ave.duce W tej knajpie ... "moje ulubione" 1 31.03.10, 07:44 Na bobranoc SOSNA Śniadanie dla szanownych gości (zieeeeeeeeeeew) WOLNOŚĆ > co to takiego? Zakładam FanKlub GosiU EdgarU > <<< STAJNIE >>> PODWÓRKO dla kwok > subwłasność Pani Belgijskiej > Antoine de Saint-Exupery Maly Ksiżę rozdział @! SŁUP OGŁOSZENIOWY :p Odpowiedz Link
ave.duce młodzi 06.04.10, 13:00 my bez serca młodzi a już starzy chcemy tylko tańczyć i milczeć życie szarpie nas jak kły wilcze lecz któż pozna to po naszej twarzy kochać pragnąć kłamstw odwieczna gama nasz słownik ich nie zawiera i po cóż mielibyśmy kłamać albo umierać Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Odpowiedz Link
ave.duce Piłem ... 25.04.10, 09:17 Piłem, kto mówi, że nie piłem. Butelkę wytrąbiłem, a przedtem dwie butelki. Czuję, kto mówi, że nie czuję, Łeb szumi i paruje, świat toczy się jak bąk. Whisky! Kto mówi, że nie whisky? l cóż, pijackie pyski, co teraz będziem pić? Rum będziemy pić szklankami, rum, Na jeszcze większy wir, na jeszcze większy szum, Rum będziemy pić, przeklęty rum, Aż przyjdzie świt i sen, śmiertelny kum. Koniak, a może by tak koniak, Bijący młotem w skroniach, pachnący, szczerozłoty. Złoty, i cóż to, że on złoty, Gdy kipi krew z tęsknoty, a w ziemi złota dość. Wino, tym winem rzeki płyną, Niech dzieci piją wino, od wina tylko splin. Gin będziemy pić, morderczy gin. Niech skały przerwie nam, niech płonie czarci syn. Gin będziemy pić, morderczy gin, Znam łotra, dobrze znam, od samych chrzcin. Jutro znów będzie źle i smutno, Znów zmierzchem w dal okrutną tęskniące spojrzą oczy. W dali znów zorza się zapali, A wtedy bracie nalej i pij przez całą noc. Whisky, a może by tak whisky, Znam bestię od kołyski, lecz niezły jest i rum. Rum będziemy pić, piekielny rum, A potem whisky znów na jeszcze większy szum. Gin, będziemy pili z rumem gin, A potem whisky znów i klinem klin. Zdr00Fko! :p Odpowiedz Link
ave.duce Zamiast wódkę pić... 19.01.12, 13:03 Skąd Ty wracasz taki blady, zarośnięty Czy naprawdę nie ma rady Na te kłamstwa i wykręty Znowu piłeś u Kucharzy Po 13 złoty 100 gram Znowu byłeś na konikach Znowu w oko ktoś Cię ograł Znowu byłeś u tej Pani Powiedz po co Czy to łatwo tak nadzieje Niezmienne swe tulić nocą Że byś wrócił po śniadaniu Ale skąd ta Pani biedna Tylko kłopot sprawiasz Pani A ja czekam sama jedna Zamiast wódkę pić Zamiast w karty grać Mógłbyś przecież pod Moim domem stać Zamiast w karty grać Zamiast wódkę pić Mógłbyś mówić wciąż Pragnę z Tobą być Nim zaczęła się na dobre Trzecia zwrotka Jak prząśniczka cichym głosem Zażądałeś kołowrotka Przędziesz przędzę, pijesz mleko I grzeczniejszy jesteś co dzień A ja żeby równowaga Zachowała się w przyrodzie Muszę wódkę pić Muszę w karty grać Mógłbyś przecież pod Moim oknem stać Muszę w karty grać Muszę wódkę pić Żeby z Tobą pod Jednym dachem żyć Agnieszka Osiecka Odpowiedz Link
kasia_od_smoka Re: Zamiast wódkę pić... 19.01.12, 23:45 Trzy grosze dziś musze: www.youtube.com/watch?v=XPFZ-GPG4Xs Odpowiedz Link
ave.duce Re: Zamiast wódkę pić... 20.01.12, 09:08 A tę wersję znasz? www.youtube.com/watch?v=XqjeUrB9QtU ps. słyszałam też wykonanie Leszka Łotockiego, wg mnie - najlepsze. Odpowiedz Link
kasia_od_smoka Re: Zamiast wódkę pić... 20.01.12, 20:56 Ano nie znałam, ani Łotockiego, ups, dzięki, podrzucam wódkę pod księżycem, prosit:) www.youtube.com/watch?v=GSUFSDjPuv8 Odpowiedz Link
kasia_od_smoka Re: Zamiast wódkę pić... 20.01.12, 21:21 E no, nie ten link wkleiłam, pod te obrazki miało być:) www.youtube.com/watch?v=ISAFYRWV9HY Odpowiedz Link
ave.duce Allegro ma non troppo... 16.05.10, 11:13 Jesteś piękne - mówię życiu - bujniej już nie można było, bardziej żabio i słowiczo, bardziej mrówczo i nasiennie. Staram się mu przypodobać, przypochlebić, patrzeć w oczy. Zawsze pierwsza mu się kłaniam z pokornym wyrazem twarzy. Zabiegam mu drogę z lewej, zabiegam mu drogę z prawej, i unoszę się w zachwycie, i upadam od podziwu. Jaki polny jest ten konik, jaka leśna ta jagoda - nigdy bym nie uwierzyła, gdybym się nie urodziła! Nie znajduję - mówię życiu - z czym mogłabym cię porównać. Nikt nie zrobił drugiej szyszki ani lepszej ani gorszej. Chwalę hojność, pomysłowość, zamaszystość i dokładność, i co jeszcze - i co dalej - czarodziejstwo, czarnoksięstwo. Byle tylko nie urazić, nie rozgniewać, nie rozpętać. Od dobrych stu tysiącleci nadskakuję uśmiechnięta. Szarpię życie za brzeg listka: przystanęło? dosłyszało? Czy na chwilę, choć raz jeden, dokąd idzie - zapomniało? Wisława Szymborska :p Odpowiedz Link
marguyu Re: Allegro ma non troppo... 23.05.10, 20:46 Przypadkiem znalazlam poetycki blog i juz zostalam. Zauroczyla mnie ta oszczedna w slowach poezja wracajaca im sens. Nie moge go skopiowac, podaje wiec link: uskok.bloog.pl/ Odpowiedz Link
ave.duce "Dobranoc Panowie" 10.07.10, 00:09 Już cienie się włóczą wśród jeżyn, wyglądają legendy spod pierzyn, już noc, już noc, już noc... Możesz zamknąć swój dzienny teatrzyk, nikt na ciebie nie patrzy, nie patrzy, już noc, już noc, już noc... Dobranoc panowie, dobranoc, obrączki na szczęście, pchły na noc, dobranoc panowie, dobranoc, ta noc niech wam pójdzie na zdrowie! Do pudełka poukładaj żołnierzy, przestań szarpać nerwowo kołnierzyk, już noc, już noc, już noc... Helikopter swój wstaw do garażu, zdrowej ręki już dziś nie bandażuj, już noc, już noc, już noc... Fotografia jak byłeś mały, i te panie, co cię całowały i historie jak grałbyś Hamleta, i ta jedna, jedyna kobieta! Dobranoc panowie, dobranoc, obrączki na szczęście, pchły na noc, dobranoc panowie, dobranoc, ta noc niech wam pójdzie na zdrowie! Udawanie się zacznie od jutra, a na razie odpłyńmy na kutrach, w tę noc, w tę noc, w tę noc... Jutro znowu się tobą zachwycę, zbudzisz we mnie kochankę i lwicę, a dziś, a dziś jest noc Dobranoc panowie, dobranoc, obrączki na szczęście, pchły na noc, dobranoc panowie, dobranoc, ta noc niech wam pójdzie na zdrowie! Kobiety waszego życia idą spać, nie trzeba ich kochać wcale, ale... nie trzeba, nie trzeba ich kochać wcale, ale, ale... Agnieszka Osiecka www.youtube.com/watch?v=NdcLEnR9ZN0&feature=related Odpowiedz Link
blind_as_a_bat Re: W tej knajpie każą płacić z góry 29.09.10, 00:37 Be Kind we are always asked to understand the other person's viewpoint no matter how out-dated foolish or obnoxious. one is asked to view their total error their life-waste with kindliness, especially if they are aged. but age is the total of our doing. they have aged badly because they have lived out of focus, they have refused to see. not their fault? whose fault? mine? I am asked to hide my viewpoint from them for fear of their fear. age is no crime but the shame of a deliberately wasted life among so many deliberately wasted lives is. Charles Bukowski Odpowiedz Link
blind_as_a_bat Re: W tej knajpie każą płacić z góry 09.10.10, 19:27 Zużyte Wszystko Zużyte wszystko, słów miazga nie cieknie I nie spowija grozy dawnych diabłów Oni się korzą przed wyplutą pestką, Tybald się boi Kainów i Ablów. W uściskach stonóg zaklęta pantera, Jej centki świecą różowe i dumne. Przez trawę pełznie cudowna hetera Miażdżąc swym brzuchem słowa zbyt rozumne... Witkacy Odpowiedz Link
trzecikot Re: W tej knajpie każą płacić z góry 25.10.10, 21:22 Diamond eyes That burn me and turn me to stone Crystalise And freeze me in clear monochrome Turn me to stone; do anything you want with me Turn me to stone; do anything you want Stereotomy We can make it together Do anything you want with me Do anything you want Scarlet minds Possess me and I feel no shame Silent knives Dissect me and I feel no pain Stereotomy We can make it together Do anything you want with me Do anything you want (...) APP Odpowiedz Link
ave.duce Re: W tej knajpie każą płacić z góry 31.10.10, 19:32 Dobre. www.youtube.com/watch?v=qksTlo_1Tpw Odpowiedz Link
czan-dra Re: W tej knajpie każą płacić z góry 31.10.10, 21:56 I saw the best minds of my generation destroyed by madness, starving hysterical naked, dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix, angelheaded hipsters burning for the ancient heavenly connection to the starry dynamo in the machinery of night, who poverty and tatters and hollow-eyed and high sat up smoking in the supernatural darkness of cold-water flats floating across the tops of cities contemplating jazz, who bared their brains to Heaven under the El and saw Mohammedan angels staggering on tenement roofs illuminated, who passed through universities with radiant eyes hallucinating Arkansas and Blake-light tragedy among the scholars of war, who were expelled from the academies for crazy & publishing obscene odes on the windows of the skull, who cowered in unshaven rooms in underwear, burning their money in wastebaskets and listening to the Terror through the wall, who got busted in their pubic beards returning through Laredo with a belt of marijuana for New York, who ate fire in paint hotels or drank turpentine in Paradise Alley, death, or purgatoried their torsos night after night with dreams, with drugs, with waking nightmares, alcohol and cock and endless balls, incomparable blind streets of shuddering cloud and lightning in the mind leaping towards poles of Canada & Paterson, illuminating all the motionless world of Time between, Peyote solidities of halls, backyard green tree cemetery dawns, wine drunkenness over the rooftops, storefront boroughs of teahead joyride neon blinking traffic light, sun and moon and tree vibrations in the roaring winter dusks of Brooklyn, ashcan rantings and kind king light of mind, who chained themselves to subways for the endless ride from Battery to holy Bronx on benzedrine until the noise of wheels and children brought them down shuddering mouth-wracked and battered bleak of brain all drained of brilliance in the drear light of Zoo, who sank all night in submarine light of Bickford's floated out and sat through the stale beer afternoon in desolate Fugazzi's, listening to the crack of doom on the hydrogen jukebox, who talked continuously seventy hours from park to pad to bar to Bellevue to museum to the Brooklyn Bridge, a lost batallion of platonic conversationalists jumping down the stoops off fire escapes off windowsills off Empire State out of the moon yacketayakking screaming vomiting whispering facts and memories and anecdotes and eyeball kicks and shocks of hospitals and jails and wars, whole intellects disgorged in total recall for seven days and nights with brilliant eyes, meat for the Synagogue cast on the pavement, who vanished into nowhere Zen New Jersey leaving a trail of ambiguous picture postcards of Atlantic City Hall, suffering Eastern sweats and Tangerian bone-grindings and migraines of China under junk-withdrawal in Newark's bleak furnished room, who wandered around and around at midnight in the railway yard wondering where to go, and went, leaving no broken hearts, who lit cigarettes in boxcars boxcars boxcars racketing through snow toward lonesome farms in grandfather night, who studied Plotinus Poe St John of the Cross telepathy and bop kabbalah because the universe instinctively vibrated at their feet in Kansas, who loned it through the streets of Idaho seeking visionary indian angels who were visionary indian angels, who thought they were only mad when Baltimore gleamed in supernatural ecstasy, who jumped in limousines with the Chinaman of Oklahoma on the impulse of winter midnight streetlight smalltown rain, who lounged hungry and lonesome through Houston seeking jazz or sex or soup, and followed the brilliant Spaniard to converse about America and Eternity, a hopeless task, and so took ship to Africa, who disappeared into the volcanoes of Mexico leaving nothing behind but the shadow of dungarees and the larva and ash of poetry scattered in fireplace Chicago, who reappeared on the West Coast investigating the FBI in beards and shorts with big pacifist eyes sexy in their dark skin passing out incomprehensible leaflets, who burned cigarette holes in their arms protesting the narcotic tobacco haze of Capitalism, who distributed Supercommunist pamphlets in Union Square weeping and undressing while the sirens of Los Alamos wailed them down, and wailed down Wall, and the Staten Island ferry also wailed, who broke down crying in white gymnasiums naked and trembling before the machinery of other skeletons, who bit detectives in the neck and shrieked with delight in policecars for committing no crime but their own wild cooking pederasty and intoxication, who howled on their knees in the subway and were dragged off the roof waving genitals and manuscripts, who let themselves be fucked in the ass by saintly motorcyclists, and screamed with joy, who blew and were blown by those human seraphim, the sailors, caresses of Atlantic and Caribbean love, who balled in the morning in the evenings in rosegardens and the grass of public parks and cemeteries scattering their semen freely to whomever come who may, who hiccuped endlessly trying to giggle but wound up with a sob behind a partition in a Turkish Bath when the blond & naked angel came to pierce them with a sword, who lost their loveboys to the three old shrews of fate the one eyed shrew of the heterosexual dollar the one eyed shrew that winks out of the womb and the one eyed shrew that does nothing but sit on her ass and snip the intellectual golden threads of the craftsman's loom, who copulated ecstatic and insatiate and fell off the bed, and continued along the floor and down the hall and ended fainting on the wall with a vision of ultimate cunt and come eluding the last gyzym of consciousness, who sweetened the snatches of a million girls trembling in the sunset, and were red eyed in the morning but were prepared to sweeten the snatch of the sunrise, flashing buttocks under barns and naked in the lake, who went out whoring through Colorado in myriad stolen night-cars, N.C., secret hero of these poems, cocksman and Adonis of Denver—joy to the memory of his innumerable lays of girls in empty lots & diner backyards, moviehouses' rickety rows, on mountaintops in caves or with gaunt waitresses in familiar roadside lonely petticoat upliftings & especially secret gas-station solipsisms of johns, & hometown alleys too, who faded out in vast sordid movies, were shifted in dreams, woke on a sudden Manhattan, and picked themselves up out of basements hungover with heartless Tokay and horrors of Third Avenue iron dreams & stumbled to unemployment offices, who walked all night with their shoes full of blood on the snowbank docks waiting for a door in the East River to open full of steamheat and opium, who created great suicidal dramas on the appartment cliff-banks of the Hudson under the wartime blue floodlight of the moon & their heads shall be crowned with laurel in oblivion, who ate the lamb stew of the imagination or digested the crab at the muddy bottom of the rivers of the Bowery, who wept at the romance of the streets with their pushcarts full of onions and bad music, who sat in boxes breathing in the darkness under the bridge, and rose up to build harpsichords in their lofts, who coughed on the sixth floor of Harlem crowned with flame under the tubercular sky surrounded by orange crates of theology, who scribbled all night rocking and rolling over lofty incantations which in the yellow morning were stanzas of gibberish, who cooked rotten animals lung heart feet tail borsht & tortillas dreaming of the pure vegetable kingdom, who plunged themselves under meat trucks looking for an egg, who threw their watches off the roof to cast their ballot for an Eternity outside of Time, & alarm clocks fell on their heads every day for the next decade, who cut their wris Odpowiedz Link
ave.duce W tej knajpie każą płacić z góry 10.11.10, 12:30 Расстрел Ах, ты жизнь моя зима, Колыма, Светит солнышко и сводит с ума, Я пожить еще, увы, не ус-пе-е-э-л, А меня уже ведут на расстрел. Конвоиру, как и мне двадцать лет, Он ведет меня, ведет на тот свет, Вспоминая жизнь шальную с-во-о-ю, Мне бы плакать, а я звонко пою. Мне бы плакать, а я звонко пою. О той ро-о-ще, где внимал соловью, О девчонке, что безумно лю-би-и-ил, Так любил, что за измену убил. Ты конвойный веришь в Бога, аль нет, Не легко мне умирать в двадцать лет, Перед смертью отпусти мне гре-хи-и-и, Отвечает конвоир мой, беги. Говорит мне конвоир мой, беги. Заметет следы метелка пурги, Спятил что ли ты от службы сол-да-а-ат, Отвечает конвоир я твой брат. Я близнец твой по несчастной любви, Так же пели в роще мне соловьи, Та девчонка, что дождаться кля-ла-а-ась, Вышла замуж за то-ва-а-рища, мразь. Мама Волга, а отец мой Байкал, Я бы братец далеко убежал, За Амур, за Ангару, за Ир-ты-и-ишь, Но куда ты от се-бя-а убе-жи-и-ишь. Я любя казнил дев-чо-о-онку свою, Я наз-на-чил ей свиданье в раю, Обещал ей, что приду в небе-са-а-а. А обманывать лю-би-и-мых нельзя. Михаил Гулько > dzięki Dystansowi_4 i Tytanyi :) Odpowiedz Link
trusiaa Re: W tej knajpie każą płacić z góry 02.02.11, 14:14 Przesłanie do Nadwrażliwych Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi bądźcie pozdrowieni. Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za wasz lęk przed absurdem istnienia i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego, za nieprzystosowanie do tego co jest a przystosowanie do tego co być powinno za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane ukryte w was. Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za waszą twórczość i ekstazę za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami. Bądźcie pozdrowieni za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane - (niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą po was) za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować że jesteście leczeni zamiast leczyć świat za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę za niezwykłość i samotność waszych dróg bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi. K.Dąbrowski (?) Odpowiedz Link
blind_as_a_bat Re: W tej knajpie każą płacić z góry 04.02.11, 01:11 Nigdy się nie spełniamy. Jesteśmy dwiema otchłaniami – studnią wpatrzoną w niebo. Fernando Pessoa Horizonte O mar anterior a nós, teus medos Tinham coral e praias e arvoredos. Desvendadas a noite e a cerração, As tormentas passadas e o mistério, Abria em flor o Longe, e o Sul sidério 'Splendia sobre as naus da iniciação. Linha severa da longínqua costa — Quando a nau se aproxima ergue-se a encosta Em árvores onde o Longe nada tinha; Mais perto, abre-se a terra em sons e cores: E, no desembarcar, há aves, flores, Onde era só, de longe a abstrata linha O sonho é ver as formas invisíveis Da distância imprecisa, e, com sensíveis Movimentos da esp'rança e da vontade, Buscar na linha fria do horizonte A árvore, a praia, a flor, a ave, a fonte — Os beijos merecidos da Verdade. Odpowiedz Link
trusiaa Re: W tej knajpie każą płacić z góry 15.02.11, 17:35 Jedyne co mam to złudzenia, Że mogę mieć własne pragnienia. Jedyne co mam, to złudzenia, Że mogę je mieć. Miałam siebie na własność, Ktoś zabrał mi prywatność. Co mam zrobić bez siebie, jak żyć Bez siebie, jak żyć. Miałam słowa własne, Ktoś stwierdził, że zbyt ciasne. Co mam zrobić bez słów, jak żyć Bez słów, jak żyć. Jedyne co mam... Miałam serce dla wszystkich, Ktoś klucz do niego wymyślił. Co mam zrobić bez serca, jak żyć Bez serca, jak żyć. Miałam myśli spokojne, Lecz ktoś wywołał w nich wojnę. Co mam zrobić teraz, jak żyć. Jak teraz żyć. Odpowiedz Link
ave.duce Re: W tej knajpie każą płacić z góry 10.02.11, 12:07 ...ładne... ps. Kazimierz Dąbrowski Odpowiedz Link
maniasza Re: W tej knajpie każą płacić z góry 08.05.11, 20:23 www.youtube.com/watch?v=s5DZVrsm23g Умирает птица певчая. За туманом скрылось небо. Кто теперь тебя разбудит Красной ягодой рябины? Осень дышит. Осень прячет В землю всё, что отболело Осень к птице примеряет Белоснежный саван плена Ну, давай, давай, родная, Попляши нам за оконцем! Две последних капли неба, Пять последних капель солнца По путям трамвайным скользким Пробегутся на рассвете И рябиновым помётом Там застынут капли эти Засыпает птица певчая. Клонит в сон тоска земная. Только там тебя и слышно, Где деревья обнимают Осень дышит. Осень знает. Всех гостей зовёт на вечер И дождями умывает Все твои цветы и свечи Ну а мы, как прежде, стая — Чемоданов слов в дорогу На прощанье собираем Для твоей прогулки к Богу Ну, давай, лети, родная! Там не скоро крылья сложишь Ты на жизнь теперь нас старше Мы — на смерть тебя моложе? Odpowiedz Link
ave.duce Spróbuj opiewać okaleczony świat 28.06.11, 07:37 Spróbuj opiewać okaleczony świat. Pamiętaj o długich dniach czerwca i o poziomkach, kroplach wina rosé. O pokrzywach, które metodycznie zarastały opuszczone domostwa wygnanych. Musisz opiewać okaleczony świat. Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty; jeden z nich miał przed sobą długą podróż, na inny czekała tylko słona nicość. Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd, słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali. Powinieneś opiewać okaleczony świat. Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem w białym pokoju i firanka poruszyła się. Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka. Jesienią zbierałeś żołędzie w parku a liście wirowały nad bliznami ziemi. Opiewaj okaleczony świat i szare piórko, zgubione przez drozda, i delikatne światło, które błądzi i znika i powraca. Adam Zagajewski Odpowiedz Link
witekjs Ze złości 30.06.11, 18:51 Ze złości Władysław Broniewski Kochałbym cię (psiakrew, cholera!), gdyby nie ta niepewność, gdyby nie to, że serce zżera złość, tęsknota i rzewność. Byłbym wierny jak ten pies Burek, chętnie sypiałbym na słomiance, ale ty masz taką naturę, że nie życzę żadnej kochance. Kochałbym cię (sto tysięcy diabłów), kochałbym (niech nagła krew zaleje!), ale na mnie coś takiego spadło, że już nie wiem, co się ze mną dzieje: z fotografią, jak kto głupi, się witam, z fotografią (psiakrew!) się liczę, pójdę spać i nie zasnę przed świtem, póki z grzechów się jej nie wyliczę, a te grzechy (psiakrew!) malutkie, więc (cholera) złości się grzesznik: że na przykład, wczoraj piłem wódkę lub że pani Iks - niekoniecznie. Cóż mi z tego (psiakrew!), żem wierny, taki, co to "ślady po stopach"?... Moja miła, minął październik, moja miła (psiakrew!), mija listopad. Moja miła, całe życie mija... Miła! Miła! - powtarzam ze szlochem... To mi życie daje, to zabija, że ja ciągle (psiakrew!) ciebie kocham. wiersze.doktorzy.pl/zlosci.htm Odpowiedz Link
ave.duce Re: W tej knajpie każą płacić z góry 19.07.11, 22:56 ... Your heart is as black as night ... Odpowiedz Link
trusiaa Jeśli jeszcze nie było... 20.07.11, 13:12 no, to ja przepraszam... (w imieniu Dupetka! ;) AVE Kiedy cię spotkam co ci powiem że byłaś światłem moim Bogiem że szmat już drogi przemierzyłem i byłaś wszędzie tam gdzie byłem odległą gwiazdą w sztolni nocy zachodem słońca snem proroczym przestrzenią serca której strzegłem jak oka w głowie dla tej jednej mądrej i pięknej ludzkim prawem ave Kiedy cię spotkam czy ukryję wszystkie kobiety których byłem pacjentem uczniem profesorem żal nie na miejscu i nie w porę jak mogło być a jak nie było że wszystko na nic tylko miłość na wieki wieków i że żaden człowiek nie był mi tak potrzebny ave Kiedy cię spotkam jak mam spojrzeć żebyś nie mogła w oczach dojrzeć starego głodu którym hojnie obdarowałem tyle spojrzeń blasku księżyca który każe od ścian odbijać się od marzeń do zjawy twej wyciągać ręce w śniegu pościeli pisać wiersze szkłem ryte skrycie tatuaże ave Mirosław Czyżykiewicz Odpowiedz Link
dzidzia_bojowa Miejcie nadzieję... 24.07.11, 09:59 Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera, Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno Przyszłych poświęceń w duszy bohatera. Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową, Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska, Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska. Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża, Lecz tę, co sama niezdobytym wałem Przeciwne losy stałością zwycięża. Przestańmy własną pieścić się boleścią, Przestańmy ciągłym lamentem się poić: Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystało w milczeniu się zbroić... Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość Adam Asnyk www.youtube.com/watch?v=3tOZvDO1iSk&feature=related Odpowiedz Link
witekjs Stolik w Czytelniku - artykuł red. J. Żakowskiego 11.08.11, 20:43 Nie wiem czy już wszyscy czytaliście doskonały artykuł red. J. Żakowskiego o słynnym stoliku w czytelniku. Myślę, że dla większości z bywalców FzD będzie on bardzo interesujący i warto, aby był tu wśród nas. Pozdrawiam. Witek wyborcza.pl/1,75402,10054974,Przy_stoliku_w_Czytelniku___cz__I.html Odpowiedz Link
ave.duce Nobel Literacki > Tomas Gösta Tranströmer 06.10.11, 13:48 Wieczór grudniowy – 72 A oto ja niewidzialny człowiek zatrudniony może przez jakąś wielką Pamięć by żyć właśnie teraz. No i mijam zamknięty na cztery spusty biały kościół w którym stoi świątek uśmiechnięty, bezradny, jakby mu odebrano okulary. Samotny. Wszystko inne jest teraz, teraz, teraz. Prawo ciążenia, które wtłacza nas w pracę za dnia i w łóżko nocą. Wojna. Tomas Gösta Tranströmer, przekład Leonard Neuger Odpowiedz Link
kasia_od_smoka Re: W tej knajpie każą płacić z góry 07.10.11, 22:33 Brodski/Czyżykiewicz: www.youtube.com/watch?v=i53jC_3kXy4-- smokasia.pl "Jest północ. Deszcz smaga szyby.Nie była północ. Nie padało" Odpowiedz Link
sclavus Stare 06.11.11, 20:07 ale jare i ... ku przestrodze: Samochwała w kącie stała i tak rok podsumowała : Zdolny jestem niesłychanie , Mam na świecie poważanie, W kraju -same osiągnięcia Dłuższe życie (od poczęcia ) Koalicja - wzór współpracy , Z Sejmu dumni są rodacy, Rząd najlepszy od półwiecza, Skupił sie na wielkich rzeczach. Kompetentni ministrowie, Każdy poseł - ideowiec, Z zasadami , jak husaria: Bóg, Ojczyzna, Honor(aria). Dla narodu becikowe, Nowy peron we Włoszczowie. Lepiej żyje się rodzinom (Jednej mamie i dwóm synom) Okno na świat - otworzone, Turystyka - w jedną stronę , Lepsza praca, wyższa płaca (zwłaszcza jeśli ktoś nie wraca). Gospodarka rozpędzona: Są mieszkania (trzy z miliona), Jest kilometr autostrady, Ład moralny i zasady. Politycznej wzrost kultury (Nurt plebejski przykład z góry), Nie ma WSI (choć jeszcze trochę, A zrobimy wszędzie wiochę). Cały naród żyje w zgodzie. IPN - I po narodzie. CBA - udane akcje , Super MEN - co rusz atrakcje . W szkołach nie ma juz Darwina, Będzie dryl i dyscyplina, Nie podskoczy żaden gieroj! Tolerancji nie ma ! Zero! Żadnych gejów, Ferdydurek, Jest amnestia i mundurek! Wolność słowa i pluralizm (Bo rządzących wolno chwalić). Jest religia na maturze, Wierny lud na Jasnej Górze. Nie rozumie tylko Unia : Rząd z Warszawy , czy z Torunia? Krótko mówiąc : rok udany! Tylko naród... do wymiany. Odpowiedz Link
ave.duce Ballada o księstwie Zaścianko 22.11.11, 17:32 www.youtube.com/watch?v=J65UFniNBus&feature=related Odpowiedz Link
trusiaa Jan Kaczmarek - Ta paranoja 13.12.11, 16:23 Ta paranoja jest twoja i moja a wariactwo to całe bogactwo, chlewik i żłobek to cel i dorobek, a może scheda bo piszcząca bieda! Kipi w nas zawiść, bulgocze nienawiść, choć niby z wierzchu - Francja elegancja, wnet inkwizycja niechybnie się zjawi, niosąc transparent: Wiwat tolerancja! la la la la la la la la la la la la la la la la la la! Nieuk po brudziu całuje się z kmiotem, złodziej z świętoszkiem podzielił się łupem, rozsądek leży zadźgany pod płotem, a gawiedź woła: O! Pijmy w trupa! I tak się miele plugastwo z miernotą albo ciemnogród jednoczy się z chamstwem zaś przyzwoitość miast powstać i ożyć coraz powszechniej z nimi cudzołoży! la la la la la la la la la la la la la la la la la la! Już moc truchleje, a świat z nas się śmieje zostaje z boku rodzinna Europa sąsiedzi widząc co tutaj się dzieje już pewnie myślą, by nam znów dokopać! I znów zostaną popioły i zgliszcza znów nowe rany i blizny głębokie jedna pociecha wciąż świta mi w myślach, że może jestem fałszywym prorokiem?... la la la la la la la la la la la la la la la la la la!... Odpowiedz Link
ave.duce Prowokator... 18.12.11, 16:31 w293.wrzuta.pl/audio/aQYxDizsCSs/babel_-_prowokator Odpowiedz Link
trusiaa Wojciech Młynarski, A wójta się nie bójta 06.01.12, 16:44 Jak głosi jedna z historycznych bujd, hen w średniowieczu żył niedobry bardzo wójt. Gnębił poddanych, mocną trzymał straż, z rzadka ku ludziom swoją złą obracał twarz. Leciały krnąbrne głowy; rach ciach ciach, aż w obejściach wójtowych zapanował blady strach. Trwałby ten strach po koniec wójta dni, aż osiedlił się w gminie jakiś facet z innej wsi, co wszystkim ludziom w krąg powtarzał tak: Ej, wy, wy, ludzie, wy, tych pogróżek nie kupujta i choć szaleje wójt, wy wójta się nie bójta! Ej, wy, wy ludzie, wy, se złym strachem głów nie trujta i choć zabija wójt, wy wójta się nie bójta! Ej, wy, wy, ludzie, wy, raz się w kupę wziąć spróbujta, niech wójt nie gnębi was, wy same zapanujta tu! Jak głosi jedna z średniowiecznych bujd, na białej brzozie czarną nocą dyndał wójt. Następcą został ten, co wzniecił bunt, a gdy już poczuł pod nogami mocny grunt, Znowu poleciały Głowy; rach-ciach-ciach, i w obejściach wójtowych nastał jeszcze większy strach, trwałby ten strach po koniec wójta dni, aż osiedlił się w gminie jakiś facet z innej wsi, co wszystkim ludziom w krąg powtarzał tak: Ej, wy, wy, ludzie, wy, tych pogróżek nie kupujta i choć szaleje wójt, wy wójta się nie bójta! Ej, wy, wy ludzie, wy, se złym strachem głów nie trujta i choć zabija wójt, wy wójta się nie bójta! Ej, wy, wy, ludzie, wy, raz się w kupę wziąć spróbujta, niech wójt nie gnębi was, wy same zapanujta tu! Taki z tej bujdy morał można brać, że nie wiadomo, kogo bardziej trza się bać, czy tego wójta, co na ludzi grzmi, czy tych facetów z całkiem innej wsi... Odpowiedz Link
trusiaa Podchodzą mnie wolne numery 12.01.12, 12:15 Podchodzą mnie wolne numery - slow-foxy, ale ubóstwiam! fara ra ra, ra fara ra ra ra... Ja wtedy zdejmuję Burberry - mam taki prochowiec z Pewexu, na kratce, mogę tańczyć, nucić do białego dnia - aha! Perkusja, ten baraban cały, to niech ledwo mnie szura zawsze, I nie big beatowo lubię, tak delikatnie dosyć - tak: ksz! I wtedy jest pełna kultura, I takich numerów proszę więcej pisać mi, panie kompozytorze, Gdy sobie piwko golnę z rana w barze "Smakosz", To słowa lubię wolne i tonację takoż - fara ra ra ra ra... Tak, zwłaszcza gdy piwko, piweńko gdy golnę I ten taki szmerek, ten szmerunio taki miły we mnie trwa - Podchodzą numery mnie wolne, Ale finezyjne dosyć, takie: fara ra ra ra, taki szkic jest: fara ra ra ra - jazz. Podchodzą... (nie wiem, czy pan tańczy czasami, pan przyzna: Damie na uszko w tańcu delikates - piękna sprawa; tylko tak: fa- ra- ra- ra....) I wtedy dłoń kobiety skłonny ująć jestem, I kocham ją, niestety, całym swym jestestwem! bo jestem: Ja jestem zasadniczo z tych mężczyzn, co wodzą, Znaczy na pokuszenie - w wolnym rytmie i bez gróźb - absolutnie, sama łagodność, Mnie wolne numery podchodzą, Lecz nie podchodzą ci co je płodzą - ci kompozytorzy ważni - serio do tych próśb - fara ra ra ra! Zawsze ich proszę: panowie, sunąć mnie po całości, przyjemne wolne numery, bo za szybko piszecie, barabanicie za bardzo i potem co się dzieje? Ja się pocę, panienka się mnie płoszy, no luzu troszkę, luzu... W. Młynarski Odpowiedz Link
kasia_od_smoka Re: W tej knajpie każą płacić z góry 20.01.12, 23:12 www.youtube.com/watch?v=dVlliDDZtQE Odpowiedz Link
ave.duce Jej i jego piosenka o miłości 26.02.12, 07:56 glamorous.wrzuta.pl/audio/4HXObllHKhi/dziun_-_jej_piosenka_o_milosci gonzo86.wrzuta.pl/audio/1YnyitMpC5V/banach_feat._gutek_-_jego_piosenka_o_milosci Odpowiedz Link