kaluka22
04.11.09, 13:32
Witam,
Jestem w zwiazku od 4 lat,razem zbudowaliśmy dom, mamy 11 mies.
córeczke, wszystko było między nami ok do czasu ciąży. Kiedy byłam w
3 miesiącu zaczeły sie kłótnie. W ciąży straciłam prace i byłam na
zasiłku, a fecet mial pretensje że nie dokładam sie do budżetu
domowego tyle samo co on, mój partner dobrze zarabia ( ok. 6
tys./mies. netto) i nie ma najmniejszych problemów finansowych.
Dodam że dziecko było chciane i zaplanowane wspólnie. Kiedy
przeprowadziliśmy sie do niewykończonego domu, chcieliśmy jak
najwiecej zrobić sami, żeby nie brac kredytu, a wszystkie prace
spadły na mnie, bo on przecież pracuje a w weekendy jest zmeczony.
Ja lubie majsterkowanie i prace ręczne wiec zaangazowałam sie w
urzadzenie domu, pomagała tez moja rodzina, zainwestowałam w to duzo
pieniędzy i praktycznie 2 lata życia. W tej chwili siedze z
dzieckiem w domu, jestem na zasiłku dla bezrobotnych i wydaje
oszczedności z kilku lat kiedy pracowałam na 2 etaty. Bez przerwy
sie kłócimy o wszystko, zwłaszcza o kase, miedzy nami jest bardzo
źle, nie ma uczucia ani szacunku. On wraca z pracy po 19, czesto
zostaje po godzinach, wszystkie prace domowe spadaja na mnie:
sprzatanie, ogród, pranie, gotawanie, wykanczanie domu, z dzieckiem
na reku. I bez przerwy słysze pretensje że on musi płacić rachunki,
zakupy robimy obydwoje ale mimo to wypomina mi każdy grosz który
wydał na dziecko i zawsze twierdzi że to on za wszystko płaci, bez
wzgledu na to że ja kupuje jedzenie, leki ubrania dla małej i
oczywiście na własne skromne potrzeby. Codziennie słysze że to
wszysko jego, nie ma tu nic mojego, nie mam nic do powiedzenia itd.
Moja praca w domu sie nie liczy, bo nie przynosze dochodu. Nie mam
teraz mozliwości powrotu do pracy, nie mam z kim zostawić dziecka,
które czesto choruje i żłobek nie wchodzi w gre. On nigdy nie
proponował mi małżeństwa, teraz jest miedzy nami taka przepaść że
już nie chce ślubu. Ja nie mam czasu dla siebie, żeby poszukac
jakiejś pracy dorywczej albo chałpniczej, bo bez przerwy mamy gości
na kilka dni, on zaprasza swoja rodzine a ja musze sprzatać, prac
posciele i reczniki i podawac gosciom obiadki, kawki itd. Nie wiem
jak wybrnąć z tej sytuacji, całkowicie poświeciłam sie dla domu,
który jest jego i dla naszego dziecka, a stałam sie darmowa służącą
bez żadnych praw. Wielu znajomych przestrzegało mnie żeby nie
angażować sie w budowę kiedy nie mamy ślubu, bo zostane bez niczego.
Ale ja w to nie wierzyłam bo byliśmy w sobie zakochani i nic nie
wskazywało że ten wrażliwy, czuły i odpowiedzialny facet może tak
sie zmienić, gdyby wczesniej miały miejsce takie sytuacje nie
zdecydowałabym sie z nim na dziecko. Wiem że to nie jest taragedia,
że inni maja gorzej, bo mam dach nad głową i co jeść, ale
emocjonalnie jestem wrakiem, mam depresje i nie potrafie żyć z
facetem który nie kryje juz tego że mnie nie kocha, a nie mam dokąd
odejsć. Prosze o rade, jak z tego wybrnąć...?