lejla81
30.09.09, 16:30
Trwa to już chyba z rok. Raz nawet prawie wynajęłam mieszkanie, a
jednak jest we mnie jakiś lęk przed podjęciem takiej decyzji,
zwłaszcza, że wiem, że nikt mnie nie będzie wspierał. Moja matka
tylko ręce załamuje i opowiada mi, jaka to jest zdenerwowana tym, że
nam się nie układa. Ojciec jest super katolikiem, niesłychanie
przeżywał że żyjemy bez ślubu i że mamy nieślubne dziecko.
Nasz związek jest kompletnie nieudany, są kłótnie, wyzwiska, czasem
przemoc. Nie będę zwalała z siebie winy, bo sądzę, że jest ona po
obu stronach, ale wygląda to tak, że ja mu powiem, że jest głupi, on
mi że jestem "jebnięta", ja go trzepnę ręcznikiem po plecach, on
mnie popchnie na podłogę i zacznie szarpac za włosy (sytuacja z
dzisiaj).
On we wszystkim jest na nie, nigdy nic nie zrobi z własnej woli,
natomiast mnie się o wszystko czepia. Dziś rano spałam trochę
dłużej, synek też. Wstałam i zaczęłam ubierac się do pracy. Przed
samym wyjściem, weszłam po coś do sypialni i powiedziałam mu, żeby
dziś on zawiózł dziecko do złobka, bo ja już nie zdążę (on dziś nie
pracował, zawsze dziecko zawożę ja, w zasadzie tylko po to, żeby go
nie fatygowac). No i tu zaczęła się afera. On: "Nie, bo mam kaca"
Ja: "co mnie to obchodzi, trzeba było nie pic wczoraj tyle piwa"
(dodam, że pije praktycznie codziennie) On: "Nie i tyle" Ja:"To
wstawaj i ubieraj szybko dziecko" On: "Bo ty sobie z niczym nie
dajesz rady, nie dajesz sobie rady ze swoimi obowiązkami, trzeba
było wstac wcześniej, dziecko obudzic, co to jest w ogóle itd, itd"
Dalej: nerwy, krzyk, wyzwiska... Oczywiście dziecko patrzy, słucha i
płacze. Załamka normalnie :( Na dodatek nie sypiamy ze sobą zupełnie
i tutaj to jest już zupełnie jego wina. Nawet nie możemy się w łóżku
pogodzic.
Jak znaleźc w końcu siłę na odejście?!