Dodaj do ulubionych

Pranie skarpetek Sapiensa

21.11.13, 17:05
Przerabialiśmy tu już poprawność polityczną nie raz i nie dwa razy. I ja właściwie po linii, ale w dużym obrazku. A nawet w największym możliwym obrazku: skutki cywilizacyjne.
Post będzie z grubsza relacjonował rozmyślania kobiety przy praniu skarpetek właśnie.

W tym miejscu odpalam Wielki Zderzacz Obrazków:

1. Obrazek Pierwszy
Od Fuhrera do amerykańskiego policjanta, czyli globalna gadka o języku.

Podskoczyłam na określenie fuhrer i nasz nauczyciel, głównie na mój użytek, zasunął gadkę o niemieckim wykorzenianiu fspominków o nazizmie z języka. Nauczyciel w podstawówce literując dziatkom słowo nie może podyktować "es, es", żeby przypadkiem nie fspomnieć o SS, tylko "doppel es" rzecze [widać fuhrera się nie da wypieprzyć, znaczeniowo za duży]. Ja wyjechałam z naszym skandowaniem "Ges-ta-po!" na policjantuf, jak chcemy im dosolić. [Kto wykorzenia, kto pielęgnuje - obrazek poboczny].

Brazylijczyki nie wiedziały co to jest Gestapo, ale po lekcji nam zeszło na policję. A ja oglądałam "Elitarnych" [ www.filmweb.pl/film/Elitarni-2007-376957] i rozumiałam co ich boli. I jeszcze to ich bolało, że brazylijska policja jest dużo wredniejsza dla czarnych. Ich pocieszyłam, że nasza przez ćwierć wieku się bardzo zmieniła na lepsze.
A potem mnie totalnie zdołowała myśl, że dziwnym trafem, jak policjant w nierasistowskich i politpoprawnych Stanach jak idiota zastrzeli jakiegoś dzieciaka, to ten dzieciak zawsze jest czarny...

2. Obrazek Drugi
Skórzana kurtka z drugiej ręki, buty z drugiej nogi, mięso z drugiego żołądka.

Fszyscy znamy takie dziwne uczucie przy "cywilizowanych ludziach zza Żelaznej Kurtyny", że oni nas odruchowo trochę jak dzicz traktowali i chyba dalej traktują, że oddychają z ulgą się upewniwszy, że ich wyśrubowane "standardy moralne" jednak podzielamy. I of kołz to się odbywa bardzo delikatnie i politpoprawnie, lecz jednak ma miejsce i jest fffkurzające.
Ale nas to spotyka w sytuacjach "zewnętrzynych", w kontaktach z obcokrajowcami. I ja współczuję Ossim, bo mają przerąbane, bo to mają na co dzień w kontaktach z rodakami. I tak odbieram pilne zaangażowanie mojego nauczyciela w problemy ekolomoralne, w tym walki o prawa ludzkie kur... Jako ciut fffkurwiającą dla niego samego mimikrę. On musi uważać żeby to "bydło zza Żelaznej Kurtyny" przypadkiem z niego nie wyszło i z rewolucyjną pilnością on musi je w sobie tropić i przykładnie zwalczać i być [przynajmniej po wierzchu] plus royaliste que le roi.
I belfer we mnie pyta, czy pod przymusem da się cokolwiek zinternalizować?

3. Obrazek Trzeci
Przychodzi Rywin do Michnika - flozoficznie.

Póki nie przyszedł Rywin do Michnika nasza własna "tradycyjna dzicz" była pod tą samą prasą moralną co Ossi i podobnie duszona. I ja po latach fffcale się nie dziwię, że Michnik tyle myślał, nim podjął decyzję co z tym fantem zrobić. Bo w efekcie owej pięknej afery moralną prasę trafił szlag i spod niej wystrzelił "tradycyjny dzicz podmiotowy", w dodatku wyposzczony i żądny krwi.
"Jestem dumnym homofobem i bronię resztek tradycyjnej rodziny przed zboczeńcami opętanymi heterofobią i nazistowskim genderem." - rzekł z emfazą, a potem dodał, że z jego punktu widzenia "Szechter to to samo, co Michnik: jego kat i oprawca", nastawił bojowo krzyż i dumnie zawiał flagą.

Boli?
No, boli. Bo przecież mogło być tak ładnie. Ale czy naprawdę mogło?!

W tym miejscu opróżniamy pralkę z jasnych skarpetek i wkładamy ciemne, zaś jasne równiutko rozwieszamy pilnie je roztrzepując. I ciągle, kurna, jest krzywo.

Teraz te pozderzane obrazki rzucamy na tło naukowe: nasza ksenofobia [w sensie innofobia] ma podstawy biologiczne, myślenie w stylu my-oni mamy z przeproszeniem "w naturze". Fszystkie stwory stadne odróżniają swoje własne stado od cudzego. Czy my jesteśmy w stanie się kiedyś na takie wyżyny wspiąć, żeby fffszystkie sapiensy były "nasze"? [I czy utożsamianie się z kurą jest właściwym treningiem? - wątek poboczny jak rzeka]

I jak to z tymi sapiensami jest, skoro nie każdy sapiens jest zdolny wdrapać się na najwyższe moralne drzewo - świadome przestrzeganie wybranych norm - i spora część sapiensów na zafsze pozostanie u stóp tego drzewa, przestrzegając norm w wersji "dla ubogich", narzuconych im przez te światlejsze sapiensy i egzekwowanych m.in. przez tak knajackie narzędzia jak prawo...
[Wątek poboczny jak morze, a w nim np. problem na ile prawo działa jak dobór naturalny upieprzając tępaki skutecznie i dając fory dość rozgarniętym żeby je z powodzeniem omijać. Czy ono upieprza raczej tępaki, czy raczej shamelessy? Bo ja mam paskudne wrażenie, że niby celuje w shamelessy a upierdziela tępaki i tak działa trochę "obok", podobnie jak strasząca piekłem religia]

Jeszcze stosunkowo niedawno mieliśmy piękne pomysły na wychowanie ludzkości, bo nam się wydawało że ludzką inteligencję można bez granic pompować światłym nauczaniem i genialna szkoła sprawi, że każdy jeden tępak się będzie nadawał do Mensy... Nauka poszła do przodu i już się nie łudzimy. I to mimo politpoprawności istniejącej w nauce też... Można podciągnąć ale nie nadmuchać, nie każdy sapiens zdoła myśleć abstrakcyjnie.


W tym miejscu się wzdrygamy i jeszcze raz usiłujemy wyrównać cholerne jasne skarpetki, ale akurat z pralki wyjeżdżają te ciemne, no.

To daj z siebie maksa i poszet! do łopaty. To równi ale różni, kwadratowi i podłużni. To liberte, egalite, fraternite... lecz w jakiej kolejności i przeważnie dla kogo?
To para buch!, prasa w ruch! A szczęśliwość wiekuista niech nam śmieci.

I pilnie roztrzepując te czarne skarpetki usiłujemy choć trochę je wyrównać i trzepiąc je straceńczo, odkrywamy że dalej trochę śmierdzą mimo prania. A im bardziej trzepiemy, tym bardziej, kurna, jadą i są nie do pary i nie da się ich równo rozwiesić.

I w końcu chowamy suszarkę, by się nie pchała pod oczy, zatrzaskujemy drzwi i zmiatamy do innego pokoju. Chromolić wojnę w Syrii i marazm w UE i Wielki Zderzacz chromolić - nie mamy na to wpływu. Dać dupy mężowi czy lepiej wnieść o rozwód, bić dziecko po głowie czy też się powstrzymać, ukradkiem pogłaskać cierpiącego w pobliżu ludzia czy uszczęśliwiać ludzkość?

No, kogo wolisz Sapiensie, że Ci pojadę Szymborską. Wolisz siebie naprawiającą świat, czy skromnie piorącą skarpetki? Siebie z pączkującym w środku robespierkiem, czy w żółtej łodzi podwodnej?
Syria to my. Nadmuchani w pierdolnięte maczory. Palący tęcze. Przejęci misją dziejową, która nam nie pozwala na pogłaskanie psa.
I o wiele zbyt często do Syrii dochodzimy drogą pana Segala, z wczorajszego jakże moralnego newsa. George Segal zaadoptował psa! Znaczy: podjął się płacić aż 18 dolców miesięcznie za azylowe życie szczeniaka z Bułgarii. Święty, kurza twarz!
Jak on się ma do mieszkańców naszego wątku "Sosna"? Nijak się ma. Jak on się ma do naszych kumpli z FzD?


Obserwuj wątek
    • mariner4 A propos skarpetek. 21.11.13, 17:24
      Skarpetki są brudne wtedy, kiedy rzucone pod sufit nie spadają.
      Są 3 stopnie zniszczenia skarpetek.
      1. Kiedy można obciąć paznokcie nie zdejmując skarpetek.
      2. Kiedy można umyć nogi nie zdejmując skarpetek.
      3. Kiedy można zdjąć skarpetki nie zdejmując butów.

      M.
      • maniasza Re: A propos skarpetek. 24.11.13, 10:55
        mariner4 napisał:

        > Skarpetki są brudne wtedy, kiedy rzucone pod sufit nie spadają.
        > Są 3 stopnie zniszczenia skarpetek.
        > 1. Kiedy można obciąć paznokcie nie zdejmując skarpetek.
        > 2. Kiedy można umyć nogi nie zdejmując skarpetek.
        > 3. Kiedy można zdjąć skarpetki nie zdejmując butów.
        >
        > M.

        Jeszcze jest czwarty, o ile dobrze ze szczęśliwego dzieciństwa mojego kuzyna pamietam.
        Jesli po zdjeciu z nog skarpetki stoją i można postawić przy łózku, to znaczy, że juz się nie nadają :P
    • man_sapiens Re: Pranie skarpetek Sapiensa 21.11.13, 23:28
      Po wejściu do hotelu przeczytałem twojego wpisa i z niepokojem zauważyłem że powoduje on powstawanie w moim umyśle procesu myślowego, co grozi zmęczeniem i niewyspaniem na jutrzejszy bardzo intensywny poranek. Stłamsiłem ten proces myślowy w zarodku, zostały tylko poboczne ślady (po amerykańsku: collateral loss):
      - Pojawiło się pytanie: czy ktoś może zbawić świat jeżeli nie potrafi wyprać i sparować skarpet? Może to dlatego wszyscy prorocy rodzili się w ciepłym, bezskarpetkowym klimacie?
      - Są takie chipy RFID, które przyczepia się do świeżo kupionych skarpet i potem nie ma problemu z dobraniem ich w pary, niezależnie od stopnia ich wypłowienia. Jak beznadziejnie nudny jest ten świat pod władzą technokratów. Ale może dzięki temu pojawią się fińscy mesjasze?
      - Procesy zanikania skarpet w pralkach powinny być, zamiast tych hadronów masowanych koło Genewy, intensywnie badane przez fizyków. Bo jestem przekonany, że to droga do odkrycia sposobu na tunelowanie nie tylko skarpet, ale także ich posiadaczy ("beam me up, Scotty" ze Star Trek). Archimedes właził do wanny, Newton zbierał upadłe jabłka, Schroedinger głaskał kota - kolej na pranie skarpet!
      - Kto to wymyślił, że trzeba mieć na nogach dwie jednakowe skarpety? Skarpety są różne, każda ma swoją osobowość i każda ma swoją historię do opowiedzenia. Uszanujmy to i nie segregujmy ich według jednego prymitywnego schematu. Białe z białymi, czarne z czarnymi, szare w 93% do 96% z szarymi w 93% do 96%... Więcej tolerancji i otwarcia na różnorodność!
      • magdolot Re: Pranie skarpetek Sapiensa 24.11.13, 13:00
        > - Kto to wymyślił, że trzeba mieć na nogach dwie jednakowe skarpety? Skarpety s
        > ą różne, każda ma swoją osobowość i każda ma swoją historię do opowiedzenia. Us
        > zanujmy to i nie segregujmy ich według jednego prymitywnego schematu. Białe z b
        > iałymi, czarne z czarnymi, szare w 93% do 96% z szarymi w 93% do 96%... Więcej
        > tolerancji i otwarcia na różnorodność!

        Szaciek to wymyślił jusz daaawno. I przez lata się jemu skarpetek nie zwijało f kulki, bo dwie różne skarpetki, prosto w oczy gawiedzi, to byua Szaćka wizytufka.
        Teraz jak kobiecieje i nosi opcasy i wyglądać jak Dziunia bardziej kce, to se nosi płyciutkie, takie co nie wystają, dla własnej satysfakcji cichej...
    • widz102 Re: Pranie skarpetek Sapiensa 22.11.13, 04:03

      w celu nieposiadania problemu ze sparowaniem, należy, po zużyciu się (zatem wyrzuceniu) posiadanych skarpetek, nabyć jednorazowo 28 par identycznych nowych (np. czarnych) i prać je każdorazowo wszystkie razem (poza parą dyżurną). W ten sposób przekraczamy granicę zbioru sparowanego i nawet nie musimy się zastanawiać, ile ich mamy. Zaś po zejściu wartości zbioru (na skutek nieuchronnej entropii) poniżej 8 par - dokonujemy ponownej wymiany i zakupu. W ten sposób unikamy gładko nie tylko problemów natury egzystencjalnej, ale i wielu dylematów moralnych. Nie zmieniając paradygmatu bytu, nie odmienimy i świadomości.;)
      • dzidzia_bojowa Re: Pranie skarpetek Sapiensa 22.11.13, 04:52
        Jednakże po uporaniu się z problemem natury egzystencjalnej w postaci zapewnienia kończynom odpowiedniego koloru obleczenia, rodzi się pytanie: co dzieje się z zaginionymi skarpetami? Istnieje teoria, niepoparta badaniami, że skarpety znikając w odpływach pralek przechodzą do rzeczywistości równoległej. Niektórzy twierdzą, że skarpety oraz bielizna są naturalnym pożywieniem pralek co tłumaczyłoby znikanie nie tylko skarpet lecz także stringów, szczególnie czerwonych i czarnych.
        • magdolot Re: Pranie skarpetek Sapiensa 22.11.13, 08:30
          Strunofce to strrraszne barany, Dzidziu Be. Wyciągają daleko idące wnioski z bodajże 1,37 i lu! Pasuje humanistom, bo se mogom ładnie po tym pobiegać wycinajonc kozikiem dziurki do innych Fszechśfiatuf.
          Znikanie czerwonych i czarnych stringów cokolwiek tłumaczy Stendhal.
          Idę między uniwersyteckie krowy ulizane z nadzieją, że dopisze Ameryka w Łaty, bo ona ma cojones.
        • mariner4 To problem podobnie nierozwiazywalny 22.11.13, 09:33
          jak sprawa papieru toaletowego w socjalizmie. Od lat usiłuję dociec co stało się ze skarpetkami od pary? Co jakiś czas robię remanent i wyrzucam reklamówką z pojedynczymi skarpetkami.
          Trochę pomaga zmniejszenie liczby używanych kolorów.
          M.
    • ploniekocica Magdolotu! 29.11.13, 18:23
      Ci tu odpowiadam na Twój post na FK w wątku monachijsko dżenderowym, albowiem co najmniej drugi raz przywołujesz w tym kontekście Karen Horney, a w tym mątku wręcz jako autorkę "Płci mózgu". Horney niewinna w tym kawałku jest, a "Płeć mózgu" napisała niejaka Anne Moir. Oraz David Jessel zresztą. Moir jest genetykiem a nie psychologiem.
      • magdolot Re: Magdolotu! 29.11.13, 19:54
        Pamiętam, że fffszyscy na mnie równo pluli jakem czytała tę płeć tego mózgu... ale czego mi się z Horney nałożyła ona Moir?! Ach, zapewne z powodu mej neurotycznej osobowości! Neurotycznie wyparłam ten Moir, czy cuś? Ale wyparłam ab-so-lut-nie.

        Dzięki Ci, Kiciu de Flame
        za wyprostowaną mi plamę!

        We wątku Chasyda aktualnie się rozpiera Żydokomuna, jako całe zuo, w wykonaniu Jana de Bodaka de Dziobaka powołującego się na Kelvina MacDonalda. I albo ten Dziobak powołuje się wybitnie tępo, albo MacDonaldowi można dość łatwo wkręcić palic w oko za przyprawianie mordy nieszczęsnej KPP i nawet już namierzyłam chomika, ale mnie się wyciągać kundla nie fce i ślipić w pdf bez lupę tylko po to, żeby POśrednio POkancerować jakiegoś barana, w dodatku ze psychiatryka24. Żydokomuna musi chwilowo radzić sobie beze mnie, bo ja idę za sugestią Sapiensa prosto w "Beam me up, Scotty!" i terroryzuję małża do oglądania Star Treka, a tu się może rossspętać bom zajechała bodiczkiem offsiczka.
            • magdolot Re: Magdolotu! 29.11.13, 23:52
              Coś mnię dzisiaj pobodło zdrowo po gufce, fuckt.
              Idę się wywrócić na 999, bo puca wyplute mnie bolą, choć dzięsła przeżarte szkorbutem - ni, bo sałata była.
              • scoutek Re: Magdolotu! 30.11.13, 09:03

                magdolot napisała:

                > choć dzięsła przeżarte szko
                > rbutem - ni, bo sałata była.

                cebula!!!!
                cebula, cygarety i landryny - takie paczki robiło się dla internowanych
                ale cygarety i cebula najważniejsze:)))
    • tojajurek Ni w pięć ni w dziesięć 30.11.13, 00:26
      Tak misie skojarzyło w aproposie skarpetkowym, iż jakoś tak w latach siedemdziesiątych chiba, gdy moje dziecię w niewinnym wieku przedszkolnym było, telewizor wyświetlał uparcie koszmarną dobranockę pod tytułem "Pancerowany". Było to jakieś zgrzebne obrzydlistwo zrobione ze starej wełnianej skarpetki pocerowanej na kształt głowy z gębą i oczkami. Pan animator gibał tom skarpetom, wypchawszy ją ręcą i wypowiadał w jej imieniu jakieś kretyńskie gadki. Moje dziecię na widok tej dobranocki uciekało gdzie pieprz rośnie.
      Do dziś boi się po cichu, że jakaś stara skarpetka może doń znienacka zagadać.
      I co Pan na to, Panie Sapiens?
      A może Wacpan maczał w tym procederze palce (od nogów, rzecz jasna)?
      • magdolot Wyprałam Marineru skarpetę 30.11.13, 16:45
        Długo mi wychodziło bokiem zdanie Marinera, że nasi politycy są emanacją narodu i jak najbardziej reprezentują go. I się zżymałam na boku i cichaczem i strasznie nie chciałam popaczyć ja w takie lustereczko, brrr. I nagle popaczyłam ni z gruchy ni z pietruchy niewinnie dyskutując o pierdolcach RP z numerkami rzymskimi III i IV. I z bólem donoszę, że przestałam ja liczyć na cudowne zmartwychwstanie III RP, bo prawda Marinera się na łeb zrypała mi z dużej wysokości i raczej boleśnie, na podobieństwo cegłówki.

        I mam zapytanie do Szanownego Państwa:na ile celny jest mój freudyzm polityczny?

        hummer napisał:

        > IV RP ma PO za matkę a PiS za ojca
        > To wspólny projekt tych partii.

        A potem przez dwa lata PiS-ojciec łoił PO-matkę i ona [paradoksalnie] trochę od tego zmądrzała. Ale nie za bardzo, bo nadal gotuje ojcu, a na dodatek bije dzieci...
        Mierzi mnie, że u nas zawsze jest winne "zbyt liberalne prawo", które należy z doskoku zaostrzyć na kolanie i sprawa załatwiona. I jak słyszę tę gadkę w wykonaniu tych naszych "liberałów", to mi się robi słabo...

        Ale niestety projekt IV RP powstał w dużej mierze z zaglądania w oczki elektoratowi, co sam ma dosyć autorytarne i zdanie i pojęcie o sprawiedliwości i o autorytecie... Projekt IV RP to efekt wyścigów o wyraz zadowolenia oczek elektoratu sfrustrowanego III RP.

        Rzekłabym, że IV RP to krew z krwi i kość z kości narodu mojego, autorytaryzmem poprzejeżdżanego. [I tu sobie smutno westchnę.] Rzekłabym, że PO to bardziej wyglancowana i mniej zakompleksiona część IV RP... i dlatego przegrała w 2005, bo wtedy naród gwałtownie potrzebował takiej nóżki, która mściwie rozkwasi III RP za zbyt wysoką poprzeczkę.

        Rzekłabym, że III RP to było nasze superego, IV w wykonaniu platformianym to ego jest, a PiS robi za id.

        Dlatego III RP była frustrująca, bośmy się tak pozmieniali że mało śmy nie trzaśli w szwach, a to ciągle było nie dość żeby się poczuć racjonalistyczną obywatelską demokracją. Bo ile można biec z wywieszonym językiem i ciągle nie doganiać?!
        W tym miejscu na gruzy "michnikowszczyzny" wstąpiło dumnie id, burak podmiotowy, co się nie będzie uśmiechał do jakiejś głupiej Merkel, niech raczej ta Merkel się do niego łasi, no. Skrzywiony, tupiący nóżką, nagminnie mylący z dumą ten swój ciągle za cienki od kompleksów naskórek. Ale to także było lusterko, w którym na dłuższą metę niefajnie jest się przeglądać.

        To wybraliśmy Platformę, co łazienkę ma już wyremontowaną, wypielęgnowane paznokcie, uśmiecha się europejskim garniturem zębów... a w środku swojska aż miło. A teraz się na nią wkurzamy, za pozorne rozwiązywanie problemów, za powierzchowność, za zamiatanie pod dywan. Dokładnie za to, za cośmy ją wybrali, tego kmiota glancowanego po wierzchu.

        A jak teraz wkurzeni znowu pójdziemy w id, to wrócimy do kmiota w podskokach? Chyba tak, skoro nikogo innego nie mamy. Pocieszające jest to, że kmiot jest reformowalny. - powiedziała smutno Pollyanna i cichutko westchnęła.

          • magdolot Re: Wyprałam Marineru skarpetę 30.11.13, 20:13
            ave.duce napisała:

            > Kmiot reformowalny? Chyba, że wstecznie.

            Ni, ni, ni! I jeszcze raz ni. Mundra zamiana miejsc. Fsychologiczny majstersztyk losu.

            Dopokąd "michnikowszczyzna" się cięgiem do Kowalskiego dowalała i mu tłumaczyła, że dobrze że buty wyciera i nawet łapy myje, ale teraz opanować jeszcze musi... Kowalskiego trafiał straszny szlag, bo ciągle się nie nadawał.
            A teraz rządzi wypucowany Kowalski, kmiot a równocześnie ropejska domyta atrapa na unijny użytek. Autostradę z dotacji zmaści, proboszcza czule w jądra poliże, pochyli się nad moralnością pani Godek i żadnych, kurna, ekstrawagancji.

            I tak się może odrodzić społeczeństwo obywatelskie, być może tylko tak. Dojrzewając do pewnych zmian i zbierając się w kupki, żeby kmiota u władzy kopnąć w określony punkt dupy.

            Nieoczekiwana a być może i zbawienna zamiana ról: rządzi kmiot pucowany a obywatel się spokojnie emancypuje i w miarę owej emancypacji swojego kmiota szturcha, żeby kmiot nie robił mu fstydu. I tak obywatel się dowartościowuje, bo w tym układzie to on światły i coraz światlejszy jest. A gdyby obywatel chciał się po drodze zborsuczyć, to zza węgła czai się nań złowrogo megakmiot, Sodoma i Gomora. Idealna sytuacja wychowawcza. Warta tej kaczej limuzyny, jak raz.

            Od lat tropię tropy "czerwonego luda", co emancypował [hi, hi] planowo tudzież raczej siłowo i na dodatek jak palant. I zdołał obrzydzić nam dokumentnie fszystko, ale to fszystko, co uznał za warte poprawiania. Do tej pory tropiłam je sobie prywatnie, na własny chłopski rozum. Obrzydzili nam do cna solidarność społeczną, równouprawnienie, prawa pracownicze, racjonalizm, ateizm i zagnali do Kościoła. Zabrali wsi i miastu słuszną dumę ze przodków i latego Austriak buduje se z hi-techu podobnie jak dziadek, a polski chłoporobotnik wypierdziela dworek-potworek w stylu meksykańskim. Zabrali nam podmiotowość. Upokorzyli. Przyprawili nas o alergię na współdziałanie [kolaboracja], narzucanie nam czegokolwiek [m.in. donos], kompromis [Targowica]. Spluli Rzeczpospolitą Obojga Narodów tak, że razem z liberum veto obrzydzili i demokrację. Nawet jej nie ufamy.

            A teraz czytam sobie Applebaum i paczę, jak świadomie upierdzielono społeczeństwo obywatelskie, co wychynęło z powojennych gruzów. Jak te kiełki przejęto i obezwładniono tak, że nie zostało po nich nawet wspomnienie, że ludzie z mojego pokolenia dali sobie wpalantować bajeczkę o odwiecznym polskim wewnętrznym sabotowaniu fffszystkiego, bo bla, bla zabory, bla, bla okupacja.

            Ja dobrze sobie zapamiętałam ciężkie westchnienie mego matczyska, jak się zaczęła niejaka wojna na górze, że ten nasz naród ma straszliwego pecha, że jak mu się zdarzy taki piękny zryw, że mógłby przestawiać góry, to ktoś mu ten zryw [odgórnie] natychmiast spierdzieli. W tym miejscu został wspomniany ze łzą w oku poprzedni zryw - powojenny. Porozborowego fszak nie pamiętała nic a nic.

            W roku 1996 dorwała mnie iluminacja na fotelu amerykańskiego dentysty, który zapytał jak nam w tej Polsce leci. Odrzekłam, że my się jeszcze musimy nauczyć obywatelsko walić pięścią w stół. Bo sceny w stylu: "jestem uczciwym obywatelem, płacę podatki i swoje prawa znam i żądam natychmiast...", to my na razie znamy tylko z amerykańskich filmów. Musimy się sami nauczyć to robić. Robienie ich świadczy o poczuciu własnej obywatelskiej podmiotowości.
            I czekam od lat, kiedy się to ziści. I ufam, że platformerski kmiot okaże się odpowiednim workiem bokserskim. I mam nadzieję, że to, co właśnie narasta, to jest to!

            - Wybełkotała z nadzieją Pollyanna i poszła się bim-upować z Cumberbatchem.

            • tojajurek Re: Wyprałam Marineru skarpetę 30.11.13, 20:53
              Łomatkojedyna! Magdolocik to pisze tak lotnie i cudnie, że tylko wzdycham z zazdrości.
              I zgadzam się ze wszystkim co zrozumiałem, a z resztą też. Jak człowiek nie do końca kuma, to wierzy mądrzejszym od siebie. I zaraz lżej na duszy, że jest ktoś nie tylko ładny, ale i mądry.
              I jeszcze zazdraszczam okropnie, że Ona tak szybko pisze, jak myśli. Chciałbym tak.
              Chapeau-bas!
                • magdolot Re: Wyprałam Marineru skarpetę 01.12.13, 02:05
                  Zeżarło mi posta!!!

                  Tam była bardzo pięknie wyhaftowana prośba do Pana Jajurka, żeby się nie naigrawał z bidnej kobyłki, co se narracji z jakąś nadzieją szuka, wus ciężko ciąąągnąc pod górkie, ino nam poodkłamywał ciupinkę historię, jako że odrastając od ziemi wraz z Warszawą coś niecoś podejrzał tymi sfoimi bystrymi szczenięcymi oczkami!

                  Bo się złapałam nad Applebaumem owym, żem ja ten zryw dotąd kojarzyła socjalistycznie, mimo jakichś tam wiadomości... bo ja żem jego widziała jeno w Kronice Filmowej podlanego obficie socjalistycznym sosem i dopiero teraz do mnie dotarło, że mnie skutecznie spropagandowano. Tak się "robi" historię!

                  I nagle poczułam fspółczucie dla Młodego Katona, który płomiennie piętnował pazerność Michnika, co się kosztem biednej prawicy, co do cna oszukańczo wyślizgana została i nie dostała jednego złamanego media, dzięki układom z Kiszczakiem na największej państwowej gazecie uwłaszczył... a trzy zgredy, które tak Katon pouczał, niezależnie od siebie i bez śladu niecnego porozumiewania, zaczęły się turlać i rzęzić i łzy ocierać z oczu...

                  Panie Jajurko Kochany, Pan tę historię niech szczylom odkłamie, bardzo proszę!
                  • gat45 Re: Wyprałam Marineru skarpetę 01.12.13, 11:24
                    Choć przypuszczam, że Magdolotu ToOnJurek i tak się nie oprze, to dołAŃczam i swoją prośbę w sensie i w temacie tej Warszawy.
                    Wprawdzie ja trochę przeczuwałam ten prawdziwy zryw dzięki.... Właściwie nie potrafię określić źródła, ale od czasu do czasu znad wznoszacących się z gruzów warszawskich dni wiał wyczuwalny wiaterek autentyzmu. Z książek, filmów, opowiadań. No ale ja z pokolenia, które nauczyło się czytać między wierszami zanim opanowało alfabet. Chyba duma. O, to jest to. Częstokroć z podlanych sosem ideolo ówczesnych relacji przebija autentyczna duma ze stworzonego na nowo miasta.

                    Panie ToTyJurku ! Szpadel w dłoń i Wielka Akcja Warszawska przed Tobą !
                    • magdolot Re: Wyprałam Marineru skarpetę 01.12.13, 15:59
                      Alesz ja też wyczuwałam prawdziwość i mię ona za serce łapała, ale ją odbierałam tak samo, jak zdjęcie dziadka z małym wujem u taczek, kiedy Marszałkowi ludzie kopiec sypali. Zwyczajnie i autentycznie.

                      A teraz się złapałam w tym fragmencie i w tym skojarzeniu, że to nie to samo i coś tu zawłaszczono - świadomie i planowo - i w to fpuszczono szczyli.

                      I dla mnie to spostrzeżenie było na miarę konstatacji, że to bla, bla jest z naszym narodowym odwiecznym wewnętrznym sabotowaniem, bo zabory i okupacja dowodzą, że. Gówno dowodzą. A konstatacja ważna, bo mi znacznie ulżyło! Się poczułam jakbym oskarżenie odparła, samospełniającą się przepowiednię se w środku upierdzieliła.

                      Ja widziałam jak nowej pani prezi miasta Ł. dają portret pradziadzi, żeby se popaczyła co pradziadzia zbudował ftedy i bez UE i że do dziś to widać i wzorowała się. A więc w głowinie miałam wiadomości dość, żeby sobie to skojarzenie rozlepić... bo pradziadzia po ponad 100 latach niewoli powinien był sabotować aż miło, a jakoś nie sabotował! I się nie rozlepiło. Może jedna pradziadzia wiosny nie czyni, czy cuś?

                      Dumę warto obedrzeć z propagandowej otoczki i pozostawić samą i nią obezwładnić samospełniające się przepowiednie typu bla, bla.
                      Latego właśnie proszę świadka naocznego!
                      • magdolot Errata 01.12.13, 18:40
                        Kiks pomięszany. Trudno to jasno, ale już mam.

                        Do obrazków Warszawy ktoś mi muzykę heroicznę i socjalistyczny komentarz we mózgu dolepił, do zdjęcia dziadka - nie. I mnie się dopotąd we mózgu odtwarzało odbudowywanie Warszawy razem z tym komentarzem i nawet ze tą muzyką. A wsiąkło mi wcześnie w mózg, pięciolatek telewizor już ma a treści propagandowych jeszcze nie analizuje... a potem nie fszystkie skojarzenia świadomie się odszczurza. Podejrzewam, że takich jest więcej niż ja.
                      • tojajurek Świat według Jurka ;) 01.12.13, 21:37
                        W pierwszych słowach mojego postu podkreślę raz jeszcze, że ućciwie zazdraszczam weny i polotu Magdolocikowi, czego mi brakuje, widząc świata koło, jakie tępymi zakreślam oczy.
                        A bardziej do rzeczy gadajęcy, to w sprawie historii każdy ma swój kawałek podłogi, a największy maja historycy. Pięknie to i śpiewająco ujęto w piosence z Kabaretu Olgi Lipińskiej: "...Historyk pisze hi-hi-hi-historię".
                        Niestety w tej kwestii skazani jesteśmy na historyków właśnie, już od pierwszych klas szkoły podstawowej.
                        I tutaj pasuje jak ulał ludowe powiedzenie: Nawet gdy cię zjedzą, to masz jeszcze dwa wyjścia. A nawet trzy.
                        Po pierwsze olać historię, jako wiedzę nudną i w życiu zgoła bezużyteczą. Ten wariant nie wymaga rozważań.
                        Po drugie zadowolić się wiedzą historyczną wyniesioną ze szkoły i nieco uzupełnioną dodatkową lekturą, bądź programami typu TVP Historia. Jest to dość wygodne, bo łykamy bez większego wysiłku zupkę uwarzoną przez utytułowanych specjalistów. Do wielu z nich niestety pasuje ukute przez Stanisława Lema określenie "płatni mędrcy" - co lokuje ich raczej bliżej intelektualnych opryszków niż luminarzy nauki. Niestety rzadko kiedy dysponujemy wyraźnymi poszlakami, iż autor poglądów, od Galla Anonima począwszy, tworzy je na wyraźne zamówienie tzw. społeczne i na swoim poletku wywija dowolne hołubce. Mnóstwo ludzi traktuje jednak historię jako wiedzę poniekąd marginesową, a służącą głównie dla wzmocnienia tzw. tożsamości narodowej oraz dyskretnej (mniej lub bardziej) pogardy dla innych nacji. Zbytnie myślenie i drążenie sprawy prowadzi do niepotrzebnych zwątpień.
                        Jest wreszcie trzecie podejście do historii, które mnie odpowiada najbardziej.
                        Polega ono na zbieraniu faktów, opisów i wiarygodnych relacji, dotyczących wybranego tematu, okresu czy wydarzenia historycznego, które nas interesuje. Do tego, choć to trudne, trzeba postarać się wczuć w sposób myślenia i motywy działania ludzi z odległych czasów. Niestety niewielu jest uznanych historyków, którzy przyjmują taką opcję, choć ostatnio coraz więcej jakby. Bo szukanie nowych faktów i krytyczna analiza już znanych prowadzi do obrazoburczego mącenia w bajorku "oficjalnej" historii. Choć z drugiej strony rzeczywiście trudno pogodzić się ze stwierdzeniem, że znane nam początki historii Polski są jednym wielkim ględzeniem, opartym na zmyśleniach i dowolnej interpretacji nielicznych znanych wydarzeń. Sięgając po przykłady pierwsze z brzegu - cała "historia" Piastów jest całkowicie wyssana z palca. Mieszko I nie wiadomo jak się nazywał i skąd pochodził. Chrzest Polski nie wiadomo gdzie się odbył, ale Mieszko z pewnością był wcześniej ochrzczony. W "prasłowiańskim" Kopcu Kraka pochowany jest awarski wielmoża. Bitwa na Psim Polu - wiele na to wskazuje - w ogóle nie miała miejsca itd. A jak zinterpretować konsekwencje faktu, że król Jan Kazimierz był wcześniej kardynałem, a jego małżeństwo to watykańska lipa. Przykłady skrzętnie pomijanych wydarzeń można by mnożyć, jak choćby te, o których dyskutowalismy na tle książki "Niemcewicz od przodu i tyłu". Z tego wszystkiego wynika w gruncie rzeczy ogromny relatywizm w ocenie wydarzeń historycznych. Zarówno odległych, o których wiemy nie za wiele, jak - w szczególności - obejmujących historię najnowszą, która dla wielu z nas dotyczy wydarzeń z życia własnego i naszych ojców (i matek też, dla równowagi).
                        Ale sensu historii i wniosków z niej płynących nie zrozumie i nie oceni należycie nikt, kto nie zrozumie sposobu myślenie i motywacji ludzi, którzy ja tworzyli.

                        No, to się nawymądrzałem dość, jak na pierwszy dzień grudnia. Pewnie okropne banały.
                        A w kwestii warszawskiej mogę cosik ponawspominać osobno, choć tak naprawdę, to nie wiem skąd ten temat się urodził.
                        • magdolot Re: Świat według Jurka ;) 01.12.13, 23:44
                          Ale sensu historii i wniosków z niej płynących nie zrozumie i nie oceni należycie nikt, kto nie zrozumie sposobu myślenie i motywacji ludzi, którzy ja tworzyli.
                          ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                          O, to, to, to.
                          Mnię póki co Applebaum zwaliła z noguf dwoma stwierdzeniami:

                          1. Komuchy dzieła swych teoretyków traktowały jak Bibliją, jak samę prawdę objawionę, jak kulinarny przepis i dlatego było dla nich o-czy-wis-te, że jak tylko gdzieś się Armia Czerwona przybliży, to tam natychmiast wybuchnie rewolucja, bo ją biedota zaraz czujnie i pracowicie i sama ze siebie wykona. A tu taki zonk! Cholerna biedota się nie nadawała na kartki Lenina & co.

                          2. Matusia mi nieraz pluła na pana biologa-szarlatana Łysenkę z kolegami i że ten pieszczoszek Stalina w genetykę nie wierzył, to od zafsze wiem. Ale w życiu by mi we łebie nie postało coś, co Applebaum napisała. Nie wiem, może za kimś, czytam do snu, więc numerkuf we tekście nie śledzę. A napisała, że Łysenko wierzył w dziedziczenie cech nabytych, pieprzony lamarkista, więc wierzył w to i Stalin i DLATEGO komuchy tak strrrasznie się przykładały do ideologicznego wytresowania młodzieży, bo święcie wierzyły że następne pokolenia tresunek odziedziczą na sposób biologiczny. Raz i z bani.

                          > A w kwestii warszawskiej mogę cosik ponawspominać osobno, choć tak naprawdę, to
                          > nie wiem skąd ten temat się urodził.
                          Tyoria:
                          Z mojej miłości do historii mówionej? Bo to jest fragment, ale razem z czuciem. Fragment co działa na wyobraźnię i na neurony lustrzane. Oczywiście, tu też można historycznie pograć nieuczciwie, ale bezpieczniki są: osoba [świadek lecz nie Munchausen + jej szczerość], uczciwe dopowiedzenia w tekście of kołz we nawiasach [jak się coś osobie ewidentnie popieprzyło*, albo koniecznie trza dodać coś współczesnym], tudzież noty do tekstu. Wiadomo, że relacja tu jest subiektywna, choć obiektywizowana. Ale czyjeś czucie dla mnie na wagę złota jest. Mój pierwszy wywiad, co wylądował w wielkich księgarniach internetowych naprawdę dobry jest. Bo pani miała biografię jak cholera, a w ramach wywiadu trafiły na siebie dwie gadatliwe i rogate dziefczynki... i sobie zaufały. Potem nie wywaliłam z redakcji ożywczo ludzkich fragmentów i jusz. I to czucie rogatej przedwojennej dziefczynki trafia bez pudła i bez dużych zniekształceń do współczesnych młodzianków.
                          Zniekształcenia - z transkrypcji domyślam się, co pani przemilczała. Dzięki transkrypcjom wiem, że niektórych rzeczy nie da się opowiedzieć. Komandos mi to potwierdził.
                          * popieprzyło - lecz na to trzeba zwracać baczną uwagę, bo się zdarzało, że popieprzyło się zdrowo akurat historykom i taki wywiad im [bardzo niechętnym] fakty prostował, no.

                          Praktyka:
                          Panie Jajurku Kochany, ja zafsze na FK zaglądam w wątki Olgi ze względu na jej czucie, które ja sobie cenię, które mocno szanuję i które mi wnosi coś i to jest coś ładnego.
                          Z tym czuciem Jajurkowym bardzo podobnie mam i na zafsze mi utknął taki jeden wąteczek o dźwiękach, których już nie ma i obraz łap sowieckiego sałdata przesiewających piasek pewnego chłopczyka w ramach kontroli granicznej, oraz tego chłopczyka oskomę na pewne wiaderko do szampana... [i sporo innych]

                          I jeśli ja, usiłując sobie rozlepić skojarzenie wstającej z ruin Warszawy, czuję przemożną chęć zastąpienia sobie we mózgu srocrealistycznego komentarza z Kroniki Filmowej komentarzem Tojajurkowym, i owszem młodzieńczym ale przefiltrowanym lecz przez TO Dużego Jajurka, to ja wiem co robię, bo ja mam słuch że uch. A jeżeli natychmiast staje mi za plecami czucie Gat, to Pan się nie wywiniesz. Bo Gat nie doś, że czucie ma klasy ekstra, to jeszcze analityczny jest i gust ma jak cholera.
                          • tojajurek Warszawa według Jurka ;) 02.12.13, 01:34
                            Gdzieś mi wcięło tekst tu wysłąny. Nie chce misie go odtwarzać aliści na początek przypomnę moje stare wspominki słuchowe sprzed 2 lat. Więcej będzie może później
                            I proszę mnie to nie postponować zwracaniem się per "Pan" - no chyba, że ktoś sobie obstaluje specjalnie chłodne relacje.
                            A tu powinny być te wspominki.
                            forum.gazeta.pl/forum/w,89075,124886120,124886120,Dzwieki_.html
                            • magdolot Cuchnące skarpety Thuska 02.12.13, 03:09
                              Ledwiem się wydobyua z depresji na kmiociej wyciągarce, a tu fpadam na taki zonk!

                              wyborcza.pl/magazyn/1,134731,15044964,Cicha_rewolucja_Tuska.html#TRNajCzytSST
                              I ten zonk niestety brzmi sensownie i nawet, kurcza, prawdziwie...

                              Wąteczek Pana Jajurka na szczęście odświeży mi słuch, a potem nam może powstanie z ruin ta Warszawa...

                              Moje zwracanie się do Pana Jajurka jest w pewnym sensie plagiatem. Podobnie wybrłam z sytuacji w której dość legendarny psychiatra, co był mi autorytetem odkąd otworzyłam ślipia, zaproponował mi brudzia, znajdując wyjście akceptowalne i funkcjonalne zarazem. Figlarność "Jajurka" łagodzi "pan" i całość się równoważy.

                              Przez wieki całe wzdragałam się przed oficjalizmami i olewałam tę formę, ale lecz z czasem bogactwo jej doceniłam:
                              1. Używanie jej daje mi bowiem przewagę nad większością populacji, dla której stworzenie zbitki w stylu "panie chuju" jest niewykonalne, a ja sobie z tym świetnie poradzę. :)
                              2. Paniowanie daje dystans na okazanie mrrrozu - a ja pana skrrreślam.
                              3. Dodaje fszelakich odcieni i smaczków konwersacji przyjacielskiej, no.

                              I w tej i wyłącznie tej trzecej wersji użytkowej jest przeze mnie stosowane na FzD we fszelakich normalnych okolicznościach przyrody. I f-szelka oficjalność jest tu wyłącznie pozorna albowiem, jak dobrze, kurna, wiecie, jestem totalną antytalentką we small talku.

                              I proszę to sobie za-pa-mię-tać raz na jutro, Panie Jajurku Kochany i Fszystkie Inne Panie i Panowie też i nie wymachiwać mnie tu nad uszami zamrażarką!
                              Prawidłowa odpowiedź brzmi:
                              - Cicho, wiemy.
      • tojajurek Re: Na FzD pranie skarpetek Sapiensa 10.12.13, 17:19
        Według naukowych danych statystyczny Polak zmienia skarpetki raz na tydzień, zazwyczaj w sobotę. Prawdopodobnie Algierczyk został zgwałcony olfaktorycznie i nie wytrzymał ataku, co nie powinno dziwić u przedstawiciela nacji, która - domniemywam - skarpetki wkłada tylko na ślub i pogrzeb.
        • ave.duce Re: Na FzD pranie skarpetek Sapiensa 10.12.13, 18:50
          Najczulszy węch ma węgorz słodkowodny - rozpoznaje 3 mld związków chemicznych. Niedźwiedź polarny martwą fokę wyczuje z odległości 20 km, a człowiek jest w stanie rozpoznać zaledwie kilka molekuł feromonów (...) Dla ludzi węch ma równie ważne znaczenie, dzięki niemu m.in. podświadomie rozpoznajemy antygeny zgodności tkankowej. Im większe są pomiędzy nimi różnice, tym osoba nimi obdarzona wydaje nam się bardziej atrakcyjna.

          www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=1375
          • magdolot Re: Na FzD pranie skarpetek Sapiensa 14.12.13, 21:57
            Dla ludzi węch ma ró
            > wnie ważne znaczenie, dzięki niemu m.in. podświadomie rozpoznajemy antygeny zgo
            > dności tkankowej. Im większe są pomiędzy nimi różnice, tym osoba nimi obdarzona
            > wydaje nam się bardziej atrakcyjna.[/i]

            Wiemy. A jak już jesteśmy w ciąży, to te same różnice co nas tak pociągły że jesteśmy w tej ciąży, to teraz nam śmierdzą... Dziwny jest ten śfiat.
      • magdolot cuch onuc naszej demokracji 14.12.13, 22:18
        Dziś w nocy totalnie mnie zdołował tekst pani Siedleckiej:
        wyborcza.pl/magazyn/1,134734,15127889.html
        I ja sobie wypraszam i ja będę powstawać. I ja protestuję.
        I ja już wiem, co trzeba w tym Afganistanie i paradoksalnie mnie tego nauczył francuski komandos we książce o SAS. Ten sam sukinsyn, co pisał w stylu "my ich neutralizujemy, a oni nas zabijają".
        Na Afganistanie 3 imperia se połamały zębki, a to ostatnie już z pewnością wiedziało jak się załatwia sprawy z partyzantami w niedostępnych górach. I z wiedzy nie skorzystało, a nasze prawnuki będą się użerać... To niech zaczną z sensem.
        A sens jest taki, że jak się chce wykończyć partyzantkę, to się ją odcina od ludności cywilnej. Można to robić dwojako. Terroryzując tę ludność i ftedy wieśniaków obydwie strony sporu terroryzują równo, tylko jedna w dzień a druga w nocy. Można też sobie pozyskać ową ludność cywilną i ją przed konkurencją ochraniać, a ftedy konkurencję trafia szlag, bo nie ma co włożyć do gara.
        Proste, nie?

        Na jesieni z rosnącym sercem czytałam o Jordańczyku [bodaj], co się wybierał przemawiać do Kongresu w ten zdroworozsądkowy deseń: Zabierajcie te drony, bo nam zabijacie kobiety i dzieci i w ten sposób mnożycie Al Kaidę - osieroceni mężczyźni ruszają się mścić. My lud biedny, byście nam szkoły pobudowali, to sami talibom kota popędzimy. On co prawda tłumaczył, że Afganistan i Irak to inna sytuacja i tam jest kupa napłyniętego zewsząd talibskiego badziewia, a w Jordanii jeszcze nie. Ale ja bym tę zdroworozsądkowość rozciągnęła na fszystko i niech mnie ktoś przekona, że nie.

        Szkoły, studnie, lekarze, nie kurna, bomby. I tak żeśmy utknęli tam, nie wypada narobić komuś burdelu i wyjść, więc może zacznijmy z sensem?
        • magdolot Znuf śmierdzi... 15.12.13, 23:14
          Na wymioty mnie zbiera od skarpet Hosera.

          O jeden link za daleko. Czytając biskupie napomnienia dla Rodziny, jako nieprzystosowana do życia jedynaczka kliknęłam sobie ciut dalej... i zemdlił mnie do imentu uf rodzinny łtorytet moralny. Szczególnie w majestacie nadchodzących Świąt i ich symboliki i Świętej Rodziny... ale żeby o charakterze mafijnym?!
          natemat.pl/65107,jakich-pytan-boi-sie-abp-henryk-hoser-sciana-milczenia-w-sprawie-duchownych-podczas-ludobojstwa-w-rwandzie
          Tak, biskup zapewne nie jest jedynakiem i do życia przystosowany jest fprost zadziwiająco.

          Ja- Lara Croft we wersji soft,
          Penata jak dla brata...
          Onuce prać, nie bedzie znać?
          I tak do końca śfiata?

          Transwestytując Chotomską: I ku radości fszystkich gości wyprał biskupa aż do kości.
        • man_sapiens Re: cuch onuc naszej demokracji 15.12.13, 23:42
          > Na jesieni z rosnącym sercem czytałam o Jordańczyku [bodaj], co się wybierał pr
          > zemawiać do Kongresu w ten zdroworozsądkowy deseń:
          Jeszcze go jakieś haliburtony nie rozstrzelały dronem czy czymś takim?
          Coraz częściej mam ochotę zostać terrorystą.
          • magdolot O fstrętnych zboczeńcach 09.01.14, 02:01
            Tu sobie vlepiam wątek Marinera, żeby mi "Myszy i ludzi" nie fcięło i na wieczną pamiątkę, jak dobrze robi FK gremialny udział FzD we wątkach:

            forum.gazeta.pl/forum/w,28,148842824,148842824,Patologia_.html
            • magdolot Re: O fstrętnych zboczeńcach 09.01.14, 02:10
              A tu se vlepiam komentarz, który mną dziś wstrząsnął, bo podejmuję śledztwo:
              ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
              chope
              17 godzin temu

              Oceniono 163 razy 127

              W Kędzierzynie-Koźlu kilka dni temu zmarła 17-latka po urodzeniu dziecka. Kiedy rodziła była traktowana jako dorosła, kiedy cztery dni po porodzie poczuła się tak źle, że przestała widzieć pogotowie woziło ją od Kędzierzyna-Koźla do Opola i z powrotem aż zmarła bo wynikły proceduralne wątpliwości czy jest dzieckiem czy osobą dorosłą i na jaki oddział powinna trafić.
              Być może i tak by zmarła z powodu ( podobno) sepsy ale ta historia jest wstrząsająca. Ile to dziecko musiało wycierpieć i przed porodem i po? A katolickie państwo polskie potraktowało ją z niesłychanym okrucieństwem do ostatnich chwil jej życia.

              Cały tekst: wyborcza.pl/1,75968,15236270,O_sztuce_walenia_mlotem.html#ixzz2ppXUDcis
              ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

              Znajome dziecko w wieku 17 lat 9 miesięcy spadło z konia w Warszawie i trener wysłał je na ostry dyżur każąc obadać ramię. Wakacje, a rodzice na drugim końcu Polski. Dziewczynkę wywalili na mordę nie popatrzywszy na ramię, bo jest niepełnoletnia i mogła uciec z domu, choć zgłosiła się z dokumentami i w miejscu zamieszkania. Bez mamusi - won. Żeby iść do lekarza jechała do rodziców.

              Jeśli w Polsce jest tak, że zdrowa i niezgwałcona 17-latka ma obowiązek urodzić, a w razie komplikacji do lekarza może iść tylko z mamusią, to wyjdę z siebie i stanę obok.
              • magdolot Nieluckość, memetyka i Ukraińcy 27.01.14, 22:42
                Mnie troszkę zajęło wypierdzielenie memu z obroną Głogowa z mojego zestawu "zbuduj człowieka", a może raczej wypierdzieliłam z memu Niemców i zastąpiłam ludźmi. Bardzo lubimy nazywać nieludzkimi nasze ludzkie reakcje i kreatywniejsze pomysły, znaczy te obrzydliwe. - Fuj, jakiś dziś jestem nieludzki! - Ale ta zbitka nam się nie jakoś zdarza. Nieludzkość to coś, co przydarza się innym.

                Mem - mufię o tym, czego dość długo nie kupowałam od Dawkinsa, który dawno dawno wymyślił takie naźwisko dla czegoś podobnego od genu, co socjalizuje i przekazuje kulturę, a w przeciwieństwie do genu może działać w dół [rodzice-dzieci, pokolenia] i na dodatek w poprzek [latego w necie są memy i w pani przedszkolance i na akademii, na całej pieprzonej połaci]. Ta zabawa zaczyna się pierdzielonym Czerwonym Kapturkiem i leci przez Andersena, Kmicica, Tragowica, Rejtana, do Gestapo oj dana i struga nas od rana aż, kurcza, do wieczora ta cała memów zmora.

                Jest sobie memetyka i ona w brzuchach nam tyka, a czasem działa na nas podobnie jakoś do emetyka. Tyku, tyku i po krzyku.

                Przez Gata rozmyślam kto i dlaczego co łyka. Bardziej.

                A na dodatek dziś mi się złożyły w gufce dwa szczegóły dziwne. One mi się łyknęły osobno i potem zderzyły z hukiem. Może memami się je rozdłubać da?
                1. Ukraińce na Majdanie pod czarno-czerwoną flagą.
                2. Ukraińce na Majdanie skandują "Ge-sta-po" na Berkut.
                Dla mnie to przeciwstawne memy. Jeden jest mój, z drugiego wieje grozą.
                Dobra, Ukraińce są różne: takie i siakie.
                Ale jak to jest jeden i ten sam i on robi te dwie rzeczy naraz?!
                Od rana sobie zadaję pytanie, czy Ukraińcu takiemu te dwa memy mogą się zgadzać. I mi wychodzi na rozum, że tak. O dziwo, tak.
                A to z kolei wybałusza mojego mema Ukraińca.
                Chyba nie dość skomplikowany jest. Tusze w klisze.



                • gat45 Re: Nieluckość, memetyka i Ukraińcy 28.01.14, 06:07
                  ... a największe nadużycie memowe to przymiotnik "ludzki" w sensie przyzwoitości oraz "człowieczeństwo" jako szlachetność :( I mści się to naudużycie mętlik wprowadzając do naszych górnolotnych dyskusji : "nawet zwierzęta tak nie robią". No nie robią, bo właśnie one nigdy nie robią rzeczy nieludzkich ! A nadanie szlachectwa zwykłemu człowieczeństwu aż kusi, żeby jednemu dać indygenat, a innemu tytuł odebrać i w nizsze stany strącić.
                  Ja tego nie kupuję.
                    • magdolot Smaczki hi-hi-historyczne 29.01.14, 13:35
                      Kolega Chasyd z Czerskiej się zabrał za Tewje Bielskiego, chyba na motywach tego Knesetu w Auschwitz. Z dużym pożytkiem dla mnie, bo zyskałam motywację by w sepetach Piano odszukać pracowicie mój ulubiony tekścik historyczny sprzed 4 lat. Pierwszorzędna nauka jak się z historii robi Historię.
                      wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,6147557,Wojna_polsko_ruska_pod_bokiem_niemieckim.html
                      Nie ma złego, co by na dobre nie wyszło. Ha!
                      • magdolot Pozollowane skarpetki 13.02.14, 02:23
                        Stoczyliśmy z Sapiensem bój z trójcą papug bój zażarty i nierówny w wątku Marinera dopierając i cerując skarpetki samego profesora Zolla z Komisją Praw-n-iczych Anteportasuf.

                        W końcu - Jam Magdolot Katon - strawiłem 3 dni walce z mdłościami powodowanymi niestrawnym językiem aktów prawnych, aby dostąpić łaski nietraktowania mnię więcej jak gupka, co nie odrobił zadania. I albo teraz się dopierrro rossspęta, albo dobrze zrobiłem zadanie domowe. A jak je zrobiłem dobrze, to mnię pofszczymajcie jakbym ja chciała kupować nawozy sztuczne, żeby wysadzić to całe chore Przedmurze, jako Wołodyjowski. Bo myślę sobie, że z takich pojebuf jak ja, co to ich opcowanie z morderczą głupotą i niesprawiedliwością dosłownie boli w brzuchu, rekrutują Wołodyjowskich. I ja im dobrze radzę, żebym ja przez nich nie straciła tych resztek poczucia humoru, które mi jeszcze po zakamarkach zostały.

                        Niniejszym się przyznam do gustu nad wyraz ordynarnego, bo obecnie ja życzę serdecznie temu zdegenerowanemu stadu oszukańczych i śliskich fajfusów gustownego schronienia we Lasach Kabackich i niech się tam gryzą sztuczną szczęką Trynkiewicza w dupy. Poemat Stańczyka pomaga na gniew, który mnie boli w brzuchu. Trochę mi go upuszcza.

                        W ciągu 48 godzin zawaliły mi się dwa Filary praworządności ze zwellującym hukiem.
                        I doprawdy mam ciutek nadziei, że dwie pozostałe papugi ze Trójcy mnie jeszcze logicznie przedepczą, bo jak nie zdołają, jak zwiną ogony pod siebie, to straszliwie fffkurwiona pod gruzami praworządności zostanę i ostatnie złudzenia mi się zwalą na ryj. Oby najostatniejsze.

                        "Niech prawo zawsze prawo znaczy,
                        A sprawiedliwość - sprawiedliwość."

                        Ja rozumiem, że Kaczuch nie zrozumiał o co kaman w tej linijce, ale żeby Papugi i Pawie aż tak powszechnie jej nie rozumiały?! Ale żeby aż tak?!

                        Tu sobie chowam w skarpecie wielopostowy bryk z paskudnego aspektu humanitarnej Kodyfikacji, owoc ciężkiej orki, bo mam podejrzenie graniczące z pewnością, że pozbierana w nim amunicja się jeszcze niestety przyda i to chyba nie raz, bo Ryży coraz brzydziej kończy i w coraz gorszym stylu.

                        W jednym miejscu ciut bryk spieprzyłam, bo dopiero teraz dotarł do mnie dokumentny brak zastrzegania, że w razie czego ratujemy ciut bardziej kobietę. Jak pisałam popołudniu, to przypadkiem do mnię dotarł jeden przegapiony numerek w jednym zasranym paragrafie i jego implikacje, a on zmienia tę całą kodyfikację w rzeźnię ciężarnych kobiet w majestacie prawa. I, powiem więcej, znaczenia tego numerka długo nie mogłam skumać, bo sformułowanie tego paragrafu jest bardzo, bardzo mylące. I tknięta podejrzeniem, że to mylenie nie jest przypadkowe, się teraz cofnęłam do artykułu ze śmiercią i objawiła mi się w całej jebanej krasie ta rzeźnia pana Zolla. I jeszcze ciągle nie mogę w to uwierzyć. Kurwa, myślałam o nich źle, ale ja zawsze muszę sobie sprawdzić zanim pomyślę o kimś baaardzo źle, a myśleć jeszcze gorzej, tak jakby o tej bandzie myśleć należało, już chyba nie potrafię. "Wojna wypowiedziana kobietom" to jest naprawdę eufemizm. I chce mi się wrzasnąć:
                        A jak wy, głupie przykościelne kurwy, powykańczacie tu wszystkie kobiety, to KTO wam będzie rodził?!

                        forum.gazeta.pl/forum/w,28,149353437,149485649,Drogie_Papugi_.html
                        • magdolot Geniusz Suchockiej 14.02.14, 14:41
                          Dzięki nad wyraz upartej papudze odkryłam, że Hanusia Suchocka to baaardzo rozsądna kobieta. Zmiana w art. 152, zgodnie ze słowami prof. Zolla wymierzona w in vitro sprawia, że w naszej medycynie profilaktyka stanie się wreszcie faktem. W dodatku faktem prawnym. Ustawa antyaborcyjna zacznie chronić ciążę jeszcze przed jej zaistnieniem i także ciążę pozamaciczną. To jest chyba kolejne zaostrzenie owej ustawy?

                          Hanusia Suchocka nam tego nie zrobiła i chwała jej za to i dodatkowe 10 lat w Watykanie.

                          Chryję o "dziecko poczęte" widzę ja teraz przemożną, wszechogarniającą i wielką.

                          forum.gazeta.pl/forum/w,28,149353437,149538888,Ale_bedzie_cyrk_.html
                          • magdolot Oświadczenie 17.02.14, 13:45
                            Dziś wygmerałam oświadczenie "niesłusznie osobaczonej" Komisji Kodyfikacyjnej Kościoła Katolickiego z 17 grudnia 2013.
                            bip.ms.gov.pl/Data/Files/_public/bip/kkpk/oswiadczenie-komisji-kodyfikacyjnej-prawa-karnego.pdf
                            stąd się wchodzi do oświadczenia:
                            bip.ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/komisje-kodyfikacyjne/komisja-kodyfikacyjna-prawa-karnego/
                            kopiuję to i owo:

                            "Projekt przewiduje, że zakazy karne chroniące życie i zdrowie człowieka obejmują także swoim zakresem dziecko poczęte zdolne do życia poza organizmem matki. Jest to bezwzględnie konieczne wobec pojawiających się błędów medycznych w opiece nad kobietami w zaawansowanej ciąży, przy obecnym stanie wiedzy lepiej diagnozowane
                            oraz potrzebę odpowiedniej oceny prawnej zabójstw takich kobiet. Proponowane rozwiązania uwzględniają natomiast najnowsze osiągnięcia medycyny, biologii oraz stan nauk bioetycznych, nie są natomiast podyktowane przekonaniami religijnymi członków Komisji.
                            Medialne relacje, które pojawiły się w związku z przedstawionym Ministrowi
                            Sprawiedliwości projektem zmian nierzetelnie relacjonują obecnie obowiązujący stan prawny i prawdziwą treść przepisów nowelizujących Kodeks karny. W najbliższych dniach na stronie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego zostanie opublikowane uzasadnienie projektu nowelizacji Kodeksu karnego, w tym wytłumaczenie sensu zaproponowanych zmian.
                            Publikacja projektu Komisji Kodyfikacyjnej i jego uzasadnienia jest zaproszeniem do merytorycznej debaty nad potrzebą i zakresem zmian regulacji karnej. Przewidujemy zorganizowanie spotkania konsultacyjnego, na które zostaną zaproszeni przedstawiciele wszystkich zainteresowanych środowisk prawniczych, medycznych, bioetycznych i społecznych. Spotkanie to będzie otwarte dla środków masowego przekazu, a pełny jego zapis zostanie publicznie udostępniony i może być podstawą dalszych prac nad projektem."
                            -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                            Czyli uzasadnienie kodyfikacji napisano dopiero po owym oświadczeniu i po chryi o kodyfikację i jest ono pracowitym owijaniem w bawełnę tego, co tutaj rozbrajająco szczerze wyłuszcza pan Hofmański: szło o błędy lekarzy i zue kobiety-zabójczynie nienarodzonych.
                            I tak, jak sądziłam, to bynajmniej nie koniec sprawy, a wstęp do naszego ukochanego ciągu dalszego. Słusznie więc uznałam, że sprawa bliźniaków może być manipulowaniem naszymi uczuciami w określonym celu. To jakby dowód.

                            PS. Kodyfikację firmował przewodniczący Zoll na resztkach swojej kadencji [2009-2013]. To oświadczenie napisał nowy przewodniczący Hofmański, który w kadencji Zolla był wice. W obecnej kadencji Zoll jest jeno szarym członkiem. W obu kadencjach członkiem komisji jest nasz ukochany obiektywny oblat Królikowski. Treść kodeksu od 2009 roku się już w tych sprawach cokolwiek zmieniła, właśnie podążam tropem owego ścichapęka.
                            • magdolot Obsesja 19.02.14, 01:22
                              W związku z narastającą obsesją kopiuję tu sobie posta z FK, skopiowanego z posta z GW, bo on tutaj nie zniknie.

                              Znowu cofka w przeszłość - prof. Płatek domaga się bezskutecznie stenogramu ze spotkania rząd-episkopat z 14 listopada. News - efemeryda.
                              Potem mamy chronologicznie:
                              - kodyfikacyjną chryję,
                              - oświadczenie Hofmańskiego,
                              - napisanie uzasadnienia do Kodyfikacji,
                              - Zoll z bliźniakami by TVN,
                              - tego samego dnia, kiedy Mariner zaczął wątek o hipokryzji podany został raport o rekordowej liczbie aborcji w 2012,
                              - Tusk na pogrzebie ofiary błędów lekarzy,
                              - chamstwo Hofmana [które odczytuję: nie damy sobie odebrać KK],
                              - dzisiejszy horrorek o dziecku co przeżyło aborcję,
                              - efemeryda z Płatek.
                              Elementary my dear Watson, obsesja mi narasta, więc będę ją pilnie śledziła. Z uzasadnienia do kodyfikacji wiem, że prawo karne stanowi się zgodnie z uczuciami społeczeństwa, a przynajmniej to nimi się je uzasadnia. A myślałam, że jakoś racjonalnie lub chociaż zdroworozsądkowo... Kurcza, z jakiej cholernej choinki ja się z tym przekonaniem urwałam?! W ramach obsesji dorosnę?

                              Post:
                              Poniższy fragment został skopiowany z pewnego postu z komentarzy na głównej stronie. Wiadomość mnie zafrapowała, więc kawałek guglnęłam aby uzyskać całość. Wiadomość dzisiejsza, efemeryda [już zdjęta ze strony GW i z TOK-u]. Czyżby prof. Płatek wylądowała na indeksie? Zmieniamy profil? Dlaczego mnie to jakoś nie cieszy? Aha, bo ja mam obsesję.
                              -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                              Krzysztof Lepczyński:
                              "Wasze działanie wskazuje na to, że jestem zbywana". Prof. Płatek walczy z ministerstwem o protokoły rozmów rządu z biskupami
                              - Czy mam wystąpić do sądu ze skargą na bezczynność urzędu? Dlaczego tak długo trwa pisanie protokołu ze spotkania rządu z episkopatem? - te pytania od dwóch miesięcy zadaje w korespondencji mailowej z MAC prof. Monika Płatek. Karnistka walczy z Ministerstwem Administracji i Cyfryzacji, żeby poznać treść rozmów rządu z episkopatem. Na razie bezskutecznie.
                              Chodzi o posiedzenie Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu i Episkopatu z 14 listopada 2013 r. O temacie rozmów przedstawicieli rządu z biskupami wiemy jedynie z komunikatu rozsyłanego mediom - mieli oni rozmawiać m.in. o ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie. To właśnie dzięki niej uregulowane zostało już m.in. ściganie gwałtów z oskarżenia publicznego. Polskapodpisała konwencję jeszcze w grudniu 2012 r., do dziś jednak jej nie ratyfikowała.

                              Prof. Monika Płatek, karnistka z UW, od grudnia walczy o udostępnienie zapisu przebiegu obrad. Jak dotąd bezskutecznie - wciąż nie wiadomo, jak wyglądały rozmowy. Dlaczego? Tu się zaczyna problem: ministerstwo raz twierdzi, że stenogramu nie sporządziło, innym razem, że go nie sporządzi, jeszcze innym - że z tych posiedzeń w ogóle nie robi się stenogramów.

                              "Administracja ma miesiąc na odpowiedź"

                              Co ustalono na listopadowym posiedzeniu rządu i episkopatu? W oficjalnym komunikacie na stronach Episkopatu czytamy jedynie, że "zebrani odnieśli się do ratyfikacji konwencji". "Strona kościelna zgłosiła potrzebę szerszego przedyskutowania zagadnień z tym związanych. Obydwie strony zgodziły się m.in. co do potrzeby szerszych niż dotychczas konsultacji społecznych".

                              Prof. Płatek zwróciła się do Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji z wnioskiem o udostępnienie pełnego zapisu przebiegu obrad. Swoją korespondencję z urzędem publikuje na Facebooku. Jeszcze w grudniu otrzymała odpowiedź odmowną - protokół miał nie być jeszcze gotowy. "Administracja ma miesiąc na odpowiedź i sprawozdawczość. Nie sądzę, aby po Państwa stronie był chociażby cień woli, by mnie zbywać" - odpisała urzędnikom karnistka.

                              Kolejną odpowiedź Płatek otrzymała pod koniec grudnia. Ze zdumieniem przeczytała tym razem, że MAC w ogóle nie planuje sporządzenia stenogramu z posiedzenia komisji.

                              "Ministerstwo zaczęło się plątać" ...... itd
                              -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                              Fffffszystko zaczęło się plątać!
                              Boni zrobił swoje, Boni może odejść? Biedny mały osiołek handryczył się o podatek i się źle kojarzył?
                              Może dostanę zrzut trefnego newsa, bo go zamówiłam.
          • magdolot Re: cuch onuc naszej demokracji 11.02.15, 03:03
            To był chyba Jemeńczyk, ten "[bodaj] Jordańczyk".

            Szlag. Rok minął i proszsz:

            www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,17386238,Drony_zamieniaja_nasze_zycie_w_koszmar___alarmowal.html#BoxNewsLink
            > Coraz częściej mam ochotę zostać terrorystą.

            Jako żywo. :(
    • magdolot Re: Pranie skarpetek Sapiensa 11.06.14, 01:31
      Tu sobie skitram w razie gdybym miała odpowiadać sądownie za obrazę, żeby mnieć pod ręką:

      hordol napisała:

      > to były tortury ale trudno te dzieci nazwać pacjetkami dr mengele a jego samego
      > ich lekarzem
      > w oswiecimiu miedzy mengelem a jego ofiarami nie było stosunku lekarz-pacjent

      Dr. Mengele zbyt pilnie i o wiele zbyt okrutnie pracował nad zwiększeniem ilości ciąż mnogich. Piękny cel sobie wytknął, lecz jego realizacja była zaiste straszliwa. Pan doktor Mengele celu nie osiągnął, ale i kary nie poniósł, bo w ucieczce na antypody pomógł mu pewien katolicki biskup.

      Pan doktor Chazan wyznaczył sobie wielce chlubny cel: ratowanie nienarodzonych. Pewnym felerem logicznym na drodze do owego celu jest, że jako największe zagrożenie dla nienarodzonych upatrzył sobie akurat kobiety. To bardzo niesmaczne i bardzo nieprawdziwe.
      Czy w omawianym w tym wątku przypadku pan doktor swój chlubny cel zrealizuje? Nie. Nienarodzony umrze narodzony, to cały efekt "moralnych" działań doktora. Przyjrzyjmy się kosztom i temu, kto poniesie koszty sumienia doktora Chazana, w którego obronie też zapewne wystąpią biskupi i też katoliccy.

      Pewna pani była pacjentką-zakładniczką [system!] dr. Chazana i on mógł ją zmusić do: 15 tygodni cierpień w ciąży ze świadomością że cierpi zupełnie na darmo, odbycia pełnowymiarowego porodu po to, aby [w ramach moralnego bonusu od pana doktora] mogła się jeszcze poprzyglądać jak jej narodzone dziecko a) wygląda b) kona, a ponieważ może to nieszczęśniczce/kowi zająć trochę czasu c) posmakować cierpienia konającego narodzonego jako jego matka.
      Ta matka będzie cierpieć bardzo, nieporównywalnie bardziej. Jeżeli dziecko narodzone nie skona od razu, w cierpieniu weźmie osobisty udział także ojciec dziecka. Jeżeli dziecko nie będzie miało dużego fartu i nie skona od razu, to w ramach "smakowania życia" pocierpi sobie w hospicjum i pokona. Narodzić się tylko po to, żeby skonać, to straszna perspektywa.

      Jedyne co doktorowi Chazanowi mogę zapisać na plus, to doprowadzenie do sytuacji w której bezdzietna kobieta będzie mogła przeżyć doświadczenie macierzyństwa. Jak wiemy, "to najpiękniejsze doświadczenie jakie kobieta może przeżyć". W tym miejscu gorycz przechodzi mi we wściekłość i tu bardzo chętnie dodałabym kilka mocnych słów pod adresem tak troskliwego Ch. doktora, a zapewne i trochę przemocy.

      Do tego wszystkiego mógł zmusić trzy inne istnienia ludzkie pan doktor Chazan. I nie zrobił on tego dla pacjentki, ani dla jej rodziny, ani nawet dla nauki czy jakiegokolwiek pożytku. On to zrobił wyłącznie dla swojego chorego Sumienia. Pan podmiotowy. Pan doktor nadczłowiek. On jeden ma prawo decydować o życiu i śmierci, bo on jeden posiada prawdziwe sumienie!. Takie lepsze. Bo małżeństwo, które kilkanaście lat się starało o dziecko i do prowadzenia ciąży wybrało właśnie Najprzenajświętszy Szpital w Przedmurzu oczywiście nie ma ani krztyny sumienia!

      Pan doktor raczył przybić przemocą do krzyża trzy osoby, a teraz zapewne śpi sobie spokojniutko, bo już się swoim Sumieniem obficie pomasturbował, a jutro znów będzie swoim Sumieniem "uszczęśliwiał" kolejne osoby niegodne i być może niewdzięczne: podludzi bez sumień.

      To bardzo, bardzo dziwny stosunek lekarz-pacjent, Hordolku. On pozostawia o wiele zbyt wiele do życzenia. Pozostawia na tyle dużo, że być może doktor Chazan zasługuje nawet na dumny przydomek "Mengele Sumienia". Przydomek "Anioł Śmierci" niestety jest już zajęty...

      P.S. A gdyby ten biedny prześladowany doktor Chazan zapragnął uciekać przed wymiarem sprawiedliwości, to polecam usługi biskupa Hosera. On ma bogate doświadczenie z Rwandy.

      forum.gazeta.pl/forum/w,28,151417262,151433433,Re_po_drugie_to_g_wiesz.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,28,151417262,151433477,PS.html
      • magdolot lekarz katotalib i ciąża pozamaciczna 12.06.14, 12:53
        Mój od wielu lat "najukochańszy" polski lekarz był łaskaw, korzystając z ostatniej okazji do publicity, wypowiedzieć się na temat który mnie nurtuje od czasu sławnej kodyfikacji prof. Zolla. [Notabene na dzisiejszym zebraniu PAN prof. Zoll wygłosi referat o etyce naukowej i chyba w nim skrytykuje profesorów smoleńskich za sprzeniewierzenie się owej Etyce. Wow! Nauka polska w tym momencie notuje wybitny etyczny postęp!]

        Zadałam niegdyś pytanie, czy prof. Zoll & CO naprawdę zamierzali objąć ciążę pozamaciczną ochroną polskiego prawa karnego. Zwyczajnie nie mogłam w to uwierzyć i sądziłam, że to był niezamierzony efekt biologicznego/medycznego nieuctwa.

        Ostatnio pewien pan zadał mi mundre pytanie, czy ktokolwiek w Komisji Kodyfikacyjnej ma biologiczne/medyczne przygotowanie. Veni i vidi:

        "SKŁAD KOMISJI KODYFIKACYNEJ PRAWA KARNEGO (kadencja 2013-2017)

        Zastępca Przewodniczącego Komisji
        prof. UJ dr hab. Włodzimierz Wróbel
        – Kierownik Zakładu Bioetyki i Prawa Medycznego w Katedrze Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, p.o. Kierownika Katedry Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, Sędzia Sądu Najwyższego."

        To nazwisko jest warte zapamiętania, dlatego chowam je sobie w niniejszy sepecik na zaś.

        Najnowsza jatka o Deklarację Wiary nad wyraz pretensjonalnie wyrytą na Kamiennych Tablicach na samej Jasnej Górze spowodowała nawrót mojej "obsesji" z lutego i skłoniła mnie do zadania sobie pytania, czy naprawdę może istnieć lekarz ginekolog, który uważa że ciążę pozamaciczną należy donosić?!
        Zadając sobie to dziwne pytanie sama siebie uznałam za obsesjonatkę a to przypuszczenie za zwyczajnie niemożliwe. Do wczoraj.

        Wczoraj na pierwszej stacji benzynowej w Ojczyźnie nabyłam "Politykę", a w niej wywiad Joanny Podgórskiej z moim "ukochanym" prof. Chazanem [Polityka nr 24 (2962) 11.06.-15.06. 2014], a w nim taki passus, który profesor Chazan wygłosił sam z siebie i nie naciskany bynajmniej:

        "Deklaracja, którą podpisaliśmy, nie oznacza, że lekarz katolik odmówi pomocy w sytuacji zagrożenia życia. Lekarzy katolickich obowiązuje zasada podwójnego skutku. Mamy na przykład ciążę pozamaciczną, w jajowodzie rozwija się dziecko, na USG widać, że jest żywe, ale wiemy, że donoszenie tej ciąży jest prawie niemożliwe*, a krwotok bardzo prawdopodobny. Jeśli wystąpi krwotok, naszym celem jest ratowanie życia matki, a to że umrze przy tym dziecko, jest akceptowalnym skutkiem. Ważne jest to, aby nasze działanie nie było ukierunkowane na zabicie dziecka."

        * wytłuszczenia moje

        Stężałam, bo to oznacza, że katolicki lekarz ma katolicki obowiązek wystawić swoją pacjentkę na zagrożenie życia zanim ruszy paluszkiem. Czyli: z jakimkolwiek działaniem czeka na krwotok wewnętrzny.

        W dzisiejszym wywiadzie

        wyborcza.pl/duzyformat/1,139046,16138524,Chazan__Nie_znam_lekarza__ktory_wykonuje_aborcje.html#CukGW
        nasz miły pan doktor doprecyzowuje:

        "Kolejną procedurą, której pan zapewne by nie wykonał, jest aborcja. Nawet jeśli zagrożone byłoby życie matki?

        - Jeśli zagrożone byłoby życie matki, ratowałbym ją oczywiście. Ale nie zabijając w tym celu dziecka.

        Podam przykład. Diagnozuję u pacjentki pękniętą ciążę pozamaciczną* , jest żywy płód. Wtedy wycinam jajowód razem z dzieckiem. Śmierć dziecka jest niezamierzonym skutkiem ratowania życia matki. Działanie nie jest skierowane w celu zabicia dziecka. Jest to znana zasada podwójnego skutku.

        A jeśli zagrożone jest zdrowie kobiety? Niedawno Irlandczycy wyszli na ulice, bo w szpitalu zmarła młoda Hinduska. Mąż ją przywiózł po pomoc, roniła. Ale serce płodu jeszcze biło, więc nie oczyszczono jej macicy. Skończyło się sepsą.

        - Analogicznie jak powyżej ratowałbym zdrowie, ale jeśli zagrożenie dla matki jest bezpośrednie, a nie tylko przewidywalne w odległej przyszłości."

        * wytłuszczenie moje

        Tu widać wyraźnie, że dopiero "pęknięta ciąża pozamaciczna" umożliwia katolickiemu lekarzowi ratujące życie pacjentki działanie.

        Co w praktyce oznacza owo całkiem niewinne na pozór stwierdzenie: "ratowałbym zdrowie, ale jeśli zagrożenie dla matki jest bezpośrednie, a nie tylko przewidywalne w odległej przyszłości" w kontekście stwierdzenia, że donoszenie ciąży pozamacicznej jest "prawie niemożliwe"? Z tego, co Chazan powiedział, wynika dość jasno, że katolicki lekarz moralnie czeka z działaniem na pęknięcie ciąży pozamacicznej i wtedy dopiero stara się uratować życie swojej pacjentki.
        Czyżby ciąża pozamaciczna nie była bezpośrednim zagrożeniem zdrowia, a tylko "przewidywalnym w odległej przyszłości"?!

        Garść cyferek z guglowania wzięta:

        1. historia medycyny zna 4 przypadki żywych dzieci z ciąży pozamacicznej na 14 opisanych w piśmiennictwie medycznym [10 pozostałych opisanych ciąż zakończyło się poronieniem]. Nie mam detalicznego info o matkach, jedna z nich żyje na pewno.

        2. Ciąża pozamaciczna przytrafia się statystycznie raz na 50 ciąż.
        Jest nas 7 000 000 000 ludzi na planecie, a czego połowę stanowią kobiety. Przyjmijmy ostrożnie, że skoro każda kobieta rodzi w ciągu życia 2 dzieci, to i zachodzi w ciążę ze dwa razy, co jest podejściem statystycznie ostrożnym i daje liczbę 7 000 000 000 ciąż [7mld].

        1/50 z 7 mld. to 140 000 000 [140 mln] ciąż pozamacicznych.

        97% ciąż pozamacicznych umiejscawia się w jajniku lub jajowodzie, co nie daje żadnych szans na ich donoszenie, a 3% ma szansę zagnieździć się w jamie brzusznej.
        Czyli ze 140 mln ciąż pozamacicznych 135 800 000 skończy się krwotokiem wewnętrznym na pewno, a tylko 4 200 00 ma jakąkolwiek szansę zakończyć się ciut lepiej.

        14 opisanych w piśmiennictwie medycznym przypadków prób donoszenia ciąży pozamacicznej, to 0,00001% [jedna stutysięczna część z jednego procenta] z ogólnej liczby 140 mln.

        4 znane przypadki urodzenia żywego dziecka z liczby wszystkich ciąż pozamacicznych na planecie [4 na 140mln], to z grubsza
        0,000003%,
        słownie: trzy milionowe części z 1 procenta.

        4 znane przypadki żywego urodzenia na 4 200 000 ciąż mających jakąkolwiek szansę, czyli ciąż 3% farciarek którym ciąża pozamaciczna zagnieździła się w jamie brzusznej, to z grubsza
        0,0001%
        słownie: trzy dziesięciotysięczne części z jednego procenta.

        Te zabawy z liczbami dają pewien obraz sprawy i on jest dość dojmujący. Oglądanie z różnych perspektyw moralnego postulatu doktora Chazana wbija w ziemię, ale równocześnie te fragmentaryczne i częściowe igraszki z cyferkami przesłaniają całość sprawy.
        A nieprzyjemna całość wygląda następująco:
        Pan doktor Chazan, mówiąc to co mówi, w istocie postuluje jako moralne i słuszne wystawienie na bezpośrednie zagrożenie życia 140 000 000 [140mln] kobiet, by mogło się narodzić 4 nienarodzonych dzieci.

        W tym momencie nawet Mengele wysiada!

        Niestety to nie ja mam tutaj obsesję i bardzo szczerze nad tym ubolewam. Niestety ciężką tudzież morderczą obsesję mają w tej sprawie lekarze katoliccy i rośnie prawdopodobieństwo, że to właśnie ona się udzieliła prawnikom... Niestety wygląda na to, że w nieszczęsnym projekcie kodyfikacji Kodeksu Karnego postulat objęcia ochroną prawa karnego [prawa do życia] ciąży pozamacicznej nie był tragiczną pomyłką mającą źródło w nieuctwie śmietanki naszych prawników, a postulatem moralnym mającym źródło w ich katolickiej moralności.

        Nie powiem, co o tym myślę, bo choć potrafię wyrażać się bardzo dosadnie nad wyraz, zwyczajnie brakuje mi słów dosyć parszywych i obraźliwych adekwatnie. Obawiam się, że żaden słownik niestety ich nie zawiera.


        • magdolot Re: lekarz katotalib i ciąża pozamaciczna 12.06.14, 13:07
          Taki przedruk znalazłam sobie na "Kafeterii" użyty przez jedną panią w celu pogonienia kota nieukom, którzy kłamliwie twierdzą, że donoszenie ciąży pozamacicznej jest niemożliwe:

          "HLI-EUROPA News - Nhlahla-szczęściara
          || Wtorek, 3.06.2003 || HLI-EUROPA - www.hli.org.pl ||

          "Nhlahla, dziewczynka urodzona w RPA, jest czwartym w historii medycyny żywym dzieckiem z ciąży pozamacicznej usytuowanej w wątrobie.

          Do ciąży pozamacicznej (ektopowej) dochodzi, gdy zarodek zagnieździ się poza jamą macicy - na przykład w jajowodzie, jajniku, jamie brzusznej. Ten ostatni przypadek jest szczególnie rzadki.

          Ponieważ w takich warunkach płód prawie nigdy nie może się prawidłowo rozwijać, ciąża pozamaciczna zwykle kończy się śmiercią dziecka i poważnym zagrożeniem życia matki.

          20-letnia Ncise Cwayita z RPA donosiła nierozpoznaną ciążę pozamaciczną. Tydzień przed terminem porodu podczas badania stwierdzono, że mimo wielu oznak ciąży, macica jest pusta. 20 maja z pomocą cesarskiego cięcia urodziła żywą, zdrową dziewczynkę.

          Podczas przeprowadzonej w szpitalu Groote Schuur w Kapsztadzie operacji okazało się, że dziecko jest prawidłowo rozwinięte, ale ponieważ zarodek zagnieździł się w wątrobie, łożysko i pęcherz płodowy rozwinęły się w tym organie. Operujący lekarze znaleźli w wątrobie matki „okienko”, którego „szybą” była część pęcherza płodowego. Przez to „okienko” wydobyli noworodka. Nie udało się jednak oddzielić łożyska, które - pozostawione w wątrobie - prawdopodobnie ulegnie wchłonięciu przez organizm matki.

          Spośród 14 opisanych w piśmiennictwie medycznym przypadków podobnych ciąż, 10 zakończyło się poronieniem. Dwoje żywych dzieci przyszło na świat w USA, a jedno we Francji.

          Zarówno matka, jak i ważąca 2,8 kilograma dziewczynka czują się dobrze. Lekarze nie bez powodu uważają zdarzenie za cud, a imię dziewczynki, Nhlahla, oznacza w języku zuluskim "szczęście"."

          [Za: BBC – 23.05.2003 r. via SPUC – 27.05.2003 r.]"

          tu linek, żeby nie zaginęło:
          f.kafeteria.pl/temat/5-miesiac-ciaza-pozamaciczna-p_2225379/2
          -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
          Mieliśmy być już drugą Japonią i drugą Irlandią, wygląda na to że w chwili obecnej celujemy zajadle w naśladowanie sztuki medycznej... Zulusów.
          • magdolot Re: lekarz katotalib i ciąża pozamaciczna 12.06.14, 13:13
            Zajrzałam do sąsiedniego wątku i znalazłam smakowite podsumowanie dla mej historyjki medycznej w odcinkach:

            Re: Bumerang sadystów, czyli ubój rytualny wraca.
            gat45 12.06.14, 12:22 Odpowiedz
            Rytuał kpi sobie z rozwoju techniki i logicznych uwarunkowań swojego istnienia. Bez tego nie byłby rytuałem.

            Re: Bumerang sadystów, czyli ubój rytualny wraca.
            ave.duce 12.06.14, 12:46 Odpowiedz
            Ale i rytuały mogą ulegać zmianom.

            -------------------------------------------------------------------------------------------------------------

            Niestety, jak widać na załączonych obrazkach, rytuały mogą ulegać zmianom. Także zmianom na gorsze. :(((((((
            --
            • magdolot egipska logika 05.09.14, 03:04
              Zagwozdka logiczna walnęła mnie z leadu na fejsie, że się tak brzydko wyrażę, obuchem. A zaraz potem tekst Piotra Ibrahima Kalwasa, którego niegdyś tak udręczyli "Kiepscy", że wyemigrował do Egiptu nurzać dziatfę w duchowości... Szacun, Panie Kalwas, za ten tekst.

              wyborcza.pl/duzyformat/1,140255,16577575,Pieklo_kobiet.html#TRNajCzytSST
              -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
              "Kobieta jest największym zagrożeniem mężczyzny, jego złym duchem prowadzącym na manowce. A zwodzi go zawsze tym, co ma pomiędzy nogami. Dlatego należy to wyciąć".
              ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

              Ponoć Arabowie stworzyli matematykę. Trudno mi w to uwierzyć, bo to się chyba jakoś wiąże z logiką...

              Jeśli kobieta ma "to" wycięte, chuć nią nie miota. A to oznacza, że "tym, co ma pomiędzy nogami" może cynicznie i zimno pogrywać z istotą, co między nogami ma fiuta i za koniec fiuta sprowadzić ową nieszczęsną istotę na takie manoffce, że głowa mała! Czyli z deszczu pod rynnę.

              Logicznym rozwiązaniem owego problemu jest oberżnięcie fiuta, jedynie i li. Tylko to [heteroseksualnego] mężczyznę skutecznie zabezpiecza przed sukkubem.

              Po wyczytaniu owej arabskiej mądrości mogę uwierzyć najwyżej w to, że Arabowie wynaleźli zero. Zero logiki.
      • magdolot Kazirodztwo a homo sapiens internautus 01.10.14, 22:21
        Tu sobie kitram lineczki, bom jednak zbudowana... postawą tych wrednych i agresywnych internautów.
        Chronologicznie:

        forum.gazeta.pl/forum/w,28,154925713,154925713,Hartman_chce_legalizacji_zwiazkow_kazirodczych.html
        forum.gazeta.pl/forum/w,28,154947832,,Nastal_wysyp_filozofow_Hartman_i_spolka.html?v=2
        forum.gazeta.pl/forum/w,28,154950485,,Czyzby_Doda_miala_racje_.html?v=2
        A tutaj sobie kitram wrzucony przez pana Witka link, jako ikonę rzetelnego i obiektywnego dziennikarstwa:
        www.scmp.com/news/world/article/1601366/romance-back-amorous-donkeys-polish-zoo
        Krótki tekst, a w nim wszystkie potrzebne szczegóły i żadnych ocen. Niebywałe!

        U nas zaczyna się od "Niemcy chcą zalegalizować kazirodztwo!!!"... a potem następuje szczyt obiektywizmu w postaci [uff!] publikacji "Gazety", a potem bidny Magdolot se musi podomniemywać resztę i zwyczajnie się nie może pofszczymać od ocen, bo z wideł nagle robi się... igła:

        "W Niemczech dyskusję wywołał przed laty przypadek Patricka Stuebinga i Susan Karolewski. Są rodzeństwem przyrodnim, jednak we wczesnym dzieciństwie zostali rozdzieleni i poznali się dopiero u progu dorosłości. Zostali parą, mają czworo dzieci, z których troje jest niepełnosprawnych (choć nie udowodniono, że jest to wynikiem zbyt bliskiego pokrewieństwa pary). Stuebing za kazirodztwo trafił w 2008 roku na trzy lata do więzienia, jego odwołania odrzuciły wszystkie niemieckie sądy i Europejski Trybunał Praw Człowieka.

        Zgoda dla przyrodniego rodzeństwa?

        Sprawa wróciła w zeszłym tygodniu, gdy niemiecka Rada Etyki oceniła, że więzienie Stuebinga było nieuzasadnione. Według członków Rady ryzyko urodzenia chorych dzieci nie jest wystarczającym powodem, by zakazać takich związków. Rada Etyki podkreśliła też, że karany jest sam akt seksualny, nawet jeśli stosuje się środki antykoncepcyjne lub, jak to miało miejsce w przypadku Stuebinga, poddało się zabiegowi wazektomii prowadzącym do bezpłodności. Rada zauważyła, że inne osoby obciążone genetycznie nie dostają zakazu posiadania dzieci. Zastrzegła jednak, że zgoda na stosunki kazirodcze dotyczyłaby tylko rodzeństwa przyrodniego."

        Cały tekst: wyborcza.pl/1,75478,16721990,Prof__Hartman_chce_dyskusji_o_zwiazkach_kazirodczych_.html#ixzz3EubmIciY

        Resztę historii niestety sobie trzeba domniemać samemu [a szkoda], więc niniejszym domniemywam sobie, że za powyższe kazirodcze przestępstwo pani Karolewski dostała zapewne karę w zawiasach ze względu na dobro czwórki dzieci, a siedzieć poszedł ojciec [rzecz nabyta?].
        Ojciec poszedł siedzieć nad wyraz niechętnie, czemu trudno się dziwić i zapewne na dokładkę w więzieniu się wcale "nie zresocjalizował", bo w tym przypadku akurat oznaczałoby to pozostawienie licznego potomstwa bez opieki. I w tym miejscu czuję do tego niezresocjalizowanego kazirodcy szacunek, nie każdy facet albowiem wraca do trójki upośledzonych dzieci... ryzykując tym samym kolejny wyrok więzienia i to wyższy od poprzedniego! Albowiem przestępca, który z maniackim uporem trwa w swym przestępstwie [czytaj: z pierdla wróci do rodziny i nie zamierza się wyprowadzić z domu] jest zwykle karany ciężej i zwykle z paragrafu pt. recydywa. I tak by mogło być da capo al fine: przestępca wypuszczany po kolejnych odsiadkach z uporem maniaka wraca do rodziny [czytaj: popełniania przestępstwa]. I kto przy takim obrocie spraw wychodzi na głupa i podleca? Obrzydliwy przestępca, czy wymiar sprawiedliwości?!
        Czuję duży szacunek do Niemców, że dla czwórki dzieci i ich prawa do posiadania tatusia ruszają machinę prawniczą, żeby rozwiązać ten trudny problem sprawiedliwie. Czuję także duży szacunek dla Niemców, że szanują swój własny wymiar sprawiedliwości i mocno tudzież odważnie pracują nad tym, żeby nie karał niewinnych [dzieci] i nie tracił przy tym autorytetu!
        ---------------------------------------------------------------------------------------------------
        P.S. A mogłam to domniemać wyłącznie na podstawie smakowitego fragmentu życiorysu Maleńczuka, który odsiedział 1,5 roku za odmowę służby wojskowej [dostał 2] i wyszedłszy na wolność w przepięknym okresie stanu wojennego... dostał kolejne wezwanie do WKU i nagle do niego dotarło, że nie jest on świadkiem jehowy i w związku z tym ma dokumentnie przesrane ["świadkom" dawano spokój po jednej odsiadce]. Bo jak teraz odmówi, to dostanie 5 lat z paragrafu recydywa. Fięc na pierwszą, wiosenną komisję, poszedł na parkopanie, przed jesienną schował się w Kobierzynie, ale niestety nie zdał testu na schizofrenię, chociaż usilnie się starał i mało nie dostał zajoba. W związku z tym pozostała mu jeno próba samobójcza, którą odważnie wykonał, a przed następną wiosną dały wreszcie znak życia błogosławione wrzody na dwunastnicy, których się był nabawił we pierdlu i które go wreszcie wyreklamowały raz na zawsze od zostania recydywistą.

        P.P.S. Ostatnio żem osłupiała słysząc, jak jedna pani mówi drugiej pani całkiem serio serio, że ta Unia Ropejska we najbliższym czasie zamierza zakazać... jedzenia cynamonu.
        Ale cusz się dziwić?!

        • gat45 Re: Kazirodztwo a homo sapiens internautus 01.10.14, 23:38
          Malutki przyczynek do problemu kazirodztwa (uwaga, Gat będzie skandalizował, osoby wrażliwe niech się wolej wstrzymają)

          Otóż Gat ciekawy jest, co by w ludzkich rodowodach wyszło, gdyby pod kątem kazirodztwa badano nie księgi stanu cywilnego, a genotyp. No bo wziąwszy pod uwagę, że 100-procentową pewność pokrewieństwa mamy tylko w odniesieniu do własnych przodkiń po kądzieli oraz do rodzeństwa z tej samej matki, to statystycznie muszą istnieć nieświadome tego stanu rzeczy małżeństwa rodzeństwa przyrodniego (po niezupełnie wiernych rodzicach). Nie przypuszczam, żeby liczba takich przypadków była jakaś oszałamiająca, ale chyba nie jest też bliska zera. I niewątpliwie rośnie w miarę kalejdoskopowej rekompozycji rodzin. To raz.
          Ale jest i drugi aspekt sprawy, który mnie dziwi : karalne jest obcowanie płciowe w systemie podpadającym pod kazirodztwo. Rozumiem to i popieram w stosunku do wstępnych i zstępnych, bo jednak rodzic to sui generis zwierzchnik i wymuszenie jest pierwszą myślą, jaka się nasuwa. Ale rodzeństwo ?
          Wszędzie w tej dyskusji padały argumenty o chowie wsobnym. Ale ludzie, od kiedy to prokreacja jest obowiązkowąkonsekwencją zadawania się płciowego ? A co, kiedy płciowo zadaje się ze sobą rodzeństwo niepłodne ? Na przykład braciszek po wazektomii z siostrzyczką, stosującą po bożemu wiadomy kalendarzyk ? Dlaczego to też podpada pod paragraf karny ?
          Żeby było jasne : w naszej kulturze kazirodztwo jest tabu i ja to tabu popieram. Chcę tylko, żeby nazywać rzecz po imieniu : tabu. T.a.b.u. Jak u ludów pierwotnych. My też mamy takie i nie ma się czego wstydzić. Więc proszę mi oszczędzić argumentów pseudonaukowych. Bo nauka ścisła, opierająca się na ścisłej wierności małżonków, jakaś taka niezupełnie poważna mi się wydaje.
          • magdolot Re: Kazirodztwo a homo sapiens internautus 02.10.14, 00:23
            Ano. Toż napisałam we pierwszym poście w sprawie, że nas w Polsce bardziej niż miętoszące się wespół rodzeństwo strasznie musi fkurzać odważanie się na współżycie bez planu rozmnażania lub z planem skorzystania z aborcji eugenicznej [jak się u nas elegancko nazywa mordowanie chorego nienarodzonego]. Apage.

            Ale tabu jest sobie ssacze, gniazdowe. I jak o nim wyczytałam, to zdałam sobie sprawę, że psu Musowi ono chyba zadziałało w kontaktach z ukochaną od dziecka Mańką Bernardynką. On nigdy, przenigdy nie zauważył, że Mańka jest kobietą. A Mańka sprawiała wrażenie ciężkiej altruistki, bo kiedy na Błoniach napataczali się na dużą sukę, to dominowała ją mocno [dużo mocniej niż bez Musa], jakby chciała zakrzyknąć "Fskakuj na nią, braciszku, dopóki mocno Ci ją trzymam za eb!"

            A koty, czytałam u Desmonda nie Tutu, ino Tamtam Morrisa, mają haczyki na fiutach i kocicę boli jak już je wyjmują i ona drugi raz temu samemu nie da, ino ogniście spierze "krzywdziciela" po uszach. I to jest zabezpieczenie przed zapłodnieniem jej przez namolnego braciszka, albowiem kotka owuluje dopiero po pierwszym stosunku. Może i dziurawe, bo kotka może mieć sporo braciszków, lecz na tym śfiecie NIC nie jest doskonałe, a zabezpieczenia szczególnie!

            Ja jestem matce naturze wdzięczna, że nas takim kocim zabezpieczeniem nie uczęstowała, bo zapiekły drapany promiskuityzm nie leży w mej naturze...

            I tylko mnię zastanawia cytat z Levi Straussa z którym ktoś był wyskoczył, że owo tabu odróżnia nas od zwierząt. Ciekawe, czy się pan Levi ciut zdezaktualizował [jako Lorenz], czy też po prostu miał na myśli tabu świadome i nawet zapisane [Biblia, prawo] - tu zgoda.
            • gat45 Re: Kazirodztwo a homo sapiens internautus 02.10.14, 00:52
              > I tylko mnię zastanawia cytat z Levi Straussa z którym ktoś był wyskoczył, że o
              > wo tabu odróżnia nas od zwierząt. Ciekawe, czy się pan Levi ciut zdezaktualizow
              > ał [jako Lorenz], czy też po prostu miał na myśli tabu świadome i nawet zapisan
              > e [Biblia, prawo] - tu zgoda.

              Nie chwytam ? Czym fakt uświadomienia i zapisania wpływa na naturę tabu aż tak, żeby stać się wyróżnikiem człeka od zwierza ? Może zwierzęta też by sobie zapisały "kazirodztwu mówimy zdecydowane NIE", gdyby sztukę pisania posiadały ? Bo czy one sobie uświadamiają, czy nie - tego nie wiemy. Znamy tylko jedną świadomość - naszą własną - i wszystko, co inne, bezpardonowo traktujemy jako nieistniejące. A może zwierzęta są świadome inaczej ?

              Masz gdzieś pełny ten cytat pana L., bo na razie najbardziej prawdopodobne wydaje mi się niedokładne przytoczenie przez tego, kto z nim wyskoczył. Pan Levi-Strauss przyzwyczaił mnie do większego rygoru wypowiedzi.
              • magdolot Re: Kazirodztwo a homo sapiens internautus 02.10.14, 01:17
                Otusz źwirze zwyczajnie polega na instynkcie i jak akurat ma zdrowy, to mu gra i buczy. A ludź tak się zaplontał f te sfoje świadomoś, moralnoś i samoświadomoś, pod- oraz nadświadomoś, moralnoś i, z przeproszeniem, w transcyndencję a także duchowoś, że sobie nie tylko nie wierzy, że mógłby posiadywać jakowyś zafszony instynkt [fi dąk! i apage!] i dystansuje się od własnej zwierzęcości jak buldog, nie przymierzając, i w otchłani świadomości tkwi kołkiem i źwierzęcie ze siebie gestem Kozakiewicza z pogardą wypiera. A na dodatek jeszcze potrafi sobie zdrowo nakłamać w żywe oczy i jeszcze w to łgarstwo uwierzyć na murbeton.
                Spółkujący wyznawca teorii Darwina?! - też coś!

                Akurat Levi chyba antropolog, ale już nieżywy. Antropolog biologię powinien znać, ale z pięknych teorii Lorenza o lizusach po szakalu i dumnych psach po wilku już nic nie zostało, fięc nie wię.
                Ale mu mogło chodzić o oficjalne ustanowienie instytucji tabu - podoba mi się ta zbitka, bo mocno paranoiczna jest. :)
                Chyba czas spać, znaczy. We którymś wątku kazirodczym chyba jakiś rzucał, ale tyle się tego naczytałam z urywaniem Tuskowi palucha w antraktach, że już mam groszek pod puszką...
                Aaa! Kotki dwa, miały strasznego haka!
              • magdolot Levi dla Gata 02.10.14, 19:19
                Jusz wię. Z Levim wyskoczył jakiś Firmus na Tweeterze, a Indeed go zacytował. Czyli Levi sz czeciej ręki jess.

                "Według antropologa kultury C. Lévi-Straussa odrzucenie kazirodztwa było granicą między dzikością a kulturą. Hartman zatem wraca do dziczy"

                forum.gazeta.pl/forum/w,28,154925713,154940496,Hundert_professoren_und_Palikot_ist_verloren_.html
                • magdolot Re: Levi dla Gata 02.10.14, 19:43
                  Aj, waj, wiele hałasu... o nic.

                  Ten Levi mówi to w takim sensie, że zakaz kazirodztwa to podstawowy element organizacji społecznej, bo pociąga za sobą matrymonialną wymianę i wchodzenie w powinowactwo i szę to społeczeństwo rozwija miast kopulować w kąciku w totalnej izolacji. Ano, jak wieś już cała spokrewniona, to się zaczyna matrymonić z drugą i tak dalej.

                  Chyba już wiem, co powinni robić antyglobaliści... :)))))))))))))))))))))
        • tojajurek Re: Kazirodztwo a homo sapiens internautus 01.10.14, 23:40
          Bardzo fajne dywagacje.
          A tak na marginesie - o ile znam temat, żadne dowody medyczne nie potwierdzają dość rozpowszechnionego tu i ówdzie mniemania, iż związki kazirodcze skutkują potomstwem niedorozwiniety lub kalekim. Być może mógłby taki skutek genetyczny ewentualnie zaistnieć, gdyby stosunki kazirodcze uprawiano przez wiele kolejnych pokoleń, ale brak jest na to udokumentowanych danych, a nawet zapisy Biblii zdaja się zaprzeczać takiej tezie (wg amerykańskuch badań inteligencji grup etnicznych i rasowych Żydzi aszkenazyjscy mają najwyższy średni iloraz inteligencji).

          W kwestii natomiast Maleńczuka ewentualnie wypowiadam się nie za zbytnio chętnie, bo jakoś organiczną niechęć czuję do jego osobistości, aczkolwiek chętnie go słucham czasem jak śpiewa, ale bez wyglądania absolutnie. Nie wiem zatem (i niezbyt mnie to interesuje) jakie były jego motywy i uzasadnienia uchylania się od służby wojskowej. Aliści, jeśli tego powody były głęboko ideowe, to szapoba. Ale jeśli to były załgane wykręty, to był takim samym zasranym krętaczem jak tysiące innych. Można to zrozumieć, ale chwalić się nie ma czym.
          • magdolot Re: Kazirodztwo a homo sapiens internautus 02.10.14, 00:49
            O ile wię, nik jeszcze fcale nie dowiódł, że wychowywanie bachora cokolwiek wnosi... do wychowania bachora. I to jest dopiero kaszana i wyzwanie na przyszłość.

            Zależy, czy Salmy Hayek zaliczasz do "załganych wykrętów"? Wielce urodziwa i ze złotymi kółkami w uszach. Hipiska. Tę wersję zdaje się potwierdzać choćby:

            tudzież wiek, płeć i libido do tanga.
            Nie czekała. Hipiski mają inne priorytety? A dalej już było "ni xuja". Sama bym poszła w ni xuja.
          • magdolot Re: Kazirodztwo a homo sapiens internautus 02.10.14, 01:50
            (wg amerykańskuch badań inteligencji grup etnicznych i rasowych Żydzi aszkenazyjscy mają najwyższy średni iloraz inteligencji).
            --------------------------------------------------------------------------------------------------------
            To twierdzenie może poprzeć dykteryjka niejakiego Cohena [biologa z tria autorów "nauki świata dysku"]. On tam fspomina smakowicie o tym, że fszystkie Coheny na śfiecie są ze sobą spokrewnione i potwierdzają to nawet badania genetyczne i fcale nie dziwota, bo... Cohenowie to akurat ród kapłański i żadna pani Cohen przecie się niżej własnej sfery nie puszczała, więc do puszczania wybierała Cohena.

            Ale ci niżsi kastą, to kto ich tam wie? W końcu nie ma Polaka bez domieszki żydowskich genów [zua to wiadomość dla antysemitów], więc w drugą stronę także się mieszało. Któraś z moich rozmówczyń przypomniała w wywiadzie wielce rozpowszechniony endecki okrzyk, co brzmiał "Precz z Żydami, Żydóweczki z nami!"

            Ale dorabia się do tego faktu także pewien dosyć paskudny społeczny darwinizm: aszkenazyjscy Żydzi musieli się przez wieki zdrowo nagimnastykować by przetrwać te fszystkie pogromy, więc po prostu przetrwali najbardziej rozgarnięci...
            Ftoś tfierdzi, że luckość cierpi na nerwice z trywialnego powodu: wyluzowane małpy zwyczajnie poginęły, a nerwusy budzone co chwila na gałęzi przez senne koszmary - przetrwały. Proste i eleganckie...

            Spać.
            • magdolot Re: Kazirodztwo a homo sapiens internautus 02.10.14, 02:31
              Oj, sorko, errata. Cohen mówił, że Cohenowie nie spełniają genetycznych standardów puszczania się na boku [są mocno poniżej średniej] i to jest dowiedzione, ale nie wynika z niebywałej wierności pań Cohen, bynajmniej, ino.
              Zarżnęłam.
              Spaaaaać, kurczę blade.
            • magdolot Dziedziczenie wad 02.10.14, 16:02
              Aszkenazyjczycy raz jeszcze: najlepiej przebadana homogeniczna populacja i homogeniczność cokolwiek się mści.
              pl.wikipedia.org/wiki/Choroby_genetyczne_w_populacji_%C5%BByd%C3%B3w_aszkenazyjskich
              Wyczytałam, że w Arabii Saudyjskiej ok. 50% małżeństw to kuzyni i tam odsetek chorób genetycznych w całej populacji jest taki jak w Europie wśród pań po 40-tce, czyli dwukrotnie wyższy, 3% i 6%.

              Powody są oczywiste, choć trudno policzalne [łatwo jest Mendlem, ale Mendel to nie fffszystko]. Każda osoba jest nosicielem 1-5 recesywnych genów, śmiertelnych w układzie homozygotycznym [brak kopii zapasowej, bo są dwie kopie feleru]. Ergo, im podobniejsze osobniki, tym gorzej dla ich potencjalnych dziecek. Tego absolutnie nie trzeba udowadniać, bo to oczywiste. Natomiast udowodnienie, że ta choroba tego dziecka jest efektem pokrewieństwa jego rodziców, to jakby inna bajka. Choćby dlatego, że ona może się także przydarzyć z rodziców niespokrewnionych i tylko prawdopodobieństwo jest mniejsze. Ilokrotność prawdopodobieństwa uznamy za dość twardy dowód?!

              Znalazłam polskie opracowanie z Kliniki Kardiologicznej w Poznaniu, obserwowano dziedziczenie wrodzonych wad serca [1300 pacjentów i ich dzieci] i to w dużej mierze zależy od rodzaju wady, ale jeśli się wsypie wszystkie do jednego worka, można powiedzieć z gruba, że gdy jedno z rodziców ma wadę, serca potomstwo ma 10-krotnie większą szansę na wadę niż reszta populacji [0,6% i 6%], a wadę po matce dziedziczy się dwukrotnie częściej, niż wadę po ojcu.

              Tu jest cholernie trudno ferować wyroki:
              - 3% wad wśród ogółu populacji,
              - 6% matka po 40-tce, kuzyni, ojciec z wadą serca,
              - 12% matka z wadą serca
              Każdy z tych ludzi może mieć zdrowe dzieci i każdy może mieć chore dziecko, bo przecież to ruletka! Do tego choroba chorobie nierówna ani wada wadzie i tutaj najważniejsze szczegóły dodaje medycyna: co można operować, co leczyć i jak skutecznie.
              Im więcej wiemy, tym więcej nam się komplikuje.
              Nie dziwię się niemieckiej komisji, że ona nie rozumie na jakiej podstawie jednym prawo zabrania się mnożyć, a innym nie, skoro mnożą się ludzie dorośli. Dlaczego jednym prawo pozwala się wiązać a innym nie, skoro się mogą skutecznie nie mnożyć? Względy wiency moralne, czy wiency ekonomiczne? Moralna ekonomia?


              • magdolot Kazirodczy horror 02.10.14, 17:14
                LUCKOŚĆ
                czyli
                My, pierdykani moralnisie!

                Właśnie trafiłam na horror, zupełnym przypadkiem, usiłując znaleźć bryk o stopniach pokrewieństwa i wspólnych genach, bo mi się nie fciało mendlić do upojenia.

                I co prawda koty mają haczyki na fiutach, żeby to je broniło sprytnie przed kazirodztwem, ale niestety te haczyki nie działają na ludzi, a ludzie SĄ wredni i koty do kazirodztwa zmu-sza-ją! Musi co jednak da się jakoś zgwałcić faceta-kocura, a nawet grupowo: kocura ze kotką, jak się jest człowiekiem. Człowiek naprawdę brzmi dumnie.

                Dlaczego to robimy kotom, do cholery?!
                Z pewnością nie tylko kotom, że o ofcy Dolly nie fspomnę.
                Kazirodztwo w które fpuszczamy zwierzęta nazywamy elegancko inbreedem, by się nie kojarzyło zbyt podle z naszym własnym tabu. Podlece i hipokryci na dodatek.

                Mię się zachciało rzygać najzwyczajniej, w czasie lektury spokojnych dywagacji na temat odtwarzania genialnego eksterieru kotka przez krzyżowanie go kolejno z własnymi córkami i wnuczkami. Dowiedziałam się także, że dziadzia łatwiej odtworzyć krzyżując go z wnuczką, niż krzyżując ze sobą przyrodnie rodzeństwo dziecek owego dziadzi.
                Jestem tym zbul- wersowana co do wersu.
                W konkluzji autor ostrzega, że inbreed ma oprócz zalet wady albowiem kumulacji ulegają nie tylko najlepsze cechy, a także najgorsze i część potomstwa nadaje się na złom.

                Skumplikowało mi się za to znacznie z tymi wspólnymi genami, bo to gówno prawda, czego uczą w szkole, że rodzeństwo ma 50% wspólnych. Od cepa niby ma, ale w praktyce może mieć 0-100% wspólnych genów, przy czym skrajne wartości zdarzają się rzadziej, no i of kołz organizmy jednak się nie krzyżują równymi połówkami [jak tfierdzi mendlowski szkolny łeż do kolorowania kredkami].

                No to walimy poszczególne stopnie kazirodztwa:

                rodzeństwo 0-100% wspólnych genów
                rodzeństwo przyrodnie, dziadkowie z wnukami 0-50%
                dzieci rodzeństwa, rodzice z dziećmi 50-100%*
                dzieci przyrodniego rodzeństwa 0-100%

                * w tym punkcie mam moralną niejasność, albowiem dzieci rodzeństwa musiałam sobie sama policzyć, bo widać nawet zwierzakom czegoś takiego nie robią, za to rodziców z dziećmi się jednak krzyżuje.
                I tutaj mi się rodzi pytanie o to jak działa ssacze tabu gniazdowe i czy nie tak aby, że ono dotyczy jedynie rodzeństwa, albo rodzeństwa mocniej. Może kota się nie da zwyczajnie skrzyżować z rodzeństwem, bo on go nie ruszy, a z rodzicem się da... bo rodzic, owszem, prędzej ruszy własne dziecko?!
                To by mogło wyjaśniać, dlaczego my, ludzie, czujemy znacznie większy sprzeciw na myśl o pieprzeniu przez rodzica własnego dziecka, niż na myśl o pieprzącym się rodzeństwie. Przynajmniej ja tak mam.
                Może nasze moralne tabu w tym punkcie jest silniejsze, bo biologiczne jest słabsze?

                Linek do horroru:

                www.ruscatclub.pl/klub/pl/artykuly/inbredy.php
                W konkluzji jest ciekawie o gepardach, które wymierają, bo są homogeniczne a to oznacza m.in. zmniejszoną płodność, czyli matka natura się jednak constans broni przed kazirodcami...

                • magdolot co się wyrabia w gniazdach? 02.10.14, 19:09
                  Post "Maynarda" z dyskusji, którą znalazłam, link na dole. W dyskusji jest dużo więcej, choć to nie temat główny, ale ten post jest najbardziej kompaktowy:

                  "W chowie wsobnym, przy zastosowaniu selekcji sztucznej NIE OBOWIAZUJE.
                  Nie obowiazuje dlatego, poniewaz dobiera sie osobniki odizolowane od
                  matki/rodzenstwa/stada we wczesnym okresie dziecinstwa. Tabu kazirodztwa, co
                  fakt jest determinowane genetycznie, niemniej potrzebne sa bodzce
                  stymulujace, dokladnie jak w przypadku nauki mowy u czlowieka, czy spiewu u
                  niektorych ptakow. Jest genetyczna sklonnosc, nie ma stymulatora, nie ma tabu
                  kazirodztwa! Niektore ptaki wychowane w jednym gniezdzie, w okresie wpajania,
                  zapamietuja wzor na skrzydlach swoich siostr i braci i juz nigdy sie z nimi
                  nie kojarza. Wystarczy jednak wyjac piskle z gniazda i wlozyc po okresie
                  wpajania, a taki ptak bedzie sie pozniej kojarzyl z rodzenstwem. U czlowieka
                  takie tabu polega na kulturowej i religijnej edukacji: kazirodztwo jest
                  karalne ,nie wolno bo choroby, Bog zabronil itd. Jesliby brat z siostra nie
                  znali sie od poczatku i spotkaliby sie gdzies w swiecie pobraliby sie i zadne
                  tabu nie staloby tutaj na przeszkodzie. U H.sapiens bardzo czesto odnotowuje
                  sie eksperymentowanie seksualne wsrod rodzenstwa, na wczesnym etapie
                  dziecinsta. Takie same praktyki obserwuje sie u zwierzati dopiero pozniej
                  wspomniana edukacja wyrabia awersje na kontakty kazirodzkie.
                  Poza tym strategie wprowadzajace w zycie tabu kazirodztwa u roznych zwierzat
                  sa rozne i czasami skomplikowane. Czasami do wlasciwej rownowagi
                  behawioralnej wymagana jest wlasciwa struktura stadna z zachowaniem
                  odpowiedniej hierachi i tak dalej. Rozne mechanizmy wewnatrz takiego stada
                  ewolinuja osobniki ze sklonnosciami do zachowan kazirodzkich, u wilkow samiec
                  zabija szczenie nadmiernie agresywne. Szczenieta udomowionych psow, potomkow
                  wilka, z reguly wychowuje tylko suka. Np. u niektorych zwierzat samiec zabija
                  mlozde ze sklonnosciami do kazirodztwa, gdzie indziej taki osobnik jest
                  przepedzany ze stada. Dobor sztuczny omija te wszystkie zabezpieczenia i poza
                  tym czesto sie stosuje insiminacje, co calkiem omija problem. Niektore
                  zwierzeta nie maja jednak takiego tabu ,w tym ssaki. Np. u pewnego gatunku
                  ssaka ojciec kopuluje, i zapladnia, z corkami, zanim te jeszcze przejrza na
                  oczy."

                  groups.google.com/forum/#!topic/pl.sci.biologia/cjH5wtr_jb4
                  Ha, zrozumiałam psa Musa i niekobiecość Mańki, lecz to oznacza także, że Mu swoje prawdziwe rodzeństwo by jednak uważał za potencjalnych partnerów.

                  I o gepardy się mocno w tej dyskusji spierają, bo przejście populacji przez "wąskie gardło" [katastrofalny pomór sprawia, że się gatunek homogenizuje] ma wiele wspólnego z inbreedem. I plus jest taki, że w takim wypadku się ujawniają paskudne allele, co się normalnie maskują w parce i można je usunąć [osobniki na złom] i ci, co zostają niby tacy czyściutcy... a jednak jakoś tym gepardom nie idzie i rasowcom tyż.

                  A ponieważ my, ludzie, niechętnie złomujemy osobników, to jednak powinniśmy pozostać kundlami.
    • magdolot Przyzwoitość 24.10.14, 15:34
      Notatka na marginesie wątku FK "Wraca restytucja mienia żydowskiego". Paw wzbiera as usual, lecz pocieszyłam się sama.
      Robiłam kiedyś wywiad z panią, co o swym mieście rodzinnym mówiła Moosburg i po upływie roku musiałam posunąć się do szantażu, by z niej wydobyć... Przedecz, tudzież nazwisko panieńskie, bo nawet kradzież dowodu osobistego by mi w tym nie pomogła ze względów dość oczywistych. Wtedy, 10 lat temu, na stronie Przedecza, w fiszce historia nie było nawet najmniejszej wzmianki o istnieniu choćby jednego Żyda/żyda w Przedeczu, choć 300 lat to trwało... Dopiero na "Geocities" znalazłam opis miasteczka przed wojną i dziś, efekt podróży sentymentalnej. Ten opis już nie istnieje.
      Dzisiaj mnię tknęło jakoś i zguglowałam Przedecz. Na Wiki prawie guzik, skitrany w linkach cmentarz na 8 macew. Pan z Geocities coś pisał o kilku kamykach tu i tam wmontowanych, ale nie na cmentarzu bynajmniej. Znaczy: pozbierali. :)
      I to: www.przedecz.net/index.php?en=0&dzial=3&strona=6
    • magdolot Re: Pranie skarpetek Sapiensa 07.12.14, 01:21
      wyborcza.pl/magazyn/1,142463,17083542,Uwaga__trolle.html?v=1&pId=32079414&send-a=1#opinion32079414
      Droga Pani!
      Za prace historyczne bardzo Panią cenię, Pani miłość do Polski z nich przebijająca mnie wzrusza. Mam problem z tym Pani tekstem. Najpierw nieprzyjemnie dwuznaczny tytuł, a potem kilka informacji dla tłuków na poziomie przedszkolnym, więc niespecjalnie mnie dziwi ton komentarzy.
      Z nawałą rosyjskich propagandystów męczymy się od roku, wydaje się trochę późno na ostrzeganie tępaków. :)
      Cóż znaczy anonimowość w czasach, gdy dziennikarze podpisując swoje teksty [o dziwo!] własnymi personaliami... ordynarnie kłamią i takoż manipulują? I nic się nie dzieje. Czy to dziwne, że przy takim obrocie spraw, nieszczęsny lud masowo poszukuje PRAWDY w sieci? Toż ten lud już wstępnie przetrenowany na dziennikarzach i politykach, więc w necie ma szansę jakoś sobie poradzić.
      Śmiem twierdzić, że nasze państwo od lat sponsoruje fikcję, jaką jest edukacja [domniemywam, że takoż część trolli]. Zresztą w stanie permanentnej i nieudolnej reformy połączonej z ręcznym sterowaniem od ściany do ściany. Systemu edukacji brak. Propaganda religijna [bo nie jest to edukacja, mam porównanie czym różni się nauczanie religii w szkołach europejskich od Polski] jest finansowana przez nasze państwo od przedszkola, a jej jakość w ogóle nie jest sprawdzana [apage!], zaś dziecko w tym wieku z pewnością nie umie się bronić przed manipulacją. W polskiej szkole jest więcej religii niż przedmiotów ścisłych, a logiki jako takiej, wcale nie ma. Polak ma w głowie wielką dziurę zamiast wiadomości z biologii. Często dochodzi do magisterki nie słysząc nigdy o brzytwie Ockhama. Za to przydarzył nam się pan Orzechowski jako wiceminister oświaty, pan Giertych jako minister i pan Królikowski jako wiceminister sprawiedliwości, tudzież pan Gowin jako minister. I słynna Komisja Kodyfikacyjna, która zamierzała chronić prawem karnym ciążę pozamaciczną... przed lekarzem usiłującym ratować życie ciężarnej, swojej pacjentki. O tym, chyba najbardziej smakowitym szczególe kodyfikacji, nigdzie w prasie nie przeczytałam. Był może jakiś zakaz?
      Próbowała Pani kiedyś wytłumaczyć Polakowi opętanemu zamachem smoleńskim, dlaczego prezentacja pana Biniendy nie ma wiele wspólnego z nauką i na jakiej podstawie to można powiedzieć a priori? Ja próbowałam. Co gorsza, podobno: naukowcowi. Może więc w szkole powinno się uczyć odróżniania publikacji naukowej od pseudonaukowej?! Wtedy może PAN by się nie musiała wygłupiać? Może powinno się uczyć obrony przed manipulacją? Tylko jak do tego przekonać polityków?!
      Nie, nie zgadzam się z Panią, że szkoła powinna uczyć "jak rozpoznawać internetowego trolla", bo to pachnie polowaniem na czarownice. Może polskie dziecko powinno przerabiać "Czarownice z Salem" Millera, jak Pani przerabiała?

      Czyżby resztki polskiego racjonalizmu były skitrane w sieci?! W dodatku anonimowo? Jeśli politycy uważają nas za stado debili i takoż traktują, to gdzieś musimy się chować i nawet chyłkiem znosić... Nasze państwo albowiem uprawia fikcyjny racjonalizm, z tych więcej kościelnych i zupełnie sobie nie radzi z harcownikami, którzy pracowicie je po kawałku rozwalają, choć państwo ma "aparat" a my tylko nicki.

      Kłaniając się uniżenie, spieszę Panią zapewnić, że komentarze, które można znaleźć w sieci są nieporównywalne z bełkotem naszych polityków; trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać. Mogę polecić kilka nicków. :)

      P.S. Mam ostrą tudzież uzasadnioną alergię na Facebooka,Twittera oraz konta Google. Bez żalu zostawiam je politykom.

      z poważaniem
      M.
      • ave.duce Re: Pranie skarpetek Sapiensa 07.12.14, 09:10
        Pięknie, przepięknie, Magdolotu! Zabrakło mi jeno korzeni: FzD - => Inkubator i matecznik trolli <=

        Co do artykułu: zgadzam się, to odkrywanie Ameryki i to spóźnione wielce. Przecież to nie sprawa Ukrainy obrodziła propagandą w sieci.
        Wg mnie - więcej szkody czynią rozmaite - wcale nie anonimowe - mendy publiczne.
        I w zasadzie włos im za to z pustych główek nie spada. Może to byłby temat dla pani A.A.?
        • magdolot Re: Pranie skarpetek Sapiensa 07.12.14, 13:10
          To byłby temat dla pani AA. Dla kilku sądów takoż.
          P.S. Niepokoi mnie trochę, że jakoś ucichło z tym Królikoszczakiem i w sumie nie mam pewności, że kolo wyleciał... Szanowne media jakoś ucinają niektóre tematy... hmmm... zastępcze. :(
        • magdolot Re: Pranie skarpetek Sapiensa 07.12.14, 13:03
          O, Kocico Bystrooka! - wykrzyknęła z zazdrością Żyrafa.
          No, nie zauważyłam. Może drobnymi literkami było? I już nie zauważę, bo mi zamknęli na kłódę, znaczy było pod spodem. Może niepoczebnie Sikroski niegdyś na trolle pomstował i groził im strasznie za ich komentarze i tak szybko poooleciałam popaczyć na komentarze antycypując następne aferę i palonc się, żeby wziąć w niej udział, że umkło mi... Zaiste.

          No i nade fffszystko bym nie pomyślała, że ktuś przedrukowuje teksty na takim poziomie. Ta pani zwykle pisze sensownie i dość głęboko. A teraz sobie myślę, jak przystało na trolla chamskiego i ulegającego teoriom spiskowym całym sobą, że temu co przedrukował, jednak mogło chodzić o kolejną smakowitą odsłonę wojenki małżonków Sikorskich z netem. :)))
    • man_sapiens Miejcie litość :) 07.12.14, 19:36
      Ja mam takie słabe nerwy...

      Za każdym razem, kiedy ten wątek pojawia się na górze spisu treści z niepokojem sprawdzam w pamięci czy na pewno włożyłem dzisiaj świeże skarpetki i czy na pewno były dokładnie wyprane jakimś tam Persilem lub Omo a nie byle jakim proszkiem.
      • tojajurek Re: Miejcie litość :) 07.12.14, 21:07
        Ciekawe jest inne występujące tu zjawisko przyrodnicze. Otóż Skarpetki Sapiensa - specjalnie piszę z dużej litery, gdyż mają już one byt samoistny - przejawiają cechy podobne jak Wszechświat, który (jak niedawno odkryto) rozrastając się - zagęszcza, zamiast rozpierzchać się i rzednąć do nicości. W ten właśnie tajemniczy sposób byty wewnątrzskarpetkowe mnożą się i pączkują, jak te tam takie małe, co je podobno widać dopiero pod mikroskopem.
        Czyżbym wpadł przy okazji na nieznane dotąd prawo natury? SSS - Syndrom Skarpetek Sapiensa?
      • magdolot OŚFIATCZENIE!!! 08.12.14, 02:46
        DO ZA-PA-MIĘ-TA-NIA:

        Założyciel wątku niniejszym z mocą ośfiatcza, że jakiegolwiek podobieństwo Sapiensa od Niedopranych Skarpetek i Mana Sapiensa jest absolutnie przypadkowe, zaś skarpetki Mana Sapiensa nie pozostawiają nigdy niczego do życzenia, najmniejszych zgoła śladuf na suficie i fcale się doń nie przylepiają.

        Sapiensów albowiem jest więcej niż jeden. Od dwóch do 7 000 000 000. Pozostali odróżniają się od Jedynego Sapiensa Mana tym, że są Sapiensami Homo i czasem miewają skarpetki do wyprania, zdarza im także się gubić skarpetki w praniu, a niektórzy zgoła mają skarpetki permanentnie cuchnące. Od Sapiensów Homo nasz ulubiony Man Sapiens odróżnia się wieloma innymi przymiotami, lecz nie będziemy ich za bardzo podkreślać, albowię Man Sapiens nie jest homofobem także. Podkreślimy jedynie, że lubi truskawki i nawet szampana w związkach.

        Założyciel wątku musi także uczciwie podkreślić, że do założenia wątku zapłodniła go pewna gierka Mana Sapiensa, która się nieco odbiła w tytule, któren w związku z tą gierką fpadł założycielowi pod czerep i za nic nie fciał się odczepić, bo był zwyczajnie dobry. I za którą to gierkę Mam Sapiens ciągle niewinnie cierpi odruchowo wąchając swe biedne skarpetki przy każdym nowym poście, co powoli przechodzi mu w strasznę przypodłość określanę przez naszych Czołowych Naukowców i Autorytety Moralne jako Syndrom Skarpetek Sapiensa objawiający się zagęszczeniem wąchania i innych treści nerwowych, za co założyciel wątku Strasznie Sapiensa Przeprasza i za karę idzie do kąćka obwąchać własne skarpetki 105-krotnie.

        I mam tylko jedno pytanie do Niewinnej Ofiary:
        Czy Syndrom Skarpetek Sapiensa stał się już tak uporczywy, że Niewinna Ofiara obwąchuje skarpetki także przy każdym własnym poście w tym wątku zamieszczanym, jako nie przymierzając nieszczęsna Małżonka Mak Beta? Bo jeśli nie, to najlepszą terapią, szczególnie dla kręgosłupa, byłoby zamieszczanie tu postów jak najczęściej. A jak nie, to upraszam pokornie ja Mana Sapiensa, by przynajmniej robił miast skłonów opady nosem skarpetek sięgając.
    • magdolot Karpiem diem 13.12.14, 01:09
      Tu sobie kitram perełkę rzuconą wieprzom na FK [w wątku Damy samotnie walczącej przeciwko ubojowi rytualnemu karpi bez choćby cienia rytu - doprecyzowano autora owej tradycji: Hilarego Minca, sic!]. Zbyt to subtelny moralitet. Może pewnego dnia ją doszlifuję i naniżę na sznurek.
      ----------------------------------------------------------------------------------------
      To obrazek, który dla mnie jest symbolicznym końcem socjalizmu realnego i noszę go w głowie na miejscu obrazka ze słynnym oświadczeniem Szczepkowskiej.

      Otóż po wielu generacjach smutnych szarych socjalistycznych karpi w waciakach i walonkach, przed Bożym Narodzeniem AD 1989, w naszej wannie zamieszkał dorodny karp królewski z purpurowymi płetwami. Kot Zbirek był wtedy kilkumiesięcznym szczylem i odkrywszy potwora natychmiast zaczął patrolować zajadle brzeg wanny. Niestety, gdy się do niej był spieprzył niepomny moich ostrzeżeń, byłam akurat w pracy i na ciąg dalszy wypadków nie miałam dużego wpływu. Świadkowie zdarzenia dotąd usilnie twierdzą, że karp zaszarżował na biednego kota, który mokrą świecą wystrzelił z wanny prawie pod sufit i pognał w szoku przed siebie.

      Kiedy weszłam do domu, ojciec był w trakcie bezradnego maczorskiego wrzasku, że tego wrednego kota on z domu wyrzuci NA BRUK!, dziecko podrapane na amen beczało lejąc łzy nad wyraz obficie, a kot tkwił w stuporze pod szafą, wciąż mokry. Ojciec miał pomysł wart Nobla: postanowił wysuszyć kota suszarką* i kazał go trzymać dziecku...

      Autorem kolejnej odsłony horroru był roztrzepany osioł, który włączył pralkę zapominając o mieszkańcu wanny [w owych czasach pralki automatyczne wylewały brudną wodę do wanny]. W efekcie ktoś w końcu odkrył, że karp pływa bokiem, sił resztką w burych mydlinach i zamarliśmy ze zgrozy i zaczęliśmy się miotać, żeby mu zmienić wodę, aż nadeszła babcia i miłosiernie wraziła karpiowi palec w skrzela, dokonując na naszych oczach eutanazji.

      Nastrój przy stole wigilijnym panował raczej kiepski, bo walały się po nim panierowane resztki stworzenia, z którym związaliśmy się emocjonalnie wśród tej serii katastrof rodzinnych. Panierka na tę świadomość niespecjalnie nam pomagała, ale karp był już nie do odratowania, a w domu była tylko jedna łazienka na trzypokoleniową rodzinę, więc nijak nie mogła być dożywotnio okupowana przez następnego wigilijnego karpia, któremu w ten sposób nasze winy wynagrodzimy...
      Z tego pata moralnego wybrnęliśmy prosząc o karpia w dzwonkach kuzyna, który z miłości do ryb i wędkarstwa pracował w stacji rybnej AR, gdzie były stawy rybne, co zapewniało nam miłą świadomość, że ryba na naszym stole wigilijnym zakończyła życie błyskawicznie i przed śmiercią się nie męczyła.


      *Ojciec miał szansę tego błędu uniknąć, bo wiele lat wcześniej wykonał "suszarkę do włosów" z odkurzacza z wężem wstawionym w wylot, by nie ssał ino dmuchał... i usiłował wysuszyć szczeniaka po kąpieli. Efektem było naście lat psiej histerii na widok odkurzacza.


      Wątek Damy:
      forum.gazeta.pl/forum/w,28,155846240,,Uboj_rytualny_ubojem_a_co_z_karpiami_.html?v=2

      • damakier1 Re: Karpiem diem 13.12.14, 10:39
        I ja mam swoje traumatyczne wspomnienie związane z rytuałem świątecznego mordowania karpi. I u mnie w domu rodzinnym na długo przed świętami karp wannę okupował. Jako że moi rodzice pracowali, mnie jako panience nauki pobierającej i luźniej czasem dysponującej, przypadł obowiązek zdobycia (bo wtedy się nie kupowało, a zdobywało) karpia na wigilię. Było jakieś trzy tygodnie do świąt, gdy przed sklepem rybnym ujrzałam kłębiący się tłum świadczący o tym, że właśnie "rzucili" karpia. Stanęłam w kolejce, kupiłam dorodnego karpia i na zapytanie ekspedientki, czy chcę zabrać żywego, czy ukatrupić go na miejscu, spontanicznie powiedziałam ukatrupić!. Ekspedientak wzięła karpia na bok, walnęła go młotem w łeb i podała mi znieruchomiała rybę.
        Przyszłam do domu bardzo dumna, już miałam dzwonić do mamy do pracy by się zdobyczą pochwalić, gdy nagle mnie zmroziło: miałam za zadanie kupić karpia żywego. Jak wspomniałam, do świąt był jeszcze kawał czasu, zamrażarki nie mieliśmy i gwarancję, że stworzenie przetrwa do wigilii w stanie świeżości nie było najmniejszej.
        Kto nigdy nie cucił martwego karpia, niech tego nadal nie czyni! Ja ocuciłam. Opisu dokładnego Wam zaoszczędzę, ale pamiętam wszystko do dziś.
        • ploniekocica Re: Karpiem diem 13.12.14, 13:54
          Ha! A ja Was przebiję z traumami karpiowymi. A miała miejsce ta trauma dokładnie rol przed traumą magdolocią, czyli w ostatnie komunistyczne święta, a dokładnie tuż przed tymi świętami.
          Należy zacząć od tego, że ja karpi pod żadną postacią nie jadam i wręcz ich nie znoszę, a poza wszystkimi innymi względami to dlatego, iż moi rodzice uwielbiali karpie i jedli podczas wigilii godzinami, podczas gdy ja czekałam jak na szpilkach na możliwość zajrzenia pod choinkę.
          Po prostu mnie tymi karpiami torturowali!
          Dodatkowo w owym pamiętnym 1988 roku karpi nie jadałam z powodu wegetarianizmu oraz bycia w zaawansowanej ciąży. Bardzo zaawansowanej, bo termin miałam na 25 grudnia. Karpi więc absolutnie miało w te święta nie być, ale niestety tuż przed świętami przybyła z wizytą moja jedyna matka. Mamusia jest osobą bardzo specyficzną, zatem najpierw zrobiła scenę publiczną, ujrzawszy mnie na dworcu ("Przecież ty możesz tu zaraz urodzić"), a dnia następnego wysłała mnie w kolejkę po karpie ("Przecież uprzywilejowana jesteś!"), które wówczas jeszcze się zdobywało. Dwa dni przed terminem, a pięć przed porodem wystałam przez prawie półtorej godziny, bo uprzywilejowanych było dużo, dla mamusi dorodnego karpia. Którego to nieszczęśnika mamusia wrzuciła do dużej balii, a balię ową umieściła w wielkiej wannie. Mięliśmy wówczas rudego kudłatego kocura i moja jedyna matka miała na jego tle obsesję "Zaraz będzie sikał" i co chwila zamykała go w łazience z kuwetą. Kot zwykle, załatwiwszy się, albo i nie (ile można) otwierał sobie drzwi i wychodził na pokoje. W ferworze przedświątecznych przygotowań nikt nie zauważył, że tym razem nie wyszedł. I oczywiście padło na mnie ciężarną i to bardzo - wszedłszy do łazienki ujrzałam w wannie kota jedzącego od tyłu ciągle żywego karpia. Łomatko, jaki to był straszny widok. Rozdarłam się, jakbym już rodziła. Na mój wrzask wpadli do łazienki wszyscy obecni, ojciec mojego dziecka usiłował oderwać kota od żywego posiłku, na co kot zareagował ostro przy pomocy pazurów i zębów oraz wrzasków i syków i dopiero polanie go prysznicem poskutkowało. Karp pozbawiony jednej czwartej jestestwa podobno żył nadal, czego na szczęście ja już nie widziałam.
          Żeby było jeszcze zabawniej to pies w tym czasie wsunął wszystkie niemieckie słodycze, które mamusia przywiozła ciężarnej jedynaczce i które porzuciła była wypakowując z torby na dywanie, spiesząc karpiowi na ratunek. W tym pierniczki alpejskie, które teraz można dostać w każdej biedronce, a wtedy były moim mrocznym przedmiotem pożądania i się je z zagranicy przywoziło.
    • magdolot Kacze chujki w Niniwie 26.02.15, 21:35
      Lamassu - moje ukochane brodate lwobykoptaki kaput. Tylko kopie zostały. Godzinę temu mi małż pokazał na blogu jednego śfirusa cały filmik ISIS z propagandowaym bełkotem w languidżu namaszczającym ten barbarzyński rozpizd w imię Allaha. Filmik już UTube zdjął, na Gazecie fragmencik jeno.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17487950,Dzihadysci_w_Iraku_niszcza_bezcenne_posagi___swiatowe.html?lokale=krakow#BoxNewsLink

      Na blogu została ino notka śfirusa, a we mnie wrze.

      motls.blogspot.de/2015/02/assyrian-history-destroyed.html
      I dodatkowo o to, jak się "informuje". Lokalne muzeum Niniwy koło Mosulu brzmi niezbyt poważnie, ale to stanowisko archeologiczne Niniwa wraz ze wszystkim co tam wykopano...

      Chwała białym butnym massa, co starożytne zabytki rabowali tonami!

      W berlińskim Pergamonie sobie jest babilońska brama Isztar, biebieściutka, w psy, byki i rumianki. Bezpieczna. To oryginał, a kacze chujki mogą sobie w Iraku porozpiżdżać kopię, skoro ich nie obchodzi że nie zawsze byli brudnymi pustynnymi burakami, skoro się wstydzą własnej historii i kultury, własnej kolebki i starożytnych kamieni. Te asyryjskie i babilońskie kamole są moje ulubione akurat. Szlag!
      pl.wikipedia.org/wiki/Brama_Isztar#mediaviewer/File:Fotothek_df_ps_0002470_Innenr%C3%A4ume_^_Ausstellungsgeb%C3%A4ude.jpg
      A chrześcijany nie lepsze. Pamiętam jak mię małż delikatnie informował o prawdzie historycznej, jak żem skumała że Erice to przecie Eryks i że tam świątynia Afrodyty powinna stać jak sto choler i żem se zęby pracowicie oszczyła, a on mię wiózł serpentynami i delikatnie klarował, że chrześcijany zatracone ją rozdupczyły gdzieś tak w VIII wieku w ramach wyższości Chrystusa nad poganyma i se z kamoli zamek postawiły. Rrrrrany, jak się ffffściekłam! Przechodniuf tubylczych mię pchało kopać po łydkach, no.

      Odwieczna wyższość świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia... Kuraz tfarz.

      Niech wnuki Assurbanipala przybiją ich do pala i niech im te mikre kacze fiutki nie staną więcej, chyba że z kozą. I niech im wielbłądzica ucieka po wiek wieków, za wysokie progi, taka wielbłądzica, jak raz.
      Idolatria, psiakrew. Jebana.
      Lamassu, Lamassu, odgryź im kutassu z jajami i bez hałasu im zżuj i chuj.
      • ave.duce Re: Kacze chujki w Niniwie 27.02.15, 07:43
        Prawie się popłakałam z wściekłości i bezsilności :(((

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17487950,Dzihadysci_w_Iraku_niszcza_bezcenne_posagi___swiatowe.html?lokale=szczecin#BoxNewsLink
    • magdolot Zjeść Cypr - Neromylos, Steni 04.05.15, 18:38
      Wpis dedykowany Kocicom i Kotom oraz Zielonym Słoniom Fffszelkiej Maści oraz szczekaniu z nudów.
      ------------------------------------------------------------------------------------------------
      Tak wyraźnie nazywam mój post, bo to ma być reklama pewnej knajpy w Steni, albowię to knajpa mojego życia jest i nikomu jej nie żałuję.

      neromyloscafe.com/
      www.facebook.com/neromyloskafenio
      www.tripadvisor.com/Restaurant_Review-g2667264-d5871023-Reviews-Neromylos_Cafe-Steni_Paphos_District.html
      Tak naprawdę post miał się nazywać "Kocur Lewantyński o Świcie" ze względu na dwie pierwszoplanowe postaci, bo najlepiej przeze mnie poznane: Doriego i Dawn. A raczej Dawn i Doriego, bo to Dawn jest glebą na której to wszystko wyrosło, choć mówią że Matthew, mąż Dawn który siedzi na kasie. Jak by nie było i tak fffszystko pozostaje w rodzinie.

      Poszliśmy po sznurku od Trip Advisora i utknęliśmy w Steni na amen. To nie jest elegancki lokal z kimkolwiek wyfraczonym, z jakimiś obrusami, lansadami i wygibasami. To jest kawałek nieba z rodzinnym klimatem, gdzie tanio nakarmią człowieka domowymi pysznościami aż po dach i powyżej, gdzie przytulą do serca i dadzą pogłaskać kota. W Neromylosie lokale ogniście rżną w tavli, greckiego triktraka neromyloscafe.com/about/tavli-greek-backgammon/ i są tu stałym elementem pejzażu.

      Gospodarze pierwszego dnia cię troskliwie ugoszczą, drugiego dnia przywitają grabą i wypytają jak masz na imię, trzeciego dnia powitają jak dawno nie widzianego kuzyna. Knajpę prowadzi mocno rozgałęziona rodzina radośnie się po niej rojąc i wymieniając rolami. Facety mają w pieczy gril, Dawn robi wspaniałe desery i ma w karcie osobny kącik na swoje specjały; zwykle są 2-3 z wymienionych.

      Nas emablował przeważnie Dori, Libańczyk, chyba zięć. A obezwałam go sobie Kocurem Lewantyńskim, bo słowo "Lewantyńczyk" mi się fspaniale kojarzy. Poprzedni Lewantyńczyk który mnie był zachwycił, urzędował na tureckim targowisku w Berlinie i zwalił mnie z nóg wykrzykując ogniste peany na cześć swoich najlepszych na śfiecie kasztanów, bo cały był czystym zachwytem dla owych kasztanów od stóp do głów, a te jego kasztany były pępkiem świata, skarbem Alibaby, śfiętym Graalem, celem i sensem życia... Ffffszystkim.

      Dori, jako rasowy nieodparty Lewantyńczyk, jest o krok do przodu przed resztą rodziny. On nie ma cienia wątpliwości że obdarza swych gości dobrami w najlepszym gatunku. Jest szczodrym szafarzem ambrozji i pięknie o niej prawi. Reszta rodziny prezentuje pewną nieśmiałość kiedy się chwali danie i w miarę chwalenia się bardziej rozkręca, a Dori jest Szeherezadą absolutną. Peany przyjmuje naturalnie i nie omieszka zapowiedzieć co ci zrobi jutro i jak wtedy dopiero zamruczysz.
      W dodatku prawdę mówi!
      Spece od piaru tudziesz wizerunku mogą mu buty czyścić, gdyż poniewasz albowię poetyka Doriego bazuje na prawdzie i tylko prawdzie jak na spowiedzi śfiętej. Ma prawdziwe kasztany, a te durnie ino smętne miraże kasztanów wytwarzają. Nachalnie i nieudolnie i w niemoralnych celach, popłuczyny jedne. Gdzież im do Lewantyńczyka?!

      Dori jest nieduży, pękaty, idąc niesie przed sobą brzuch - nie za duży, w sam raz - niesie go lekko i z wdziękiem oraz szacunkiem należnym tak ważnej części ciała. Ma krótką bródkę, wianuszek włos i smoliste oczy z iskierkami. Sprawia wrażenie kocura który się opił śmietanki w najlepszym gatunku i dokładnie w sam raz. Dori dobrze wie co jest w życiu ważne, 16 lat był informatykiem lecz wybrał gotowanie - gotowanie rodzinne - ten wybór mu służy wyraźnie.

      Jedliśmy kiedyś obok pary starszych Angoli, którzy wchłonęli podwójne porcje pod monstrualne butelki Keo [lokalnego niepasssteryzowanego piwa; na ogół nie cierpię piwa, lecz Keo do żeberek nieodzowne jest]. Jak im się to pomieściło, nie mam bladego pojęcia! Pod koniec konsumpcji, kiedy już byli nasyceni i dopychali ostatnie wolne kąciki żołądków, pani wdała się w rozmowę z Archiem, synem Dawn, a tematem rozmowy było “jak nie zapaść kota”. [Czyż nie zbyt wiele odreagowujemy na zwierzętach? - Pani obżartucha która o kocią kibić bardzo przykładnie dba...] Koty w Neromylosie zgrabniutkie są, bo jest zakaz karmienia i one są futrowane przez gospodarzy już po zamknięciu knajpy.

      Lecz nie o kotach chciałam, a o tej chwili gdy dwie nieznajome ekipy powoli kończą posiłek i mogą się już rozglądać i dostrzec innych ludzi i zapałać do nich gorącą miłością bliźniego. To piękny moment jest, gdy się do siebie opcy czule uśmiechają, rozmruczani na glanc.
      Pani obżartusze umajanie uśmiechami małżonka i Archiego wyraźnie nie wystarczało, więc potoczyła wzrokiem za nowym obiektem miłości i odnalazła mnie. I żeśmy sobie do syta zęby poszczerzyły w porozumieniu ponad podziałami i na dodatek bez słów. Dzięki tej pani ów czarodziejski moment odkryłam i celebrowałam go sobie przy każdym posiłku, coraz lepiej kumając skąd się biorą iskierki w smolistych oczach Doriego. To perpetuum moobile jest bardzo.

      Kiedyś odbyliśmy kłótnię rodzinną po drodze do Neromylosa, każdy z każdym i fszyscy ze fszystkimi. Do środka weszliśmy zdrowo najeżeni i pacząc po sobie wilkiem; trzy okopane monady. Powitalna graba Doriego zlepiła nas w rodzinę. Przeszło jak ręką odjął.

      Szaciek raz spróbowawszy sheftalii już przy niej zakotwiczył, nas podbiły souvlaki a w wikend żeberka, bo tylko ftedy są. W sobotę pierwszy raz w życiu pożarłam żeberka z zachwytem jęcząc nad profetycznym talentem Doriego, a w niedzielę przyleciałam po więcej...
      Największym problemem jest wygospodarowanie w brzuchu odrobiny miejsca na deser i to mówię ja, istota co po dobrym obiedzie deseruf nie jada, bo po co?! Bailey's creme brulee najlepszy jaki jadłam w życiu, z hojną warstwą karmelu. Mrrrau.
      Souvlaki - szaszłyk z grilla z baaardzo długą brodą - prototypy były wzmiankowane przez Arystotelesa i Arystofanesa pod nazwą “obeliskos”. W tym miejscu szapobas dla Greków i szeroko pojętej helleńskiej kultury.

      Ostatniego dnia jedliśmy specjały Dawn i dostaliśmy wskazówki jak zrobić jej wersję moussaki, do której się pielgrzymuje i z Paphos. W czynie pierwszomajowym usiłowaliśmy ją zrobić i nie do końca nam wyszło, sporo pracy przed nami wciąż. W czynie trzeciomajowym robiłam curry dysponując jedynie impresją i jusz wię, co żem zrobiła nie tak jak Dawn. Po pierwsze nie okiełznałam małża co nazbyt entuzjastycznie się roił z warząchwią po kuchni i w związku z tym zamiast myśleć [po drugie:] niesłusznie się zasugerowałam przepisem pewnej starej Hinduski, zdradzonym Ropejczykom w 1936 i dodałam do curry chutney, imbir oraz sok z cytryny. Może to była zemsta na kolonizatorach?!

      Na pożegnanie zostałam wycałowana przez Dawn i wymieniłyśmy najlepsze rodzinne życzenia.
      Wycałowana zostałam chyba dlatego, że gdy nam opowiadała o swoim gotowaniu, zapewniając że jak dla własnej rodziny robi tutaj fszystko i ani trochę gorzej, to żem jej powiedziała że przecie w smaku ich potraw czuje się znakomicie ile serducha zostało w nie włożone. Ja wię, Ty wiesz, ja i Ty jesteśmy jednej krwi. Bo to prawda jest w świecie najprawdziwsza, że spokój duszy i miłość włożone w jedzenie czynią je najpyszniejszym. Maestria może się walić na ryj gdy występuje sama, bez najważniejszych przypraw. I nawet najbielsze obrusy nie skryją tego, o nie!

      Ja tam jeszcze wrócę! :)
      • magdolot P.S. -y 04.05.15, 18:43
        P.S. Już rozkminiłam Szaćkową sheftalię i wstępnie poległam na najważniejszym składniku, który sie wabi “caul fat” i go po długich i ciężkich cierpieniach zidentyfikowałam jako otrzewną, a teraz będę się za nią rozbijać. Czas mam, bo Szaćka na wieść o zawijaniu jego plumketa w otrzewną, która się rozpuszcza na grilu nadając mu ów pyszny smak... gwałtownie zemgliło.*

        *Zemgliło – to określenie autorstwa Tygrysa. A oto fragment rytualnego rodzicielskiego dialogu, który szedł tak:
        T: - Oj, chyba mnie zaraz zemgli!
        M: - Nie może Cię zemglić, bo nie ma takiego słowa.

        en.wikipedia.org/wiki/Caul_fat

        P.P.S. Cytata:

        - Zjadaj szybciej ten mózg, bo muszę posprzątać!

        Te piękne słowa wygłosiła nasza przyjaciółka pod adresem kota uszczęśliwionego przez nią w portowej knajpie rybim łbem za entuzjastycznym pozwoleniem kelnera. Kocich rezydentów tam było w sumie 10 sztuk, znanych przez rosyjskich kelnerów po imieniu i miło nam przedstawianych. Tymi kotami opiekuje się pewna Angielka, która codziennie sprawdza jak się mają i wozi do weta gdy cza. A kiedy małż się uparł na zaliczenie meze z daruf morza, te koty uratowały nam życie wpieprzając po dwie kolejki pieczonych sardynek na eb we cztery łby: czarny zezowaty, czarny bez zeza, rudy z ogonem i biały nakrapiany. Szylkret pauzował chrapiąc sobie na krześle przy sąsiednim stoliku, przykryty białym obrusem.
        Dokonałam odkrycia, że szanujący się kotek macek i ssawek nie tknie, bo fffstrętne są niesssłychanie i niech je ludzie żrą.
      • magdolot Re: Zjeść Cypr - Neromylos, Steni 28.10.15, 02:11
        Dostałam dziś mailem od przyjaciół co hulają po Cyprze fotkę Doriego, co on do mnie macha, ekskluziwli, pod hasłem: przyjaciel Dori pamięta, pozdrawia i zaprasza. :-)))))))
        Asz mi się nawias zaciął na widok Prawdziwego Lewantyńczyka.
    • magdolot Matka Polka pokalana 31.05.15, 11:43
      Właśnie spojrzałam do maila i odkryłam ten tekst mi podesłany przez pewnego fizyka zamieszkałego w Niemczech, faceta made in Poland, męża i ojca. Na Dzień Matki.
      Przypomniało mi się jak w zeszłym sezonie bazowym z premedytacją rozpoczęłam ja przy ognisku temat "bo to zua matka jess" i z dwóch mam małych dziatek ciurem popłynęło... a ojce tych małych dziatek piąchy zaciskały, bo nagle se zdały sprawę że ciut inaczej są traktowane przez ogół niźli kobiety ich, co na ulicy fciąż w torbę zbierają uwagi niepochlebne aż ta torba się w końcu urywa, i.

      Się zastanawiałam gdzie wrzucić ten lineczek i mi wyszło że pani Sylwia Kubryńska ewidentnie i nawet fundamentalnie upiera skarpetki sapiensowi tekstem tym, a poza tym blog sobie jeszcze poczytam jak posadzę begonie.

      kubrynska.com/
    • magdolot Bimbanie Tygrysów 28.09.15, 03:52
      czyli
      JAK TYGRYS BYŁ ZAGROŻENIEM DLA DWÓCH BRATNICH REŻIMÓW RÓWNOCZEŚNIE.

      Tygrys był zwierzakiem nad wyraz nieośfietlonym. W 1968 został uznany za niepożądanego, bo publicznie powiedział co myśli. Dyrektor, co dostał polecenie wylania go z pracy wolał zwolnić stołek, bo Tygrys był sympatycznym zwierzakiem a niespotykaną głupotą u niektórych budził i pewien szacunek. Po wielu latach koledzy, co przykładnie potępili Tygrysa drzewiej, wysłali go do Stoczni, a potem chcieli zrobić go Przewodniczącym, lecz Tygrys im powiedział że on nie będzie pisał wielkim długopisem i nosił Bozi w Klapie, bo z klapą mu nie do twarzy i został szarym członkiem. Tygrys za cienki był w uszach na internowanie, lecz i tak był stworzeniem niegodnym. Jakiś czas potem, by oddać długi zaciągnięte w rodzinie zapisał się na kontrakt w bratnim arabskim kraju, lecz dostał odmowę która mocno dziwiła u fachowca tej klasy - Tygrys został uznany za zagrożenie dla reżimu. Niewielkie ale jednak. Trochę fkurzony poskarżył się rodzinie, której kasę był dłużny. W efekcie zadzwonił pewien skoligacony generał pytając czy potrząśnięcie wiceministrem przemysłu chemicznego wystarczy. [Nie dzwonił do Tygrysa, bo naiwniak nie miał telefonu - tych prostych żołnierskich słów ja sama wysłuchałam u mojej przyjaciółki i w jej telefonie.]
      Wystarczyło.
      Tygrys wylądował w bratnim kraju arabskim. Miast pędzić bimber i go wypijać, jak było przyjęte wśród nowych kolegów, Tygrys uprawiał sobie spokojnie rzodkiewki na grządce przed swoim baraczkiem. Arabscy technicy uznali Tygrysa za kogoś w rodzaju proroka, gdy ich lojalnie ostrzegł, że bardzo zimny aceton wystawiony w plastykowej butelce na słońce wybuchnie... i wybuchł! Zaczęli go zapraszać do domów na obiady, zwierzać mu się z kłopotów z uzbieraniem kasy na porządną żonę, przychodzili oglądać jego piękne rzodkiewki, a Tygrys zorganizował spotkanie na którym Polacy pośpiewali Arabom nasze kolędy, żeby łyknęli ciut bratniej kultury.
      W ten sposób Tygrys został jedynym polskim pracownikiem, któremu kontraktu nie przedłużono. Okazał się zagrożeniem dla pana Kadafiego.
      W ojczyźnie o Tygrysie nagle przypomniało sobie WKU i zaczęło zajadle go wzywać na ćwiczenia. Z jednych wrócił w glorii chwały na urlop, który dostał właśnie za istnie tygrysie bimbanie. Szpital polowy, inspekcja z samej góry, a tu dwóch w sztok pijanych gości!
      Tygrys wymyślił że obok takiego szpitala cmentarz jest pożądany, a grabarz tradycyjnie NIE MOŻE być trzeźwy, wystarczy tych gości oprzeć o łopaty, a inspekcji co trzeba objaśnić. Inspekcja wyszła świetnie. Pewnego pięknego dnia Tygrys nie stawił się na ćficzeniach. Zapomniał, bo wnuczka akurat obchodziła urodziny. I... przestali go wzywać. A potem już była wolność i tygrysie bimbanie stało się absolutnie prywatną sprawą Tygrysa.

      Morał 1.
      Reżimy się rozpiżdża naprawdę właśnie tak - sobie będąc sobą i sobie radośnie bimbając własne życie. To tego reżimy się boją najbardziej, bo na spiski mają tajną policję, a na bimbające Tygrysy, z przeproszeniem, gówno. Są zwyczajnie bezbronne. Dowiódł tego już niejaki Szwejk.

      Morał 2.
      Jaka jest różnica między uchodźcą politycznym a uchodźcą socjalnym? Jeśli uchodźca uchodzi z reżimu - jest bardzo niewielka. Reżimy albowiem dbają o to, by podejrzanym politycznie osobnikom się nie przelewało zupełnie. Uświadomiła mi to jasno dyskusja z Maniaszą i za to jestem wdzięczna.

      Morał 3.
      Co można począć na Putina? Można być cholernym lemingiem nieośfietlonym uparcie i ostatnim palantem uparcie nieżyciowym. Z osobnikami "życiowymi" kagiebiści radzą sobie fspaniale, bo są wirtuozami od grania na ciemnych stronach luckości. Nie należy mieć ciemnej strony. Same jasne. Tyle.
      To rzekłam już dawno temu ciut innymi słowy i powtarzam raz jeszcze, bo jeśli ktokolwiek "nasyła na Europę uchodźców", to tylko ten pan, Asada bratiec bratni sięgający do Syrii swobodnie obiema łapami. [IS może sobie karabiny wsadzić w dupę - nie ma takich możliwości - na dłuższą metę i tak dostanie bańki, pytanie tylko: od kogo.] I robi on to w nadziei, że my jednak zaczniemy strzelać do tych nieszczęsnych uchodźców. A w tym właśnie momencie szlag trafi Zjednoczoną Europę, bo ona się zamachnie na własne pryncypia. "Pokojowe wzięcie Krymu" stanie się przy tym pikusiem, a Rosja dowiedzie że wciąż jest mocarstwem i bardzo nieopatrznie ją potraktowano jak ledwie podrygujące truchło do karania.
      Nie życzę ja sobie być Putina koniem wyszechradzkim.
      Dlatego wybieram świadomie [nie tylko genetycznie i fenotypicznie] zestaw pryncypiów uparcie nieośfietlonego i całkiem nieżyciowego naiwniaka. Howgh.

      Poza tym muzułmanie mają duuuużo lepsze żarcie! A Syryjczycy robią najlepszy kebab na świecie, jak rzekł mi Dori z Neromylosa, rasowy Lewantyńczyk, a ja Doriemu wierzę. I kropka.
      • rozbawiony77 Re: Bimbanie Tygrysów 30.09.15, 18:43
        Ad. morał2:
        Błąd. Jak dowodzą np. imigranci ekonomiczni w latach 80. , uciekający z Polski: z badań, które czytałem dawno dawno temu wynika, że wyjechali wcale nie najbiedniejsi, a najbardziej przedsiębiorczy i kompetentni, a więc nieźle w Polsce sytuowani. Bo odstęp między ich aspiracjami a realiami w Polsce był największy , tak wielki że aż nie do zrozumienia i akceptacji. W tym kontekście połowa muzułmańskich imigrantów ekonomicznych obecnie, praktycznie analfabetów, nawiasem mówiąc, rzeczywiście ma należyte do swego poziomu kompetencji aspiracje: niemiecki socjal, darmowe mieszkanie i możliwość przeniesienia do Niemiec , kosztem gospodarzy, swego otoczenia kulturowego i stylu życia stamtąd - czyli z kraju w którym było im tak źle. Gdybyż zjawisko o którym magdolocie mówisz dotyczyło setek osób, nawet tysięcy, można by obciążyć tym ten czy inny reżim. Ale nie dzisiejszych milionów!

        Idealizowanie ładnie się sprawdza na papierze, w życiu nigdy.


        Trwająca przez dekady negatywna selekcja polityków doprowadziła w końcu do tego, że żadne ze słów przez nich używanych nie ma już związku z wyrastającymi nad nimi jak skały fundamentami kulturowymi Polaków. Jedyne wspólne, które pozostało między nimi a nami, to pełne pogardy: "skurwysyny".
    • magdolot Religijny kociokfik w kuchni 30.09.15, 17:12
      Na motywach ostatniej podróży robię sobie curry. Oczywiście fiużyn i jak mi gra po duszy. Nad pełnym garem puknęłam się w czółko, że ja je robię ze świni, a powinno być z krowy. Ale jak to?! Przecież krowy są święte! Halal po ichniemu jest tylko krowa, co sama umarła. Czyli beef curry to raczej muzułmanie, a muzułmanie fcale nie ją świni, bo ona jest brudna... To z czego se robi curry taki prawdziwy Hindus? Zapewne z baranka, co u nas jest boży, zajmuje się gładzeniem grzechów oraz wełną...

      W ramach przezwyciężania religijnego kociokwiku zwyczajnie wykopsałam fffszystkie trzy monoteizmy z garnka, a do świńskiego curry dodałam śmietany - po chamsku na talerzu - i zjadłam je z chlebem powszednim.
      Frajda!
    • magdolot Publiczny debiut Macki 01.10.15, 15:15
      Niech się święci dziś Dzień Przedszkolaka oraz Wojny Śfiatowej Niewybuch!

      Poniżej Macki wersja oryginalna z niewyjętym zdaniem, co przed publikacją w NW jednak zostało wyjęte, by nie rzucać nieuzasadnionych [?!] podejrzeń, plik z 4 marca 2013. Tutaj link z debiutem Widza połączonym z lądowaniem Magdolota na paskudnym ściernisku, ku przestrodze dla przyszłych pokoleń.

      forum.gazeta.pl/forum/w,89075,142277106,,Wywiad_z_prof_Wieslawem_Binienda.html?s=0
      Szczególnie polecam fragment "Jesteś tu służbowo?" tudzież imionko Ymir - to koniec drugiej setki postów. Oraz "Ciekawe dwa pytania szczegółowe" z imionkiem Eliza -początek setki trzeciej.

      P.S. Debiut był mimo fffszystko ładniejszy niż finał. [Miller]
      ------------------------------------------------------------------------------------------
      KRZYŻACKA MACKA NA TROOPIE ZAMACHU

      Pewnego dnia spod ławki na skwerku przy stawie z kaczkami Macka wyjęła taki meldunek, że jej zaschło w ustach i jak odcyfrowała, musiała se golnąć ze stawku i omal się nie udławiła pływającymi wrednie po stawku piórami: ZAMACH PRAWIE ROZKMINIONY - DOKOŃCZYĆ - DAWAJ POD UMÓWIONEGO JAWORA [@#$%%%&&^*(#@] - KONTAKT OPERACYJNY MAGDOLOT [##*&^++$#@#]

      Skoordynowawszy se fszystkie koordynaty we bloku kredkami, Macka we hełmofonie dosiadła Magdolota i wystartowała. Początek lotu był bardzo spokojny, ale pod koniec się trochę zamgliło na kursie i na ścieżce. Macka zdecydowała - Siadamy na chama, mimo, kurna, fszystko. Inaczej nie dokminimy. - Magdolot się przyłożył do misji jak misjonarz. Pikował w tej mgle i pikował... aż mu coś zapikało w serduszku misją wezbranym. Przeczucie katastrofy?!

      Aż tu nagle... do kokpitu wdarła się Bardzo Ważna Osoba – sama Wodzowa dopotąd sprytnie ukryta w generalskiej salonce, świeżo dobudowanej. Za Wodzową z salonki szaleńczo się wysypała Doborowa Formacja Przedszkolanek i zajęła upaczone pozycje. Dama swym złotym biusthalterem staranowała brzozę groźnie ze mgły sterczącą i podle udającą Umówionego Jawora. Szop Papracz pędem zapaprał fszystkie 153 wybuchy na ament, in spe, ante portas. Ave ściągnęła wolant baaardzo mocno na siebie. W tym czasie Dzidzia Bojowa swym laserowym wzrokiem dojrzała wśród mgieł Antoniego, co łagodnym spojrzeniem celował we szkiełko bazuuki, bazuuką zaś w Magdolota i błyskawicznie zatkała bazuukę przeddzidziem, że fcale nie wypaliła a szkiełko wlazło mu w oko. Antoni wyjąc ruszył w kierunku pociągu. Płoniekocica intuicyjnie zajęła pozycję osłaniającą podwozie Magdolota, podścielając ofiarnie pod koła szkarłatną safianową poduszkę. Spośród szumów i trzasków awaryjnego lądowania dochodziły tony walca „Na stokach Mandżurii” wygrywanego przez Pana Jajurka na ustnej harmonijce i odgłosy mistrzowskiego stepowania Trusii, szalenie do taktu. Magdolot się wreszcie zatrzymał, lecz ciągle buchała mu para i groził wybuchem, więc Scoutek narzucił nań szybko firmowy kocyk pepoż. w Błękitne Króliczki z Przeciwstawnymi Kciukami.

      Kiedy opadły emocje związane z cudownym ocaleniem i fszyscy się już wyściskali, nastąpiła pobieżna ocena strat i zysków. Magdolot z niejakim trudem się podniósł na kółka i zajrzał sobie pod spód i ryknął strasznym śmiechem - Zobaczcie, gdzie mi się przylepiła binienda!!! Koło szulady na odpady! - Wodzowa przerwała tę niefczesną radość przytomnym pytaniem - Gdzie Wielgus? Czy Wielgus stracony? -
      Przedszkolanki błyskawicznie sprawdziły ładownię na tyłach, z której Wielgus miał puszczać balona hamującego korkociąg Magdolota. W ładowni go nie było... tylko korkociąg strzaskany. Poznały Wielgusa po trampkach sterczących z bardzo kolczastych krzaków nieopodal. W szoku fciąż wbijał igiełki w sponiewieraną pacynkę na palcu przygodnego widza. - Eliza, czyż jesteś Eliza? - bełkotał nieprzytomnie, cokolwiek wszcząśnięty ale niezmieszany.

      Szefie, to była piękna katastrofa! - powiedział z zachwytem Magdolot bezczelnie mrugając do Ave i fszyscy poszli na wódkę i potańczyć kankana.

      P.S. To był idealny scenariusz seppuku, aleście go dokumentnie popieprzyli. Na własną odpowiedzialność. No.
      • rozbawiony77 Re: Publiczny debiut Macki 01.10.15, 18:36
        Ojtamojtam. Się naprawdę zabawnie rozmawiało, to i elokwencja chwilowo urosła:))))). Ymira się wystraszył Magdolot z Elizą? Otóż zaręczam Magdolotowi, że nie jestem AI, bo i ze zwykłą inteligencją czasem kłopot:))))
        Poza tym mogę Magdolotowi wysłać śpiewaną przeze mnie arię "śmiej się pajacu", ino nie umiem jej nagrać:)))))).
        Co do upadku z 5 metrów zdania nie zmieniłem. Ale już wiem, po co były te trzy lata pieprzenia o brzozie , które to podejrzenie zawarłem w kawałku o brzitffie Stirlitza we wspomnianym przez Magdolota wątku: Ano po to, by doczekać na jako takim poziomie notowań kompletnej kompromitacji i degrengolady Platformy. Co i nastąpiło. Moralnie nie było to ładne. Ale i tak ładniejsze niż łamanie Konstytucji, okradanie Polaków, pic przez osiem lat, zadłużenie kraju o 600 mld zł dodatkowo, w końcu sprzedaż polskiej suwerenności Niemcom za unijny jurgielt.
        i tyle
        Kalkulatowsiał zwartusiał
        Ratuwsianku, Bożywsio:)))))
    • magdolot Onucy narodowców pach 04.11.15, 17:58
      Tu sobie fsadzę do sepecika dwa posty z wątku Olgino + narodowcy na temat odebrania zuemu Grossu ordera orlanego przez bohaterskiego prezydenta Dudę.

      1. Postulat Magdolota w sprawie uwłaczającego Polakom przedstawienia ich jako śfinje w komiksie Maus i konieczności ratowania naszego wizerunku przez pana prezydenta:

      forum.gazeta.pl/forum/w,28,159188066,159204413,Re_Jan_Tomasz_Gross_pisze_po_swojemu_historie_.html

      2. Idealistyczne rozważania na temat negocjowania treści programowych w skali globalnej, połączone z niespodzianką historyczną na temat "polnische Schwein":

      forum.gazeta.pl/forum/w,28,159188066,159204933,Re_Jan_Tomasz_Gross_pisze_po_swojemu_historie_.html
    • magdolot Patriotyzm flagowy 08.12.15, 01:30
      Zazgrzytało mnie flagą po patriotyzie po raz pierwszy w życiu, znaczy - oskomą na flagę.
      Z flagą albowiem można robić najróżniejsze rzeczy. Wywieszać, spuszczać do pół masztu [kurna, trza mieć maszt!], kirem obciągać, spacerować po ulicy i to tym fajniej, że w razie czego ma się solidne dwumetrowe drzewce i człeku jakoś raźniej...

      No to go lu na net i szukam i mnie się rodzą problemy:

      1. Of kołz, że biało-czerwona i unijna, nawet kumpleciki są, ale mnie pcha, żeby trzy. Bo se znalazłam fiszkę "flagi państw nieuznawanych" i oczywiście tam wlazłam i teraz mnie pcha wywieszać Kurdystan na pohybel Daesz. Jak wywieszać, to już na całego?

      2. Czy ludzie utrzymujący się z handlu flagami [czyli cudzego patriotyzmu] powinni być patriotami? Język rodzimy powinni znać i nie katować biedaka? No bo już w dwóch takich sklepach widzę słowo "Drzewiec", a na obrazku fcale nie ma enta ze Śródziemia
      https://vignette3.wikia.nocookie.net/spellforce/images/4/49/Tytan_elf%C3%B3w.png/revision/latest?cb=20110814165839&path-prefix=pl
      ino drzewce do flag...
      sklep-flagi.pl/pl/drzewiec-dlugosc-2-m.html
      Miślałam że zwariowałam i to sprawdziłam w SJP i otóż normalna jestem, tylko w głowie mi burczy.

      Tak mi okropnie burczy, że chyba nie dojdę do problemu numer 3, że na domu trza zamontować uchwyt, a z tym trochę pieprzenia jest i rodzi kolejne problemy - nawiercanie chałupy i te śrupki - i chyba już na wieki pozostanę patriotyczną niedojdą...

      Tym bardziej, że nieopatrznie przeczytałam także "zasady użytkowania flag". No, nie wiem czego ja się tam spodziewałam, ale jakoś nie przystoi tak i dodatkowo mnie to zniechęciło i znuf mnie patriotyczny poryw trafił nagły szlag:
      www.flagi-24.pl/zasady-uzytkowania-flag-pm-24.html
      • eulalija Re: Patriotyzm flagowy 08.12.15, 13:17
        Tak się delikatnie w temacie flagi odezwę.
        Kiedyś (dla mnie, podkreślam grubo) flaga z sensem wywieszona, to mogła być nawet do patyczka od lodów przyczepiona. Ale po felietonie Z.Hołdysa, z przed trzech chyba tygodni, trochę mi się flagowy patriotyzm zmniejszył. I Enta swego nie posiadam już:(
        Dałaś mi do myślenia Magdolot.
        Na balkonie chyba mi się uda zainstalować jakiś patyk.
        Co pierwsze będzie do świętowania?
        • magdolot Z pszczołami... 08.12.15, 23:16
          eulalija napisała:

          > Co pierwsze będzie do świętowania?

          Pszczoły. Bo z nimi nigdy nic nie wiadomo. A potem się zobaczy.

          Od dziś ratuję pszczoły ja, bo przełaziłam pod dworcem i narpief chcącniechcąc słuchałam ryków młodzieńca, co stał na koszu na śmieci i wywrzaskiwał przez tubę o nawróceniu swym zawzięcie się wywnętrzając z intymności i spraw kryminalnych. Wyznawał, że narkotykami handlował, ćpał, pił, z kobietami seksował się bez umiaru i był człowiekiem zuym, bardzo zuym, asztunagle w Irlandii zapłakał do Boga i Bóg do niego przemówił...

          A ja wzniosłam oczy do nieba i wzdechłam i ftedy dobry Bóg mi zesłał cudownie namolną Grinpiskę z kolczykiem we tfarzy, bym ratowała pszczółki, bo bez nich nic. To się natychmiast zgodziłam z jednym wszakże zastrzeżeniem: pszczółki - tak, kaczek - nie!
          W tym miejscu się ze mną radośnie zgodziła Grinpiska i trochę tych pszczół zratowalim.

          Niezbadane są wyroki boskie.

          A jak już będzie ciepło i jakaś dobrze uratowana pszczółka się rankiem obudzi i w ciepłych promieniach słońca fruwając z kfiatka na kfiatek urżnie w dupę nawiedzonego młodzieńca, to istny cud się stanie. Nie, pszczółka nie, bo by ją szlag trafił. Dobry Boże, osę mu na rzyć spuść!
          Idealne pułapkowe miejsce sobie Grinpisy wybrali. :-)
    • magdolot Praska wiosna w zimie 28.01.16, 17:12
      albo
      Żyrafa w wielkim bucie.

      Jestem urodzoną prażanką. Może nawet wyprażanką... Chyba każdy tak ma w tym mieście, bo ono jest miastem nad miastami, jak pieśń nad pieśniami i sztrouchane brambory z cibulką.
      Jak deszcz pada po ćmoku na Moście Karola, to widać jak się krople rozpryskują o balustradę. Czarodziejsko. Wodospad szumi, Azjaci macają Nepomucena*, a stada kaczołabędzi się snują fszędzi i nikt nie mędzi. Na końcu mostu czają się wilki rzeczne uniformiaste i pomponiaste bardzo i strasznie ezgotyczne i na łódki fciągajo...
      Młodzież patriotyczna jest - zaopatrzywszy laskę w purpurowę różę prowadzi ja na Hrad i laska niebieszczeje w oczach aż miło!
      Zaułki tu mają porządne, w kształcie "U". Zwierzaków moc. Jak się idzie do Buta, to najpierw Czerny Beranek, potem Czerny orzeł, potem różowy trabant co robi tajski masaż, potem sowa dla Damy, straszna kupa lwów, bokiem mają 3 strusie i białą kurzajkę, a obok mają słonia. Poza tym mają domek z piernika i puszczają bańki.
      Zwiedzam więc nie piję - to naczelna zasada kota z pęcherzem. Szkoda. Kot, zależy jakiej płci, bo jak męskiej to może cichcem dołączyć do pewnej fontanny, byle ruszał fiutem sikając, to zniknie w tłumie i może kto nawet mu rzuci pieniążek za to szczanie po mapie Czech?

      * - robię dośfiatczenie. Nepomucen służy do macania [nazwa "ne-pomacen" jest myląca], Azjaci go macają, bo trzeba. Nawet widać że trzeba i gdzie, bo dobrze jest wyświecony. Nie wiem po co się go maca. Pomacałam i paczę co mi się porobi. I nie widzę. Jak długo nie będę widzieć, to doczytam. I znowu pomacam. Świadomie. A potem spróbuję określić różnicę pomiędzy macaniem świadomym i nie.
        • magdolot Re: Praska wiosna w zimie 28.01.16, 22:18
          Już dawno sfotografowana z myślą o Damie. Malutka taka podklamkowa sowa. A w tej całej Pradze, to mają jeszcze talerz w jamniki i "Tłustą Mysz" i ptysie jak sto choler.
          A najfajniejsze jest to, że się samo trafia absolutnie fffszystko, wystarczy mnieć oczy.
          O fontannie Petr Zelenka opowiadał w wywiadzie, opisując różnice w naszej mentalności [Czechy - Polska]. Bo tej fontannie szę SMS wysyła i taki facet treść jego wysikuje fiutem swym na mapie Czech. No i Zelenka mówił, że autor owego dzieła marzył o prześladowaniu go jakimkolwiek... a tu, kurcza, NIC. I fakt ten ja zapamiętałam. Przyjechałam i DUP! -fpadam prosto na fontannę. Pytałam pana naszego gdzie je pub Hrabala, co on w nim historie za stół piwa kupował. - "Pod Złotym Tygrysem". I jakoś mi nie powiedział, a ja se nie sprawdzałam. Dziś idę ulicą, paczę po ścianach i DUP! Znowu samo się. Mam wrażenie że to miasto mnie kuma intuicyjnie, czy cuś. Małż ryje przewodnik a potem lezie z mapą i nigdzie nie może trafić, a ja nie otworzyłam jednego ani drugiego i taka seria bing!
    • magdolot T DZIENNIK TELEWIZYJNY 03.02.16, 10:25
      Co jakiś czas sprawdzam na YT czy jest nowy odcinek. To dobra kronika rząduf naszych dzielnych katowarzyszy. Kurcza, szybko się dzieje - pierwszy odcinek oglądany dziś wydaje się już prehistorią... Najnowszy odcinek skupia się na ostatniej demonstracji KOD i widać wyraźnie, że Koderzy się zdecydowanie wyrobili w udzielaniu wywiadów. :-)


      #1 www.youtube.com/watch?v=DSo2_udaxAQ

      #2 www.youtube.com/watch?v=fwGzix8aTY0

      #3 www.youtube.com/watch?v=swo_08EIrCs

      #4 www.youtube.com/watch?v=qj49nG2jdZA

      #5 www.youtube.com/watch?v=iUE-SKY3DwQ

      #6 www.youtube.com/watch?v=JAX0fc3COjA

      #7 www.youtube.com/watch?v=NIQKS4pCWkY
Inne wątki na temat: