Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac.

30.09.09, 16:30
Trwa to już chyba z rok. Raz nawet prawie wynajęłam mieszkanie, a
jednak jest we mnie jakiś lęk przed podjęciem takiej decyzji,
zwłaszcza, że wiem, że nikt mnie nie będzie wspierał. Moja matka
tylko ręce załamuje i opowiada mi, jaka to jest zdenerwowana tym, że
nam się nie układa. Ojciec jest super katolikiem, niesłychanie
przeżywał że żyjemy bez ślubu i że mamy nieślubne dziecko.

Nasz związek jest kompletnie nieudany, są kłótnie, wyzwiska, czasem
przemoc. Nie będę zwalała z siebie winy, bo sądzę, że jest ona po
obu stronach, ale wygląda to tak, że ja mu powiem, że jest głupi, on
mi że jestem "jebnięta", ja go trzepnę ręcznikiem po plecach, on
mnie popchnie na podłogę i zacznie szarpac za włosy (sytuacja z
dzisiaj).

On we wszystkim jest na nie, nigdy nic nie zrobi z własnej woli,
natomiast mnie się o wszystko czepia. Dziś rano spałam trochę
dłużej, synek też. Wstałam i zaczęłam ubierac się do pracy. Przed
samym wyjściem, weszłam po coś do sypialni i powiedziałam mu, żeby
dziś on zawiózł dziecko do złobka, bo ja już nie zdążę (on dziś nie
pracował, zawsze dziecko zawożę ja, w zasadzie tylko po to, żeby go
nie fatygowac). No i tu zaczęła się afera. On: "Nie, bo mam kaca"
Ja: "co mnie to obchodzi, trzeba było nie pic wczoraj tyle piwa"
(dodam, że pije praktycznie codziennie) On: "Nie i tyle" Ja:"To
wstawaj i ubieraj szybko dziecko" On: "Bo ty sobie z niczym nie
dajesz rady, nie dajesz sobie rady ze swoimi obowiązkami, trzeba
było wstac wcześniej, dziecko obudzic, co to jest w ogóle itd, itd"
Dalej: nerwy, krzyk, wyzwiska... Oczywiście dziecko patrzy, słucha i
płacze. Załamka normalnie :( Na dodatek nie sypiamy ze sobą zupełnie
i tutaj to jest już zupełnie jego wina. Nawet nie możemy się w łóżku
pogodzic.

Jak znaleźc w końcu siłę na odejście?!
    • sebalda Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 30.09.09, 16:39
      Nie odpowiemy Ci, dopóki nie napiszesz, co Cię trzyma (o ile sama wiesz, bo
      często tego właśnie same nie wiemy). Jedne kobiety zostają z mężem mimo
      konfliktów, bo jednak mimo wszystko go jeszcze kochają, inne z lęku przed
      samotnością, jeszcze inne z braku możliwości samodzielnego życia z dziećmi,
      braku pracy, pieniędzy, mieszkania.
      A jak jest u Ciebie?
      Jedno jest pewne: nie możecie doprowadzać do eskalacji przemocy, tej fizycznej,
      bo kiedyś to może się skończyć tragicznie, a macie przecież dziecko.
      • lejla81 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 30.09.09, 17:02
        Ha, co mnie trzyma! Jest to zaiste trudne pytanie.
        - przeraża mnie myśl o przeprowadzce, o tym fizycznym przenoszeniu
        wszystkiego itd
        - boję się co powie rodzina (a wiem, że będzie mnie namawiała do
        powrotu)
        - martwię się, że mój syn nie będzie miał pełnej rodziny, przez co
        będzie skrzywiony psychicznie w dorosłym życiu.
        Przyczyny są, jak widzisz, idiotyczne (mój syn, jak będzie patrzył
        na takie sceny, to dopiero będzie skrzywiony)
        A jednak po raz kolejny odgrażam sie, że się wyprowadzę i nie robię
        tego. Ogarnia mnie bezwład, chociaż wiem, że ten związek ma tylko
        jeden jedyny sens: nasze wspólne dziecko.
        Nie wiem nawet, czy oczekuję jakiejś rady, chyba po prostu muszę się
        wyspowiadac. Mam wyrzuty sumienia, że mój kochany, wesoły synek dziś
        przez nas płakał.
        • deodyma Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 30.09.09, 17:49

          > - boję się co powie rodzina (a wiem, że będzie mnie namawiała do
          > powrotu)
          > - martwię się, że mój syn nie będzie miał pełnej rodziny, przez co
          > będzie skrzywiony psychicznie w dorosłym życiu.



          powiedz, ze zartujesz?
    • bj32 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 30.09.09, 17:14
      Lejla, to chore. Uzależnienie od sytuacji. Napisałam Ci na maila i
      podałam link, gdzie masz się zgłosić. Regulamin nie pozwala podać go
      tutaj, ale tam Ci posłużą fachową pomocą. I nie tylko poradami
      psychologa.... Zresztą nie wiem, czy mają psychologa.

      Musisz coś z tym zrobić i to natychmiast, bo "dziecko patrzy, słucha
      i płacze", a może przyjść moment, że oberwie od Ciebie czy ojca,
      zostanie pobite, a potem te zachowania zdubluje w swoim związku.
      Przemoc w rodzinie zaczyna się niezauważalnie, a u Was już jest na
      etapie, który może spowodować lawinę i dramat...
      • lejla81 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 30.09.09, 17:31
        Masz rację, to chore :( Czuję się naprawdę fatalnie, że to tak
        wszystko wygląda. Moja matka mówi, że wygląda to, jak byśmy z Onym
        jakąś próbę sił przeprowadzali. Ale z drugiej strony, jak do niej
        dzwonię, że sie wyprowadzam, to biadoli okrutnie i w ogóle
        • marzeka1 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 30.09.09, 18:18
          Syna skrzywdzisz, gdy będzie dorastał w tak chorym związku i patrzył na żrących
          się rodziców.Są większe nieszczęścia dla dziecka, niż wychowywać się w niepełnej
          rodzinie.

          "Nasz związek jest kompletnie nieudany, są kłótnie, wyzwiska, czasem
          przemoc."- a ty tkwisz, cóż nie będziesz ani pierwszą, ani ostatnią kobietą,
          która pieprzy sobie życie, tylko dlaczego robisz to dziecku?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 01.10.09, 00:35
      lejla81 napisała:

      >
      >
      > Nasz związek jest kompletnie nieudany, są kłótnie, wyzwiska, czasem
      > przemoc. Nie będę zwalała z siebie winy, bo sądzę, że jest ona po
      > obu stronach, ale wygląda to tak, że ja mu powiem, że jest głupi, on
      > mi że jestem "jebnięta", ja go trzepnę ręcznikiem po plecach, on
      > mnie popchnie na podłogę i zacznie szarpac za włosy (sytuacja z
      > dzisiaj).
      >
      > Wygląda na to, że przemoc, kłótnie i agresywne zachowania są po obu stronach.
      I nie wiadomo czyje agresywne zachowanie jest pierwsze i czyje staje się
      zarzewiem konfliktu. Pokazuje się dużo napięcia między Wami. Warto chyba zanim
      podejmie Pani decyzje o odejściu pójść na krótkoterminową terapię w swojej
      sprawie. To może ułatwić odejście lub rozpocząć proces naprawy związku.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • lejla81 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 01.10.09, 09:30
        Czy na taką terapię mam iśc sama, czy powinniśmy iśc razem?
        Przyznaję, jestem nerwowa, trochę z charakteru, trochę z
        przepracowania, zdarza mi się krzyczec, rzucic czymś, z tym że moja
        agresja jest skierowana tylko w kierunku partnera, a on mi ją oddaje
        trzy razy mocniej. Oboje praktycznie nie krzyczymy na dziecko,
        czegoś takiego jak bicie dziecka nie ma u nas w ogóle.
        Natomiast on doprowadza mnie do szału, to jego ciągłe "nie". "Pójdź,
        proszę, z dzieckiem na spacer, to ja posprzątam mieszkanie" - "nie" -
        "dlaczego nie?" - "a czy to ważne?" i tak praktycznie na każdy
        temat w tym stylu. Żeby sam coś zaproponował np: "to ja posprzątam
        kuchnię, a ty łazienkę" - nie ma na to co liczyc. Mam wrażenie, że
        wszystko jest na mojej głowie. Kupi komputer - pudła wrzuci do
        dziecka do pokoju, bo może później będą potrzebne i nie pozwala ich
        wynieśc.
        Wczoraj zaproponowałam mu pójście do jakiegoś psychologa,
        powiedział, że on nigdzie nie pójdzie, bo jemu nic nie jest.
        Zaproponowałam, że się wyprowadzę, powiedział: po co masz płacic za
        wynajęcie mieszkania. Możesz tu mieszkac, tylko musisz się zmienic.
        Ale ja uważam, że musimy zmienic się oboje!
        • bj32 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 03.10.09, 14:10
          Idź najpierw sama. Jak siebie "zdiagnozujesz", to będziesz wiedziała,
          czy w ogóle masz ochotę z nim być i czy warto się umartwiać.
          "Oboje praktycznie nie krzyczymy na dziecko, czegoś takiego jak bicie
          dziecka nie ma u nas w ogóle."
          Co nie wyklucza takich zachowań w przyszłości...
    • 18_lipcowa1 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 01.10.09, 09:49

      > Nasz związek jest kompletnie nieudany, są kłótnie, wyzwiska,
      czasem
      > przemoc.


      że ja mu powiem, że jest głupi, on
      > mi że jestem "jebnięta", ja go trzepnę ręcznikiem po plecach, on
      > mnie popchnie na podłogę i zacznie szarpac za włosy (sytuacja z
      > dzisiaj).

      On: "Nie, bo mam kaca"
      > Ja: "co mnie to obchodzi, trzeba było nie pic wczoraj tyle piwa"
      > (dodam, że pije praktycznie codziennie) On: "Nie i tyle" Ja:"To
      > wstawaj i ubieraj szybko dziecko" On: "Bo ty sobie z niczym nie
      > dajesz rady, nie dajesz sobie rady ze swoimi obowiązkami, trzeba
      > było wstac wcześniej, dziecko obudzic, co to jest w ogóle itd,
      itd"




      > Dalej: nerwy, krzyk, wyzwiska... Oczywiście dziecko patrzy, słucha




      >
      > Jak znaleźc w końcu siłę na odejście?!

      Jak to jak?
      Poczytaj powyzsze.
      I Ty jeszcze chcesz z takim kolesiem sypiac???????????
    • cas_sie Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 01.10.09, 13:56
      Po prostu zbierz sie w sobie , wez głeboki oddech i skacz...
      Potraktuj to odejscie jak skok do wody albo sport ekstremalny...
      Zdanie rodziny to akurat najmniej wazny argument , bo rodzina zwykle
      wydziwia na wszystko co by człowiek nie zrobił. Przeczytaj jeszcze
      raz własne posty... coś cie jeszcze trzyma? Nie macie slubu wiec
      zamieszanie z rozwodem odpada (a twoj ojciec to sie pewno ucieszy ,
      ze przestałas życ bezboznie), dziecko z tatą widywac sie będzie mogo
      a oszczedzisz mu tylko stresów. Poza tym, czy to jedyny chłop na
      świecie ... znajdziesz sobie lepszego. Policz do 3 spakuj manatki i
      skończ ten chory układ ,którego nie nazwę zwiazkiem .
      • lenova Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 02.10.09, 14:57
        cas_sie napisała:

        > Po prostu zbierz sie w sobie , wez głeboki oddech i skacz...
        > Potraktuj to odejscie jak skok do wody albo sport ekstremalny...
        > Zdanie rodziny to akurat najmniej wazny argument , bo rodzina
        zwykle
        > wydziwia na wszystko co by człowiek nie zrobił. Przeczytaj jeszcze
        > raz własne posty... coś cie jeszcze trzyma? Nie macie slubu wiec
        > zamieszanie z rozwodem odpada (a twoj ojciec to sie pewno
        ucieszy ,
        > ze przestałas życ bezboznie), dziecko z tatą widywac sie będzie
        mogo
        > a oszczedzisz mu tylko stresów. Poza tym, czy to jedyny chłop na
        > świecie ... znajdziesz sobie lepszego. Policz do 3 spakuj manatki
        i
        > skończ ten chory układ ,którego nie nazwę zwiazkiem .

        Widzisz Konik i właśnie dlatego jesteś "wolny"

        ja przychylam się do zdania Pani Ekspert. Nie demonizowała bym tutaj
        nikogo. Facet się stawia i to musi wkurzać. Jakby się nie stawiał to
        co to byłby za związek ;) W zasadzie to nawet mi go szkoda...

        Leila idź na terapię. Zobaczysz co u Ciebie "w trawie piszczy". Od
        niego na razie się odczep. Zajmij się sobą i swoim wkładem w ten
        spiętrzony konflikt. Tylko poszukaj dobrego terapeutę, najlepiej
        faceta. Polecam psychodynamicznie i krótkoterminowo sprawie się
        przyjrzeć z bliska. powodzenia!!!
        • lejla81 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 04.10.09, 17:55
          Ale dlaczego Ci go szkoda, bo co, bo chciałabym, żeby czasem mi w czymś pomógł? No tak, faceci to domowe święte krowy. Moja wina w tym wszystim jest taka, że czasem nad sobą nie panuję i wybucham niekontrolowaną agresją. A on... szkoda słów. W ramach "kary" nie złożył mi nawet życzeń urodzinowych. To chyba lekkie przegiecie.
          • marzeka1 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 04.10.09, 18:13
            "Moja wina w tym wszystim jest taka, że czasem nad sobą nie panuję i wybucham
            niekontrolowaną agresją. "- a taka agresja nakręca agresję męża i wasze dzieci
            patrzą na to i wychowują się w dysfunkcyjnym domu. Wy- możecie naparzać się, ile
            wlezie, chcecie- lejcie się, wyzywajcie, bijcie- wasza broszka, tylko że wy coś
            takiego fundujecie dzieciom, a to jest chore.
            • lejla81 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 04.10.09, 23:37
              Super, dzięki za wnikliwą diagnozę. Dziecku, mamy tylko jedno dziecko i on nie jest moim mężem. Uwierz mi, gdyby wszystko było na Twojej głowie, a Twój facet okazywałby Ci totalną fizyczną oziębłość (nie mówię tu tylko o seksie, ale o przytuleniu się, czymkolwiek), to w którymś momencie też zamieniłabyś się w sfrustrowaną wiedźmę. Nie usprawiedliwiam się, wiem, co źle robię, ale z drugiej strony nie mam zamiaru brać na siebie całej winy.
              • marzeka1 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 05.10.09, 17:14
                "Uwierz mi, gdyby wszystko było na Twojej głowie, a Twój facet okazywałby Ci
                totalną fizyczną oziębłość"- to po prostu nie byłabym z TAKIM facetem i tyle,
                nie zmieniłabym się we wiedźmę, bo nie interesują mnie toksyczne układy.
                Winny jest i on, i ty- tylko że samo to w niczym nie zmieni sytuacji waszego
                dziecka, któremu trafili się niefajni rodzice, którzy pieprzą mu życie.
          • lenova Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 05.10.09, 16:03
            szkoda mi go poniewaz próbujesz z niego zrobic kozła ofiarnego...

            nie jest świety ale ... czy ty widzisz swoją winę??? mam wrazenie że
            tylko pozornie... na rękę byłoby ci gdybyś mogła powiedziec że "to
            wszystko dlatego, ze ON... JEGO itd. " On jest taki BEE a ja taka OK
            co? Ale to nie jest takie proste ;)
            • lejla81 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 06.10.09, 14:25
              Może i masz rację, może gdzieś w głębi ducha uważam, że jak ja
              rzuciłam w niego pudełkiem paracetamolu, który za wszelką cenę
              chciał dac dziecku bez czytania ulotki, a on za to mnie popchnął i
              zaczął dusic, to to nie jest z jego strony do końca ok.
              Do Marzenki - rozumiem, że syna mam do domu dziecka oddac, bo jestem
              niefajna, nerwowa i zrobiłam go sobie z nieodpowiednim facetem?
              Uwierz mi, takie sytuacje nie dzieją się u nas codziennie, w sumie
              może przez dwa lata wydarzyły się 4 i uważam, że o 4 razy za dużo.
              Na codzień nasze dziecko ma kochających je i nie kochających siebie
              rodziców.
              Zadziwiające, jak zmienia się Wasza ocena w zależności od
              przedstawienia sytuacji. Jedna dziewczyna jest biedna, bo mąż ją
              pobił, jak sprzedała mu policzek (do czego przyznała się potem), a
              ja jestem ta zła, bo od razu się przyznałam, że czasem to mi zdarza
              się wybuchnąc pierwszej (nigdy nie uderzyłam swojego w twarz, żeby
              nie było niedomówień, oto trzy przykłady mojej agresji, które
              pamiętam i do których się przyznaję: raz go podrapałam po szyi, raz
              rzuciłam pudełkiem od paracetamolu, raz walnęłam ręcznikiem w
              plecy). Nie proszę Was o ocenę sytuacji, bo ja najlepiej wiem, jak
              ona wygląda, nie będę tu opisywała wszystkiego ze szczegółami. Pytam
              się, jak znaleźc siłę, żeby się z tego wymiksowac i nie fundowac
              dziecku horroru.
              • marzeka1 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 06.10.09, 15:46
                "Do Marzenki - rozumiem, że syna mam do domu dziecka oddac, bo jestem
                niefajna, nerwowa i zrobiłam go sobie z nieodpowiednim facetem? "- GDZIE ja
                napisałam, że dziecko masz oddać???? Dziecko po prostu nie powinno wychowywać
                się wśród agresywnych dla siebie osób, bo chłonie niewłaściwe wzory i tyle.
                Jeśli nie kochacie się z mężem, źle na siebie reagujecie, rozwiedź się, rozwód
                nie jest wcale dla dziecka najgorszy, gorsze jest patrzenie, jak matka z ojcem
                naparzają się wzajemnie.
              • lenova Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 06.10.09, 20:14
                lejla81 napisała:

                > Może i masz rację, może gdzieś w głębi ducha uważam, że jak ja
                > rzuciłam w niego pudełkiem paracetamolu, który za wszelką cenę
                > chciał dac dziecku bez czytania ulotki, a on za to mnie popchnął i
                > zaczął dusic, to to nie jest z jego strony do końca ok.

                wchodzisz w rolę ofiary, po co?

                > Zadziwiające, jak zmienia się Wasza ocena w zależności od
                > przedstawienia sytuacji. Jedna dziewczyna jest biedna, bo mąż ją
                > pobił, jak sprzedała mu policzek (do czego przyznała się potem), a
                > ja jestem ta zła, bo od razu się przyznałam, że czasem to mi
                zdarza
                > się wybuchnąc pierwszej (nigdy nie uderzyłam swojego w twarz, żeby
                > nie było niedomówień, oto trzy przykłady mojej agresji, które
                > pamiętam i do których się przyznaję: raz go podrapałam po szyi,
                raz
                > rzuciłam pudełkiem od paracetamolu, raz walnęłam ręcznikiem w
                > plecy). Nie proszę Was o ocenę sytuacji, bo ja najlepiej wiem, jak
                > ona wygląda, nie będę tu opisywała wszystkiego ze szczegółami.
                Pytam
                > się, jak znaleźc siłę, żeby się z tego wymiksowac i nie fundowac
                > dziecku horroru.

                po prostu się wymiksuj i tyle


    • martha-s Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 06.10.09, 15:26
      chcesz sie zmienic to juz cos. Moze postaw facetowi ultimatum ze
      albo idziecie do terapeuty albo sie wyprowadzasz. Pamietaj, ze
      musisz trzymac sie podjetych krokow bo inaczej nic sie nie zmieni.
      Nie stawiaj warunkow ktorych sama nie jestes w stanie spelnic. Gosc
      musi wiedziec ze cie nie urobi. Trzymaj się.
      • doro.ta28 Re: Rozstaję się i rozstaję... i nie mogę rozstac 09.10.09, 09:53
        Poprostu musisz znalezc siłe dla dziecka i siebie szkoda życia tak
        niemożna życ.kiedyś znajdziesz faceta który pokocha ciebie i twoje
        dziecko.Niepatrz na rodziców,znajomych itd bo oni nie cierpią tylko
        TY.Ja byłam w podobnej sytuacji tylko że bez przemocy fizycznej,gdyby
        mnie uderzył to musiałby odrazu się wyprowadzic.Ja już rok nie jestem z
        moim partnerem i bardzo się ciesze że w końcu dojrzałam do tej decyzji
        bo w końcu lepiej się czuje,częściej się uśmiecham,i mam więcej
        cierpliwości dla dzieci.Życze siły.
Pełna wersja