ania_nm
24.11.09, 14:46
Od 10 lat jestem mężatką, mamy uroczą 5 letnia córeczkę, którą kocham ponad
życie i dziecko jest dla mnie najważniejsze. Miedzy mną a mężem różnie bywało,
ale udało nam się zbudować ciepły, bezpieczny dom, gdzie wspólnie wychowujemy
nasze maleństwo, dla niej mama i tata są najważniejsi. Mała jest obecnie na
etapie fascynacji miłością, małżeństwem, księżniczkami każdej jej zabawie musi
być ślub, wielka miłość i dzieci. Mąż przechodził różne etapy w naszym
związku, kilka lat temu był bardzo zsflustrowany wykonując pracę która nie
dawała mu satysfakcji, co miało odbicie na nas, popchnęłam go do tego aby
porzucił ta dobrze płatna ale znienawidzona pracę i zaczął spełniać się
zawodowo zgodnie z kierunkiem studiów. Teraz miało już być tylko lepiej, przez
ostatnie 1,5 roku zero kłótni, udany seks, czułość, nawet próby (niestety
nieudane) poczęcia nowego członka rodziny. Żyłam w swoim idealnym świecie aż
do końca października, kiedy to małżonek mój powrócił oschły i odmieniony z
podróży służbowej. Na początku zbywał mój pytania o jego nastroje, mówił, że
się czepiam i szukam dziury w całym. Przyciśnięty do muru wyznał że nie wiem
dlaczego tak jest, że potrzebuje większej swobody. Po szczerej rozmowie
trwającej pół nocy wyznał że ma wątpliwości co do swoich uczuć ale bardzo chce
popracować nad naszym związkiem, na pytania czy pojawił się ktoś inny
odpowiedział, że jestem tylko ja i nikt inny. W jedna niedziele oznajmił że
kumpel z pracy robi parapetówkę a że jest to małe mieszkanko zaproszeni są
tylko faceci. Pomogłam mu nawet wybrać prezent, z imprezki wrócił cholernie
odmieniony, znowu depresja, po kilku dniach moich licznych pytań okazała się
że w pracy kilka miesięcy temu poznał młodą dziewczynę, nic ich nie łączy
tylko jego fascynacja jej osobą, ona również była na tej imprezie dlatego nie
chciał abym pojechała z nim. Mówił, że podjął decyzję , nie chce więcej kłamać
i oszukiwać mnie bo tylko ze mną chce być. Poprosiła aby wyjawił mi całą
prawdę, mówił, że nigdy do niej nie dzwonił ani ona do niego, że rozmawiaja
tylko w pracy ale od teraz ograniczy również te kontakty. Kłamstwo bardzo mnie
zabolało, zaczełam mówić o rostaniu o tym aby się wyprowadził. Zaklinał się,
że chce wszystko ratować. Nie mogę spać , ani jeść, myślę tylko o tym że nigdy
nie spodziewałam się, ze będzie w stanie kłamać mi prosto w oczy. Ostatni
weekend był wspaniały, małżonek bardzo czuły, a ja ponownie mu uwierzyłam,
niestey w ostatnich dniach wyszło kolejne kłamstwo, okazało się zę ma do niej
telefon tylko zapisany pod męskim imieniem, planowali wspólny wypad do kina
razem z jeszcze jednym kumplem, jednak mój małżonek uczciwy i prawy człowiek
po naszej ostaniej rozmowie oznajmił że nie może z nimi iść. Ostatnie
kłamstwa wyszły zupełnie przypadkiem. Kolejna nie przespana noc, bo co tutaj
jest prawdą a co kłamstwem, może przestraszył się tego iż wyrzucę jego menele
i dlatego mówi cokolwiek chcę usłyszeć, nie jestem w stanie mu ponownie zaufac
i jestem na siebie okropnie wściekła, że nie jestem w stanie wystawić jego
walizki na zewnątrz. Tracę cłay szacunek dla siebi i wszystko to w co
wierzyłam. proszę pomożcie, jestem na skraju eocjonalnej przepaści, ufać temu
człowiekowi?