relacje w rodzinie

16.11.09, 10:42
Mam 35lat ,samotnie wychowuję dziecko. Na pomoc od eksa niestety nie mam co liczyć. NIESTETY, na pomoc matki która jest na emeryturze i dodatkowo pracuje oraz babci która jest tylko na emeryturze też mi ciężko liczyć. Pracuję w wolnym zawodzie więc mogę pracowac w domu.
Przez pierwsze 3 lata mojego dziecka , płaciłam niani, ani babcia ani prababcia nawet na spacer z córką nie wychodziły. One tłumaczą swoje zachowanie poczuciem strachu o taką małą istotkę. Od 3 lat dziecko chodzi do pzredszkola. I niestety choruje. Od września do maja mam praktycznie nonstop chore dziecko. W tym roku to nawet zaliczyłam zapalenie stawów co wiąże się z noszeniem 20kg dziecka bo miała zakaz chodzenia. Ani jedna ani druga nie poszły choć raz na spacer z moim dzieckiem mimo że była możliwość wożenia w wózku.
Pzrechodzę do sedna. Mam od czwartku znowuż chore dziecko, antybiotyk i 7 dni w domu. No i jak zwykle żadna z nich nie pyta i nawet nie uważa że trzeba mi pomóc czyli sprawa ZOSTANIA W DOMU Z DZIECKIEM. Jestem pracą zmęczona, wykończona i rozdrazniona. Codziennie wstaję koło 4tej żeby wprowadzać do komputera. Codziennie budząc się nie wiem czy pójdę do pracy czy znowuż bedę z dzieckiem w domu. Chciałabym iść do pracy na etat ale ja nawet nie mam jak bo one mi nic nie pomagają. Zadzwoniłam do jednej , mojej 77letniej babci która jest osobą sprawną (właśnie sobie pypcia z nosa usunęła bo jej przeszkadzał) i się pytam czy zostanie z córką to ona zdziwiona że przeciez może iść do przedszkola. Moja mama mówi że oczywiście spróbuje wziąść urlop tylko że mogłam wcześniej powiedzieć. Z dzieckiem byłam w czwartek u lekarza , obydwie wiedziały że ma antybiotyk. I co, znowuż musze prosić. Czy w innych rodzinach też tak jest? Że trzeba o wszytko prosić. Ja już naprawdę nie mam siły: prosić i dziękować. Dla mnie to nie jest normalne.
    • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 10:54
      Nie wiem czy mnie zrozumiecie. Mi chodzi o to podejście: Masz dziecko to sobie radź! Moja rodzina to moja samotna mama, babcia z mężem poślubionym około 15 lat temu. Same kobiety a nie mam od nich wsparcia. Takiego normalnego kobiecego wsparcia. Babcia leci do pracy, prababcia zajęta sobą. A ja sama z dzieckiem. Chciałaś to masz.
      • majda12 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 11:09
        rozumie cie doskonale :) choc nie wymagam oczywiscie od mojej mamy zeby
        zajmowala sie moimi dziecmi ,w wyjatkowych sytuacjach /np. choroba/ moglaby
        wyciagnac pomocna dlon ale nie chce..wiec nie, radze sobie sama...
        co dziwne: mnie i moje rodzenstwo wychowywala babcia /mama mojej mamy/ nie
        dopuszczala do siebie mysli ze moglybysmy chodzic do zlobka i choc babci bylo
        ciezko /miala pod opieka 3 wnuczki 3l ,2 latke i 3 m-czne/ wlasciwie gdyby nie
        pomoc babci to mama tez mialaby problem z praca bo kto by nas potem odberal ze
        szkoly o 13-tej? a sama nas zrozumiec nie chce ani nam pomoc,ale na to niestety
        nic poradzic ne mozemy ...
      • marianka_marianka Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 11:12
        Zaraz większość forumowiczów napisze Ci, że rodzice, dziadkowie, krewni itp nie mają obowiązku zajmować się Twoim dzieckiem, ba nawet mogą dobitnie o tym informować. I mają rację - sama się pod tym podpiszę.
        Rozumiem, że to przykre. Nie możesz liczyć na rodzinę, wtedy kiedy jej najbardziej potrzebujesz. Piszesz, że mama chce wziąść urlop, aby zająć się wnuczką. Duży plus dla niej, skoro pracuje to swój urlop może wykorzystać przecież w inny sposób.
        Musisz wziąźć pod uwagę, że jeżeli ktoś Ci mówi że obawia się opiekować dzieckiem, to tak może być. Nie każdy lubi małe dzieci, nie każdy potrafi bez obaw się nimi zająć. Moja mama np. panikuje przy każdym kaszlnieciu moich dzieci, krzycząc że się duszą:)

        Mi chodzi o to podejście: Masz dziecko to sobie radź!
        Niestety taka jest brutalna rzeczywistość. Rodzice mają obowiązek zająć się dziećmi, nikt inny. Tobie jest trudniej - jesteś samotną matką i dodatkowo nie masz wsparcia w najbliższej rodzinie.
        Jeżeli wcześniej wyglądało, że radzisz sobie świetnie - skąd Twoja mama miała wiedzieć, że potrzebujesz pomocy? Schowaj dumę do kieszeni i poproś o pomoc, skoro nikt z rodziny nie wychyla się z taką propozycją.
        • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 11:29
          Jeszcze rok temu moglam zapłacić dziewczynie za opiekę nad dzieckiem, dziś mnie na to nie stać. Obydwie wiedzą że mam ciężką sytuację finansową, wiedzą że muszę starać się i dbać o tych klientów których mam. Ale ja ciągle czuję się jak w potrzasku. Miotam się między dzieckiem a coraz bardziej znienawidzoną pracą.
          Moja mama ma emeryturę wysoką , chodzi do pracy bo boi się starości. Już teraz zaznacza że nie będzie robiła lekcji z ukochaną wnuczką, do lekarza z nią nie pójdzie bo od tego jest matka. Ja ciągle słyszę OD TEGO JEST MATKA. Marzę o wyjeździe z tego miasta i przestaniu łudzić się że one obydwie mi kiedys , kiedykolwiek same z siebie pomogą. I nie chodzi mi nawet o pomoc. Mama i babcia jadą do lasu to nie biorą wnuczki bo nie muszą. Albo ja mam z nimi jechać. To nic że ja potem śpię w aucie. Albo śmiertelnie się nudzę. Nieważne, matka ma być i koniec. Takie podejście! nie rozumiem dlaczego?
        • lilka69 marianka marianka 17.11.09, 12:45
          dobrze piszesz- rodzice powinni zajaca sie swoimi dziecmi. a ze te
          dorosle dzieci maja dzieci i problemy to tez im powinni pomoc. nie
          wnukom! a dzieciom.
      • douglas.beauty Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 12:29
        makbyt napisała:

        > Nie wiem czy mnie zrozumiecie. Mi chodzi o to podejście: Masz
        dziecko to sobie
        > radź! Moja rodzina to moja samotna mama, babcia z mężem
        poślubionym około 15 la
        > t temu. Same kobiety a nie mam od nich wsparcia. Takiego
        normalnego kobiecego w
        > sparcia. Babcia leci do pracy, prababcia zajęta sobą. A ja sama z
        dzieckiem. Ch
        > ciałaś to masz.

        To co opisalas to normalnosc, codzienne zycie. Nie ma co sie obrazac
        na rzeczywistosc - zajmowanie sie dzieckiem jest obowiazkiem
        rodzicow, proste i jasne.
        Zmobilizuj (sadownie jesli trzeba) exa do zajmowania sie dzieckiem,
        zatrudnij nianie?
    • kicia031 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 11:20
      Wspolczuje ci. Bylam samotna matka przez wiele lat, teraz jestem w
      zwiazku, ale zawsze moglam liczyc na pomoc rodziny. Tak jak moja
      babcia i dziadek pomagali mojej matce, gdy ja bylam mala, tak teraz
      matka i ojciec pomagaja mi gdy zajdzie potrzeba i tak samo ja bede
      pomagac swoim dzieciom i wnukom jest to dla mnie tak oczywiste jak
      codzienny wschod slonca.

      Ale np dla moich tesciow juz nie i w zwiazku z tym ja tez raczej nie
      pcozuwac sie zadnych wobec nich zobowiazan.
    • stokrotka.35 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 11:22
      Nikt nie ma obowiązku niańczenia Twojego dzieciaka,one (tzn. twoja mama i
      babcia) już swoje dzieci wychowały.Więc dziwna jest dla mnie Twoja postawa
      roszczeniowa.Piszesz że mama miałaby sie domyślać ,że chcesz by została z Twoim
      dzieckiem i brać wolne,byś ty mogła realizować swoje abmicje.
      Tak wypowiadają sie ludzie niedojrzali emocjonalnie.
      Jedynie mogłabyś wymuszać opiekę nad dzieciakiem u "eksa",bo z tej
      trójki(mama,babcia,ex)tylko on ma obowiązki wobec dziecka.
      • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 11:32
        Ja nie mam ambicji, ja muszę zarabiać na dom i dziecko, tylko jak, kiedy? Jak siedzę w domu z dzieckiem i czekam na 21wszą żeby ona zasnęła i wprowadzam do 1wszej a potem wstaję koło 4tej i znowuż wprowadzam. Ambicje? mieszkanie, dom, życie i kredyt. A do tego dziecko.
        • mindtriper Re: stokrotka35 16.11.09, 11:48
          Rozśmieszył nie Twój post, serio. W kilku linijkach dałaś upust
          niechęci do ludzkości i w dodatku zrobiłaś to tak sztampowo, ja na
          to forum, że to może tylko śmieszyć.
          Zobacz, próbka:

          niańczenie Twojego dzieciaka. Więc dziwna jest dla mnie Twoja
          postawa roszczeniowa.
          Tak wypowiadają sie ludzie niedojrzali emocjonalnie.

          No i ta rada: Jedynie mogłabyś wymuszać opiekę nad dzieciakiem
          u "eksa".
          .
          Co to znaczy wymuszać w tej sytuacji? Że jeśli kobieta chce, by ktoś
          jej pomógł to jest wymuszanie? Litości!
          Makbyt, sądzę, ze faktycznie niewiele wskórasz u pań z Twojej
          rodziny, szkoda, ale bywa. Jeśłi marzysz o wyjeździe do innego
          miasta to wyjedź, może będizesz mieć lepszą pracę i możliwość
          zatrudnienia niani na dłużej.
          Najgorsze co możesz zrobić to wypalać się czekając aż ktoś z rodziny
          Ci pomoże, a jak widać nie pomoże.
          Moje prywatne zdanie jet takie, że to wielka wielka szkoda, że takie
          są czasy, że członkowie rodziny nie mają obowiązku pomagać
          sobie nawzajem. Rodzinność w tej sytuacji ogranicza się do przekazu
          genów. A to już krok od zrównania ludzi ze zwierzętami. Rodziny
          wielopokoleniowe były chyba jednak szczęśliwsze...
        • stokrotka.35 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 11:50
          nie piszesz w jakim wieku masz dziecko,jedynie podajesz wagę(20 kg),wg.
          statystyk dzieciak może mieć 6-7 latek ....więc nie gadaj że dziecko w tym wieku
          bardzo jest absorbujące i nie możesz popracować w domu gdy ono nie śpi. Wiem z
          autopsji że przedszkolak w tym wieku potrafi sam bardzo samodzielnie zapewnić
          sobie czas,a nawet na kilka godzin zostać bez opieki(o ile dziecko rozumie że
          nie można czegoś włączać,otwierać drzwi itp..).
          • kicia031 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 11:58
            20 kg to wazy moj chudy 4-latek.
          • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 12:05
            moje dziecko ma 5,5 roku. 3 rok przedszkola=3 rok niesutannej choroby. A odnośnie pracy przy dziecku- łatwiej mi było jak miała 2,3 lata. Teraz jak ja wprowadzam to ona ciągle cos do mnie mówi. Wytrzyma około godziny. Samej w domu zostawić nie moge.
            Ja nie żadam pomocy , tylko jest mi przykro że jestem zostawiona sama.
        • morekac Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 12:06
          Twoja mama ma wybór pomiędzy płatną pracą a bezpłatnym opiekowaniem
          się wnuczęciem. Być moze jej praca zawodowa daje jej - poza jakimś
          dochodem - również satysfakcję. Zrezygnuje teraz z pracy, a za rok
          czy 2 nie będzie miała już do niej powrotu.
          Babcia z kolei ma 77 lat i może nie czuc się na siłach, aby
          zajmować się kimkolwiek.
          A co do pomocy komus - większość ludzi uznaje, że skoro o pomoc się
          nie prosi, to widocznie nie potrzebuje się tej pomocy aż tak
          bardzo... A poza tym pracujesz w domu, dziecko nie jest już takie
          malutkie i może po prostu nie widzą problemu. Więc może czasem
          poproś, potem zaś podziękuj.
      • mgla_jedwabna Re: relacje w rodzinie 01.06.10, 01:16
        Obowiązku nikt nie ma, ale współżycie w rodzinie powinno się opierać na życzliwości i zrozumieniu, a nie na dotrzymywaniu ustawowych przymusów.

        Parafrazując: autorka wątku też nie ma obowiązku być zachwycona postawą obu babć, nie ma obowiązku nie frustrować się i nie ma obowiazku nie uważać obu babć za egoistki.

        Poza tym w okazjonalnej opiece nad dzieckiem chodzi raczej o to, aby jego matka mogła się wreszcie normalnie wyspac albo załatwić zaległe sprawy, a nie o wydumane "realizowanie ambicji".

        Rozumiesz różnicę między postawą roszczeniową a zwykłą ludzką prośbą, rozszerzoną niekiedy do wymuszonego przez drugą stronę "proszenia się" bo prośba to dla egoisty za mało?
    • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 12:11
      I denerwuje mnie i boli to ciagłe dziękowanie. U mnie w rodzinie za wszystko trzeba dziękować. Mojej babci mąż nagminnie czyści buty . Czyści bo chyba lubi. Mojej córce też czyści. Ja już myję te buty przed tym dniem kiedy zaprowadzę do nich córkę bo nie mam ochoty ciągle dziękować. Nie podziękuję, to babcia mówi mamie a ja słyszę dlaczego nie podziękowałaś, dlaczego moja córka nie podziękowała. Prosić i dziękować , prosić o wszystko i dziękować za wszystko.
      • lusitania2 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 14:03
        makbyt napisała:

        > I denerwuje mnie i boli to ciagłe dziękowanie. U mnie w rodzinie
        za wszystko tr
        > zeba dziękować. Mojej babci mąż nagminnie czyści buty . Czyści bo
        chyba lubi. M
        > ojej córce też czyści. Ja już myję te buty przed tym dniem kiedy
        zaprowadzę do
        > nich córkę bo nie mam ochoty ciągle dziękować


        Jeśli ktoś robi coś, co oszczędza mi fatygi to "dziękuję" jest jak
        najbardziej na miejscu, niezależnie od tego, czy ktoś robi to z
        włsnej inicjatywy czy poproszony. W moim otoczeniu używanie tego
        magicznego słówka należy do elementarnej kultury, nigdy nikomu
        niczego nie ubyło od wypuszczenia tego słowa z gardła.
        Naprawdę nie wiem, z jakiej tyś się kobieto choinki urwała, że ci to
        słowo ością w gardle staje.
        • mgla_jedwabna Re: relacje w rodzinie 01.06.10, 01:26
          Wydaje mi się, że tu nie chodzi o zwykłe proszę i dziękuję, tylko o demonstracje hołdownicze. Niektórzy ludzie tak mają, że wręcz delektują się faktem czyjejś zależności od siebie. Proszenie się i dziękowanie to dla nich okazywanie tej zależności. I w tym wypadku, owszem ubywa proszącemu czy dziękującemu, choć może nie z gardła. Ubywa mu/jej godności.

          Przy kolejnej akcji z butami strzeliłabym tekst "trzeba się było nie fatygować, skoro dla was to takie wielkie halo".
    • lu_bella Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 12:16
      Bardzo Ci współczuję.
      Dla mnie zachowanie Twojej mamy ( babci może trochę mniej) jest "dziwne", ale niestety coraz częściej spotykane.
      Mnie mama bardzo pomaga. Po pierwszym dziecku byłam na wychowawczym, bo mama jeszcze pracowała. Jak urodziłam 2 i 3 mama była już szczęśliwą emerytką. Z wychowawczego też skorzystałam, ale z powrotem do pracy nie miałam problemu. Pracę mam jaką mam tzn. w różnych godzinach. Często mama zaprowadza dzieci do szkoły, odbiera, posprząta , ugotuje, zrobi pranie. Wiedząc, że pracę mam ciężką, a troje niedużych dzieci to też obciążenie planuje nawet wziąć je na wakacje. Czemu to robi ? Bo nas kocha, bo wie, że kiedyś ona też może potrzebować pomocy. Już teraz dzieci planują jak będą mamie ( swojej babci ) pomagać.
      Mama ma koleżankę, która kiedyś nie miała czasu, chęci czy powołania dla dzieci i wnuków, a teraz cierpi w samotności. Chciałaby to odwrócić, ale się nie da :(
      Wiem, że w razie potrzeby zaopiekuję się mamą. Wiem też, że pomogę swoim dzieciom ( jak dożyję ;D ).

      Ciekawi mnie jak zachowa się Twoja mama,kiedy babcia będzie potrzebowała pomocy. Może wtedy oprzytomnieje. Byle nie było za późno.

      Życzę zdrowia dla córki, a Tobie siły, wytrwałości i szczęścia.
      Pociesz się, że dzieci szybko rosną i "wyrastają z chorowania".

      P.S.
      A nie masz jakiejś koleżanki z którą mogłabyś się wymieniać opieką nad dziećmi ?
      • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 12:21
        Pomagają mi sąsiedzi. Mają smyka o rok starszego. Ja wolę ruch więc zabieram dzieciaki a potem za to oni biorą mi córkę. Jest dobrze.
        • aniusia_u Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 13:20
          Dla mnie pomoc rodziców to naturalna sprawa. Moi rodzice mi pomagają, zajmują
          się dzieckiem-to dług wdzięczności spłacany ich rodziców. Będę robić tak samo.
          Ale z drugiej strony mam przykład teściowej która wszystko dostała od mamy
          swojej+zajmowanie się dziećmi ale uważa że to dzieci powinny utrzymywać rodziców
          na starość(starość lat 45-wiek mojej teściowej).Nie korzystam z pomocy, chyba że
          już nie mam wyjścia.Bo wiem ze nie ma nic za darmo.
    • alba27 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 13:56
      To przykre jak nie można liczyć na pomoc najbliższych, wiadomo
      obowiązku nie mają ale czasami mogłaby taka jedna z drugą wnuczkę na
      spacer zabrać. W moim przypadku mogę liczyć na pomoc dziadkow (
      korzystam rzadko , tylko w czasie choroby) i sama mam nadzieję na
      emeryturze bawić wnuki ale twojej mamy już nie zmienisz, im szybciej
      to zrozumiesz tym lepiej dla ciebie. One tracą bo ich związek z
      wnuczką będzie nikły a z czasem mała dorośnie i tobie będzie
      latwiej, narazie jednak chyba tylko opiekunka pozostała.
      ps. dajesz małej tran? Zaczęłam dawać rok temu przez jesień i zimę i
      w tym roku znowu od sierpnia i przyznam że od roku były tylko 1
      tydzień przeziębione, poza tym wciskam czosnek gdzie się da a do
      kolacji pijemy herbatkę lipową z miodem. trzymaj się !
      • konwalia313 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 14:35
        Hej- takie babcie powinny zdawać sobie sprawę, że za parę lat mogą
        być stare i zniedołężniałe. I co wtedy .... W końcu będzie można się
        odpłacić, a słowa, że "To obowiązek matki..." zmienią sens i wrócą
        do nich w brzmieniu :"To obowiązek domu starców - ja mam własne
        życie".
    • bianka.5 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 15:17
      Witaj
      Bardzo ci wspolczuje relacje w Twojej rodzinie sa nie za fajne.Oczywiscie ze ani jedna babcia ani druga obowiazku nie ma wzgledem wnuczki ale raz na jakis czas zabrac na spacer dziecko to zadna laska tymbardziej 5-cio letnie dziecko! Dla mnie niewyoblazalna jest taka znieczulica. Jasne ze przedewszystkim rodzice maja obowiazki wzgledem dzieci ale taka sytuacja jaka panuje w Twojej rodzinie jest chora.Zero empatii tak jak pisze jedna z forumek zeby czasem jedna z druga pomocy za jakis czas nie potrzebowala...zycie potrafi platac rozne figle.

      Ogladalas "Plac Zbawiciela"? tam tez jest watek babci ktora nie miala w sobie na tyle dobrej woli zeby odbierac dzieci z przedszkola i bohaterka nie mogla podjac pracy...cala sytuacja zakonczyla sie tragicznie..

      zycze sily i zdrowia dla corki dobrze ze masz zyczliwych sasiadow.
    • easy321 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 15:24
      Babcia nie mam obowiazku zajmowania sie dzieckiem, tym bardziej
      trudno wymagac tego od prababci.Ale moze warto zasygnalizowac
      problem, bo one tego nie widza.Twoja mama powiedziala, ze wezmie
      urlop, tylko szkoda ze nie powiedzialas wczesniej...i to
      rozumiem.Kobieta chce Ci pomoc tylko daje ci do zrozumienia ze ma
      swoje zycie , swoje sprawy i pomoze ci ale nie jest "od reki".
      Ja zawsze musialam liczyc tylko na siebie.Moja mama nie chciala
      pomagac mi przy dziecku, bo zreszta o to nie prosilam, a gdy juz sie
      raz zdazylo, ze mala chcialam z babcia zostawic na 40min (do sklepu
      na zakupy i z powrotem) to wygladalo to tak ze po 5 min zadzwonila
      do mnie, zebym juz wracala, bo dziecko placze (corka miala niecale 2
      lata).
      Od tamtej pory sama sobie dawalam rade i nie prosilam, ale mi jest
      latwiej gdyz mi bardzo pomaga maz (na zmiane zajmowalismy sie corka,
      zreszta do dzis on spedza z nia duzo czasu choc mala juz wyrosla z
      wieku przedszkolnego niemalze). Moja mama dopiero teraz, gdy dziecko
      jest duze, samodzielne i rozumne chce sie zajmowac wnuczka.
      Czasami takie sa babcie, moze jej tez nikt nie pomagal i uwaza ze to
      normalne?Jezeli rozmowy nic nie dzdza, bedziesz musiala jeszcze
      troche wytrzymac, dziecko podrosnie, nabierze odpornosci, powodzeia!
      • easy321 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 15:37
        aha, piszesz ze pomagaja ci sasiedzi?to fajnie,tylko wytlumacz mi
        jedno skoro dziecko ciagle chore, to ktorzy sasiedzi tez majacy
        dziecko zajmuja sie mala Twoja ktora chora bawi sie z ich synem?i
        nie boja sie ze sie zarazi?bo ja rozumiem, naturalnie, jak dziecko
        jest zdrowe, albo jakby sasiedzi dzieci nie mieli, ale tak normalnie
        jako rodzic obawialabym sie zaprosic chore dziecko do zabawy z moim,
        a piszesz ze corka czesto choruje?
        No i jeszcze z tym prosze-dziekuje.To dla mnie oczywiste, ze uzywa
        sie tych dwoch slow, gdy trzeba, a czasem uzywam ic mimochodem,ale
        rozumiem ze u Ciebie jest tak, ze masz juz dosc bo te normalne slowa
        urosly do rangi nie wiem czego i jak waznego, ze jak ich nie
        wypowiesz to mama Cie skarci...Jezu, jestes dorosla, jezeli ktos sie
        zajmuje Twoim dzieckiem to oczywiste jest slowo dziekuje, jezeli nie
        lubisz tego robic-nie pros o pomoc, nie bedziesz musiala dziekowac.
        Radz sobie sama i tyle. A mamie i rodzinie za opieke nie dziekujesz,
        sasiadom pewnie juz tak?
        • douglas.beauty Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 15:51
          A ja sie caly czas zastanawiam gdzie jest tatus tego dziecka? Ma on
          taki sam obowiazek zajmowac sie corka jak matka.
          • easy321 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 15:58
            autorka watku wyraznie na poczatku napisala ze samotnie wychowuje
            dziecko.SAMOTNIE oznacza ze sama, bez udzialu ojca, nieistotne,czy
            ojciec jest narkomanem i nic go nie interesuje, czy zyje czy nie,
            czy zalozyl nowa rodzine czy zżekl sie dziecka-on w tym watku jest
            pominiety bo dzieckiem sie nie zajmuje.Skad wiesz czy ma prawa
            rodzicielskie wogole, zeby zajmowac sie dzieckiem?Moze dziecka nie
            uznal, moze matka jest panna a rubryce ojcie jest wpisane slowo
            NIEZNANY? O ojcu nie ma mowy, jest samotna mama i tyle.Skupmy sie na
            babci i prababci, o tym pisze autorka watku, to jej problem,
            nieprawdaz??
      • pudelek09 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 16:03
        Wiedzialam,ze zaraz posypia sie >madrosci<,ze rodzina nie ma
        obowiazku itd.NIE MA!Ale chyba do jasnej ch...nic by im sie nie
        stalo jakby czasem pomogli.Czy nie moga pobawic sie z mala,wziasc na
        spacer,zeby matka odetchnela?I dziwi mnie,ze takie babcie nie maja
        przyjemnosci w pobyciu troche z wlasna wnuczka.Niestety,doskonale
        rozumiem autorke postu.Moja matka NIGDY(choc nie pracowala jak corka
        sie urodzila)nie wziela wnuczki na spacer.Nie oczekiwalam codziennej
        opieki,sama mialam przyjemnosc w opiekowaniu sie mala,ale np.bylam
        kilka razy chora-goraczka wysoka itp,marzylam zeby choc na godz
        zabrala dziecko na spacer.Niedosc ze nie wziela to jeszcze wieczne
        pretensje o wszystko.Jak musialam np.isc do lekarza to wolalam
        poprosic sasiadke albo kolezanke,zeby z corka zostala.I nie bylo to
        na zasadzie>usuwania klopotu<,tylko wazne powody.Teraz jest starsza
        i moze posiedziec sama,ale spytala mnie kiedys-dlaczego ja mam taka
        babcie?inne dziewczynki to babcie biora na spacer,pobawia sie z nimi
        itp.Ja z moja babcia i dziedkiem wiaze najwspaniale wspomnienia z
        dziecinstwa.To oni zabierali mnie na wakacje,do ogrodu na cale
        dnie,babcia piekla dla nas ciasta-kto jakie chcial,byla taka
        >ciepla<,dziadek strugal ludziki z drewna,zrobil nam rowery.Moje
        dziecko nie ma,niestety tak dobrze.Jest nam przykro.Widzi za to
        babcie smierdzaca petami i pijaca drinka za drinkiem.ja przez to
        wszystko coraz czesciej mam mysli(przerazaja mnie)ze nienawidze
        wlasnej matki!
        • easy321 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 16:08
          Pudelek, moze lepiej ze Twoje dziecko nie ma kontaktu z taka
          babcia.Nie dalabym w opieke swojego skarbu pijanej kobiecie z taka
          iloscia nalogow, nie kojarzy mi sie dobrze taka babcia, babcia
          powinna byc taka jak Ty opisujesz, a tak-niczego nie stracilas,
          Twoje dziecko takze, gdybym na piec minut zostawila "drinknięej"
          babci dziecko mialabym tysiac mysli czy wszystko jest ok, czy zajmie
          sie dobrze dzieckiem pod moja nieobecnosc.Trudno, mam taka babcie
          jaka ma, babc se nie wybiera, kiedys zrozumie
    • aniazavonlea Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 16:32
      Wkurzają mnie posty przemądrzałych pan które nie wiedza o czym Makbyt pisze.
      Zero empatii, jestescie sobie wyobbrazic, wyobcowanie, trud i niedospanie osoby
      ktore ma chorujace dziecko jest sama, musi pracowac, nie moze wyjsc bo dziecko
      jest chore do apteki o wszytsko musi prosic, jest sama i nie ma kasy? i wszyscy
      maja to gdzies a panienki na
      forum wypisują ze babcia nic nie musi. Nowy wspaniały świat.
      Nikt nic nie musi a pozniej zrozpaczona matka wpada w depresję i zabija swoje
      dziecko to ekstremum w tym kraju bo wszyscy sa obojetni i radz sobie sam, koniec
      czlowieczenstwa. Niech ojciec pomoze, tylko tego ojca nie ma bo zabawia sie
      własnie z takimi paniami co tez uwazaja ze nic nie muszą i nie maja skrupułów
      albo robi co innego.

      Wiesz skoro babcia nie ma obowiazku wobec niej Ci pomagac, ty tez olej ją po
      prostu..jak bedzie niedołezna tez ja olej. Nikt nic nie musi, ma emeryturę niech
      sobie radzi.
      Wiesz na Twoim miejscu dałabym ogłoszenie ze szukasz babci, jest sporo fajnych
      starszych pan chętnie zostana adoptowanymi babaciami, ona czasem Ci pomoże a Ty
      jej i zyska towarzystwo i wnuczkę.
      Mozesz poszukac w necie, w gazecie dac ogloszenie, nie licz na pomoc rodziny.
      Twoja rodzina to raczej patalogia a nie norma, wszyscy Ci co pisza ze rodzina
      nic nie musi pisza chyba z rodzin patologicznych.

      W normalnej wspierajacej sie rodzinie ludzie sobie pomagają..
      Ja sama wychowuję dziecko i wiem o czym piszesz.

      Własnie z takich postaw jak na forum biorą sie dzieci w foliówkach i na
      smietniku...rodzina pomagac nie musi

      • morekac Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 16:50
        Sytuacja bez wątpienia trudna, ale:
        - Makbyt nie prosi: skąd kto ma wiedzieć, że ta pomoc jest istotnie
        potrzebna? Praca w domu, dziecko już nie niemowlę - może wszyscy
        uznali, ze sobie radzi? Odkąd to ludzie odgadują czyjeś życzenia
        telepatycznie?
        - ewentualne przysługi traktuje - być może się mylę- na zasadzie:
        mnie się należy, one mają obowiązek.
        - Babcia pracuje - jeszcze pracuje, bo daje jej to pieniądze czy
        satysfakcję (albo jedno i drugie). Ma to rzucić?! Przecież
        powiedziała, że weźmie urlop- ale urlopów nie dają ot tak.
        - Prababcia ma lat 77 - wybacz, ale może nie mieć sił na zajęcie się
        prawnuczką. Pewnie telepatii też nie uprawia.
        -
        • aniazavonlea Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 17:46
          Tutaj masz troche racji. Zakladam ze autorka prosi o wsparcie.
          Jednorazowa odmowa nie nalezy sie przejmowac, nalezy dac prawo matce do odmowy i
          prosic drugi raz. Wiadomo ze pracy nie rzuci ale w weekend czy po poludniu chyba
          jak prosisz to moze nie odmówi?
          Prosic trzeba a nie czekac az ktos sie domyśli
      • efi-efi Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 16:58
        Mnie też wkurzają. I też rozumiem świetnie jak musi czuć się autorka wątku
        zawsze sama , kiedy dziecko choruje to jest jej i tylko jej problem, jak nie ma
        kasy to też jest jedynie jej problem. A co zrobiłaby babcia gdyby córka
        rozchorowała się na dobre. Odda wnuczkę do domu dziecka?

        Pytasz czy wszystkie rodziny są takie.
        Nie , nie wszystkie Mnie moja mama i tata pomagali zawsze, odbierali dzieci z
        przedszkola, zabierali np.na weekend, pomagali finansowo, siedzieli z chorymi
        dziećmi żebym nie brała L-4. Teściowie też. Moje ciotki opiekował i opiekują
        nadal swoimi wnukami, a dziećmi moich kuzynek i kuzynów. Moja rodzina bliższa i
        dalsza jest zżyta i możemy na siebie liczyć. I dla mnie to jest norma! To , że
        wiem, że oprócz mnie i męża kogoś obchodzi jeszcze los moich dzieci.
        Współczuję Ci!
        • sarling Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 17:08
          A ja współczuję tym wszystkim, którzy piszą (bo muszą?), że rodzina
          nie ma obowiazku robic tego czy owego.
          Wobec nich też prędzej czy później może nie zastosować tego
          obowiazku.
          Do niedawna wzajemność w rodznie bya normą a postawy typu nie mam
          obowiazku patologią.
          W niekórych krajach Europy te smutne standardy już powszechnie
          obowiązują. Efekt? Podczas koszmarnych upałów w Paryżu parę lat temu
          masowo wręcz umierali starsi ludzi, któymi nie zajmowała się
          niezobowiązana rodzina. W Szwecji kostnice szpitalne pękają w
          szwach, a pogrzeby odbywają się na koszt państwa, bo nikt nie
          zgłasza się po ciało.
          Mnie taka wizja przeraża. I w swojej rodzinie, na szczęście,
          realizujemy wzajemne wsparcie i pomoc i nie ma to najmniejszego
          zwiazku z niedojrzałoscią emocjonalną. Wręcz przeciwnie.
          • douglas.beauty Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 19:37
            > A ja współczuję tym wszystkim, którzy piszą (bo muszą?), że
            rodzina
            > nie ma obowiazku robic tego czy owego.
            > Wobec nich też prędzej czy później może nie zastosować tego
            > obowiazku.
            > Do niedawna wzajemność w rodznie bya normą a postawy typu nie mam
            > obowiazku patologią.

            do niedawna w Polsce kobiety nie mialy wyboru, teraz maja,
            wolniej sie starzeja, zarabiaja wiecej i rowniez bedac babciami moga
            byc niezaleznymi osobami, ktore MAJA PRAWO wybrac prace zawodowa
            zamiast nianczenia dzieci.


            > W niekórych krajach Europy te smutne standardy już powszechnie
            > obowiązują. Efekt? Podczas koszmarnych upałów w Paryżu parę lat
            temu
            > masowo wręcz umierali starsi ludzi, któymi nie zajmowała się
            > niezobowiązana rodzina. W Szwecji kostnice szpitalne pękają w
            > szwach, a pogrzeby odbywają się na koszt państwa, bo nikt nie
            > zgłasza się po ciało.
            > Mnie taka wizja przeraża. I w swojej rodzinie, na szczęście,
            > realizujemy wzajemne wsparcie i pomoc i nie ma to najmniejszego
            > zwiazku z niedojrzałoscią emocjonalną. Wręcz przeciwnie.

            Bialo -czarno widzisz swiat. Niezaleznosc nie oznacza automatycznie
            znieczulicy. Warto jednak pamietac ze o pomoc nalezy poprosic a nie
            jej wymagac lub wymuszac. Wymaga tego szacunek do naszych rodzin -
            nigdy w zyciu nie wymagalabym pomocy od mojej mamy, ktora nadal
            pracuje zawodowo po 8 godzin dziennie i bezlitosne z mojej strony
            byloby ja jeszcze zatrudniac do opieki nad dzieckiem.
            Opisana sytuacja w moich oczach nie dowodzi zadnej znieczulicy -
            raczej wielka frustracje autorki -ale nie wiadomo czy troche nie na
            wlasna prosbe. Czy dziecko naprawde choruje 3 lata BEZ PRZERWY??
            Naprawde nie nadaje sie do przedszkola?
            Nie podoba mi sie zlosliwosc autorki w stosunku do babci,
            ktora "pypcia sobie z nosa usunela bo jej przeszkadzal" - to tak
            jakby starsza kobieta nie byla juz kobieta ale stara baba do pomocy
            w domu.
            Autorka watku nie zmaga sie z zadna tragiczna sytuacja zyciowa -jest
            mloda, zdrowa, zdolna do pracy, owszem i ja rowniez uwazam ze ma
            postawe roszczeniowa i ogolnie malo szacunku do swojej rodziny.

            • sarling Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 19:58
              Właściwie to są dwie kwestie:
              jedna- sytuacja autorki wątku. I tu, muszę przyznać, na czoło wysuwa
              się pewna bierność, bezradnosć. Może wynika to ze zmęczenia
              materiału, może tak już makbyt ma - nie wiemy tego. Myślę też, że
              wciąż jest zależna od swojej mamy - no bo co z tego, że mama
              mówi "nie sprzedawaj mieszkania". Moja np. nie chciała, żebym
              zmieniała pracę, grzecznie podziękowałam za radę i troskę,a pracę
              zmieniałam i tak. Co nie zmienia faktu, że szkoda, że autorka ma
              taką sytuację rodzinną.
              druga - to taka ogólna tendencja do podkreślania tego braku
              obowiazku
              . Zgadzam się, że wymuszanie, ciągłe żerowanie,
              wymaganie, no, takie zachowanie "głodnego niemowlaka" jest słabe i
              nie ma nic wspólnego z prawidłowymi relacjami w rodzinie. To jak ja
              je rozumiem oznacza GOTOWŚĆ do życzliwości, pomocy - w miarę
              możliwości, zainteresowania, gotowość do tego, ze kiedyś można być
              potrzebnym. Jest różnica, nawet semantyczna, w stwierdzeniu "
              niańczyć Twoje dzieciaki
              " i "interesować się, wspierać moją
              córkę, wnuczkę tyle ile potrafię
              ". Tak jak czym innym jest
              porzucić pracę zawodową i poświęcić się wnukom lub też zapytać kilka
              razy w tygodniu czy w miesiacu czy może dziś posiedzieć z dzieckiem
              albo iść z nim na spacer albo też kompletnie niemal się wypinać. I
              ta otwartość wydaje mi się to po prostu ludzka.
              Kiedy idę po ulicy, to też mam gotowość, że może będę musiała
              zadzwonic po pogotowie dla kogoś, przepuścić babkę w ciaży w
              kolejce, zaalarmować jeśli coś złego się dzieje.
              Ale ktoś może powiedzieć, że jestem wolna, mam prawo wyboru i mogę
              mieć to gdzieś.
            • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 21:35
              I ja sobie tak tłumaczę. Cały czas myślę o tym że dam radę, daję radę i dam radę. I może przez to własnie nie prosze o pomoc. I ja jej nie żądam ale boli mnie że najblizsze mi osoby nie widzą tego że ja czasami jej potrzebują. To że jestem silna na zewnatrz nie znaczy że tak też jest w środku. Jestem zdolna do pracy, może i jescze młoda i silna ale mam córkę -mój priotytet- niestety absorbujący. Powiedz mi jeśli pracowałabym na etat kto by zrozumiał że ja praktycznie co 2 tygodnie biorę 2 tygodnie opieki. Jaki pracodawca aż tak by mi poszedł na rękę? Nie mam postawy roszczeniowej tylko uważam i mam nadzieję że taka będę dla mojego dziecka że będę sama z siebie pomagać dziecku. Nie będę oczekiwać na jej prośby tylko będę z siebie dawać jak najwięcej. Czy mam mało szacunku dla swojej rodziny? Niestety podobno tak. Myslę że to dlatego że nie mam w niej wsparcia
    • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 18:48
      Właśnie mój klient -taksówkarz przywiózł mi chleb i pojechał do biura po dokumenty żebym mogła w nocy wprowadzać. Prosiłam eksa niestety nie doczekałam się jego przyjazdu. Moja mama mieszka 10 minut drogi ode mnie ale nie przyjdzie bo jest po pracy. Z dzieckiem mi było szkoda jechac po dokumenty. Ja naprawdę rzadko proszę je o pomoc. Jak pisałam miałam przez 3 lata nianię, jeszcze rok temu mogłam wynająć na godziny dziewczynę do córki. Ale i tak zawsze byłam samaz dzieckiem. Nawet jak córka była mała i moja mama przychodziła w sobotę do mnie a ja jechałam do pracy to jak córka miała brudną pieluchę to mama dzwoniła żebym przyjechała i zmieniła bo mama ma odruch wymiotny (faktycznie ma). Więc ja jestem nauczona radzić sobie sama. Zadzwonię po taksówkę i poproszę taksówkarza niż zadzwonię do mamy i powiem przyjdź. Ja ciągle słyszę że to moje dziecko i mam sobie radzić. Więc rzadko proszę. Ale czy one obydwie są ślepe? Czy nie widzą i nie wiedzą że ja potrzebuję pomocy. No , nie da się czasami robić wszystkiego. Brak takiego zrosumienia, przecież one widzą i wiedzą że ja pracuję nocami, widza że jestem przemęczona i co? Nic. Ciągle tak samo.
      • douglas.beauty Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 19:40
        a jednak jest jakis EX? Powtorze to co napisalam powyezj - to na nim
        spoczywa rowniez obowiazek opieki nad dzieckiem. Mozna to
        wyegzekwowac sadownie jesli trzeba.
        • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 20:42
          Chętnie wyegzekwowałabym 2 tygodnie za mną , 2 tygodnie z nim. Tylko dla kogo byłoby dobre? Dla mnie? Dla córki? Dla niego? Ojcowie, chcą zazwyczaj tylko widzenia w godzinach popołudniowych i weekendy. Niestety!
          • aniazavonlea Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 21:13
            Wiesz godziny popołudnio i weekendy to tez jest jakas propozycja i wtedy mozesz
            odpocząc, w sumei nie przesadzasz trochę? Kiedy ten facet ma zarobic na alimenty?
            • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 21:20
              W wekendy to ja też chcę pobyć z dzieckiem. A zarobić i utrzymać dziecko to ja głownie muszę. Więc nie roztkliwiaj się tak nad tatusiem.
              • aniazavonlea Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 22:18
                po prostu libisz narzekac i widziec szklankę do połowy pustą. Jak ojciec dziecka
                Ci zaproponuje opiekę w weekend to powiesz ze chcesz w tygoniu a jak w tygodniu
                to chcesz w weekend.
                Ja po prostu widzę ze masz problem z narzekaniem i matka moze juz ma tego dośc.
                Szczerze mówiąc jestem sama i korzystam z pomocy eksa wtedy kiedy on moze ale
                ustalamy to tydzien naprzód, wiem ze nie wymusze zeby bylo jak ja chce ale wiesz
                ja nie mam wyjscia bo moja matka nie zyje i naprawdę jestem sama a Ty wchodzisz
                w rolę ofiary bo Ci to do czegoś potrzebne, do czego nie wiem
                • makbyt Re: relacje w rodzinie 17.11.09, 05:33
                  Widzenia ojca z dzieckiem to jest inna sprawa. Jego widzenia to jest nie jest pomoc dla mnie , ja tego tak nie rozpatruję. Jak widzisz ja go o nic poprosić nie mogę bo niestety on mi i tak nie pomaga.
                  Widuje dziecko jak mu się przypomni. Ja od niego niczego nie wymagam. Niestety, taka między nami jest sytuacja.
        • aniazavonlea Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 21:08
          Douglas z choinki się urwałas? W tym kraju zasądzonych sądownie alimentów nie
          mozna sciagnąc a co mówic o wyekgzekwowaniu pomocy w opiece nad dzieckiem.
          Naprawde Twoje teksty sa rozwalające, nie mozna faceta zmusic zeby sie zajmowala
          dzieckiem jak nie chce, mozna najwyzej zasadzic alimenty. Zyjesz w nibylandii
          czy co? Az mi si smiac chce jak Ciebie czytam. Wejdz na samodzielną mamę i
          walnij taki tekst he he
    • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 19:10
      Może jeszcze coś napiszę. Co także jest takie -obrazujące moją rodzinę. Mam mieszkanie, ładne duże kupowane kiedy jeszcze byłam z ojcem dziecka i nie myśleliśmy o rozstaniu. Córka wychowana właśnie w tym nowym , pięknym mieszkaniu. Od roku mam dość -mieszkania (przez 5 lat płaciłam nie swój prąd bo ENEA się pomyliła), kredytu, opłat wysokich i sąsiadki z którą walczymy (najprawdopodobniej schizofrenia). Nie chcę tego mieszkania. Chcę kupić małe tylko dla mnie i córki. I co słyszę od babci i mamy. Nie sprzedawaj. Bo szkoda, bo bedziesz żałowała, bo ceny za niskie. A ja teraz naprawdę mam doła finansowego i muszę i chcę sprzedać to mieszkanie. A ciągle słyszę nie sprzedawaj ,kiedys będzie lepiej, idź szukaj pracy na etat a firmę prowadź dodatkowo. A ja już nawet pracować nie lubię. Chcę żyć spokojnie, bez nerwów. Czy one myślą że ja jestem ze stali?
      PS. Spłacam jeszcze mamy kredyt mieszkaniowy małutki-150złotych bo pzrecież mieszkanie mi się zostanie.
      • aniazavonlea Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 21:12
        Wiesz co Makbyt idz do psychologa to tak z dobrego serca Ci radzę. Po prostu nie
        masz własnego zdanie, a niech sobię mówia co chcąm mozesz zrobić swoje. To Ty
        decydujesz o swoim zyciu a Ty zdecydowałas słuchac mamusi i skupic sie na
        narzekaniu a nie na pomocy sobie i jak tu wygodnie żyć szukasz problemów tam
        gdzie ich nie ma
        • marzeka1 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 21:33
          "Nie chcę tego mieszkania. Chcę kupić małe tylko dla mnie i córki. I co słyszę
          od babci i mamy. Nie sprzedawaj. Bo szkoda, bo bedziesz żałowała, bo ceny za
          niskie. A ja teraz naprawdę mam doła finansowego i muszę i chcę sprzedać to
          mieszkanie."- nie słuchaj w tym względzie ani matki, ani babci, zrób tak, jak
          uważasz, że będzie lepiej. Rozumiem, że jest ci ciężko i o ile także twierdzę,
          że dziadkowie mogą, nie muszą zajmować się wnukami, to u ciebie chodzi
          zwyczajnie o pomoc. A przykre jest, że jej nie otrzymujesz prawie w ogóle.
          A spróbowałaś kiedyś powiedzieć matce wprost: mamo, jest mi zwyczajnie trudno,
          nie mogę liczyć na eksa, potrzebuję czasem pomocy, mam kłopoty finansowe, jest
          mi zwyczajnie trudno i chciałabym , abyś mi czasem pomogła. Jeśli po takim
          komunikacie wprost, usłyszysz, że to twoje dziecko itp., będziesz miała jasną
          sytuację. Dlatego ja na twoim miejscu sprzedałabym mieszkanie, skoro wolałabyś
          mniejsze i odetchnęłabyś spokojnie, ale matki i babci w tej kwestii nie
          radziłabym się zupełnie.
          • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 21:43
            Próbowalam. Mówiłam. Odnośnie eksa usłyszałam to co zwykle -że przecież wiedziałam z kim sie wiązałam, usłyszałam że to że jestem sama to mój wybór, mama i tak nie wie wszystkiego o eksie. Moja mama mi pomaga ale wtedy kiedy ona chce i jak poproszę oczywiście.
            No i ciągle słyszę że to moje dziecko i mój obowiązek.
            Tak jak mówilam ja już usłyszałam stanowczym głosem wypowiedziane słowa że babcia nie będzie robiła z córką lekcji bo od tego jest matka. I to było nie pierwszy raz powiedziane. Ja nawet nie mogę poprosić o pójście mamy do lekarza z córką bo od tego jwg niej jest matka. Ciagle to słyszę.
            • makbyt Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 21:45
              To jak w takiej sytuacji mysleć o proszeniu o pomoc, jakąkolwiek pomoc??
              • marzeka1 Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 21:52
                Dlatego, jeśli uważasz, że dzięki temu lepiej ci będzie finansowo, sprzedaj
                mieszkanie,kup mniejsze, będziesz miała też jakieś pieniądze, które pomogą
                opłacić ci opiekunkę od czasu do czasu. Trudno, należy nauczyć się z tym żyć,
                tylko czy twoja matka nie ma świadomości, że ty także możesz kiedyś nie poczuwać
                się do opieki nad nią, gdy ona będzie tego potrzebowała?
                Jeśli mogę cię pocieszyć, to- mając 2 dzieci- wiem, że rosną one szybko, czasem
                za szybko, niedługo, ze starszą już córką będzie ci łatwiej.
                • mamamira Re: relacje w rodzinie 16.11.09, 23:32
                  Często się słyszy ze babcie nie chcą pomóc,nie rozumiem dlaczego.Sama w maju
                  zostałam babcia,bardzo chętnie opiekuje się wnuczka.Dla mnie to wielka radość
                  być komuś potrzebnym.
                  • morekac Re: relacje w rodzinie 17.11.09, 01:17
                    > Często się słyszy ze babcie nie chcą pomóc,nie rozumiem
                    dlaczego.Sama w maju
                    > zostałam babcia,bardzo chętnie opiekuje się wnuczka.Dla mnie to
                    wielka radość
                    > być komuś potrzebnym.

                    Moja mama od lat część swojego urlopu spędza z wnuczkami - szaleńczy
                    entuzjazm przeszedł jej już dawno. To dopiero pół roku ;-).
    • marianka_marianka Re: relacje w rodzinie 17.11.09, 11:33
      Po tym wszystkim co dopisałaś obraz Twojej rodziny rysuje się nieciekawie.
      Twoja matka - zero empatii, obojętność w stosunku do córki. Nie zmieni dziecku pieluchy, bo ją zbiera na wymioty (!). Rozumiem, że nie jest to najprzyjemniejszy widok, ale nawet obcego dziecka nie naraziłabym na wątpliwą przyjemność chodzenia z pełną pieluchą i nabawienia się w nalepszym przypadku podrażnienia skóry.
      A dlaczego spłacasz kredyt mieszkaniowy swojej matki? Przecież ona jest na emeryturze i dodatkowo pracuje. Piszesz, że spłacasz, bo mieszkanie kiedyś będzie Twoje. I tak kiedyś będzie Twoje, pytanie tylko kiedy i czy dożyjesz tego dnia...
      Co do mieszkania, nie zastanawiałabym się dłużej. Rozsądnie myślisz, nie chcesz się zaharowywać dla mieszkania, więc je sprzedaj.
      Ja o pomoc przy dwójce dzieci proszę w ostateczności, mimo że obie babcie bardzo chętnie pomogą, nawet biorąc urlop. Ja staram się radzić sobie tak, aby tego unikać.
      Mam jednak świadomość, że są w moim życiu osoby na które mogę liczyć i one również mogą liczyć na mnie. Po prostu wzajemnie sobie pomagamy w potrzebie, to raczej jest i powinno być normą w rodzinie i nie tylko.
      Świat nie jest czarno biały, nie ma obowiązku pomagania, ale jest też poczucie elementarnej przyzwoitości.
      Jest takie powiedzenie - pomagając komuś pomagamy przede wszystkim sobie.
      Twoja matka z opisu niestety ma Cię głęboko w .... Znam Takie matki jak Twoja, powiem Ci nawet że mogłaś trafić gorzej.
      Ja mam taką babcię. Dopiero jak dorosłam to zrozumiałam, że to nie moja wina i obojętnie czego bym nie robiła, dalej jej nie obchodzę.
      Przypomnij Mamie że taka postawa działa w obie strony. Niech na Ciebie nie liczy, kiedy będzie potrzebowała wsparcia.
      • barbasia017 Re: relacje w rodzinie 17.11.09, 12:10
        Marianka zasadzie ujęła wszystko co sama chciałam napisać,smutno się robi
        czytając o takich bliskich.Czy to tak trudno wystąpić z propozycją pomocy?Są
        jednak tacy ludzie uwielbiający by ich prosić,chcący zapewnień ,że bez nich nie
        damy rady,tak samo uwielbiają podziękowania,należy giąć się w pokłonach.Wtedy
        kontenci raczą pomóc i chyba do takich należy Twoja matka.A jeśli chodzi o
        zbieranie na wymioty to dziecięca kupka to pestka w porównaniu z fetorem
        starczych wypróżnień.Jesteś u kresu wytrzymałości,ale wiele osób jest CI tu
        życzliwych,zrób jak Tobie podpowiada rozum i kup nowe mieszkanie jak najdalej od
        tej pseudo rodziny.Będzie ciężko,ale chyba nie gorzej niż obecnie,no i dzieci
        tak szybko rosną ,a takiej matce nie chciałoby mi się chcieć pomagać.
    • rapunzel1 Dziękowanie - pyt. do makbyt 18.11.09, 11:18

      Makbyt, po wszystkich twoich postach zastanawiam się, czy problemem nie jest to, że twoja rodzina domaga się od ciebie bezustannej wdzięczności z racji samego urodzenia.
      Masz być wdzięczna na każdym kroku, posłuszna we wszystkim i spłacać mamie mieszkanie

      W sprawie sprzedaży twojego mieszkania czy dopłacania do mamy kredytu, twoja mama wyraźnie uważa, że warto skazywać się [czyli Cię] na niedostatek obecnie w imię domniemanych korzyści w dalekiej przyszłości.

      Jeśli chcesz zamienić mieszkanie na mniejsze, bo jest za drogie w utrzymaniu lub bo przypomina ci o małżeństwie to są to sensowne powody.

      Natychmiast przestań spłacać kredyt mieszkaniowy mamy, bo raczej nie ma szans że mama zrewanżuje ci się za to pomocą obecnie. Spadek dostaje się albo i nie, ale nie trzeba na niego zapracowywać, dla mnie to taki rodzaj miłego niezasłużonego prezentu od zmarłej osoby, dla twojej mamy spadek jest prawdopodobnie narzędziem manipulacji.

      • alba27 Re: Dziękowanie - pyt. do makbyt 18.11.09, 12:15
        Ja myślę że spokój psychiczny jest najważniejszy, twoj stres nie
        wpływa dobrze na dziecko. ja na twoim miejscu zamieniłabym to
        mieszkanko na mniejsze, alb wynajeła bym 1 z pokoi jakiejś samotnej
        dziewczynie, może by czasami też z małą na spacer poszła? Od twojej
        mamy powinnaś się uwolnić bo to bardzo toksyczna osoba, skoncentruj
        się na sobie i swoim życiu.
    • natasza2004 Re: relacje w rodzinie 18.11.09, 12:22
      A ja Cię rozumiem. Choć moja sytuacja jest trochę inna mam męża on mi dużo pomaga. Pracuję więc mam nianie, ale też nie mogę liczyć na moją mamę. Nigdy nie wyszła z inicjatywą, że zostanie z małym, jak rok temu poprosiłam pierwszy raz , żeby zajęła się synkiem wówczas 1,5 letnim na tydzień bo niani miała jakiś zabieg, ciągle tylko słyszałam,że jak ona sobie poradzi przecież się nie znają, więc skończyło się tym że wzięłam opiekę.oczywiście dziadkowie nie powinni wychowywać dzieci ale od czasu do czasu mogą pomóc tym bardziej że moja mama jest na emeryturze,ale ona uważa że jej nikt nie pomagał to ona też nie będzie- myślę,że jest to czysta złośliwość. Mam o to do niej ogromny żal . a ja wiem jedno już teraz moje dzieci zawsze będą mogli na mnie liczyć.
    • amb1 Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie... 29.05.10, 23:15
      A może już nadszedł czas żebyś - zapominając dawne urazy -
      uświadomiła sobie wreszcie, że masz jeszcze Ojca:
      - który jest sprawny i mobilny,
      - który mieszka w tym samym mieście,
      - który za Tobą tęskni,
      - który chętnie pozna wreszcie wnuczkę,
      - którego o pomoc nie musisz prosić,
      - który potraktuje to jak coś naturalnego,
      - który się możliwością ulżenia Tobie ucieszy?
      Ula - proszę...
      Nie użalaj się nad sobą - ja jestem gotów Cię wyręczać w czym
      chcesz, jak i kiedy zechcesz. Daj sobie pomóc. Proszę...
      Nie oczekuję niczego w zamian.
      Jestem - czekam. Twój Tata - Andrzej.
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 06.06.10, 22:55
        Wątek został założony dawno, a odpowiedź ojca pojawiła się teraz. Nie wiem jak
        sytuacja autorki wątku wygląda obecnie, ale jeśli tata - Andrzej dobrze Panią
        rozpoznał, to może warto się zastanowić nad jego propozycją. W Pani liście
        poruszył mnie fragment, w którym Pani pisze o niezrozumieniu przez bliskie
        kobiety Pani sytuacji. Może jest coś w tym, że prosi Pani tam gdzie trudno
        dostać i gdzie kobiety wzajemnie się nie wspierają. Może warto rozejrszeć się
        za tymi, którzy chcą pomagać.
        Domyślam się z listu ojca, że nie macie kontaktu od dawna a sytuacja może być
        napięta. Zatem nie będzie prosto, ale rzecz warta namysłu jako przekraczanie
        własnych ograniczeń. Jeśli oczywiście apel pochodzi od właściwej osoby.
        Agnieszka Iwaszkiewicz
        • makbyt Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 08.06.10, 13:59
          Pani Agnieszko.
          Ojca w moim zyciu nie ma od dawna, bywał w nim sporadycznie.
          Pojawił się jak miałam okolo 10lat. Z badań psychologów wynikało (były przeprowadzane na jego prośbę) iż nie mam wogóle wpojonego wzorca mężczyzny ojca w rodzinie. jestem osoba trudna i wymagającą , wiem ze ojcu nie raz zrobiłam przykrość niestety nie dał mi/nam szansy na wspólne nauczenie się bycia razem. Taką decyzję o niebyciu ojca w moim zyciu podjęły moja mama i babcia. Za co dzisiaj mnie przpraszają. Dlatego ja usilnie staram sie aby mój eks był normalnym ojcem dla naszej córki. Staram się bardzo mimo iz także popełniam błedy.
        • makbyt Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 08.06.10, 14:11
          To było tytułem wstępu.
          Więc do rzeczy.
          Mimo iż obraziłam ojca bardzo bedąc w ciąży zaraz po urodzeniu córki około 6 tygodni zadzwoniłam i zaprosiłam go. Podziękował i nie przyjechał. Potem jak mała miała roczek zadzwoniłam i w czasie rozmowy z jego żoną dowiedziałam się że ojciec kiedyś do mnie dzwonił odebrała wtedy niestety moja mama i mu powiedziała że ma zniknąc z mojego zycia. Nie wiedziałam o tym. Więc w napisałam do niego maila iż to nie ja z nim wtedy rozmawiałam i że zaproszenie jest aktualne. Odpowiedź miej więc była taka iż za dużo on wycierpiał i nie jest w stanie mi zaufać. Moja córka wie o dziadku i czeka na kontakt z nim. Nie dawno po rozmowie z małą napisałam do niego iż ja nie jestem gottowa na spotkania z nim ale wnuczka chce.
          Odpowiedź brzmiała iż on chce spotkania ze mną.
          Ja nie chciałam i znowuż cisza. 3 miesiące temu mail od ojca czy może podarowac wnuczce książkę. Wnuczka ma 6 lat. Niestety ja nie mam juz siły na takie "podchody" więc odpisałam iz nie. Chcę o nim zapomnieć i mieć święty spokój.
          Około końca maja tego roku dzwoni do mnie jego żona.Że ojciec o mnie myśli i że chce kontaktu ze mną z wnuczkę. Powiedziałam że przemyslę bo teraz jestem na etapie leczenia depresji , biore leki i muszę się oswoić z myslą. Dzień później patrzę na forum a tam wpis ojca taki jak Pani czytała. I taki sam na maila. I drugi maila z jego stroną www czym sie teraz zajmuje. Był tam numer jego komórki napisałam do niego smsa iż niepotrzebnie napisał na forum publicznym to wyznanie i że się boję że mamie to powie. (Rodzice a przynajmniej mama raczej się nie CIERPIa) i co ... cisza. Żadnego odzewu.
          Nie wiem co mysleć. Czego oczekiwałam? że chociaż odpisze w stylu nic się nie martw albo cos takiego.
          • radola1 Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 09.06.10, 23:13
            "napisałam do niego iż ja nie jestem gottowa na spotkania z nim
            ale wnuczka chce.
            Odpowiedź brzmiała iż on chce spotkania ze mną.
            Ja nie chciałam i znowuż cisza. 3 miesiące temu mail od ojca czy
            może podarowac wnuczce książkę. Wnuczka ma 6 lat. Niestety ja nie
            mam juz siły na takie "podchody" więc odpisałam iz nie.
            "

            Sama mówisz że masz bardzo trudny charakter. Moim zdaniem, nie
            dajesz ojcu szansy. Zawsze szukasz jakiegoś sposobu aby mu zaleźć za
            skórę. Czy przez to że człowiek ten jest TWOIM ojcem to ma być
            nadczłowiekiem? Narzekasz na relacje z matką, babcią. Czy nie
            sądzisz że jesteś trudna dla wielu osób? Dlaczego oni mają mieć
            cierpliwość do ciebie? Już nie jesteś dzieckiem. Sama nie masz
            cierpliwości do ojca.

            Mimo iż obraziłam ojca bardzo bedąc w ciąży zaraz po urodzeniu
            córki około 6 tygodni zadzwoniłam i zaprosiłam go. Podziękował i nie
            przyjechał

            Też bym nie przyjechała. Zaprosiłaś ale czy przeprosiłaś?

            Tak na prawdę to nie wyciągnęłaś do niego ręki tylko nią pomachałaś
            i schowałaś. jak miałaś humor to napisałas że chcesz kontaktu, jak w
            końcu ojciec się zdecydował to "postraszyłaś" go mamą.
            Spuść trochę z tonu. Daj się wykazać ojcu jako dziadkowi.
            • makbyt Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 10.06.10, 07:57
              Nie wiedziałam że mama z nim rozmawiała więc nie postraszyłam go mamą.
              Czy mam przeprosić ojca? Za to iż byłam wobec niego niemiła, opryskliwa -tak. Ale za to co o nim myślę -niestety nie.
              W moim życiu nic od ojca nie dostam, nic nie było kupione z myślą o sprawieniu przyjemności mi ,jego córce, dziecku. Niestety niczym mnie ojciec nie uszczęśliwił, ani razu nie czułam szczęścia i radości zwiazanego z jego osobą. Poznaliśmy się dopiero jak miałam około 11 lat. Więc pamiętam dokładnie to co się między nami działo.
              Uważam że rodzic powinien uszczęśliwiać dziecko , niestety tego nigdy od ojca nie zaznałam. Może właśnie dlatego taka jestem? Dlatego nie ufam mężczyznom i dlatego nie wiążę się z nikim.
              Namieszali mi w zyciu oboje i mama i tata. Mama się przyznała do błędu. Ufam jej. A ojciec? Nie znam go i nie wiem czy JA go chcę poznać.
              (najważniejsze- ojciec jest a może był alkoholikiem)
          • radola1 Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 10.06.10, 11:11
            "Był tam numer jego komórki napisałam do niego smsa iż
            niepotrzebnie napisał na forum publicznym to wyznanie i że się boję
            że mamie to powie. (Rodzice a przynajmniej mama raczej się nie
            CIERPIa) i co ... cisza. Żadnego odzewu."

            Nie dajesz szansy się poznać i tyle. Mama skrzywdziła cię
            odseparowując od ojca. I jej wybaczyłaś. ok. Dla ojca jesteś taka
            trochę wirualna. On wie że ma córkę, ale jej nie zna. Nie zna jej
            jako osoby, byc może projektuje na ciebie różne cechy matki, której
            nie lubi. Po prostu stworzył niewłaściwy obraz ciebie /być może/.
            Nie oskarżam cię, ja tez jestem dzieckiem za które ktos podjął
            decyzję że będzie wychowywać się bez ojca. Dziś mimo że mieszkamy z
            ojcem na tej samej ulicy jesteśmy dla siebie tylko jak znajomi.
            Dopiero niedawno zrozumiałam, że on wcale nie jest taki jaki obraz
            nosiłam w sobie. Widzę, jak pomaga przy domu swojej drugiej córce,
            jak bawi się z jej dziećmi. I co? Mam go za to nienawidzieć? Moja
            babcia skutecznie go obrzydziła mi gdy byłam dzieckiem, dlatego nie
            czułam potrzeby kontaktów jako nastolatka i póżniej. Mojej Babci też
            nie mogę niekochać bo dla mnie była cudowną osobą. Po prostu
            popełniła błąd. Była pełna żalu że małżenstwo jej jedynej córki się
            rodpadło i mając mnie pod ręką wciągnęła w ten problem.
            To że nie ufasz mężczyznom to nie jest wina odejścia ojca, to sprawy
            wychowania. Znasz tylko taki model rodziny: samotna mama i dziecko.
            Zastanów się proszę. Być może chaotycznie to wszystko napisałam ale
            toszkę poniosły mnie emocje. Jeszcze raz powtarzam, odpuść trochę,
            daj sie poznać ojcu, nie wyciągaj pazurów na pierwsze najmniejsze
            nieporozumienie, porozmawiaj z nim spokojnie. Może tych rozmów
            będzie potrzebnych wiele. Mów co cię bolało i boli ale spokojnie bez
            wyrzutów. Jak tylko wykażesz trochę dobrej woli mądry człowiek to
            zobaczy i doceni.
            • makbyt Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 10.06.10, 11:54
              Radola , dzięki za odpowiedź. A Ty masz chęć poznać swojego ojca?
              Bo ja powiem szczerze - nie. Dla mojej córki postaram się mieć z nim rozpocząć kontakt ale tylko dla niej.
              • radola1 Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 10.06.10, 14:46
                Czy ja mam ochotę go poznać? Ja go na swój sposób znam. Często się
                widzimy, rozmawiamy normalnie. Ja go juz nie potrzebuję jako ojca.
                Żałuję tylko że np. 15 lat temu nie chciałam zbliżyć się bardziej że
                wtedy miałam jeszcze jakiś żal czułam niechęć, pamietałam jakieś
                opowieści babci o nieprzekazanych paczkach./Pamietasz kiedys w
                zakładach pracy były tzw.choinki i dostawało się paczki/ Teraz widzę
                jakie to mało ważne, a czas uciekł.
                Nie uczestniczymy w swoim życiu. Ja nie chodzę do niego na np.
                imieniny a on do mnie czasem ale bardzo rzadko. Tak jak mówiłam:
                ZNAJOMI
                Twój podejmuje jakieś próby, jest to takie niekonsekwentne, ale
                zobacz co napisał w tytule: "...nie zapominaj o mnie"
        • makbyt Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 08.06.10, 14:17
          Więc ja nie wiem po co to jego zachowanie. Nie ufam mu i niestety nie mogę na niego liczyc bo jak widać nawet na smsa mu się nie chce odpisać.
          A z ojcem naprawdę było mi ciężko. Mieliśmy z soba kontakt w życiu moim 36letnim może 7 razy po około 2 miesięcy. Więcej ojciec nie wytrzymywał. No i niestety miałam sprawę z ojcem o alimenty i doskonale pamiętam jakie głupoty przed sędziną wygadywał nie bacząc na to iż obok stoi jego córka. Ja się nie roztkiwiam ani nad sobą ani nad nim. Teraz to załuję że stracił 6 lat zycia swojej wnuczki i nie kwapi się do kontaktu.
          • rosapulchra-0 Re: Ula - masz jeszcze Ojca, nie zapominaj o mnie 10.06.10, 19:57
            makbyt, gdybym była na Twoim miejscu to dałabym mu szansę, myślę, że zarówno,
            Twoje reakcje by złagodniały, a i spotkania dziadka z wnuczką też mają tu
            niebagatelne znaczenie.

            --
            Penis w erekcji nie ma sumienia.
            www.anielska.blog.pl
Pełna wersja