Dodaj do ulubionych

Psy nie cierpią przytulania!

16.06.16, 12:50
Coś takiego ostatnio się pojawiało w "uproszczeniach o świecie" by GW. Jakie mogą być skutki tego rodzaju zgrubnego tabloidowego pierdzielenia przez odpierdzielanie?

Opłakane:



Nawet w wersji angielskiej, co mnie leciutko dziwi. Bo, mówiąc po polsku, ffffcale nie chodzi o przytulanie, tylko o obejmowanie i uściski, szczególnie te z podduszaniem. O to, że małpy od zarania z upodobaniem obejmowały sobie pnie i inne małpy, a psy jakoś nie, bo nie są małpamy.

www.mnn.com/family/pets/stories/why-dogs-dont-like-to-be-hugged
Mufię to, albowię dziś się obudziłam w porannym towarzystwie psa przytulonego do mnie całym sobą, od końca nosa do końca ogona, co nawet objęty być chciał, choć chętniej z drapaniem, a najchętniej z drapaniem i z analogicznym okładem z Szaćka z drugiej strony.
Pies ten obejmowany na siedząco kładzie maupie szyjkę na obojczyk i spuszcza jej pysk na plecy i tak trwa i skądś, skurczysyn, wie że nie zostanie podduszony. I tylko jak małpa jedna zabiera się za zakrapianie mu oczu i wpychanie maści do uszu, to usiłuje usiąść sobie na tfarzy, ale zwykle nie zdąża bo małpy to dranie.
Skłębieni przez los blond potomkowie wilczarzy są znakomitymi przytulaczami żyraf, bo sięgają żyrafie od kopytek aż do końca szyi i każdy kawałek żyrafy jest dobrze przytulony.
Ale ZOO. Przytulanna sawanna.
:-)

Parzymy czystek na kleszcze i fcieramy w kluczowe miejsca Forresta wraz z bandaną, pono działa. Sprawdzamy, czy w przydomowej kleszczarni też. Kleszczom na naszę sawannę wstep bronek i no pasaran.
Obserwuj wątek
    • mariner4 Mój znajomy weterynarz mówi, ze nie lubią. 22.06.16, 12:28
      Posłuszeństwa i uległości nie można mylić z lubieniem.
      Pamiętaj, że psy mają węch setki razy silniejszy niż my. (nie pamiętam dokładnie ile).
      Z tak bliska ta woń jest dla [psa czasem trudna do zniesienia. Do tego kosmetyki.
      Tak samo nie lubią poklepywania po głowie.
      Ale tak naprawdę trzeba by zapytać psów. Tylko jak?
      Mój Cziko, obecne w krainie psich wiecznych łowów, nie przepadał za takimi czułościami. Tolerował moje i żony. Innych wyraźnie unikał. Szczególnie od kobiet. Przypuszczam, że chodziło właśnie od kosmetyków, perfum itp.
      My chyba naszych pupili traktujemy zbytnio je personifikując. tymczasem w zasadzie psy kierują się podstawowymi instynktami.
      Instynkt sfory. Dlatego znają hierarchię stada. Rodzina w której jest to sfora zastępcza i on się szereguje na odpowiednim stopniu hierarchii tej "sfory". Traktowanie dzieci na przykład jest dokładnie takie same jak podlegający mu członkowie sfory. Jest tolerancyjny.
      Instynkt pogoni. To dlatego psy ścigają koty, na ogół nie atakują kota, który ni ucieka przed nim. Dawniej psy goniły auta, szczególnie wiejskie. Teraz na samochody się już uodporniły.
      Instynkt samoobrony. Wiadomo.
      Instynkt łowów. Pies najedzony nie poluje.
      W zasadzie każde zachowanie psa można wytłumaczyć tymi instynktami.
      Ludzie hodując psy, u różnych ras wzmocnili różne instynkty, a inne uległy pewnemu przytłumieniu.
      I tak, owczarki mają szczególnie wyostrzony instynkt sfory. Owczarek czuje się liderem np stada owiec. I zachowuje się dokładnie tak, jak lider sfory psów pierwotnych. Psy obronne wiadomo. Psy myśliwskie, instynkt pogoni. I tak dalej.
      Psy mają zakodowaną walkę o przywództwo w sforze. Yorkowi do łba nie wpadnie walka o szefostwo w rodzinie, ale np rotwailerowi już tak. Zbyt łagodne traktowanie odbierają jako oznakę słabości swojego pana i próbują zawładnąć "sforą". I wtedy jest bieda. Czasem atakują właściciela. Co wtedy robić. To jest ewidentny błąd prowadzenia psa. w zasadzie są 2 wyjścia tylko. Albo oddać psa we właściwe ręce, albo...? Niestety, trzeba zasymulować walkę o przywództwo w sforze. Brutalne, ale działa. Trzeba psa uwiązać na krótko do czegoś mocnego i normalnie sprać, aż pokaże znamiona uległości. Ale to ostateczność. Trzeba takiego psa po prostu trzymać w ryzach zawsze. Sposób który opisałem to dowód winy właściciela.
      Niestety ludzie zbyt często wybierając psa, kierują się modą. Stąd wiele wypadków pogryzień nap dzieci. Pomijając już, że psy w towarzystwie ludzi ulegają zwykłej deprawacji. Na przykład awantury rodzinne, których pies nie rozumie.
      Moi sąsiedzi mieli sukę amstaf, rasę uznana jako szczególnie niebezpieczną.
      Ale ona była łagodna jak baranek, bo tak była nauczona. Zero agresji, ale sam wygląd wystraszał ludzi.
      Ja kocham psy. Ale zawsze biorę je takimi jakimi są.
      M.




      I tak owczarki mają inne uległy

      M.
      • ave.duce Re: Mój znajomy weterynarz mówi, ze nie lubią. 22.06.16, 15:22
        Pisz o morzu, proszę.
        • mariner4 Dlaczego? 22.06.16, 17:20
          Znajomość postępowania psa, nie oznacza wcale, że się go nie kocha. takiego jakim jest, a nie w/g naszych wyobrażeń.
          Ja nie mogę odżałować mojego Cziko.
          M.

          • ave.duce Re: Dlaczego? 22.06.16, 18:39
            Dlatego, bo - wg mnie - się nie znasz na psach, a na morzu tak.
            • mariner4 Re: Dlaczego? 22.06.16, 19:01
              W/g Ciebie OK. masz prawo do opinii, ale to znaczy, że mam chować swoje poglądy.
              Trochę o psach poczytałem, jak Cziko do mnie trafił. Zawsze staram się zrozumieć to, co mnie dotyczy.
              M.
        • czan-dra Re: Mój znajomy weterynarz mówi, ze nie lubią. 22.06.16, 17:34
          Mój kolega wet mówi że to indywidualna cecha psa, jeden się garnie, drugiego odrzuca, mnie się trafiają te pierwsze, nawet z tym "podduszaniem" cokolwiek to oznacza.
          • mariner4 Re: Mój znajomy weterynarz mówi, ze nie lubią. 22.06.16, 19:02
            Po prostu psy w naturze nie znają takich pieszczot. I tyle.
            M.
      • iza.bella.iza "Tak samo nie lubią poklepywania po głowie." 25.06.16, 02:49
        Z mojego osobistego doświadczenia i z moich osobistych obserwacji wynika, że psy, które mają tzw. kufę na łbie uwielbiają, żeby klepać w tę kufę ile wlezie. Jak im nie włazi, to podstawiają swój tyłek i dalej domagają się klepania w ów. I tak w koło Macieju;)
    • damakier1 Re: Psy nie cierpią przytulania! 22.06.16, 18:45
      Znam takie, które lubią.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/va/ph/itjd/eLP5HHCkNyOFEisbeB.jpg

      PS. Marynarzu, Ave ma rację!
      • mariner4 Re: Psy nie cierpią przytulania! 22.06.16, 19:03
        Psa można nauczyć wszystkiego. Nawet chodzenia na tylnych łapach, ale czy to leży w jego naturze?

        M.
        • czan-dra Re: Psy nie cierpią przytulania! 22.06.16, 19:09
          Pozwól, że spytam, a co leży w naturze psa, powtarzam, psa?
          • mariner4 Re: Psy nie cierpią przytulania! 22.06.16, 19:20
            Chodzi Ci o tutejszą "poprawność polityczną"?
            jest mnóstwo literatury na ten temat.
            M.
            • czan-dra Re: Psy nie cierpią przytulania! 22.06.16, 19:29
              Nie. Po prostu chodzi mi o to co leży w naturze psa, który zatracił wiele z cech które odziedziczył po przodkach, i teraz nie wiadomo co leży w jego naturze.
              Mój np. bardzo lubił kapustę kiszoną, i ogórki małosolne, a także kocie chrupki, mimo że miała swoje, i co to też wbrew naturze?
              • magdolot Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 02:32
                Wilczarz - rasa pierwotna, charakterna, trudna w obsłudze, pies na wilki, łosie, niedźwiedzie, pies znany z walk zwierząt na arenach rzymskich - mówią jedni, ale natychmiast dodają, że siłą się z nim nic nie wskóra. Za inteligentny.

                Drudzy mówią, że jakkolwiek zima w ogrodzie mu spłynie po futrze, uschnie tam bez rodziny, że to pies bardzo emocjonalny, dobry opiekun dzieci [choć potrafi mięciutko obalić jałówkę] i bardzo spokojny pies, jeśli się ma gdzie wylatać. Jak taki wilczarz sobie z tym wszystkim radzi poprzez wieki? Wygląda, że całkiem dobrze.

                Dopóki Forrest robił za młodego dzikiego wilczarza, którego trudno poskromić, dopóki nosił tę pierwszą etykietkę na swoim ślicznym czółku... trudno go było poskromić, zaprawdę! A po dobroci się sam poskromił aż miło. Pochwałą i smaczkiem. A jak stacza walkę o czyszczenie uszu, to zaraz bardzo przeprasza, że nie mógł wytrzymać... i kombinuje dalej. Psa Musa przyzwyczaiłam do takich operacji od małego, a Forek jest znajdą...

                Przyjrzałam się dzisiaj wilczarzom. Myślałam że Forek jest bardziej miesznięty, a są blond wilczarze, przebarwienie kłaków poniżej buzi ma bardzo fachowe i wielce czarną truflę, dokładnie tak jak trzeba. Jest mniejszy, 65 centów w kłębie zamiast 80 - może pożyje dłużej. Oby! A uszy ma takie, że rasowy wilczarz może mu buty czyścić - ogromne, muskularne, uszami mógłby gdyby chciał. I fajniej nosi ogon. Niedźwiedzie sobie odpuszcza. Psie bójki serdecznie dyma, może dlatego że mu jaja z rossspędu urżnęli jak jeszcze robił za nieposkromionego. A to raczej był morderczy układ z drugim psem pod jednym dachem. Jak Forek już mógł bezkarnie podejść do swojej pani się przytulić, to mocno się zmienił i brewerie ustały.

                Się przyglądałam wilczarzom, bo się zastanawiam, czy u wilczorzy jest coś na rzeczy z rękami, przednimi łapskami, znaczy. Kocica mi kiedyś mówiła, że jej słynny Kozobok, wilczarz skłębiony, w psich bójkach przednich łap zamiast buzi używał - obalał nimi przeciwnika i przytrzymywał przy ziemi. Forrest, wilczarz skłębiony, skacze na ludzi których lubi i ich obejmuje łapami i czegoś nie może przestać, to jest silniejsze od niego. Może to fragment instynktownego odwiecznego wilczarzowego wskoku na wilka/łosia/niedźwiedzia w formie zabawowej? Opis młodego wilczarza, który odruchowo obalił jałówkę na glebę, bo mu się napatoczyła znienacka, potwierdza mi podejrzenie... Ot, natura.

                A przy okazji znalazłam drugą część etykietki Forresta, choć wcześniej myślałam że to po mamusi, ta jego emocjonalność, jakaś skundlona taka, a jednak prawdziwym wilczarzom przystoi. Ot, także natura. :-)
                • gat45 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 10:56
                  Kundlolabrador wilkowaty czarny : poznaliśmy się, kiedy wszyscy byliśmy już zupełnie, ale to zupełnie dorośli. Wszyscy wykazaliśmy dużo dobrej woli, żeby wzajemne stosunki ułożyły się harmonijnie. Troche to potrwało, ale cel osiągnęliśmy - wygląda, że trwale.
                  Od samego początku pies uznał Tubylca za przewodnika stada. Bez wątpliwości i bezapelacyjnie. Może i mnie bardziej kocha, ale nie ma wobec mnie tej uległej postawy, z jaką podchodzi do pana. Zupełnie inaczej bawi się ze mną - koleżanką - niż ze swoim panem. Ich zabawy są zdecydowanie brutalniejsze, i to z inicjatywy psa. To znaczy Tubylcowi pies pokazuje swoją siłę, ale nie próbuje wygrać. Ode mnie jest silniejszy, więc nic pokazywać nie musi. Za to bez problemu ustępuje. Z miłości.
                  Tak przynajmniej my to widzimy. Ciekawe, co by powiedział na swoją domową sytuację Pies Tobiasz, gdyby umiał mówić ?
                  • damakier1 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 14:38
                    Powiedziałby, że jest okej.
            • magdolot Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 02:15
              Jakąż poprawność polityczną?

              Wątek polega na tym, żem ja się czepła kretyńskiego sformułowania, bo myli. W pokazanych w GW "dowodach" , których nie zalinkowałam bo ich nie mogę znaleźć, są fotki psów 1. podniesionych z ziemi na ręce [i w tym fragmencie nie tłumaczą małpom co robią pozbawiając psa przyczepności, a szkoda] 2. oburącz uściśniętych [i w tym fragmencie wskazują na odsunięty pysk i wybałuszone oczy].
              To nie jest przytulanie!
              Psy uwielbiają się przytulać i nawet być przytulane jeżeli nie mają kłopotów z dotykiem [traumy], jeśli lubią jakiegoś małpiego osobnika i mają do niego zaufanie. Dokładnie to samo się odnosi do ludzi, nie każdy lubi dotyk. Ale żeby kto obcy [jeszcze w dodatku publicznie!] człeka chamsko macał po najwrażliwszych miejscach - to już mało kto lubi! [choć część ludzkich samców nieustannie zadziwia, że ludzkie samice nie lubią]
              A ludzie to psom robią bo im się wydawa, że to pluszowe misie i że są taką koroną stworzenia, że mogą być cierniową. A tabloidy które ich usiłują oświecać robią to raczej głupio.
              Tyle.

              Oczywiście, warto wiedzieć z kim się ma do czynienia i co psy mają inaczej niż my. I trzeba to wiedzieć, żeby się z nimi lepiej porozumiewać i żeby je rozumieć. To baza i im szersza tym lepiej, bo tym fajniejsze efekty można uzyskać tworząc więź z żywym czującym stworzeniem, jeśli się wie co ono czuje, kiedy i dlaczego.

              > Posłuszeństwa i uległości nie można mylić z lubieniem.

              Nikt ich tutaj nie myli. Zapewniam. Na FzD nie ma psich kretynów. :-)

              Moja niby pluszanka - przytulanka, Forrest, usiłuje ciągnąć tylko w dół, bo jest moim gościem, a w dół się idzie do domu, a on nie wie, kiedy do niego pójdzie, więc sprawdza... Grzecznie przychodzi na wołanie i ani myśli uciekać. Jak otworzyłam bramę, żeby wystawić śmieci, na "stój" go wryło w podjazd, "zostań" było zbyteczne ale je dodałam, bo coś wyjaśniało, a potem pochwaliłam. Do łóżka wchodzi wyłącznie na moje specjalne zaproszenie. Tylko rano przychodzi sam, zafffsze, nawet jak tu śpi ze swoją panią, i nie wiem skąd wie że powinien. Tak robił mój ukochany pies. Lubię się budzić w zaprzyjaźnionych psich objęciach. To jest wspaniale zaczęty dzień. Słonecznie. Pewnie mu to jakoś zasugerowałam, choć sama nie wiem jak i kiedy. Psy obserwują nas godzinami. Pilnie. To wiem.

              Znam psy na tyle, że potrafię utrzymać balans w takim związku. Kumpluję się z nimi odkąd zaczęłam chodzić. Nie muszę czytać co kiedy czują, bo wiem to od zafffsze. Doczytuję dlaczego.
              Nie porwałabym się na doga argentyńskiego, rodezjana, kaukaza. Układy w których lepiej się pilnie skupiać na dominowaniu mnie nie interesują, wolę układy oparte na współpracy. [Tak samo nie interesowałby mnie mąż któremu musiałabym ciągle sprawdzać kieszenie, czy się czasem nie puszcza, wygrażać wałkiem i robić awantury.]

              Ty, Marineru, jesteś alfą. Cziko doskonale to czuł. Słuchał Cię tak samo jak załoga. I powiem więcej, znakomicie czuł także Twoją Miłość, mimo że była [zapewne] po męsku szorstka i brał ją taką jaka jest, wdzięcznie i chętnie. Caesar Millan, psi zaklinacz w odcinkach, napisał w swojej książce, że zrobił karierę w USA, bo pochodzi z kraju dzikich Meksykanów, którzy nie mają najmniejszych problemów z pokazaniem własnemu psu kto tu rządzi. Facet cokolwiek kokietował, ale większość odcinków tego serialu, który serdecznie polecam, to uczenie "właściciela" psa jak bywać alfą. Ciebie nikt nie musi uczyć jak nim być.

              Ale nie każdy psiarz musi być taki jak Ty. Między rasowym alfą a rozmemłaną paniusią która daje sobie wejść na głowę jest BAAARDZO duża przestrzeń do kreatywnego wypełnienia. Jest wiele rodzajów nietoksycznej miłości.

              To nie do końca jest tak, że "każdy pies ma zakodowaną walkę o przywództwo w sforze", nie: rozumianą jako przymus bycia alfą. Zależy od charakteru, dokładnie jak u ludzi. Gatunek w którym by fszyscy byli alfami szlag by trafił natychmiast, by się nawzajem zeżarł we walce o prymat, by nie mógł stworzyć stada. Każdy pies wie, że musi być w stadzie przewodnik i póki on jest, jest OK. Lwia część psów się z radością podporządkuje. Gorzej jak go ewidentnie nie ma - dopiero wtedy KAŻDY pies musi spróbować być alfą, dopiero wtedy ma przymus porządzenia.
              Struktura stada jest płynna, bo alfy czasem giną i to przywództwo musi się móc odnawiać. To ważne, bo dzięki temu można taką niewydarzoną alfę z przymusu wyprostować. Oglądałam to także, gdy Szaciek rósł i w pewnym momencie z kumpla od zabaw, którego nie bardzo się słuchało, awansował na osobnika którego się słucha, płynnie i miękko. To jak psy potrafią kreatywnie wchodzić w różne układy i rodzaje więzi z poszczególnymi członkami rodziny, zawsze mnie w nich fascynowało.

              Mój osobisty styl ludzkopsich stosunków nazwałabym minimum alfy w alfie.
              Jeśli się cofniesz do opisu zachowania Forresta, widać, że słucha tyle ile trzeba. A kiedy do mnie podchodzi, luz i ciepło mi się w środku rozlewa, jego obecność i bliskość mnie relaksuje. Głęboko. Widzę, że z nim jest tak samo. Jego nos jakoś idealnie pasuje do mojej dłoni i tak się zazębiamy przemiło, luzacko, przytulnie, a jak coś trzeba to trzeba.

              [Pruję kobylastego posta na pół, drugie pół będzie do Czandry, bo jest bardziej na temat, choć oba przemiszane.]
              • mariner4 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 02:48
                Możemy tylko domniemywać co czują psy.I nic więcej.
                Zewnętrzne objawy jeszcze niczego nie dowodzą.
                M.
                • gat45 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 06:58
                  mariner4 napisał:

                  > Możemy tylko domniemywać co czują psy.I nic więcej.
                  > Zewnętrzne objawy jeszcze niczego nie dowodzą.
                  > M.

                  To zupełnie tak samo, jak z ludźmi.
                  Komunikacja słowna nie tylko nie ułatwia rzeczy, ale potrafi je jeszcze bardziej zaciemnić - że nie powiem zachmęcić.
                  Nikt nie wie dokładnie, co czuje inna jednostka.

                  No i do czego to nas prowadzi ?
                  • mariner4 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 07:49
                    Istnieją tylko przesłanki.
                    Na przykład. My wiemy kim są nasze dzieci, aż do śmierci. Suka po odchowaniu młodych już ich nie poznaje.
                    M.
                    • gat45 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 08:11
                      Czy jesteś pewien, że :
                      a] Kobieta, która rozstała się ze swoim dzieckiem natychmiast po urodzeniu, a nawet po wykarmieniu, rozpozna je w przypadkowo spotkanym człowieku jakieś 40 lat później? Zew krwi i inne takie romantyczne sztuczki? (o ojcach nawet nie wspomnę...)
                      b] Suka nie rozpoznaje swoich młodych w dorosłych psach? Czy może po prostu nie naczytała się dość o świętości macierzyństwa i uznaje, że po odchowaniu nie ma już wobec nich żadnych obowiązków?
                      • mariner4 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 09:45
                        Po prostu jej instynkt się kończy.
                        Nawet jak szczenię dorośnie przy niej i żyją razem, to traktuje dorosłe dziecko jak obcego.
                        Widziałem to wiele razy.
                        M.
                        • gat45 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 10:08
                          A ludzką matkę przy odchowanym dziecku trzyma natura czy kultura ?
                          • mariner4 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 10:16
                            I to i to. Ludzie zawsze odczuwają związek uczuciowy ze swoimi dziećmi. Jeżeli oczywiście jakiś konflikt nie zerwał tych więzów.
                            Ja swojego ojca nie pamiętam, a pomimo to jego brak odczuwam do dzisiaj.
                            M.
                            • gat45 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 10:40
                              A ja te więzy, wychodzące poza podstawę (młode nakarmić, obronić, przyuczyć do samodzielnego życia) uważam za skutek kultury. Wyłącznie. Więc zupełnie nie nadają się do porównywania z tym, co odczuwają nasi futerkowi bracia wobec siebie nawzajem i wobec nas.
              • damakier1 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 11:00
                Tyle już tu było podobnych sporów z Marynarzem, że w dalsze polemiki wdawać mi się nie chce.
                Pozwolę sobie tylko na uwagę natury ogólnej, że z psami jest tak, jak ze wszystkim - trzeba kochać, dużo rozmawiać i nie pozwolić sobie wejść na głowę. W naturze psa najważniejsze jest, żeby mieć rodzinę (sforę) i znać w niej swoje miejsce.

                A teraz do Magdolotki - co jest z tymi uszami, że taka batalia o ich czyszczenie się toczy? Nie doczytałam, czy Forrest ma chore uszy i jest leczony, czy to profilaktyka? Bo jeśli profilaktyka, to dobrze radzę - odpuść! Jest w wielu psich gazetach i poradnikach pisane, żeby dbać o psie uszy i systematycznie czyścić, ale ja za najsłuszniejsze uważam zalecenie dr Doroty Sumińskiej, by psich uszu nie ruszać. W zdrowym psie ucho samo utrzymuje się w zdrowiu, a jakiekolwiek w nim grzebanie tylko nieszczęście sprowadzić może. Przewód słuchowy psa zakręca pod kątem prostym i gmerając w nim jakimkolwiek czyścidełkiem tylko wpychamy weń nieodwracalnie wszelkie śmieci i paskudztwa. I nawet, gdy jest jakiś stan chorobowy, też niczym w uchu gmerać nie wolno i należy ograniczyć się jedynie do zakraplania lekarstwa przepisanego przez lekarza (nawet, gdy lekarz zaleci inaczej, co się zdarza).
                Być może wszystko to wiesz i niepotrzebnie Ci to piszę, ale zdecydowałam się, bo może się komuś przyda.
                • magdolot Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 12:28
                  Dzięks za poradę! To nigdy nie jest niepotrzebnie. :-) Odpiszę, bo może się też komuś przyda.

                  Forek ma świerzb. Nastał nowy kot znaleźny i go nie obejrzano u weta i sprzedał dwóm innym kotom i Forkowi onego. Pod koniec zimy przyszła jedna taka na gościnne występy i wyczyściła uszy fffszystkim hurtem, akurat też tam byłam. [Pani owego towarzystwa ma traumę na punkcie czyszczenia uszu, po bernerdynce która zwiewając w panice wywracała meble i cza ją było traktować uspokajaczem w pigule przed operacjami usznymi.] Był bal! Najpierw trzymałam Forka, potem nową kicię, a na dwa inne koty już byłam za cienka. Po czyszczeniu Forek się pilnie schował, ale sprawdzał każdego jednego kota co wyszedł spod prasy - Też ci to zrobili?!
                  Bidny kot już nie żyje. Wychodząca koteczka, nieszczęsna w mieszkaniu, poszła do domu z ogrodem i chyba dorwała trującą myszę, tak mówią... Za to świerzb we Forku ma się całkiem nieźle. Widać ból-nieból po pozycji uszu. Źle jak je ma klapnięte, te piękne radary. Choć ftedy wygląda jak rasowy wilczorz...

                  Forka dostałam razem z antybiolem i linomagiem. Przecierałam jeno wypływ na małżowinie i podawałam likarstfo. Fczoraj telefonicznie odmówiłam dalszego dręczenia i się okazało, że w sumie już zadany czas minął i niech się wet wypowie. Uff. Przez ten tydzień się zdecydowanie poprawiło, małżowiny już prawie całkiem czyste. Od fczoraj mamy dzień konia! :-) Dziś się rozstajemy. Ale nie na zafffsze!

                  Psa Tymoteusza mi gronkowiec złocisty w uszach wykończył. Mam delikatnego kota na punkcie psich uszu, a Mus miał klapnięte, jak to goldki. Od małego mu małżowiny przecierałam robiąc domową inspekcję psa od stóp do głów raz na miesiąc. Se dawał gmerać fszędzie, bo był przyzwyczajony. Jak mi się niecierpliwił, to żem go chwilę czesała i się luzował. Jak się coś działo weterynaryjnie, to przyzwyczajenie pomagało, a z uszami nic nigdy. Na naszą kleszczarnię też pomagało, w sezonie po każdym spacerze było na nim kilka, jak nie kilkanaście... Forek się w takich sprawach zachowuje jak waleczny dwulatek. W dodatku pamiętliwy bardzo. Kleszczy też broni jak niepodległości. :-)
                  Tym razem uff z kleszczami, tylko 2 przez tydzień, ale to chyba nie tylko napar z czystka na bandanę i najbardziej zagrożone odcinki, a przede wszystkim zmiany rolnicze. Okoliczną łąkę skosili, a obok posadzili winnicę jakąś pańską.
                • inna57 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 12:29
                  Z racją jak zawsze, czyli że każdy ma własną. Marinerowi oczywiście polecam aby oprócz własnych jednak bardzo wycinkowych obserwacji poczytał troszkę o behawioryzmie zwierząt a zwłaszcza psów. To temat nie tylko rzeka ale cały ocean.

                  Oczywiście pani dr Sumińska ma rację ale tylko prawie. Bez potrzeby najlepiej nikomu nie grzebać w uszach ale np. w moim przypadku jednak zaleciłaby specjalne zabiegi. Dostaliśmy kiedyś dalmatyńczyka z zabagnioną sprawą grzybicy uszu. Pies miał jedną zaletę w przeciwieństwie do Forresta uwielbiał wszystkie zabiegi przy nim wykonywane. W uszach zbierały mu się całe złogi czarnego, cuchnącego asfaltu. Co wrażliwszych przepraszam za drastyczność opisu. Coś z tym trzeba było zrobić bo pies wyraźnie cierpiał trzepiąc głową. Nasz weterynarz zarządził poważną kurację z codziennymi zabiegami przy uszach. Dostaliśmy specjalną łyżeczkę którą zbieraliśmy zewnętrzną warstwę "asfaltu" bez wciskania zawartości do kanału usznego. Po tym zabiegu zakraplaliśmy do uszu lekarstwo. Zabiegi te powtarzaliśmy przez dwa miesiące dwa razy, dziennie szczęśliwie z pełnym sukcesem co niezbyt często się udaje.
                  Dalmatyńczyk i jeszcze kilka innych psów które mieliśmy uwielbiały wszelkie przytulanki. Żaden pies nie lubi klepania po głowie. Żeby dowiedzieć się dlaczego polecam samemu poklepać się otwartą dłonią po głowie.
                  Trafił nam się jednak również oryginał, jamnik z autyzmem. Nie lubił wszelkich "dotykanek". Miał bardzo silne poczucie własności (przyznaję bez bicia to moja wina). Ale gdy u schyłku życia zapadł na cukrzycę insulinozależną to żeby zrobić mu zastrzyk trzeba było mikro "gada" zdrutować przed wstawieniem do specjalnego stojaczka żeby zrobić mu zupełnie bezbolesny podskórny zastrzyk z insuliny.
                  • damakier1 Re: Psy nie cierpią przytulania! 23.06.16, 12:49
                    Dostaliśmy specjalną łyżeczkę którą zbieraliśmy zewnętrzną warstwę "asfaltu" bez wciskania zawartości do kanału usznego. Po tym zabiegu zakraplaliśmy do uszu lekarstwo.

                    Czyli tak, jak za dr Sumińską napisałam: kiedy zdrowe nie ruszać, a kiedy chore zakraplać przepisane lekarstwo i niczym wewnątrz kanału słuchowego nie grzebać. Jednym słowem dr Sumińska ma rację nie prawie, a całkowicie. A ja razem z nią.
              • mu_ndek Re: Psy nie cierpią przytulania! 27.06.16, 00:55
                magdolot trafnie napisała


                Jest coś fascynującego w możliwości poznania zwierząt , podobnie jak z człowiekowatymi od razu wyczuwamy sympatię lub rezerwę.
                Szacunek i zainteresowanie jakie składamy własnej zwierzęcej ,,naturze,, odbija się na naszych przyjaźniach ze zwierzętami.

                Pies jest o tyle specyficzny, że zazwyczaj zna nas lepiej niż my jego a jeśli nie poznał od razu, to pozna delikatne zapachy które będzie kojarzył ze złością ,strachem czy zadowoleniem. (być może istnieją także inne emocjonalne kanały sygnałów) Mówią mu one (z całą gamą języków gestów/zachowań) prawie wszystko czego potrzebuje (nie ma innych sposobów i jest w tym dobry od wieków ,przyjmując nas , na dobre i złe)
                trafnie to napisałaś Magdo w locie. Ja też obruszam się na głupoty wypisywane ale one do głupków są adresowane.
                Szorstka męska przyjaźń może być adresowana do wojskowych, ale się na niej traci z obu stron. Bezceremonialne drapanie po futerku u nasady ogona , na pierwszej randce uważam raczej za mało eleganckie, charakterystyczne dla samczej nieporadności i zarozumialstwa (nie wyklucza to głębszego związku niemniej jednak coś się traci , coś co Ty zrozumiesz a wojskowi nie)
                Rzecz jasna wśród psów zdarzają się również wojskowi i tu proste dowództwo okresowo może się sprawdzić ale nie o to jednak chodzi, między nami zwierzętami.
                • magdolot Re: Psy nie cierpią przytulania! 30.06.16, 01:44
                  Strasznie fajnie, że można utrzymać taką więź i na pożyczki. Jesteśmy Forka drugi dom i ukochane ciocie. Fczoraj otrzymałam ogniste wybaczenie za gmeranie w uszach. Forek wylazł na balkon jak przypinałam rower, mię wydetektował i się ucieszył na całą ulicę tak strasznie, że leciałam po schodach żeby mu paść w obmięcia. I wychowałam psie dziecko, albo Mus je wychował. Moja starsza jest z psami za pan brat, ale Szaciek jest istnym lepem na psy.
                  Nie znam się ja na szorstkich męskich przyjaźniach, choć nad psem Buckiem łkałam rzęsistymi łzami. Jeno z drugiej ręki. Rozwaliła mnie historia kaukaza gangstera, co zwiał z Rosji, a jego pies postanowił się z tęsknoty zagłodzić. I dobre wzruszone małpy psa wydarły Putinu, w samolot wpakowały i zawiozły gangsteru na drugi koniec świata, żeby se nie umierał. Ale nie chciałabym być bohaterką tego opowiadania...
    • ploniekocica Re: Psy nie cierpią przytulania! 24.06.16, 14:35
      A mnie się wydaje ten problem (choć nie dyskusja na fzd) jałowym co do meritumu. Bo hug to nie do końca przytulanie to raz, a dwa żadne znane mi stworzenie ludzkie i nieludzkie nienawidzi być przytulane/ściskane w sposób gwałcący jego wolność osobistą oraz godność takowąż. Ani pies, ani kot, ani wąż, ani człowiek ze szczególnym uwzględnieniem dzieci, na których się też z upodobaniem owe gwałty wyczynia.

      Co do pobocznego tematu dyskusji, który wbrew pozorom wcale poboczny nie jest, czyli uszu i czyszczenia ich oraz wszelkich zabiegów okołopsich, to pies Bazyl pół haszczak pół terier, czyli organoleptycznie wilczarz średni grochowski, przytulać się do właścicieli swych uwielbia, ale na swoich zasadach. W przypadkach skrajnych laduje się leżącemu właścicielowi, jak jego kumpel kot rudy, na klatkę piersiową i z trudem go można stamtąd spędzić ( a ładunek 20 kilogramów kanciastych kości wcale nie jest przyjemny) , ale gdy napotkany człowiek usiłuje go pogłaskać odskakuje i czasami zaczyna nawet szczekać, co jest u niego objawem strachu. Zarówno my, jak i każdy wet może mu wsadzić rękę niemal do żołądka, zajrzeć w oczy, uszy, zakropić jedne i drugie, zrobić zastrzyk, zmierzyć temperaturę i co tam jeszcze trzeba do czasu aż się psu Bazylowi usiłuje ograniczyć ruchomość nóg - wtedy następuje kompletna histeria z kłapaniem zębami na oślep włącznie. Sceny dantejskie odbywały się więc w przypadku układania psa onegoż do prześwietlenia płuc oraz pobierania krwi z łapy przedniej.

      W przypadku psa Bazylego sprawdza się także w procentach 444 i pół wierszyk ten
      ? Psa zdefiniuję jednym słowem.
      Pies jest stworzeniem uczuciowem.
      Wiem też z doświadczeń - własnych, owszem,
      Pies mokry jest najuczuciowszem. ?
      Prawie codziennie chodzimy bowiem z psem Bazylkiem na psią łączkę, gdzie oddaje się on
      swawolom najrozmaitszym w towarzystwie swoich kumpli i kumpelek, a elementem tych swawoli jest zbiorowe lub indywidualne taplanie się w kanałku kamionkowskim, albo innych okolicznych błotach, a potem orgiastyczne przytulanie się do mamusi (często w towarzystwie innych równie mokrych stworzeń, a szczególnie jednego takiego goldena imieniem Jaskier, który jak to golden bardzo lubi wszystko przy ludziach.)
      W wyniku tego w zimie wracam ze psacerów w charakterze utytłanej błotem bezdomnej, a w lecie jestem po prostu całkowicie mokra mniej więcej do pasa od kłębiących sie wokół moich nóg ociekających śmierdzącą mazurami wodą stworzeń. Ubocznym skutkiem takiego przytulania bywa to, że kłębiące się przytulacze wywracają mnie na ziemię, albo w wersji bardziej drastycznej rozpędzone przytulacze wyhamowują na mojej rzepce - przy czym wówczas mój pies jest jak Makawity - on zawsze zdąży wykręcić, a to, że nasłał na mnie stado większych od siebie zazwyczaj rozpędzonych jak wielka pardubicka kolegów to przecież absolutnie nie jego wina, prawdaż?

      PS. Do Marinera - zdecydowanie częstszym jest, że yorki bywają alfami w domach swych niż rottweilery. Po pierwsze dlatego, że york wbrew wszelkim pozorom to charakterne bardzo teriery są, a po drugie rottweiler rządzący w domu kończy się najczęściej tragedią jakąś i właściciel dominującego psa tego typu musi w jakiś (niekoniecznie dobry sposób) ustalić tę hierarchię tak, aby nie zostać zjedzonym. Widziałam wiele sterroryzowanych przez małe pieski rodzin trwających w tym latami, natomiast większość przypadków, w którym właściciele dawali się zdominować dużemu agresywnemu psu kończył się tego psa oddaniem, albo jakimś innym nieszczęściem. Szczególnie w przypadku psów mieszkających w domach czy mieszkaniach, a nie w kojcach. Dlatego stosunkowo rzadko słyszy się o przypadkach pogryzienia przez psy w miastach czy w ogóle przez psy domowe, większość drastycznych pogryzień przez psy to przypadki dotyczące psów stróżujących, które wymknęły się z obejścia.
      • mariner4 Re: Psy nie cierpią przytulania! 24.06.16, 15:28
        Była moda na rotweilery. Hodowcy wręcz nie nadążali z "produkcją". Po pierwsze to nie jest rasa nadająca się na pierwszego psa. Moda się skończyła i ludzie zaczęli się ich pozbywać. Często trafiały już w ogóle niewłaściwe ręce. To też jest jedna z przyczyn pogryzień przez te psy.
        Te tzw agresywne rasy kupują faceci, celem przedłużenia sobie czegoś tam. Właściciel chce mieć groźnego psa i zamiast tłumić agresję, rozbudza ją. Znam kilka przykładów, kiedy pies groźnej rasy nie wykazywał żadnej agresji i był przyjacielski. Ale były to psy prawidłowo prowadzone. Amstafka sąsiadów była łagodna jak baranek.Tam gdzie kiedyś mieszkałem, przez kilka lat na podwórzu wolno biegający rotweiler był dosłownie ujeżdżany przez dzieciaki. Poza tym psy mają różne charaktery. Też są takie o naturze choleryka, sangwinika, melancholika, jak my.
        Ale pies to tylko pies. Znam wypadek, kiedy nie przejawiający żadnej agresji rotweiler pogryzł dzieciaki. Wszystko było pięknie, tylko nikt nie przewidział, że kiedyś psa ucięła w nos osa. Pies wpadł w szał i skończyło się to źle.
        Czytałem, że w USA najwięcej pogryzień na koncie mają labladory. Ciekawe.
        Po prostu jest to rasa bardzo popularna i liczna. Ponadto są uważane za psy łagodne i słusznie. Dlatego zwykle nie mają kagańców i chodzą luzem. Działa po prostu prawo statystyki. Nawet mniejszy niż w przypadku odsetek takich zdarzeń z racji ich ilości daje im to pierwszeństwo. Ale oczywiście zawsze jest to wina właścicieli.
        Co do yorków, to masz rację. Są zadziorne, jak wszystkie teriery.
        W zasadzie wszystkie psy to albo teriery, albo pinczery, albo szpice. No i krzyżówki.
        Agresywny york nie jest w stanie zrobić większej krzywdy, a agresja małych piesków często bywa spowodowana strachem.


        M.

      • inna57 Prośba 24.06.16, 15:30
        W przyszłości bardzo Cię proszę abyś na wstępie uprzedzała że będzie śmiesznie. Właśnie skończyłam czyścić monitor.

        Dziękuję za sporą dawkę śmiechu w tym niewesołym dniu.
      • ploniekocica Re: Psy nie cierpią przytulania! 24.06.16, 16:36
        i jeszcze jedno - zwierzaki przytulają się w naturze i to jak!
        Całymi stadami się przytulają
        Natomiast u bardzo wielu gatunków położenie głowy, albo łapy na kark oraz unieruchomienie to wyraz dominacji oraz agresji. Nic więc dziwnego, że psy na tych zdjęciach, co to niby miały być dowodem, że psy nie lubią przytulania, wyglądały na nieszczęśliwe. One po prostu w danym momencie zdominowane przez agresywnego właściciela się czuły, ot co. I to kompletnie bez powodu.


        Stajnia wytwarza konie
        Spółdzielnia "Ufność" cykorię
        Muzyk pisze symfonię
        Historyk pisze hi hi hi historię
    • iza.bella.iza Re: Psy nie cierpią przytulania! 25.06.16, 02:29
      Bzdura ponura! Dwa exempla na zaprzeczenie mogę podać ad hoc!
      Primo - mój ukochany, ś.p. Boxer nie proszony wcale, ale to wcale, pchał mi się do łoża i przytulał całym cielskiem od stup do głów - znaczy się jego do mej, w upał tyż!!!
      Secundo to dłuższa anegdota, a zatem się postaram się streścić i meritum nie zgubić. A było to tak - moja Przyjaciółka poprosiła mnie o opiekę nad swym żywym inwentarzem (dwa koty i pół-haski) na czas jej wakacji. Pierwsza noc, którą u niej spędziłam była upalna niemal tak samo, jak obecna. Obudziłam się zlana potem ok. 5 nad ranem. Do głowy przylegały mi dwa osierocone koty (w/g ich mniemania), a do nóg żywe psie futro wraz podszerstkiem. Była to najbardziej przytulna;) i zarazem najbardziej mokra ;) noc w moim dotychczasowym życiu.
      • mariner4 Re: Psy nie cierpią przytulania! 25.06.16, 09:50
        Ale psy lubią drapanie u nasady ogona. To jest miejsce, gdzie sam ni może się podrapać. Czasem usiłuje to zrobić zębami, ale to dosyć trudne. Jak tam drapałem mojego Cziko, to czasem "pedałował" tylną nogą. Każdego psa można tym kupić.
        M.
        • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Psy nie cierpią przytulania! 26.06.16, 19:44
          mariner4 napisał:

          > Ale psy lubią drapanie u nasady ogona. To jest miejsce, gdzie sam ni może się p
          > odrapać. Czasem usiłuje to zrobić zębami, ale to dosyć trudne. Jak tam drapałem
          > mojego Cziko, to czasem "pedałował" tylną nogą. Każdego psa można tym kupić.
          > M.
          ====
          one również uwielbiają podrapywanie między oczami - po górnej części noska. Tam również nie mogą samodzielnie podrapać się :-)
    • mariner4 Psy czasem zadziwiają. 26.06.16, 14:51
      Nie potrafię sobie wyjaśnić jednego zdarzenia.
      Długoletnia przyjaciółka odwiedziła nas w Szczecinie.
      Przyjechała z czarną spanielką, Dalmą, która była źle ułożona i nie grzeszyła psią inteligencją.
      Pies nigdy nie był u nas. Odebrałem ich na dworcu i zawiozłam na nasze osiedle.
      Dalma znała nas z wizyt u nich.
      Mój dom, 4 piętrowy blok w osiedlu kilku takich samych. Każdy ma 4 klatki schodowe.
      Ogromne podwórze, z boiskiem itp.
      Kiedy otworzyłem drzwi auta, Dalma pognała biegiem do właściwego wejścia.Akurat ktoś wchodził do domu. Suka skorzystała okazji, wbiegła i zrobiła raban pod moimi drzwiami!
      Nigdy u nas nie była. jak zlokalizowała właściwe mieszkanie?
      M.
      • eulalija Re: Psy czasem zadziwiają. 26.06.16, 17:03
        Najprostsze co przychodzi do głowy: po zapachu.
        Samochód pachnie.
        Chodnik do bloku też pachnie, może akurat nie było deszczu, silnego wiatru.
        Spaniele to psy myśliwskie.
        Albo cud.
        Ale na tym kompletnie się nie znam.
        • damakier1 Re: Psy czasem zadziwiają. 26.06.16, 20:02
          Albo przeczytała wizytówkę na drzwiach ;)
          • ploniekocica Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 00:13
            Dżipiesa miała w komórce, a co nie wolno jej:)
        • mariner4 Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 02:55
          OK. Węch. Ale pies węszy z nosem przy ziemi, A ona biegła!
          M.
          • inna57 Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 10:38
            Nosem przy ziemi to tylko w czasie tropienia.

          • scoutek Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 10:43
            Pies potrafi wyczuć ślad zapachu w powietrzu, nie musi to iść po ziemi samej, Marynarzu
            Takie ćwiczenia robłłam mojej Majce: chowałam jej smaka wysoko, nie szurałam nim po ziemi
            to samo z piłką czy czymkolwiek co miała znaleźć
            zawsze bez pudła szła po moim śladzie węsząc wysoko, a nie po ziemi
            a gdy to się jeszcze dobrze wytrenuje to potem są psy, które wyszukują żywych ludzi w zasypanych budynkach
            lub po zapachu ciuchów wyszukują konkretnych ludzi, zaginionych czy zagubionych
            • mariner4 Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 12:56
              Kiedyś na moim statku celnicy trenowali psa do wykrywania narkotyków.
              Włożyli do I ładowni próbkę (w części dziobowej statku) i poszli po psa.
              Marynarze przełożyli tą próbkę do ładowni przy rufie statku.
              Przyszli celnicy z labladorem. Celnicy wiedzieli, gdzie włożyli próbkę i szli na pewniaka. Pies skoczył w kierunku V ładowni, a celnicy zaczęli się z nim szarpać. Padały epitety w stylu "głupie bydlę" i inne. A my mieliśmy uciechę.\
              Kiedyś przyszli do mnie celnicy w USA z szkolonym spanielem. Pies natychmiast ruszył do mojego sejfu, gdzie między innymi trzymałem narkotyki z apteki okrętowej.
              Ale ja opisałem ogromne wietrzne podwórko.
              Ja wiem ,że mają nieporównywalnie lepszy węch od nas, ale i tak trudno mi to zrozumieć jak i to: Moja ciotka miała ratlerka. Przez jakiś czas, jako chłopak mieszkałem u niej. Była to starsza pani i do miasta wychodziła o różnych porach. I wracała o nieustalonych porach.
              I zawsze, pies dostawał szału radości ładny kawałek czasu przed wejściem ciotki do domu.
              Postanowiłem to sprawdzić. I pytałem ciotki skąd szła i czy z kimś na schodach nie rozmawiała? Nie, szła prosto do domu. Zmierzyłem czas przed oznakami radości ratlera i wejściem do domu.
              Z zegarkiem w ręku poszedłem w kierunku z którego przyszła, mniej więcej jej tempem. Były to 3 przecznice od naszego domu. Jak pies ją wyczuł?
              I tak było zawsze.
              M.
              • inna57 Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 14:09
                Psy i koty wiedzą takie rzeczy. W jaki sposób nie nam to rozumieć.

                W jaki spokojny przez miesiąc kot zaprzyjaźnionych sąsiadów był spokojnym kotkiem który przychodził do nas na wyżerkę, a gdy właściciele przekroczyli 50 km od Warszawy przybiegł do nas z totalną awanturą i zaganiał nas do jego domu tak jakbyśmy mieli jego rodzinę chlebem i solą na progu witać?

                W jaki sposób nasze psy gdy byłam w domu a Kolega M. w pracy dawały wyraźny zdecydowany sygnał kiedy należy "wstawić kartofelki" żeby były gotowe gdy tylko "pańcio" przekroczy próg? Godziny powrotu zawsze były nieokreślone a było to w czasach gdy nie było komórek wiec żaden z "piesów" nie mógł podsłuchać rozmowy.

                W jaki sposób jamnik z autyzmem na pół godziny przed powrotem pani z dalekiej i długiej podróży usiadł murem przed drzwiami i nie dał się sprzed drzwi ani prośbą, ani groźbą, ani też frykasem szczególnie uwielbianym odgonić? Czytał rozkład lotów?

                Takich opowieści każdy psiarz i kociarz zna setki.
              • estella50 Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 14:13
                W końcówce lat 40-tych ub. wieku moja mama podjęła studia w mieście uniwersyteckim kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnej wsi. Przyjeżdżała do rodziców po wałówkę (;-)) co kilka tygodni. Telefonu nie było, o internecie nikt nie słyszał, umyślny z pismem nie kursował, ale pies już dzień wcześniej wiedział, kiedy jego ukochana pani przyjeżdża! Kursował od okna do okna, do furtki, popiskiwał, merdał ogonem dając czytelny sygnał mojej babci, że czas szykować wałówkę na przyjazd córki - studentki.
                Pies był zwykłym wiejskim kundelkiem.
                • magdolot Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 16:34
                  U nas w domu się gdybania różne podsumowywało ufnym stwierdzeniem "pies powie". A te lękowe gdybania odsuwało nie mniej ufnym stwierdzeniem "przecież pies by powiedział!" :-)
          • scoutek Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 12:51
            Tu coś do poczytania na ten temat: psi węch
      • magdolot Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 15:46
        Długo nie potrafiłam sobie wyjaśnić jednego zdarzenia. Moją koleżankę haknął w twarz paskudnie pewien wypuszczany samopas z okolicznego bloku nibybokser. Zrelacjonowała mi to w formie - ten pies nienawidzi dojrzewających dziewczynek. Taką żem ftedy była i gdy do mnie podszedł na sztywnych samczych łapach spietrałam i potulnie dałam się haknąć w udo. Mój pies Tymoteusz tamtego psa równo dymał, a od momentu kiedy tamten mnie haknął, robił mu z dupy jesień średniowiecza, jak go tylko mógł dorwać. Tymoteusza przy tym zdarzeniu nie było. Skąd wiedział?!

        Rozumiałam, dlaczego Tim tępi dobermany płci męskiej, żadnemu nie przepuszcza. Kiedyś na Błoniach taki mnie straszył chlaniem warcząc na sztywnych łapach, a Tymoteusz zdążył zrobić mu kaszę z dupy i musi co zasadę prewencyjnego tępienia na fffszystkie takie dranie rozciągnął. Podobnie jak tępił czarne spaniele [wszystkim innym odpuszczał] odkąd mijaliśmy takiego na moście i tamten bez ostrzeżenia uchlał Tymoteusza w łapę.

        Na Musie zrozumiałam to i owo ze świata zapachowca. Świata nosem widzianego. Jak zmieniliśmy samochód i skończyły się lokomocyjne kłopoty. Przeszły jak ręką odjął. Czemu?! Odpowiedź znalazłam taką: bo Mus nie musiał już wsiadać do auta nasączonego zapachem jego własnego strachu [od szczenięcia] i ciągle nim na nowo nasączanego. Nawet ja, kurcza, czułam ten specyficzny zapach, tak był intensywny. A Musa musiał ogłuszać... Pożałowałam z rozpędu, że psa odebranego od mamy wsadziłam w samochód, bo może ten jego pierwszy strach był przyczyną błędnego koła zapachowych lęków? Pożałowałam, że go przez całą drogę nie tuliłam do łona zakutanego w szmatkę z zapachem jego mamy i rodzeństwa, tylko jak gupia w koszyku z tą szmatką trzymałam..

        A potem z rossspędu zrozumiałam Tymoteusza. Kiedy przyszłam do domu haknięta, zdenerwowana i przestraszona, on witając się ze mną NAJZWYCZAJNIEJ wyczuł zapach tamtego z moich spodni, z owego ugryzienia i PO PROSTU wiedział.
        I zrozumiałam lepiej straszenie i próby ataku na członków mojej rodziny przeprowadzane przez psy, które nie cierpiały Tymoteusza i były za cienkie w uszach żeby go złomotać. To nie chodziło o nas, tylko o zapach Tima.

        Wyszło mi w późnym dzieciństwie, że lepiej takie psy dominować na dystans, jeszcze zanim się zbliżą, niż próbować się z nimi przyjaźnić. Potrenowałam na mniejszych, a na deser pokazałam nibybokserowi gdzie jest jego miejsce i to ON zaczął mnie omijać szerokim łukiem. Zrobiłam to na dłuuugo zanim zrozumiałam, CO naprawdę te psy tak we mnie fffkurzało. Prawdopodobnie wtedy wyrosłam za szczenięctwa, bo nauczyłam się bywać alfą kiedy okoliczności tego wymagają. I w swoich własnych oczach i... zapewne w Tymoteuszowych, w oczach psa mojego dzieciństwa, co stracił status obrońcy szczeniaka ze stada. Cholerny nibybokser mnie zębami w hierarchii przesunął.
        • mariner4 Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 16:14
          Jako dziecko miałem kolegę. Mieli sukę, owczarka niemieckiego. Jego ojciec znalazł tego psa zaraz po wojnie, w marnym stanie. Zaopiekował się nią i doprowadził do zdrowia. Ja ją pamiętam już pod koniec jej życia.
          Suka była przyjazna i dobrze ułożona. Na początku ojciec kolego zauważył, że nie rozumiała komend. Jak je wydał pop niemiecku natychmiast zareagowała.
          Mieszkali pod Otwockiem i było OK. Ale zaczęły się początki jakiś tam przepisów. Pojechali z psem do Warszawy. Pies na smyczy, w kagańcu. W pewnym momencie suka rzuciła się z wściekłością na nieznajomego przechodnia. Ledwo ją opanowali. Okazało się, że napadnięty przechodzień był Żydem. Potem okazało się, że zawsze atakowała Żydów. Prawdopodobnie była psem szkolonym do tego w SS.
          Po latach jej to odeszło, ale Żydów nie lubiła do końca życia. Nie atakowała, ale nie dała się dotknąć.
          Negatywne zachowania psów, to zawsze wina ludzi.
          M.
          • scoutek Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 16:35
            > Negatywne zachowania psów, to zawsze wina ludzi.


            o!!
            Tak jest!
            Zawsze jest winien człowiek
            • inna57 Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 16:49
              To odpowiedzcie mi co było przyczyną tego że mój (od pewnego momentu, wcześniej u siostry) dalmatyńczyk, nienawidził organicznie obcych pań w futrach. W futrze mogłyśmy chodzić jedynie ja i siostra. Zimą musieliśmy go ostro pilnować żeby nie zdejmował futerek z grzbietów. Siostrze się raz przytrafiło. Zimowych gości rozbieraliśmy bez obecności pieseczka. Miał jeszcze jedną przypadłość nienawidził jak ktoś obcy dla psa wyciągał do mnie rękę, o innych czułościach nawet nie wspominając. Jako pamiętliwy piesek na niewolników ograniczał się wyłącznie do powalania "przeciwnika" bez żadnych uszczerbków i pilnowania do chwili gdy "właściciel" niewolnika podejmie decyzję co zrobić ze "zbiegiem".
          • gat45 Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 16:43
            A jak się zachowywał wobec mieszańców ? Zgodnie z ustawami norymberskimi ? Jeden żydowski dziadek /babka wystarczali ? W jakim rozcieńczeniu wyczuwał te tak charakterystyczne geny żydowskie ?

            Wybacz, Marinerze, ale chyba tym razem palnąłeś wyjątkową głupotę.
            • magdolot Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 19:19
              Też o tym rozmyślam sobie. Ruskie trolle na przykład rozpoznają hasbarę na necie po zapachu czosnku...
              Kiedyś na widok mocno starszej pani, przerażonej radośnie podbiegającym do niej szczenem goldenem, sobie ja gwałtownie pomyślałam, że pani należy do generacji podczas wojny mocno psami szczutej i że ma święte prawo żadnych psów nie lubić nigdy potem i jej szczena z drogi zdmuchnęłam mocno przepraszając.

              Do historyjki o psie-antysemicie chyba się jednak antropomorfizacja musiała zakraść cichcem i to potężna jakaś, bo gdyby esesmańskie psy tak Żydów bez pudła mogły rozpoznawać, dobry wygląd by się absolutnie na nic na okupacyjnej ulicy nie zdawał, ni fałszowana Kennkarta. Widać, nowy właściciel psa wierzył w nadludzkie cechy Niemców, że o rasistowskich teoriach nie wspomnę, w nie ciągle wierzy wielu. Bo to przecie nie była wiara w nadludzkie cechy psa! Stwierdzenie o tyle prawdopodobne, że pana w czasie wojny Niemcy także cokolwiek tresowali, choć może nie bezpośrednio.

              Przez moment myślałam o diecie, ale w krakowskiej Gminie [ortodoksyjnej!] był jeden tylko człowiek, który przez całą wojnę, nawet w obozie, zdołał utrzymać koszer i za to go podziwiano.

              Nie sądzę, aby w Auschwitz były inne psy a inne w Brzezince, jedne przypisane do terroryzowania Żydów i osobne do wszystkich innych nacji... A przypuszczenie, że je różnie szkolono jest już tak głupie, że na trzeźwo naprawdę trudno je wysunąć.

              Przedstawiono Ci, Marineru, tego psa w dzieciństwie z taką etykietką. Jak mnie nibyboksera z etykietką "nienawidzi dojrzewających dziewczynek" przedstawiono i blizną na szytej twarzy takiej właśnie dziewczynki... i na jakiś czas to łyknęłam. Ciebie nie ugryzł, więc Ty nic nie musiałeś robić z usłyszanym bzdetem. Ja do usłyszanego bzdeta musiałam chociaż sobie dorobić ciąg dalszy - a niech se nienawidzi, ale niech się sukinsyn trzyma ode mnie z daleka.

              To strach go ośmielił, nie pokwitająca dziefffczęcość, a mnie akurat ten strach zaindukowano pracowicie, DLATEGO mnie ugryzł. Miał pod nosem całą mą podstawówkę pokwitających dziewcząt i maaaasę wolnego czasu! Normalny pies suki nie zaatakuje. Wilk mojego pradziadka dorastając w ogródku przestał tolerować facetów i se moją dziadeczną ciotkę ukochał, pokwitające dzieffczę właśnie [czerwony kapturek] i musiała potem latać do ZOO mu klatkę sprzątać, bo obsłudze ZOO nie dawał wejść [jak się zrobiła afera, że w ogródku we środku miasta rośnie sobie wilk i wilka przenieśli]. A potem kropnęli go Niemcy razem z całym łódzkim ZOO, a zaraz potem pradziadka, ale z ciut innych względów. Dziadeczna ciotka przez całe życie miała w domu... tak, wilczury, bingo! Ale nie dorabiałabym do tego teorii, że jako substytut tatusia, choć na upartego można. Prędzej substytut wilka jej życia. Ale na serio ośmielę się stwierdzić jeno, że musi dobrze jej się kojarzyły. Powiem więcej, dopiero w tej chwili zrozumiałam, DLACZEGO ciotka zagustowała w wilczurach. Bo to, że ciotka zafffsze ma wilczury wiedziałam od urodzenia, historię o wilku usłyszałam kilka lat temu. :-)
            • mariner4 Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 02:31
              To jest prawda. Może sposób odżywiania i związany z tym zapach? Nie wiem.
              M.
              • magdolot Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 13:56
                To nieprawda. Przemyślałam także tę opcję uczciwie i jest bzdurna.
                Pasiasta piżama, o której pisała Kocica, trzyma się kupy. Twoja wersja- nie.
                "Możemy tylko domniemywać, że psy czują", zaś to że odpowiednio wytresowane potrafią odróżnić Żyda od Roma, Polaka, Rosjanina, Francuza i Niemca jest wg. Ciebie prawdopodobne?
                A JAK nowy pan suki sprawdzał żydostwo osobników na których pies się rzucał, że był go taki pewny? I skąd czerpał tę absolutną pewność, że ŻADNEMU Żydowi pies na ulicy nie przepuszczał?
                I co się dzieje kiedy będąc Żydem na tyle oczywistym, że pan pieska wie żeś nim jest i chcesz pogłaskać pieska i się dowiadujesz, że nienawidzi Żydów i może cię pogryźć? Chyba tracisz pewność i piesek to czuje, więc bzdet się cudownie potwierdza - piesek nie daje się dotknąć.

                Jedyne w miarę racjonalne wytłumaczenie tej wersji już podałam: polski pan pieska został podczas wojny na tyle wytresowany przez Niemców, że wierzył że są nadludźmi [szczególnie esesmani, nadludzie wśród nadludzi], zapewne wierzył także w rasistowskie teorie.

                Wielu w nie wierzy wciąż, bo są tak cudownym wykwitem naszej ksenofobii że ffffszystko wyjaśniają, choć nie trzymają się kupy. W nauce pojęcie rasy ludzkiej się przewartościowało na konstrukt kulturowy - czyli badziewie tego samego rodzaju co gender - coś co nam się kulturowo ubzdurało choć nie ma pokrycia w rzeczywistości. Jeżeli pies może wywęszyć konstrukt kulturowy swojego tresera, to ja chińską cysarzową jestem.

                Za Wiki [pl.wikipedia.org/wiki/Rasa_cz%C5%82owieka]:
                "Badania genetyczne ostatnich lat (projekt poznania ludzkiego genomu) nie wykazują, żeby pojęcie rasy (lub przynależności etnicznej) miało uzasadnienie genetyczne."
                • damakier1 Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 14:31
                  Naprawdę nie wydaje mi się, żeby ta kretyńska historyjka Marinera zasługiwała na wyjaśnianie, czy polemikę. Możliwe wytłumaczenie jest takie, że Mariner naiwnie kupił bzdurę wymyśloną przez znajomego, bo nie wydaje mi się możliwe, żeby sam to wymyślił.

                  Scoutek tym wpisem, że to zaczerpnięte z literatury i chodziło o piżamę potworne świństwo mi zrobiła, bo ja na pewno to czytałam i od wczoraj w głowę zachodzę, kto i w czym to napisał.
                  Powiadam Wam, starcza demencja nadzwyczaj ciężkim dopustem bożym jest!

                  A jak działa w praktyce takie wyszkolenie psa do atakowania każdego ubranego w jakiś konkretny ubiór można zobaczyć na każdym pokazie wyszkolenia psów obronnych.
                  Psy z zapałem atakują pozorantów i szarpią zajadle rękawy ochronne, chroniące ich ręce przed rozszarpaniem. Wszystko dobrze - sobie myślę - ale nawet gdybym tak wyszkoliła Wronkę, to jak przekonam bandziora, żeby założył taki rękaw zanim na mnie napadnie?
                  • gat45 Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 14:42
                    damakier1 napisała:

                    [...]
                    > Scoutek tym wpisem, że to zaczerpnięte z literatury i chodziło o piżamę potworn
                    > e świństwo mi zrobiła, bo ja na pewno to czytałam i od wczoraj w głowę zachodzę
                    > , kto i w czym to napisał.
                    [...]

                    To chyba Kocica, a nie Scoutek, ale nieważne, dopisuję się do związku pokrzywdzonych piżamą w paski. Obstawiam Półtawską "I boję się snów" albo któreś z opowiadań Anny Seghers. Albo coś zupełnie innego.
                    • damakier1 Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 14:47
                      No i widzisz, Gatu, jak strasznie mnie ta demencja starcza dopadła?
                      • scoutek Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 17:17
                        damakier1 napisała:

                        > No i widzisz, Gatu, jak strasznie mnie ta demencja starcza dopadła?
                        >

                        a już chciałam wrzeszczeć, że to nie ja
                        ;))
                  • mariner4 Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 14:52
                    Byłem wtedy małolatem i znam to z opowiadania ojca mojego kolegi.
                    M.
                  • magdolot Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 15:06
                    Nie. Na polemikę zasługuje wybiórcza racjonalność, którą wszyscy przejawiamy, choć lepiej widzimy cudzą. Szczególnie w kwestiach łykniętych bezkrytycznie za młodu i nigdy aktywnie nie przemyślanych. Dla mnie ćficzonko myślowe uprawiane publicznie z równoczesną obserwacją efektów, co także jest pouczające. Nie bój żaby, skończyłam. Bo sama sobie postawiłam ostateczny wykrzyknik nad "i" - nijak się nie da wywęszyć kulturowego konstruktu. Dopóki nie wprowadzą antropologii kulturowej dla psów mamy święty spokój. I, kurrrna, całe szczęście!

                    A z tym rękawem też zafffsze mnie męczyło, że bandzior go może nie mieć i ffffszystko stracone...
                • inna57 Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 14:45
                  Też uważam że cala sytuacja, faktycznie gdzieś opisana, jest wyłącznie "miejską legendą".

                  Jedynym racjonalnym wytłumaczeniem mogło być że osoba którą pies zaatakował miała za sobą traumatyczne, wojenne przeżycie. I w związku z tym na widok psa tej rasy sama się przestraszyła i zaczęła zachowywać się nieracjonalnie. Strach niestety ma bardzo konkretny zapach. U psa mógł wtedy wywołać atawistyczne wspomnienie i stąd atak. Ale to wyłącznie dywagacje bardziej skłaniam się do wersji miejskiej legendy. Przypisywanie konkretnej grupie etnicznej szczególnego zapachu osobniczego jest delikatnie mówiąc niesmaczne i brzydko pachnie rasizmem. Murzyn nie jest brudasem, żyd nie pachnie czosnkiem itd. itp.

                  Psy i owszem są pamiętliwe ale bez przesady. Szczególnie długą pamięć mają ponoć dobermany.

                  My ludzie dość często przypisujemy psom typowo ludzkie uczucia. Choć znam przypadek psa który poświęcił własne życie by ratować właścicielkę to jednak do końca nie mam pewności czy to "ratowanie" nie było ubocznym efektem tego że pies sam chciał uniknąć niebezpieczeństwa.
          • magdolot Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 17:33
            Kiedyś na bazie miałam faceta ze psem, którego znalazł w rowie potwornie zmasakrowanego przez jakiegoś sadystycznego skurwysyna, wytaszczył i wyleczył. Odtąd pies go pilnował zafffsze, a szczególnie w nocy. W nocy bez ostrzeżenia rzucał się na każdego, kogo uznał za skradającego się do jego pana. Instruowałam bazowiczów, że jak w nocy przechodzą obok tego gościa, to we własnym dobrze pojętym interesie mają hałasować - śpiewać, krzyczeć i tupać.
            To był najsprytniejszy cholerny złodziejski kundel jakiego w życiu widziałam. Zapierdzielił nam nawet 2 metry kiełbasy z metra, dla obsługi baz wydębianej skądś pozakartkowo, owiniętej poziomym wężem pod sufitem dużego wojskowego namiotu, choć nam się wydawało, że jej nie dosięgnie. Jak?! Nie wiem do dzisiaj. :-)
            • ploniekocica Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 22:23
              Ja te opowieść o niemieckiej suczce gdzies czytałam, spisaną w jakiejś literackiej formie chyba nawet, ale tam puenta dotyczyła pasiastej piżamy.
          • ave.duce Re: Psy czasem zadziwiają. 27.06.16, 20:30
            Moja suczka atakuje tylko psy kaczystów&co.!
            • gat45 Re: Psy czasem zadziwiają. 28.06.16, 07:23
              ave.duce napisała:

              > Moja suczka atakuje tylko psy kaczystów&co.!
              >

              To bardzo niesprawiedliwe. Co taki biedny pies winien, że ma takiego a nie innego pana.
              Naucz ją atakować psy o kaczystowskich poglądach. No i lepiej, żeby się nauczyła tolerancji wobec psów wyznających dowolną opcję polityczną, ale większych i silniejszych.
              • ave.duce Re: Psy czasem zadziwiają. 29.06.16, 07:49
                Oj, Gat. Psy to jak żony (wg Korwina-Mikkego).
    • malinaaaa_98 Re: Psy nie cierpią przytulania! 22.11.22, 05:17
      Wszystko zalezy od tego jak byly wychowane. Niektore psy nie rozumieja przytualania i czuja sie osaczone i najzwyczajniej w swiecie tego nie lubia.
      aczkolwiek moj Kokos sam czesto przychodzi do mnie sie przytulic i liże (co wedlug niego jest oznaka milosci) ale nie lubi jak sie go obejmie dluzej niz kilka sekund i sie probuje uwolnic z uscisku, wiec psy inaczej odbieraja te okazywanie przez nas uczuć.
      tutaj znalazlam fajny artykul: zoopedia.pl/czy-psy-potrafia-zrozumiec-przytulanie/

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka