Czy mój mąż jest chory?

16.09.09, 10:08
Witam.
Wiem, że podobne wątki były już poruszane na forum, ale każdy "przypadek" jest
inny. Mam pytanie do pani psycholog: Czy mój mąż ma poważny problem? Czy jest
chory?
Mąż nie kontroluje swoich emocji. Zdarzało się to dość rzadko - krzyki,
wyzwiska przy okazji jakiejś kłótni, potem uspokojenie, jakby ręką odjął -
znów kochający człowiek. Tłumaczyłam to jego temperamentem choleryka. Jednak
ostatnio te zachowania się nasiliły - wczoraj, po zwróceniu mu uwagi na
nieporządek po prostu wpadł w szał - krzyczał, rzucał przedmiotami po całym
domu, groził mi, miałam wrażenie, że się ostatkiem sił powstrzymuje, żeby się
na mnie nie rzucić. Pięć minut po tej sytuacji zachowywał się już normalnie -
nawet się na mnie nie gniewał - po prostu dwoje ludzi w jednym ciele.Dodam, że
sytuacja w domu nie jest ostatnio najlepsza (mamy dwoje małych dzieci, jedno
zachorowało, oboje pracujemy dużo- jesteśmy przemęczeni)
Myślę, że on nie zdaje sobie sprawy ze swojego problemu, a winę za swoje
zachowanie obarcza mnie: "bo się czepiam".
Co mam zrobić, porozmawiać z nim, zapisać do psychologa? (mieszkamy na wsi).
Nie pozwolę, żeby mąż tak mnie traktował, ale nie wyobrażam sobie na razie
rozbijania rodziny, jak na ironię mąż jest naprawdę dobrym ojcem i mężem.
Proszę o odpowiedź.
    • 18_lipcowa1 Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 11:44
      Twoj maz, Ty i Wasze dzieci macie problem. Przemoc domowa to sie
      nazywa a Ty i Twoje dzieci jestescie tego ofiara.
      Nie, Twoj maz to nie jest dobry czlowiek i ojciec.
      Szukaj pomocy, niech sie leczy, uspokoi, jesli to nie pomoze to
      pozostaje Ci odizolowanie dzieci od tego czlowieka.
    • kawka74 Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 12:55
      Jeśli wpadł w szał po zwróceniu mu uwagi na bałagan, to nie chciałabym być w Twojej skórze, kiedy mu zaproponujesz psychologa.
      No, ale skoro nawet się nie gniewał, a Ty nie wyobrażasz sobie rozbijania rodziny, to pozostaje Ci tylko afirmowanie 'jest dobrym mężem i ojcem, jest dobrym mężem i ojcem', za każdym razem, kiedy wpadnie w furię i w końcu Cię oklepie. Ciebie albo dzieci.
    • triss_merigold6 Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 13:17
      Cokolwiek niefajnego Twój mąż ma i tak będziesz niosła swój krzyż
      więc bez sensu cokolwiek doradzać.
      • styczniowka82 Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 13:32

        -Moja siostra ma identyczny problem, nigdy nie wiadomo kiedy mój
        szwagier wpadnie w szał a zdenerwować go może byle błahostka a potem
        ją przepraszam i normalnie anioł nie facet. Tyle że u niej to już
        doszło wszystko za daleko niestety podniósł nie raz na nia rękę,
        mają synka 1,5 roku sama się o niego martwię, na szczęście siostra
        pomału (ale dobre i to) siostra przegląda na oczy i chce rozwodu.

        -
        [IMG]http://images43.fotosik.pl/117/457e3e7c82771a8am.jpg[/IMG]
      • sebalda Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 13:35
        Wiele z nas tak ma, z nas na tym forum, na forach podobnych, na forach babskich,
        podejrzewam na całym świecie. A ile jest kobiet z podobnym problemem, ktore nie
        piszą na forach albo nie mają dostępu do komputera pewnie trudno byłoby zliczyć.
        Ja z pewnością mogę Ci podac rączkę, a moje dzieci nie są juz małe i staż
        małżeński mam bardzo długi. To jest naprawdę patowa sytuacja, bo mąz poza
        atakami niekontrolowanej złości bywa naprawdę w porządku. Ja myślę, że tak było
        od wiek wieków. To testosteron? Tylko kiedyś kobieta była na utrzymaniu męża
        otoczona całą bandą dzieciaków i jeszcze z teściową na głowie, która twierdziła,
        że jak nie bije, to znaczy, że nie kocha, że tak miała jej babka, matka, ona i
        ta nieszczęsna kobieta też tak ma mieć. Słowem norma. Ale świat się zmienił,
        stałyśmy się niezależne i już nie musimy znosić takiego traktowania. Niestety
        nasi mężowie taki jeszcze obraz wynieśli z domu: ich mamy albo nie pracowały
        zawodowo, albo jeszcze nie umiały cieszyć się niezależnością i obsługiwały
        mężów, dzieci, dom, podając panu i władcy gorący obiadek pod nos zaraz po pracy,
        często obiadek gotowany w nocy poprzedniego dnia. I teraz facetowi trudno
        zrezygnować z takiego stylu życia: trzeba pomagać w domu, czasem zająć się
        dzieckiem, a i jak szef w robocie go ochrzani, to on, biedak, już na żonie wyżyć
        się nie może, bo żona ma prawo głosu, bo może sobie już nie chciec na to
        pozwalać. I dramat dla takiego gościa. Jak tu nie wpadać w szał? Żona mnie nie
        rozumie, ciągle się czepia, przecież ja taki dobry mąż i ojciec jestem, czasami
        ugotuję obiad, żeby nie było, wezmę dzieci do kina, zagram w scrable, a to, że
        tak nienawidzę myć naczyń, to przecież moja od wiek wieków przyrodzona cecha.
        Facet do zlewu? Nigdy!!!
        A tak na serio. Albo godzisz się na takie życie na huśtawce, bo pozytywne cechy
        przeważają, a Ty już się przyzwyczaiłaś i umiesz nad tym przejść do porządku
        dziennego, albo jesteś dorosła, samodzielna, pewna siebie i nie pozwolisz się
        tak traktować. Musisz tez pamiętać, że dla dzieci nic dobrego nie wynika z
        rodziców, którzy raz się całują, a raz rzucają naczyniami i wyzywają się od
        najgorszych. Stawiasz ultimatum: albo Ty, dzieci i terapia radzenia sobie z
        negatywnymi emocjami, albo odchodzisz z dziećmi. Ale ostro i stanowczo. Sa na
        tym forum linki do takich poradni. Trudno, raz w tygodniu mąż musi
        wygospodarować czas na dojazd i taką wizytę.
        Ja się tak mądrzę, a sama jeszcze tego nie przeprowadziłam, choć próbowałam i na
        jakiś czas pomogło. Ale to musi być odpowiednia terapia odpowiednio nakierowana.
        Zwykły psycholog może sobie nie poradzić, bo maż z pewnością przedstawi sprawę
        ze swojego punktu widzenia, postawi na inne problemy, ogólnie bedzie się
        wybielał. To musi być konkretnie terapia radzenia sobie ze stresem. Może pomoże.
    • kati1973 Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 13:51
      To jest przemoc. niepanowanie nad agresja, sama nie ustanie co
      wiecej bedzie sie nasilac.
      NIkt nie ma prawa używać agresji, nie ma żadnych dozwolonych powodow
      pretekstow zeby to zrobic. Poczytaj strone o niebieskiej linii.
      Jedyna rada, to terpia dla meza jako sprawcy
      Twoja jako ofiary
      Jesli sie nie zgodzic, Ty wybierasz czy tkiwsz w tym, czy odchodzisz
      z tego zwiazku, Przemoc sama nie mija i sie nasila Oprocz zagrozenia
      Twojego zycia, istnieje zagrozenie dla Twoich dzieci,

      NIe nazywaj to choroba, przemoc to celowe dzialania, Jestem pewna ze
      przy koledze potarfii kontrolowac swoja agresje i przemoc
      • ledzeppelin3 Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 14:19
        Przerażające. Rzeczywiście, dobry mąż, wspaniały ojciec.
        Jesli Ty jesteś przerażona, to pomyśl, co czują dzieci? Nogdy niepewne, kiedy
        tato zacznie rzucac przedmiotami, obwiniające się o to
        Pomyśl, one nie mają poczucia bezpieczeństwa w swojej rodzinie
        Pomyśl, jakimi zaburzeniami w niedalekiej przyszłości to zaskutkuje (zacznie się
        od moczenia nocnego i jąkania)
        To Twoje zdanie "dobry mąż i ojciec" pokazuje, że nie widzisz problemu, jesteś
        za to ofiarą przemocy (a dzieci tym bardziej)
        Wygląda na to, że mąż może miec nietrzymanie afektu
        Trzeba do psychiatry, musi zebrać dokładny wywiad z mężem, zdiagnozować i
        zaproponowac leczenie
        • sebalda Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 14:36
          A ja się nie zgadzam tak do końca. Wiele z nas pisze, że mąż w zasadzie jest
          porządnym czlowiekiem. I to nie jest tylko chęć tłumaczenia przemocowca-furiata.
          Oni naprawdę na ogół się starają, oni chcą być dobrymi mężami i ojcami (nie
          mówię o patologii, ale o przeciętnym facecie), tylko czasami nerwy im puszczają.
          Ja ich nie tłumaczę, ale czasami próbuję zrozumieć, ocenić obiektywnie. I to nie
          jest tak, że poczuwam się do winy, bo może rzeczywiście nie byłam do konca
          idealna i on miał prawo mnie wyzwać, bo takiego prawa nigdy nie ma, nie mowiąc o
          rzucaniu przedmiotami czy o rękoczynach. Tylko wiem skądinąd, że życie faceta
          naprawdę nie jest zawsze takie piękne, jak nam się wydaje. Na nich spoczywa
          odpowiedzialność za utrzymanie domu, a jak to wygląda u nas, w dobie kryzysu,
          huśtawek ekonomiczno-zatrudnieniowych, każdy widzi. Los kobiety jest ciężki:
          praca zawodowa, dom, dzieci, wszystko na naszych głowach, ale oni to mają ciągle
          w głowie: kredyt, praca, wydatki na dom, szalejący szef, wredni klienci. Sama
          nie wiem, chciałabym, żeby na tym forum częściej wypowiadali się Ci awanturujący
          się faceci. Co oni czują, jak się czują z tą własną agresją.
          Na forum o dzieciach czasami kobiety piszą, że są tak zestresowane siedzeniem w
          domu z malutkim dzieckiem, że czasami nie panują nad sobą i mimo że wiedzą, jak
          bardzo źle robią, potrafią się na takim malutkim bezbronnym dziecku też wyżywać.
          Czyli czasami są takie sytuacje, w których ciężko jest zapanować nad nerwami.
          Faktem jest jednak, że kobietom zdarza się to znacznie rzadziej, że lepiej
          panujemy nad stresem, że facet ogólnie jest słabszy psychicznie, no sorry, to
          faceci stosują częściej przemoc, częściej molestują i to oni idą na wojnę. Co
          ich nie tłumaczy, ale ja określenie "dobry mąż i ojciec", ktory czasami wybucha,
          rozumiem, choć nie akceptuję.
          Piszesz, że macie teraz trudna sytuację. Pewnie po części to jest wytłumaczenie.
          Porozmawiaj z mężem naprawdę poważnie, wytłumacz, jaką krzywdę wyrządza dzieciom
          i namow go na terapię. To nie wizyta u psychiatry, to nie dowód, że jest
          psycholem. Jak masz zapalenie płuc bierzesz antybiotyk, jak masz nieopanowane
          ataki agresji, idziesz na terapię. Nie do psychiatry, bo tego się faceci
          okrutnie boją - na terapię radzenia sobie z negatywnymi emocjami. To inaczej brzmi.
        • astawista Re: Czy mój mąż jest chory? 19.09.09, 17:48
          po czym rozpoznać czy atak jest nietrzymaniem afektu a nie np.
          psychotycznym zachowaniem?
    • ojejkuniu Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 14:30
      "nawet się na mnie nie gniewał"



      <rotfl>
      • dagmar782 Re: Czy mój mąż jest chory? 16.09.09, 15:16
        "nawet się na mnie nie gniewał"
        Pisząc te słowa, chciałam pokazać kontrasty w jego zachowaniu, huśtawkę
        nastrojów. "Po" zachował się, jakby nigdy nic, jakby nic się nie stało. I to
        wydało mi się bardzo dziwne.
        • ojejkuniu Re: Czy mój mąż jest chory? 17.09.09, 21:43
          to chyba ty miałaś powody do gniewania się...

          w sumie to nie chce mi się nawet tłumaczyć.
    • kicia031 laski, czy was pogielo? 16.09.09, 14:34
      Ci ludzie maja ciezkie zycie - 2 malych dzieci, jedno chore, sa
      przepracowani i przemeczeni. W takich sytuacjach nerwy moga
      puszczac. Oczywiscie, to pana nie usprawiedliwia, oczywiscie, ze
      powinien pracowac nad kontrolowaniem emocji i zachowania, ale nie
      dramatyzujcie. Niedlugo okaze sie, ze odezwanie sie malzonka jest
      przemoca domowa.
      • sebalda Re: laski, czy was pogielo? 16.09.09, 14:42
        kicia031 napisała:

        > Ci ludzie maja ciezkie zycie - 2 malych dzieci, jedno chore, sa
        > przepracowani i przemeczeni. W takich sytuacjach nerwy moga
        > puszczac. Oczywiscie, to pana nie usprawiedliwia, oczywiscie, ze
        > powinien pracowac nad kontrolowaniem emocji i zachowania, ale nie
        > dramatyzujcie.

        Kicia, masz rację, ja też odniosłam podobne wrażenie, ale dziewczyna pisze, że
        to się nasila, a takie zachowania: "wczoraj, po zwróceniu mu uwagi na
        nieporządek po prostu wpadł w szał - krzyczał, rzucał przedmiotami po całym
        domu, groził mi, miałam wrażenie, że się ostatkiem sił powstrzymuje, żeby się
        na mnie nie rzucić." to już jednak grubszy kaliber. Jeśli dziewczyna nic z tym
        nie zrobi, on naprawdę może następnym razem się na nią rzucić i co wtedy? Nie
        potępiać w czambuł, ale zachowac ostrożność i trzymać rękę na pulsie. Facetowi
        przede wszystkim trzeba wytłumaczyć, że skoro nie panuje nad nerwami, to może
        kiedyś posunąć się dalej. I dlatego warto coś z tym zrobić już dziś. Tak myślę.
      • kawka74 Re: laski, czy was pogielo? 16.09.09, 14:43
        Raczej się okaże, że ewentualny oklep wynika tylko i wyłącznie z przepracowania pana.
        Dorośli ludzie umieją nad sobą zapanować. Jeśli ktoś nie umie, to znaczy, że albo powinien się leczyć, albo spadać na drzewo, zanim kompletnie straci panowanie nad sobą.
      • annb Re: laski, czy was pogielo? 16.09.09, 14:43
        ech kicia
        a w innych wątkach tak fajnie piszesz
        • kicia031 Re: laski, czy was pogielo? 16.09.09, 15:08
          Mysle o swoim wlasnym doswiadczeniu sprzed paru miesiecy - wykonalam
          w kierunku chlopa drobna zlosliwosc, ktora woprawila go w prawdziwy
          szal. miotal sie, wrzeszczal, i z trudem sie powstrzymywal od
          przemocy.

          Porozmawialismy sobie potem i wyjasnilismy sobbie, co doprowadzilo
          do eskalacji konfliktu i jak sie nakrecilo. i ja rozumiem jego punkt
          widzenia, a on jesli nie rozumie, to przynajmniej przyjal do
          wiadomosci moj, bo zastosowal sie moich zyczen w spornej kwestii.

          i tyle.
          • kawka74 Re: laski, czy was pogielo? 16.09.09, 15:11
            Ale Twoje doświadczenie nijak się ma do tego, o czym pisze autorka wątku.
            • kicia031 Re: laski, czy was pogielo? 16.09.09, 16:20
              Alez ma. Chce powiedziec, ze nawet w dobrym zwiazku zdarzaja sie
              potezne awantury i ataki zlosci.
              • annb Re: laski, czy was pogielo? 16.09.09, 18:06
                Kiciu, dobra kłótnia nie jest zła.Działa oczyszczająco.Moze i są
                małzeństwa które się nie kłocą, moze.
                Ale w momencie kiedy jedna strona skacze do drugiej, a druga zamiera
                a po całej tej akcji szuka winy w sobie, to już nie jest kłotnia
                tylko przemoc.
                następnym razem pan wyrznie pania w twarz a pozniej każe się
                przeprosic ze pani pana sprowokowala
                ale wiesz...nic się nie stanie
                pani od pana nie odejdzie, pani nie postawi żadnych warunków, będzie
                coraz bardziej milcząca, wycofana
                dzieci wytresuje tak że będą chodzic po domu na paluszkach
                Since sie przypudruje, dzieci zaleknione objedzie ze się mocza w nocy
                w koncu najwazniejsza jest pełna rodzina
                • kurdkowa "Trzepot skrzydeł" Grocholi... polecam tym- 17.09.09, 08:26
                  -które mają tak wspaniałych mężów, ze wszelakie zachowania anty
                  traktują jako chwilowe spadki nastroju!!! Polecam takze tym, które
                  się zastanawiają nad ewentualną choroba mężów swoich.....To tak,
                  zeby sie przerazić i zacząć myśleć o sobie, o dzieciach a nie o tym
                  jak udobruchac psychola(jedyna metoda to solidna psychoterapia)...
                  Jeżeli się nie uda to już zostaje tylko " Umysł ziewolony" Miłosza...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy mój mąż jest chory? 20.09.09, 11:10
      Rzeczywiście pojawia się sporo wątków z podobnym problemem. W istocie różnią
      się niuansami. W odpowiedziach staram się te niuanse wychwytywać i pokazywać
      różne strony sytuacji. Tym razem, po lekturze Pani wątku i kilku zbliżonych,
      podniosę problem odpowiedzialności takiego partnera. Otóż objawy męża mogą
      niepokojące o ile się nasilają, o ile jest coraz więcej podobnych zachowań w
      naturalnych sprawach dnia codziennego, o ile nie dotyczą wyłącznie okresów
      naprawdę trudnych i wyjątkowych sytuacji. Ważną diagnostyczną przesłanką jest
      też obserwacja , czy takie zachowania dotyczą współmałżonków, najczęściej
      kobiety oraz niejednokrotnie, choć może rzadziej, dzieci a nie dotyczą
      znajomych, dalszej rodziny, współpracowników, szefów, rodziców, itp. To by
      bowiem oznaczało, że taki człowiek umie się powstrzymać i ma hamulce , ale wobec
      osób na których mu zależy lub od których czuje się zależny.
      Jeśli taki wybuchowy partner nie jest w stanie sam wyciągnąć wniosków z tego co
      zrobił, nie ma do tego zrobił krytycyzmu, nie chce słuchać co ma do powiedzenia
      druga strona, nie widzi swojego sprawstwa i sam nie podejmuje działań w kierunku
      zmiany takiego zachowania, to to jest tak naprawdę powód do niepokoju. Zarówno
      o tego człowieka jak i o życie z nim i dalszy związek.
      To ,że Pani mąż i inni podobni, nie widzą problemu w tym co się dzieje, nie
      czują, że są agresywni wobec bliskich im kobiet albo tę agresję bagatelizują i
      usprawiedliwiają, właśnie dlatego, że dotyczy ona bliskiej kobiety, to to jest
      kolejny powód do niepokoju.
      Jeśli mężczyzna uzna sam to za swój kłopot, następnie zechce na ten kłopot jakoś
      zareagować, poprosi o pomoc, zacznie terapię lub podejmie inne konstruktywne
      działania zmierzające do zmiany, zechce zrozumieć swoje agresywne zachowania i
      ich dynamikę, to takiemu człowiekowi warto pomagać, być wyrozumiałym dla niego i
      mocno wspierać. To też oznacza, że taki człowiek chce utrzymać swój związek w
      dobrej kondycji, zależy mu na kobiecie z którą jest i ją kocha.
      Jeśli takie działania nie są podejmowane, wina zrzucana jest na partnera czy
      partnerkę, stan ten jest uznawany za normalny, psycholog czy psychoterapeuta to
      głupek, który nie będzie dyktował nikomu, zwłaszcza mężczyźnie, jak ma żyć to
      to powinien być sygnał ostrzegawczy i powód do refleksji i być może dalszych
      decyzji. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja