szukam wyjścia z tej sytuacji

08.11.09, 21:18
Jesteśmy małżeństwem 8 lat i mamy trójkę wspaniałych dzieci: 5 lat,
2 lata i 3 miesiące i wydawałoby się że wszystko ukada się
wspaniale. Ale tak nie jest. Przez pierwsze lata naszego małżeństwa
razem budowaliśmy nasze wspólne życie, ale 4 lata temu wszystko się
zmieniło. Mąż znalazł pracę w Warszawie (mieszkamy w Małopolsce) i
wyjechał. Do tego czasu pracował niedaleko domu,fakt jego zarobki
nie były wysokie ale razem z moją nauczycielską pensją starczało nam
na życie. Teraz zarabia dużo więcej, praca sprawia mu wielką
satysfakcję i daje możliwości rozwoju.Mąż zawsze marzył o tym żeby
mieszkać i pracować w Warszawie (tam studiował i tak mu zostało). Od
czterech lat widujemy się tylko w weekendy i to nie wszystkie.
Obojgu nam nie jest łatwo tak żyć osobno, bo przecież skoro sie
kochamy (a tak jest)to powinniśmy być razem. On jest sam i poswięca
się pracy, ja wychowuję dzieci, pracuję (teraz jestem na
macierzyńskim) i jestem tym bardzo zmęczona. Nie mam czasu dla
siebie, cały czas poświęcam dzieciom. Ale jest jeszcze jedna sprawa.
Mieszkamy w domu z moimi rodzicami. Oni są już w podeszłym wieku,
schorowani i potrzebują pomocy i wsparcia. Musze więc także i nimi
się trochę opiekować. Czasami nie daję rady już wszystkiego ogarnąć
chociaż staram się. Mąż chciałby żebyśmy przeprowadzili się do
Warszawy, bo tam większe możliwości itd. Jednak nie jest to takie
proste. Ja mam pracę, najstarszy syn ma swoje przedszkole, kolegów.
On jest bardzo wrażliwy i trudno znosi wszelkie zmiany. Kiedy
rozmawiam z nim o przedszkolu w Warszawie to zamyka się w sobie i
nie chce rozmawiać. Ja nie chcę mieszkać w warszawie, zawsze czułam
się tam bardzo źle.Poza tym nie mogę zostawić rodziców. Z drugiej
strony coraz bardziej brakuje mi męża, jego codziennej obecności,
naszego wspólnego życia. Tylko czy tam będziemy mieć więcej czasu
dla siebie? Kiedy w wakacje jeździmy do męża to i tak całymi dniami
jesteśmy sami - ja i dzieci. Mąż cały dzień spędza w pracy i
widujemy się się tylko wieczorem. Wraca zmęczony i nie ma ochoty na
zabawe z dziećmi czy rozmowę ze mną. Często zastanawiamy sie nad
rozwiązaniem całej tej naszej sytuacji. I wydaje mi się nie ma
dobrego rozwiązania, bo cokolwiek bysmy zrobili to ktoś z nas nie
będzie szczęśliwy. Im dłużej o tym mysle tym bardziej mnie to
przerasta.Doradźcie mi co powinnismy zrobić. Może ktoś miał lub ma
podobną sytuację.
    • marzeka1 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 08.11.09, 21:33
      "Mąż chciałby żebyśmy przeprowadzili się do
      Warszawy, bo tam większe możliwości itd. Jednak nie jest to takie
      proste."- nie dziwię się mężowi, a wiesz dlaczego? Bo na dłuższą metę taki
      związek nie ma sensu, zaczyna się wkradać obcość, poza tym macie 3 dzieci, a one
      dorastają bez męża na co dzień, kiedy niby mają nawiązać więź? Akurat uważam, że
      rodzina powinna trzymać się razem, kiedyś mąż przeprowadził się dla mnie, po
      kilku latach przeprowadziłam się ja za nim,ponad 400 km od rodzinnego domu.
      Pracę możesz znaleźć w Warszawie, przedszkole dla dzieci też, a masz własną
      rodzinę i to ona powinna być dla ciebie najważniejsza, także to, by była razem.
      • ewik35 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 08.11.09, 22:15
        Jechać do Warszawy; moja mam pognała za Ojcem z Czestochowy do
        Warszawy, jak miałam 7 lat a brat 9.....Nie załuje, poszłam do
        szkoly w nowym miejscu, bowe zycie, nowe wyzwania, mamie tez lepiej
        sie ulozylo zycie zawodowe, ojcu tez, a nam - tez - bo uniwersytety
        na miejscu. Tu nie jest tak zel, znajdziesz przyjaciol - sporo osob
        sciagna z innych miast za praca
    • kaz-oo Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 08.11.09, 22:30
      Popieram przedmówczynie. Rodzina powinna być razem. Warszawa to nie tylko szansa
      dla Twojego męża ale także dla Ciebie, a przede wszystkim dla przyszłości
      waszych dzieci. Wydaje mi się, że na siłę szukasz argumentów przeciw tej
      przeprowadzce, bo boisz się zmian, życia w obcym Ci mieście.
      • kaz-oo Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 08.11.09, 22:55
        Jeszcze słowo nt samej Warszawy. Żadne miasto polskie nie jest tak chłonne i
        tak otwarte na przyjezdnych jak Warszawa. Każdy może znaleźć tu swoje miejsce,
        szybko poczuć się u siebie. Tu nie doznasz odrzucenia z powodu swojej
        "obcości". Postaraj się poznać to miasto, znaleźć ulubione miejsca, oswoić je, a
        poczujesz się w nim dobrze. Może trudno mi o obiektywizm, bo to moje miasto,
        które kocham takim jakim ono jest, ale znam wiele osób przyjezdnych, które
        właśnie tu odnalazły swoje miejsce do życia.
    • annb Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 08.11.09, 22:39
      jak wyżej
      Nie szukaj niedasiów tylko pracy w warszawie
      Inaczej twoja rodzina się rozpadnie
      Chyba tego nie chcesz?
      • marzeka1 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 08.11.09, 22:43
        Dodam do tego wszystkiego, że tym bardziej jak twoim zdaniem "niedasię", dziwi,
        iż będąc osobno zdecydowaliście się jeszcze na 2 dzieci. Poza tym, to nie
        rodzice, a mąż i dzieci są twoją najbliższą rodziną.
        • sebalda Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 09.11.09, 13:15
          Bardzo Ci współczuję i rozumiem Twoje rozterki. Niemniej jednak tylko jedna z
          nich tak naprawdę ma logiczne podstawy: rodzice. Ale czy nie masz rodzeństwa,
          które mogłoby pomóc rodzicom? A może można byłoby znaleźć kogoś, kto za pokój
          zgodziłby się zaopiekować rodzicami?
          Pozostałe problemy sama niestety stwarzasz, prawdopodobnie z lęku przed
          zmianami, które rzeczywiście mogą stresować, ale należy ustalić priorytety. Tak
          już w życiu bywa. Dzieci nie lubią zmian, są wrażliwe, czasami początki po
          radykalnej zmianie są trudne, ale z drugiej strony to właśnie dzieciom często
          łatwiej się zaadaptować,one są bardzo elastyczne i po pierwszych płaczach i
          lękach za chwilę mają już nowych przyjaciół. Wiele zależy od Ciebie, jak
          przedstawisz dzieciom nową wizję, jak je do tego zachęcisz. Możesz opowiadać,
          ile w Warszawie jest atrakcji, ile kin, wspaniałych placów zabaw, imprez dla
          dzieci. Każdego dnia snuć opowieści o nowych, ciekawych miejscach. Takie
          plastyczne, barwne. Jako nauczycielka chyba potrafisz opowiadać:) No i dzięki
          zawodowi nauczycielki pracę znajdziesz w Warszawie od zaraz, to pewne.
          Jestem Warszawianką, nie kocham tego miasta może fanatycznie, ale pewne jest, że
          to miasto wielokulturowe i że duża część jego mieszkańców to przyjezdni, więc
          nie powinnaś się czuć tutaj aż tak obco, nikt nie da Ci odczuć, że jesteś obca.
          Niektórzy narzekają na tempo życia, ale mając 3 dzieci powinnaś być zahartowana,
          wiesz co to zorganizowanie i pośpiech, gdy jedno drze się wniebogłosy, a drugie
          woła: Mamo już zrobiłem! Albo trzeba wyszykować trójkę na spacer.A może byłaby
          możliwość wynajęcia czegoś pod Warszawą, blisko, ale z dala od zgiełku?
          Generalnie Warszawa nie jest taka zła, wilk nie taki straszny, jak go malują.
          Przekonasz się. Dla całości rodziny warto zaryzykować.
          Trzymaj się!
    • marianka_marianka Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 09.11.09, 14:52
      Chcesz, aby Twoje dzieci uznały za normalny fakt, że Taty nie ma?
      Jaka to rodzina, skoro mieszkacie osobno.
      Twoje najstarsze dziecko to przedszkolak. Myślę, że nie zrobisz mu krzywdy przenosząc go do innego przedszkola.
      Jeżeli będziesz zwlekać to czeka go zmiana szkoły, co na pewno będzie bardziej traumatyczne.
      Chyba nie masz innego wyjścia, jak przeprowadzić się do Warszawy, do męża. Bo to on i dzieci są Twoją rodziną.
      Jakie jest podejście Twoich rodziców? Powinni nalegać, abyś mieszkała z mężem a dzieci z ojcem.
      Znajdziesz pracę w Warszawie, na pewno lepiej płatną, to stać Cię będzie na zapłacenie dochodzącej opiekunce, która doglądnie domu i zajmie się rodzicami.
      • petelka79 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 09.11.09, 16:11
        Doradzam tak,jak poprzedniczki.Rodzina powinna być razem.Tym bardziej,że Wam obojgu nie pasuje obecny układ.Piszesz,że mąż,kiedy już jest z Wami nie "garnie się" do obowiązków domowych czy opieki nad dziećmi.On po prostu odzwyczaił się od codzienności z rodziną.Nie zna Waszego codziennego życia,codziennych rytuałów,Twoich zmagań z szarym dniem i 3 maluchów.Nie jest trybem tej maszyny ;-)Obawiam się,że będzie tylko gorzej.Mąż wracając na weekend(choć nie każdy,jak podkreślasz)przybywa bardziej jako gość,którego trzeba podjąć obiadkiem,zaprezentować sukcesy tygodnia,osiągnięcia dzieci,ale dać mu też wypocząć przed poniedziałkiem...A on musi poczuć się domownikiem i organizatorem codzienności,co póki co jest przecież niemożliwe.Co do Warszawy.Ty na pewno znajdziesz pracę w zawodzie nauczycielskim,nawet prawdopodobnie będziesz mogła poprzebierać w ofertach ;-)Twój synek też sobie poradzi,o ile powstrzymasz się przed przekazywaniem mu swojego strachu przed zmianami i negatywnej wizji życia w innym mieście.Nie pozwól,by dziecko było świadkiem wypowiadania Twoich obaw przed opcją przeprowadzki.Może podświadomie traktujesz wrażliwość synka jako wygodnym argumeny PRZECIW,nie myslisz wtedy o tym,że to Ty masz problem z niechętnym stosunkiem do rewolucji w swoim zyciu.Co do rodziców.Czy jesteś jedynaczką?Jeśli nie,to pogadaj z rodzeństwem o tym,że MUSISZ się wyprowadzić i TRZEBA zorganizować rodzicom pomoc np.w postaci pani robiącej zakupy,sprzatającej raz w tym tygodniu itp.Może podzielicie koszty takiego rozwiązania.A kwestia najważniejsza-po prostu-jak długo tak pociągniecie jako małżeństwo?Już się od siebie oddalacie emocjonalnie,czujecie pewnie brak wsparcia w życiu codziennym,oddalenie uczuciowe,brak zrozumienia dla swojej sytuacji.Patrzycie z innej perspektywy,musicie stworzyć wspólną.Najlepiej w jednym domu.Wiem,że się boisz,że nie będzie łatwo,ale jak już podejmiecie decyzję,zaczniecie działać,to już jakoś pójdzie.Powodzenia i odwagi!Będzie dobrze.
    • burza4 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 09.11.09, 17:45
      w pracy większość osób jest przyjezdnych. Nie znam rodziny, która by
      funkcjonowała korespondencyjnie i przetrwała. Nie dziwię się jemu, że nie chce
      wracać do mieszkania z teściami, marnych perspektyw i kiepsko płatnej pracy.

      Nikt nie lubi rewolucji w życiu, ale widzę, że ty szukasz argumentów na nie, a
      nie sposobu rozwiązania sytuacji.

      wybór należy do ciebie - albo pojedziesz za mężem, albo zostaniesz samotną matką.
      • verdana Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 09.11.09, 20:02
        Moim zdaniem Waszej rodziny nie da się utrzymac. Z prostego powodu -
        nie zalezy Ci na tym. Gdyby zalezalo Ci na mężu, pojechalabys do
        Warszawy - tymczasem wszystko jest wazniejsze od bycia razem -
        rodzice, niechęć do miasta, nawet przedszkole dziecka. gdyby Ci
        zalezalo naprawdę na byci z mężem to nie byłyby problemy, tym
        bardziej po tylu latach.
        Podejrzewam, ze największym problemem jest to, ze lepiej czuejesz
        się w rodzinnym domu z rodzicami, niz z mężem. I tyle.
        • stoprocent Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 01:56
          Zastanawia mnie,dlaczego wszyscy piszą, że to autorka powinna
          pojechać do męża. Przez kilka lat było po jego mysli - tj. on sie
          realizował, wyjechał do miasta które lubi itp., może teraz on
          powinien coś zrobic dla niej i wrócić? Rozumiem argumenty, że w
          Warszawie łatwiej o pracę, ale to chyba nie wszystko? Jasne, że
          rodzina powinna byc razem, ale dlaczego to ona ma gonić za nim w tej
          sytuacji, chyba powinni pomysleć o tym, by potrzeby każdego z nich
          były zaspokojone...Na marginesie dodam, że po tych kilku latach
          rozłąki będzieim dośćtrudno przyzwyczaić się do wspólnej
          codzienności.Osobiście znam przypadek, że taki powrócony na łono
          rodziny małżonek po dwóch miesiącach wrócił do starego układu i
          starej pracy w stolicy, otwarcie mówił o tym, że jest mu dużo lepiej
          w układzie na odległość. To rozleniwia...
          • kol.3 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 08:37
            Autorka powinna pojechać do męża bo tam jest praca a z pracy są
            pieniądze. Z postu wynika, że w Małopolsce zarobki były dużo mniejsze i
            dużej rodziny nie dało się utrzymać. Jeśli rodzina się rozpadnie, wina
            będzie tylko i wyłącznie po stronie żony.
            • rennie77 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 09:07
              kol.3 napisała:

              > Autorka powinna pojechać do męża bo tam jest praca a z pracy są
              > pieniądze. Z postu wynika, że w Małopolsce zarobki były dużo mniejsze i
              > dużej rodziny nie dało się utrzymać. Jeśli rodzina się rozpadnie, wina
              > będzie tylko i wyłącznie po stronie żony.

              noz sie otwiera w kieszeni czytajac takie bzdury? kim jestes, aby decydowac kto
              tutaj jest winny? abstrahujac od tego, ze nigdy nie slyszalam, zeby wina byla
              "tylko i wylacznie" po czyjejs stronie.
              kobieta ma 3 dzieci, dwojke z nich bardzo mala. oczywiscie, ze posiadanie dzieci
              tylko w weekendy jest wygodniejsze. moze czegos nie doczytalam, ale nie widze
              duzych staran po stronie meza. ona sie boi, ale on nie ulatwia jej podjecia decyzji.
              mysle, ze jakims wyjsciem moglaby byc szczera rozmowa z mezem, bez oskarzania go
              o cokolwiek. powiedz mu po prostu, ze tesknisz za nim, ze brakuje ci tego
              wspolnego zycia. popros o szczera, otwarta rozmowe tez z jego strony.
              poszukajcie razem wyjscia z tej sytuacji, omowcie sprawe doglebnie. to wasze
              wspolne zycie, wspolna rodzina i OBOJE jestescie za nia odpowiedzialni.
              • kol.3 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 17:22
                A ja właśnie widzę starania ze strony męża - pan skumał, że na
                rodzinę trzeba zarobić i robi to. Jest aktywny, ruszył się. Natomiast
                pani się boi ruszyć, bo trzeba by się przełamać, trzeba by się
                odważyć, trzeba pokonać inercję. A najłatwiej siedzieć na miejscu i
                narzekać na zły los, napłodzić sobie dzieci i nie myśleć co dalej.
                Pani narzeka, że ma dużo pracy przy dzieciach, ale mężowi nie daje
                szansy na udzielanie się w rodzinie, na bycie ojcem z bliska. Robi
                krzywdę dzieciom. Im dłużej taka sytuacja będzie trwała, tym trudniej
                będzie skleić rodzinę, większa szansa na rozwód.
                Jakbyś miała trochę wyobraźni to by Ci doszło, że facetowi też lekko
                nie jest,a cotygdniowe tłuczenie się przez pól Polski do przyjemności
                nie należy.
                • rennie77 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 17:55
                  nie rozsmieszaj mnie.
                  oczywiscie ona sama sobie naplodzila te dzieci, on nie bral w tym zadnego
                  udzialu. to, ze napisala na tym forum szukajac porady tez oczywiscie swiadczy o
                  tym, ze nie mysli co dalej, nie zastanawia sie nad tym wszystkim.
                  oczywiscie ty bys sie spakowala z trojka malutkich dzieci w piec minut i
                  nastepnego dnia organizowala sobie zycie sama w zupelnie obcym miescie.
                  jakos nie doczytalam, zeby on pomagal jej w podjeciu decyzji, nalegal na to, ze
                  sytuacje trzeba rozwiazac, ze on zorganizuje to co moze na miejscu, itd.
                  zreszta, jesli ona tak boi sie warszawy, to zaloze sie, ze to nie jest jedyne
                  miejsce, gdzie mozna lepiej zarobic i znalezc ciekawsza prace. sa malzenstwem,
                  takie decyzje powinni podejmowac razem, tym bardziej, ze maja 3 malutkich
                  dzieci. na tym polega zwiazek, malzenstwo, wspolne trwanie w czyms. czlowiek
                  uwzglednia partnera, swoja rodzine w swoich zyciowych wyborach.

                  z jednym sie zgodze, im dluzej to bedzie trwalo, tym wieksza szansa, ze im sie
                  nie uda. to w sumie jedyna rozsadna rzecz jaka napisalas.
                  • marzeka1 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 18:35
                    "oczywiscie ona sama sobie naplodzila te dzieci, on nie bral w tym zadnego
                    udzialu."- nie, ale pan uczestniczył tylko w najprzyjemniejszej części, a potem
                    wybył. Dlatego dziwię się, że wiedząc, iż będą żyć na co dzień osobno, nie chcąc
                    przenosić się, dołożyła sobie jeszcze 2 dzieci.

                    Nikt nie każe dziewczynie spakować się w 5 minut i z 3 dzieci wylądować w W-wie,
                    tyle że stawianie na pierwszym miejscu "bo rodzice", świadczy o niezrozumieniu,
                    że teraz rodzina to ona+ on+ dzieci, dzieci na co dzień są bez ojca, on
                    zwyczajnie odzwyczaił się od swojej rodziny, od zajmowania się tymi dziećmi itp.
                    I prawdą jest, że im dłużej to będzie trwać, to raczej nie przetrwają jako
                    rodzina, a szkoda by było.
                  • kol.3 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 19:02
                    Tak się składa, że w życiu lepiej iść do przodu niż się cofać.
                    Sytuacja jest taka, że mąż wyjechał do Warszawy, ma tam dobrą pracę i
                    dobry zarobek, perspektywy dla całej rodziny są lepsze. Siedzi w tej
                    Warszawie, jak doczytałam, 4 lata, a więc było dużo czasu, żeby żona
                    się zorganizowała i zdecydowała na wyjazd. Autorka podkreśla, że są
                    dobrym małżeństwem i się kochają, że mąż chciałby, aby się przeniosła
                    do Warszawy, więc jak dla mnie mąż jest wyjątkowo stabilną
                    osobistością.
                    Jakie jest inne wyjście z sytuacji - mąż ma rzucić dobrą pracę,
                    wrócić do Małopolski, szukać przy tym bezrobociu pracy za grosze, iść
                    na bezrobocie, do opieki społecznej, skazać rodzinę na wegetację, -
                    w zasadzie w imię czego? Decyzje trzeba podejmować razem, tylko, że
                    żona unika decyzji, jojczy, jak jej źle, ale sama nie chce nic
                    zrobić.
                    Są kobiety, które trafiają w życiu na całkiem porządnych facetów i
                    potrafią im z tego życia zrobić piekło.
                    • rennie77 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 19:14
                      kol.3 napisała:

                      > Tak się składa, że w życiu lepiej iść do przodu niż się cofać.

                      zlota mysl, powaznie.
                      nie kazdy musi byc taki jak ty i widziec swiat tak jak ty. nie kazdy jest
                      rzutki, energiczny, nie kazdy jest zdecydowany i nie boi sie zmian. nie znamy
                      calej sytuacji, nie wiemy jakie byly miedzy nimi umowy i rozmowy. jakos wiele
                      rodzin zostaje w tej malopolsce i niezle sobie radzi. kazdy ma tez inne
                      priorytety. dla jednego dobrym dziecinstwem dla dzieci bedzie spokoj, bliskosc
                      dziadkow, male miasteczko, dla innych warszawa, itd.
                      ja tylko twierdze, ze tak, rozlaka nie jest dla nich dobra, ale to co zrobia
                      powinno byc wynikiem dojrzalej, otwartej i spokojnej rozmowy pomiedzy dwojgiem
                      doroslych ludzi.
                      • kol.3 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 21:00
                        Po co rozmywasz sprawę tworząc bzdurne argumenty? Autorka ma konkretną
                        sytuację życiową - albo pojedzie za mężem do Warszawy, albo rozwali
                        sobie małżeństwo. Jest niedojrzała, wycofana i bierna bo nie dotarło
                        do niej, że czas przestać się czepiać rodziców, trzeba stanąć na
                        własnych nogach, wysilić się. Niestety ona by chciała, żeby nie musiała
                        nic robić, nic zmieniać, żeby inni (mąż) dostosowali się do jej
                        inercji.
                        • rennie77 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 21:06
                          mysle, ze twoje i moje pojmowanie szczesliwego zycia i dojrzalego,
                          satysfakcjonujacego zwiazku jest raczej odmienne. poza tym, wydaje mi sie, ze
                          jestes agresywna i nie dojrzalas do rozmowy na powazne tematy. widocznie zycie
                          jeszcze nie nauczylo cie tej waznej odrobiny pokory, zrozumienia i empatii. kto
                          wie, moze nigdy nie nauczy.
                          • kol.3 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 21:49
                            Agresywna? Poczytaj sobie swoje posty: "ja nie dojrzałam do rozmowy na
                            poważne tematy, piszę bzdury" itp. Szkoda że nie potrafisz obyć się bez
                            osobistych "ocen". Gdy brakuje merytorycznych argumentów, zawsze można
                            dowartościować się i napisać że rozmówca jest głupi.
                          • twoj_aniol_stroz Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 21:53
                            Autorka wątku wyraźnie napisała, że szuka rozwiązania problemu, Kol3
                            bardzo jasno określiła gdzie leży problem i jak go rozwiązać. Fakt,
                            że ktoś pisze co zrobić w takiej sytuacji nie oznacza, że nie
                            rozumie problemów danej osoby. Rozumie, ale jednocześnie informuje,
                            że tak się dalej nie da i jednak warto się przemóc i dla dobra
                            związku coś przedsięwziąć.
                            Pokora to prawda, a tu akurat prawda jest taka, że autorka bojąc się
                            zmian, za wszelką cenę stara się utrzymać możliwie jak najdłużej
                            stan obecny, a najlepiej jak stan wróciłby do takiego jaki miał
                            miejsce przed wyjechaniem męża do Wawy. Nie dostrzega jednak tego,
                            że to jest potężne zagrożenie dla związku i na dłuższą metę tak się
                            nie da. Forumki to dostrzegły i wyartykułowały.
                            • rennie77 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 14.11.09, 23:07
                              nie sadze, zeby po przeczytaniu kilku postow na temat czyjegos zycia, mozna bylo
                              "bardzo jasno okreslic" w czym tkwi problem. jesli ktos uzurpuje sobie prawo do
                              bycia nieomylnym w tej kwestii, jest po prostu ignorantem. nie sadze, ze
                              pokusilby sie o to nawet profesjonalista, czyli psychoterapeuta. my mozemy co
                              najwyzej domniemywac, ze cos jest problemem, itd. nie chodzi tez o to jakie sie
                              ma zdanie, ale o to jak sie je wyraza. to czyjes zycie, wiec mysle, ze pewna
                              delikatnosc bylaby wskazana.
                              i oczywiscie, ze ona dostrzega, ze to jest powazne zagrozenie dla ich zwiazku,
                              dlatego tutaj jest i rozmawia na ten temat.
                              jeszcze raz powtorze, zwiazek to pojscie na kompromis i to akurat dotyczy obu
                              stron. dlatego tez mysle, ze szczera rozmowa na temat przyszlosci jest
                              nieodzowna. mozliwe, ze po prostu niedostatecznie omowili pewne plany na
                              przyszlosc zawierajac zwiazek malzenski. on zawsze marzyl o wyjezdzie do
                              warszawy, ale moze niekoniecznie myslal, ze tak sie kiedys stanie. moze tez bylo
                              inaczej, on cos o tym wspominal, ona myslala, ze rozejdzie sie to po kosciach.
                              pozniej nadarzyla sie okazja lepszej pracy i on ja wykorzystal. moze umowili
                              sie, ze to bedzie rozwiazanie tymczasowe? moze po prostu oboje ignorowali to,
                              myslac, ze problem z czasem sam sie jakos rozwiaze?
                              to tylko moje domniemanie i nie musi byc sluszne, ale chyba gdzies tutaj
                              zabraklo szczerej rozmowy odnosnie planow i oczekiwan.
    • kati1973 Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 15.11.09, 07:46
      Malzenstwa na odleglosc sie rozpadaja, lepiej jechac do Warszawy,
      przejsc wspolnie trudy przeprowadzki, niz stracic pelna rodzine, Co
      jesli Twoj maz zwyczajnie nie podola trudom rozlaki, samotnosci,
      pozna kogos? Lepiej zeby dzieci mialy ojca, przyjaciol znajda.
      • earl.grey Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 15.11.09, 17:05
        dodatkowo zwracam uwagę, że wrażliwego synka i tak czeka poważna zmiana - z
        przedszkola na szkołę. Może warto to wykorzystać i zmienić przedszkole od razu
        na szkołę w innym mieście. tak i tak nowe środowisko, inna pani, inni koledzy.
        Za to atrakcja w osobie taty bliżej
    • kinkygirl Re: szukam wyjścia z tej sytuacji 15.11.09, 17:38
      rozwiazanie jest jedno:

      przeciac wreszcie pepowine i wyprowadzic sie od rodzicow.

      jezeli nie lubisz Warszawy, zawsze mozecie zamieszkac w Piasecznie, Zielonce,
      Legionowie, Konstancinie, czy innej podmiejskiej wiosce.

      wykrecanie sie tym, ze piecioletnie dziecko marudzi to wymowka niegodna doroslej
      osoby. ciekawe czy jak marudzi, ze nie chce do lekarza, albo umyc zebow tez mu
      pozwalasz rzadzic.

      i nie wiem o jakiej twojej pracy mowa, skoro i tak jestes na macierzynskim.
      • lilka69 kynkygirl, autorka-faktycznie... 15.11.09, 18:20
        o jakiej pracy tu mowa skoro autorka jest na macierzyskim...

        autorko- ty lubisz ymyslac sobie problemy. az ockniesz sie bez meza i bez
        rodzicow. skoro tacy schorowani to pewnie niedlugo umra.
    • lilka69 bebis- rozwalasz rodzine i jeszcze biadolisz 15.11.09, 18:18
      gdybys juz 4 lata temu przeprowadzila sie do tej nielubianej przez ciebie
      warszawy to starszy syn poszedlby tam do przedszkola i dzis nie mialby rozterek(
      zrozumialych zreszta). (sama przeprowadzilam sie do warszawy po studiach i
      mieszaniu w wiekszym z miast polski i wiem, ze mozna polubic wawe).
      nie wymiguj sie schorowanymi rodzicami. kazdy ma rodzicow a i czesc tez
      schorowanych.
      poczekaj jeszcze chwile az maz bedzie mial dosyc ciebie i w tej nielubianej
      warszawie znajdzie sobie wesola i zadowolona z zycia kochanke. a tobie zostana
      alimenty na dzieci. bo na ciebie chyba nie...przeciez masz prace.

      tworzysz problemy. mamlo masz pracy przy 3 dzieci?
      • mali-nki znam rozterki ale... 15.11.09, 22:23
        tak jak ludzie wczesniej pisali najwazniejsze jest zebyscie Wy czyli
        maz i zona i dzieci byli razem, przezywali razem codziennosc. Mam
        juz za soba pare przeprowadzek i to nie do innego miasta w PL tylko
        do roznych krajow swiata. Ciezko jest na poczatku ale jak sie jest
        aktywnym to czlowieka to szybko ubogaca. Nie powiem jest to duzy
        stres taka zmiana, no ale bycie samemu z dzieciakami wg mnie jest
        jeszcze bardziej meczacy. Co do pytania 5 letniego malucha czy
        chcialby sie przeprowadzic popelnilas blad bo wiadomo co ci odpowie
        i ze nie bedzie chcial zadnych zmian. Dzieci trzeba przygotowac na
        taka zmiane ale w inny sposob, przedstawic to w optymistycznym
        swietle i krotko przed momentem przeprowadzki dziecko o tym
        poinformowac. Po co wprowadzac niepokoj? Ja juz wiem, ze za niecaly
        rok znowu sie bedziemy przeprowadzac, znowu do innego kraju i dzieci
        poinformujemy o tym pare tygodni przed. Nie jest to latwe ale jednak
        musimy trzymac sie razem. Powodzenia!
Pełna wersja