Brak męskiego autorytetu- jakie skutki?

30.11.09, 23:54
Jestem po rozwodzie, moje dzieci nie mają męskiego autorytetu. Taty
prawie nie widzą, dziadkowi wchodzą na głowę, jedynie trochę
słuchają się mnie i mojej mamy. Głównie martwię się o córkę, która
ma dość trudny charakter (miała bunt 2,3,4 - latka), ale synowi też
pewnie to nie służy. Czego mogę się spodziewać, jakie mogą mieć
zaburzenia emocjonalne? Teraz jestem z partnerem, którego córka się
nie słucha. Kiedyś zostali razem cały dzień, jak wróciłam to na
pytanie jak było odpowiedziała że kiepsko bo trochę nie słuchała się
L. Mojemu partnerowi zależy aby mieć z nimi dobry kontakt więc unika
spięć, i nie wnika w moje wychowywanie dzieci, choć zauważył że
córka jest rozpuszczona- zdaję sobie z tego sprawę, tak pięknie umie
przepraszać, błagać że prawie zawsze jej ulegam :(
    • sebalda Re: Brak męskiego autorytetu- jakie skutki? 01.12.09, 09:44
      Dlaczego kobiety najczęściej się rozwodzą? Myślę, że dlatego, że ich mężowie
      albo nie dorośli do roli męża i ojca, albo ich nie szanują i sa agresywni
      tudzież zdradzają. To takie podstawowe przyczyny. I wszystkie one sprawiają, że
      dobrze się stało, że tacy faceci nie są już więcej tatusiami dla swoich dzieci.
      Zmierzam do tego, że lepszy brak męskiego autorytetu niż autorytet toksyczny.
      Co to jest męski autorytet? Wychowanie dziecka w posłuszeństwie, grzecznego,
      ułozonego? Polecam obejrzenie filmu Biała wstążka. Jak może wyglądac męski
      autorytet i wychowanie w dyscyplinie. Horror.
      Dla mnie męski autorytet to nie ojciec, który bezwzględnie egzekwuje
      posłuszeństwo, tylko ojciec dający dobry przykład swoją rozwagą, prawym
      charakterem, ale jednocześnie umiejący słuchać dzieci, gdy trzeba wyrozumiały, z
      humorem, odrobiną wariactwa, gdy można sobie na to pozwolić, a przede wszystkim
      empatyczny, o co niestety najtrudniej, bo z tym juz u facetów trudniej. Ja
      chwalę się swoimi sukcesami wychowawczymi, bo kieruję się głównie właśnie
      empatią i pamięcią swojego dzieciństwa i młodości. Często już o tym pisałam, nie
      chcę się powtarzać.
      Znałam kiedyś niepełna rodzinę: ona rozstała się z meżem, gdy chłopcy mieli po
      12-14 lat, czyli w newralgicznym czasie. Potem, gdy byli juz strasi, musiala
      przyjąc pracę w mieście oddalonym od domu o kilkaset kilometrów. Przyjeżdżała do
      domu tylko na weekenedy. Chłopcy nie zeszli na złą drogę, są dobrze wychowani,
      radzą sobie świetnie ze wszystkim, są wartościowymi młodymi ludźmi. Matka była
      silna, mądra, konsekwenta, dawała wspaniały przykład samodzielności, odwagi,
      pracowitości i uczciwości. To wystarczyło, żeby wychowac dobrze synów.
      Nowy partner ma bardzo trudną rolę, nie chce się narażać, a dziecko to
      wykorzystuje. Myślę, że nie tędy droga. Podstawą jest konsekwencja, nie kary,
      ale wyznaczone ramy, stanowczość, ale nie surowość. Wiem, że to cholernie
      trudne, ale możliwe. Możliwe nawet bez faceta, choć z nim oczywiście dużo lepiej
      i, jeśli się sprawdza, łatwiej.
      Zauważyłam, że ludzie, ktorzy pisza o traumie dzieciństwa na ogól albo mieli
      ojców alkoholików albo przemocowców. I to zostawia piętno na całe życie. Rzadko
      czyta się historie nieszczęśliwych, sponiewieranych ludzi wychowywanych bez
      ojca. Choć nie twierdzę, że to się nie zdarza. Myślę, że najgorsze co może
      zagrażać przyszłemu charakterowi ze strony samotnej matki, to nadopiekuńczość
      względem syna. Niestety często taki osobnik nie umie potem stworzyc odpowiedniej
      rodziny. Jest słaby i niedojrzały. Znam kilka takich przypadków. To wszystko
      jest bez wątpienia bardzo trudne.
      Sama wychowywałam sie prawie bez ojca. Nie mam chyba w związku z tym większych
      problemów, bo miałam wspaniały kontakt z Mamą, która otaczała mnie taką
      miłością, że starczyło z naddatkiem:) I była to mądra miłość. To ważne.
      • verdana Re: Brak męskiego autorytetu- jakie skutki? 01.12.09, 14:43
        Sądze, ze nie chodziło o meski autorytet, a wzorzec. Nie wszyscy
        faceci to dranie, wzorzec meski bardzo się dzieciom przydaje, choćby
        po to, by widzialo, jak zachowuje się facet. I nie da się ukryc -
        pewne rzeczy sa typowe dla mężczyzn, pewne dla kobiet. pamietam, jak
        nie bylam zadowolona, ze moj syn wszystkie pieniądze w wieku 11-12
        lat wydawał na karty, ktore zbierał, dopiero "rodzinni faceci"
        postawili mnie do piony, tlumaczac, ze chlopcy tak maja i że
        ocenianie tego jako "bzdurne wydatki", żwiadczy o tym, ze pewnych
        rzeczy nie rozumiem.
        Ale do takich rzeczy dziadek absolutnie wystarczy.
        Moj ojciec byl wychowany bez ojca - babcia zostala wdową, gdy moj
        ojciec mial 1,5 roku. Nie widze, aby mu to w czymkolwiek
        zaszkodzilo...
        • kajda28 Re: Brak męskiego autorytetu- jakie skutki? 02.12.09, 08:34
          > Sądze, ze nie chodziło o meski autorytet, a wzorzec.

          Chodziło mi o autorytet, głównie ze względu na córkę. Co będzie jak
          nauczy się że nie słucha się to co ma facet do powiedzenia, że można
          ich olewać- bo tak na razie traktuje panów ze swojego otoczenia.
          Co do wzorca to tu problem z synem, widzę jak "łapie" wszystko co
          robią moi koledzy, ogląda te same stacje tv, szuka męskiego poparcia
          mojego partnera.
          Mam nadzieję że wyolbrzymiam.
          • chalsia Re: Brak męskiego autorytetu- jakie skutki? 02.12.09, 09:02
            > Chodziło mi o autorytet, głównie ze względu na córkę. Co będzie jak
            > nauczy się że nie słucha się to co ma facet do powiedzenia, że można
            > ich olewać- bo tak na razie traktuje panów ze swojego otoczenia.

            no to chyba masz poglądy z XIX w i w takim duchu chcesz wychowac córkę. OD kiedy
            to (wspłczesnie) należy się komuś autorytet z racji PŁCI ???
            No weź przestań, dla Ciebie mężczyzna to autorytet tylko dlatego, że ma zwisak
            między nogami ?
            Jesli szukasz męskiego wzorca - to jak najbardziej, ale stanowcze "nie"
            autorytetom wynikającym z DNA.
            • kajda28 Re: Brak męskiego autorytetu- jakie skutki? 02.12.09, 09:14
              No może źle dobrałam słowo : autorytet.
              Chodzi mi o to czy jest możliwość że przez takie dzieciństwo i brak
              jakiegoś posłuszeństwa w stosunku do jakiegokolwiek mężczyzny może
              być przyczyną że w przyszłości nie będzie ich traktować poważnie,
              będzie się nimi bawić, nie będzie zdolna kochać i żyć w parnterskim
              związku? Podobnie syn, czy będzie znał siłę swoich słów, czy sam
              siebie będzie szanował i umiał ten szacunek zdobywać.
              Myślę że Sebalda trafiła w samo sedno i zrozumiała o co mi chodzi.
              • chalsia Re: Brak męskiego autorytetu- jakie skutki? 02.12.09, 09:27
                > Chodzi mi o to czy jest możliwość że przez takie dzieciństwo i brak
                > jakiegoś posłuszeństwa w stosunku do jakiegokolwiek mężczyzny może
                > być przyczyną że w przyszłości nie będzie ich traktować poważnie,
                > będzie się nimi bawić, nie będzie zdolna kochać i żyć w parnterskim
                > związku?

                to w dużej mierze zależy od TWOJEGO aktualnego związku, a co do syna - od Twojej
                własnej postawy.
                • doctor.no.1 Re: Brak męskiego autorytetu- jakie skutki? 02.12.09, 16:04
                  tu nie chodzi o mężczyznę, tylko o to jak TY wychowasz swoje
                  dziecie. Piszesz, że mogą wymóc na Tobie wszystko i
                  najprawdopodobniej im pobłażasza. Swoją nieudolność rodzicielską
                  będziesz usprawiedliwiać "brakiem męskich wzorców".

                  Dzieciom potrzebna jest konsekwencja, dyscyplina (mam na myśli
                  wyłącznie stanowczość egzekwowania tego, co można wymagać od dziecka
                  w danym wieku), plan dnia, jasno okreśłone granice.

                  To jakie są i jakie będą zależy od Ciebie. Choćby od tego, na ile
                  włączysz partnera w ich wychowanie - bo na razie uczą się, że facet
                  nie ma nic do powiedzenia i można go totalnie olewać.
      • wysoki.brunet Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 12:23
        sebalda napisała:

        > Dlaczego kobiety najczęściej się rozwodzą? Myślę, że dlatego, że ich mężowie
        > albo nie dorośli do roli męża i ojca, albo ich nie szanują i sa agresywni
        > tudzież zdradzają. To takie podstawowe przyczyny.

        Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura.
        Faktycznie po urodzeniu dziecka jest najwięcej rozpadów związków, ale to kobiety
        nie dorastają do roli żony i matki, bo rola matki przesłania wszystko inne, a
        już w pierwszej kolejności uczucia do męża. Niekochani czując się wykorzystanym
        przez najbliższą osobę i sfrustrowanym reagują faktycznie wycofaniem w inny
        związek lub agresją.
        • nat.wroclaw Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 12:39
          >>Niekochani czując się wykorzystanym przez najbliższą osobę i
          sfrustrowanym reagują faktycznie wycofaniem w inny związek lub
          agresją.

          No toś mi bielmo z oczu zdjął. Sądził człowiek całe zycie że
          _dorosły_, _dojrzały_, _odpowiedzialny_ człowiek (regardless -
          mężczyzna / kobieta) ma w repertuarze jeszcze inne narzędzia.

          Rozmowę, szczere przedstawienie swoich uczuć wobec partnera i
          sytuacji w ich wspólnym związku Z CHWILĄ gdy sie pojawią, ustalenie
          nowego porządku w domu, nowego sposobu zachowań, komunikacji,
          spedzania czasu, wzajemnych potrzeb i czego tam sobie partnerzy nie
          wymyslą - na początku zaistnienia nowej sytuacji, a gdy sie jednak
          popsuje i powstana zranienia - interwencje kryzusową, czy mediację.

          Poparz na stare lata dopiero na forum uświadomił mi brunet, że gdy
          facetowi źle - to potrafi wyłącznie przyprawic żonie rogi albo stłuc
          ją po obliczu.
          • wysoki.brunet Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 12:58
            nat.wroclaw napisała:
            > wymyslą - na początku zaistnienia nowej sytuacji, a gdy sie jednak
            > popsuje i powstana zranienia - interwencje kryzusową, czy mediację.

            jaka mediacja, jakie zranienia. Mężczyzna mijący swoje potrzeby i uczucia jest
            niedojrzały, niedorosły, odpowiedzialna, skoro nie postępuje, myśli i nie czuje
            jak kobieta opanowana macierzyńskimi instynktami. I nie ma szans na żadna
            mediację skoro wiadomo że jedna strona jest winna a druga jedynie pokrzywdzona
            jak na tym sfeminizowanym forum
            Żeby mediacja mogła zaistnieć musi zaistnieć spojrzenie z drugiej strony.
            Spojrzenie na konflikt interesów, oczekiwań, pragnień i punktów widzenia.
            Ale na tym forum się coś takiego nie zdarza.
            • nat.wroclaw Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 13:52
              > Ale na tym forum się coś takiego nie zdarza.


              chwalic Boga, to forum, to nie zycie, jak żadne forum z resztą.
              Warto to sobie uświadomić zanim zacznie sie walić argumentacją
              troche ni z gruchy ni z pietruchy w płot.

              A tak na marginesie, to mama z tatą powinni Cie nauczyć, że w
              związkach miedzy ludźmi to mało jest takich zdolnych, którzy sami są
              wszystkiemu winni - bez (czasem nieświadomego) udziału drugiej
              strony.
              • wysoki.brunet Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 14:04
                nat.wroclaw napisała

                > A tak na marginesie, to mama z tatą powinni Cie nauczyć, że w
                > związkach miedzy ludźmi to mało jest takich zdolnych, którzy sami są
                > wszystkiemu winni - bez (czasem nieświadomego) udziału drugiej
                > strony.

                A może nauczyli, dlatego mam ochotę przedstawić przez moment spojrzenie tej
                drugiej strony.
                Może dlatego irytuje mnie ciąłem uznawanie za prawe objawioną jak to
                feministycznych frazesów dojrzałe kobiety spotykają niedojrzałych mężczyzn i w
                tym tkwi cała przyczyna.
                • nat.wroclaw Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 14:12
                  Ale jak w sklepie gruba pani na mięsnym krzyknie, że "każdy pijak to
                  złodziej" to też natychmiast zaczynasz w każdym pijanym widziec
                  złodzieja? Bo ktos tak powiedział?

                  A główka sama nie popracuje? Co to jest "forum"? Albo "feministyczne
                  frazesy"? To nie jest jakis monolit, czy byt. To są ludzie, z
                  których każdy wypowiada odrebna opinię. Ty zbierasz to do kuoy i
                  wydaje ci sie, że znalazłeś wroga i teraz musisz mu wystrzelic swoje
                  żale na cały świat z jednej armaty.

                  Łojooj .. to juz lepiej herbaty sobie zrób i mądrą ksiażke poczytaj.
                  • wysoki.brunet Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 16:19
                    nat.wroclaw napisała:

                    > A główka sama nie popracuje? Co to jest "forum"? Albo "feministyczne
                    > frazesy"? To nie jest jakis monolit, czy byt. To są ludzie, z
                    > których każdy wypowiada odrebna opinię.

                    A ty? Jak u ciebie główka pracuje? ja z twoją odrębną opinią? Mediacją?
                    Czy faktycznie nie zauważasz wcale wzajemnego monolitycznego wspierania się w
                    tłumaczeniu wszystkich problemów męska niedojrzałością i zła wolą? Czy sądzisz
                    że solidarne wspieranie się w takim przeświadczeniu od którego widzę nieliczne
                    słabe odstępstwa po przejrzeniu wątków z bieżącej strony pomaga w jakkolwiek
                    mediacji i przezwyciężeniu konfliktów? Czy może służy okopaniu się i ich eskalacji?
        • sanciasancia Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 15:10
          > Faktycznie po urodzeniu dziecka jest najwięcej rozpadów związków, ale to kobiet
          > y
          > nie dorastają do roli żony i matki, bo rola matki przesłania wszystko inne, a
          > już w pierwszej kolejności uczucia do męża.
          Masz świętą rację. Typowy siedmiominutowy tatuś moment urodzenia się dziecka
          wybiera zwykle, żeby wziąć np. nadgodziny (słyszałam o przypadkach, że mąż brał
          bezpłatne nadgodziny, byle tylko nie wrócić do domu, bo syn miał kolkę),
          dodatkowe zlecenie itp., żeby tylko nie pojawić się w domu i pomóc żonie w
          opiece nad berbeciem. Berbeć, jak to berbeć, swoimi potrzebami fizjologicznymi
          dominuje życie żony, męża już nie, bo woli być w pracy, spędza z żoną najwięcej
          czasu, uśmiecha się do niej itp., więc żona do berbecia się przywiązuje bardziej
          niż do nieobecnego męża.
          A jak mąż się już po dwóch, trzech latach pojawia, jak berbeć jest bardziej
          kumaty i mniej wymagający, okazuje się, że żona już nie jest do męża
          przywiązana emocjonalnie tak, jak była. I mąż strzela focha, bo jest niekochany.

          I tak naprawdę to mąż pierwszy opuścił związek wraz z narodzeniem się dziecka.
          Sebalda miała oczywiście rację w tej kwestii, bo problemem jest niedojrzałość
          mężczyzny, który nie jest w stanie poradzić sobie z sytuacją.

          I plizz nie pisz mi, że upraszczam, bo nauczyłam się tego od Ciebie.
          • wysoki.brunet Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 16:42
            sanciasancia napisała:

            > I tak naprawdę to mąż pierwszy opuścił związek wraz z narodzeniem się dziecka.
            > Sebalda miała oczywiście rację w tej kwestii, bo problemem jest niedojrzałość
            > mężczyzny, który nie jest w stanie poradzić sobie z sytuacją.

            Dojrzały mężczyzna tzn zachowujący się jak każda przeciętna kobieta?
            Dojrzałość dla ciebie to tylko kwestia zajęcia się dzieckiem?

            • sebalda Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 17:13
              Dlaczego kobieta odsuwa się od męża po urodzeniu dziecka?
              Bo instynkt macierzyński jest silniejszy niż miłość do mężczyzny? Zatem to nie
              jej wina, siła wyższa, prawo natury.
              Bo mężczyzna nie jest jej już potrzebny? Pewnie, po co kobiecie, która musi
              zmienić cały dotychczasowy tryb życia, która musi poświęcić gros czasu na opiekę
              nad niemowlęciem, która przez to jest pozbawiona wszystkich dotychczasowych
              przyjemności, facet do pomocy? Kobieta instynktownie odsuwa się od faceta, bo on
              jej przeszkadza? Bo nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestala
              go kochać, choć do tej pory byli parą doskonalą? Będzie jej lepiej samej ciągnąć
              wózek obowiązków związanych z dzieckiem?
              Przecież kobieta właśnie w takim momencie najbardziej potrzebuje tego męża.
              Kiedy on jest dla niej wsparciem, po prostu jest przy niej, a nie zostaje jak
              najdłużej w pracy, kiedy jednak poswięci nieco dotychczasowy tryb życia i
              zamiast iść pobawić się do klubu, zostanie i razem z żoną będzie potrafił
              cieszyc się chwilą z dzieckiem, wtedy zaręczam, że żadna kobieta nie odsunie
              się od męża, nie przeleje całej miłości na dziecko.
              Facet przyzwyczajony do bezstresowego, wygodnego, swobodnego życia nijak nie
              może zrozumieć, że coś się zmieniło, że żona siedząca cały dzień z maleńkim
              dzieckiem wymagającym jednak ciągłej opieki może nie mieć ani ochoty, ani siły
              na dotychczasowe rozrywki, a czasem, o zgrozo, na szalony seks. Może będzie
              chciała zamiast tego po położeniu dziecka spać, kiedy czuje się przez chwilę jak
              przekłuty balon i marzy tylko o tym, żeby usiąść przed mrugającym telewizorem,
              oprzeć głowę na ramieniu męża i opowiedzieć swój dzień, co skądinąd może nie być
              zbyt ciekawe dla męża, ale potrzebne żonie. Wystarczy odrobina zrozumienia,
              wyrozumiałości dla trudu chowania dziecka, wystarczy minimum wyrzeczeń i
              krótkotrwałego zrezygnowania z dawnych przyjemności, a kobieta widząc taką
              postawę, z pewnością ją doceni, a w przyszłości, niedługiej, kiedy dziecko
              będzie mniej absorbujące, odwdzięczy się mężowi tym samym zrozumieniem,
              wyrozumialością i miłością. Ale lepiej przecież się obrazić, że żona przelała
              całe uczucia na dziecko, że nie poświęca mi już tyle uwagi i czasu, że jestem
              dla niej tylko sponsorem. Ale dlaczego tak się dzieje? Uważasz, że kobiecie
              potrzebny jest mężczyzna wyłącznie do tego, żeby ją zapłodnić i łożyć na dzieci
              i życie? Naprawdę tak uważasz? Żal mi Ciebie.
              Jaka jest Twoja, wysoki.brunecie, teoria nagłego zniechęcenia żony do męża po
              urodzeniu się dziecka? Czemu ona przestaje go traktować jak ukochanego
              człowieka, a jedynie wymaga i żąda, traktuje go wyłącznie jak sponsora? Taka
              jest natura kobiet? Facet jest dla nich wszystkich wyłącznie reproduktorem?
              • wysoki.brunet Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 17:53
                sebalda napisała:

                > Bo instynkt macierzyński jest silniejszy niż miłość do mężczyzny? Zatem to nie
                > jej wina, siła wyższa, prawo natury.

                Dojrzałość to panowanie nad instynktami dla dobra związku. Przynajmniej tego czego panie oczekują od mężczyzn dobrze by było oczekiwać też od siebie.

                > Jaka jest Twoja, wysoki.brunecie, teoria nagłego zniechęcenia żony do męża po
                > urodzeniu się dziecka? Czemu ona przestaje go traktować jak ukochanego
                > człowieka, a jedynie wymaga i żąda, traktuje go wyłącznie jak sponsora?

                Sama napisałaś wyżej. Miłość bezwarunkowa i silniejszy instynkt powoduje że jeżeli nie jest do przeżycia niezbędny, jak u zwierząt samiec jedynie irytuje i denerwuje przeszkadzając w przeżywaniu emocji których sam nie rozumie i współdzielić nie może. Kwestia dojrzałości istnieje w godzeniu tych uczuć pierwotnych macierzyńskich domagających sie wyłączności i wyższych ludzkich. Kura wcale nie jest dojrzalsza od koguta tylko dlatego ze tylko ona zajmuje się pisklętami.
                Jak pisze w wątku obok wrak emocjonalny pani Iwaszkiewicz to zranienie odrzucenia jest równie mocne w obie strony: "bo intensywna część emocji męża została wycofana z małżeństwa i skierowana gdzie indziej. To jest właśnie sedno każdej zdrady czy potencjalnej zdrady. I to jest właśnie ta najboleśniejsza część."
                • sebalda Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 18:15
                  wysoki.brunet napsiał:
                  Dojrzałość to panowanie nad instynktami dla dobra związku. Przynajmniej tego
                  czego panie oczekują od mężczyzn dobrze by było oczekiwać też od siebie.

                  Owszem, dojrzałość to umiejętność panowania nad instynktami złymi, niszczącymi,
                  także nad skrajnym egoizmem. Dojrzałość to godzenie siły uczuć, dobrych
                  instynktów, własnych potrzeb, potrzeb innych i tym podobnych. Zatem o ile
                  kobieta ma zapanować nad instynktem macierzynskim, żeby nie zdominowal uczuć do
                  męża, o tyle ten mąż musi zapanować nad chęcią górowania, chęcią wyłącznego
                  zawładnięcia nad uczuciami zony, chęcią rywalizacji, swoją wygodą i innymi
                  instynktami, ktore przez pewnien czas, nie taki długi, musza zejść na dalszy
                  plan. Wzajemne zgranie w panowaniu nad dobrymi i szkodliwymi instynktami może
                  zdzialać cuda. Powtarzam WZAJEMNE.
            • sanciasancia Re: Co za feministyczna powtarzana w kółko bzdura 08.12.09, 18:35
              > Dojrzały mężczyzna tzn zachowujący się jak każda przeciętna kobieta?
              > Dojrzałość dla ciebie to tylko kwestia zajęcia się dzieckiem?
              >
              Tak. Jak rodzi się dziecko, człowiek wykazuje się dojrzałością zajmując się nim
              i przede wszystkim nim. I kobieta i mężczyzna, bo zajmowanie się dzieckiem, tak
              jak i starym człowiekiem jest niezwykle absorbujące, w wielu przypadkach zajmuje
              24h na dobę i nie widzę powodu, dla którego miałoby to spaść wyłącznie na
              kobietę, która poza odpowiadaniem na potrzeby fizjologiczne dziecka, miałaby
              jeszcze dbać o dobre samopoczucie męża, bo się biedulek czuje niedogłaskany. Jak
              chce być dogłaskany, niech pomoże żonie, to i ona nabierze ochoty na głaskanie
              (a jak się mężczyzna trochę zmęczy, to zrozumie dlaczego główną potrzebą kobiety
              zajmującej się dzieckiem jest niczym nieprzerywany sen i nabierze trochę dla
              niej zrozumienia).

              Decydując się na dziecko, trzeba się pogodzić z faktem, że spędzi się kilka lat
              życia zajmując się jego potrzebami fizjologicznymi i rozwojem. To nie jest
              kwestia instynktu, tylko wzięcia na siebie odpowiedzialności za podjętą decyzję.
              Jeżeli to za duże poświęcenie, to jest kilka wyjść z sytuacji - oddać komórki
              rozrodcze do banku, wtedy geny zostaną przekazane, ufundować stypendium/nagrodę
              swojego imienia, wtedy nazwisko się nie zatrze w pamięci potomnych, i odkładać
              na opiekę na starość, wtedy będzie się miało pewność, że tę przysłowiową
              szklankę wody ktoś poda.

              A tak szczerze mówiąc, zaczynam wątpić, czy w ogóle przebywałeś kiedykolwiek w
              jednym pomieszczeniu z dzieckiem.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Brak męskiego autorytetu- jakie skutki? 06.12.09, 00:07
      Wydaje mi się, że teza zawarta w Pani pytaniu oparta jest na złym założeniu.
      Posiadanie męskiego autorytetu, wzorca czy jak tego nie nazwać, czy to w postaci
      ojca czy jakiegoś innego męskiego obiektu, nie jest równoznaczne z
      posłuszeństwem wobec niego.
      Bywanie nieposłusznym dzieckiem nie oznacza wyłącznie tego, że nie poważa się
      ważnego mężczyzny i tak już zostanie przez całe życie. Może to równie dobrze
      oznaczać, na przykład , umiejętność konfrontowania się z autorytetem poprzez
      nieposłuszeństwo.Konfrontacja jest na zewnątrz. Wewnątrz może być uznanie i
      akceptacja autorytetu, ale też chęć do podważania jego zdania.Bardzo przydatna
      umiejętność na przyszłość.
      Fakt rzadkiego kontaktu z ojcem nie oznacza, że dzieci, każde na swój sposób,
      nie zaczerpnął od niego cech, wartości postaw czy też stosunku do relacji córka
      - ojciec czy syn - ojciec. Droga do takiej identyfikacji będzie po prostu inna.
      Oczywiście pełna i dobrze funkcjonująca rodzina jest najlepszym środowiskiem
      wychowawczym. Trzeba do tego ideału dążyć. Ale nie jest tak, że inne wersje
      rodzinne kreują wyłącznie degenertaów.
      Dla Pani spokoju warto przyglądać się relacjom Pani dzieci z mężczyznami z ich
      środowiska, na innych polach niż tylko posłuszeństwo. Może już teraz dostrzeże
      Pani pozytywy. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • modonia Re: Brak męskiego autorytetu- jakie skutki? 07.12.09, 09:52
      Kiedyś wysłuchałam ciekawej wypowiedzi psychologa w audycji radiowej na temat
      roli ojca i matki w wychowaniu dzieci. Konkluzja była taka: miłość matki do
      dziecka jest bezwarunkowa, natomiast miłość ojca jest "wymagająca".Oba te
      rodzaje uczucia uzupełniają się i są niezbędne do harmonijnego rozwoju. To tyle.
      • kicia031 kolejny stereotyp 08.12.09, 18:44
        Konkluzja była taka: miłość matki do
        > dziecka jest bezwarunkowa, natomiast miłość ojca
        jest "wymagająca".Oba te
        > rodzaje uczucia uzupełniają się i są niezbędne do harmonijnego
        rozwoju.

        Odwoluje sie do przykladu mojego partnera, choc wiem, ze jeden
        przyklad nie jest wystarczajacy by przeprowadzic wnioskowanie przez
        indukcje. jednak jest wystarczajacy, by obalic tezy z duzym
        kwantyfikatorem. Po tym przydlugim wstepie powiem tak:

        Ma szczescie byc zona mezczyny, ktory swoje dzieci kocha do
        szalnstwa, opiekuje sie nimi, nawiazuje swietny kontakt, ma
        doskonale podejscie i oferuje dzieciom bezwarunkowe, niekonczace sie
        uczucie. U nas to raczej ja czesciej dzialam wychowawczo. Przy tym,
        we wszystkich innych dziedzinach zycia, moj partner jest prawdziwym
        macho - harleye i te rzeczy

        Wiec mozna. Wystarczy chciec.
    • kicia031 wysoki brunet 08.12.09, 18:38
      Dziewczyny, chyba nie dyskutujecie z wysokim brunetem? jego hobby,
      oparte zapewne na jakiejs strasznej traumie z dziecinstwa, to
      oskarzanie kobiet, ze zapominaja o mezach po urodzeniu dziecka, co
      usprawiedliwia wszelkie meskie zachowania wynikajace z
      niedojrzalosci.
      • wysoki.brunet Re: wysoki brunet 08.12.09, 20:19
        Ciekawe czy sama też dostrzegasz jak analogiczne własne twoje traumy
        pchają cię na przedmurze walki z mężczynami i wypunktowywania ich
        win i niedojrzałości na różnych forach na których sie spotkaliśmy...
        • triss_merigold6 Re: wysoki brunet 08.12.09, 21:01
          Ale naprawdę nikt Cię nie zmusza do posiadania dzieci, wystarczy nie
          uprawiać seksu.
          Nie uprawiam walki z mężczyznami, mam częściowo odmienne
          doświadczenia niż Kicia i też uważam, że dorosły facet powinien
          zrozumieć, że potrzeby małego dziecka są na pierwszym miejscu,
          zwłaszcza te fizjologiczne. Sorry ale jak dziecko zaczyna rzygac w
          nocy z powodu wirusa czy czegokolwiek to chwilowo g... mnie
          interesuje co się dzieje z resztą świata.
          Wzorce męskie w postaci swojego ojca i mojego aktualnego partnera
          moje dziecko ma pozytywne ale nie polegają one na wymaganiu
          posłuszeństwa czy narzucaniu jakiegoś wydumanego rygoru.
          • wysoki.brunet Re: wysoki brunet wyszydzany przez kici 09.12.09, 14:35
            triss_merigold6 napisała:

            > Ale naprawdę nikt Cię nie zmusza do posiadania dzieci, wystarczy nie
            > uprawiać seksu.
            > Nie uprawiam walki z mężczyznami, mam częściowo odmienne
            > doświadczenia niż Kicia i też uważam, że dorosły facet powinien
            > zrozumieć, że potrzeby małego dziecka są na pierwszym miejscu,
            > zwłaszcza te fizjologiczne

            Czemu Triss uważasz że problemem jest samo posiadanie lub nie dzieci? Uważam że
            nie jest samo także w sobie problemem posiadanie lub nie teściowej czy
            przyjaciółek przez męża wobec których ma sie uczucia i zobowiązania. Problemem
            jest gdy te relacje mężczyzny podobnie jak dziecko dla kobiety stają się
            znacznie ważniejsze niż emocje i zaangażowanie w małżeństwo. Podobnie myślę że
            każdy dorosły zarówno facet czy kobieta rozumie że bywają szczególne momenty
            kiedy potrzeby dziecka czy nawet własnego rodzica (teściowej) są ważniejsze od
            swoich czy małżonka.
            Ale jeśli w wątku obok panna pisze: "córeczkę kocham nad życie i jest dla mnie
            najważniejsza a z mężem różnie bywało" to pachnie mi to z daleka na "intensywna
            część emocji została wycofana z małżeństwa i skierowana gdzie indziej". A zaraz
            potem pisze rozżalona i zdziwiona że mąż postąpił podobnie nie widząc żadnego
            związku, to ja ten związek widzę, odczuwam i mam ochotę zwrócić uwagę na ten
            związek.

            Kici zaś skądinąd skutecznie i zaciekle i z zapałem oskarża i punktuje
            różnorakich mężczyzn za wycofywanie zaangażowania w związek i kobiety które na
            to im pozwalają i nie odchodzą, zaś podobne oczekiwania w drugą strunę uważa za
            dziwne, wyszydza jako "hobby spowodowane straszną traumą" bo jej mąż ma inaczej?
            • kicia031 Re: wysoki brunet wyszydzany przez kici 09.12.09, 16:10
              "hobby spowodowane straszną traumą" bo jej mąż ma inaczej

              Od mojego chlopa ci wara, nedzna imitacjo mezczyzny.

              Mojje podejrzenia o styraszje traumie, ktorej musiales doznac - moze mama cycka
              odmowila - wynikaja z osobliwej monomanii z jaka tropisz na forum watki
              dotyczace uczucia kobiet do dzieci i zapalu z jakim glosisz, ze uczucie do
              dziecka jest jedynym i wylacznym wytlumaczeniem problemow w zwiazku.

              Przyjmij do wiadomosci, ze sa ludzie - kobiety i mezczyzni, ktorzy nie
              potrzebuja codziennego dopieszczania i noszenia na rekach. Ktorzy potrafia
              zatroszczyc sie o ukochana osobe w potrzebie i nie oczekiwac natychmiastowej
              zwrotki, a przede wszystkim, tacy, ktorzy sa na tyle malo narcystyczni, by
              wiedziec ze milosc to nie patrzenia na siebie, tylko wspolne patrzenie w te sama
              strone.
              • sebalda Re: wysoki brunet wyszydzany przez kici 09.12.09, 16:56
                Wysokiego.bruneta rzeczywiście nie znam jeszcze dobrze, ale faktycznie z jego
                wypowiedzi wyziera wizerunek faceta monotematycznego, sponiewieranego i
                uczulonego na pewne przejawy kobiecej natury;)
                Myślę, że glębsze pokłady jego frustracji biorą się pewnie z dzieciństwa, ale te
                podstawowe z poważnego niedopieszczenia i niedocenienia przez małżonkę. A może
                dla mamusi był skarbem i calym światem, później dla żony też, a tu nagle fiu,
                spadł z tronu, bo pojawiła się konkurencja w postaci dziecka i nastąpiła wielka
                obraza majestatu. Jak to, to już nie jestem najważniejszy? Przestałem być panem
                udzielnym? To może boleć. I jak większość ludzi (zarówno facetów, jak i kobiet)
                winę w zlych stosunkach malżeńskich upatruje w czynnikach niemających z nim nic
                wspólnego. Znam to, zawsze winni są oni: zła żona mnie nie rozumie, zły szef
                mnie wykorzystuje, nieposłuszne dziecko drze się w nocy, kiedy musze się wyspać
                i tak dalej. Wysoki.brunet znalazł jedynie słuszna odpowiedz na swoje nieudane
                małżeństwo: uczucie do dziecka przesłoniło żonie całkowicie inne sprawy z
                miłością i oddaniem wobec niego na czele. Głupia, prymitywna, niedojrzała miłość
                do potomka, nieumiejętność godzenia roli matki i oddanej żony, przemęczenie i
                opryskliwość, a na domiar zlego te wymagania, te żądania pomocy i wparcia - to
                wszystko decyduje, że kobieta-matka staje się niepelnowartościowym towarem,
                ktory należy wymienić na lepszy, nowy model. Ja, mężczyzna, jestem niewinny, ja
                zawsze i wszędzie staram się angażować dla dobra żony, nigdy jej nie zawiodlem,
                zawsze wykazywałem się zrozumieniem. Czyżby zawsze?
                Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wielu facetow tak myśli. Rzutuje to na
                małżeństwo, ale co najgorsze, na stosunek do dzieci.
                Mój malżonek, gdyby miał większe zacięcie literackie i więcej wolnego czasu
                mógłby podobne rzeczy jak wysoki.brunet też tutaj wypisywać. Niemal od początku
                był zazdrosny o moje uczucia do pierwszego dziecka, obiwniał je (sic!) i dotąd
                obwinia o to, że nasze małżeństwo nie jest już takie jak kiedyś, że ja się
                zmieniłam i przestałam być taką spontaniczną i bezproblemową dziewczyną jak
                dawniej. No cóż, to takie dziwne. Na świecie pojawia się istota, za którą
                bierzemy calkowita odpowiedzialność, niewinna, bezbronna, wymagająca naszej
                stalej opieki, a tu pan mąż zdziwiony, że nagle nie mamy tyle czasu, siły, chęci
                (zwłaszcza, gdy on pracujący na nas po godzinach, taki zarobiony, że potem już
                nie ma mowy, żeby pomóc żonie), by wciąż okazywać mu nasze bezgraniczne oddanie
                i zachwyt.
                Będę twierdziła z uporem maniaka, że żona odsuwa się od męża po urodzeniu
                dziecka nie z samego faktu pojawienia się tego dziecka, ale z postawy tegoż
                męża, który nie dość, że nie wykazuje zrozumienia i chęci pomocy, obraża się jak
                mały chlopiec o to, że żona już nie okazuje mu tego zachwytu i entuzjazmu co
                dawniej. Wystarczyłaby odrobina zrozumienia, cierpliwości, chęci pomocy, a po
                najtrudniejszym okresie, gdy dziecko naprawdę jest absorbujące, żona z pewnością
                potrafiłaby to docenić. Wszyscy na początku poświęcamy wiele dla dzieci,
                dlaczego facet nie może przez chwilę przestać myśleć wyłącznie o sobie, o swoich
                uczuciach, o swoim niedopieszczeniu?
                • kicia031 Re: wysoki brunet wyszydzany przez kici 09.12.09, 17:22
                  Wystarczyłaby odrobina zrozumienia, cierpliwości, chęci pomocy, a po
                  > najtrudniejszym okresie, gdy dziecko naprawdę jest absorbujące, żona z pewności
                  > ą
                  > potrafiłaby to docenić.

                  otoz to. To, ze my - mimo swojeje porcji problemow - nie przezylismy kryzysu z
                  powodu narodzin dziecka bylo to, ze nie bylo nigdy rywa;izacko miedzy rodzicami
                  a dzieckiem o wzajemna uwage. Kiedy wsopolnie kapalismy malucha, albo chlop po
                  przewinieciu go przynosil mi do karmienia, po czym przytulal sie do nas na
                  kanapie, to wiedzilismy, ze dziecko jest nasza wspolna sprawa i ze nas laczy, a
                  nie dzieli.

                  I nadal - po 4.5 roku, ta milosc do wspolnego malucha daje nam motywacje, by
                  walczyc o dobry zwiazek na codzien. Mimo ze musimy sie mierzyc z sytuacja, kiedy
                  to kazde z nas ma solbrzymia porcje uczuc ulokowana rowniez w dziecko, ktore nie
                  jest wspolnym.
              • wysoki.brunet Re: wysoki brunet wyszydzany przez kici 10.12.09, 10:52
                kicia031 napisała:

                > Od mojego chlopa ci wara, nedzna imitacjo mezczyzny

                Od ośmieszania pozachodzisz do obrażania?
                Niedoczekanie nie zniżę się do twojego poziomu.
                To że w twoim związku ty nosisz portki a twój chłop spódnicę podkreślasz cały
                czas. To ty masz inicjatywę jesteś zdecydowana i agresywna co widać na forum,
                więcej zarabiasz, a on za to odnajduje przyjemność w zajmowaniu się dziećmi to
                przecież podkreślasz cały czas. Ale taka zamiana ról że to właśnie wzór i ideał
                związku to nie mydl reszcie oczów bo nie wszyscy się tak osobowościowo dobiorą.

                > Przyjmij do wiadomosci, ze sa ludzie - kobiety i mezczyzni, ktorzy nie
                > potrzebuja codziennego dopieszczania i noszenia na rekach. Ktorzy potrafia
                > zatroszczyc sie o ukochana osobe w potrzebie i nie oczekiwac natychmiastowej
                > zwrotki, a przede wszystkim, tacy, ktorzy sa na tyle malo narcystyczni, by
                > wiedziec ze milosc to nie patrzenia na siebie, tylko wspolne patrzenie w te sam
                > a
                > strone.

                Dawno to przyjąłem do wiadomości i kiedyś długie lata czekałem na zwrotkę.
                Podobnie przymnij do wiadomości że dla jednej strony może być to trudniejsze
                wymaga wiecej wyrzeczenia a nie pasmem przyjemności jak u twojego chłopa i nie
                musi być bzdurą albo jedynie traumą z dzieciństwa i się tej zwrotki kiedyś w
                końcu oczekuje. Istnienie innych potrzeb i innych odczuć mężczyzn kwestionujesz
                i to nie tylko u mnie, nawet u własnych kolegów jak tu:
                forum.gazeta.pl/forum/w,568,27844177,95012044,Re_Maz_karmicielki.html
                Widzę że bardzo odpowiada ci wizja patrzenia w miłości w tę sama stronę, pod tym
                warunkiem ze jest to ta strona w którą sama właśnie patrzysz a druga osoba się
                podporządkuje.
                • kicia031 Re: wysoki brunet wyszydzany przez kici 10.12.09, 11:24
                  Widzę że bardzo odpowiada ci wizja patrzenia w miłości w tę sama
                  stronę, pod ty
                  > m
                  > warunkiem ze jest to ta strona w którą sama właśnie patrzysz a
                  druga osoba się
                  > podporządkuje.

                  Nie, po prostu na etapie wyboru partnera ustala sie, czy jest
                  perspektywa patrzenia w te sama strone. Co nie znaczy, ze nie mozna
                  sie zmienic pod wplywem partnera - samej nigdy by mi nie przeyszlo
                  do glowy np jezdzic na zloty harleyowcow, ale dzieki mojemu
                  mezczyznie poszerzylam perspektywy. Ale wiesz, nei jestesm, nie
                  jestem zazdrosna o jego ukochane motory, uwierzysz w to?

                  To że w twoim związku ty nosisz portki a twój chłop spódnicę
                  podkreślasz cały
                  > czas. To ty masz inicjatywę jesteś zdecydowana i agresywna co
                  widać na forum,
                  > więcej zarabiasz, a on za to odnajduje przyjemność w zajmowaniu
                  się dziećmi to
                  > przecież podkreślasz cały czas.

                  A widzisz, pudlo, moj chlop pracuje czesto dluzej niz ja, a
                  obowiazki dzielimy w miare rowno. Jest bardzo meski, taki typ macho,
                  i zachwyca sie moja subtelna i wyrafinowana kobiecoscia. A spodnie
                  preferujemy oboje, bo prowadzimy aktywny, sporty styl zycia.

                  Wyjdz troche poza stereotypy, czlowieku, poszerz choc odrobine
                  horyzonty. bedzie ci sie lepiej zylo, juz nie mowiac o zaprzestaniu
                  katowania uzytkownikow forum bredniami.
                • triss_merigold6 Re: wysoki brunet wyszydzany przez kici 10.12.09, 11:32
                  Taka dyskusja to jednak trochę gonienie w piętkę.
                  W sumie niezłą metodą na oszczędzenie facetowi szoku poznawczego
                  jest wstawienie go w układ w którym już jest małe dziecko.P Mój
                  widział i widzi regularnie na ile dziecko jest absorbujące, jak
                  wyglądają relacje uczuciowe więc może zupełnie świadomie zdecydować
                  się na "swoje" dziecko (w sensie biologicznym swoje).
                • sebalda Re: wysoki brunet wyszydzany przez kici 10.12.09, 15:52
                  Dzięki za link do fajnego artykułu. Oto jest to, o czym ja cały czas piszę i co
                  próbuję przekazać obrażonym na żony zazdrosnym o dziecko facetom:

                  Pomyśl praktycznie: im więcej pomożesz żonie, im więcej obowiązków weźmiesz na
                  siebie, tym więcej ona będzie miała czasu, żeby odpocząć - i tym większa szansa,
                  że uda wam się zrobić coś razem. Nie zapominaj, że jeśli ona nie ma dla ciebie
                  czasu, to nie dlatego, że cię już nie kocha, że dziecko jest dla niej
                  ważniejsze, że nie jesteś jej już potrzebny, ale - że jest po prostu wykończona.
                  Spróbuj ją odciążyć, a sytuacja pomału zacznie się zmieniać.
                  I pamiętaj, że nic nie trwa wiecznie. Pierwsze trzy czy cztery miesiące z
                  maluchem potrafią dać nieźle w kość, ale stopniowo jest coraz lepiej. Dziecko
                  zaczyna spać więcej w nocy, a mniej w dzień, przerwy między karmieniami
                  wydłużają się, da się trochę pospać, wypić razem herbatę, a czasem nawet
                  obejrzeć film.
                  Stopniowo także sypialnia - choć jeszcze przez dłuższy czas musi w niej być
                  miejsce na łóżeczko - wraca do roli sypialni małżeńskiej.

                  Pragnę zwrócić uwagę, że artykuł napisał facet. Brawo dla tego pana!

Pełna wersja