A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej?

22.09.09, 11:50
Nasze małżeństwo raczej nie ma szans. Zbyt wiele złego między nami
się zdarzyło. Nie chodzi o zdrady, jak w wielu opisywanych przez was
przypadkach, ale o dwa rózne światy. A mnie poza tym o brak
szacunku, napady złeści i nieuzasadnioną agresję słowną, wulgarność
w stosunku do mnie (przy dzieciach), a przede wszystkim o brak
obecności. Obecności duchowej w naszym (moim i dzieci) życiu.
Jesteśmy razem "dla dobra dzieci". Tylko juz sama nie wiem co jest
ich dobrem. Czy to, że tata zamyka się w pokoju z komórkami i
komputerem, czy to, że wychodzi sobie z domu kiedy mu się podoba bo
np. ma potrzebę pójścia na basen czy też do sklepu, czy to, że nie
można się doi niego dodzwonić w żadnej właściwie sytuacji ani
liczyć, że coś terminowo załatwi (np. odbierze z przedszkola). A na
pewnoi dobre dla nich nie jest bycie świadkiem, jak zwymyśla matkę,
czyli mnie, choć staram się nie podejmować syskusji przy nich. On
jednak wciąga je w te rozgrywki a wręcz pyta - czy może tak jak
matka uważają, że jest zły (nigdy tego nie powiedziałam, staram
się,żeby miały z taty co mogą mieć najlepszego) lub czy chcą, żeby
się wyprowadził. Przepraszam, że się rozpisałam, ale ostatnio takie
właśnie wciąganie dzieci w awantury wyprowadza mnie z równowagi. A
potem powie, że przeprasza i wszystko ma byc OK. Ale nie jest. Ja
już nie chcę, poniewaz wiem, że dobrze będzie przez okres dnia a
może dwóch, a może i czterech. A potem od nowa. Dodam, że pracuję,
mam gdzie mieszkać, utrzymam siebie i dzieci. Nasz związek źle
funkcjonuje od kilku lat, próby rozmów przynosza zawsze efekt
krótkotrwały, na terapię mąz się nie ghodzi, a ja juz nie mam ochoty
godzic się na jego słowną agresję, bierność w sprawach domowych i
zmiany nastrojów i traktowania mnie. Czy więc dla dzieci warto?
Jestem tym strasznie zmęczona - może zdrowe kontakty po rozwodzie
byłyby lepsze? Prosze o radę a także, w miarę mozliwości o opinię
Pani psycholog. Pozdrawiam. A.
    • sebalda Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 22.09.09, 14:08
      Jaki macie staż związku i w jakim wieku są dzieci?
      Stoję przed podobnym dylematem i częściowo z podobnych powodów. Bliskie osoby
      tłumaczą mi, że zmiany muszę zacząć co siebie, że muszę też przeanalizować swoje
      postępowanie, a ja rozżalona i tak jak Ty zmęczona ciągłą walką nie mam już za
      bardzo siły szukać rozwiązań w sobie. Niemniej skłaniam się ku temu, zeby
      przemyśleć własne działania, te byłe i te przed którymi stoję, i postaram się
      tak zrobić.
      Po lekturze tego forum od jakiegoś czasu kiełkuje we mnie myśl, a właściwie
      wyrosła z niej całkiem porządna roślina, że to jednak nie jest tak, że w zwiazku
      winne są zawsze obie strony, bo piszące tu kobiety opisują bardzo wiele
      sytuacji, w których mąż przemocowiec obarcza je odpowiedzialnością za wlasne
      ataki agresji, które niby to one spowodowały, nie potrafiąc akceptować tejże
      agresji, nie umiejąc "chodzić jak w zegarku". I z większości tu opisywanych
      historii wynika, że to jednak on, mężczyzna, pan jest stroną winną. Inna sprawa,
      że kobieta jest winna, wchodząc w taki związek. Ale nie o tym jest tu teraz
      mowa. Czy Ty też masz uczucie, że to, co dzieje się z Twoim mężem, jego
      zachowania i stosunek do Ciebie są absolutnie przez Ciebie niezawinione? Nie
      masz sobie nic do zarzucenia? Wiem, że z reguły my, kobiety jesteśmy ofiarami,
      ale mi ciągle karzą się zastanawiać nad pobudkami mężczyzny, ja mam starać się
      go zrozumieć, jemu wszak też nie jest lekko. No i staram się, ale niestety
      niewiele z tego wynika. Zwłaszcza, że to staranie jest najczęściej jednostronne.
      Znowu rozpisalam się o sobie. Zmierzam do tego, że ratować chyba można związek,
      jeśli po dogłębnym wejrzeniu w siebie i w sytuację, stwierdza się, że może ja
      też coś robię nie tak. Jeśli zaś nie masz sobie nic do zarzucenia i czujesz się
      jedynie ofiarą, tudzież boisz się, że ofiarami są tez dzieci, to chyba nie ma sensu.
      • awaaawa Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 22.09.09, 14:48
        Jesteśmy 9 lat po ślubie, dzieci 8,4,15 miesięcy. Ten ostatni
        zupełnie nieplanowany, bo od dawna juz szwankowało. Ale oczywiście
        kochany. Masz rację co do introspekcji - ja to zrobiłam, ponieważ
        czułam, że tonę. Kiedy zaszłam w ciążę byłam załamana. W łeb wzięły
        moje marzenia zawodowe - wiedziałam, że szansa przed którą stałam
        sie nie powtórzy, a ciąża uniemozliwoa mi zmiany. Potem ciężka
        ciąża, połączona z walka o rozwój kariery zawodowej (a właściwie o
        ty by nie wypaść z torów), a potem problemy zdrowotne najmłodszego.
        Myslę, że byłam na skraju depresji. Do tego wiecznie sama,
        niewiedząca czy i kiedy on pojawi sie w domu (przecież pracuje),
        wiedząca natomiast, że jak sie pojawi to i tak nie pomoże a
        skrytykuje (zwykle niesłusznie). W sylwestra w tej ciąży leżałam
        plackiem z angina i 40-stopniowa goraczką a on miał pretensje że nie
        wychodzimy na imprezę, poniewaz wcześniej tez nie wychodziliśmy bo
        małe było poprzednie dziecko. A jak rozpoczęła sie rehabilitacja
        małego to pytał, owszem, czy będzie dobrze i nie przyjmował do
        wiadomości odpowiedzi "nie wiem" i nie rozumiał co znaczy ta
        niepewność. To są wszystko migawki z życia. Ale ważne. Wróciłam do
        pracy po 7 miesiącach. Weszłam miedzy ludzi, było lepiej (w pracy).
        Jego ciągle nie było - wyjazdy, siedzenie nie wiem gdzie i po co (w
        pracy?), a jak nawet był to i tak go nie było (wiesz ci mam na
        mysli?)A w wakacje okazało się że z nami nie pojedzie ponieważ -
        pracuje. Postanowiłam pojechać z rodzicami. I postanowiłam, że
        zadbam o siebie, poniewaz miałam fatalne samop[oczucie. Schudłam
        (nie dramatycznie, nie byłam grubasem, ale te pare kilo dobrze
        wpłynęło na moje samopoczucie), ścięłam i przefarbowałam włosy,
        zmieniłam garderobę. Odpoczęłam. I chyba to mi dało impuls do tego
        by zadbac o siebie także w innycvh sferach. Przestałam pozwalać na
        siebie krzyczeć. I postanowiłam, że zabawa z dziecmi jest ważniejsza
        niż trzecie w ciągu dnia mycie podłogi oraz, że wole poczytac
        kscążkę niz pucować wc usuwając niewyczuwalny odór moczu. I teraz
        nie wiem co dalej. Bo on jest jaki był. A ja czuję, że nie zasługuję
        na te jego humory. No ale te dzieci... Osobny temat. Ale opisz mi
        swoja sytuację - zawsze w kupie raźniej. Serdecznie
        pozdrawiam
    • kimura Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 22.09.09, 15:47
      Jesli rzeczywiscie w kupie razniej to i ja opisze swoja sytuacje...
      Niby wszystko jest ok, jestesmy 10lat po slubie, mamy dwoje dzieci
      (6 i 9lat)ale wlasnie to wszystko niby,
      wszystko jest w porzadku jak nic sie nie dzieje, a wystarczy
      drobiazg, wylanie soku przez dziecko, nieodpowiednie zachowanie psa,
      bo zlapal but ktory nie byl schowany do szafki, mleko nie schowane
      do lodowki by rozpetala sie burza.wtedy slysze ze ja nic nie
      potrafie zalatwic do konca, ze jestem wiesniaczka, ze zle wychowuje
      dzieci bo nie wykonuja polecen od razu itp.nie przeszkadza mu ze
      dzieci slysza, ze jest np.moja siostra. denerwuje sie gdy ktos do
      mnie zadzwoni, a podczas rozmowy mojej przez telefon z kolezanka
      robi glosne uwagi na temat tego ze wlasnie jest sobota i powinnam
      poswiecic czas rodzinie. Wciaz ma obsesje tego ze go oszukuje, ze za
      duzo rozmawiam przez telefon, ze zbyt dlugo wracam z pracy.
      zaczyna brakowac mi sily. moze i nie jest to tylko jego wina ale nie
      daje rady sluchc juz tych wyzwisk, przeklenstw.najgorsze w tym jest
      to ze nie widze dla siebie innej drogi, zupelnie nie wiem co moge
      zrobic zeby bylo lepiej.udawac ze nic sie nie dzieje nie moge ze
      wzgledu na dzieci,nie chce zeby dorastaly w takim domu.mieszkamy
      poza granicami polski i coraz czesciej mysle o tym zeby stad uciec
      ale dokad?...
      • any1234 Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 22.09.09, 16:07
        co jest z tymi facetami?????????????
        myślałam że tylko mój mąż ma taki problem a tu proszę - zyjemy w
        społeczeństwie słownych agresorów! co drugi problem tutaj dotyczy
        słownej agresji! o co chodzi???
        dziewczyny, jak sobie z tym radzicie??? ja juz po prostu nie mogę!
        tylko "nic się nie zmieniasz" i "nic się nie zmieniasz" . ale jak
        spytam "ale co konkretnie mam zmienić?" to chwila konsternacji i
        zmiana tematu. ciemna d... po prostu...
        • sebalda Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 22.09.09, 16:55
          Nie mam czasu, wiec powiem krótko, wyjątkowo jak na mnie: testosteron,
          bezwzględna chęć dominacji, a żona i dzieci to najlepsze obiekty do tego, no bo
          przecież nie szef, i wzorce wyniesione z domu. Ich mamy często wychowywały
          gromadkę dzieci, nie pracowały, były zależne od męża i musialy to znosić. My już
          nie jesteśmy tak uzależnione i umiemy artykułować swoje potrzeby, a to już
          niestety naszym panom zdecydowanie nie pasuje.
          Nowym dziewczynom i tym, którym to umknęło, podaję linka do bardzo mądrej
          odpowiedzi naszej pani psycholog na jeden z niezwykle podobnych do powyższych
          postów:
          forum.gazeta.pl/forum/w,898,100322211,100493712,Re_Czy_moj_maz_jest_chory_.html
          Gorąco polecam do przemyślenia i zachęcam do przedyskutowania.
          • e.mama.s Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 22.09.09, 19:48
            Sebalda ma rację! Zachowanie mojego np męża jest spowodowane zlym
            wychowaniem a raczej chowem. Jak zaczelo się między nami psuć,
            poobserwowalam sobie jego rodzinę i zachowania jego matki byly
            identyczne do jego: krzyczy a nie mówi, rządzi, nie znosi sprzeciwu,
            myśli tylko o sobie, nigdy nie przytuli syna. ja osobiście nie
            widzialam jakiegokolwiek gestu czułości albo komplementu ze strony
            jego matki. Po prostu byl chowany: tzn dostawał jeść,pić i odmawiał
            paciorek.
            Ja byłam za męża za dobra, to znaczy malo wymagalam ze względu na
            ciężką pracę. W krytycznym momencie wyrzucilam męża z domu,
            powiedziałam że nie chcę z nim być i dlaczego oraz ,że się rozwodzę.
            Nie bylo go tydzień. Po tygodniu wrócił ale dalej nic nie zrozumiał,
            kolejny tydzień i coś do niego dotarło i teraz czasami tylko zdarza
            mu się wybuchnąć ale jakoś sie kontroluje. Odnośnie linka do forum
            Czy mój mąż jest chory - bylo tak jak pani Agnieszka opisuje.
            Dokładnie, najbardziej mnie denerwowało i bolało, że mąż był milszy
            dla obcych, np dla złomiarzy niż dla mnie. Na razie jest w porządku.
            Zależalo mi na tym, żeby dziecko rodzinę, bo sama wychowalam się bez
            ojca.
            • mamuska_2000 Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 23.09.09, 09:07
              Jakbym czytała o swojej teściowej :) Tylko że ona nie jest zimna. To
              wulkan emocji - jedną ręką przytula, a drugą leje po głowie. Stara,
              rozpieszczona baba, jedynaczka (dziecko, któremu lekarze dawali
              marne szanse na przeżycie), która zawsze miała co chciała, była
              pępkiem wrzechświata i tak już zostało. I nikt do dziś nie jest w
              stanie jej się przeciwstawić, bo jak tylko coś jest nie po jej
              myśli, to robi piekło. Nigdy nie jest zadowolona - no i jak ktoś kto
              nie ma akceptacji od własnej matki ma żyć w partnerskim związku??

              Kurcze, jak przypomnę sobie swoje dzieciństwo - pełna akceptacja,
              absolutna bezwarunkowa miłość, względna wolność wyboru... Dlatego
              tak się buntuję i bulwersuję jak mój mąż próbuje mnie kontrolować,
              rządzić mną i jak się na mnie wydziera nie wiadomo za co - nikt
              nigdy na mnie tak nie wrzeszczał i nie wyrażał się tak o mnie!
              Cholera.... to chyba jednak kompletna porażka że my jesteśmy razem -
              tak różne rzeczy wyniesliśmy z domu, że chyba nie jesteśmy w stanie
              się dogadać.... to się skończy albo rozstaniem albo wielką
              frustracją i spapranym życiem....
      • awaaawa Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 22.09.09, 22:55
        Jakbym czytała o sobie. I co zamierzasz?
      • awaaawa Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 23.09.09, 11:41
        Jak bym widziała swojego. Czy pracujesz? Jesteś samowystarczalna?
        Miałabyś pomoc rodziny, przyjaciół. Jesli nie to myślę, że zanim
        zaczniesz rozważać rozwód czy ucieczkę (najprościej chyba do kraju)
        to musisz zapewnić sobie te rzeczy. Pamiętaj, że jeszcze jest coś
        takiego jak alimenty. To że się czepie podczas twoich rozmów
        telefonicznych to sygnał, że być może chce odseparowac cię od innch
        ludzi, byc może własnie po to byś czuła się samotna i tylko jego
        (może robi to nawet nieświadomie). W moim przypadku bardzo pomagają
        spotkanie i rozmowy ze znajomymi, Od pewnego czasu przeształam się
        nim przejmować i umawiam się z koleżankami (i parami) bez niego
        (zawsze wczesniej były to spotkania par) (bo on np. nie ma ochoty
        lub - słowo-wytrych - PRACUJE), z tym, że zawsze z dziećmi. Takie
        spotkanie są bardzo fajne i dobrze mi robia na samopoczucie. Wiem,
        że każdy ma swoje życie i pewnie by mnie nie przygarnął pod dach (a
        przynajmniej nie na długo) ale czuję, że żyję wśród ludzi, nie
        jestem taka samotna. Ale jestem w takim punkcie, że dokonałam zmian
        stosunku do siebie i siebie do świata, zweryfikowałam hierarchię
        wartości (wymagane przez niego utrzymanie lśniącej podłogi jest
        mniej ważne od paru innych spraw; tym bardziej, że przy lśniącej
        podłodze okazuje się, że inne rzeczy są niefajne), i nie wiem co
        dalej. Bo on zmuszony do rozmowy o związku zaoferował nam jeden
        przyzwoity weekend. I deklaracje, że tak będzie dalej. Ale nie jest,
        jest jak było. I ja nie wierzę, że będzie inaczej. W odruchu
        rozpaczy zapisałam sie na konsultacje psychologiczną (sama, bo on
        nie pójdzie), żeby może ktoś spojrzał na to z boku. Czy to ma jednak
        sens?
    • evenjo Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 22.09.09, 20:44
      Sama pochodzę z rozbitej rodziny i może dlatego nie czekałam zbyt długo z
      decyzją o rozstaniu z mężem, ojcem naszych 2 synów. Zbyt długo...bałam się jak
      sobie poradzę, obwiniałam, że nie umiałam zatrzymać faceta, że teraz moje dzieci
      będą miały przesrane itp, itd. Fakt, faktem-zadbałam o to by pomóc sobie - i
      chłopcom zaraz po rozstaniu z meżem. Młodszy miał niecałe 2 lata, a ja wróciłam
      do pracy, więc zamieszkała z nami opiekunka młodszego, z którą wcześniej
      poznałyśmy się a w trakcie wspólnego mieszkania udało nam sie zaprzyjaźnić. Nie
      byłam sama, miałam pomoc w domu i kogoś do kogo mogłam otworzyć gębę. No i
      miałam moją psychoanalizę, gdzie też mogłam otwierać gębę, choć akurat mój
      analityk raczej milczał. Stosunki z byłym mężem były początkowo chłodne ale
      poprawne. Z czasem się ociepliły...teraz wyglądają prawie tak jak za "dobrych",
      małżeńskich czasów-kłócimy się, czasami gadamy, od czasu do czasu sypimy ze
      sobą. Gdzie więc różnica, po co się było rozwodzić? Ano różnica w tym, że wiem,
      że mogę i chcę być bez mego exa. Lubię go i może nawet kocham, ale nie chcę z
      nim żyć. Nie boję się samotności, odium samotnej, zostawionej kobiety,
      przerobiłam to wszystko. Dzieci spotykają się z ojcem 2-3 razy w tygodniu, a
      były robi to, czego nigdy nie robił, gdy byliśmy małżeństwem-pierze swoje
      rzeczy, zmywa od czasu do czasu, sprząta bajzel po sobie i chłopakach. Jestem
      szczęśliwa. Czuje się wolna, swobodna, czuję się panią samej siebie, swego losu,
      swego czasu. Nigdy nie żałowałam decyzji o rozstaniu, choć to najboleśniejsza
      sprawa w dotychczasowym moim życiu.
      • awaaawa Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 22.09.09, 22:52
        Gratuluję. Sama bym tak chciała ale boję się że z moim to nie
        wyjdzie. Tu chodzi nie tylko o niewyprane gacie ale też o brak
        szacunku do mnie. No i wobec jego niesłowności nie bardzo wyobrażam
        sobie umawianie się kilka razy w tygodniu, bo w te dni pewnie bym
        czekała ze dwie godziny od umówionej pory (bo juz jedzie, bo korki
        bo tylko musi wpaść na pocztę do banku i za 5 minut będzie).
        A co do wszystkich was, które borykają się nadal z mężami -
        rzeczywiście wygląda to podobnie. Rozlane mleko i niegrzeczny pies...
        Ale skoro problem jest tak powszechny to chodzi chyba nie tylko o
        matki, które prowadziły idealny dom. Bo moja teściowa domu raczej
        nie prowadziła, a juz z pewnością nie taki, w którym dzieci
        otrzymywały regilarnie ciepy obiadek, miały wysprzątane, a lekcje
        zawsze sprawdzone. Co więcej gdy był nastolatkiem to się teściowie
        rozwiedli. I tak sobie myslę, że on powiela wzorzec ojca, który
        potem interesował sie nimi tak raz na pare lat ale też i matki,
        która wolała inne towarzystwo niż własne dzieci. Poza tym mój ma na
        koncie już jedno nieudane małżeństwo (byłam głupia, zakochana,
        wierzyłam, że on jest biedaczek, niewinny jego rozpadu), przy czym
        jego eks nie pracowała - i też nie wyszło. Więc zastanawiam się
        poważnie czy mam jakieś szanse, skoro on powiela scenariusz z
        dzieciństwa i z własnej młodości. Juz chyba raczej nie dorośnie???
        Nie chcę być całe życie nieszczęśliwa, uwiązana przy facecie, który
        mnie irytuje. Ale ważniejsze jest, żzeby moje dzieci były
        szczęśliwe. Lecz czy to szczęście zapewni im ojciec poswięcający tak
        mało czasu i uwagi? Jednak z drugiej strony - pewnie mają jakies
        poczucie bezpieczeństwa płynące ze świadomości posiadania pełnej
        rodziny?
        • sebalda Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 23.09.09, 09:55
          Lepsza rodzina niepełna niż pełna toksyczna, przeczytaj posty dorosłych juz
          kobiet, które wyrosły w domach, gdzie ojciec regularnie urządzał karczemne
          awantury, gdzie były wrzaski i wyzwiska, gdzie matka była bezwolna i bezbronna,
          i godziła się na to wszystko. Te kobiety obarczają teraz winą te słabe matki,
          same mają ogromne problemy z ułożeniem sobie życia, z własnymi związkami, a małe
          dzieci potrafią mieć poważne problemy emocjonalne i zdrowotne, wyrastając w domu
          pełnym agresji i krzyków. Szczerze polecam lekturę kilku podobnych wątków.
          • awaaawa Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 23.09.09, 11:23
            No tak, niby racja. Ale także z Twoich postów wynika, że latami
            znosisz wrzaski. Chociaż rzeczywiście w moim przypadku jest nieco
            inaczej - bo nas chyba juz nic nie łaczy. Nawet organizacyjne sprawy
            codzienne. nasze rozmowy ograniczają się do "o której wrócisz?" co i
            tak w jego przypadku nie jest wiążące (no, z przybliżeniem do 3
            godzin). A gdy usiłuję go wciągnąc w jakąs rozmowę siedzi ze
            wzrokiem wlepionym w komputer i mówi "mów, ja cię słucham". Tak
            wyglądaja te lepsze dni. Więc może masz rację. Z drugiejk strony ja
            nie godze sie na to i stąd biorą się awantury. Niemniej jednak
            dzieci parę razy widziały jak płaczę i nawet mój mały synek opowiada
            jak to tata krzyczy na mamę (bo ja raczej głosu nie podnoszę). A
            córeczka kuzyna, króry przyszedł z wizyta na roczek najmłodszego
            spytała na koniec :"a wy macie tez tatę czy tylko mamę?".
            Może jestem rozgoryczona po kolejnym piekiełku? Ale tez i te dobre
            dni dla mnie dzis trącą fałszem i chłodem. Dodatkowo komplikuja to
            wszystko sprawy intymne, bo on uważa, że po dniu bezx krzyków
            powinnam być chętna, a ja juz od dłuższego czasu w ogóle na seks nie
            mam ochoty. Więc pozycie jest niezwykle rzadkie, o co tez ma
            pretensje. Nie wiem jak to jest u innych, ale sądzę, że atmosferka
            domowa przekłada sie też na te sfery życia. A może to ja jestem
            oziębła?
            • e.mama.s Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 23.09.09, 11:52
              A mi się wydaje,że jesteśmy dla nich za miłe i dobre. Ja się ostro
              wzięłam za swojego, zaczełam go traktować jak uczniów i jestem
              konsekwentna, np do tego dnia ma być zrobione to i to, jeżeli wywola
              kłotnię nie odzywam się parę dni a nawet dłużej i nie ma mowy o
              wspólżyciu. Zresztą ja też już nie mam ochoty. Ostatnio zapytał mnie
              czemu jestem taka niedobra, ha. Myślę, że przełom w jego zachowaniu
              nastąpił wówczas, kiedy stwierdzil że nie boję się być sama. Stąd
              wniosek, że lepiej nie wychodzić za mąż tylko żyć w partnerskich
              związkach.
              • e.mama.s Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 23.09.09, 12:03
                I jeszcze jedno. Jak zaczął mnie obrażać w obecności dziecka: "patrz
                jaka mama głupia jest" ostro pojechałam po nim, zmieszałam go z
                błotem przy znajomych jego, bo on przy obcych jest dla mnie
                czarujący, a potem znajomy napisał mi pozew rozwodowy i zostawiłam
                to u jego matki, bo u niej tymczasowo pomieszkiwał.
                • mamuska_2000 Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 23.09.09, 12:44
                  kurcze... to niesamowite jak bardzo ludzie są schematyczni... jak to
                  możliwe, ze tylu facetów zachowuje się tak samo: przy ludziach do
                  rany przyłóż, super gość! jak on Cię kocha! jak pięknie się do
                  Ciebie odnosi! a w domu - druga natura!

                  bardzo Cię podziwiam, że sobie radzisz jakoś z tym swoim "Hydem".
                  mój ma takie piękne czarne oczy, których od dziecka używa żeby
                  osiągnąć soje cele. i na prawdę potrafi, wspomagając się tymi
                  cholernymi oczani, tak pojechac mi po emocjach... te oczy potrafią
                  być najbardziej okrutnymi oczami na świecie, ale potrafią być tez
                  takie nieszczęśliwe.... i co z tego, że zdaję sobie sprawę że on mną
                  manipuluje? gdybym go przestała kochać, może by mi to coś dało...

                  jak Ty sobie radzisz? co to znaczy, że traktujesz go jak uczniów?

                  ja nie jestem owieczką biernie słuchającą ryków barana, ale choćbym
                  nie wiem jak nie pozostawała dłużna, rozwala mnie to na długie dni.
                  nie wspomne o tym, jak odbijają się te kłótnie na moim zdrowiu.
                  mój "Hyde" czasem ma przebłyski - o terapii na razie nie ma mowy ale
                  czyta. i wprowadza w życie. bardzo drobnymi kroczkami zmierzamy
                  jednak gdzieś w kierunku jasnego światełka. ale może żle z nim
                  postępuję?? chętnie bym poczytała jakie postępowanie dało u was
                  jakikolwiek skutek...
                  • e.mama.s Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 23.09.09, 19:56
                    Mocno na moim zdrowiu odbijały się te nasze problemy, myślę, że
                    kochalam go bezwarunkowo t sytuacja - ciąża a potem male dziecko
                    mnie osłabiły i chcialam miec święty spokój. Myślę, że on przez te
                    dwa lata po części zabił moją milość, jest przywiązanie i nie wiem
                    czy coś jeszcze. Odnośnie traktowania jak uczniów.Jestem
                    nauczycielką, do tej pory traktowałam męża jak partnera a teraz jak
                    uczniów właśnie, no jak dziecko. Gdybym w klasie nie pokazala kto tu
                    rządzi(nie chodzi o krzyk) to miałabym rozwaloną każdą lekcję i nikt
                    by mnie nie sluchał, co więcej odebrali by mnie jako słabą. Czasami
                    jak się jest za dobrym tzn idzie zawsze na ustępstwa uczniów to oni
                    się z tobą nie liczą, a jak zaobserwują, że prubujesz się im
                    przypodobać to nie szanują, wyśmiewają. Co więcej uczniowie lubią
                    nauczycieli zdecydowanych, charakternych i wymagających ale zawsze
                    sprawiedliwych i dotrzymujących slowa. Niektórzy moi uczniowie plci
                    męskiej są, zauważylam już dawno, bardziej dojrzalsi niż mój mąż w
                    sensie bardziej dojrzalsi emocjonalnie. pzdr.
                    • timurek1 Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 01.10.09, 14:17
                      a nauczycielką jesteś czego? bo chyba nie polskiego....
                      nauczycielka, która robi błędy ortograficzne i pisze "próbujesz"
                      przez "u" zwykłe to dla mnie porażka- jak nie umiesz pisać, to
                      unikaj forów publicznych, bo tylko się kompromitujesz. dobrze, że
                      nie uczysz moich dzieci. ćwicz pisownię w przerwach między kłótniami
                      z mężem!!!!!! intensywnie!!!!!
    • kati1973 Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 24.09.09, 09:07
      Zycie w dysfukcyjnym domu nie jest dobre ani dla Ciebie, ani dla
      dzieci. Dzieci nie czuja sie bezpieczne i ucza sie zlych wzorcow,
      ktore beda powielac w przyszlym zyciu i zwiazkach. Jesli nie ma
      szans na terapie i zmiane takiej sytuacji, a Ty jestes zdecydowana,
      lepiej zapewnic im dom SPOKOJNY< BEZPIECZNY i szczesliwy, samotnie
      Pozdrawiam
      • awaaawa Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 24.09.09, 10:37
        Wiesz co, ja to wszystko niby wiem. Co więcej, w moim przypadku nie
        ma mowy juz o uczuciach, przywiązaniu czy wygodzie. Wygodnie mi jest
        jak on na parę dni wyjeżdża. Ale nadal decyzja jest trudna, bo
        jednak sa te krótkie chwile, gdy go "mają" dzieci - i to nie na
        zasadach, że jest gościem. To jest 5 -15 minut co kilka dni. Wiem,
        że mało. Ale one są przyzwyczajone do widoku jego samochodu przed
        domem, jego ciuchów w szafie, jego golideł etc. To jest ich świat.
        Poza tym ja mam kontrolę nad tymi kontaktami, a w razie rozwodu po
        prpstu by je zabierał (im wieksze tym na dłużej) a ja bym sie bała
        czy sie w ogóle nimi zajmuje (widziałam jak zajmuje się córką z
        pierwszego małżeństwa, tzn. jak była mała to ja się zajmowałam,
        potem podrzucał teściowej, a potem to już wcale - było mu obojętne
        np., że jako 15-latka współżyła z chłpakiem, że ma mnóstwo
        kolczyków, etc, pomimo kłopotów w szkole pojawił sie tam raz w ciągu
        3 lat). Nawet jak go wypycham z wózkiem na spacer a się ochłodzi to
        muszę dzwonić żeby ubrał dziecku bluzę bo sam by na to nie wpadł.
        Lub jeśli przewiduję, że zaśnie to żeby przykrył, bo tego nie robi i
        przywozi mi dziecko lodowate. A co dopiero gdybym mu musiała ich dać
        całkiem samemu?
        • sebalda Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 24.09.09, 11:09
          Jak tak czytam te wszystkie tłumaczenia i jak myślę o swoich (dorastający syn
          potrzebujący ojca), czasami myślę, że to nie oni, agresywni i nieliczący się z
          nami panowie, lecz my, bezwolne i znoszące wszystko cierpliwie kobiety jesteśmy
          chore. Przecież im tak jest najlepiej i najwygodniej: dom i dzieci zadbane, a
          jednocześnie świetnie nadające się do odreagowania wszelkich stresów. Kobieta
          czasami się obrazi, ale na krótko, mozna wtedy tym bardziej ją szmacić, tudzież
          urwać się i pobawić bez wyrzutów, potem i tak wybaczy, zapomni i znowu
          sielaneczka do czasu następnego wybuchu, upuszczenia złej krwi. I tak w kółko.
          Po co się starać? Kobieta zawsze znajdzie wytłumaczenie dla trwania w związku,
          który nie dość, że nie daje jej nic dobrego albo bardzo niewiele, to jeszcze ją
          rani, a u dzieci powoduje traumatyczne przeżycia związane z wiecznie
          wrzeszczącym, wyżywającym się tatusiem. Czy naprawdę myślisz, że 5-15 min co
          kilka dni z tatusiem, który przypadkowo akurat jest w dobrym humorze,
          zrekompensuje dzieciom lęki i niepewność dnia codziennego, a później
          obserwowanie, jak bliski człowiek może traktować drugiego bliskiego człowieka?
          Wiem, że nie jestem autorytetem, bo sama nie radzę sobie z własnym małżeństwem,
          ale chyba tym mocniej namawiam młodsze kobiety, żeby przeanalizowały swoje życie
          i szanse na jego poprawę.
          • joryca Po rozwodzie będzie lepiej! 25.09.09, 14:04
            Moj zwiazek rozpadal sie stopniowo, ale skutecznie. Kiedy syn mial
            niecale dwa lata, wyjechalam do pracy na trzy tygodnie. W tym czasie
            maz oparzyl malego zelazkiem, a ja odetchnelam od domowej "klatki".
            Poznalam tez pewnego rozwodnika z dwojka malych dzieci. Duzo
            rozmawialismy. WNa spotkaniach padly dwa wazne stwierdzenia: po
            pierwsze, nieszczesliwa matka nie da szczescia dzieciom, po drugie,
            im pozniej sie rozwiedziesz, tym bardziej dzieci beda o to obwiniac
            siebie, podczas gdy male dorosna uznajac dwa domy (mamy i taty) za
            normalnosc. Daje im sie latwo wytlumaczyc, ze rodzice sie
            przyjaznia, ale kochaja juz kogos innego (nowego partnera). Wtedy z
            obu domow dzieci wynosza milosc, szacunek oraz poprawne stosunki
            miedzyludzkie, na ktore nie maja szans w domu z awanturami i
            wyzwiskami emocjonalnie nieobecnego ojca.

            A ze facet sobie nie poradzi z dziecmi? Bedzie musial sie tego
            szybko nauczyc, zas jesli zrezygnuje z kontaktu z dziecmi, pamietaj,
            ze nie bedzie to w zadnym wypadku Twoja wina - i to dzieci tez
            zrozumieja.

            Mimo obaw odeszlam od meza dwa lat temu. Moj teraz czteroletni syn
            rosnie szczesliwie, widuje ojca, a o moim partnerze powiedzial
            ostatnio, ze go kocha (a nie uzywa tego slowa czesto). Jesli
            mialabym wybierac ponownie, nie wahalabym sie ani chwili. W obecnym
            ukladzie wszyscy jestesmy szczesliwsi - i maz, ktory
            odzyskal "wolnosc" i z niej korzysta, i syn, otoczony zewszad
            miloscia, i ja, silna, kochajaca i kochana.
            • awaaawa Re: Po rozwodzie będzie lepiej! 26.09.09, 12:34
              Dzięki, dzięki. Także Sebaldzie. ja tez tak myslę co nie zmiania
              faktu, że decyzja nie jest łatwa. Jednak chcę jeszcze sobie dać
              czas, tym bardziej, że dopiero od kilku tygodni mozna powiedzieć -
              otrząsnbęłam się z letargu - naprawdę, sama dałam sobą pomiatać. On
              przez te pare tygodni się nie zmienił, a moja tolerancja sie
              zmiejszyła. Ile mi potrezba czasu? Boje się, że jak zbyt długo to
              znowu przyzwyczaję się do takiego życia i uznam je za normalne (bo
              juz tak było, że chyba zatraciłam granicę pomiędzy normalnością a
              tym, co miałam). Pozdrawiam was wszystkie.
              • morekac Re: Po rozwodzie będzie lepiej! 26.09.09, 14:05
                Kuj żelazo póki gorące...
    • minkat Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 30.09.09, 15:13
      Bedzie. Znam z autopsji.
      • kag1 To moja historia 30.09.09, 15:53
        Wszystko co napisałaś jest jakby wyciągnięte z mojego domu. My
        byliśmy na 3 spotkaniach terapii rodzinnej, niestety mojego męża to
        tylko bawi. Ale ja spojrzałam na nas inaczej, i jestem o krok od
        odejścia, bardzo się boję, ale ta myśl zdeterminowała większość
        moich poczynań.
        Czy wiecie jak zabezpieczyć dzieci po rozwodzie żeby ojciec płacił
        na ich utrzymanie godziwe pieniądze? ( nie alimenty bo te są niskie
        i trzeba je uzyskać droga sądową)
        • morekac Re: To moja historia 30.09.09, 16:38
          Pieniądze płacone na dzieci `po rozwodzie to alimenty właśnie. Ich
          wysokość zależy od dochodów rodzica i kosztów utrzymania dziecka.
          • dolina_konga Re: To moja historia 30.09.09, 23:06
            Sama znam pare takich zwiazkow wsrod przyjaciol, prawie wszystkie sa chore z
            winy facetow, tylko kurcze kto ich tak wychowal? Przeciez nie ojcowie!
            Uwazajacie zeby nie zafundowac takiego zycia swoim synowym.
            • kowalskiego-live Re: To moja historia 01.10.09, 13:37
              Fajnie dziwczyny ponażekać na facetów, a co jak to samo robi kobieta
              i nieraz chce się jej przylożyć bo zachowuje sie tak jak wasi
              mężowie. No ale facetowi nie uchodzi. Rowieść się ???? Zabierze ci
              dzieci i caly dorobek życia. Może jakaś rada !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              • mozambique Re: To moja historia 01.10.09, 15:33
                ciekawe jak WSZYSTKIE , absolutnie WSZYSTKIE kobiety w tym wątku to
                chodzące ideały, niczemu nie winne, jako te lelije nieskazitelne,
                prawdziwe anielice unoszące sie lekko w powietrzu a jedną ich wadą
                jest "bycie zbyt dobrą",
                aż mdli, fuj !

                ciekawe co by powiedzieli męzowie owych anielic zapytani o
                przyczyny rozpadu więzi ?
          • nikka00 Re: To moja historia 06.10.09, 01:23
            Alimenty nie są zależne od dochodów zobowiązanego do alimentacji
            tylko od MOŻLIWOŚCI ZAROBKOWYCH a to dwie różne rzeczy. Różnica
            polega na tym że w pierwszym przypadku brane pod uwagę byłyby
            rzeczywiste i udokumentowane dochody, a w drugim to ile by mógł
            zarabiać gdyby dołożył nalezytej staranności - innymi slowy nie
            wykpi się np. taki stolarz twierdzeniem że zarabia 1000 zł. jeśli w
            okolicy można zarobić 3000 zł. - wówczas ta druga kwota jest brana
            pod uwagę. A właściwie powinna być - poczytajcie orzecznictwo Sądu
            Najwyższego oraz komentarze do art 135 (albo 134 pózno już :))
            kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Sądy chętnie stosują tą pierwszą,
            nieprzychylną interpretację ale należy się bić i podpierać
            orzeczeniami SN. Udaje się, mówię z doświadczenia :).

            Pozdrawiam i życzę siły.
            • aniusia_u Re: To moja historia 06.10.09, 07:31
              a ja wiem z doświadczenia ze lekarz z 2specjalnościami i dobra renomą prywatna
              nie jest w stanie płacić więcej niż 700zł na 3dzieci.Prawo niestety prawem a
              życie życiem.Mam nadzieję, ze Twój mąż okaże się lepszym ojcem.
    • timurek1 Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 01.10.09, 14:20
      rzuć go. jak najszybciej. to opinia faceta.
      • jolek46 Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 15.11.09, 22:48
        po rozwodzie na pewno będzie lepiej!!! im szybciej tym lepiej!im mniejsze dzieci tym lepiej! jeżeli jesteś w stanie się utrzymać i masz gdzie mieszkać to wyjście jest proste-rozwód
        póżniej może być tylko gorzej-gdybym nie liczyła na cud czyli,że bedzie lepiej to nie byłoby tak źle-dzieci były małe i za tatusiem nawet czasem dobrym szlały,a tat i tak ich olał....
        jak się skończyło-jestem bezdomna bez niczego,bo tzw.majątek wspólny poszedł na jego długi-ale to też była moja wina,dom,w którym mieszkaliśmy odziedziczył po swoich rodzicach,więc wara mi od niego-sprzedał i przechulał,ja mam dzieci na wychowaniu,on nie płaci,bo nie z czego,jak będę miał to wam dam....
        a 10 lat temu było trochę lepiej,byłam młodsza,silniejsza,dzieci mniejsze,więc mniejsze wydatki....
        zawsze przychodzi moment,kiedy nam się otwierają oczy,ale to jest już zawsze za późno,wcześniej nie słucha się rad,nie widzi tego,co jest jasne...
        powodzenia życzę
        • anica888_only Re: A może dzieciom po rozwodzie będzie lepiej? 28.11.09, 20:32
          witam ja tez mam podobna sytuacje albo nawet i gorzej.Jestesmy
          malzenstwem od 10 lat i mamy 3 dzieci, miedzy nami nigdy nie bylo
          dobrze bo widzimy swiat inaczej ale i byly dobre chwile owocem sa
          dzieci ale odkad maz kupil dom wszystko sie posypalo zrobil sie
          bardziej zlosliwy nie interesuje sie mna i dziecmi ciagle nas
          krytykuje mowiac ze jestem glupia i beznadziejna ze nie potrafie
          wychowywac dzieci a ostatnio przegiol mowiac ze wychowalam swinie a
          nie dzieci bo niesprzeataja tak jak on chce,nigdy nie pracowalam od
          10 lat zajmuje sie domem i dziecmi ale ostatnio powiedzialam mezowi
          jakbym chciala pojsc do pracy bo juz warjuje w domu chce poznac i
          moc rozmawiac z ludzmi i jak on sie na to zapatruje wiec jego
          odpowiedz byla prosta jestem samolubna i zla matka ze mnie , on
          zawsze byl uczulony na to ze gdzies wychodze np:ide do kolezanki na
          kawe nie ma mnie 2godz. a on mi gada ze juz mnie nic nie interesuje
          bo siedze u kol. na kawie (wychodze bardzo rzadko i zawsze z dziecmi
          jak on jest w pracy)czasem mysle ze jestem mu potrzebna tylko do
          sprzatania gotowania i pilnowania dzieci a nie dlatego ze mnie kocha
          z dziecmi tez nie ma kontaktu tylko je krytykuje i ciagle nakazy i
          zakazy mam juz tego dosc wiec poszlam na rozmowe w sprawie pracy mam
          zamiar usamodzielnic sie finansowo i biore pod uwage rozwod ale boje
          sie reakcji dzieci (wiek 10,8, i poltoraroczne) ale wiem jedno juz
          dluzej nie moge tak zyc staralam sie rozmawiac z mezem ale to nic
          nie dalo zawsze to ja jestem ta najgorsza, jedyne o co go prosze to
          o troszeczke czasu dla dzieci i to zeby nie tylko od dzieci wymagal
          ale zeby tez cos dawal tzn. bawil sie z nimi,rozmawial spedzal czas
          z nimi a on tylko praca w domu to komputer i idzie spac i to
          wszystko dziekuje za wysluchanie mojej histori,przepraszam za nielad
          w pisaniu i chetnie poczytam wasze opinie i odpo.na wiecej pytan
Pełna wersja