azzura
17.11.09, 10:08
Gówno prawda tak za przeproszeniem.Jest coraz gorzej.Z miesiąca na
miesiąc usycham od środka.Pisałam wcześniej,że jestem z innym
mężczyzną i przeczytałam chyba gdzieś tu o tym jak może rozpaść się
taki związek kiedy nie jesteśmy gotowe.No i właśnie ten związek leci
sobie od kilku dobrych tygodni po równi pochyłej.I tak naprawdę tam w
środku dobrze mi z tym,nic nie ratuję,bo kocham męża.I tak bardzo za
nim tęsknię,że guzik mnie obchodzi wszystko dookoła.Tak bardzo mi go
brakuje,że aż boli.Tak sobie myślę o tym jak siedziałam przy nim
kiedy był nieprzytomny i wsłuchiwałam się w oddech respiratora,już
wolałabym żeby był warzywem ale żeby był.Wiem,że to egoistyczne,ale
teraz nie mam zupełnie nic.Był jedynym stałym punktem odniesienia w
moim durnym życiu.Moją racją bytu,nienasyceniem.Teraz z niczym sobie
nie radzę.I zamiast być lepiej jest gorzej.Co się jakoś pozbieram to
za chwilę znów jestem w rozsypce.Gówno to wszystko.