W jakim sensie "bliską"?

17.01.13, 15:22
...
Re: współczuję po ludzku Jarosławowi,...
Autor: gat45 17.01.13, 15:13
...


szwampuch58 napisał:

> piq napisał:
>
> > ...stracił ostatnią bliską mu osobę. Współczuję mu naprawdę szczerze. Ter
> az nie
> > ma już nikogo.
> To nie ma wplywu na jego nienawisc do wszystkich.

Nieważne. Pozwól przynajmniej niektórym z tych "wszystkich" mimo wszystko szczerze współczuć komuś,kto utracił tak bliską osobę. Ja współczuję i życzę panu prezesowi, żeby dał sobie radę z tą wielką stratą.
    • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 15:27
      Pewnie jestem zupełnie do tyłu jeżeli chodzi o obowiązujące obecnie zasady psychologii, ale z moich doświadczeń i obserwacyj wynika, że śmierć matki odczuwa się zawsze (wytłuścić) w bardzo szczególny sposób. To był naprawdę ciężki moment dla wszystkich, których w tej chwili obserwowałam. I dla mnie samej. Jednak w tym paradygmacie matki coś jest. Jakaś pępowina w głowie.

      Czy moj taki sobie wpisik zasługiwał na oddzielny watek tutaj ? Po co ?
      • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 15:33
        Wg mnie - zasługiwał.
        Się jednak dopytowywuję, w jakim sensie użyłaś określenia "bliska".

        Oddalam się na razie, ale dopowrócę później.
        • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 17:22
          Dopowracaj i dojaśniaj szybko, bo na razie ten wątek odczuwam jako z lekka krępujący. Dla Ciebie - że zadałaś takie pytanie, dla mnie - że tak karnie udzieliłam odpowiedzi... :(
          • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 19:46
            gat45 napisała:

            > Dopowracaj i dojaśniaj szybko, bo na razie ten wątek odczuwam jako z lekka kręp
            > ujący. Dla Ciebie - że zadałaś takie pytanie, dla mnie - że tak karnie udzielił
            > am odpowiedzi... :(

            Dla mnie nie jest krępujący.
            Krępuje mnie Twoje założenie, że matka MUSI być osobą bliską*. Analogicznie do "każda matka MUSI kochać swoje dziecko".

            * wciąż nie wiem, w jakim znaczeniu użyłaś tego określenia: chodzi o więź genetyczną, fizyczną bliskość,psychiczną, wszystko naraz, czy co?
            • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 19:58
              W tym przypadku (kondolencjobiorcy) chodziło o bliskość pod każdym względem.

              A co do bliskości typu "musi" : nie tłumaczę tego zjawiska, ale istotnie z moich obserwacji wynika, że więź dziecka z matką jest rzeczywista. Niekoniecznie obowiązkowa, ale właśnie rzeczywista. Nie mam materiałów na poparcie tej tezy, tylko luźne, za to wielorakie obserwacje właśnie. I można się ze mną nie zgadzać, tylko nie warto. Bo ani swojego zdania (wrażenia) bronić nie będę, ani go nie zmienię.
              • ploniekocica Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 20:12
                Mnie się wydaje, że o ile "instytucja ojca" jest człowiekowi bardzo potrzebna, ale nie niezbędna, o tyle matka jako instytucja jest poniekąd niezbędna. Zawsze będziemy jej szukać (faceci maja łatwiej, bo znajdują często namiastkę matki u żony, kobiety tęsknią za matką całe życie) i nawet jeśli matka nie jest bliska szczególnie, w ogóle nie jest bliska, albo po prostu jej nie ma to zastępujemy prawdziwą bliskość wyobrażeniem tej bliskości, tęsknotą za tą bliskością, wyrzutami sumienia, poczuciem obowiązku, żalem i milionem jeszcze uczuć.
                Może to się z okresu prenatalnego bierze? Albo po prostu z potrzeby bezwarunkowej miłości?
                • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 20:37
                  Kiedyś trochę mnie dziwiła ta żądza dzieci adoptowanych do poznania biologicznej matki. Wydawało mi się, że ta, która wychowała...i tak dalej. Ale zbyt wiele takich historii widziałam z bliska lub (częściej) z daleka. Zbyt często obserwowałam naprawdę dziwne objawy u baaaardzo już dorosłych dzieci w chwili śmierci ich matek - tak leciwych i schorowanych, że niby należało się tego z dnia na dzień spodziewać. Zbyt często widziałam, jak dzieci zdecydowanie bardziej związane uczuciowo z ojcem, po jego śmierci rozpaczały wprawdzie, ale śmierć matki wprawiała je w prawdziwe (choć czasem krótkotrwałe) rozchwianie psychiczne. No i niedaleko mi do wiary, że w matce każdy czuje swój początek związku z ludzkim rodzajem. Nie ma w tym ani kubicznego cala egzaltacji, wprost przeciwnie, jest jakieś podejrzenie czystej biologii w tych uświęconych uczuciach córczano-synowskich. Pomyślało mi się to po raz pierwszy w Musée d'Orsay, przed Courbetowskim "L'Origine du monde" - bardzo mało oryginalnie.

                  Jak się na polski tłumaczy tytuł tego obrazu ? Początek czy pochodzenie świata ?
                  • ploniekocica Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 20:56
                    Mam bardzo podobne spostrzeżenia.
                    I jeszcze znam wiele mocno dorosłych dzieci (głównie córek, ale synowie też się zdarzają), mających bardzo skomplikowane relacje z matkami, natomiast nie znam bodajże nikogo, kto ma skomplikowane i bolesne relacje z ojcem. Bo jak ojciec jest fajny to dla dorosłych dzieci nadal jest fajny, a jak był/jest niefajny to albo się go olewa albo traktuje jak zło konieczne. Z matką nawet najbardziej bolesne więzy znacznie trudniej zerwać i fizycznie, i psychicznie.
                    Od tysiąca lat sobie tłumaczę, że powinnam nie brać do siebie tego, co wyczynia wobec mnie emocjonalnie moja mama. Wiem to. jestem o tym głęboko przekonana. I nic. Nie potrafię.

                    A może "Prapoczątek świata"? Oba słowa ma w sobie.

                    PS> OT,
                    Gatu, powiedz Ty mi, czy nazwy rządzą się we francuskim szczególnymi prawami gramatycznymi? Chodzi mi mianowicie o salon sukien ślubnych koło mię, któren się zwie po francusku a jakże Vie de chateau.
                    • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 21:13
                      Nie rozumiem pytania w peesie ? Nazwy np sklepów są tworzone we Francji na równie durnowatych zasadach co w Polsce. No, może mniej angielskich -ingów. Na ten naprzykład kilka lat temu myślałam, że sobie zęby od zgrzytania połamię na temat szyldów zakładów fryzjerskich. "Tif" to żargonowe słowo na "włos", więc nagle fryzjerów opętała inwencja spod ciemnej gwiazdy, taka ich fryzjerska przodkini : MéditaTIF, Inven'TIF, Sensi-TIF...

                      A o co Ci chodzi z tą "la vie de château"? Często używane w sYnsie "królewskie życie", często z przekąsem (o ! paróweczki ! Mais c'est la vraie vie de château ! Niczego sobie nie odmawiamy !)
                      • ploniekocica Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 21:33
                        Chodziło mi różnicę pomiędzy vie de chateau, a vie du chateau, ale chyba już wiem, o co chodzi.
                        • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 21:39
                          Aaaaaaaaaaaaaaaaa. I to jest właśnie to - de/du oraz de/des - czego ja żadną miarą nie podejmuję się wytłumaczyć. I w życiu jeszcze nie widziałam przekonująco zredagowanego wytłumaczenia, kiedy się stosuje jedno, a kiedy drugie.
                          • illmatar Re: W jakim sensie "bliską"? 18.01.13, 00:12
                            To jest bardzo prosta sprawa. Zapytałam kiedyś znajomej Francuzicy czy zawsze wie kiedy le a kiedy un, a ona że jak mieli w szkole wypracowania, to pani kazała alterner*. Czyli przez analogię...


                            (Nie bierzcie tego na serio aby).
                      • magdolot Re: W jakim sensie "bliską"? 18.01.13, 02:48
                        Na ten
                        > naprzykład kilka lat temu myślałam, że sobie zęby od zgrzytania połamię na tema
                        > t szyldów zakładów fryzjerskich. "Tif" to żargonowe słowo na "włos", więc nagle
                        > fryzjerów opętała inwencja spod ciemnej gwiazdy, taka ich fryzjerska przodkini
                        > : MéditaTIF, Inven'TIF, Sensi-TIF...

                        Ja zafsze dostaję napadu nieprzytomnego chichotu na widok sklepu firmy ATHLETE'S FOOT
                        bo to grzybica stóp. I nigdy tam nie kupuję...
              • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 18.01.13, 09:25
                gat45 napisała:

                > W tym przypadku (kondolencjobiorcy) chodziło o bliskość pod każdym względem.

                Czyli zrobiłaś założenie, które może nie być prawdziwe.
                • ploniekocica Re: W jakim sensie "bliską"? 18.01.13, 11:18
                  Ale, Ave, abstrahując od naszego powyższego i poniższego wymądrzania się na temat relacji matka - dziecko, to nie wydaje Ci się, że jak się z kimś mieszka przez kilkadziesiąt lat, to nawet przy najgorszych relacjach i odczuciu ulgi, śmierć tej osoby ciosem w jakimś stopniu?
                  Że bliskość to niekoniecznie do końca pozytywne uczucie musi być, ale jej utrata zawsze jest szokiem?
                  • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 19.01.13, 19:56
                    ploniekocica napisała:

                    > Ale, Ave, abstrahując od naszego powyższego i poniższego wymądrzania się na tem
                    > at relacji matka - dziecko, to nie wydaje Ci się, że jak się z kimś mieszka prz
                    > ez kilkadziesiąt lat, to nawet przy najgorszych relacjach i odczuciu ulgi, śmie
                    > rć tej osoby ciosem w jakimś stopniu?

                    Ciosem? ZAWSZE? Nie wydaje mi się.

                    > Że bliskość to niekoniecznie do końca pozytywne uczucie musi być, ale jej utrat
                    > a zawsze jest szokiem?

                    Dla mnie bliskość (psychiczna) to uczucie pozytywne.
                    • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 21.01.13, 06:43
                      ave.duce napisała:

                      >
                      > Dla mnie bliskość (psychiczna) to uczucie pozytywne.

                      Czy aby nie robisz tu założenia, które może nie być prawdziwe, że leciutko strawestuję samą Szefową ? I na arbitralnej podstawie własnego odczuwania pojęcia "bliskość" karcisz biednego Gata za jego użycie po swojemu ? Bo dla mnie bliskość niekoniecznie oznacza same kwiatki i obłoczki na lazurowym tle. Bywają bliskości wybuchowe, żrące i cuchnące. Bliskość jest dla mnie stwierdzeniem pewnego stanu rzeczywistego, bez wartościowania.
                      • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 21.01.13, 08:15
                        Nadajesz (i nie tylko Ty) "bliskości" pokrętne znaczenie.
                        Osoba bliska w sensie psychicznym to pozytyw.
                        To nie jest założenie, to znaczenie określenia "bliski".

                        pl.wiktionary.org/wiki/bliski
                        • ploniekocica Re: W jakim sensie "bliską"? 21.01.13, 08:38
                          Pokrętne?
                          przymiotnik
                          (1.1) taki, który jest w niewielkiej odległości
                          (1.4) bezpośrednio spokrewniony


                          W przypadku prezesa pana i jego matki zachodziły dwa spośród czterech i to bardzo zachodziły - byli bardzo blisko spokrewnieni i mieszkali ze sobą całe życie. O ich prawdziwej bliskości emocjonalnej niewiele wiemy. I cokolwiek, by o niej nie mówiono to i tak każdy pozostanie przy własnym zdaniu.

                          PS. Ja mieszkam z moim czerwonym stołem zaledwie 15 lat, a i tak jest mi emocjonalnie bliski i trudno mi się pogodzić z koniecznością rozstania z nim.
                          • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 21.01.13, 09:11
                            ave.duce napisała:

                            > * wciąż nie wiem, w jakim znaczeniu użyłaś tego określenia: chodzi o więź genetyczną,
                            > fizyczną bliskość,psychiczną, wszystko naraz, czy co?

                            gat45 napisała:

                            > W tym przypadku (kondolencjobiorcy) chodziło o bliskość pod każdym względem.

                            Zgodnie z życzeniem Gat - na tym kończę temat.
                        • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 21.01.13, 08:49
                          Przyjmij do wiadomości, o Szefowo, że oskarżenie mnie o pokrętność jest jednym z tych, które odbieram najboleśniej.

                          To tak na wypadek, gdybyś o tym nie wiedziała, w co z kolei nie bardzo chce mi się uwierzyć. Chyba się ociupinkę zaperzyłaś w obronie własnej tezy i poleciałaś argumentem nie z Twojej półki.

                          I - na miłość boską - skończmy ten temat.
                          • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 21.01.13, 09:06
                            Przepraszam (nie dodam: ale).

                            Co do reszty: pytanie w tytule wątku było proste.
                            Dążyło do ustalenia nomenklatury. Tego nauczyłam się od Ciebie.

                            Kończymy zatem.
      • ploniekocica Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 17:30
        gat45 napisała:

        > Pewnie jestem zupełnie do tyłu jeżeli chodzi o obowiązujące obecnie zasady psyc
        > hologii, ale z moich doświadczeń i obserwacyj wynika, że śmierć matki odczuwa s
        > ię zawsze (wytłuścić) w bardzo szczególny sposób. To był naprawdę ciężki moment
        > dla wszystkich, których w tej chwili obserwowałam. I dla mnie samej. Jednak w
        > tym paradygmacie matki coś jest. Jakaś pępowina w głowie.


        A mnie się wydaje ponadto, że nawet jak ta teoretycznie najbliższa osoba, jaką jest matka nie jest nam emocjonalnie z różnych powodów szczególnie bliska, to i tak tę pępowinę mentalna odczuwamy bardzo mocno. I czasami nawet chyba łatwiejsza jest prawdziwa rozpacz niż rozpacz z powodu, że się prawdziwej rozpaczy nie odczuwa, a zamiast niej odczuwa rodzaj ulgi.
        Tak myślę i tak obserwuję.
        • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 17:40
          Słusznie prawisz, Kocico.
          Dodam, że nawet kiedy było się zupełnie przekonanym, że żadnej szczególnej więzi nie ma, to w TEJ chwili zdaje sobie człowiek sprawę ze zdumieniem, że jednak była.
      • olga_w_ogrodzie Re: W jakim sensie "bliską"? 19.01.13, 02:43
        zgadzam się w całości z Panią Gat i Kocicą.
        moja mama mnie rzuciła lat temu sto, gdy byłam dzieckiem.
        nie wiem, gdzie teraz jest i jak się ma, ale poświęciłam już czasu dużo, by ją odnaleźć i nikt nie wie, gdzie jest, a ja się boję, że nie zdążę.
        nie szukam, by wypominać, ale, by zdążyć pomóc czy coś.
        jakby mi umarła, to, mimo odległości czasu, świadomości porzucenia, to byłoby to straszne.
        się lękam, że nie pomogli mi znaleźć, ale dotrą, by o odejściu powiedzieć, bo lata płyną.
        przez długi czas jako mamę traktowałam Ś. P. Babcię.
        a potem nie byłam w stanie na Jej pogrzeb pojechać, bo wiedziałam, ze nie dam rady.
        ale tu, ja wiedziałam, że nigdy Babci nie zostawiłam, że miałam czas, by okazać miłość i ją okazałam, a na grób byłam w stanie pojechać potem, już spokojniej.

        coś jest z tymi mamami, że więź istnieje, co by się nie działo.
        prawie obsesyjnie mojej szukam.
        bo po prostu - jest moją mamą.
        • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 19.01.13, 19:57
          Olgo, z całym szacunkiem - tu chodzi o "bliskość" Jarosława K. z Jadwigą K.
          • olga_w_ogrodzie Re: W jakim sensie "bliską"? 19.01.13, 21:16
            no tak.
            ja się raczej odniosłam do wpisów Gat i Kociczki - bliskość : mama - dziecko.

            wyrokować o bliskości tych konkretnych osób, to raczej mi niezręcznie.
    • damakier1 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 16:17
      A ja nie rozumiem ani pytania o sens okreslenia "bliska", ani czemu założyłas ten wątek?
      Powiedzenie o kimś, komu zmarła matka, że zmarła mu bliska osoba wydaje się tak naturalne, ze juz żadnych wyjaśnień nie potrzebuje.
      Ja, gdy usłyszałam wiadomość o śmierci Jadwigi Kaczyńskiej, przyjęłam to dość obojętnie. Pewnie, wiadomość o czyjejś śmierci nigdy nie cieszy, ale gdy ktoś długi czas ciężko choruje i dożył sędziwego dość wieku - to taka jest kolej rzeczy...
      Nie odczułam potrzeby składania kondolencji i prawdopodobnie nie zajrzałabym do żadnego wątku temu smutnemu wydarzeniu poświęconego.
      A co do wpisu Gat: ja go rozumiem jako reakcję na słowa szwampucha 58, który w odpowiedzi na współczujący post, że Jarosław Kaczyński stracił ostatnia bliską mu osobę
      kąśliwie napisał: To nie ma wplywu na jego nienawisc do wszystkich.
      I podpisuję się pod tym, co napisała Gat i uważam, że to bardzo dobrze, że się odezwała.
      • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 19:51
        damakier1 napisała:

        > A ja nie rozumiem ani pytania o sens okreslenia "bliska", ani czemu założyłas t
        > en wątek?

        Tłumaczę moje pytanie i powód założenia wątku w poście do Gat:

        forum.gazeta.pl/forum/w,89075,141854384,141861060,Re_W_jakim_sensie_bliska_.html
        > Powiedzenie o kimś, komu zmarła matka, że zmarła mu bliska osoba wydaje się tak
        > naturalne, ze juz żadnych wyjaśnień nie potrzebuje.

        Całkiem jak "prawo naturalne".

        > A co do wpisu Gat: ja go rozumiem jako reakcję na słowa szwampucha 58, który w
        > odpowiedzi na współczujący post, że Jarosław Kaczyński stracił ostatnia bliską
        > mu osobę
        > kąśliwie napisał: To nie ma wplywu na jego nienawisc do wszystkich.
        > I podpisuję się pod tym, co napisała Gat i uważam, że to bardzo dobrze, że się
        > odezwała.

        Też uważam, że dobrze, że się odezwała, co nie wyklucza moich wątpliwości.
        • damakier1 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 20:41
          > Tłumaczę moje pytanie i powód założenia wątku w poście do Gat:

          Tak, czytałam. Może i Gat zrozumiała, ale ja nie.
          • gat45 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 20:51
            Uspokój się, Damo : Gat też nie rozumie, w czym problem. Ale Gat jest przyzwyczajony do często nie rozumieć. Jak to Gat o Bardzo Małym Rozumku.
            • damakier1 Re: W jakim sensie "bliską"? 17.01.13, 21:40
              Ależ ja jestem spokojna. Się tylko pytam.
          • ave.duce Re: W jakim sensie "bliską"? 18.01.13, 09:34
            Chodziło mi o to, jakie znaczenie określenia "bliska" (w relacji Jadwiga - Jarosław) ma na myśli Gat.
            Dowiedziałam się, ale nie akceptuję założenia, które przyjęła Gat.
    • tojajurek Zimnym draniem, choć nie tanim, będąc 18.01.13, 01:00
      Wyznam bez ogródek, że odejście pani Kaczyńskiej jest mi całkowicie obojętne.
      Codziennie umiera w Kraju kilka (zapewne) setek czyichś starych mamuś zupełnie mi nie znanych i jest to zjawisko banalnie naturalne.
      Rozumiem natomiast, że ta sprawa jest widziana przez pryzmat domniemanych przeżyć i reakcji Jarosława K. w tej sytuacji. I przyznam otwarcie, że w stosunku do niego nie odczuwam nijakiego współczucia. Zrozumienie - tak. Ale współczucie rezerwuję dla osób, które znam, albo przynajmniej odczuwam wobec nich choćby najmniejszą nić sympatii.
      Ten przypadek tu nie zachodzi. Zaś publizne rozstrząsanie kwestii wpłynięcia tej śmierci na polityczną karierę i doraźne zachowania Jarosława K. uważam za faux pas.
      • magdolot Re: Zimnym draniem, choć nie tanim, będąc 18.01.13, 02:37
        Dokładnie, Panie Jajurku. I rozumiem reakcję Gata takoż i nawet podziwiam. I rozumiem obiekcje Ave, ale lecz wychodzi mi, że są różne rodzaje bliskości i w kontekście kondolencyjnym biega o co najmniej jedną, tę genealogiczną. Myślałam o podmiance na "ważną", ale brzmi jak ministra i hapi holidej miast Christmas w trwodze o religijną lub anty- poprawność, anyway po chińsku.

        Mi się przypomniało jak w dniu śmierci mej matki poszłam po papierosy i pani w drugstorze pożegnała mnie za pomocą "have a nice day" a ja ryknęłam płaczem, a pani zamarła przerażona, a ja jej powiedziałam, a ona mi bidna tłumaczyła, że tutaj tak się mówi i że fcale nie chciała, a ja jej, że to wiem i że nic do niej nie mam i tylko tłumaczę czemu tak zareagowałam i sorry.
        Bo czasem się zrobi fszystko tak i uprzejmie i zgodnie zez formami, a wychodzi chińska ftopa jak raz...

        Jeden licealny fotfur właśnie na dworzec odprowadzony, Szaciowi zostały jeszcze dwa. Kłąb się przerzedził i najmiejszy nie będzie już spadywany na gleb. Bo z uporem maniakuf dwa duże wyra mając, śpią fszystkie na jednym, w kłębie czteropotworowym, dwupłciowym i dziwnie aseksualnym jak na te ich prawie 17 lat. Może sublimują...
        Ale nie fszystko, bo na dworcu się rypło [ja żem wytroopił aferkę tę], że fotfur któren odjeżdżał fcale nie zgubił szalika, o czym był przekonany dygocząc tu przez 5 dni, tylko inne fotfory jego mu fstrętnie schowały, bo za zboczenie uznały paradowanie po mieście w szaliku firmowym V L.O. I biedny fotfur dygocząc we zadymce odjechał w siną dal, a szalik został w Berlinie... Durne fotfory, a mściwe!
    • gat45 Wracając do sedna sprawy, czyli do pytania 19.01.13, 09:51
      Naszej Ukochanej Szefowej (oby żyła wiecznie)

      1] Według mnie w tym konkretnym przypadku matka i syn byli sobie bliscy pod każdym względem. Większość naszych sądów i opinii opiera się na wrażeniach.

      2] Gdybym nie wiedziała, że to ABSOLUTNIE niemożliwe, to bym mogła odnieść wrażenie (sic!), że Nasza Ukochana Szefowa się mnie czepła :(
      • ave.duce Re: Wracając do sedna sprawy, czyli do pytania 19.01.13, 19:54
        gat45 napisała:

        > Naszej Ukochanej Szefowej (oby żyła wiecznie)

        Dlaczego mi tak źle życzysz?

        > 1] Według mnie w tym konkretnym przypadku matka i syn byli sobie bliscy pod każ
        > dym względem.

        A wg mnie - nie.

        > Większość naszych sądów i opinii opiera się na wrażeniach.

        Czyli nasze wrażenia (w tym przypadku) są inne.

        > 2] Gdybym nie wiedziała, że to ABSOLUTNIE niemożliwe, to bym mogła odnieść wraż
        > enie (sic!), że Nasza Ukochana Szefowa się mnie czepła :(

        Mogłabyś, ale byłabyś w mylnym błędzie.
        • ave.duce Cytata na koniec > 20.01.13, 20:48
          ... "Wszystkich kochałam, ale największe kochanie to są dzieci. Jak tylko przyjdą na świat, wiadomo, że już nikogo bardziej kochać nie można. Leszek był taką moją wielką miłością" ...
          • olga_w_ogrodzie Re: Cytata na koniec > 20.01.13, 22:08
            przepraszam, ale już wcale nie pojęłam czemu cytata ta.
            no i w ogóle czy jest jakaś teza w poście założycielskim stawiana i czy cytat ma coś potwierdzać czy zaprzeczać ?
            zrozumiałam już, że sprawa dotyczy konkretnie bliskości Ś.P. Kaczyńskiej i jej syna.
            ale o co chodzi ? mogę prosić konkretniej, bo, jak widać, nie załapałam i ogólnie o bliskości powiedziałam własnym posługując się przykładem.
            czy chodziło Ci, Ave, o to że, w Twej ocenie, prezes pan i jego Mama nie byli sobie bliscy czy że byli za bardzo...?
            • magdolot Re: Cytata na koniec > 21.01.13, 00:11
              Cytata może dowodzić większej miłości do Lecha. Każden jeden rodzic ma ulubione dziecko, ino nie każden się bez bicia przyznaje. Lecz nie ma żadnej potrzeby, by się przyznawać publicznie, a szczególnie tak, aby dzieci słyszały... Ktoś tu chyba obstawia mimowolny wymsk za którym przemawia fakt, że Lech był bardziej całuśny, co zgodnie potwierdza naród.

              Cytata może też dowodzić, że świeżo stracone dziecko wysuwa się na plan pierwszy, jak się jest w żałobie. Zaś z żywym dzieckiem może szalenie zbliżać wspólny brak ukochanej osoby... dopóki rodzic nie przegnie. Czy rodzic przegiął wie tylko Jarosław - obstawiam ja. I nawet nie chce mi się roscząsać...

              A inkryminowany wątek dziś przeczytałam i jest nieziemsko zgodny, jak na rodzimy net. Ście dokonali Cudu nad Wisłą! Howgh.
              • tojajurek Re: Cytata na koniec > 21.01.13, 00:38
                Mię tu proszę nie obrażać i nie wkładać do worka.
                Ja się nie zgadzam wewogle z ogółem i szczegółem, a nawet z własnym sobą.
                I dumny jestem z tego.
                Howgh!
                • magdolot Re: Cytata na koniec > 21.01.13, 01:33
                  Nie mówię o zimnych draniach, takich ja my... s pszeproszeniem.
                  Mówię Kocicy, żeby już pszestała łkać na tej wycieraczce z Hofmanem, który fizjonomią obleśną obraża labradory, a rozum jak zagaworzy. I niech se on siedzi na wycieraczce sam, bo ona góry przeniesła i chwatit. Całego narodu nie wychowa. I ma być dumna i blada z siłaczki swej i że jej teraz nie myją na stole z gruźlicy w brzezinie. O!
            • ave.duce Re: Cytata na koniec > 21.01.13, 08:19
              Temu, że może wcale nie byli sobie bliscy. To, że się jest z kimś przez całe życie - nie musi oznaczać bliskości (psychicznej). Do tanga trzeba dwojga.

              I to by było ostatecznie na tyle.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja