bebis111
08.11.09, 21:18
Jesteśmy małżeństwem 8 lat i mamy trójkę wspaniałych dzieci: 5 lat,
2 lata i 3 miesiące i wydawałoby się że wszystko ukada się
wspaniale. Ale tak nie jest. Przez pierwsze lata naszego małżeństwa
razem budowaliśmy nasze wspólne życie, ale 4 lata temu wszystko się
zmieniło. Mąż znalazł pracę w Warszawie (mieszkamy w Małopolsce) i
wyjechał. Do tego czasu pracował niedaleko domu,fakt jego zarobki
nie były wysokie ale razem z moją nauczycielską pensją starczało nam
na życie. Teraz zarabia dużo więcej, praca sprawia mu wielką
satysfakcję i daje możliwości rozwoju.Mąż zawsze marzył o tym żeby
mieszkać i pracować w Warszawie (tam studiował i tak mu zostało). Od
czterech lat widujemy się tylko w weekendy i to nie wszystkie.
Obojgu nam nie jest łatwo tak żyć osobno, bo przecież skoro sie
kochamy (a tak jest)to powinniśmy być razem. On jest sam i poswięca
się pracy, ja wychowuję dzieci, pracuję (teraz jestem na
macierzyńskim) i jestem tym bardzo zmęczona. Nie mam czasu dla
siebie, cały czas poświęcam dzieciom. Ale jest jeszcze jedna sprawa.
Mieszkamy w domu z moimi rodzicami. Oni są już w podeszłym wieku,
schorowani i potrzebują pomocy i wsparcia. Musze więc także i nimi
się trochę opiekować. Czasami nie daję rady już wszystkiego ogarnąć
chociaż staram się. Mąż chciałby żebyśmy przeprowadzili się do
Warszawy, bo tam większe możliwości itd. Jednak nie jest to takie
proste. Ja mam pracę, najstarszy syn ma swoje przedszkole, kolegów.
On jest bardzo wrażliwy i trudno znosi wszelkie zmiany. Kiedy
rozmawiam z nim o przedszkolu w Warszawie to zamyka się w sobie i
nie chce rozmawiać. Ja nie chcę mieszkać w warszawie, zawsze czułam
się tam bardzo źle.Poza tym nie mogę zostawić rodziców. Z drugiej
strony coraz bardziej brakuje mi męża, jego codziennej obecności,
naszego wspólnego życia. Tylko czy tam będziemy mieć więcej czasu
dla siebie? Kiedy w wakacje jeździmy do męża to i tak całymi dniami
jesteśmy sami - ja i dzieci. Mąż cały dzień spędza w pracy i
widujemy się się tylko wieczorem. Wraca zmęczony i nie ma ochoty na
zabawe z dziećmi czy rozmowę ze mną. Często zastanawiamy sie nad
rozwiązaniem całej tej naszej sytuacji. I wydaje mi się nie ma
dobrego rozwiązania, bo cokolwiek bysmy zrobili to ktoś z nas nie
będzie szczęśliwy. Im dłużej o tym mysle tym bardziej mnie to
przerasta.Doradźcie mi co powinnismy zrobić. Może ktoś miał lub ma
podobną sytuację.