moonikac
29.09.09, 02:09
ciężko będzie, ale spróbuje Wam przedstawić moja obecna sytucje od poczatku.....
dwa lata temu wyszłam za mąż i przeprowadziłam się do domu tesciów-mamy osobne
piętro, wejście,a od tego roku łazienke i kuchnie także super.przeprowadzając
się byłam najszczęśliwsza na świecie, myślałam, że tesciowa na rekach będę
nosić, a nawet że będą miała z nią lepsze relacje niz z moja mamą. Na początku
bylo naprawdę super-wspólne kawki, papieroski, pogaduchy....aż mi żal jak to
pisze.....uważałam się za jedną z nielicznych synowych, która ma super
tesciową. Póki miałysmy wspólna kuchnie zaproponowałam, że w moje wolne dni(10
w miesiącu) ja będę gotowac obiady(w sumie dla 5 osób)denerwowało mnie tylko,
że w "moje" dni zaczynała obiad, ale mąż delikatnie dał jej do zrozumienia,
żeby dała mi się wykazać i było ok.
Tak właściwie to sama nie wiem kiedy zaczelo się psuć, ale np w święta
Wielkanocne poszłam coś pożyczyć a ona przybrała mi koszyk jak małej
dziewczynce co pominęłam milczeniem, ale za to przykro mi się zrobiło jak
chciałam, zeby mąż ze mną poszedł, a ona na to że niby co sie takiego
zmienilo, że miałby iśc(nigdy nie chodził) no dla mnie duzo-byłam żoną, ale
stwierdziłam że nie bedę sobie przybierac do głowy, Na pewno w jakims stopniu
przełomem była jedna rzecz-mąż kiedys szukał spodni po czym się okazało, ze
tesciowa sobie wzieła bo jej prania brakowało-z naszej łazienki-z naszego
pojemnika na brudy!!!!ja rozumiem, ze ona mu do tej pory prała, ale wiadome
było, że są tam tez moje rzeczy więc mogła sobie darować...szala się
przewazyła jak zaszłam w ciąze a ona się zachowywała tak jakby jej nie było,
ani raz nie usłyszałam od nie "jak się czujesz"żadnego entuzjazmu chociaż to
jej pierwszy wnuk mial być. międzyczasie była nasza rocznica slubu,
siedzieliśmy z moimi rodzicami i teściami a czułam się jakby nas nie
było.tesiowa paplała o wszystkim i niczym( a tu wnuk w drodze, planujemy się
budować, no i mkońcu NASZA rocznica1) a miedzy czasie kazała mi programy
przełaczać bo wszystkie teleturnieje musiiała zaliczyć. wogóle znienawi9dziłam
spotkań my-teściowie-rodzice bo czułam się tak jakby mnie nie bylo, do tej
pory tak mam i przyznaje jestem zazdrosna bo ja mam bardzo dobry kontakt z
rodzicami i jak przyjezdzaja DO MNIE to chciałabym z nimi porozmawiać, a ona
zawsze przychodzi no i mam pogadane.z czasem doszło do tego, że rodzice rzadko
przyjezdzają bo tez im nie na rękę takie "spotkania".były o to kłotnie z
meżem, ale on stwierdził, że przeciez nie powiie jej, żeby nie przychodziła, a
ja nigdy jej na nic nie zwracałam uwagi bo mi glupi było.jak skończyliśmy
swoją kuchnie to sie prawie obraziła, ze zaczełam u siebie gotowac no ale
chyba po to ta kuchnia...kiedys pojechali do moich rodzicow (jak byłam w
ciąży), a ona sie rozpłakała i zaczeła żalic moim rodzicom, że jak na dół nie
schodzę, że kiedyś widziała, że papryke wyrzuciliśmy(ona potrafi zjeśc
przeterminowana smietane, żeby się nie zmarnowała), że ona wysokie rachunki
placi(oczywiście dokladamy się do domu) cos tam jeszcze na męża, szkoda pisać,
ale stwierdziłam ,ze fałszywiec z niej bo przy nas było ładnie pięknie......
ale to wszystko nic, najgorsze zaczelo się jak urodzialm synka-potrafiła do
mnie przychodzić kilka razy dziennie, wkoncu zaczeło mnie to denerwować bo
karmiłam cycem, a przy niej nie miałam zamiaru poza tym przestałam czuć się
swobodnie bo wiedziałam, ze w każdej chwili może przyjśc....i tak jest do tej
pory.a ja się czuję doslownie osaczona bo jak mieszkałam z roodzicami na 55
metrach to ich tak często nie widywałam jak ją.dobija mnie to, że jak tylko
gdzies ide albo wracam to nie przepuści okazji, żeby wyskoczyć bo małego musi
zobaczyc, wiem że to małe dziecko ale wkońcu ma go na codzień.zapomniałam
najwazniejszego-tesciowa nie pracuje także jest w dom non stop...czasami jak
gdzies jade to zostawiam jej małego, zeby sobie z nim pobyła, ale to nie
pomaga.najgorsze jest to ,że kompletnie nie podoba mi się jej podejście do
dziecka i tu się zaczynaja konkretne schody-na razie wyleczyliśmy ja z jednego
bo mówila, że mały się zesrał, matka ojciec, nie ciocio tylko
ciota......nosiłaby go non stop na rekach, a jak odkłada do łożeczka to wielce
zdziwiona, że placze.jak jej kiedys powiedziałam, zeby się nie dziwiła jak go
wyhustała i wynosiła to wyszła obrazona....małemu by wszystko dosładzała, a ja
się boję o jego wage bo w rodzinie meża wszyscy mają nadwage,, sama teściowa
wazy jakies 120 kg albo i więce a w jej kuchni króluje tłuszcz, słonina,
ciasta, sałatki z przewagą majonezu i smietana trzydziestka, niech je kobita
na zdrowie, ale z dala od moje dziecka. no i teraz najgorsze-za miesiąc wracam
do pracy, a synek ma z niż zostawać.wiem, ze pewnie niektore mnie tu
zlinczuja, że powinnam sie cieszyć ze mam z kim dziecko zostawić, ale ja sobie
tego nie wyobrażam...ja jestem zaborcza i zdaje sobie z tego sprawe, ale ona
chyba jeszcze bardziej, ato JA jestem jego mamą.dochodzi do tego, ze jak go
trzyma na rekach to sie odwraca, zeby na mniie nie patrzył bo przeciez ma mnie
na codzien(a ją nie?) wyciąga mu zabawki z raczek, zeby patrzył jak wyciaga do
niego język i robi miny.....nie no...wiem ,ze juz jestem konkretnie nakęrona,
ale doszło do tego,że ta kobieta doprowadza mnie do szału!!małego by ubierała
10 warstw, wszystkie okna pozamykała, i ciągle slysze "wyciągaj te rączki z
buzi" a tu lada chwila zeby pójdą no to jak ma wyciągnąc, na niektóre rzeczy
zwracam jej uwage9jak się odważe0 ale ona albo udaje że mnie nie syszy, albo
jak grochem o ściane.no i cały czas kłocę się przez nia z mężem:( on niby jest
po mojej stronie, ale twierdzi, ze przesadzam, a mi nerwy coraz częsciej
puszczają, a powrót do pracy spędza sen z powiek....
potzrebuje żeby ktoś spojrzal na to biektywnym okiem..jeśli nic się nie zmieni
chyba będę musiała odwazyć się isć do psychologa:(
kompletnie sobie nie radze;(
jeszcze się tak rozpisałam, że pewnie nikomu się nie będzie chcialo czytac
ehhhhhhhh
pozdrawiam