awaaawa
22.09.09, 11:50
Nasze małżeństwo raczej nie ma szans. Zbyt wiele złego między nami
się zdarzyło. Nie chodzi o zdrady, jak w wielu opisywanych przez was
przypadkach, ale o dwa rózne światy. A mnie poza tym o brak
szacunku, napady złeści i nieuzasadnioną agresję słowną, wulgarność
w stosunku do mnie (przy dzieciach), a przede wszystkim o brak
obecności. Obecności duchowej w naszym (moim i dzieci) życiu.
Jesteśmy razem "dla dobra dzieci". Tylko juz sama nie wiem co jest
ich dobrem. Czy to, że tata zamyka się w pokoju z komórkami i
komputerem, czy to, że wychodzi sobie z domu kiedy mu się podoba bo
np. ma potrzebę pójścia na basen czy też do sklepu, czy to, że nie
można się doi niego dodzwonić w żadnej właściwie sytuacji ani
liczyć, że coś terminowo załatwi (np. odbierze z przedszkola). A na
pewnoi dobre dla nich nie jest bycie świadkiem, jak zwymyśla matkę,
czyli mnie, choć staram się nie podejmować syskusji przy nich. On
jednak wciąga je w te rozgrywki a wręcz pyta - czy może tak jak
matka uważają, że jest zły (nigdy tego nie powiedziałam, staram
się,żeby miały z taty co mogą mieć najlepszego) lub czy chcą, żeby
się wyprowadził. Przepraszam, że się rozpisałam, ale ostatnio takie
właśnie wciąganie dzieci w awantury wyprowadza mnie z równowagi. A
potem powie, że przeprasza i wszystko ma byc OK. Ale nie jest. Ja
już nie chcę, poniewaz wiem, że dobrze będzie przez okres dnia a
może dwóch, a może i czterech. A potem od nowa. Dodam, że pracuję,
mam gdzie mieszkać, utrzymam siebie i dzieci. Nasz związek źle
funkcjonuje od kilku lat, próby rozmów przynosza zawsze efekt
krótkotrwały, na terapię mąz się nie ghodzi, a ja juz nie mam ochoty
godzic się na jego słowną agresję, bierność w sprawach domowych i
zmiany nastrojów i traktowania mnie. Czy więc dla dzieci warto?
Jestem tym strasznie zmęczona - może zdrowe kontakty po rozwodzie
byłyby lepsze? Prosze o radę a także, w miarę mozliwości o opinię
Pani psycholog. Pozdrawiam. A.