marcysia_mk
29.09.09, 14:00
Mam ogromny problem z mężem kłamcą. Jesteśmy ze sobą od 8 lat, małżeństwem pół roku. Od trzech miesięcy jest z nami cudowny synuś. Ślub planowaliśmy zanim dowiedziałam się o ciąży, jednak kiedy na teście ciążowym ukazały się dwie kreseczki postawa Artura diametralnie się zmieniła. Ciągłe wyzwiska, stres, poniżanie, moje łzy nie miały końca. Kiedy trochę się miedzy nami poprawiło, wyszłam za niego tylko ze względu na dziecko (ślub cywilny). Po ślubie znów zaczęły się awantury, Coraz bardziej dało się zauważyć ze ten człowiek nie dorósł do roli męża a tym bardziej ojca. Kompletny brak odpowiedzialności za nową rodzinę! Najważniejszy był czas dla niego, kolegów i alkoholu. Nasze awantury nie miały końca. Potrafił mnie nawet ranić, gdy byłam w szpitalu przed porodem. Od kiedy jestem z synkiem w domu niewiele było między nami dobrych dni… On ma problem z alkoholem, choć oczywiście temu zaprzecza… doszły kłamstwa! Już dawno temu wiedziałam o jego koloryzowaniu historii i drobnych kłamstwach na które czasem przymykałam oczy… ale teraz doszło do tego ze okłamuje mnie na każdym kroku. Nie wraca na noc co najmniej raz w tygodniu pod pretekstem jakiejś dodatkowej trasy by zarobić na kredyty… a tymczasem kiedy dzwonie do niego słyszę ze jest pod wpływem alkoholu i siedzi u jakiegoś kolegi. To wszystko nie byłoby jeszcze takie tragiczne gdyby nie fakt, że kompletnie się tego wypiera i to w szyderczy sposób. Ma mnie na totalna idiotkę, której da się wszystko wkręcić… i chociaż wie ze bardzo wiele razu odkryłam już jego kłamstwa to nadal to robi i wychodzi z założenia ze dopóki będzie się tego wypierał jest w stanie mnie przekonać ze się mylę… Dodam jeszcze ze w jego rodzinnym domu kłamstwo jest na porządku dziennym i wszyscy się tym bawią. Nie wiem co robić… nie mam już nadziei ze on się zmieni. Najbardziej mi żal tylko naszego synka. Ale chce podjąć dobra decyzje dla niego! Jest jeszcze malutki, nie odczuje rozstania rodziców. Mąż twierdzi ze bardzo nas kocha i wszystko co robi to dla nas (miała na myśli prace). Ja wiem ze mu na nas zależy, ale nie mogę żyć z kimś takim… On zacznie się starać dopiero jak zostanie sam, ale ja nie mogę całe życie ulęgać jego wpływom. Wiele razy już się rozchodziliśmy gdy jeszcze nie byliśmy małżeństwem, ale po jego poprawie wracałam a wraz z tym wszystko się psuło. Proszę o rade. Jeśli ktokolwiek był w takiej sytuacji niech napisze jak się potoczyła historia… może mała podpowiedz jak pokierować tą sytuacje… Błagam o pomoc. Nawet w jednym zdaniu!