bas-122
17.09.09, 04:52
No właśnie, starszy człowiek i odpowiedzialność? Delikatność? Sama nie wiem
jak zatytułować ten wątek...
Moja Mama, całe życie była w moich oczach, osobą wspaniałą, ale i upartą,
cudowną, ale i jak każdy człowiek miała swoje wady. Od paru lat mam wrażenie,
że im więcej lat przybywa mojej Mamie, tym bardziej ostrości nabierają Jej
wady. I nie mogę tego zrozumieć. Nie potrafię sobie ze zrozumieniem tego
poradzić. Oto przykład. Kiedyś , kiedy Mama się czuła dotknięta, obrażona,
okazywała to w sposób o wiele bardziej łagodny niż obecnie. Wykrzykiwała swoje
żele, rozmawiała z człowiekiem, ale robiła docinki słowne...No, może i mniej
się odzywała, ale nie to co teraz. Teraz, kiedy się gniewa,złości, potrafi się
nie odzywać, demonstracyjnie odwrócić tyłem, powiedzieć coś tak przykrego, że
aż płakać się chce.
A ja tego nie rozumiem. Przecież z wiekiem człowiek powinien być mądrzejszy.
Nie twierdzę, że bardziej tolerancyjny, czy wyrozumiały. Nie o to mi chodzi.
Chodzi mi o to, że dawniej jak postąpiłam "nie tak", reakcja Mamy była
bardziej wyważona, bardziej odpowiednio dobrana do przewinienia. Tak było
kiedyś. Teraz reakcje Mamy sprawiają o wiele więcej bólu, niż się należy. Tak
jakby sprawa nabrała dla Niej niesamowitego znaczenia. Tak wielkiego, że Mama
widzi potrzebę bardzo ostrego reagowania.
Właściwie, nie wiem jak w takich sytuacjach postępować, walczyć z Mamą? A może
lepiej zniknąć na parę dni /mieszkamy osobno, choć bardzo blisko siebie/? A
może przychodzić do Niej, narażając się na zniewagi, przykrości. Najgorsze
jest to, że nigdy nie wiem czym Mamie podpadnę.
Staram się do wszystkiego i we wszystkim zachować dystans i rezerwę. Nie wdaję
się w dyskusje, bo a nuż coś powiem, co Mamie nie przypadnie do gustu. Nie
biorę się sama do prac porządkowych, bo a nuż zrobię coś, czego Mama sobie nie
życzy. Nie chcę wywoływać "złych" sytuacji. A mimo moich starań, nie potrafię
tego uniknąć. Zastanawiam się na czym właściwie ten cały mechanizm polega. I
nie wiem...