emocjonalny wrak

24.11.09, 14:46
Od 10 lat jestem mężatką, mamy uroczą 5 letnia córeczkę, którą kocham ponad
życie i dziecko jest dla mnie najważniejsze. Miedzy mną a mężem różnie bywało,
ale udało nam się zbudować ciepły, bezpieczny dom, gdzie wspólnie wychowujemy
nasze maleństwo, dla niej mama i tata są najważniejsi. Mała jest obecnie na
etapie fascynacji miłością, małżeństwem, księżniczkami każdej jej zabawie musi
być ślub, wielka miłość i dzieci. Mąż przechodził różne etapy w naszym
związku, kilka lat temu był bardzo zsflustrowany wykonując pracę która nie
dawała mu satysfakcji, co miało odbicie na nas, popchnęłam go do tego aby
porzucił ta dobrze płatna ale znienawidzona pracę i zaczął spełniać się
zawodowo zgodnie z kierunkiem studiów. Teraz miało już być tylko lepiej, przez
ostatnie 1,5 roku zero kłótni, udany seks, czułość, nawet próby (niestety
nieudane) poczęcia nowego członka rodziny. Żyłam w swoim idealnym świecie aż
do końca października, kiedy to małżonek mój powrócił oschły i odmieniony z
podróży służbowej. Na początku zbywał mój pytania o jego nastroje, mówił, że
się czepiam i szukam dziury w całym. Przyciśnięty do muru wyznał że nie wiem
dlaczego tak jest, że potrzebuje większej swobody. Po szczerej rozmowie
trwającej pół nocy wyznał że ma wątpliwości co do swoich uczuć ale bardzo chce
popracować nad naszym związkiem, na pytania czy pojawił się ktoś inny
odpowiedział, że jestem tylko ja i nikt inny. W jedna niedziele oznajmił że
kumpel z pracy robi parapetówkę a że jest to małe mieszkanko zaproszeni są
tylko faceci. Pomogłam mu nawet wybrać prezent, z imprezki wrócił cholernie
odmieniony, znowu depresja, po kilku dniach moich licznych pytań okazała się
że w pracy kilka miesięcy temu poznał młodą dziewczynę, nic ich nie łączy
tylko jego fascynacja jej osobą, ona również była na tej imprezie dlatego nie
chciał abym pojechała z nim. Mówił, że podjął decyzję , nie chce więcej kłamać
i oszukiwać mnie bo tylko ze mną chce być. Poprosiła aby wyjawił mi całą
prawdę, mówił, że nigdy do niej nie dzwonił ani ona do niego, że rozmawiaja
tylko w pracy ale od teraz ograniczy również te kontakty. Kłamstwo bardzo mnie
zabolało, zaczełam mówić o rostaniu o tym aby się wyprowadził. Zaklinał się,
że chce wszystko ratować. Nie mogę spać , ani jeść, myślę tylko o tym że nigdy
nie spodziewałam się, ze będzie w stanie kłamać mi prosto w oczy. Ostatni
weekend był wspaniały, małżonek bardzo czuły, a ja ponownie mu uwierzyłam,
niestey w ostatnich dniach wyszło kolejne kłamstwo, okazało się zę ma do niej
telefon tylko zapisany pod męskim imieniem, planowali wspólny wypad do kina
razem z jeszcze jednym kumplem, jednak mój małżonek uczciwy i prawy człowiek
po naszej ostaniej rozmowie oznajmił że nie może z nimi iść. Ostatnie
kłamstwa wyszły zupełnie przypadkiem. Kolejna nie przespana noc, bo co tutaj
jest prawdą a co kłamstwem, może przestraszył się tego iż wyrzucę jego menele
i dlatego mówi cokolwiek chcę usłyszeć, nie jestem w stanie mu ponownie zaufac
i jestem na siebie okropnie wściekła, że nie jestem w stanie wystawić jego
walizki na zewnątrz. Tracę cłay szacunek dla siebi i wszystko to w co
wierzyłam. proszę pomożcie, jestem na skraju eocjonalnej przepaści, ufać temu
człowiekowi?
    • ania_mn Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 14:58
      wspomniał również, że nie cieszy go już spedzanie ze mną czasu, dlatego
      powinniśmy dać sobie wiekszą swobodę i spotykać sie oddzielnie ze swoimi
      przyjaciółmi ale oczywiście nadal chce byc ze mną. Moim zdaniem jedno przeczy
      drugiemu, mam wrażenie, że rodzina nie pasuje teraz do jego nowej pracy i jego
      nowego image, powiedział jesczez wiele innych rzezcy które głęboko zraniły ale
      cały czas zaznaczjąć, zę nadal chce budować tą rodzine.
      • sebalda Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 15:20
        Radziłabym powstrzymać się z poważnymi krokami i z zalamywaniem się do czasu
        uzyskania pewności, że to, co dzieje się z Twoim mężem jest poważne i że jego
        kłamstwa są bardziej zaawansowane, niż te, ktore do tej pory opisałaś. Ja
        odnoszę wrażenie, że troszeczkę tragizujesz. Na przyklad zapisanie telefonu pod
        innym imieniem (jak to wyczaiłaś?) nie musi świadczyć, że do niej dzwoni i pisze
        smsy nagminnie i że jakoś poważnie Cie oszukuje. Mogę się oczywiście mylić, ale
        z Twojego opisu wnoszę, że jeszcze nie ma tragedii. Najważniejsze jest to, że on
        najwyraźniej żałuje, że chyba walczy ze sobą (bo skąd to przygnębienie? gdyby
        mial romans i chciał go kontynuować i ukrywać, nie byłoby mu tak ciężko), że
        chce być tylko z Wami.
        Nie piszesz nic o sobie. Czy oprócz domu i rodziny masz pracę, swoje
        zaintersowania, swoje życie prywatne. Może za bardzo skupiasz się na rodzinie i
        może to męża nieco przytłacza. A tam luźna znajomośc z luźną dziewczyną. Nie
        wiem, teoretyzuję.
        Na Twoim miejscu nie martwiłabym się tak okropnie, byłabym czujna i zadbała o
        siebie, w sensie fizycznym, ale przede wszystkim psychicznym, bo zamartwianiem
        się tylko zaszkodzisz sobie i całej sprawie.
      • marzeka1 Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 15:22
        "Ostatni
        weekend był wspaniały, małżonek bardzo czuły, a ja ponownie mu uwierzyłam,
        niestey w ostatnich dniach wyszło kolejne kłamstwo, okazało się zę ma do niej
        telefon tylko zapisany pod męskim imieniem, planowali wspólny wypad do kina "-
        NO I CO DALEJ? No przykre to, nawet bardzo, tym bardziej,że pewnie dla dziecka
        chcesz, byście tworzyli piekną rodzinę. Tyle że muszą ją CHCIEĆ tworzyć pan i
        pani.A tu pan małżonek ma parcie n swobodę i bzykanie gdzie indziej. Owszem,
        możesz się psychicznie wykończyć (tyle że warto jednak pomyśleć w tym momencie o
        córce), może nie spać, płakać, łykać jego kłamstwa jak młody pelikan ryby. A
        MOŻESZ też: wystawić walizki, potrząsnąć, wysłać do nowej pani, zacząć myśleć o
        rozwodzie z orzeczeniem o winie i sensownych alimentach. Bo ILE razy masz zamiar
        wychodzić na naiwną dziewoję?
        • sebalda Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 15:42
          Nie przesadzajmy. Z licznych doświadczeń małżeńskich wynika, że facet, który
          chce zdradzić zachowuje się zupełnie inaczej. Przede wszystkim świetnie się
          maskuje, skrzętnie ukrywa, żadne przypieranie do muru nie działa, nie wypłakuje
          się w rękaw żonie i nie przyznaje, że jest nią już nieco zmęczony. Dla mnie
          najgorsze sytuacje to te, gdzie facet do samego końca robi z podejrzliwej żony
          chorą psychicznie i wypiera się w żywe oczy. Dopiero twarde dowody mogą to
          zmienić. A i wtedy rzadko wykazuje skruchę, winą obarczając nieudaną żonę.
          Tutaj jest zupełnie inaczej.
          Każde małżeństwo przechodzi kryzys, przychodzi zmęczenie materiału. Jeśli
          małżonkowie go widzą, rozpoznają, chcą go zwalczyć, nie jest jeszcze najgorzej.
          Koniecznie rozmawiać, koniecznie o siebie zadbać, uważać, ale nie przesadzać.
          Planowanie wyjścia do kina, do tego w towarzystwie osób trzecich, nie świadczy
          jednoznacznie o tym, że pan chce się bzykać, nie dajmy się zwariować.
          • marzeka1 Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 15:47
            No, prooooszę, sebaldo "że facet, który
            chce zdradzić zachowuje się zupełnie inaczej."- wpisanie panienki , która pana
            męża zafascynowała,pod męskim imieniem w telefonie i z którą planował wyjazd to
            taki mały małżeński żart????
            Kobieta ma poczucie okłamywania, bo tak właśnie pan się zachowuje. Może skoro
            jej zasunął taki szok, to może i pana na szok przygotować?
            • sebalda Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 15:53
              marzeka1 napisała:

              > No, prooooszę, sebaldo "że facet, który
              > chce zdradzić zachowuje się zupełnie inaczej."- wpisanie panienki , która pana
              > męża zafascynowała,pod męskim imieniem w telefonie i z którą planował wyjazd to
              > taki mały małżeński żart????

              Marzeko droga, czytaj, proszę, uważniej. Pan planował nie wspólny wyjazd, ale
              wypad do kina w towarzystwie jeszcze jednego kolegi. Jest różnica?
              Ja też niedawno zapisalam numer pewnej osoby pod zmienionym imieniem, znając
              podejrzliwość swojego męża. Wynikalo to nie z moich niecnych zamiarów, ale z
              chęci posiadania świętego spokoju i niechęci do denerwowania i prowokowania
              męża. Wiem zatem z autopsji, że takie zachowania naprawdę nie muszą świadczyć o
              niczym zdrożnym.
        • artemida.10 Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 15:52
          Twój mąz chciałby zjesc ciastko i mieć ciastko.Mysle ze dobrze Ci
          radzi marzeka1,że trzeba nim potrząsnać,a wtedy być może zastanowi
          się ile ma do stracenia i da sobie spokój z marzeniami o jakichś
          gó...arach. Póki jeszcze jest przepełniony wątpliwościami
          prawdopodobnie nie jest za późno.
    • ania_mn Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 15:34
      jestem osobą spełnioną zawodowo, praca pochłania sporo mojego czasu
      • sebalda Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 15:48
        Niech mąż wytłumaczy, dlaczego spędzanie czasu z Tobą już go nie cieszy i
        pragnie więcej swobody. A może jesteś odrobinę zaborcza, może rzeczywiście
        chcesz go tylko dla siebie. Ja uważam, że takie bycie zawsze i wszędzie razem
        też nie jest zdrowe.
        Myślę, że dużo nie zaryzykowałabyś, dając mu trochę tej swobody. Z Twojego opisu
        wynika, że jeśli się gdzieś zabuja poważniej, to i tak Ci o tym powie i
        przynajmniej bedziesz miala jasność, a trzymając go na smyczy pogłębiasz jego
        frustrację, a może nawet prowokujesz jego potrzebę samodzielności. To trochę jak
        z dorastającymi dziećmi; im krócej trzymasz, tym bardziej pociągają je owoce
        zakazane. Ale mogę się mylić.
        • marzeka1 Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 15:58
          "A może jesteś odrobinę zaborcza, może rzeczywiście
          chcesz go tylko dla siebie."- sebaldo, rozkładasz mnie dokumentnie. Co złego
          jest w tym, że swojego męża niekoniecznie widzi na wspólnym wyjeździe z
          panienką? On zwyczajnie nie wie chyba, czym ryzykuje, co może stracić.Bo żonka
          pogłaska, wybaczy, zapłacze nad biednym misiem, któremu potrzeba przestrzeni na
          wyjazdy z panienką. Jestem po slubie 20 lat, nigdy męża nie zdradziłam.A wiesz
          m.in. dlaczego? Bo WIEM, ile mogłabym stracić i nie był to strach, ale zwykły
          rozsądek, dla chwili z innym nie warto ryzykować tego, co się budowało i zbudowało.

          Jeśli autorka nie chce podejmować drastycznych kroków, to stawiam na rozmowę,
          ale nie w nieskończoność. Rozmowę o związku, o tym, czego brakuje, jak ma to
          wyglądać.
          • sebalda Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 16:06
            Czy chęc posiadania kogoś wylącznie dla siebie jest dobra? Niedawanie drugiej
            osobie ani skrawka wolnej przestrzeni?
            Oczywiście nie chodzi o dzielenie się partnerem z innymi osobami w sensie
            udzielenia przyzwolenia na romanse. Ale takie na przyklad wymaganie, że wszędzie
            wychodzimy wyłącznie razem jest dla mnie przejawem zaborczości. W związku
            powinno być miejsce na wspólne aktywności, ale też na osobne realizowanie
            jakichś zaintersowań czy spotkania w gronie znajomych spoza wspólnego kręgu.
            • marzeka1 Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 16:18
              "Ale takie na przyklad wymaganie, że wszędzie
              wychodzimy wyłącznie razem jest dla mnie przejawem zaborczości. "- pełna zgoda.
    • kicia031 sebaldo, nie masz racji 24.11.09, 17:22
      IMHO, mamy to doczynienia z panem, ktory po prostu przygotowuje
      sobie grunt pod podwojne zycie metoda malych kroczkow - za kazdym
      razem przesuwajac granice tolerancji zony, manipulujac jej poczuciem
      winy za to, ze go ogranicza imu nie ufa, kiedy on tak sie do
      wszystkiego przyznaje i chce tylko odrobiny swobody, bo ona taka
      nudna jest...
    • marianka_marianka Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 18:11
      Przyciśnięty do muru wyznał że nie wiem
      dlaczego tak jest, że potrzebuje większej swobody.


      Po lekturze historii zdrady stwierdzam, że to typowy tekst Panów, którzy zdradzają lub będą zdradzać.

      Daj mu tą swobodę, zażądaj wyprowadzki.

      Po szczerej rozmowie trwającej pół nocy wyznał że ma wątpliwości co do swoich uczuć ale bardzo chce popracować nad naszym związkiem

      Nic tak nie pomaga w pracy nad związkiem, jak inna atrakcyjniejsza Pani...

      okazało się zę ma do niej telefon tylko zapisany pod męskim imieniem

      fantastyczny przykład uczciwości

      planowali wspólny wypad do kina razem z jeszcze jednym kumplem, jednak mój małżonek uczciwy i prawy człowiek po naszej ostaniej rozmowie oznajmił że nie może z nimi iść

      To nie jest przejaw uczciwości i prawości, ale strachu że się wyda.
      Gdyby był uczciwy, w ogóle nie zaplanowałby tego.

      może przestraszył się tego iż wyrzucę jego menele i dlatego mówi cokolwiek chcę usłyszeć

      Dokładnie tak! Kłamca i tchórz.

      Tracę cały szacunek dla siebie

      Jeżeli będziesz akceptować jego zachowanie i nie każesz mu odejść, on również straci do Ciebie cały szacunek.
      Pokaż mu, że to Ty masz jaja w tym związku, niech popusci w gacie ze strachu przed tym co może stracić.
      Trzymaj się.
    • ania_mn Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 19:19
      dzięki za taki odzew, ja nie jestem osoba zaborczą, oboje mamy swoich przyjaciół
      z którymi sie spotykamy, nie wychodzimy 'zawsze razem'. Mieszkamy w Poznaniu ale
      ja pochodze z Krakowa tak więc moje wjścia z przyjaciółmi to jest raz na kilka
      dobrych miesięcy, on jest u siebie. Mnie nie chodzi o to aby on nie mógł
      spotykać się z innymi ludzmi lub do nich dzwonił. Problem to są kłamstwa
      ujawniane co kilka dni nowe pomimo szczerych rozmów i zaklinania się, że teraz
      to juz znam całą prawdę
      • marzeka1 Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 19:35
        "zaklinania się, że teraz
        to juz znam całą prawdę "- może niech kosztuje go to trochę wysiłku, aby nie
        było tak,że jak dobra żonka ze łzami padniesz mu w ramiona i wybaczysz.
        • ania_mn Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 19:41
          o padaniu w ramiona nie ma mowy, w chwili obecnej dojrzewam coraz bardziej do
          wystawienia walizek
          • marzeka1 Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 21:21
            "w chwili obecnej dojrzewam coraz bardziej do
            wystawienia walizek "- życzę rozwiązania problemu, poukładania spraw, może
            wstrząśnięcie mężem to sposób, by zauważył, że nie jesteś tylko punktem stałym,
            kobietą, która wszystko zniesie.
            • sebalda Re: emocjonalny wrak 24.11.09, 23:12
              I to jest właśnie niebezpieczeństwo związane z forum. Znamy historię z jednej
              strony, wyrywkowo. Ja odczytałam ją z większy pobłażaniem (może dlatego, że sama
              do zazdrosnych i zaborczych tudzież podejrzliwych nie należę), inne osoby
              odczytały to zupełnie inaczej. Ale myślę, że nie możemy tu ferować wyroków.
              Jeśli w rodzinie dochodzi do sytuacji dramatycznych, sprawa jest ewidentna, mąż
              bije, zdradza, poniża - wtedy można udzielać rad radykalnych, ale w sytuacjach
              niejednoznacznych, skomplikowanych, przedstawianych fragmentarycznie uważam, że
              nie powinno się mówić kategorycznie - rozwiedź się. A jeśli takim wyrokiem
              wyrządzimy krzywdę, bo kogoś za bardzo nakręcimy? Ja dlatego tak często piszę: a
              może się mylę, może nie mam racji.
    • wysoki.brunet Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 07:35
      ania_nm napisała:

      > Od 10 lat jestem mężatką, mamy uroczą 5 letnia córeczkę, którą kocham ponad
      > życie i dziecko jest dla mnie najważniejsze.

      Pewno spotkał kobietę dla której wreszcie on jest najważniejszy a nie córeczka i nie może łatwo wrócić do rzeczywistości gdzie jest piątym kołem u wozu i sponsorem
      Generalnie na tym polega miłość że się jest dla kogoś najważniejszą osobą w życiu. Dla ciebie jest to inna osoba nie on.
      Mężczyźni tak ogólnie mają że większość pragnie być kochana i kochać a nie być jedynie wykorzystywana do realizacji macierzyńskich instynktów.
      • sebalda Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 10:35
        Miłość do dziecka nie wyklucza miłości do jego ojca. Co to znaczy być
        najważniejszym w czyimś życiu? A jeśli się ma więcej niż jedno dziecko? Każde
        dziecko jest dla matki najwazniejsze, zatem nie można stopniować: najważniejszy.
        Instynkt macierzyński jest obok instynktu samozachowawczego najsilniejszym
        bodźcem ludzkich uczuć i działań. Mężczyzna, który tego nie rozumie i chce
        konkurować z dzieckiem o uczucia kobiety jest śmieszny. Przy czym, jeśli mąż
        jest pod różnymi względami pozostawiający wiele do życzenia, jest agresywny,
        słaby, zbyt zaborczy lub zwyczajnie męczący, dziecko siłą rzeczy absorbuje
        więcej uczucia kobiety.
        Najgorzej jak facet jest niewiele wart, sam z siebie nic nie daje, a ma
        pretensje do żony, że ona bardziej kocha dziecko. Oczywiście, że bardziej kocha,
        to naturalne i ze względów biologicznych, i psychologicznych. Dlaczego kobieta
        musi zabiegać o miłość faceta starać się, a facet chce być kochany mimo swoich
        wad, nic nie robi, żeby zasłużyć na miłość, nic z siebie nie daje, a do tego
        bywa apodyktyczny i wymagający, i jeszcze ma wciąż pretensje, że żona kocha
        bardziej dzieci. Typowe, niestety.
        Kobieta rzadko traktuje ojca dzieci wyłącznie jako sponsora i odsuwa się od
        niego bez powodu. Jeśli dziecko zabiera całe uczucie kobiety, to uczucie
        wcześniejsze do mężczyzny widocznie nie było na tyle silne, aby przetrwać taką
        próbę. I dzieje się tak z reguły nie bez przyczyny. Czyż dla kobiety nie byłoby
        lepiej kochać i być kochaną przez mężczyznę po urodzeniu się dzieci? Mieć w nim
        oparcie i dzielić wspólnie miłość do dziecka? Ale niestety panowie często do
        tego nie dorastają i wolą się skupiać na pretensjach: żona bardziej kocha
        dziecko, już mnie nie potrzebuje, to ja może znajdę sobie kogoś dla kogo będę
        najważniejszy. Tak najprościej.
        • wysoki.brunet Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 14:17
          sebalda napisała:
          > Instynkt macierzyński jest obok instynktu samozachowawczego najsilniejszym
          > bodźcem ludzkich uczuć i działań.

          Masz na pewno rację. Miłość do mężczyzny przy tym pierwotnym instynkcie macierzyńskim romantyczną mrzonką i nie ma szans jeśli nie jest najważniejsza.

          > Mężczyzna, który tego nie rozumie i chce
          > konkurować z dzieckiem o uczucia kobiety jest śmieszny.

          Mężczyzna faktycznie nie rozumie tego instynktu i nie chce konkurować żeby nie stać się śmieszny, dlatego spotkanie kobiety u której nie musi konkurować z silniejszymi uczuciami do kogoś innego jest i znów jest kochany jest tak silna pokusą.

          > próbę. I dzieje się tak z reguły nie bez przyczyny. Czyż dla kobiety nie byłoby
          > lepiej kochać i być kochaną przez mężczyznę po urodzeniu się dzieci? Mieć w nim
          > oparcie i dzielić wspólnie miłość do dziecka?

          Pomiędzy skrajnościami czyli egoistycznymi facetami myślącymi kutasem, a egoistycznymi babami myślącymi tylko macicą jest mnóstwo stanów pośrednich.
          • bianka111 Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 14:53
            Jezeli facet jest dojrzaly emocjonalnie, a nie popaprany i oczekujacy od kobiety
            matkowania, to raczej nie bedzie odczuwal potrzeby konkurowania z wlasnym
            dzieckiem o milosc i zainteresowanie zony. Zreszta, zgodnie z tym co napisales w
            ostatnim zdaniu, nie popadajmy w skrajnosci - bo pomiedzy baba ktora zatraca sie
            w macierzynstwie tak ze reszta swiata przestaje dla niej istniec (z mezem na
            czele) a kobieta, ktora w zdrowy sposob kocha swoje dziecko, nie przedkladajac
            jednak interesow meza ponad interesy potomka, jest wielka przepasc. Ja w ogole
            nie rozumiem po co w ogole to stopniowanie czlonkow rodziny na "wazniejszych" i
            "najwazniejszych". Milosci do partnera i do dziecka nie da sie porownac, to dwie
            zupelnie inne sprawy. Jest chyba oczywiste, ze slabe i niesamodzielne dziecko
            wymaga wiekszego zainteresowania, uwagi i opieki niz autonomiczny, dorosly, w
            pelni uksztaltowany facet. Dla normalnego mezczyzny (czyli bez problemow
            emocjonalnych) tez zreszta jest to oczywiste. Tak jak oczywiste jest chyba, ze w
            sytuacji zagrozenia zycia matka majac do wyboru (teoretycznie) oddanie organu
            dziecku lub mezowi, wybierze dziecko. Od meza tez ma prawo oczekiwac
            analogicznej decyzji. I jezeli facet pojmuje to inaczej, to ja takiego mezczyzny
            na partnera i ojca mojego dziecka bym raczej nie chciala.

            Przekornie napisze, ze czasami zdarzaja sie kobiety, u ktorych milosc do faceta
            bezwarunkowo dominuje nad miloscia do dziecka. A potem dowiadujemy sie ze
            oblubieniec katowal potomka takiej romantycznie zakochanej pani - do skutku, a
            ona nie reagowala, bo priorytetem byl dla niej wlasnie facet i utrzymanie
            zwiazku. A nie dobro dziecka.
            • wysoki.brunet Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 15:39
              bianka111 napisała:

              > Jezeli facet jest dojrzaly emocjonalnie, a nie popaprany i oczekujacy od kobiety
              > matkowania, to raczej nie bedzie odczuwal potrzeby konkurowania z wlasnym
              > dzieckiem o milosc i zainteresowanie zony.

              Matkowanie, konkurowanie z dzieckiem... Slogany. Przecież ten pan nie rywalizuje ani nie oczekuje matkowania. Znalazł sobie inną.

              > I jezeli facet pojmuje to inaczej, to ja takiego mezczyzny
              > na partnera i ojca mojego dziecka bym raczej nie chciała.

              Inna chce. Może też do czasu aż najważniejszy instynkt jej to odmieni...
              • bianka111 Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 16:02
                wysoki.brunet napisał:

                > Inna chce. Może też do czasu aż najważniejszy instynkt jej to
                > odmieni...

                Albo facetowi sie odmieni, kiedy taka do konca oddana i zapatrzona tylko w niego
                kobieta mu sie znudzi. To przeciez tez czesty schemat.

                Moim zdaniem jednak nie jest aboslutnie regula, ze facet odchodzi do innej tylko
                dlatezgo, zeby pragnie sie poczuc kochany na wylacznosc. Najczesciej jest tak,
                ze zona sie panu po prostu opatrzyla, chemia mu do niej siadla, a zwiazek sie po
                latach wyeksploatowal. A ku nowej pani faceta gna nie tyle pragnienie wylacznego
                ciepelka, ile HORMONY, NOWOSC i swieza chemia. Po prostu ODMIANA od utartej,
                malzenskiej rutyny - bez wzgledu na uczucia ktre zywi do niego zona.
                • wysoki.brunet Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 16:50
                  bianka111 napisała:
                  > Najczesciej jest tak,
                  > ze zona sie panu po prostu opatrzyla, chemia mu do niej siadla, a
                  > zwiazek sie po
                  > latach wyeksploatowal. A
                  > A ku nowej pani faceta gna nie tyle pragnienie wylacznego
                  > ciepelka, ile HORMONY, NOWOSC i swieza chemia. Po prostu ODMIANA od utartej,
                  > malzenskiej rutyny - bez wzgledu na uczucia ktre zywi do niego zona.

                  Prawda. "HORMONY, NOWOSC i swieza chemia" dokładnie to samo powoduje że dziecko staje się najważniejsze dla kobiety która przenosi na nie swoje uczucia.

                  Który efekt stał się jednak decydujący? Pierwsze jej zdanie jest pomocne w ocenie prawdziwych uczuć które żywi.
    • rlena Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 15:08
      Aniu, moj abliska kolezanka byla w podobnej sytuacji. Jej maz poznal
      kobiete, mial z nia romans (razem pracowali). Wpadl w depresje,bo
      prowadzil podwojne zycie. Ona pomagala mu walczyc z depresja ale nie
      miala pojecia(moim zdaniem nie chciala widziec,ze ja zdradza; ja
      bylam swiadkiem sytuacji,ktore naprawde dawaly do myslenia..) Tak to
      trwalo LATAMI. On po prostu przywykl do tej sytucaji. Raz byl w
      euforii, innym razem wpadal w depresje. Pewngo dnia spakowal sie
      wyszedl i nie wrocil. Odradzam Ci grania na zwloke:moze mu
      przejdzie, to chwilowe, nie ma sensu panikowac. Ty juz WIESZ,ze jest
      inna kobieta, nie dalabym sie zwiesc tym,ze on bije sie ze soba,
      chodzi przygnebiony itp. Dzialaj - znajdz dobrego terapeute moze
      duszpasterza (jest ich sporo na poziomie) i probujcie rozwiazac ta
      sytuacje. Nie tkwij w biernosci, bo to zniszczy towje poczucie
      pewnosci i szanse na uratowanie malzenstwa.
      • annie_laurie_starr Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 19:14
        A ja mysle, ze Twoj maz przezywa platoniczna fascynacje inna kobieta i ze wcale
        nie chce od Ciebie odjesc. Powiedz mu jak bardzo to Cie boli i rozczarowuje.
        Powsrzymaj sie z wystawianiem walizek za drzwi, bo wtedy wyjdzie na to, ze Ty
        podjelas decyzje o rozstaniu. Na razie nie rob radykalnych krokow.

        Fascynacje sie zdarzaja, pewnie Tobie tez sie cos takiego przydarzy - sama
        fascynacja to nie powod do rozstania, tylko dopiero co sie z ta fascynacja robi.
        Z tego co opisalas wyglada, ze Twoj maz ma ciezkiego kaca moralnego za te
        fascynacje i proby oszukiwania Ciebie.
        • bianka111 Re: emocjonalny wrak 25.11.09, 21:34

          annie_laurie_starr napisała:

          > A ja mysle, ze Twoj maz przezywa platoniczna fascynacje inna kobiet


          Nie badzmy naiwni. Platoniczne ;-) fascynacje chyba rzadko sie u facetow
          zdarzaja (no chyba, ze ow "facet" ma 13 lat ;-) Meska seksualna natura raczej
          wyklucza zaangazowanie platoniczne, fascynacje mezczyzn dziela sie co najwyzej
          na skonsumowane oraz nieskonsumowane :-) No chyba, ze piszac "platoniczna"
          mialas na mysli wlasnie "nieskonsumowana". Zabrzmi to brutalnie, ale nie wierze
          zeby jakikolwiek facet potrafil powstrzymac sie od myslenia w kategoriach
          seksualnych o b.podobajacej mu sie kobiecie. Aczkolwiek od myslenia, od
          niecenzuralnych fantazji na jej temat do bezposredniej konsumpcji - czyli
          faktycznej zdrady - droga moze byc daleka. I nie mamy wcale pewnosci czy w tym
          przypadku to JUZ nastapilo. Zwlaszcza ze mamy tu chyba do czynienia z tzw.
          facetem z zasadami, ktoremu raczej niezbyt latwo przychodzi wylamywanie sie ze
          spolecznych i moralnych schematow. Jak na moj gust maz autorki watku na razie
          jest jeszcze na etapie nieskonsumowania. I chyba faktycznie nie chce tracic
          swojego rodzinnego status quo. Dlatego autorka ma w reku mocna karte przetargowa
          - rodzine, na ktorej mezowi zalezy. Tak wiec powinna postawic sprawe jasno,
          posuwajac sie nawet do lekkiego blefu : "Jezeli mnie zdradzisz, dowiem sie na
          100%, bo mam swoje sposoby. A wtedy fora ze dwora, drugiej szansy ci nie dam.
          Miej to na uwadze." A potem bacznie obserwowac, w przypadku zas uzasadnionych
          podejrzen porzadnie mezem potrzasnac, np. wiarygodnie machajac przed oczami
          pozwem o rozwod. Z facetami stojacymi u progu zdrady tylko stanowczoscia i
          twarda postawa mozna cos ugrac. Zadnego chlipania w garsc i dawania n-tej szansy
          wiarolomcy, zadnego litowania sie nad biednym zagubionym misiem i nad jego
          cierpieniami mlodego Wertera. Bo bez wzgledu na rozwoj wypadkow przynajmniej
          kobieta wtedy zachowuje twarz.
          • ania_mn Re: emocjonalny wrak 26.11.09, 09:49
            nie wiem czy jest to tylko platoniczna fascynacja czy tez czekanie i szukanie
            sposobności aż coś więcej sie wydarzy...Nie wiem czy próby podjęte przez męża
            (na razie to tylko słowa) o ratowaniu naszego związku to jest walka o naszą
            miłość czy też strach przed utrata wspomnianego status quo...Teoretyczne czas
            powinien pokazać, boję się tylko że to co zobaczę to kolejne jego kłamstwa, a
            może teraz bedzie sie lepiej maskował...Nie wiem czy potrafie mu jeszcze
            zaufać.. Nie chcę tkwic w związku tylko dla dobra dziecka i życ w niepewności
            analizując każdy dołek męża - czy to tylko zły dzień, czy też coś więcej...
    • rapunzel1 Re: emocjonalny wrak 26.11.09, 10:03
      Mąż się zakochał jak sztubak. Niekoniecznie z wzajemnością, niekoniecznie ma u niej jakiekolwiek szanse, ale strasznie go do niej ciągnie, a z drugiej strony wie że nie powinien, bo żona, rodzina...

      No cóż, obrączka na palcu i największe nawet zalety żony przed zakochaniem nie chronią. Na szczęście tak intensywne uczucia się po pewnym czasie wypalają

      Nie wystawiaj mu walizek.
      Większa swoboda, jeśli ma być wykorzystywana na spotkania z nią - absolutnie nie, ale prawdopodobnie mężowi przyda się trochę samotności i dystansu. Na wypalenie i aby mógł się zastanowić co go tak strasznie trafiło.

      • annie_laurie_starr Re: emocjonalny wrak 26.11.09, 19:41
        Piszac "platoniczna" mialam na mysli "nieskonsumowana". Ale nie udawajmy
        swietoszek, na pewno wiele z nas spotkalo takich, ktorych chcialo "skonsumowac".
        Fascynacje nie sa tylko meska domena.

        Rozumiem natomiast, ze autorka postu jest wku...ona, ze on chodzi zdolowany, a
        ona ma mu pomagac wyjsc z dolka. Moze wiec twarda reka: albo ona, albo ja.
        Masz wybor, ale wybor wiaze sie z konsekwencjami, w tym z walizkami za drzwaiami.

        Rzoumiem tez, ze czujesz sie rozczarowana i upokorzona ta jego fascynacja. To
        jest normalne. Ale nie daj sie temu poczuciu. Jestes w porzadku, nie Ty
        stworzylas ta sytuacje. Niech on teraz z niej wybrnie.

        Na pocieszenie dodam, ze on w Tobie tez jeszcze raz moze sie zakochac.
    • izabelski Re: emocjonalny wrak 27.11.09, 00:44
      odbudowanie zaufania po takich gierkach meza bedzie trudne

      nie niemozliwe - ale to ty musiszstawaiac wymagania

      jesli on sie nudzi w twoim towarzystwie - to czy to jest twoja wina
      czy jego - my tego nie rozstrzygniemy

      wg mnei dobra terapia malzenska postawic i ciebie i jego na nogi
      chociaz na jej koncu moze sie okjazac, ze juz nie chcecie byc ze
      soba, to pozbawicie sie niedomowein i wyprostujesz swoje mysli
    • marianna_listopadowa Re: emocjonalny wrak 27.11.09, 14:09
      nie chcę cię dołować Aniu_nm, ale grzeszki i kłamstewka twojego męża są coraz
      cięższego kalibru. Niby wiesz już wszystko, już pan zaćwierkał o postanowieniu
      poprawy a tu *bach*, jak kijem w tył głowy - znowu coś.

      Pytanie: ile masz siły, zniesiesz kolejne niusy? bo któż to wie, ile pan
      małżonek ma niespodzianek w zanadrzu.

      pan nadużywa twojego zaufania i miłości, zażądałabym określenia się.
      albo wybiera żonę, rodzinę, zgadza się na wizytę u terapeuty, kończy znajomość z
      tą panią (definitywnie!), rozgląda za inną pracą
      albo walizki za drzwi, początkowo separacja (a nuż widelec pan zmądrzeje - tylko
      pytanie, czy będziesz mogła na niego spojrzeć bez obrzydzenia) i niech przeżywa
      rozterki dotyczące swobody w związku u boku koleżanki z pracy

      przykra sprawa aniu, ale musisz mieć twardy tyłek. pan kłamie ci prosto w oczy i
      "popada w depresję". nie ty pierwsza, nie ty ostatnia niestety. życzę powodzenia
      • ledzeppelin3 Re: emocjonalny wrak 28.11.09, 11:40
        Ciężka sytuacja autorki postu to jedno, ale jak zwykle najbardziej dobijające i
        rozkładające na łopatki są panie typu Sebalda, które jak zwykle doradzą jak
        kobieta kobiecie: "Za bardzo męża osaczasz", "jesteś zaborcza", "bądź w dobrej
        formie i atrakcyjna, wszak wasze problemy to kwestia twojej zaborczości i braku
        atrakcyjności".
        Pan ogląda się za młodymi dupciami? Widac żona go zaniedbuje/osacza (wybierz co
        wolisz).\
        Mąż uważa, że czas spędzony w towarzystwie żony nuży jego delikatną psychikę?
        Najwyraźniej żona jest nudna/zbyt zajęta własnym życiem/ograniczona (wybierz, co
        uważasz).
        LITOŚCI!
        • ledzeppelin3 Re: emocjonalny wrak 28.11.09, 12:14
          Uważam za wstrętną, obrzydliwą manipulację ze strony męża rzucanie tekstami
          typu:
          "Potrzeba mi wiecej swobody."
          "Wspólne spędzanie z tobą czasu jest nieatrakcyjne".
          "Ograniczasz mnie".
          Zwykłe wpędzanie żony w poczucie winy i przygotowywanie sobie gruntu do
          wsadzenia gdzie indziej.
          I wyjdzie, że musiał wsadzić. Nie miał wyjścia, no nie miał.
          A najbardziej obrzydliwe i smutne jest to, że ze strony innych kobiet zawsze
          można liczyć na przyklaskiwanie biednemu misiowi. No co ma zrobić biedny miś? Bo
          żona wszak nie daje swobody. Bo jest nudna. Bo ma oponkę na brzuchu. Bo nie
          skacze na bandżi. Bo jej włosy łonowe odrosły na bikini. Bo...
          • diin Re: emocjonalny wrak 28.11.09, 13:53

            Twój mąż przypomina mi mnie sprzed kilkunastu lat. Sytuacja trochę
            inna, byłam związana z mężczyzną 3 lata – związek cud miód malina,
            zawsze szczerzy kochający się, ciepli i uczciwi.. Do momentu gdy
            poznałam kogoś innego – zupełnie przypadkiem. Po jakimś czasie nie
            umiałam tego już przed nim ukrywać, powolutku wtajemniczałam go w tą
            sprawę i tak jak Twój mąż tłumaczyłam swojemu partnerowi, że chcę
            walczyć o nas, że jest mi z tym ciężko itd.
            Czemu mi to służyło? Wzbudzeniu w nim współczucia, uciszenia jego
            podejrzliwości po to bym mogła spokojnie na boku flirtować z
            mniejszymi „wyrzutami sumienia” bo przecież on o tym „wiedział”. On
            był cudownym człowiekiem, z jednej strony nie chciałam go okłamywać
            z drugiej nie chciałam ranić. Rozum podpowiadał że flirt powinnam
            zakończyć a serce pikało do tego drugiego. Swoje sumienie
            uspokajałam w ten sposób jakiś rok a z nim było coraz gorzej.
            Kochał, wierzył chciał mnie odzyskać – a ja? Nie miałam odwagi
            skończyć ani związku ani flirtu. I przyszedł w końcu taki dzień gdy
            było mi już wszystko jedno jak mój partner się poczuje, zostawiłam
            go z dnia na dzień nie patrząc na nic. On bardzo to przeżył. Teraz
            wiem jaką krzywdę mu zrobiłam ciągnąc tą farsę tyle czasu.
    • ania_mn No i koniec 29.11.09, 17:46
      wczoraj mąż poczęstował mnie godziną szczerości, powiedział że mnie i córke
      kocha najbardziej na świecie, że troszkę się zagubił, że pragnie wyznać mi cała
      prawdę a mianowicie był jeszcze jeden fakt o którym zapomniał mnie poinformować,
      po naszej pierwszej szczerej rozmowie, gdzie dowiedziałam sie o istnieniu
      koleżanki, którą mąż jest zauroczony, gdy po raz pierwszy usłyszał, że chcę aby
      sie wyprowadził, nastepnego dnia w pracy mój mąż - człowiek któremu bardzo
      trudno jest sie otworzyc i mówic o uczuciach, wyjawił tej kobiecie że zywi do
      niej uczucia, nie jest pewien jakie i czy ona czuje to samo, niestety dostał od
      niej kosza oraz informacje, że moga być tylko znajomymi z pracy. A wyznał mi to
      teraz, gdyz ma pewność, że tylko nasza miłość sie liczy i chce aby wszystko
      było juz miedzy nami jasne, że on podjał juz decyzję a a jej strony również nic
      nam nie grozi. Uświadomiłam sobie, że ja tego człowieka zupełnie nie znałam! Nie
      moge na niego patrzeć! Poprosiłam aby natychmiast sie wyprowadził, stwierdził,
      że nie zrobi tego, nie opuści dziecka i mnie. Jak go zmusić, zawieść mu walizki
      do pracy? Nie wyobrażam juz sobie życia z tym człowiekiem!
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: No i koniec 29.11.09, 19:21
        W istocie sposób w jaki mąż dzielił się z Panią swoimi przeżyciami dotyczącymi
        Waszego związku i jego fascynacji inna kobietą zasługuje na krytykę. Była w tym
        i manipulacja i nieszczerość, obie rzeczy bardzo przykre i naruszające Pani
        granice. Na pewno to, co się mu przydarzyło i zachowanie wobec Pani mogło
        naruszyć Pani wiarę w niego i zaważyć na ocenie jego postępowania. Jasne też
        jest, że należało się wyraźnie sprzeciwić stawianym przez męża nowym wymaganiom
        wobec Pani, wyrażanym pod wpływem chwilowych przeżyć.
        Ale wydaje mi się, że to nie jest jeszcze powód do wystawiania mu przysłowiowych
        walizek za drzwi.
        Z dwóch powodów. Pierwszy dotyczy Pani przeżywania swojego małżeństwa jako
        idealnego. To może powodować, że przeżywa Pani takie sytuacje jak opisana jako
        pokalanie tego ideału, szczególnie że Pani pewnie uważa, że sama trzyma się
        wysokich standardów. Każda rysa na tym ideale może być przeżywana tak boleśnie,
        jak to Pani opisuje. Takie idealistyczne podejście , niestety, bywa na
        przestrzeni życia wystawiane na egzamin. Bo nie da się życia z drugim
        człowiekiem przejść na paluszkach. Tu dotykam drugiego powodu. Człowiek, w tym
        także mężczyzna, nie jest w swoich zachowaniach racjonalny, ma prawo się mylić,
        podejmować złe decyzje, reagować emocjonalnie. Również w małżeństwie, w którym
        żyje się długo i na przestrzeni tych lat mogą się zdarzyć rozmaite rzeczy. Czemu
        zagubienie czy wątpliwości trzeba od razu traktować jak trywialną potrzebę "
        włożenie gdzie indziej". Czy naprawdę tak nisko można oceniać mężczyzn z
        którymi się Panie łączycie ? Czy zupełnie należy im, w tym opisanemu Pani
        mężowi, odebrać prawo do jakiś uczuć wyższych, życia wewnętrznego, odrębności,
        jakiegoś indywidualizmu.
        To co napisałam nie jest namawianiem do bycia "naiwną dziewoją". Nie jest też
        usprawiedliwianiem mężczyzn i dawaniem przyzwolenia na nielojalność, zdradę czy
        agresję.
        To jest raczej niezgoda na zbyt pochopne i zgeneralizowane osądy.
        Pani radzę na razie pozostać z mężem. Niech teraz "popracuje" tak jak obiecywał
        nad Waszym związkiem i udowodni, że jest w stanie swoim zachowaniem wskrzesić
        emocjonalnego wraka do życia. Rozumiem Pani stan, bo z powodów opisanych
        wcześniej mocno Pan przeżywa to co się wydarzyło. Jeśli po jakimś czasie, po
        ochłonięciu z intensywnych przeżyć, nie będzie Pani mogła zapomnieć o tym co się
        stało i uczynić tego doświadczeniem Waszego małżeństwa albo gdy mąż zawiedzie
        kolejny raz w podobny sposób, będzie czas na decyzje. Teraz decyzja wydaje się
        pochopna i podjęta pod wpływem wzburzenia i z chęci dotkliwego ukarania męża.
        Agnieszka Iwaszkiewicz
        • ledzeppelin3 Re: No i koniec 30.11.09, 13:44
          Czem
          > u
          > zagubienie czy wątpliwości trzeba od razu traktować jak trywialną potrzebę "
          > włożenie gdzie indziej". Czy naprawdę tak nisko można oceniać mężczyzn z
          > którymi się Panie łączycie ? Czy zupełnie należy im, w tym opisanemu Pani
          > mężowi, odebrać prawo do jakiś uczuć wyższych, życia wewnętrznego, odrębności,
          > jakiegoś indywidualizmu.


          Widzę, że Pani psycholog parafrazuje moje słowa, pozwolę sobie więc odpowiedzieć.

          Można ubierać w piękne słówka proste fakty. Można zakłamywac rzeczywistość,
          nazywać niskie manipulacje "wątpliwościami", "rozterkami", "zamętem w duszy",
          "balansowaniem na granicy otchłani" i jeszcze w wiele innych sposobów. Ale ja
          widzę tu sytuację, mówiąc kolokwialnie, prostą jak konstrukcja cepa. Mężczyzna
          chce zdradzić żonę- "wsadzić", czy "trzymać się za ręce"- to już naprawdę
          wszystko jedno. Zdrada fizyczna czy psychiczna jednakowo bolą. A on CHCE
          zdradzić. Tu się chyba wszyscy zgodzimy. Cóż więc robi? Ano, przekonuje cały
          świat i samego siebie, ze wina jest wyłącznie po stronie małżonki. I to jest
          obrzydliwe. Nie sama chęć zdrady, to jest ludzkie. Ale zwalanie całej winy za
          swoje chęci na kogoś, z kim sie zyje- jest niskie i wstrętne.


          Dodam, że zdziwił mnie fragment Pani wypowiedzi o ocenie "naszych mężczyzn". Ja
          nie oceniam "naszych mężczyzn", tylko postępowanie osoby opisanej w watku. Skąd
          pomysł, że "mężczyzna, z którym się łączę" ma cokolwiek wspólnego z moją ocena
          forumową danego przypadku? Dziwne.
          • sebalda Re: ledzeppelin3 30.11.09, 14:05
            Po pierwsze, to że Pani psycholog sparafrazowała Twoje określenie nie oznacza
            jeszcze, że kieruje swoją odpowiedź wyłącznie do Ciebie, nie pochlebiaj sobie
            zanadto. Stąd dalszy apel do nas, czyli kobiet (bo tutaj chyba 95% to kobiety) o
            to, aby nie oceniać wszystkich mężczyzn jednakowo i to jednakowo źle, co
            niestety często ma tu miejsce.
            Ja z żadnego postu autorki wątku nie wyczytałam, że mąż oskarża żonę i zwala na
            nią winę za swoje rozterki. Dla mnie takie podejście też byłoby nie do
            przyjęcia, ale to naprawdę nie padło. On tylko gdzieś twierdził, że nie czuje
            się juz tak dobrze w związku jak dawniej. Ale żadnych konkretnych zarzutów nie
            było.Autorka ani razu nie napisała, że mąż ma jej cos do zarzucenia, a to
            właśnie mogłoby być najciekawsze. Ktoś z nas (tym razem mężczyzna) zwrócił jej
            uwagę, że napisałam, iż dziecko jest dla niej najważniejsze. Czasami to jest
            powód frustracji mężczyzny. Ja z kolei zauważyłam, że mąz musial się grubo
            tłumaczyć z wyjścia na parapetówkę bez żony i to mogłoby (zaznaczam MOGŁOBY)
            świadczyć o rodzaju zaborczości małżonki. Dla mnie facet może faktycznie ma
            jednak odrobinę za mało swobody w życiu. Nawet o zmianie jego pracy (w dobrej
            wierze i chwała jej za to) zadecydowała żona.
            Zaznaczam, że tylko spekuluję, nie jestem skłonna bronić faceta, bo rzeczywiście
            jest wiele ogólnych mechanizmów, którymi mężczyźni tłumacza swoje podłości i
            zdrady, ale do mnie apel Pani psycholog trafia. Nie możemy oceniać jednostronnie
            i stronniczo.
            Kobiety często wybaczają zdradę, pierwszą zdradę. Najczęściej okazuje się, że
            popełniły błąd, bo facet zdradza drugi raz. Ale historia zna takie przypadki, że
            facet ocucony po pierwszym razie bardzo tego żałuje i robi wszystko, żeby ten
            bład naprawić. Robi skutecznie.
            Tutaj nawet do zdrady nie doszło, mężczyzna żałuje, kaja się, obiecuje, choć nie
            chcę go usprawiedliwiać, zgadzam się ze zdaniem Pani psycholog - dałabym
            ostatnią szansę, zwłaszcza że inne sfery tego małżeństwa są chyba dobre. I niech
            mąż określi, dlaczego nie jest już tak szczęśliwy w tym związku. A może żona tez
            mogłaby przy okazji zrobic rachunek sumienia.
            Cała wypowiedź Pani psycholog jest naprawdę wyważona i jak dla mnie niezwykle
            mądra i rozsądna. Pozdrawiam.
            • ledzeppelin3 Re: ledzeppelin3 30.11.09, 14:40

              • sebalda Re: ledzeppelin3 30.11.09, 15:39
                ledzeppelin3 napisała:
                Dodam, że zdziwił mnie fragment Pani wypowiedzi o ocenie "naszych mężczyzn". Ja
                nie oceniam "naszych mężczyzn", tylko postępowanie osoby opisanej w watku. Skąd
                pomysł, że "mężczyzna, z którym się łączę" ma cokolwiek wspólnego z moją ocena
                forumową danego przypadku? Dziwne.

                Tak napisałaś. Pani psycholog napisała do wszystkich użytkowniczek forum, a Ty
                się zaperzyłaś, dlaczego ona pisze "naszych mężczyzn" i zarzekałaś się, że Ty
                robisz inaczej, tak jakby ta wypowiedź odnosiła się wyłącznie do Ciebie.
                Jest na tym forum wiele osób o radykalnych poglądach na temat radzenia sobie z
                wszelkimi problemami małżeńskimi. Ja tego nie oceniam, mocno sparzone kobiety
                mają prawo mieć radykalne poglądy. Tylko na każdym forum zalecam ostrożność i
                rozwagę, zalecam przynajmniej używanie takich zwrotów, jak "moim zdaniem",
                często piszę: "a może się mylę", ponieważ znamy wszystkie historie z jednej
                strony, a oskarżane osoby nie moga się bronić. Oczywiście, że są sytuacje
                ewidentne, a należy do nich przemoc domowa, i ta fizyczna i ta psychiczna. Wtedy
                nie ma wątpliwości i wręcz należy radzić radykalne posunięcia, ale większość
                spraw jest mniej jednoznacznych i takie dolewanie oliwy do ognia, namawianie do
                rozwodu i wyrzucenia partnera za drzwi, bo albo same doznałyśmy krzywdy i mamy
                uraz do facetów, albo mogąc pisac anonimowo możemy sobie na wszystko pozwolić,
                albo mamy po prostu nabyte lub wrodzone sposoby ocen i wartościowania, które
                wszak nie we wszystkich przypadkach muszą działać, nie są dobre i czasami mogą
                wręcz wyrządzić krzywdę. Może unikajmy radykalizmu, gdy opisywana sytuacja nie
                jest jednak tak do końca jasna i przejrzysta.
                • bianka111 Re: ledzeppelin3 30.11.09, 16:03
                  sebalda napisała :

                  Może unikajmy radykalizmu, gdy opisywana sytuacja nie
                  > jest jednak tak do końca jasna i przejrzysta.

                  Jak to nie jest jasna i przejrzysta? Wszak z ostatniego postu autorki jasno
                  wynika, ze pan maz przejrzal na oczy dziwnym trafem dopiero wtedy, kiedy dostal
                  od tamtej kosza i zrozumial ze z romansu nici. Wykalkulowal wiec sobie, ze
                  poniewaz z pania, do ktorej rwie mu sie serce oraz przyrodzenie mu nie wyszlo,
                  to swoje uczucia JEDNAK sprobuje na nowo ulokowac w zonie. Wyjatkowo obrzydliwe
                  asekuranctwo, bo nikt chyba tutaj nie ma watpliwosci, ze wyznania milosci
                  poczynione kolezance z pracy mialy na celu nawiazanie ewentualnej blizszej
                  zazylosci, na ktora ow pan liczyl. Maz autorki mial ewidenie chrapke na romans z
                  inna kobieta, a wyznania milosne oznaczaly gotowosc do podjecia tegoz. Zas
                  teksty o "zagubieniu" sa smieszne - przeciez to nie jest biedny, dziesiecioletni
                  chlopczyk, tylko dorosly facet, ojciec rodziny na litosc boska.
                • ledzeppelin3 Re: ledzeppelin3 30.11.09, 17:42
                  Pisząc "mocno sparzone kobiety
                  > mają prawo mieć radykalne poglądy."
                  - nie poprzedziłaś tego wstawka "moim zdaniem". A moim zdaniem mocno sparzone
                  kobiety w znacznej części wypierają to, że dzieje im się krzywda, i przybierają
                  postawę "wszystko jest ok", "nie bądź zbyt radykalna", "każdy ma prawo do
                  błędu"- również w sytuacjach, gdzie należy powiedzieć głośno i wyraźnie- NIE.
                  Tak nie wolno. To się nie powinno dziać. Zrobię wszystko, żeby TO się nie działo.

                  Poza tym, jha nigdzie nie pisałam, że autorka watku winna wystawić walizki
                  klienta za drzwi.
                  Ja nie wiem, co ona powinna zrobić. Może wyrzucenie go wcale nie jest
                  rozwiązaniem. Może nalezy jej się tyle szacunku, aby mąż sam powiedział, że
                  biegając za innymi a jednocześni wmawiając jej, że ją kocha, oszukuje
                  wszystkich. Może powinna zmusić go, aby powiedział "wybacz" i sam odszedł. Nie
                  wiem. Mogę poradzić jej jedno: jej świat nie jest idealny (a czyj jest?),
                  najlepiej, gdyby pana przestała kochac tak bardzo, aby nie wyonrażać sobie z nim
                  życia, i przygotowywac się psychicznie do rozstania.
                  Nie chciałabym żyć z kimś, dla kogo nie jestem tą jedyną.
              • agnieszka_iwaszkiewicz Re: ledzeppelin3 30.11.09, 16:02
                Teraz ja także wejdą w polemikę z "leddzeppelin3" i odwołam się do Pani dwóch
                ostatnich wypowiedzi w tym wątku, co zresztą jest w dalszym ciągu zgodne ze
                stanowiskiem jakie prezentuję w odpowiedzi dla autorki wątku.
                Być może to prawda, że mąż autorki wątku chciał ją zdradzić. Ale czy czasem nie
                warto zastanowić się co kryje się za tym " chceniem" ? Dla Pani może to być
                pięknoduchostwem i zakłamaniem rzeczywistości, ale człowiek jest jednak bardziej
                skomplikowany niż cep i nawet mężczyznom się to zdarza. Gdybym wychodziła z
                podobnego założenia jak Pani, nie mogłabym uprawiać swojego zawodu. A wracając
                do konkretu, za "chceniem" zwykle coś stoi. Czasem jest to, w istocie, jedynie
                pociąg seksualny czyli obecne tu już "wsadzanie" a czasem fascynacja inną
                kobietą, chęć poczucia się przyjętym, doznanie poczucia bezpieczeństwa, poczucie
                się interesującym i pożądanym, odreagowanie czegoś trudnego, reakcją na
                długotrwały stres, chęć zaryzykowania czegoś, chęcią zmiany. Mogłabym mnożyć te
                ogólne przyczyny. Dlatego warto czasem, dla dobra związku i z miłości do swojego
                męża, zastanowić się nad jego "chceniem". To nie od razu musi być świadectwo
                naiwności. Faktycznie moja propozycja komplikuje życie,zakłada pewien
                relatywizm, ale jest też propozycją uwzględniania trudności w związkach, które
                od partnerów wymagają czasem zmierzenia się z samymi sobą, choćby jak w
                przypadku autorki wątku z urażenie, rozczarowaniem, bezkomromisowością, wysokimi
                wymaganiami, niechęcią do męża za to co zrobił i jak się z tym poczuła.
                Ostateczna decyzja, nawet radykalna, niech uwzględnia te "chcenia" co nie jest
                przeciez równoznaczne z ich spełnianem.
                Zgadzam się, natomiast z Panią, że usprawiedliwianie swojej "chęci"
                niedoborami małżonki jest " niskie i wstrętne". Warto ten sposób zachowania
                wziąć pod uwagę w robieniu ostatecznego rachunku.
                Użyty przeze mnie zwrot w liczbie mnogiej do Pań niezbyt dobrze myślących o
                wybieranych przez siebie mężczyznach to taka retoryczna fraza. Równie dobrze
                mogłabym napisać w liczbie pojedynczej i kierować to tylko do autorki wątku.
                Wtedy Pani już w tym zwrocie ze swoim doświadczenie nie musi się mieścić.
                Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
                • ledzeppelin3 Re: ledzeppelin3 30.11.09, 21:21
                  Miło mi, ze Pani odpisała. Jeszcze tylko krótkie wyjaśnienie: dla mnie
                  fascynacja kimś innym, inną kobietą, już jest zdradą. Niewazne, czy doszło do
                  "konsumpcji". Fascynacja, myślenie o kimś, bycie pod urokiem, zakochanie- to
                  wszystko jedna i ta sama nazwa zdrady. Na pewno ta sytuacja świadczy, że
                  szanowny małżonek czuje niedosyt w związku. To nawet dość banalne: on i ona, 5
                  lat, pojawia się dziecko i okazauje się, że dotychczasowe role, w których tkwili
                  ludzie (np. "mamusia i synek", lub "książę i służka", bądź "maczo i słodka
                  kobiecość")role, które dotychczas świetnie się sprawdzały, nagle przestają
                  działać. Bo dziecko wymaga, żeby być mądrym i silnym. Dorosłym i żeby nie
                  portrzebować snu. Bo nagle trzeba zarabiać a w łikendy tarabanić się do
                  dziadków, którzy mendzą przez telefon natrętnie domagając się wnusia, zamiast
                  wyskoczyć w Dolomity. Jak do tego dojdą np. kłopoty w pracy, słabsze jednostki
                  moga nie wytrzymać. Zaczyna się obniżenie nastroju, spadek libido, objawy
                  somatyczne. W końcu pojawia się antidotum: nowa fascynacja seksualna.
                  Czego ja wymagam, czego się domagam? SAMOŚWIADOMOŚCI. Zeby taki jedne z drugim
                  pan (i niejedna pani) nie uciekał od razu w chorobę i "zakochanie się". Żeby
                  ruszył mózgownicą. Żeby powiedział sobie: "jest ciężko. Będzie tak przez parę
                  lat. Co można z tym zrobić?" A można. Być razem. Dzielić się obowiązkami. Gadać
                  ze sobą. Nie chowac i dusić uraz. Cieszyć się seksem. Nie wymagać od siebie
                  perfekcjonizmu. Dzielić się dzieckiem, opieką nad nim. Być dla siebie
                  najwazniejszymi na świecie. A jak przychodzi kryzys tożsamości, nie uciekać w
                  chorobę, komputer czy dupeczki. Szukać pomocy, jak sami sobie nie radzimy.
                  Oczywiście pojawienie się dziecka jest tylko przykładem, w danym przypadku
                  dziecko jest spore, ale wiadomo, że depresyjne nastroje męża trwają dośc długo.
                  Kryzys tożsamości w związku, kryzys ról może spowodować np. utrata pracy,
                  niepłodność, choroba teściowej z koniecznością opieki nad nią i inne zdarzenia
                  życiowe.

                  Poza tym, ja NIGDZIE nie kazałam wystawiac walizek. Tylko co zrobić, jak
                  mężczyzna budzi już tylko wstręt, a nie rozczulenie słabością?
    • enith Re: emocjonalny wrak 29.11.09, 18:56
      Podoba mi się racjonalne podejście Sebaldy, wszak zazwyczaj jest tak, że znamy punkt widzenia tylko jednej ze stron i rzadko kiedy sytuacja jest jednoznaczna. Niemniej jednak, w świetle ostatniego postu autorki, chyba nikt nie ma już wątpliwości, że sprawy między jej małżonkiem, a panią z pracy wyszły daleko poza zwykłą facynację. Mężczyzna żonaty i z dzieckiem, poproszony przez żonę o wyprowadzkę z domu, wyznaje uczucia obcej kobiecie, a dostawszy od niej kosza, nagle doznaje olśnienia, że ważna jest dla niego rodzina i chce o nią walczyć? Tego nie da się nazwać inaczej, niż sku...syństwo i zdrada. Tak, zdrada i to o wiele gorsza, niż fizyczna. Mąż pozwolił fascynacji inną kobietą rozwinąć się do tego stopnia, że właściwie porzucił dla niej rodzinę. Pech (dla pana, oczywiście), że obiekt jego gorących uczuć nie odwzajemnił ich.
      Autorko wątku, jeśli mąż nie chce odejść z domu, wystaw mu walizki za drzwi. Potrzebujesz czasu, żeby się otrząsnąć po tym szoku i łatwiej ci będzie, gdy oszczędzony ci będzie codzienny widok wiarołomcy. Nie podejmuj żadnych poważnych decyzji (typu rozwód) pod wpływem chwili. Pobądź sama, uspokój się, ochłoń. Na decyzje ostateczne jest zawsze czas, lepiej podejmować je na zimno i po dokładnym przemyśleniu. Trzymam kciuki i ciepło o tobie myślę. Mam nadzieję, że sprawy ułożą się po twojej myśli.
      • marzeka1 Re: emocjonalny wrak 29.11.09, 19:15
        "Mężczyzna żonaty i z dzieckiem, poproszony przez żonę o wyprowadzkę z domu,
        wyznaje uczucia obcej kobiecie, a dostawszy od niej kosza, nagle doznaje
        olśnienia, że ważna jest dla niego rodzina i chce o nią walczyć? Tego nie da się
        nazwać inaczej, niż sku...syństwo "

        - myślę tak samo, pan zachował się podle, bo gdyby tamta pani powiedziała: witaj
        w moim życiu, ani chybi to pan szybko pakowałby walizki, by się przeprowadzić.
        • bianka111 Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 15:12
          Postawa pana jest wybitnie zalosna. Heroiczna decyzje o tym, ze sie odkocha i
          bedzie "jednak" walczyl o rodzine podjal oczywiscie dopiero w momencie kiedy sie
          dowiedzial, ze u obiektu swoich westchnien nie ma zadnych szans. Obrzydliwe.

          Gdyby zas nowa pani przygarnela go do swojego (nomen omen) łona, pewnie w
          podskokach by sie do niej przeprowadzil, a w najlepszym razie namietnie bzykal,
          nie przejmujac sie za bardzo rodzina i cierpieniem zony :/

          Ech... Ja takiemu facetowi wystawilabym walizki i dala porzadnego kopa w doope
          na nowa droge zycia - juz niestety beze mnie. Na nic lepszego ow Romeo od
          siedmiu bolesci nie zasluguje.
          • sebalda Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 16:22
            A ja jestem ogromnie ciekawa, czy żadna z tu wypowiadających się za radykalnymi
            posunięciami Pań tak bezwzględnie oceniających występnego i podłego męża nigdy w
            życiu nie flirtowała? Czy wszystkie jesteśmy takie święte? Popatrzmy czasami tez
            na siebie. Uważam, że dla kobiety, żeby miała dobre samopoczucie, czasami
            potrzebna jest odrobina podziwu ze strony innych mężczyzn. Nie mówie tu o
            zdradzie ani fizycznej, ani psychicznej, tylko o tym dreszczyku emocji, kiedy
            facet rzuca spojrzenia, powie komplement, częściej się do niej zwraca albo
            napisze miłego maila. Czyż kobiety tego nie lubią? Uważam, że musimy próbować
            dokonać jakiejś gradacji wykroczeń małżeńskich i zastanowić się, kiedy chcemy
            rzucić kamieniem.
            Być może pokazany w tym wątku facet jest żałosnym garnącym się do zdrady
            facetem, tego nie wiemy, ale może równie dobrze być czymś zniechęconym,
            zmęcznonym człowiekiem, który mial chwile słabości, nie takiej jeszcze (z
            różnych powodów) strasznej słabości. Nie bronię go, bo też mnie mierzi facet,
            który wraca do żony po nieudanej próbie zdobycia innej, ale nie chcę być tak
            pewną siebie potępiającą, a nieznającą wielu szczegółów.
            • bianka111 Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 17:40
              Pewnie, ze czystej wody flirt nie jest grozny, pod warunkiem jednak, ze
              flirtujacy potrafi panowac nad swoimi emocjami. Zalezy tez, co rozumiemy przez
              pojecie "flirt". W moim odczuciu jest to rodzaj nieszkodliwej pozamalzenskiej
              zabawy, nie przekraczajacej pewnych barier gierki, w ktora jednak flirtujacy nie
              angazuje sie emocjonalnie, w kazdym razie nie na tyle, zeby zaniedbywac
              emocjonalnie swojego zyciowego partnera i sprawiac mu bol. Tutaj zas sprawa
              ewidentnie wykroczyla daleko poza flirt : pan przestal panowac nad emocjami i
              zaczal krzywdzic najblizsze osoby, z premedytacja brnac w to coraz dalej. Jego
              fascynacja nadszarpnela poczucie bezpieczenstwa zony i zaczela po prostu
              NISZCZYC dobry dotad zwiazek. Autorka przeciez sama pisze, ze maz stal sie
              oschly, odmieniony, krecil, klamal, mial "depresje" oraz tesknoty za wolnoscia.
              No, ja dziekuje za taki flirt. Zwolennikom okolicznosci lagodzacych w postaci
              zyciowego zmeczenia i "zagubienia" biednego misia (Sebaldzie oraz pani Ekspert)
              polecam przeczytac jeszcze raz starter watku, w ktorym autorka opisuje wyraznie,
              ze ow destrukcyjny dla zwiazku "flirt" nie nastapil w wyniku malzenskiego
              kryzysu (tu bym od biedy zrozumiala) czy w wyniku braku satysfakcji malzenskim
              pozyciem tej pary. Wrecz przeciwnie, to malzenstwo zylo sobie zgodnie i
              idyllicznie (porozumienie, czulosc, dobry seks i wszystkie pozytywy ktore
              wymienia autorka) nie bylo wiec podstaw do "odreagowywania" czegokolwiek gdzie
              indziej i szukania pocieszenia na boku. Dla mnie to oczywiste : facet zyl w
              dobrym i wartosciowym zwiazku, ale zamiast go pielegnowac wybral pielegnowanie
              wielkiego uczucia do kolezanki z pracy. A mogl przeciez zachowac sie jak
              odpowiedzialny facet i powiedziec sobie "jestem przeciez szczesliwie zonaty,
              zalezy mi na rodzinie" i zdusic swoje romantyczne-erotyczne zapedy w zarodku.

              Nie traktujmy "naszych mezczyzn" jak duze dzieci, ktore nie wiedza co czynia :-/
              • triss_merigold6 Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 17:50
                To z nudów Wysoki Sądzie, z nudów. Znaczy, że pan ma za mało
                obowiązków a za dużo luzu.
            • triss_merigold6 Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 17:49
              No, na przykład ja nie flirtuję chociaż w pracy mam mnóstwo mężczyzn
              w różnym wieku i o różnym stanie cywilnym więc okazja by była na
              luzie. Nie muszę Sebaldo, narwałam się towaru tyle, że zdążyło mi
              się znudzić. Powodzenie miałam zawsze, komplementy i podziw
              odbierałam tyle razy, że nie muszę się dowartościowywać,
              przewidywalne to jest do bólu i dość standardowe po n-tym razie. Pod
              względem zaspokajania moich potrzeb jako kobiety całkowicie sprawdza
              się mój partner, który skądinąd również ma bardzo bogate
              doświadczenia z płcią przeciwną. Rozumiesz, już nic nie musimy sobie
              i innym udowadniać a na pewno nie wlasną atrakcyjność.

              Teksty o potrzebie wolności i swobody to sama strzelałam jak miałam
              ochotę iść z kimś do łóżka na boku więc nie wierzę w niewinne
              intencje pana.
              • annie_laurie_starr Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 18:12
                Powiem tak - dzien, w ktorym ja przestane wzbudzac pozadanie mezczyzn innych niz
                moj maz bedzie prawie jak dzien mojej smierci. Nie oznacza to, ze chce zdradzic
                mojego meza, ze te zdrade planuje. Czasem nawet mocniej zabije mi serce, gdy
                okazuje sie, ze facet, ktory mi sie podoba tez ma na mnie chrapke. Ale to tylko
                flirt.
                Gdy ubieram kozaki po pachwiny to przeciez nie tylko dla mojego meza.;)

                Nie wiemy czy maz "dostal kosza". Moze tylko uczciwie powiedzial tej
                dziewczynie o swojej fascynacji, a ona mu powiedziala, ze nic z tego. Moze
                niekoniecznie od razu chcial z nia spac. Byc moze powiedzenie jej o fascynacji
                bylo sposobem "zamkniecie tego rozdzialu."

                Autorka ma prawo byc zla i myslec o rozstaniu. Ale dle swojego wlasnego dobra
                powinna posluchac pani Agnieszki, bo naprawde dstala madra rade od niej.

                A "fascynacje" meza ja zaprosilabym na kawe bo taka solidarnosc jajnikow powinna
                byc doceniona.;)
                • triss_merigold6 Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 18:47
                  Wiesz co, zapewne jestem cyniczna ale wielu mężczyzn znałam i w
                  życiu nie słyszałam o przypadku gościa wyznającego pani fascynację
                  aby "zamknąć rozdział". Facet wyznaje fascynację po to aby się
                  bzyknąć.
                  • annie_laurie_starr Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 19:03
                    Tak, tris, bo ty znasz wszystkich facetow swiata i ich motywacje.

                    Moim zdaniem tewierdzenie, ze "fascynacje" to tylko chec bzykania ze strony
                    facetow to redukowanie ich penisow. Jest to bardzo krzywdzace. Mezczyzni tez
                    maja emocje i uczucia. Gdy Kordian mowil, ze "czegos mu nie staje" to nie
                    chodzilo o penisa, tylko o cos, ze czegos mu w zyciu brakuje.
                    • annie_laurie_starr Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 19:04
                      Chodzilo mi o "redukowanie facetow do ich penisow"...
                    • kawka74 Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 20:25
                      Gdy Kordian mowil, ze "czegos mu nie staje" to nie
                      > chodzilo o penisa, tylko o cos, ze czegos mu w zyciu brakuje.

                      Byłby to świetny przykład, gdyby Kordian był mężczyzną. Jemu ciągle czegoś
                      brakowało, aż się podłożył ku chwale ojczyzny.
                      Wracając do meritum, komplikowanie domysłami, komu czego brakuje, sytuacji
                      prostej jak instrukcja młota, prowadzi do zbędnych komplikacji i wzbudzania
                      poczucia winy w kimś, kto jest ofiarą, a nie sprawcą.
                    • triss_merigold6 Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 20:36
                      Ok, rozumiem fascynację intelektem Barbary Skargi czy Marii Janion
                      ale nie zdarza się tak w przypadku koleżanki z pracy. Tym bardziej,
                      że tu pan wyznał i dostał kopa a wówczas zwierzył się żonie.
                      Bohaterowie romantyczni są złym przykładem, bardzo złym. Analiza
                      tekstu wskazuje, że każdy miał poważny problem z deklem i ogólnie
                      rzecz biorąc byli rozchwiani.
              • sebalda Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 21:58
                triss_merigold6 napisała:
                Nie muszę Sebaldo, narwałam się towaru tyle, że zdążyło mi
                się znudzić. Powodzenie miałam zawsze, komplementy i podziw
                odbierałam tyle razy, że nie muszę się dowartościowywać,

                Ach, jak ja Ci Triss zazdroszczę. Jaka cudownie spełniona i szczęśliwa już
                musisz być. Jakie Twoje życie jest piękne i godne podziwu, wprost nie mogę się
                nadziwić. I jeszcze taka mądrość życiowa bije z Twoich postów, Ty wiesz już o
                życiu i facetach absolutnie wszystko, świat i ludzie nie mają przed Tobą żadnych
                tajemnic.A takie przechwałki na forum oczywiście nie mają nic wspólnego z
                dowartościowywaniem się, absolutnie nic:P

                Pod
                > względem zaspokajania moich potrzeb jako kobiety całkowicie sprawdza
                > się mój partner, który skądinąd również ma bardzo bogate
                > doświadczenia z płcią przeciwną.
                A dalej:
                > Teksty o potrzebie wolności i swobody to sama strzelałam jak miałam
                > ochotę iść z kimś do łóżka na boku więc nie wierzę w niewinne
                > intencje pana.

                Czegoś tu nie rozumiem, partner zaspokaja wszystkie Twoje potrzeby, a mimo to
                miałaś ochotę iść z kimś do łóżka na boku?

                Nie wierzę w opowieści kobiety, że nie zależy jej w najmniejszym stopniu na tym,
                żeby się podobać innym. To nienaturalne. To nie może się znudzić. Co jest
                przewidywalne i standardowe do bólu? To że każdy facet, ktory się do Ciebie
                uśmiechnie, chce Cie od razu bzyknąć? Jeśli tak rozumujesz, to w rzeczywistości
                sama jesteś standardowa i rzeczywiście to może się znudzić. Ja jednak mam na
                myśli inny rodzaj potrzeby podobania się. Ale to chyba zbyt skomplikowane dla
                takiej znawczyni życia jak Ty.
                Uwielbiam Twoją nieomylność. Zawsze mnie ona bawi i fascynuje. W sumie życie
                byłoby dużo lżejsze, gdyby wszystko było takie oczywiste i jednoznaczne, jak to
                usiłujesz nie raz tutaj nam wmówić. Lżejsze, ale może nudniejsze.
                • annb Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 22:14
                  Sebaldo, czy Twoj maz mowi Ci ze ładnie wygladasz?Czy twoj mąz mowi
                  ci ze jestes jego swiatem?Czy mowi Ci że jest najszczęsliwszym
                  mężczyzną pod słoncem odkąd Cię poznał?
                  Bo tak sie zastanawiam -
                  skad w Tobie ta potrzeba dowartosciowywana sie i przegądania w
                  oczach innych mezczyzn?


                • glamourous Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 22:52

                  sebalda napisała:

                  > Nie wierzę w opowieści kobiety, że nie zależy jej w najmniejszym
                  > stopniu na tym żeby się podobać innym. To nienaturalne. To nie
                  > może się znudzić.

                  Sebaldo, a ja potwierdzam zdanie Triss na ten temat. Zgadza sie, ze takie
                  wieczne zainteresowanie facetow na kazdym kroku MOZE sie jak najbardziej
                  kobiecie znudzic. Zreszta "znudzic" to moze zle slowo - po prostu po pewnym
                  czasie przestaje to robic wrazenie. Uwierz, ze kiedy tych przejawow meskiej
                  adoracji kobieta odbiera naprawde duzo i zdarzaja sie jej one na kazdym kroku,
                  to w koncu dochodzi do tego, ze sie tych wszystkich meskich spojrzen na ulicy
                  nie dostrzega. I kiedy kolejny facet znow prawi Ci komplementy czy prosi o numer
                  telefonu, to po prostu nie czujesz juz zadnych emocji, zadnego dowartosciowania
                  - bo takie to jest przewidywalne i oczywiste. To nie jest nic nienormalnego,
                  tylko prosty mechanizm psychologiczny ktory dotyczy niemal wszystkich dziedzin
                  zycia : czlowiek z czasem obojetnieje na to czego ma az nadto pod dostatkiem i
                  przestaje sie tym podniecac...
                  • sebalda Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 23:13
                    Odpowiem na dwa powyższe posty.
                    Mój mąż, mimo że mam mu wiele do zarzucenia, nadal mnie adoruje, nadal mówi mi
                    miłe słowa, pisze smsy z wyznaniami miłosnymi, obdarowuje mnie prezentami na
                    każdą rocznicę czy inne święto typu urodziny, walentynki, mikołajki nawet. Nie
                    mam z tym problemu.
                    Co do znudzenia się zainteresowaniem mężczyzn. Ile jest kobiet na tyle
                    atrakcyjnych, żeby odbierały takie nieustające hołdy od facetów? Ja mam na myśli
                    przeciętną kobietę o przeciętnej urodzie. Pytanie też, w jakim wieku jest taka
                    adorowana kobieta? Jeśli w kwiecie i niezwykle piękna, uwielbiana przez tlumy
                    facetów, to rzeczywiście może być tym znudzona. Ja kwiat wieku mam już za sobą,
                    może dlatego jeszcze mi zależy na tym, by czuć się atrakcyjną. I jakoś się tego
                    nie wstydzę. Nie chodzi chyba o to dowartościowanie za wszelką cenę. To zwykla,
                    ludzka, nie tylko kobieca odrobina próżności. Tak myślę.
                    • glamourous Re: emocjonalny wrak 01.12.09, 10:19

                      sebalda napisała:

                      > Ja kwiat wieku mam już za sobą, może dlatego jeszcze mi zależy na
                      > tym, by czuć się atrakcyjną. I jakoś się tego nie wstydzę. Nie
                      > chodzi chyba o to dowartościowanie za wszelką cenę. To zwykla,
                      > ludzka, nie tylko kobieca odrobina próżności. Tak myślę.


                      Rozumiem. Niemniej jednak powyzej napisalas nie a propos siebie, tylko ogolnie :

                      > "Nie wierzę w opowieści kobiety, że nie zależy jej w najmniejszym
                      > stopniu na tym, żeby się podobać innym. To nienaturalne. To nie
                      > może się znudzić."

                      Moj post byl wiec odpowiedzia na Twoj generalizujacy sad, ze Triss sie myli, ze
                      to nienaturalne. Wrecz przeciwnie - zupelnie naturalne jest, ze wszelki nadmiar
                      rzeczy przyjemnych nie sprzyja na dluzsza mete ich docenianiu. Taka jest ludzka
                      natura.

                      • sebalda Re: emocjonalny wrak 01.12.09, 11:09
                        Ok. przekonałaś mnie. Generalizowanie nie jest dobre, ale też przytoczony
                        przykład jest jednak dość jednostkowy i rzadki. Nadal uważam, że nie ma tak dużo
                        kobiet, które byłyby aż tak nagabywane i nieustannie adorowane. Moje uogólnienie
                        dotyczyło średniej statystycznej, niepotrzebnie napisałam każda kobieta. Moja wina.
            • sanciasancia Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 23:06
              Oświadczenia się obcej kobiecie nie nazwałabym flirtem. W żadnym ze
              wszechświatów równoległych też. I żadne z moich wykroczeń małżeńskich nie
              przypominało zachowania tego pana.
              • sebalda Re: emocjonalny wrak 30.11.09, 23:21
                Na Boga, kobiety, czemu Wy tak wszystko odczytujecie? Autorka wątku napisała:
                "wyjawił tej kobiecie że zywi do niej uczucia, nie jest pewien jakie". Przecież
                to nie oświadczyny! To tak jak któraś z dziewczyn na początku dyskusji
                informacje, że facet chcial iść z koleżanką z pracy do kina w towarzystwie
                kolegi, odczytała jako jego chęć wyjechania z panienką, bo padlo okeślenie
                planował wypad, tylko nie doczytała, że do kina. Taki szczegół.
                Facet się pogubił, wyznał żonie prawdę (a nie musial, mógl iść spokojnie w
                zaparte, jak to robi większość wiarołomców), na to dostał jednoznaczny
                komunikat, że ma się wynosić, wpadł w jeszcze większą konfuzję, wyznał
                dziewczynie, że coś do niej czuje, sam nie wie co. To wszystko jest, jeśli już,
                nieco żałosne, ale nie wyrachowane i tak straszne, jak to niektorzy odczytują.
                • annie_laurie_starr Re: emocjonalny wrak 01.12.09, 08:24
                  To nie wiesz sebaldo, ze kazdy facet mysli tylko penisem. Jak sie nie fascynuje
                  intelektem Marii Janion to na pewno juz szykuje plan zeby przeleciec kolezanke z
                  pracy.

                  Mowilo sie kiedys, ze facet zawsze nosi przy sobie narzedzie gwaltu, co mialo
                  usprawiedliwiac faceta w sytuacji "gdy ona niby prowokowla". A teraz dochodzimy
                  do absurdu, ze facet nosi narzedzie zdrady przy sobie. Jak tylko spodoba mu sie
                  kobieta inna niz partnerka, wyborazi ja sobie w sytuacji intymnej, to juz od
                  razu trzeba mu walizki za drzwi wystawiac. Gdby tak bylo, to zadne malzenstwo
                  by nie przetrwalo, bo fantazje z kims innym niz partner zyciowy w roli glownej
                  ma w swoim resume chyba kazdy.

                  A przykladu z Kordianem uzylam nie po to zeby porownywac zwyklych smiertelnikow
                  do bohaterow literackich. Tylko po to, zeby pokazac, ze facet ma roznorakie
                  potrzeby, nie tylko seks i jedzenie.

                  Jesli zas chodzi o panie znudzone adroracja mezczyzn. Poczekajcie kilka lat i
                  wtedy okaze sie, ze tej adopracji juz nie ma i ze jej brakuje.
    • ania_mn Dziekuję 01.12.09, 10:26
      Dziękuję za wszystkie opinie, każdy z nas ma prawo ulec chwilowej fascynacji
      inną osobą, nie kontrolujemy swoich uczuć, natomiast od nas zależy już to, co z
      nimi zrobimy. Spędziłam wiele dni i nocy analizując nie tylko całą tą sytuacje
      ale przede wszystkie lata mojego małżeństwa. Naprawdę był to udany związek,
      oparty na zaufaniu i partnerstwie, może po tylu latach nie było zbyt wiele
      romantycznych uniesień, ale na pewno była miłość i szacunek. Dlatego tak trudno
      jest mi zrozumieć całą tą sytuację, a zwłaszcza to, w jaki sposób mój mąż
      przekreślił wszystko to, co budowaliśmy przez lata. Jestem w stanie wybaczyć
      wiele, gdyż każdy ma prawo do błędów, ale jedno mnie przerasta - potraktowanie
      mnie i rodziny jako wyjścia awaryjnego! Wyznanie uczucia do osoby, której prawie
      nie znał! Uzależnienie swojej decyzji od tego czy ma szanse u niej czy też nie!
      Mąż usiłuje mnie przekonać, że to wyznanie to była czysta ciekawość, sam nie
      wie, dlaczego zrobił z siebie takiego pajaca, że nawet gdyby okazało się, iż ta
      kobieta również coś do niego czuje wcale nie oznaczałoby to czegoś więcej. Dla
      mnie jego tłumaczenia nie mają żadnego sensu, wyznając jej uczucia miał
      nadzieję, iż ona czuje to samo i będą mogli rozpocząć wicie swojego gniazdka.
      Dostając kopa wraca do swojej bezpiecznej przystani. Czas moim zdaniem niczego
      tutaj nie zmieni, to nie jest tylko chwilowa utrata zaufania, być może mąż się
      zagubił, ale to, że jesteśmy dla niego wyjściem awaryjnym a nie głównym tego nie
      potrafię przeskoczyć. Najgorsze jest to również, że wykorzystuje moje uczucia
      dla dziecka i prosi, aby ze względu na córkę dać mu drugą szansę. Dziecko ma z
      nim bardzo dobre relacje, ale czy on myślał o małej wyznając uczucia obcej kobiecie?
      • sebalda Re: Dziekuję 01.12.09, 11:05
        Próbuje to wszystko zrozumieć, rozumiem ból zawodu, utratę zaufania, ale z
        drugiej strony to przypisywanie najgorszych intencji do tej pory tak kochanemu
        mężczyźnie nie jest juz dla mnie takie zrozumiałe.
        Miłośc nie raz jest poddawana próbie. W moim odczuciu to jest taka próba,
        niezamierzona co prawda, ale próba. Najwyraźniej ta miłość nie ostala się tej
        próbie z Twojej strony. Jedno potknięcie, a Ty już wytaczasz najcięższe działa,
        wiesz lepiej, jakie były jego intencje, nie dajesz mu żadnych szans.Może
        rzeczywiście, tak jak pisze Pani psycholog, wyidealizowałaś Wasze uczucie, a to
        nie jest zdrowe.
        Ja wiem, jak słaby może byc czasami czlowiek, wiem, że nie mozna od razu rzucac
        kamieniem, tym bardziej, że nikt nie jest tak calkowicie bez grzechu. Przecież
        nie ryzykujesz tak wiele, dając mężowi jeszcze jedną szansę. Jestem przekonana,
        że on juz cierpi z powodu swojej głupoty, że żałuje i że jest szansa, że tego
        już nigdy nie powtórzy. Dlaczego tak trudno uwierzyć w szczere intencje do tej
        pory najbliższej osoby? Jeśli zauważysz jakieś kolejne symptomy jego
        nieodpowiedniego zachowania, zawsze jeszcze zdążysz go wyrzucić. Ludzie
        wybaczają nie takie zbrodnie, a dając druga szansę, czasami ratują coś naprawdę
        wartościowego. Tak myślę.
        • annb Re: Dziekuję 01.12.09, 11:20
          sebaldo, odpusc
          Nie uprawiaj nachalnego streetworkingu w obronie skrzywdzonego misia
          pysia.On nie jest skrzywdzony tylko krzywdzący,
          Czy naprawdę nie rozumiesz jak moze bolec
          cytat
          - potraktowanie mnie i rodziny jako wyjścia awaryjnego!
          Wiesz co to jest szacunek do siebie?
          Ja autorkę watku doskonale rozumiem.Pan zrobił jej okropne świństwo,
          i pani MA PRAWO do takich a nie innych uczuc.

          I to tylko i wyłacznie załozycielka wątku ma prawo decydowac co dalej
          a jakies latające kamienie-no litości sebaldo


        • bianka111 Re: Dziekuję 01.12.09, 11:33
          sebalda napisała:

          > Miłośc nie raz jest poddawana próbie. W moim odczuciu to jest taka > próba,
          niezamierzona co prawda, ale próba. Najwyraźniej ta miłość > nie ostala się tej
          próbie z Twojej strony.


          Proba milosci to moze byc przetrwanie kryzysu zwiazku. Pogorszenie sie warunkow
          finansowych rodziny. Nie daj Boze choroba. Czy inne zyciowe niepowodzenie, ktore
          wymaga od malzonkow wspolnego przetrwania ciezkich chwil i nie ulegniecia
          pokusie rzucenia wszystkiego w diably tylko dlatego ze aktualnie mamy ciezka
          passę. Nie rozumiem jednak, jaka "proba" dla zony ma byc przymkniecie oka na
          ewidentne przesuniecie sie priorytetow u meza, na jego wewnetrzna rezygnacja z
          ich b.dobrego przeciez zwiazku NA RZECZ nowej, malo znanej lecz najwyraznie
          wielkiej (bo wplywajacej na codzienne funkcjonowanie) fascynacji. To ma byc
          proba milosci? Facet wykazal wielka slabosc psychiczna, potworna niedojrzalosc,
          spisal udany zwiazek na straty uzalezniajac jego przyszlosc od ewentualnej
          wzajemnosci uczuc pani z biurka obok, a Ty mowisz, ze to PROBA uczuc dla ZONY?
          No, litosci...

          No i ja nie wiem, czego ta proba mialaby dowiesc. Wytrzymalosci zony na
          upokorzenia? Akceptacji niedojrzalosci pana? Odpornosci na cierpienie? Bo jezeli
          maz jest taki kochliwy, ze potrafi budowac tego typu domki z kart (plomienne
          uczucie do obcej kobiety, z ktora przeciez nawet nie przezyl nic
          wieziotworczego!!) odsylajac zone w emocjonalna odstawke nawet nie przezywszy z
          tamta niczego co mogloby dac podstawy do jakichkolwiek uczuc, to... jakie ta
          zona ma gwarancje na przyszlosc, ze jezeli wspanialomyslnie wybaczy, to pan sie
          za chwile znow w kims nie zakocha (tym razem moze nie daj Boze z wzajemnoscia???
          Bo co wtedy? Autorka watku ma racje ze sie boi dac mu druga szanse, ze sie
          asekuruje, ze nie potrafi znow zaufac. Tez bym sie na jej miejscu bala, bo ten
          pan najwyrazniej ma sklonnosci do takich jazd. Nie potrafi stawiac sobie samemu
          granic i ma klopoty z ocena tego co jest wazne... Strach budowac z kims takim
          szczesliwa rodzine.
          • sebalda Re: Dziekuję 01.12.09, 11:45
            bianka111 napisała:
            Tez bym sie na jej miejscu bala, bo ten
            > pan najwyrazniej ma sklonnosci do takich jazd. Nie potrafi stawiac sobie samemu
            > granic i ma klopoty z ocena tego co jest wazne... Strach budowac z kims takim
            > szczesliwa rodzine.

            Mimo potępienia mojej postawy i apeli o skończenie obrony pana, pozwole sobie
            jednak zwrócic uwage na pewne aspekty.
            O skłonności można chyba jednak mówić, gdy dochodzi do recydywy, tutaj tego nie
            mamy. Ponadto tu nie chodzi o budowanie szczęśliwej rodziny, bo ona jest już
            dawno zbudowana. Tu chodzi o jej nieprzekreślanie po pierwszej pomyłce jednego z
            budowniczych. Gdyby autorka wątku dopiero sie zastanawiała, czy ma za takiego
            osobnika wychodzić za mąż, a on w okresie przed budowaniem popełniłby taki błąd,
            wtedy może doradzalabym inaczej, ale tu jest jak do tej pory dobra rodzina, czy
            naprawdę nie można dać jej jeszcze jednej szansy?
            Ps.
            Dobrze chociaż, że mam poparcie Pani psycholog, bo inaczej bym mogła pomyśleć,
            że jestem jakoś nienormalnie wyrozumiała wobec ludzkich słabości;)
            • kawka74 Re: Dziekuję 01.12.09, 11:56
              Są, Sebaldo, takie błędy, które niosą ze sobą nieodwracalne zmiany, nawet jeśli
              występują pojedynczo. Straty poniesione na ich skutek są niekiedy nie do
              odrobienia.
              A dywagacje o wybaczaniu, szansie i ludzkich słabościach lepiej zachować dla
              kradzieży batonika.
          • bianka111 i jeszcze 01.12.09, 11:46
            sebalda napisała :

            > Jestem przekonana,
            > że on juz cierpi z powodu swojej głupoty, że żałuje i że jest
            > szansa, że tego już nigdy nie powtórzy. Dlaczego tak trudno
            > uwierzyć w szczere intencje do tej pory najbliższej osoby?


            Czy jestes rownie przekonana, ze on tak strasznie by teraz cierpial i zalowal
            swojej glupoty GDYBY ta ubostwiana przez niego panienka zaakceptowala jego
            zaloty? To przeciez normalne, ze on teraz zaluje i ze przywdzial wor pokutny, bo
            marzenia o tamtej legly w gruzach i tylko zona mu sie ostala...To nie ON
            przeciez wspanialomyslnie zadecydowal o zakonczeniu tamtej fascynacji, to zycie
            zadecydowalo za niego w postaci kosza ktorego dostal u tej drugiej.
            • sebalda Re: i jeszcze 01.12.09, 12:47
              I znowu ta przesada: od razu ubóstwiał. Dlaczego niektóre osoby tak się tutaj
              nakręcają? Nie rozumiem tego.
              Ja po prostu znam zupełnie inne schematy męskiej wiarołomności: to zdrada
              podstępna, wyrachowana, sprytna, skrzętnie ukrywana, a przyłapana na gorącym
              uczynku odwracająca uwagę, w bezczelny sposób zwalając winę na wady żony.
              Facet, ktory już z samej racji, że któraś mu sie spodobała tak cierpi, facet
              wyznający ze skruchą swoją słabość, jest co najwyżej żałosny, ale nie jest takim
              potworem, jak go tutaj większość maluje.
              Tak jak ja nie przekonam Was do odrobiny wyrozumialości, tak nikt nie przekona
              mnie, po tych danych, jakimi dysponujemy, że facet jest skończonym łajdakiem,
              którego należy pognębić, wyrzucić i przekląć. Sorry. Gdyby to się za jakiś czas
              powtórzyło - wtedy bez dwóch zdań bym pogoniła, ale po pierwszym razie, nie tak
              znowu wszak drastycznym, jednak bym się zastanowiła. W sumie żal mi obojga, a
              nawet trojga, bo przy takiej postawie nie widzę szansy, żeby dziecko na tym nie
              ucierpiało. Powiecie, że zostając z tak podlym ojcem, ucierpi jeszcze bardziej.
              Może tak, a może nie.
              • bianka111 Re: i jeszcze 01.12.09, 13:20
                sebalda napisała:

                > I znowu ta przesada: od razu ubóstwiał. Dlaczego niektóre osoby tak się tutaj
                > nakręcają? Nie rozumiem tego.


                Nakrecaja?? A moze w przeciwienstwie do Ciebie trzezwo oceniaja sytuacje? Na
                poparcie tej tezy o "ubostwianiu" (slowo jak slowo, w moim zamysle mialo
                oznaczac silna fascynacje kims) oto pare cytatow z autorki watku :

                > kiedy to małżonek mój powrócił oschły i odmieniony z
                > podróży służbowej. Na początku zbywał mój pytania o jego nastroje,
                > mówił, że się czepiam i szukam dziury w całym. Przyciśnięty do muru
                > wyznał że nie wiem dlaczego tak jest, że potrzebuje większej
                > swobody. Po szczerej rozmowie trwającej pół nocy wyznał że ma
                > wątpliwości co do swoich uczuć

                > z imprezki wrócił cholernie odmieniony, znowu depresja

                Zdrada podstepna, skrzetnie ukrywana o jakiej piszesz (jako o tym gorszym
                gatunku zdrady) nie swiadczy o zaangazowaniu emocjonalnym. Ja bym raczej wolala,
                zeby ktos zdradzil mnie fizycznie, ale BEZ ZAANGAZOWANIA, bez wzdychania do
                tamtej i zaniedbywania mnie, niz zeby usychal od tej fascynacji, poddawal w
                watpliwosc swoje uczucia do mnie i lapal "depresje"
                • sebalda Re: i jeszcze 01.12.09, 13:54
                  bianka111 napisała:

                  Ja bym raczej wolala
                  > ,
                  > zeby ktos zdradzil mnie fizycznie, ale BEZ ZAANGAZOWANIA, bez wzdychania do
                  > tamtej i zaniedbywania mnie, niz zeby usychal od tej fascynacji, poddawal w
                  > watpliwosc swoje uczucia do mnie i lapal "depresje"

                  Kwestia gustu. Fascynacja z samej definicji jest stanem przejściowym,
                  nietrwałym, dla mnie to mało istotny epizod, który może nastąpić z różnym
                  nasileniem w różnych sytuacjach i nie musi prowadzić do niczego poważniejszego.
                  Zdrada fizyczna jest czymś nieodwracalnym. Jest obrażeniem godności osoby
                  zdradzanej.
                  Kiedy byłam młodsza, myślałam podobnie, jak Ty; też uważałam zdradę psychiczną
                  za gorszą od fizycznej. Przeżyłam jednak wiele lat, napatrzyłam się na różne
                  sytuacje, wysłuchałam wielu zwierzeń, choć sama nie miałam nigdy powodów do
                  braku zaufania wobec męża (między innymi dlatego go wybrałam) i wiem, że zdrada
                  fizyczna jest jednak czymś naprawdę złym i wszelkie tłumaczenia, że to przecież
                  tylko mały skok w bok, a żonę pan kocha, jest nie do przyjęcia. I z reguły na
                  jednym razie się nie kończy. Fascynacja boleśnie zakończona może odstraszyć od
                  następnych chyba bardziej skutecznie. Tak myślę.

      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Dziekuję 01.12.09, 22:20
        Odniosę się do tego, co zdaniem Pani stanowi przyczynę bezpowrotnej utraty
        przez Panią zaufania do męża. Jest to, jak Pani napisała, poczucie, że jest Pani
        i Wasza rodzina, dla męża wyjściem awaryjnym a nie podstawowym.
        To jest właśnie esencja tej sytuacji. Tak, w tamtym momencie stała się Pani
        wyjściem awaryjnym, bo intensywna część emocji męża została wycofana z
        małżeństwa i skierowana gdzie indziej. To jest właśnie sedno każdej zdrady czy
        potencjalnej zdrady czy tylko fantazji o zdradzie, jakkolwiek nie nazwiemy
        tego co zrobił Pani mąż. I to jest właśnie ta najboleśniejsza część. Jeśli
        wybaczyć, to właśnie to. Ten moment, w którym Pani stała się mniej ważna. Jeśli
        tego nie może Pani przekroczyć, nawet patrząc na to spokojniej, to jest to
        problem. Można go widzieć w kategorii Pani niemożności, coś dla Pani się
        skończyło i nie może Pani tego w sobie odbudować. Można się zastanawiać także
        nad tym, czym dla Pani było i jest to małżeństwo. Przy założeniu, że czuła Pani
        wcześniej w nim i szacunek i miłość, wygląda na to , że łatwo jest nimi
        zachwiać. Co się z tym stało po Pani stronie, że też tak łatwo się Pani z nimi
        rozstała.
        Bardzo proszę nie odczytać moich słów jako propozycji przyjęcia przez Panią
        odpowiedzialności za naganny czyn męża. To jest raczej próba pokazania, że być
        może są zasoby w tym związku, których Pani nie dostrzega lub na których teraz
        trudno się oprzeć. A te zasoby sama Pani tworzyła żyjąc z mężem wiele lat razem
        Ale to jednak Pani jest ekspertem od swoich uczuć i takich wskazówek nie musi
        Pani brać pod uwagę. Agnieszka Iwaszkiewicz
        • annie_laurie_starr Re: Dziekuję 02.12.09, 20:32
          Tak sobie mysle o tym wyjsciu awaryjnym i to na pewno musi byc bolesne. Ale
          jakos z opisanej sytuacji wydaje mi sie, ze mozna uwierzyc, ze ten maz
          niekoniecznie chcial odejsc. Moze nie uzaleznial decyzji i odejsciu od zony od
          reakcji swojej fascynacji. Na pewno zona ma przeslanki by tak to interpretowac,
          ale tak wcale nie musialo byc.
          • glamourous Re: Dziekuję 02.12.09, 21:59
            annie_laurie_starr napisała:

            > Tak sobie mysle o tym wyjsciu awaryjnym i to na pewno musi byc
            > bolesne. Ale jakos z opisanej sytuacji wydaje mi sie, ze mozna
            > uwierzyc, ze ten maz niekoniecznie chcial odejsc. Moze nie
            > uzaleznial decyzji i odejsciu od zony od
            > reakcji swojej fascynacji. Na pewno zona ma przeslanki by tak to
            > interpretowac, ale tak wcale nie musialo byc.


            Ale mogl np. chciec uciac sobie goracy romansik za jej plecami. Kto wie.
            A co do reakcji zony : zazwyczaj wlasnie tak jest, ze im zwiazek jest ogolnie
            lepszy i wartosciowszy, tym wieksze rozczarowanie i bol w sytuacji tego typu. Na
            zasadzie : im wyzej sie lata tym bolesniej sie spada. Malzenstwo autorki, jak
            sama pisze, bylo niemal idylliczne, a maz byl wzorem partnera i ojca. A teraz
            taka nieprzyjemna rysa na tym idealnym obrazie. Rysa jest bardziej widoczna i
            bardziej uwiera, niz gdyby facet byl mniej idealny, a kobieta przyzwyczajona do
            roznych niezbyt milych jego zachowan.

            Paradoksalnie wiec w gorszych jakosciowo zwiazkach mamy tendencje do
            latwiejszego wybaczania i poblazania, bardziej tez dazymy do rozejmu. Tak to IMO
            wyglada.

            • sebalda Re: Dziekuję 03.12.09, 10:51
              Ale może tym bardziej warto dac takiemu udanemu związkowi jeszcze jedną szansę,
              tym bardziej go żal (znaczy związku, a nie słabego męża).
              Jest tak mało naprawdę udanych małżeństw, tak mało oddanych mężów i ojców.
              Dlaczego po jednym błędzie tak łatwo to wszystko przekreślić?
              Zdrada w nieudanym związku jest kroplą dopełniającą kielich goryczy, w udanym
              związku taka chwilowa, przejściowa fascynacja nie powinna rzutować na małżeństwo
              tak, żeby je w całości przekreślać.
        • wysoki.brunet Kalemu ukraść krowę źle, Kali ukraść krowę dobrze! 08.12.09, 12:36
          agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

          > i Wasza rodzina, dla męża wyjściem awaryjnym a nie podstawowym.
          > To jest właśnie esencja tej sytuacji. Tak, w tamtym momencie stała się Pani
          > wyjściem awaryjnym, bo intensywna część emocji męża została wycofana z
          > małżeństwa i skierowana gdzie indziej.

          Trafnie ujęła Pani Iwaszkiewicz co boli najbardziej. Wycofanie uczuć emocji i skierowanie gdzie indziej. Ale przecież Kalemu ukraść krowę źle, Kali ukraść krowę dobrze!
          Ciekawe że tak trudno zrozumieć że mężczyzna to jednak nie robot i "intensywna część emocji została wycofana z małżeństwa i skierowana gdzie indziej" też go może bardzo boleć.
          A autorka nie ukrywa że uczucia do sama niego wcześniej wycofała na inne pole pisząc na wstępie "dziecko jest dla mnie najważniejsze. Miedzy mną a mężem różnie bywało"



        • al-manar Re: Dziekuję 08.12.09, 20:10
          Przeczytałam wszystkie posty z ogromną uwagą, tym wiekszą, że od
          wczoraj jestem w takiej samej sytuacji jak autorka postu (jedyna
          różnica to w moim przypadku to brak dzieci i panienka z intenetu
          zamiast kolezanki z pracy - dalej to niemal identyczny schemat
          zdarzeń) I zadaję pani psycholog pytanie: dlaczego kiedy w związku
          jest idealnie, to facet szuka czegoś więcej? czego "biedakowi" tak
          brakuje, gdy ma wszystko (stabilizację, miłosc, szacunek, uchochana
          przy boku, itp.) Pisze Pani innym poście : "A wracając do konkretu,
          za "chceniem" zwykle coś stoi. Czasem jest to, w istocie, jedynie
          pociąg seksualny czyli obecne tu już "wsadzanie" a czasem fascynacja
          inną kobietą, chęć poczucia się przyjętym, doznanie poczucia
          bezpieczeństwa, poczucie się interesującym i pożądanym, odreagowanie
          czegoś trudnego, reakcją na długotrwały stres, chęć zaryzykowania
          czegoś, chęcią zmiany." Więc pytam: dlaczego własna żona, ta jedyna,
          ukochana i najważniejsza w życiu (bo tak zapewniał) już nie
          wystarcza, tylko ważniejsza jest "jakaś fascynacja/przygoda" i
          dlaczego on podejmuje takie ryzyko, gdy osiągnął już stabilizację.
          Niestety cokolwiek by tu nie powiedzieć, tak nieodpowiedzialnie i
          niedojrzale zachowujący się facet jest po prostu draniem,
          emocjonalnym śmieciem. Nazwijmy to po imieniu nie zaprzeczając
          faktom.
          • sebalda Re: Dziekuję 08.12.09, 22:26
            Różnie to można nazwać, rożnie zdefiniować, rożne są przyczyny. Czasami to
            gó...arstwo, draństwo, czasami poważna choroba, seksoholizm, ja to nazywam
            wrodzonym dziwkarstwem. Wiem coś o tym; moj ojciec zdradzał mamę odkąd sięgnę
            pamięcią, mial po kilka kochanek na raz. Ale szczytem wszystkiego było, jak
            pokłócił się ze swoją drugą żoną w sylwestrową noc i ona biedna go u nas
            szukała, bo myślała, że biedaczek pojechał do byłej zony i dziecka, a tatuś po
            porostu pojechał do jednej z wielu kochanek. Dodam, że chyba jednak miał w sobie
            coś, skoro ta druga pielęgnowała go czule do samej jego śmierci, była znacznie
            młodsza i oddana, wybaczyła wszystko.
            Wyszłam za mąż za faceta, który był przeciwienstwem mojego ojca: uczciwy, z
            bardzo sprecyzowanymi poglądami na temat zdrady, zazdrosny, ale też sam nigdy
            niedający powodu do zazdrości z mojej strony. Taki nietypowy egzemplarz. Ale to
            rzadkość. No i żeby nie było tak cukierkowo, ma inne wady, jak każdy człowiek;)
            A wracając do tematu: uważam, że zdradę można wybaczyć raz, pod warunkiem, że
            małżeństwo jest pod innymi względami udane, że warto jeszcze próbować, że
            zdradzający okazuje autentyczną skruchę i że stara się ze wszystkich sił
            poprawić i zrekompensować winę. Nie wybaczyłabym nigdy zdrady drugiej, recydywy.
            To absolutna gwarancja zmarnowanego życia u boku człowieka, który nas nie
            szanuje. Jest o tym kilka wątków obok, warto przeczytać.
Pełna wersja