńskiej feministki, wykiełkowała w nim przedziwna myśl. Że dowcip o tym, że baba ma o jeden zwój mózgowy więcej niż kura, żeby nie srała po podwórku... jakiś niefajny jest i niespecjalnie śmieszny i nawet obraźliwy może. To był 1994 rok. Zupełnie niedawno. Potem przestałam tolerować teksty małża o nielogiczności kobiet i ich antytalencie do królowej nauk, a potem już było z górki, bo się narodził Szatanek. Dziefczynką. A ziarenko domowej rewolucji maj feministycznej zasiała właśnie kretyńska feministka.

                                  I dlatego jestem za byciem sobą i przyklejaniem sobie łatki tej, bo to może zasiać ziarenko buntu w następnych niewolnicach.
                                  Bo to, co opisujesz, to właśnie bitwy niewolników są. W Afryce tu i tam, to mamusia właśnie niesie dziewczynkę obrzezać do baby innej... dla dobra dziewczynki, która towarkiem ma być, bo tak jest świat pomyślany. A u nas na film o skrobaniu nieszczęsnych dzidziusiów, żeby mogła mieć białą sukienkę. A gówno.

                                  Protest się we mnie obudził przeciwko myśleniu w stylu "nie pójdę na manifę, bo Szczuka kretynką jest", którego cień tu wyczułam. I to też jest jakiś odcień kobiecej solidarności, którą tu opisujesz... Temat mi się podoba i pójdę z każdą kobietą, niech nawet będzie kretynką. Kretynki też mają prawo żyć godnie i nie w objęciach kruchcianych. I nadzieję mam, że przejdziemy pod papieskim okienkiem, bo to po drodze do magistratu jest...

                                  A łopatą chodniki niech wyrównują za karę kibole złapani na rozpierduchach. Ftedy ich samczy pot zrobi się pożyteczny.

                                  Wredniejsza i jędzowatsza sucz. Howgh.

                                  Nareszcie jakiś ferment, kurza twarz! Cierpię nad "cywilną śmiercią" kolegi TW. Non omnis, ale jakoś nie teges napierdalać go ostatnio...jako króla kalifornijskiego. I nawet Damę ze bloga za uszy przyciągnęłam medalami w oburzeniu podzwaniającą! I Dorolka zagościła nam podkreślając różnicę pokoleń...

                                • kanciasta Re: XIII Manifa - iść czy nie? 08.03.12, 12:09
                                  ploniekocica napisała:

                                  > to są bardzo fajne baby, które często publicznie okrutne bzdury opowiadają,
                                  > chociaż często wcale w nie nie wierzą. A te okrutne bzdury
                                  > polegają przede wszystkim na tym, że faceci kobietom zgotowali ten los,
                                  > podczas gdy to kobiety kobietom ten los gotują. Bo to nie faceci z kobiet robią
                                  > obiekty seksualne tylko mamusie nas uczą, że facet to jest najwyższe dobro
                                  > i wszystko dla zdobycia tego faceta można zrobić. Ta cała rywalizacja, którą
                                  > wyżej opisałam jest w gruncie rzeczy rywalizacją o faceta.

                                  Zgadzając się z powyższym chcę tylko dodać, że to tylko część prawdy,
                                  ta widoczna dla oka.
                                  Większość nieszczęść bierze się moim zdaniem z tego, że ludzie (a chyba kobiety bardziej,
                                  niż mężczyźni) są przekonani, że mają wyłączność na MIŁOŚĆ (w znaczeniu: bycie kochanym) i - niezasłużenie - są tej wyłączności pozbawieni przez innych.
                                  To przekonanie charakteryzowało wszystkie zdeklarowane feministki, które poznałam.
                                  Kobieta porzucona dla innej przez swojego mężczyznę i ojca swojego dziecka - robi
                                  się nieszczęśliwa, gdy dziecko nie przestaje kochać wyrodnego ojca.
                                  I robi wszystko (często nieświadomie, to prawda) żeby nauczyć dziecko, że prawdziwa
                                  miłość jest warunkowa. Taka zazdrość o miłość bywa okrutnie niszcząca dla wszystkich.
                                  Bo to nie ogranicza się tylko do relacji porozwodowych - dotyczy również życia zawodowego, a nieraz i relacji ludzko - psich czy ludzko - kocich!
                                  Wiele lat temu widziałam jakiś film i utkwiło mi w pamięci zdanie głównej bohaterki:
                                  Gdy się kocha, to chce się zniszczyć to, co się kocha, by nikt inny nie mógł tego mieć.
                                  Wtedy myślałam, że takie rzeczy nie zdarzają się w świecie normalnych ludzi, że to po
                                  prostu literacka fikcja scenarzysty.

                                  Oczywiście - to jest wynik mojego świata oglądania i każdy może się z nim nie zgodzić :-)
                                  l
                                  • magdolot Re: XIII Manifa - iść czy nie? 08.03.12, 19:49
                                    A co to jest miłość? - chce się zapytać w tym miejscu.

                                    Mam wrażenie, że opisujesz wielki i skomplikowany kłąb różnych uczuć i powinności jako jeden asortyment - zazdrość. I że to bardzo niesprawiedliwe uproszczenie.

                                    Kocica opisuje zaś pewien mechanizm i pewnie on nazwę ma, ale ja jej nie znam. Kiedyś na użytek małego Szatanka nazwałam coś podobnego "królewna i pucybuty". Stado niewolników walczy między sobą o ochłap od królewny. Królewna już sama nie wie, jak ma dalej wybrzydzać i czego jeszcze żądać w zamian za względy swe, a niewolnicy są coraz głębiej i głębiej w beznadziejnej dupie. Wyjście - przestać się prać między sobą i olać parszywą królewnę, aż jej się we łbie ułoży i przylezie sama...

                                    To co Ty opisujesz, ja opisałabym tak

                                    Kobitki są uczone zabiegać o chłopa, na niego zasługiwać wciąż i jak coś jest nie tak, to winy szukają w sobie i owe biedaczki starają się coraz bardziej, a on coraz mniej, bo on już nic nie musi, ze wszystkiego jest zwolniony. Ale tak się nie da bez żalu raz na czas do gościa, co sobie olewa krwawicę, a on wypierdala wtedy na całkiem nowy kfiatuszek. A kfiatuszków tak wychowanych ma pod dostatkiem on i może się przesiadać dowolnie do końca życia.

                                    To jest prawie to samo, ale Ty skutek opisujesz jako przyczynę. Opłakany i bolesny skutek przeinwestowania i pozostania na lodzie. Miłość to bezinteresowne poświęcenie, poświęcenie bez miary, bez nagrody i bez wzajemności - tego się uczy kobiety. Żąda się od nich bezwarunkowej miłości do chłopa, a to samobójstwo jest.

                                    A gdyby owa łączka inaczej wychowana była? Oj, to trutnie by były miłymi, zadowolonymi pszczółkami.
                                    • kanciasta Re: XIII Manifa - iść czy nie? 08.03.12, 22:02
                                      magdolot napisała:

                                      > To co Ty opisujesz, ja opisałabym tak

                                      Pewnie, że Twoje opisanie fajniejsze i takie...bardziej :-)
                                      Ale ja tyle razy miałam posmarkane rękawy przez tzw twarde baby (a i przez twardych facetów też się zdarzało) i doszłam właśnie do takiego niesprawiedliwego uproszczenia:
                                      że cały ten - jak to nazwałaś - kłąb różnych uczuć i powinności, to w gruncie rzeczy zazdrość o miłość, wściekłość nawet czasem z powodu braku tej miłości.

                                      Piszesz : Kobitki są uczone zabiegać o chłopa, a ja myślę, ze wcale tego nie są uczone. Bo niby przez kogo? One tak bardzo chcą być kochane, że same wymyślają
                                      sobie metodę na chłopa. Nieskuteczną zazwyczaj. A potem swoich synów wychowują tak, jakby chciały się zemścić na ich przyszłych wybrankach za swoją krzywdę.

                                      > Miłość to bezinteresowne poświęcenie, poświęcenie bez miary, bez nagrody i bez
                                      > wzajemności - tego się uczy kobiety. Żąda się od nich bezwarunkowej miłości do chłopa,
                                      > a to samobójstwo jest.

                                      To jest mit. Kto niby ma taki autorytet u dziewcząt, że ulegają takim żądaniom?
                                      Tylko nie mów, że Kościół, bo to nieprawda.
                                      • magdolot Re: XIII Manifa - iść czy nie? 09.03.12, 01:41
                                        Mylisz skutek z przyczyną.

                                        Wychowywanie synów to osobny rozdział, ale jeden ze skutków tej samej przyczyny. Syn jako jedyny mężczyzna mamusi, trudno go nie zawłaszczyć jak tatuś się zmył, albo jest do bani... Znam też małżeństwa w których żona zachowuje się jak mamusia, a córka jak żona tatusia...

                                        Kto ma taki autorytet? Lyteratura dla dziefcząt. "Zmierzch" itp badziewie to okrutne wpuszczanie w maliny.
                                        Kościółek nie bierze dziewczynek aby na lep długiej białej sukienki i wianeczka i nie przestawia im w główkach? Z pewnością Kościół nie? Do jakiego procentu niewinnych dziewczęcych główek wzbroniony dostęp ma w naszym pięknym kraju? 90% wypranych jest nieistotny statystycznie przy religii od przedszkola!? To czterolatek zimną logiką i doświadczeniem życiowym może obronić się? Przestudiuj okresy rozwojowe i pomyśl.
                                        • kanciasta Re: XIII Manifa - iść czy nie? 09.03.12, 09:07
                                          magdolot napisała:

                                          > Przestudiuj okresy rozwojowe i pomyśl.

                                          Dzięki za radę, ale ja już jestem w takim wieku, że wolę sobie przypominać
                                          kolejne okresy rozwojowe dzieci moich bliższych i dalszych znajomych :-)
                                          I swojego, oczywiście ;-)

                                          > Mylisz skutek z przyczyną.

                                          Po pewnym czasie to już jest sprzężenie zwrotne. Chodzi o to, żeby dotrzeć
                                          do źródła.
                                          • witekjs Re: XIII Manifa - iść czy nie? 09.03.12, 11:23
                                            Miłe Panie. Ostatnio czytałem dużo, ważnych wypowiedzi Magdolot, które zrobiły na mnie duże wrażenie.
                                            Dołączyłaś, do kilku Pań /Kanciasta, Illmatar, Olga, Inna, Gat/, których nie tylko Kobiece :-) opinie są dla mnie zawsze interesujące.
                                            To ciekawe, ale w tym, jednak zdominowanym przez Panie Forum, mężczyźni nie mają kłopotu w przyjemnym i przyjaznym, odnalezieniu się.
                                            Oczywiste, że bywają między nami różnice, które nie wynikają jednak, jak sądzę z tego, że mam brodę :-).
                                            Miałem ostatnio trudny, pracowity okres i nie mogłem zebrać się do rozmów, nie tylko w Naszym Forum.

                                            Pozdrawiam Was Wszystkich serdecznie.

                                            Witek }:-})=
                                            • magdolot Re: XIII Manifa - iść czy nie? 10.03.12, 16:10
                                              Spłoniłam się... :)

                                              > To ciekawe, ale w tym, jednak zdominowanym przez Panie Forum, mężczyźni nie maj
                                              > ą kłopotu w przyjemnym i przyjaznym, odnalezieniu się.

                                              Pewnie dlatego, że nikt z nas tutaj żadnej wojny płci nie prowadzi, bo fszyscy wiemy że nie o wojnę tu chodzi fcale, ino o mądre ułożenie relacji dla wspólnego dobra.
                                              • witekjs Re: XIII Manifa - iść czy nie? 10.03.12, 16:30
                                                magdolot napisała:

                                                > Spłoniłam się... :)
                                                >
                                                > > To ciekawe, ale w tym, jednak zdominowanym przez Panie Forum, mężczyźni n
                                                > ie maj
                                                > > ą kłopotu w przyjemnym i przyjaznym, odnalezieniu się.
                                                >
                                                > Pewnie dlatego, że nikt z nas tutaj żadnej wojny płci nie prowadzi, bo fszyscy
                                                > wiemy że nie o wojnę tu chodzi fcale, ino o mądre ułożenie relacji dla wspólneg
                                                > o dobra.

                                                Jak zwykle masz rację, :-) zwięźle to uzasadniając.
                                                Wojna może, jedynie upokorzyć i podporządkować kogoś, kogo kiedyś kochaliśmy, lub chcielibyśmy kochać.
                                                Potem mogą być jedynie poprawne - nie mądre, ani życzliwe i ciepłe relacje....

                                                Witek }:-})=
                                                • witekjs Re: XIII Manifa - iść czy nie? 10.03.12, 17:47
                                                  O różnych, naszych postawach i ważnych, w naszym życiu osób, można przeczytać w tym wątku.
                                                  Być może znasz książkę, którą chcę tutaj przypomnieć.
                                                  Myślę, że się zgodzisz, że warto aby, każdy z nas ją poznał.
                                                  Czytając ją przed laty, byłem zaskoczony tym, z czym spotykamy się, nawet ze strony swoich bliskich, i co drzemie w nas.

                                                  ftp://ftp.helion.pl/online/wstrel/wstrel-2.pdf
                                          • magdolot Re: XIII Manifa - iść czy nie? 10.03.12, 16:03
                                            > Po pewnym czasie to już jest sprzężenie zwrotne. Chodzi o to, żeby dotrzeć
                                            > do źródła.

                                            Docierać można długo, ale jak to urwać?
                                            Ja to widzę tak, że urwać to mogą baby, bo one się dużo lepiej do tego nadają. Już piję niżej, do postu Kocicy o wychowaniu do ról.
                                            Córka niewolnicy może zostać niewolnicą, zbuntowaną niewolnicą... albo popracować nad własnym wyzwoleniem.
                                            Ja byłam wnuczką niewolnicy, córką kobiety uniwersyteckiej ... i mimo to niewolnicą byłam [niewolnicą miłości], potem niewolnicą zbuntowaną, a potem uznałam że najlepszym wianem dla córki mej jest moja praca nad sobą i nad moim związkiem.

                                            Stopniowo wyskrabałam się z pozycji darmozjada i kuchty na pozycję partnera. Doceniam reformowalność małża na tle hmmm... pokoleniowym i sytuacyjnym. A najśmieszniejszym objawem nowego porządku rzeczy jest zapominanie małża o jednej róży więcej za każdy wspólny rok i moje zapominanie o tym, że on zapomniał. On nigdy nie zapominał, a mnie te róże zafsze zaskakiwały a potem zachwycały, ale ich brak byłby tragedią. Teraz ich już nie potrzebujemy...

                                            A o Szatanka jestem całkiem spokojna. Nie będzie niewolnikiem patriarchatu ani miłości. Szczególnie, że masa mądrych kobiet w moim pokoleniu wspaniale wychowuje dzieci swoje obu płci mimo, że tyle szczęścia co ja nie miały one i robią to samotnie.
                                            Szapobasik do kolan dla tych pięknych pań!
                                            • ploniekocica Re: XIII Manifa - iść czy nie? 10.03.12, 17:26
                                              O widzisz:) Ja nigdy niewolnicą nie byłam, bo babcia nie miała na mnie wpływu, a poza tym od kiedy pamiętam była rozwiedziona, a raczej w trwałej separacji, bo katoliczka, a o mojej matce wiele złego można (np. całkowicie mnie pozbawiła w młodości poczucia własnej wartości i nadal wampirzy na mnie emocjonalnie), ale na niewolnicę faceta mnie nie hodowała (co najwyżej swoją), bo jak się jest absolutną królową świata to wszyscy musza jej służyć, a nie jakiemuś facetowi, nespa?
                                              Dlatego też nie ma we mnie własnego buntu, dzieci różnopłciowe wychowuję od dawna sama i chyba w miarę ok, a w każdym razie młoda nie jest wychowana na niewolnicę, a młody na seksistę. Co niestety obserwuję często u samotnych matek wychowanych przez swoje przodkinie na niewolnice.



                                              "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
                                        • ploniekocica Re: XIII Manifa - iść czy nie? 09.03.12, 12:23
                                          Jeszcze o wychowaniu do ról.
                                          Tak się porobiło z tym wychowaniem, że panienki robią się coraz bardziej niegrzeczne, ale nie w tym kierunku, w którym powinny. Bo posiadanie faceta w dalszym ciągu jest najwyższą wartością tylko środki do osiągnięcia tego celu się zmieniły. I to wcale nie na lepsze, przynajmniej moim zdaniem. Już nie mamy buzi w małdrzyk i rączek w ciup, ale tony makijażu od wczesnego gimnazjum, włosy w dwóch obowiązujących kolorach i łacina na ust koralach, ale to wszystko służy temu samemu. Tylko znowu moim zdaniem to jest często jeszcze gorsze. Bo taka młoda panienka nie jest tresowana do sprzątania, gotowania i prania skarpetek, ale do bycia obiektem seksualnym do wzięcia. Brońcie bogi nie jestem w żadnym wypadku rzeczniczką wychowywania dziewczęcia na matkę polkę i kurę domową, ale to przynajmniej zapewniało, że kandydat musiał przynajmniej udawać, iż się stara i żywi szacunek. Teraz w wielu wypadkach już nie musi. Panienki mu się oddają (emocjonalnie) bez żadnego wysiłku z jego strony. Bo tradycyjny model wychowania, który ciągle pokutuje, szczególnie paradoksalnie w rodzinach niepełnych, z nieobecnym lub wycofanym ojcem, nakłada się na pop-kulturowe badziewie, w którym kobieta od urodzenia jest li i jedynie męska zabawką. Wystarczy pooglądać teledyski, szczególnie te z okolic hip-hopu i r'n'b.
                                          Kobieta przestała być dla faceta w pop-kulturze jakąkolwiek tajemnicą, wszystko podane jest jak na tacy. A stąd czerpią niestety wzorce współczesne młode kobiety.
                                          Niedawno w mojej kamienicy zamieszkały w wynajętej kawalerce dwie panienki 19 letnie. Imprezujące ostro i to głównie na klatce schodowej. Się nasłuchałam do upojenia, jak się koledzy zwracają po paru piwach do swoich koleżanek i nie chodzi tu nawet o natężenie wulgaryzmów, ale o sam sposób dialogu pomiędzy mężczyzną i kobietą.
                                          • ploniekocica Aha 10.03.12, 10:44
                                            żeby nie wyszło, że ja pruderyjna matrona (niekrakowska) jestem.
                                            Niech kobiety żyją, jak chcą. Niech zmieniają partnerów, podrywają w klubach jak faceci, nie mają dzieci i organizują między sobą konkursy na ilość partnerów seksualnych. Jeśli tak lubią - mnie nic do tego.
                                            ALE niech przy tym nie zachowują się jak zwierzyna łowna, ale jak myśliwi (wybaczcie porównanie).Niech klepią facetów po tyłkach, a nie dają się klepać każdemu nawet nie jako wstęp do zbliżenia seksualnego, ale jako element koleżeńskiej konwersacji. Bo to ta rewolucja seksualna to paradoksalnie nie jest rewolucja tylko regres.
                                            • magdolot Re: Aha 10.03.12, 16:36
                                              > ALE niech przy tym nie zachowują się jak zwierzyna łowna, ale jak myśliwi (wyb
                                              > aczcie porównanie).Niech klepią facetów po tyłkach, a nie dają się klepać każde
                                              > mu nawet nie jako wstęp do zbliżenia seksualnego, ale jako element koleżeńskie
                                              > j konwersacji. Bo to ta rewolucja seksualna to paradoksalnie nie jest r
                                              > ewolucja tylko regres.

                                              Czy dobrze słyszę?! PANI zaleca nam DOBROWOLNE odłożenie ad acta naszej najlepszej broni na niereformowalnych kretynów?!
                                              Przykłady skrajne Kocia podałaś tu, ale jess jeszcze finezyjna ścieżynka pomiędzy.
                                              Niedawno przekonałam super kobitkę kształtującą swą feministyczną świadomość... do używania rzęs w sytuacjach skrajnych.

                                              Opisałam jak z małżem przez całą zimę leżeliśmy pod autem usiłując założyć łańcuchy i nic. I w końcu w sytuacji mocno ekstremalnej usłyszałam komentarz nad głową "patrz, oni nie potrafią... ha, ha" wygłoszony przez prawdziwego samca. Włączyłam resztki firanek rzęs i zapytałam z podziwem "to pan to naprawdę potrafi?!" i zaraz miałam samca pod autem na brzuchu. Co trzeba przyfilowałam se, a to było clue, którego zapomnieli w instrukcji... i drugi umiałam sama.
                                              Dwa miesiące później przyjaciółka ma wspomniała moje słowa w sytuacji skrajnej. W trakcie próby odzyskania z rąk drogowego robola kociaka, którego ofiarowała babci, a robol ów w trakcie pracy zajebał go stareńkiej kobiecie z podwórka i babcia oczy wypłakiwała se już od tygodnia. I w czasie konfrontacji na temat kociaka ze świadkiem nieletnim i obstawą męską... kobitka owa pomyślała sobie, że na ostro to jej się może nie udać. I użyła rzęs i opo o nieszczęściu staruszki miast onego gwoździć. I zaraz w nim pocieszyciel obudził się i z mocą rzekł "Pani się już nie martwi, kociak jutro się znajdzie!". I tak stało się.
                                              • ploniekocica Re: Aha 10.03.12, 16:53
                                                Używam przykładów skrajnych, bo te skrajne liczne są. Wiem, co mówię, bo mam dziecka and co. w wieku odpowiednim, a jedno się jeszcze antropologią codzienności zajmuje :)
                                                Nie mam nic przeciwko rzęsom, a sama posiadam z 50 par butów i to głównie ślicznych kolorowych (choć nie na szpilkach wysokich), a dziecię moje ze 100 i 200 sukieneczek bardzo krótkich. Ponadto lubię być traktowana jak kobieta i "flirtuję" werbalnie z każdym facetem bez względu na wiek i gabaryty, do którego to mam jakikolwiek interes.
                                                Ja mówię o sposobie komunikacji, w którym podpity młodzieniec ryczy pod drzwiami koleżanki "otwórz i zrób mi loda", a ona mu odrykuje "niech ci Kaśka zrobi", co wzbudza powszechny aplauz.
                                                Jest ścieżka pomiędzy, ale model skrajny z klepaniem po pupie przez kolegów jest powszechnie widoczny i dla bardzo młodych kobiet pociągający, bo efektywny.
                              • nihilyst Re: XIII Manifa - iść czy nie? 10.03.12, 10:04
                                magdolot napisała:

                                > Biedna Kazia Szczuka wystarczy że piśnie, a już idzie wściekły chyr,
                                > że wyjątkowo nienawistnie pisnęła i nawet ogniem zaziała i znowu okładała kalek
                                > ą dziewczynkę tymi swoimi małymi twardymi piąstkami...

                                kobieta, która mówi donośnie - jest nieznośna (powinna leżeć i pachnieć, prać i prasować, tachać zakupy i dzieci, gotować i ślicznie wyglądać, uprawiać seks na zawołanie pana męża i być cnotliwa)
                                kobieta, która mówi donośnie o swoich wyrazistych poglądach - jest śmiesznie radykalna i niedobzykana
                                kobieta, która swoich wyrazistych poglądów broni - jest nienawistna
          • dorola13 Re: Samokrytyka 11.03.12, 15:59
            hłe hłe.... Byłam, pobrałam męża i dziecia, wyglądało tak:
            szczecin.gazeta.pl/szczecin/51,34939,11322326.html?i=0
            Szału nie było, ludzi dość mało ( tym bardziej się cieszę, że MY nie zaspaliśmy :D), ale trochę doszło w trakcie -reszta generalnie jak w artykule. Jak się tego Szczecina trochę nie rozrusza, trzeba będzie emigrować do jakiegoś Sanfrancisko czy cóś...
            • nihilyst Re: Samokrytyka 11.03.12, 17:33
              dorola13 napisała:

              > hłe hłe.... Byłam, pobrałam męża i dziecia

              tośmy doszły na jedną imprezkę

              poszłam i dowiedziałam się, że jako 67-latka będę skapcaniała
              i nie będę miała siły podać herbaty partnerowi, czy partnerce (Pani Zielona Ewa Koś)
              do tej pory zdarzało mi się na nią czasem głosować - więcej się nie wygłupię
              bo kapcanieć nie zamierzam, nawet przeciwko rządowym pomysłom

              ludzi niewiele, fakt. na szczęście koledzy narodowcy się spisali
              i mimo zmiany trasy, dobiegli.

              jeśli chodzi o liczebność - najlepiej reprezentowani byli policjanci
              (lekko spóźniona lezę na Grunwaldzki, mijam rządek radiowozów. z jednego majtają nogi - prawa, lewa, prawa, lewa - obute regulaminowo. panowie funkcjonariusze zbierają się powoli do roboty i słyszę: "Krzysiu, a bierzesz kask?", Krzysiu brał. w ogóle obstawa te plastikowe czapki ze sobą nosiła, ale nie na głowach, a pod pachą)

              druga solidna grupa to reporterzy i reporterzątka
              przeróżni cykacze, mnie też się włączył paparazzo

              wreszcie demonstranci - trochę palikotów, trochę zielonych, jakieś socjaldemocoś
              i pies. z psem zawarłam bliższą znajomość.
              pies był jednoznacznie pozytywny, otwarty na idee

              mam mieszane uczucia - mocno upolitycznione to
              no ale - czasem się trzeba zadeklarować. nawet w towarzystwie cudzych wojennych barw.
    • dupetek Dobrze, że nie byłem! 11.03.12, 17:00
      Z tego co widzę w tivi i czytam w necie, to impreza podobna do tej w Boże Ciało, tyle że rekwizyty i śpiewki inne. Ta sama nuda:(

      Na manify, to trzeba jeździć na Ukrainę, tam prawdziwe feministki toplesem imprezy uatrakcyjniają i w ogóle jest wesoło!
      • magdolot Dorolko! 12.03.12, 12:59
        Przeczytałam dzisiaj, że usiłowałaś zaszczuć kapłanuf. Wasza Manifa, jak czytam tutaj, fachowo szczuła psem. Dobrze, że pan Szułdrzyński nie był we Szczecinie...

        Gratuluję, a psu życzę smacznego.
    • witekjs XIII Manifa - iść czy nie? - TAK 13.03.12, 21:56
      Po co ta Manifa?
      Piotr Pacewicz
      Manifa przecięła pępowinę, którą Kościół zasysa publiczne pieniądze. Wołała o pracę i szkoły. Nabijała się z patriarchatu z jego obsesjami seksualnymi i świątynią piłki kopanej/.../


      /.../Pieniądze dla Kościoła to nie temat dla kobiet? Wydajemy rocznie ponad 1,5 mld zł (!) na katechetów. Prawie 100 mln dopłacamy do Funduszu Kościelnego, z czego 86 proc. idzie na ubezpieczenia księży, a 7 proc. na cele społeczne. Prawie 30 mln kosztują nas kapelani. Podatki? Księża płacą zryczałtowane grosze.

      Kościół obłowił się na pełnej przekrętów pracy Komisji Majątkowej. Dostał 143 mln zł odszkodowań, 66,5 tys. hektarów (same dopłaty idą tu w dziesiątki milionów rocznie), część zwracanych po zaniżanych wycenach nieruchomości sprzedano po rynkowych cenach./.../

      Więcej... wyborcza.pl/1,76842,11336526,Po_co_ta_Manifa_.html#ixzz1p23zYzie

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka