Dodaj do ulubionych

Wszyscy ją, wszyscy ją, a wizyta siedzi ;)

11.04.12, 17:39
Też jestem biedna sierota obecnie ze WSI... bez matki i ojca.
I zebrało mi się na wspomnienia z dzieciństwa i w ogóle rodzinne takie.
Były rozmowy przy wycinaniu lasu, mogą być przy rozpakowywaniu szufladek pamięci.
Obserwuj wątek
    • olga_w_ogrodzie Re: Wszyscy ją, wszyscy ją, a wizyta siedzi ;) 11.04.12, 18:40
      tego, co w temacie wątku, nie rozumiem chyba,
      bo nie wiem które wszystkie ją.
      jażem zjadła właśnie sejtan po raz w życiu pierwszy.
      dobry on, no ale już nie jem wszak.
      i jaka wizyta siedzi ?

      ale z sierotkami się często identyfikuję.

      z szufladkami bywa różnie - może być miło, ale i żałko, tęsknie.
      albo wstyd się pojawia przy niektórych otwieraniu,
      lub złość.
      tak więc jest ryzykowne otwieranie to.
      u mnie, to nawet, gdy jaką szufladkę z ciepłem i dobrem otworzę, to właśnie zaraz potem mi żal, iż to już było i nigdy nie wróci.
    • maniasza Re: Wszyscy ją, wszyscy ją, a wizyta siedzi ;) 11.04.12, 20:16
      No dobra, wy tu se jedzcie sejtany i antybiotyki (Dama, zdrówko!), a ja zacznę.

      Szuflada namber łan.
      Kiedy byłam małym chłopczykiem, to miałam umysł bardzo analityczny, krytyczny, dociekliwy i na słowo i na oko nigdy i nikomu nie wierzyłam. Kłopot ze mną mieli nieziemski, ale musiałam wszystko sprawdzac doświadczalnie, by przekonac się osobiście, że czarne jest czarne, albo czarne - białe, czy jakoś tak. W każdym razie różnie to było, i tylko metodą doświadczalną potrafiłam to rozstrzygac.
      Otóż, nie wiedziec czemu, mały chłopczyk uwziął się na zegarki. Mechaniczne, kwarcowe, na bateryjki, z kukułkami i jakie tam jeszcze były. Wyczekiwał chłopczyk aż nikogo w domu nie będzie, gnał po upatrzony zawczasu zegarek, po śrubokręty Taty i dawaj...
      Co tu dużo gadac, przyszedł dzień, kiedy zegarki się skończyły... znaczy nie było już co rozkręcac i sprawdzac. Bo te raz rozkręcone przez chłopczyka nigdy już żadnego dźwięku nie wydały, mimo że chłopczyk je ponownie skręcał. Bo części, które się nie zmieściły uznawał za rozrzutnosc producentów, tym samym jako całkowicie zbędne lądowały one w potajemnych pudełkach, pudełeczkach, gdzie dogorywały z równie zbędnymi częściami od samochodu Taty...
      ALE. Ostał się jeden. Taki stary drewniany zegar z wahadłem, po pradziadku. Piekny zegar, nieco przeżarty przez korniki, co czasy Piłsudskiego pamiętał. Wisiał u rodziców w sypialni, nad łóżkiem, jak należy. Wprawdzie robił chłopczyk podchody do niego, ale że wisiał zegar za wysoko, a chłopczyk za krótkie nóżki miał, to se pomyślał: zostawię go sobie na później, jak podrosnę nieco.
      I kiedy wszystkie zegarki w domu wyzionęły ducha na amen, wziął mnie mój tata na rozmowę i wskazując na zegar powiedział tak: widzisz ten zegar? NO!

      Chłopczyk bystry był i zrozumiał, że, no, najwyższa pora odpuścic sobie. I grzecznie odpuścił.
      Po czym zegar, po jakichś paru miesiącach.... stanął.
      Przyrzekam, jak na spowiedzi, NIC mu nie zrobiłam! Nie tknęłam, nawet nie patrzyłam na niego!
      No i na kogo było, myślicie? No ba! Ja, ja, wszystko ja!

      ps. teraz ten zegar wisi u siostry w mieszkaniu, jako eksponat muzealny.
      Może go kiedyś zaniosę do prawdziwego zegarmistrza :)
            • maniasza Re: Wszyscy ją, wszyscy ją, a wizyta siedzi ;) 12.04.12, 11:50
              To nie kwestia odwagi, tylko czasu. Ale dopsze, dziś mam wolne, więc zaspokoję Twoją ciekawośc :)

              Szuflada namber tu.
              Kieeedy byłam, kieeedy byłam małym chłopcem , hej :)

              A więc, kiedy byłam małym chłopcem, to strasznie lubiłam slodycze.
              Jeśc nie dawac - byle słodycze. Choc zupełnie nie było tego widac po mnie. Chudzielec ze mnie był, podejrzewana anemia itp, przezwisko podwórkowe (a późniejw podstawówce, szkolne) - zapałka. Chodzący szkielet słowem. Jak to w rodzinie się śmiano - bez wciągania brzucha można policzyc wszystkie żebra....
              Totalne słodkożerne ADHD :)

              A było to tak.
              Jak ten włóczykij, wlóczył się chłopczyk po podwórku. Niecałe pięc lat miał, a nawet mniej.
              I strasznie chłopczykowi brakowało słodyczy. Cukru we krwi pewnie ;)
              Poszedł więc chłopczyk do sklepu (taki samoobsługowy, w stylu Lewiatan dzisiejszy).
              Wszedł, cukierki wziął, wyszedł.
              Idzie sobie chłopczyk, idzie, wpieprza cukierki ile sił, wie, że do domu pora wracac, a zapasy cukierków że ho-ho! Końca nie widac…
              No to co robi? Rozpycha po kieszeniach. Pełna konspiracja przed wejściem do domu.
              Matula otwiera drzwi, wszystko dobrze do czasu, aż zauważa wypchane kieszenie.
              Jako że chłopczyk w kieszeniach rózne rzeczy nosił nieraz, np smołę czarną, żywicę, kamienie, śruby itp, to matula wyczulona już sprawdza na wejściu, co znowuż w tych kieszeniach jest.
              A tu prosze. Żadne kamienie, żadne śruby, tylko cukierki!
              No to maman się pyta: a skąd masz cukierki?
              A ja odpowiadam: poczęstowali mnie.
              Maman: aż tyle?
              Ja (twardo): tak!
              Maman: a kto cię poczęstował?
              Ja: eeee, nooo, ęęę, ąąąą... Nie pamiętam!

              Słowem, rezon straciłam.

              Wtem tatinek wziął mnie w obroty, bo matuszka dogadac się ze mną nie potrafiła.

              Tatinek: skąd masz cukierki?
              Ja(wymiękła): ze sklepu...

              Sprawa została załatwiona w minutę.
              Tatinek mnie za rękę chycił i do sklepu zawlókł. I przed całym towarzystwem osiedlowym, co nas znało, a przy kasie akuratnie stało, wpycha się do kolejki i mówi tak: Moja córka ukradła ze sklepu takie cukierki (papierki pokazał po tych cukierkach), chcię za nie zapłacic.
              No to spłonęłam byłam żywcem przy tej kasjerce i ludziach stojących przy kasie. Raz na zawsze.

              W ten oto sposób poznałam i skutecznie przyswoiłam ważną zasadę życiową: nie kradnij.
    • gat45 Szufladka z Wyjątkiem 13.04.12, 17:11
      To takie zamierzchłe wspomnienie językoznawcy :) Otóż w mojej bardzo małoletniej głowie siedziało Wyjątko. Początkowo widziałam je jako takie lemurowate futerkowe z długim ogonem, ale później musiałam ustąpić przed naporem znaczeniowym i pogodziłam się z faktem, że może to być jakieś urządzenie mechaniczne, typu budzik. Wyjątko siedziało człowiekowi na ramieniu i włączało wycie na alarm, że coś wychodzi poza ustalone ramy, że jest wyjatkowe i trzeba na to zwrócić szczególną uwagę.
      Co ja sobie głowy nałamałam nad konstrukcją wyrażenia "z wyjątkiem (czegoś)", to ludzkie pojęcie przechodzi ! Zupełnie bez sensu mi się wydawało. I tak naprawdę to dotąd go nie lubię. Bardzo tęsknię za moim lemurowatym, puszystym Wyjatkiem od wyjatkowości :(
    • inna57 Moja Szuflandia 14.04.12, 10:00
      Moja Szuflandia jest ogromna. Jako posiadaczka pamięci totalnej mam całe regały szuflad i szufladek w których mieszczą się przeróżne wspomnienia. Ale chcę Wam opowiedzieć o szufladzie z zapachami. Mieszczą się w niej nie tylko te zapachy które pamięta każdy, zapach świeżego chleba, skoszonej trawy, truskawek ze śmietaną. Moje zapachy są inne czasem dramatyczne a czasem śmieszne.
      Ten dramatyczny to zapach maści. Nie wiem jak się nazywała ale to dzięki niej uratowano mi dłonie po ciężkim poparzeniu. Miałam wtedy 4 lata. W domu były piece opalane węglem. Pewnego dnia ktoś na podpałkę użył mojego jeszcze nieprzeczytanego "Świerszczyka". Ratując pisemko z ognia poparzyłam sobie bardzo poważnie obie dłonie. Tatko stanął na głowie i sprowadził od swoich przyjaciół z Londynu tajemniczą maść. Pamiętam dużą emaliowaną miednicę pełną ciepłej wody i zdejmowanie bandaży pod wodą. I pieczołowite bandażowanie obu rączek, każdego paluszka z osobna. I Mamcię która za każdym razem powtarzała "Jak to dobrze że ukończyłam kurs sanitariuszek u Bażanta". I dwie białe kukiełki zamiast rączek którymi z trudem przewracałam kartki w książkach. I te same operacje dwa razy dziennie przez trzy miesiące. Nie dziwię się że zapach tej tajemniczej maści wrył mi się w pamięć. Ale warto było. Dziś tylko ja wiem gdzie widać mikro ślady blizn. To Mamcia i Tatko uratowali mi ręce i jestem im za to cholernie wdzięczna.
      • witekjs Re: Moja Szuflandia- zapachy 19.04.12, 10:39
        inna57 napisała:

        > Moja Szuflandia jest ogromna. Jako posiadaczka pamięci totalnej mam całe regały
        > szuflad i szufladek w których mieszczą się przeróżne wspomnienia. Ale chcę Wam
        > opowiedzieć o szufladzie z zapachami. Mieszczą się w niej nie tylko te zapachy
        > które pamięta każdy, zapach świeżego chleba, skoszonej trawy, truskawek ze śmi
        > etaną. Moje zapachy są inne czasem dramatyczne a czasem śmieszne.
        > Ten dramatyczny to zapach maści. Nie wiem jak się nazywała ale to dzięki niej u
        > ratowano mi dłonie po ciężkim poparzeniu. Miałam wtedy 4 lata. W domu były piec
        > e opalane węglem. Pewnego dnia ktoś na podpałkę użył mojego jeszcze nieprzeczyt
        > anego "Świerszczyka". Ratując pisemko z ognia poparzyłam sobie bardzo poważnie
        > obie dłonie. Tatko stanął na głowie i sprowadził od swoich przyjaciół z Londynu
        > tajemniczą maść. Pamiętam dużą emaliowaną miednicę pełną ciepłej wody i zdejmo
        > wanie bandaży pod wodą. I pieczołowite bandażowanie obu rączek, każdego paluszk
        > a z osobna. I Mamcię która za każdym razem powtarzała "Jak to dobrze że ukończy
        > łam kurs sanitariuszek u Bażanta". I dwie białe kukiełki zamiast rączek którymi
        > z trudem przewracałam kartki w książkach. I te same operacje dwa razy dziennie
        > przez trzy miesiące. Nie dziwię się że zapach tej tajemniczej maści wrył mi si
        > ę w pamięć. Ale warto było. Dziś tylko ja wiem gdzie widać mikro ślady blizn. T
        > o Mamcia i Tatko uratowali mi ręce i jestem im za to cholernie wdzięczna.
        >
        Poruszyłaś bardzo ciekawą szufladę, która od dzieciństwa otwiera nam, najczęściej piękne wspomnienia. Co ciekawe, ona jest uzupełniana i wiecznie pełna. Najsilniej wyczuwalne są te zapachy, które poznawaliśmy w dzieciństwie. Oczywiście szczególnie te, związane z naszym kochaniem, również tym dorosłym, na przykład zapach naszego małego dziecka.
        Bardzo często, nie wiedząc dlaczego odbieramy przyjemnie, jakieś miejsce lub odczuwamy do kogoś sympatię, "a priori".
        Rzadko się nad tym dłużej zastanawiamy, ale wiedzą o tym kupcy, wypełniający swoje sklepy i produkty opracowanymi zapachami.
        Do tej pory pamiętam, przyjemne zapachy pewnych zabawek i oczywiście, nowych książek, gdy trzeba było je zdobywać !!
        Doskonale wiem, jak pachnie moja ukochana i jaką wodę kolońską po goleniu, wybrać dla siebie. Jestem pewien, że jest ona bliska zapachowi tej, którą używał mój tata, gdy byłem małym chłopcem i potem.
        To bardzo ciekawa przygoda, podróżowanie po tej szufladzie, właściwie szufladach, które z wiekiem powiększają się i o te, które nam to tłumaczą.

        Pozdrawiam. Witek }:-})=

        Między innymi i to można znaleźć w Biblioteczce Kawiarenki:

        Nos zapamięta lepiej
        Zapach może przywoływać odleglejsze wspomnienia niż słowo czy obraz.

        Od wielu lat naukowcy pochylają się nad zagadnieniem zależności zmysłów i pamięci. Posiłkują się w tym celu nawet literaturą piękną. Francuski dziennik „Le Monde” opisał przed kilkoma tygodniami badania nad „fenomenem Prousta”. Do najsłynniejszych scen z „W poszukiwaniu straconego czasu” należy ta, w której narrator pod wpływem skosztowania ciasteczka znanego w kulturze światowej jako „magdalenka” doznaje przypływu wzruszenia i przypomina sobie chwile dzieciństwa, ze szczególnym uwzględnieniem emocji, jakie odczuwał do osób czy wobec wydarzeń.

        Sposób i intensywność zapamiętywania zależy od wielu czynników, na które składa się kombinacja bodźców, receptorów, impulsów elektrochemicznych oraz ich związków z mózgiem. Z ustaleń Międzynarodowego Sympozjum Węchu i Smaku, które miało miejsce w zeszłym miesiącu w San Francisco wynika, że najdoskonalszą maszyną do przenoszenia w czasie może być węch. W badaniach nad proustowską magdalenką istnieje spór, czy to jej wygląd czy smak powodują powrót pamięcią do czasów dzieciństwa. W tym wypadku różne bodźce, oddziałując na różne zmysły, są źródłem wspomnień, które uruchamiają sieci neuronów odpowiedzialnych za pamięć.

        Dzięki licznym eksperymentom wiemy, że jedne zmysły mogą wpływać na pamięć bardziej niż inne. Tak jest właśnie z węchem, który potrafi przywoływać wspomnienia znacznie odleglejsze w czasie niż słowo czy obraz. Co więcej, wpływ węchu na pamięć może być pomocny przy leczeniu takich dolegliwości jak depresja czy demencja. Podczas eksperymentu na grupie Szwedów, których średnia wieku wynosiła 75 lat, okazało się, że bodźce słowne i wzrokowe przywoływały wspomnienia z późnej młodości lub wieku dorosłego. Bodźce zapachowe potrafiły ożywić wspomnienia znacznie wcześniejsze, bo sięgające wieku poniżej dziesięciu lat. Poza Szwecją podobny eksperyment przeprowadzono w Wielkiej Brytanii. Grupę sześćdziesięciolatków poddano bodźcom werbalnym i zapachowym. O ile te pierwsze przywoływały pamięci okres wieku 11-25 lat, bodźce zapachowa pozwalały na przypomnienie sobie wczesnego dzieciństwa.
        Co ciekawe, „zapachowe” wspomnienia z dzieciństwa cechuje wysoka emocjonalność. Dr Rachel Herz z Brown University powiedziała dziennikowi „New York Times”, że jej kuzynka popłakała się zmywając naczynia. Okazało się, że zapach środka do mycia przypomniał jej o zmarłej przed laty babci. Dlaczego wspomnienia z dzieciństwa budzą emocje? Wiele wskazuje na to, że wynika to z położenia części kory mózgowej odpowiedzialnej za odbiór zapachu, która znajduje się w obrębie układu limbicznego obok migdała móżdżkowego. Tam rodzą się emocje i przechowywana jest pamięć emocjonalna.

        Węch może pomagać pamięci tym bardziej, że – jak opowiedział amerykańskiej gazecie inny uczestnik sympozjum na temat zapachu i smaku, dr Jay A. Gottfried z Northern University - można go uznać za w pewnym sensie najszybciej działający spośród naszych zmysłów. Dzieje się tak dlatego, że bodźce zapachowe, w przeciwieństwie do wzrokowych, nie potrzebują „pośredników” w rodzaju wzgórza wzrokowego. 20 milionów receptorów węchowych znajdujących się w nosie wysyła odpowiednie informacje bezpośrednio do kory mózgowej. Tak zbudowana została proustowska „wielka budowla wspomnień” i dzięki tym mechanizmom skarby naszej pamięci – dziecięce wspomnienia – mogą być z nami do późnej starości.

        Zofia Klein

        Nos zapamięta lepiej


        Wszystko o zapachach i powonieniu
        Dokąd zabiera nas nos?


        "Jak pachnie przeszłość? W niektórych muzeach próbuje się odtworzyć woń średniowiecznej uliczki, warsztatu szewskiego, kantoru kupca. Zrekonstruowano też zapach perfum, którymi skrapiała się córka Władysława Łokietka."

        Więcej pod adresem www.polityka.pl/nauka/czlowiek/1520228,1,wszystko-o-zapachach-i-powonieniu.read#ixzz1sTPI993R



Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka