Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znalazłam

09.09.09, 14:35
Witam
Mam 27 lat i 3 dzieci (8 lat, 3 lata i 1 rok). Jestem po raz drugi w
związku małżeńskim. Najstarsze dziecko jest z pierwszego małżeństwa.
Drugie małżeństwo w sumie mam udane. Jest jeden szkopuł, który zburza
nasze więzi. Mianowicie od 2 lat mieszkamy z teściami. Czekamy na
przydział mieszkania komunalnego. I wszystko jakoś by się tam toczyło
gdyby nie to, że teściowa zachorowała na nowotwór. Jej stan jest już
bardzo ciężki. Jest pod opieką hospicjum domowego. No i tu zaczyna
się mój koszmar.
Teściowie są rodziną zastępczą dla 2 swoich wnuków. Matka męża przez
chorobę nie może się nimi zajmować, a ojciec męża też przez chorobę
ma problemy z alkoholem i też nie umie zająć się dziećmi. Dzieci w
tej chwili zaczęły naukę w 3 i 5 klasie podstawówki. Nie muszę chyba
dodawać, że wszystko spadło na mnie. Dzieci, dom i teściowa. Mąż
pracuje od rana do wieczora. A mój dzień wygląda tak:
Rano wyszykować 3 dzieci do szkoły a jedno do przedszkola. Najmłodsze
siedzi ze mną w domu. Odprowadzam ich do szkoły i przedszkola. Wracam
do domu sprzątam pobojowisko i zajmuję się teściową. Ugotuję obiad i
idę po dzieci do szkoły i przedszkola. Później w domu podaję obiad i
odrabiam z nimi lekcje. Kończę wieczorem. Szykuję ubrania na następny
dzień do szkoły, pakuję im plecaki i padam ze zmęczenia spać.
Cały czas jestem załamana i rozgoryczona. Wiecznie nie mam humoru.
Denerwuje mnie wszystko. Nawet płacz najmłodszego dziecka (które
teraz też mi płacze za plecami).
Problem mam największy z mężem, który cały czas wydaje mi tylko
polecenia. Jak dzwoni do mnie to pyta tylko o mamę. Nie interesuje go
co ja robiłam, co robiły dzieci....
Dzisiaj chciałam jechać i załatwić pewną sprawę. Od rana nie miałam
zbyt dobrego humoru ale zachowywałam się normalnie. Jak byłam w
drodze na przystanek zadzwonił mąż z pretensjami, że zostawiłam
teściową samą, bo teść się nią nie zajmie. Dodam tylko, że prawie w
ogóle nigdzie nie wychodzę bo siedzę w domu i się nią zajmuję. Do
tego powiedział mi, że mama się poskarżyła, że od rana chodziłam
nadęta. No i coś we mnie pękło. mam wrażenie, że teściowa specjalnie
próbuje nas ze sobą skłócić. Żal jej dupę ściska jak między nami jest
dobrze. No i na tym się skończyło, że po telefonie męża wróciłam do
domu z łzami w oczach. Z teściową nie chcę rozmawiać bo wiem, że się
z nią pokłócę. Teraz naprawdę siedzę nadęta i zamknięta w swoim
pokoju. Nie mam ochoty jej w niczym dzisiaj pomagać.
Czuję się jak posługaczka do zajmowania się dziećmi, prowadzenia
domu, zajmowania się teściową. Mój mąż traktuje to jak mój obowiązek.
A ja znowu uważam, że jest to tylko moja dobra wola. Mieszkamy w
osobnych pokojach. Moim obowiązkiem jest moje terytorium i moje
dzieci. Wielokrotnie usłyszałam wiele epitetów pod swoim adresem od
mojego męża jak teściowa się na mnie poskarżyła. Tylko ja wciąż nie
wiem na co bo wydaje mi się, że opieka nad teściową i jej dziećmi nie
jest moim obowiązkiem :(
Nie mam w ogóle czasu dla siebie. Zapomniałam już co to jest wyjść z
domu, pójść do kina czy fryzjera. Zapomniałam już jak wygląda
większość moich znajomych. Nie mówiąc już o tym, że jesteśmy 3 lata
po ślubie a traktujemy się jak najwięksi wrogowie. Nie raz usłyszałam
od męża: "Twoim obowiązkiem jest robienie tego wszystkiego bo ty tu
mieszkasz...". Ale ja owszem i robię. Uważam jednak, że nie jestem do
tego zobowiązana. I chciałabym choć trochę uznania ze strony męża a
nie tekstów w stylu: "Ty k.... jak nie zajmiesz się matką to wezmę
urlop z pracy albo się zwolnię i wtedy zobaczysz jak ci będzie fajnie
jak nie będziesz miała co do garnka włożyć". Ja wtedy mu odpowiadam,
że z miłą chęcią niech się zwalnia. Siedzi w domu z dziećmi i
teściową a ja pójdę do pracy i napewno zarobię tyle co i on!
Nie mam już siły. Czuję się jak szmata i popychadło...
    • kicia031 zobacz, co napisalas 09.09.09, 14:48
      małżeństwo w sumie mam udane

      traktujemy się jak najwięksi wrogowie. Nie raz usłyszałam
      > od męża: "Twoim obowiązkiem jest robienie tego wszystkiego bo ty
      tu
      > mieszkasz...". Ale ja owszem i robię. Uważam jednak, że nie jestem
      do
      > tego zobowiązana. I chciałabym choć trochę uznania ze strony męża
      a
      > nie tekstów w stylu: "Ty k.... jak nie zajmiesz się matką
      to wezmę
      > urlop z pracy albo się zwolnię i wtedy zobaczysz jak ci będzie
      fajnie
      > jak nie będziesz miała co do garnka włożyć".

      Ja bym radzila, zebys poszla do pracy. Bedziesz niezalezna. wiem, ze
      w tej sytuacji wydaje sie, ze to rada z kosmosu, ale na dluzsza
      mete, tylko to rozwiaze twoje problemy.

      I nie ludz sie,ze przydzial mieszkania zalatwi cokolwiek, nawet w
      watliwym przypadku, gdyby rzeczywiscie nastapil. kto zajmie sie
      tesciowa i jej wnukami - i tesciem, gdy wy sie wyprowadzicie? A gdy
      tesciowa odejdzie, kto bedzie sie zajmowal tesciem alkoholikiem, i
      wnukami? znowu ty, prawda?

      Musisz sie usamodzielnic finasowo, bo tylko wtedy mozesz zdecydowac,
      czy rzeczywiscie chcesz w tym tkwic! moze byloby warto, gdybys
      otrzymywala troche wdziecznosci i docenienia - ale tak?
    • marzeka1 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 15:46
      "mam wrażenie, że teściowa specjalnie
      próbuje nas ze sobą skłócić. Żal jej dupę ściska jak między nami jest
      dobrze" - kurczę, kobieto, twoja teściowa umiera, a ty z taka gadką, poza tym,
      żyjecie jak w kołchozie, stąd brak przestrzeni życiowej i każdy problem urasta
      do wielkiej rangi. Masz tylko 27 lat, a już 3 dzieci, jesteś niesamodzielna
      finansowo, spadło na ciebie za dużo obowiązków. Poza tym: oprócz swojej 3 masz
      na głowie umierającą teściową, teścia alkoholika i w sumie 2 dzieci, które są w
      rodzinie zastępczej- za dużo jak na tak młody wiek.
      • kicia031 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 15:57
        "mam wrażenie, że teściowa specjalnie
        > próbuje nas ze sobą skłócić. Żal jej dupę ściska jak między nami
        jest
        > dobrze" - kurczę, kobieto, twoja teściowa umiera, a ty z taka
        gadką,

        A czy umierajacy czlowiek jest zwolniony z zachowania elementarnej
        przyzwoitosci? czy ma prawo oczekiwac 100% podporzadkowania od
        synowej i szczuc na nia syna? czy nie powinna z zadaniami opieki
        zwrocic sie przede wszystkim do wlasnego meza?
        • marzeka1 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 16:05
          Nie, nie zwalnia, ale błąd w ich związku leży u podstaw- zamieszali z teściami,
          dziewczyna szybko się rozmnożyła, nie pracuje, mąż zasuwa na rodzinę i nie
          bardzo chyba docenia to, co robi zona. W domu mieszka łącznie 9 osób, brak
          intymności,możliwości odseparowania się. No kanał.
    • joanna35 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 15:48
      Jaka jest Twoja sytuacja poza tym, że nie pracujesz, masz jakąś
      rodzinę, kogoś na kogo możesz liczyć, kto w razie czego Ci pomoże?
      • realy22 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 16:25
        Teściowa zawsze na mnie szczuła i stąd moje wyobrażenie.
        Wiem, wielkim błędem było to, że zamieszkaliśmy z teściami (miało być
        tylko na chwilkę).
        Mąż mój jest w sumie dobrym człowiekiem. Rozumiem go w pewnym sensie
        bo umiera mu matka. Ale ja potrzebuję uznania z jego strony a nie
        wydawania poleceń.
        Pracowałam dopóki nie wpadłam z 3 dzieckiem. Na urlopie macierzyńskim
        skończyła mi się umowa i firma była bezwzględna :( Poza tym nie
        rozmnożyłam się tylko urodziłam dzieci :p Nie podoba mi się to
        określenie.
        Co do rodziny to nie za bardzo mam na kim polegać....
        Uwierzcie mi, że co raz częściej myślę o odejściu. Ale pracy nie mam,
        miejsca gdzie mogę się udać też nie za bardzo, szkoła i przedszkole
        mnie tutaj trzymają.
        A pójść do pracy ale jak? Żłobka nie mogę załatwić z powodu braku
        miejsc. Poza tym najmłodsze dziecko jest nieufne do obcych i w/g
        kompletnie by się nie nadawał :(
        • malopolll Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 16:59

          >A pójść do pracy ale jak? Żłobka nie mogę załatwić z powodu braku
          >miejsc. Poza tym najmłodsze dziecko jest nieufne do obcych i w/g
          >kompletnie by się nie nadawał :(

          Nie chcesz zmienić swojej sytuacji. Chciałaś się tylko pożalić. No to
          powodzenia w patologicznym związku.
          • realy22 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 17:13
            malopolll napisał:
            > Nie chcesz zmienić swojej sytuacji. Chciałaś się tylko pożalić. No
            to
            > powodzenia w patologicznym związku.

            Tak myślisz?
            Są pewne rzeczy których nie przeskoczę.
            1.Złobek w którym na miejsce czeka się 1,5 roku!
            2.Znaleźć pracę od 7-8 do 15-16
            3.Znaleźć pracę gdzie mnie nie zwolnią jak będę chodzić na zwolnienia
            lekarskie z powodu choroby dzieci :/
            • malopolll Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 17:34
              Sama z sobą masz te dzieci, prawda? Po co więc jesteś z facetem który
              nie zajmuje się własnymi dziećmi?
    • bas-122 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 16:37
      Nie napisałaś dokładnie w jakim stanie jest teściowa. Czy jest osobą leżącą,
      całkowicie niesprawna? Nowotwory są różne.Czy wychodząc za mąż, to przecież nie
      było dawno temu, wiedziałaś o dzieciach, o istnieniu rodziny zastępczej? Czy te
      dzieci nie mają innych cioć i ciotek, które mogłyby w jakiś sposób pomóc w ich
      wychowaniu i opiece? Czy np. Twój mąż nie mógłby przejąć na siebie odrabianie
      lekcji z dziećmi? Albo czy nie próbowaliście jakoś inaczej poukładać obowiązki
      domowe? Co na całą sytuację mówi kurator? O ile wiem rodziny zastępcze mają
      swojego kuratora.
      Rodziny zastępcze otrzymują sporą gotówkę. Kto decyduje o wykorzystaniu tych
      pieniędzy?
      • realy22 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 18:00
        bas-122 napisała:
        > Nie napisałaś dokładnie w jakim stanie jest teściowa. Czy jest
        osobą leżącą,
        > całkowicie niesprawna? Nowotwory są różne.Czy wychodząc za mąż, to
        przecież nie
        > było dawno temu, wiedziałaś o dzieciach, o istnieniu rodziny
        zastępczej? Czy te
        > dzieci nie mają innych cioć i ciotek, które mogłyby w jakiś sposób
        pomóc w ich
        > wychowaniu i opiece? Czy np. Twój mąż nie mógłby przejąć na siebie
        odrabianie
        > lekcji z dziećmi? Albo czy nie próbowaliście jakoś inaczej
        poukładać obowiązki
        > domowe? Co na całą sytuację mówi kurator? O ile wiem rodziny
        zastępcze mają
        > swojego kuratora.
        > Rodziny zastępcze otrzymują sporą gotówkę. Kto decyduje o
        wykorzystaniu tych
        > pieniędzy?
        Teściowa można powiedzieć, że jest w stanie agonalnym. W sumie jest
        już leżąca. Przerzuty nowotworu płuc ma do kości do kręgosłupa.
        Wiedziałam o rodzinie zastępczej ale jakoś przez myśl mi nie przeszła
        taka sytuacja :/
        Co do innych cioć itp to raczej nikt nie pomoże :/
        Mój mąż twierdzi, że ciężko pracuje i wraca do domu zmęczony po
        pracy. Jak ma dzień wolny to mi pomaga. A jak ma dzień pracujący to
        po pracy skupia się na matce.
        Kuratorka narazie nic nie mówi. Wie, że jak coś to my mamy się starać
        o rodzinę zastępczą dla dzieci. Ale teraz sama już nie wiem czy chcę.
        Taki był pierwotny zamysł.
        Co do gotówki to teściowie nią zażądzają, ale dostają dużo mniej niż
        przeciętna rodzina zastępcza :(
    • marianna72 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 17:21
      chyba nie pozostaje ci nic innego jak przetrwac ten trudny okres.
      Sama zajmowalam sie 2 lata temu umierajaca tesciowa i schorowanym
      tesciem ,rowniez mam trojke dzieci.Pamietam w jakim bylam dolku i
      jak wszyscy bylismy wymeczenia a przeciez nie bylam sama.Mielismy
      opiekunke byl brat meza i jego zona no i przede wszystkim nie
      mieszkalismy wszyscy na kupie.
      My po tym wszystkim , po smierci tesciow dlugo nie moglismy sie
      pozbierac jako para bo wyszly z nas rozne nieciekwae
      zachowania ,ktore w normalnych okolicznosciach pewnie by sie nie
      ujawnily, nie obylo sie bez psychologa.
      Trzymaj sie
    • marianka_marianka Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 17:34
      Twoje aktualne życie to koszmar. Niedoceniana, niesłuchana, zapracowana, wiecznie krytykowana itp Jesteś na prostej drodze żeby oszaleć. Współczuję Ci z całego serca. Przecież Ty kobieto nie masz chwili dla siebie...
      Przedzwoń do najbliższego Ośrodka Pomocy Społecznej, Ośrodka Interwencji Kryzysowej czy podobnej instytucji - nie daj się spławić i przedstaw sytuację tak jak zrobiłaś to w swoim poście.
      Jak najbardziej możesz opiekować się Teściową, ale na pewno nie przysposobionymi dziećmi i teściem alkoholikiem. Jeżeli Teściowa nie jest wydolna wychowawczo, nie może stanowić rodziny zastępczej. I gdzie te wszystkie służby tak chętne do odbierania dzieci matkom?
      Ktoś pytał, co z pieniędzmi?
      Czy Twój mąż rządzi też i tymi pieniędzmi? Nie dziwie się, że kategorycznie sprzeciwia się jakiejkolwiek zmianie. Twój mąż traktuje Cię jak robota wieloczynnościowego. Przykre, szczególnie w takiej sytuacji. Powinien Cię docenić i wesprzeć, to wszystko co robisz jest naprawdę ciężką pracą.
      I uważam, że trudne jest znalezienie opiekunki w sytuacji gdy nie ma się swojego przysłowiowego grosza przy duszy. Mąż wydziela kasę, a z czego zapłacić opiekunce? Musiałabyś dogadać się z ewentualnym pracodawcą, aby dał Ci zaliczkę na starcie co nie jest raczej praktykowane. Myślę, że warto rozejrzeć się za pracą - roczniak to już duże dziecko i świetnie da sobie radę nawet z obcą osobą - uwierz mi.
      Co do mieszkania, skoro macie dobre lokum, jesteście pewnie na szarym końcu takiej listy oczekujących. Nawet gdybyście cudem otrzymali ofertę, myślisz że mąż chętnie na to przystanie? Nie sądzę.
      W Twojej sytuacji najważniejsze byłoby znalezienie opieki nad teściową z Opieki lub prywatnie i szukanie pracy. Ewentualna opiekunka miałaby za zadanie zająć się Twoimi, a nie cudzymi dziećmi.
    • kozica111 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 17:57
      Słuchaj a co z przysposobionymi dziećmi jak teściowa odejdzie? myśleliście już o
      tym?
      • realy22 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 18:08
        kozica111 napisała:

        > Słuchaj a co z przysposobionymi dziećmi jak teściowa odejdzie?
        myśleliście już
        > o
        > tym?
        Pisałam już, że my mieliśmy no i w sumie mamy przejąć opiekę nad
        dziećmi. Ale ja już nie wiem czy chcę... A przede wszystkim dam radę :(
        • marzeka1 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 19:22
          Masz 27 lat, twoja 3 + 2 z rodziny zastępczej to daje 5 dzieci- chyba w życiu
          nie zgodziłabym się na taki układ, chyba że faktycznie za bycie rodziną
          zastępczą dostawałabym sensowne pieniądze, którymi mogłabym dysponować, bo jeśli
          praca z dziećmi, opieka, wszelkie obowiązki to ty, a kasa przypada dziadkowi,
          który ją przepije, to w życiu nie pisałabym się na taki układ.W sumie współczuję
          sytuacji, bo ja w tym wieku dopiero rodziłam pierwsze dziecko.
          Chyba zwyczajnie jesteś za młoda, by zostać matką aż 5 dzieci.
          • wolna.emocja Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 19:39
            Brrr aż mnie ciarki przeszły że Ty weżmiesz te dzieci /specjalnie piszę Ty bo z
            tego co piszesz twój mąż raczej nie brał by w tym udziału/
            kobieto życie masz tylko jedno i powiem dosadnie spie..lisz je sobie jak
            będziesz cicho siedzieć
            proponuję to abyś zostawiła męża z dziecmi, chorą matką i popijającym tatusiem
            na dwa dni a sama gdzieś wyjedz znadz niby dobry powód /możesz nakłamać że
            choroba w rodzinie czy coś takiego/ niech zobaczy co masz na codziń tylko nic
            nie gotuj nic nie przygotowuj itp
            a jak mąż będzie stawał okoniem to powiedz że jedziesz i koniec a 2 dni urlopu
            na pewno dostanie /nawet opiekę na dzieci weżmie/
            • kati1973 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 21:03
              super wspolczuje dzieciom, jak teściowa umrze, bo kto je weźmie...

              Oczywiście rozumiem, że to trudna decyzja, tak mi sie szkoda dzieci
              zrobilo....
              • triss_merigold6 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 21:15
                Teściowa i tak się nimi nie zajmuje. Teść też nie skoro pije. Dzieci
                mają rodziców i pan mąż nie ma prawa zmuszać pani, żeby jeszcze
                całodobowo opiekowała się dziecmi z jego rodziny. Bo nie oszukujmy
                się, cała opieka spadłaby na nią. Obrzydliwe. Miękkie serduszko
                powoduje wchodzenie w coraz większy kanał.
    • triss_merigold6 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 20:59
      Kanał. Krótko mówiąc w wiwku 27 lat masz na głowie 3 swoich dzieci,
      2 cudzych, umierającą teściową i teścia alkoholika. Od strony opieki
      dziewczyny Ci już napisały. Idź jak najszybciej do pracy i nigdy
      przenigdy nie zgadzaj się na stworzenie rodziny zastępczej dla
      dwójki dzieci z rodziny męża - bo nigdy do pracy nie pójdziesz a
      ukochany będzie Ci wyliczał każdy grosz.
      Fochy teściowej olać a mężowi w krótkich żołnierskich słowach
      wyjaśnić, że trudno być przeszczęśliwym żyjąc w kołchozie z takim
      cyrkiem.
      Teścia alkoholika olać, pije - jego problem.
      Kłanie się denne wychowanie dziewczynek do brania na siebie
      odpowiedzialności za wszystkich wkoło.
      • wolna.emocja Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 21:40
        i pod tym co napisała triss_merigold6 i ja się podpiszę
        zgadzam się w 100procentach
      • realy22 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 21:53
        Dzieci rodziców mają - alkoholików, którzy mają ograniczone prawa.
        Tak więc tak jak by nie mieli, bo w ogóle nimi się nie interesują.
        Nie mam serca oddawać ich do domu dziecka, ale też czuję, że nie dam
        sobie rady. Ciężko mi teraz i ciężko mi będzie po odejściu teściowej.
        Chociaż... myślę, że będzie zupełnie inaczej. Może trochę lżej. Bo
        póki teściowa jest to dzieci starają się robić ze mną co chcą. A jak
        ja im zwrócę uwagę czy krzyknę to dostaję opieprz od teściowej.
        Czasami są sytuacje, że najstarsze dziecko mówi, że wychodzi. Ja
        mówię, że nie bo już za późno. A ono do mnie: "Pytam się babci a nie
        cioci". Kurcze! A teściowa nic na to.... Najbardziej dobija mnie jak
        każe mi prasować im ubrania (swoim nie prasuję). Jak uważam, że
        trzeba to ok, prasuję. Ale jak coś jest takiego co prostuje się na
        ciele to po jaką cholerę dodawać sobie obowiązków. Zapisałam ich do
        domu kultury na ognisko młodzieżowe, bo wydaje mi się, że tak jest i
        im dobrze i mnie dużo łatwiej. Odrabiają tam lekcje i dostają
        posiłek. Przynajmniej lekcje mi odpadają. A jest to bardzo dużo. Ale
        teściowa za to patrzy na mnie wilkiem bo "biedne" dzieci poza domem
        siedzą. Ale one chcą. To była ich propozycja na którą ja się
        zgodziłam. Po co mają patrzeć na konającą teściową.
        Jak przejmiemy prawa do rodziny zastępczej to pieniążki będą dla nas
        nie dla teścia.
        Proponowałam teściowej aby już załatwić sprawę sądownie bo póki ona
        żyje i zrzeknie się dzieci to pójdzie łatwiej. Do tego będzie nowy
        wywiad i na nowo przyznana zapomoga z tytułu rodziny zastępczej.
        Domyślam się, że będzie więcej niż dostają teściowie bo my nie
        jesteśmy aż tak blisko z dziećmi spokrewnieni. A bliskie rodziny
        dostają znacznie mniej. No i do śmierci teściowej ona by miała te
        pieniążki i nimi dysponowała dla dzieci. A po jej śmierci już my.
        Tylko nie wiem czy to dobry pomysł.
        Co do teścia. Nie piszcie o nim tak źle. Jest dobrym człowiekiem
        tylko pogubił się w tym wszystkim - bardzo kocha swoją żonę. Jako
        jedyny pomaga mi w domu: zmywa, robi zakupy, pomaga mi w kuchni i jak
        trzeba przypilnuje maluchów.
        On sam poprostu pogubił się w tym wszystkim.
        • marzeka1 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 22:02
          Czytam, czytam i .... GDZIE ty jesteś w tym wszystkim???? Mamy jedno życie, nie
          musimy go spaprać,pozwalając sobą pomiatać, dając się wykorzystywać. Masz po
          śmierci teściowej zając się dziećmi, które ciebie nie słuchają, pewnie nie
          szanują, w imię czego???? Masz 3 własnych, które trzeba wychować. Serio:
          zwariowałabym tak żyjąc albo pewnego dnia wsiadła do "pociągu byle jakiego".
          • dorula114 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 23:18
            A ja nie do końca wierzę w szczere intencje autorki, bo sama gubi
            sie troche w zeznaniach.
            Pisze, że ma udane małżeństwo, za chwilę temu zaprzecza.
            Pisze, że teść jest alkocholikiem i nic nie robi, w końcu okazuje
            sie bardzo przydatny.
            Pisze,że będzie jej cięzko po smierci tesciowej, ale zaraz przelicza
            to na kasę i stwierdza, że będzie ok.
            Dziwi się, że umierająca tesciowa martwi sie o dzieci i tego już
            naprawdę nie rozumiem, no bez przesady, to chyba normalne, że
            wolałaby, żeby były z nią jak najczęsciej teraz, kiedy jej dni sa
            policzone.
            Mieszkanie z teściami zobowiązuje, niestety.
            To ich dom i oni w nim rządzą, teść pomaga autorce, ona tesciowi, a
            mąż, no, cóż... Nie zdajemy sobie niekiedy sprawy z tego, co
            przeżywają najblizsi umierających na raka...
            To chyba tyle.
            • realy22 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 09.09.09, 23:34
              Nigdzie nie napisałam, że nie pomaga.
              Napisałam, że nie umie się zająć dziećmi (czyt. odrobić lekcji,
              załatwić sprawy czy nawet przygotować ubrania do szkoły lub
              wyprasować) :/
              A co do kasy to ja nie zaczęłam tego tematu, jak byś nie zauważyła
              zrobiły to inne foremki. Dla mnie pieniądze są tutaj na ostatnim
              planie. Nieistotne...
              I smutne jest to co piszesz.
              Dzieci jak są w domu to po 1 męczą teściową a po 2 jest mi ciężej bo
              mam więcej obowiązków. I chodzi mi o to, że ona tego nie rozumie.
              Poza tym wolę aby były w świetlicy niż szlajały się po podwórku co
              robią prawie cały dzień.
            • joanna35 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 10.09.09, 00:05
              Nie zdajemy sobie niekiedy sprawy z tego, co
              > przeżywają najblizsi umierających na raka...
              > To chyba tyle.
              I to ma usprawiedliwiać przerzucanie odpowiedzialności na barki
              współmałżonka? Bardzo jestem ciekawa czy gdyby sytuacja była odrotna
              pan mąz też poczuwałby się do takiego zaangażowania. Nie znam
              faceta , ale na 99,9% jestem pewna, że NIE. I żeby nie było - moja
              matka zmarła na raka i nikt z tego tytułu nie głaskał mnie po
              główce, a wręcz przeciwnie i ojciec i brat przerzucili na mnie ile
              sie dało czyli wszystko.Kłania się wychowywanie córek na służące.
              • dorula114 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 10.09.09, 16:51
                >Mój mąż twierdzi, że ciężko pracuje i wraca do domu zmęczony po
                >pracy. Jak ma dzień wolny to mi pomaga. A jak ma dzień pracujący to
                >po pracy skupia się na matce.
                To jest głaskanie po główce????????
                Gromy z jasnego nieba poleciały na męża, pytanie, czy słusznie...
                • joanna35 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 24.09.09, 11:05
                  "Wielokrotnie usłyszałam wiele epitetów pod swoim adresem od
                  mojego męża jak teściowa się na mnie poskarżyła. Nie raz usłyszałam
                  od męża: "Twoim obowiązkiem jest robienie tego wszystkiego bo ty tu
                  mieszkasz...". I chciałabym choć trochę uznania ze strony męża a
                  nie tekstów w stylu: "Ty k.... jak nie zajmiesz się matką to wezmę
                  urlop z pracy albo się zwolnię i wtedy zobaczysz jak ci będzie
                  fajnie
                  jak nie będziesz miała co do garnka włożyć".
                  Biedny, biedny misiu...tak bardzo sie stara kombinując jak tu
                  dziewczynie dołożyć jeszcze więcej obowiazków, a my go tak nie
                  doceniamy;-)
    • bas-122 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 10.09.09, 05:17
      "A co do kasy to ja nie zaczęłam tego tematu, jak byś nie zauważyła
      zrobiły to inne foremki. Dla mnie pieniądze są tutaj na ostatnim
      planie. Nieistotne..." No, mocno się z tym nie zgadzam. Nasz świat jednak w
      pewnym sensie opiera się na pieniądzach. A i mam wrażenie, że w Twoim przypadku,
      fakt dysponowania przez Ciebie pieniędzmi może odegrać istotną rolę w
      zorganizowaniu opieki nad dziećmi i teściowa.
      Na Twoim miejscu, spróbowałabym najpierw w jakimś sensie, uporządkować,
      wyklarować sprawy wokół Ciebie.
      Na Twoim miejscu dążyłabym do przeniesienia praw rodziny zastępczej z teściów na
      Was. Możliwe, że przyniesie to większe pieniądze. Będziecie je mogli wykorzystać
      na zapewnienie dzieciom /tej dwójce przynajmniej/ lepszych warunków, dodatkowych
      zajęć, moze korepetycji, odciążą Cię od odrabiania z nimi lekcji. Ale przede
      wszystkim jasno określą Twoja rolę. Skończy się mówienie "Do babci mówię a nie
      cioci". Jako opiekunowie prawni będziecie mieli decydujący głos w sprawach tych
      dzieci i zniknie takie rozdwojenie: ciężko chora babcia rządzi, a ciocia robi.
      Myślę, ze to może być istotne dla kształtowania relacji rodzinnych, stabilności
      psychicznej tych dzieci. A i teściowa powinna być zadowolona, że uporządkuje
      sprawy rodzinne.
      Spróbowałabym również, znaleźć jeszcze jakąś dodatkową formę opieki nad
      teściową, prócz hospicjum domowego. Może jakiś wolontariat?
      No i oczywiście szczera rozmowa z mężem, o tym co Cie boli. Czujesz się
      niedoceniana przez niego, ale może i Ty zapominasz w tym codziennym pędzie, że i
      on pragnie być doceniony. Być może oboje czujecie się jak trybiki gnającej
      gdzieś maszyny. Może oboje potrzebujecie chwili by złapać oddech, znów być ze
      sobą i dla siebie? Może warto wygospodarować 2-3 godziny dla Was /Ciebie i
      męża/? Nawet jeśli to ma być sporadyczne.


      Zastanów się także, czy dzieci nie mogą być bardziej samodzielne."Rano
      wyszykować 3 dzieci do szkoły a jedno do przedszkola. Najmłodsze
      > siedzi ze mną w domu. Odprowadzam ich do szkoły i przedszkola. "

      "Szykuję ubrania na następny
      > dzień do szkoły, pakuję im plecaki "
      Czy nie należy, przynajmniej od tych starszych czegoś więcej wymagać?
      • bas-122 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 10.09.09, 06:21
        "Spróbowałabym również, znaleźć jeszcze jakąś dodatkową formę opieki nad
        teściową, prócz hospicjum domowego. Może jakiś wolontariat? " Przyszło mi do
        głowy, że w ramach wolontariatu , również ktoś mógłby odprowadzać dzieci do
        szkoły. Z drugiej jednak strony powierzać małe dzieci jakiemuś młodemu
        człowiekowi...No, nie bardzo. Ale może sąsiedzki układ. Raz Ty zaprowadzasz
        dzieci swoje i sąsiadki, oczywiście jeśli chodzą do tej samej szkoły. To znów
        ona prowadzi swoje i Twoje. Tego rodzaju sąsiedzkie przysługi bywają bardzo pomocne.

        Została jeszcze sprawa teściowej. Jej sytuacja jest najgorsza. Matka, żona,
        babcia i tak okrutna choroba, która wszystko odbiera i od wszystkiego odsuwa.
        Zostawiona ze swoim strachem. Ty zajęta, zabiegana. Syn ciągle w pracy. Mąż
        bezradny.
        Jest Ci ciężko, ale Ty w chwili jakiegoś ostrego kryzysu, możesz rzucić to
        wszystko i uciec. Ona od tego wszystkiego uciec nie może. Chciałaby być jeszcze
        komuś potrzebna, liczyć się w tej rodzinie, mieć na coś wpływ. Może postaraj się
        o trochę zrozumienia, akceptacji i większej życzliwości. Może warto stworzyć
        sytuację, kiedy /o ile będzie się czuła na siłach/ poopowiada starszym dzieciom
        anegdoty rodzinne, o rodzinie, czy porozmawia na temat ich szkoły? Może warto w
        niektórych sprawach jej decydować, albo się radzić. Niech ma świadomość, że jest
        kochana, szanowana. Może zmiana, choćby niewielka, Twojego stosunku do teściowej
        zmieni także relacje między Tobą i mężem, poprawi całą atmosferę?
        Z tego co piszesz, wynika, ze Twoja rola jest nie tylko trudna , ale i bardzo
        ważna. Wbrew pozorom, bardzo dużo możesz. Musisz na wszystko patrzeć, nie przez
        pryzmat emocji, ale raczej trzeźwo, tak na chłodno. Swoja postawą możesz zyskać
        u wszystkich wielki autorytet. Miej i to na uwadze. Ja, życzę Ci wytrwałości i siły.
    • amb25 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 10.09.09, 10:02
      Witaj
      Wiem, ze jest Ci bardzo Ciezko, ina razie niewiele mozesz zrobic,
      zeby zmienic cala sytuacje.
      Podziwiam Cie, ze chcesz majac trojke swoich dzieci objac rodzina
      zastepcza jeszcze dwojke. Gdyby takich ludzi jak ty bylo wiecej,
      moze mniej byloby bezpanskich dzieci.
      Mysle, ze dla tych obcych dzieci jest ogromnym stresem cala ta
      sytuacja. I wierze, ze moga zachowywac sie okropnie. Czy
      rozmawialiscie z nimi na temat smierci Tesciowej (bo niestety umrze)
      i tego co dalej z nimi?
      Zeby bylo Ci latwiej - moze mozesz wlaczyc dzieci (swoje i te obce)
      w obwiazki domowe? Uwazam, ze niektore (8-latka, oraz te starsze z
      3klasy i 5) sa na tyle duze, ze moga Ci w niekotrych czynnosciach
      pomagac. Wrecz wg mnie nienormalne, jesli niepomagaja. Czhyba
      walczylabym o to nawet kosztem klotni z Tesciowa i uswiadomieniu
      dzieciom, ze one tez tu mieszkaja wiec poza nauka tez maja inne
      obowiazki, jak kazde inne dziecko (obojetnie przysposobione czy nie).
      Mieszkam za granica jakies 1500 km od tesciowej, ktora tez zmarla
      na raka. Moj maz zachowywal sie podobnie od momentu gdy dowiedzial
      sie, ze ona na pewno umrze, bo ma przezuty. Jakies pol roku po jej
      smierci dostal ciezkiej depresji i nie obylo sie bez psychaitry i
      psychoterapi. Po prostu w ten sposob reagowal na to, ze nie moze
      pomoc tesciowej i czul sie winny, ze ona umiera. Choc to nie byla
      jego wina, bo miala raka. (opieke dobra w postaci drugiego syna tez
      miala, wsparcie znajomych itp).
      Generalnie agonia tesciowej byla dla nas ciezkim okresem, choc
      mieszkamy daleko.
      • zewelinal Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 10.09.09, 10:13
        powiedz dziewczyno po co ty wlasciwie zalozylasz tego
        posta?????????????
        bo z twoich wypowiedzi napewno nie po to zeby uzyskac pomoc i
        wsparcie, a chyba po to zeby ktos ci przytaknal ze dobrze robisz ze
        zyjesz w chorym ukladzie
        czego ty wlasciwie chcesz? uzysklalas tyle cennych rad, a ty nic,
        najpierw sie zalisz a potem bronisz calej rodziny wiec po co to
        wszystko?
        i takie male ale mam, z twoim czasem nie jest jednak najgorzej skoro
        masz czas siedziec na necie !
        • bas-122 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 10.09.09, 16:34
          Możliwe, że realy22 ma/miała zwyczajny kryzys, jakąś chwilę zwątpienia.
          Każdy z nas jakiś kryzys przechodzi. Może faktycznie potrzebowała się wygadać
          /mąż ciągle w pracy, teściowa chora,z teściem też raczej nie porozmawiasz/. Może
          Oni wszyscy mieli jakiś gorszy okres.
          Uważam, że jako osoba, która weszła w rodzinę swojego męża, podejmując się
          opieki nad dwójką dzieci cudzych i ciężko chorą teściową w jakimś sensie
          postąpiła bardzo odważnie, by nie rzec ryzykownie. Możliwe, ze została
          postawiona przed faktami, na które nie miała wpływu.Powstaje jednak pytanie: Ile
          osób na to stać?
          Moi Teściowie to starsi ludzie. Kiedyś zastanawiałam się nad tym ile
          potrafiłabym z siebie Im dać w razie choroby. Nie potrafiłam sobie sama nawet
          odpowiedzieć na to pytanie. A tu dziewczyna wchodzi w rodzinę i podejmuje się
          obowiązków za dwie, a może i trzy osoby. Podziwiam. Dosłownie, podziwiam. Nie
          wiem, czy mnie na to by było stać...
          • marianna72 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 10.09.09, 17:55
            Tez mi sie wydaje ,ze autorka watku potrzebowala raczej podtrzymania
            na duchu ,dobrego slowe wlasnie tego czego brakuje jej od meza i od
            rodziny. Takiego "super sobie radzisz"
            Bo raczej w obecnej sytuacji nie mozna doprowadzic do
            zmiany .Przeciez nie porzuci wszystkiego nie zostawi umierajacej
            tesciwoej czy dzieci .Jedynie od meza mozna bardziej oczekiwac
            szacunku i innej postawy.

            I jeszcze jedno maz nie ma innego rodzenstwa czy moze rodzenstwo
            tesciowej ktos to by wam pomogl w opiece czy nawet posiedzeniu przy
            tesciowej.

            Pamietam ,ze my moglismy liczyc na siostry mojej tesciowej kiedy ta
            byla umierajaca. Pod koniec ,kiedy trzeba bylo zostawac nawet w nocy
            one w ciagu tygodnia rozlozyly to miedzy siebie ,zeby moj maz i jego
            brat mogli spokojnie isc do pracy
    • cruzbos Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 10.09.09, 19:48
      Witaj,
      podziwiam Cię za to, co robisz, to bardzo dużo dla jednej osoby.

      I przede wszystkim: nie Ty nie radzisz sobie z sytuacją, tylko Wy,
      czyli Ty i Twój mąż, bo Wy przejęliście odpowiedzialność za teściów
      i ich podopiecznych (a raczej zmusił Was do tego los). Pamiętaj, że
      choroba teściowej i wszystko, co się z nią wiąże nie stało się Tobie
      na złość, po prostu tak jest i nikt z Was nie miał na to wpływu
      (przecież teściowa nie zachorowała specjalnie, żeby zniszczyć Ci
      życie).

      Myślę, że w Twojej sytuacji najważniejsza jest szczera rozmowa z
      mężem (bez świadków, co może być trudne) o tym, czego Ty od niego
      oczekujesz. I przede wszystkim w ogóle uświadomienie mężowi, że
      sytuacja, w jakiej znajduje się Wasza rodzina zaskoczyła Was
      wszystkich (bo choroby teściowej i związanych z nią konsekwencji nie
      mogliście przewidzieć) i jest bardzo trudna dla Was wszystkich:
      Twojej teściowej, teścia, ich przysposobionych wnuków, Waszych
      dzieci, dla Niego i dla Ciebie też (mam wrażenie, że Twój mąż nie
      chce się przyznać przed samym sobą, że sytuacja Was przerosła i Jego
      też). Musicie trzymać się razem, być dla siebie oparciem.

      Musisz powiedzieć mężowi, że oczekujesz szacunku dla wykonywanej
      przez Ciebie codziennie pracy, wsparcia w niej, a nie wydawania
      poleceń. Że nie podoba Ci się to, co się dzieje z Waszym małżeństwem
      i musicie coś z tym zrobić teraz. On też niech powie, czego od
      Ciebie oczekuje. Wysłuchaj Go, a później zweryfikuj, powiedz, co
      jesteś w stanie z siebie dać, a co przekracza Twoje możliwości. Tzn.
      musi zacząć pomagać Ci w codziennych obowiązkach domowych (nie tylko
      kiedy ma wolne) i opiece nad dziećmi swoimi i przysposobionymi,
      porozmawiać ze swoimi bratankami czy tam siostrzeńcami, żeby słuchli
      Ciebie, pomagali Ci w obowiązkach, każde na miarę swoich możliwości.

      Musicie ustalić, Ty i Twój mąż, co się stanie z dziećmi
      przysposobionymi po śmierci teściowej. Zapytaj męża, jak on sobie to
      wyobraża, czy ma świadomość, że On będzie współodpowiedzialny przez
      wiele lat za wychowanie, wykształcenie, rozwój, stworzenie spokojnej
      atmosfery domowej dla dwojga nie swoich dzieci + troje swoich (być
      może lepszym rozwiązaniem będzie inna rodzina zastępcza). Powiedz
      Mu, że patrząc na Jego obecne zaangażowanie w życie codzienne, masz
      coraz więcej wątpliwości, czy chcesz zostać matką zastępczą.
      Powiedz, że zamierzasz wrócić do pracy, jak On sobie wyobraża wtedy
      zapewnienie opieki dla piątki dzieci.
      Twój mąż musi zacząć myśleć o przyszłości, mam wrażenie, że ucieka
      od kłopotów, od odpowiedzialności.

      Jak podejmiecie wspólną decyzję porozmawiajcie o niej z teściową i
      teściem.
      Aha i jeszcze koniecznie dowiedzcie się w mopsie, jaka konkretnie
      suma będzie Wam przysługiwała za prowadzenie rodziny zastępczej (to
      też jest ważne, czy dacie radę finansowo i lokalowo, gdzie będziecie
      mieszkać w siódemkę).

      Kolejną sprawą są pieniądze, które teraz otrzymują teść i teściowa.
      Musicie to jakoś załatwić, żebyście to Wy w rzeczywistości nimi
      rozporządzali (lub choćby połową teściowej), bo w rzeczywistości to
      Wy teraz sprawujecie opiekę nad dziećmi (teść ich sam nie ogarnia).
      Tylko nie wiem, czy teść ma jakieś inne źródło dochodu, jeśli nie,
      to będzie trudno Go przekonać. Za te pieniądze możecie wynająć
      pielęgniarkę dla teściowej (choćby dwie godziny dziennie), jeśli nie
      przysługuje z mopsu.
      Aha, bardzo dobrze zrobiłaś, że zapisałaś dzieci do świetlicy, niech
      tam dalej chodzą.
      Jeśli ustalicie, że chcecie być rodziną zastępczą, lepiej, żebyście
      już teraz nią zostali, to chyba będzie lepsze dla dzieci, żeby miały
      świadomość, że nie zostaną same.

      Kolejna sprawa to rozmowa z dziećmi przysposobionymi, uświadomienie
      im, że babcia umiera. Poinformowanie ich, kto się będzie nimi
      później opiekował (Wy, czy może dziadek się podźwignie + wasza pomoc
      tylko, czy inna rodzina zastępcza).

      Myślę, że macie z mężem wiele do obgadania, trudne decyzje przed
      Wami.
      Życzę dużo siły:)
    • realy22 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 11.09.09, 09:07
      Tak, chyba raczej potrzebowałam podtrzymania na duchu niż "złotych
      rad". Bo na moje życie chyba nie ma rady. Wczoraj trochę zmienił mi
      się punkt patrzenia na to wszystko. Teściowa wczoraj była w stanie
      agonii. Spała, nic do niej nie docierało. Mąż wziął dzień wolny.
      Trochę porozmawialiśmy. Głównie zajmowaliśmy się teściową.
      Podawaliśmy jej leki i picie ze strzykawki. Nie było z nią w ogóle
      kontaktu. Cały czas spała nie dawała się wybudzić. A obudzona mówiła
      od rzeczy :/ Szczerze wam powiem, że myśleliśmy, że nadszedł już jej
      koniec :( Pielęgniarka na osobności powiedziała mi, że mamy stan jest
      bardzo ciężki i należy liczyć się z jej odejściem. Może to potrwać
      tydzień czy dwa a może i dzień lub kilka godzin. Mąż płakał po
      kątach, ja też. Nie wiem jak on sobie poradzi z jej śmiercią. Boję
      się o niego.
      Czasami mam gorszy dzień i potrzebuję się wygadać. A, że nie mam komu
      to znalazłam to forum. Czy to coś złego?
      Co do mojego czasu to naprawdę go nie mam. Wtedy gdy zakładałam wątek
      to napisałam, że zamknęłam się w pokoju i nic nie robiłam bo byłam
      zła. Miałam dzień zwątpienia. Nie chciało mi się nic. Najchętniej bym
      tylko leżała... Psycholog, która się nami opiekuje uważa, że
      zaczynają się u mnie początki depresji. Leków za bardzo nie mogę brać
      bo karmię. Ratuję się herbatką z melisy. i czekam..... na rozwój
      sytuacji. Ale nasza przyszłość mnie przeraża.
      Wczoraj powiedziałam mężowi, że boję się, że nie damy sobie rady z
      dziećmi. Prosił abyśmy chociaż spróbowali. Jak nie damy rady to
      zrezygnujemy. Ale spróbować musimy. Mówiłam mu o pracy. Oboje
      zgodziliśmy się, że pójdę do pracy jak najmłodsze dziecko będzie
      gotowe do rozłąki ze mną.
      Bardzo dziękuję Wam za wszystkie dobre i ciepłe słowa. Oraz rady
      które tu padły. Na pewno dałyście mi wiele do myślenia i
      pozwoliłyście się wygadać :) Dziękuję
      • annb Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 11.09.09, 09:18
        Na herbatce z melisy daleko nie zajedziesz to raz
        a dwa mezowskie "damy rade" brakuje mi tylko dopowiedzenia-ale
        twoimi zono rekami
        uzywając metafor-jesteś jak kobyła pociągowa i nie padłaś tylko
        dlatego że Cię dyszel podtrzymuje.
        Trzymaj sie jakos i mimo wszystko pomysl o lekach (i zaprzestaniu
        karmienia) bo dlugo nie pociągniesz.
      • hamerykanka Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 13.09.09, 04:51
        Ja tez mysle ze maz ucieka w prace od problemow, a to Ty zostaniesz
        z 5 dzieci na karku. Co to za slowa, ze "my musimy sprobowac"? Tu
        nei ma jak probowac, albo decydujecie sie byc rodzina zastepcza ze
        wszystkimi tego konsekwencjami, albo nie. Nie mozna ich tak sobie
        oddac potem bo proba nie wyszla. Wydaje mi sie ze teraz jest czas na
        przedyskutowanie tego z mezem i ewentualne przygotowanie dzieci. Nie
        wierze ze pojdziesz do pracy majac piatke dzieci na karku. Pojawia
        sie argumenty meza ze lepiej zebys zostala w domu i sie zajela
        dziecmi. A ty bedziesz miala coraz glebsza depresje. Maz probuje
        wyjac kartofle z ognia Twoimi rekami , dziewczyno. Musisz sie
        postawic. Juz teraz ledwie dajesz sobie rade, myslisz ze potem
        bedzie lepiej?
        • bas-122 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 13.09.09, 06:58
          Mąż realy22powiedział "Musimy spróbować". Więc Ona sama powinna
          zastanowić się czy Tak samo uważa, czy też chce spróbować. A jeśli chce, jeśli
          tego pragnie i Ona, powinni od razu wspólnie omówić jak zmienią się ich
          obowiązki. Omówić to trzeba bardzo szczegółowo. Co na siebie weźmie Jej mąż, a
          co Ona, jak zmienia się obowiązki pozostałych osób... Nie można decyzji "Musimy
          spróbować" zakończyć jedynie na tym stwierdzeniu. Niepokojące jest to, że maż
          wypowiedział się za siebie i za Nią, że nie zapytał "Jak Ty to widzisz, co o tym
          uważasz?".
          • efi-efi Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 13.09.09, 21:10
            Całe Twoje poświęcenie jestem w stanie zrozumieć. Dwójka obcych dzieci, z
            którymi pewnie się zżyłaś za ten okres mieszkania z nimi.

            Ale jest coś co mnie osobiście uderza po oczach czytając takie posty, to słowa
            wypowiadane przez Twojego męża pod Twoim adresem.
            "TY k..."

            Co to w ogóle jest? Jak można potem z taką osobą usiąść do stołu albo co gorsza
            iść do łózka jak gdyby nigdy nie padły?

            Podziwiam Cię, że radzisz sobie jakoś w tej sytuacji kryzysowej w jakiej się
            znalazłaś, ale uważam, że mimo wszystko powinnaś czasami uderzyć pięścią w stól,
            tak żeby wszyscy zauważyli Twoją obecność i Twoje prawa . A mąż szczególnie.
            • ki_czort Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 19.09.09, 13:22
              Jakie 'damy radę, spróbujmy'? Niech facet usiądzie z kartką i
              napisze, co zrobi, żeby Cię odciążyć.
    • kai_30 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 24.09.09, 10:36
      Spróbuj nauczyć dzieci większej samodzielności. Moi starsi synowie są w tej
      chwili w 3 i 5 klasie SP, i naprawdę są w stanie samodzielnie "wyszykować się"
      do szkoły, znaleźć sobie przyzwoite ciuchy (no - Młodszego muszę skontrolować,
      zdarzają mu się wpadki ubraniowe pt "ale ta bluza wcale nei jest aż taka
      brudna"), zrobić sobie śniadanie, spakować się do szkoły. W lekcjach pomagam
      Młodszemu, starszemu tylko od czasu do czasu. Owszem, na początku było ciężko -
      zdarzały się jedynki za brak zeszytów czy stroju na wf. Trudno, mus był, żeby
      się nauczyli samodzielności (w ciąży musiałam leżeć). U Ciebie ten mus jest
      jeszcze większy - a to naprawdę nie są już maluchy! Powinny być w stanie
      przygotować się do szkoły, posprzątać po sobie, pomóc Ci w domowych obowiązkach.
      Nie możesz sama dźwigać wszystkiego na swoich barkach, tu jest potrzebna
      rewolucja - także w kwestii stosunku do Ciebie, i męża, i dzieci.

      Ale nei dziw się, że mąż dzwoni i pyta przede wszystkim o matkę - ta kobieta
      umiera, na litość! Gdybym była w takiej sytuacji też pewnie niewiele więcej by
      mnie interesowało. Aczkolwiek to nie znaczy, że masz pozwalać robić z siebie
      popychadło. Nie pracujesz poza domem, więc zajmujesz się "gospodarstwem", to też
      ciężka praca, wymagaj zatem szacunku i oczekuj wsparcia.
      • verdana Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 24.09.09, 14:27
        Nie wiem, czy dobrze sądze, ale wydaje mi się, ze sie znamy:-)
        To starszna sytuacja dla wszystkich. Nikt w takiej sytuacji nie jest
        soba, jak mi sie wydaje. Mąż, ktory musi utrzymac rodzinę i caly
        czas mysli o umierajacej matce, Ty, na ktorej głowe zwalilo się
        wszystko, umierajaca babcia i dwoje dzieci, ktore najpierw traca
        rodziców, a potem zastępczą matkę.
        To okropne, co Ci napisze, ale poczekaj ze wszystkimi decyzjami na
        śmierć tesciowej. Wtedy dopiero będzie można podjąć decyzję.
        pare osob radziło Ci, abys oddala dzieci. Cóz, czasem latwiej zyć
        padajac na pysk, niz zyć ze świadomoscią,że się oddalo dzieci z
        rodziny, do ktorych już chyba zdążyłas się przywiązac, do DD.
        Dostaniecie na nie pieniądze, mlodsze dziecko za rok-dwa pójdzie do
        przedszkola, mąz będze może i zrozpaczony śmiercią matki, ale nie
        będzie się juz denerwował.
        Uczenie samodzielnosci - jak najbardziej, ale nie w chwili, gdy
        umiera zastepcza matka dzieci.
        Choc to jest absolutnie niepoprawne - nie oczekuj teraz wsparcia od
        męża. W tej sytuacji moze nie moc Ci go udzielić. Ciekawe, ile
        kobiet uznałoby, ze gdyby to ich matka umierala, ich zadaniem byloby
        wspieranie męża mającego klopoty w pracy...
        Bedzie dobrze, zobaczysz.
        • drugikoniecswiata Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 26.09.09, 03:39
          Rzadko tu piszę, często podczytuję. Verdana ma rację (chciałoby się napisać "jak
          zwykle", no ale dla przyzwoitości niech będzie - "jak często"); wreszcie ktoś
          napisał coś mądrego. Ta sytuacja jest tak trudna, że nie ma teraz prostego
          wyjścia, zresztą wydaje mi się, że przy takim napięciu emocjonalnym i nawale
          obowiązków nie ma żadnej przestrzeni na spokojne rozważenie przyszłości.

          Przerażają mnie tak kategoryczne rady o oddaniu dzieci. To nie zabawki..... I
          chyba nie decyzja do podejmowania w stanie takiego napięcia emocjonalnego. Z
          piątką dzieci można sobie poradzić, jeśli się tego bardzo chce (oboje rodziców)
          - raczej nie z poczucia obowiązku. Nie znam się na kruczkach prawnych, ale
          kwestię przepisywania opieki warto przegadać z kuratorem albo inną poinformowaną
          osobą.

          W interesie wszystkich - pilnuj formy psychicznej. Mam na myśli wsparcie
          psychologa i nie dawanie się depresji (która zresztą w takiej sytuacji nie jest
          reakcją nienaturalną...) Jeśli będziesz się czuła faktycznie gorzej, rozważ
          odstawienie malucha od piersi i wsparcie się lekami - pomagają. Ale one i tak
          raczej nie rozwiążą sytuacji, mogą co najwyżej trochę wesprzeć...

          Wyobrażam sobie, jak bardzo jest Ci ciężko. I jak bardzo ciężko jest wszystkim
          pozostałym domownikom. Nic dziwnego, że puszczają nerwy... wszystkim: tobie,
          mężowi, teściom, dzieciom. Nic dziwnego, że dzieciaki są zdezorientowane, że
          testują granice.

          Szukaj wsparcia poza domem, choćby tu. Ale może i w realu by się jakieś
          znalazło? Ktoś pisał o wolontariuszach. Tylko, jak się domyślam, przydałby się
          ktoś, kto pomógłby ci się nad tym chociaż zastanowić... Oprócz PCPR, czasem
          warto udać się do parafii - zdarzają się mądrzy, dobrzy księża, którzy potrafią
          coś "wykombinować" albo rozpuścić wici.
          • realy22 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 01.10.09, 09:26
            Tak verdana znamy się :) Zmieniłam nick na potrzeby tego wątku,
            ponieważ chciałam zostać chociaż po części anonimowa. Za dużo osób
            zna mnie na forum i za dużo osób znam ja. Nie każdy musi wiedzieć z
            czym się borykam :/

            Wracając do tematu.
            17 września teściowa zdecydowała się odejść od nas. Minęło już 2
            tygodnie a ból nadal rozrywa mi serce. Pocieszam się tylko tym, że
            ona już nie cierpi. A cierpiała okropnie.... Mąż bardzo to przeżył.
            Ale powoli wracamy już do normalności. Powiem wam, że bardzo się do
            siebie zbliżyliśmy po śmierci jego matki. Z dziećmi też już nie mamy
            takich problemów jak mieliśmy. Traktują nas jak rodziców, słuchają
            się i liczą z naszym zdaniem. Obowiązki w domu rozłożyliśmy po równo.
            No ale mąż do tej pory był z nami w domu. Od dziś wrócił do pracy.
            Zobaczymy jak uda nam się poukładać wszystkie obowiązki z jego pracą.
            Mam kilka obaw ale jestem dobrej myśli.
            Zdecydowaliśmy się stworzyć dzieciom rodzinę zastępczą i nie
            wyobrażam sobie inaczej. Dla męża te dzieci są jak rodzeństwo a nie
            siostrzeńce. Wychowywał je wraz z matką od noworodka (był wtedy
            nastolatkiem). Czasami były sytuacje, że nie szedł do szkoły bo
            musiał się nimi zająć. I tak samo jak on podjął się wychowywania
            mojego najstarszego syna tak teraz ja podjęłam się wychowywania "jego
            dzieci".
            Jeszcze długa droga sądowa przed nami. Ale myślę, że już od
            przyszłego roku będziemy formalnie rodziną zastępczą dla tych
            rozrabiaków :)
            Wprowadziłam w domu kilka zasad, które dobrze się sprawdzają a mnie
            ułatwiają życie. I oby tak dalej....
            • mkosacka Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 01.10.09, 11:22
              Trzymam za was kciuki :)
            • chalsia Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 01.10.09, 11:31
              > Wracając do tematu.

              nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że u Was tak sie poprawiło.
              Jesteś dzielną, mądrą, ciepłą, etyczną i wrażliwą osobą (kolejność
              przypadkowa).
              Trzymam kciuki.
              :-)
              • aguska25 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 04.10.09, 20:05
                realy22- jesteś niesamowita osobą i życzę Ci aby los sprzyjał Tobie
                i Twoim bliskim! Jak najmniej kryzysów ( bo one niestety są
                nieodłączną częścią życia ) i obyś zawsze z nich wychodziła . Każda
                trudna sytuacja nas wzmacnia ! Powodzenia zadowolenia i aby miłość
                dzieci wszystko Ci wynagrodziła:)
    • aguska25 Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 04.10.09, 20:10
      jeszcze chciałam dodać ...uwielbiam takie rady jak " idź do pracy" -
      z pewnością byłoby Ci wtedy "łatwiej" haha -mało przecież masz na
      głowie..doby brakuje pewnie aby ze wszystkim zdążyć a tu propozycja
      pracy - jakbyś pisała o problemach finansowych . Ciekawe kto by
      dzieci do szkoły przedszola odprowadził odebrał , któ by wszystkie
      obowiązki Twoje przejął i najważniejsze - kto zająłby się
      najmłodszym maluszkiem:) eh szkoda gadać jak się czyta takie rady!
      Dzielna jesteś kobietka naprawdę podziwiam :)
      • kellss Re: Nie radzę sobie z sytuacją w jakiej się znala 04.10.09, 20:35
        realy22 - jeszcze w temacie tesciowej.

        pamietam,jak moja mama umierala na raka, miala hustawki nastrojow, albo bylo
        super milo, albo wyzwiska, zlosliwosci, itp...

        przetrwaj to, tak juz jest.

        a w ogole,to bardzo dzielna z Ciebie dziewczyna - dajesz sobie doskonale rade w
        tak trudnej sytuacji, ja nieraz narzekam, ze mi ciezko, ze nie mam sily, ale ja
        przy Tobie to pikuś!!! Jestes bardzo dzielna, silna - nie poddawaj sie! I pomimo
        tylu trosk,zawsze starasz sie dostrzec cos dobrego w mezu, tesciu, dzieciach,
        tesciowej.... Podziwiam.
Pełna wersja