Dziecko sportowiec... koszmar

07.12.09, 14:09
Moje dziecko ma duże osiągnięcia w sporcie. Fakt że mimo
młodego wieku 14 lat trenuje 4-4,5 godzin dziennie.
Jednak jak przychodzi sezon a wraz z nim turnieje i zawody
zaczyna się jakaś masakra.
Maż z naprawdę dobrego ojca zamienia się w despotę i tyrana,
WYNIK "Trzeba być twardym" i nic innego się nie liczy. Moje
podejście jest zupełnie inne i czesto też dochodzi do spięć
na tym polu. Co gorsza jak nie może na mnie wymusić jakieś np
zgody na dodatkowe treningi np kosztem szkoły to odbija sobie
złość na dziecku albo zabierze mu lapltopa, czy albo chodzi i
umoralnia cały wieczór.
Tłumaczyłam wiele razy niby rozumie .... ale po jakimś nie
udanym starcie zaczyna sie odnowa.....
    • alexxa6 Re: Dziecko sportowiec... koszmar 07.12.09, 16:12
      Podejrzewam że taki stan "koszmaru" panuje już od dłuższego czasu. 4-5 godzin
      dziennie trenuje dorosły zawodowiec, a nie 14 letni dzieciak.Mąż chce zapewne
      stworzyć"cudowne dziecko"? i Ty tak się temu spokojnie przyglądasz?
    • ja_incognito Re: Dziecko sportowiec... koszmar 07.12.09, 16:29
      ojoj...niespełniony tatuś...
      czy mąż też uprawiał/uprawia jakiś sport,
      czy jest tylko "menadżerem" syna?

      A jak dziecko reaguje na to wszystko?
      Lubi treningi czy dopasowuje się do wizji ojca,
      co ze szkołą, zabieraniem kompa itd?

      Pora uświadomić mężowi, że na sporcie życie syna się nie kończy.
      Są jeszcze inne ważne sprawy, czas na relaks, przeżywanie dzieciństwa.
      No i że to nie koń wyścigowy, który zawsze wszędzie musi być pierwszy.

      pozdrawiam
    • demonsbaby Re: Dziecko sportowiec... koszmar 08.12.09, 14:59
      Jako ex-sportowiec, który karierę skończył, powiem tyle ... moja
      sportowa rywalizacja w dzieciństwie chodziła w zgodzie z nauką
      (priorytety wykształcone przez rodziców). Jaki sport uprawia twoje
      dziecko? Czy tata wie, że przetrenowanie, forsowanie młodego
      organizmu często ponad ludzki wysiłek (wszak formę do zawodów trzeba
      mieć) to po prostu kalectwo w pózniejszym wieku? Dziś, już jako
      dorosła kobieta cierpię na zespoły pourazowe kręgosłupa i kolan.
      Często kończy się to blokadami i dodatkowo uwieńczeniem skrzywień,
      stłuczeń, złamań są nerwobóle. Ludzie, bądżcie dorośli. Żaden sport,
      kiedy dochodzi do etapu "wyczynowego" nawet w amatorstwie nie odbija
      się bez echa na młodym organiżmie. On to odczuje jak skończy ze
      sportem, bo w końcu dorośnie, a w sporcie może wielkich sukcesów nie
      odnieść już przy zawodowstwie i z czegoś będzie musiał się utrzymać.
      Forma spadnie, a wraz z nią zaczną się odzywać kontuzje. Ja karierę
      zakończyłam szybko - po urazie kręgosłupa szyjnego, szczęście w
      nieszczęsciu, że na tyle poważnego, żeby do sportu drzwi sobie
      zamknąć i kaleką nie pozostać. Wszystko dla ludzi, ale z umiarem. Od
      tego jesteście z mężem, żeby dbać o dzieciaka i nie dać się
      zwariować.
      • demonsbaby p.s 08.12.09, 15:16
        sprawa była u mnie prosta "brak efektów w szkole ... brak udziału w
        zawodach, treningach (a to już była dla mnie wystarczająca kara)".
        Wypracowanie takiego modelu to obowiązek twojego męża jak i twój,
        więc "hardość i twardość" niech trenuje na psie, którego jak nie
        macie to kupcie albo zaadoptujcie. Oprócz rywalizacji wasze dziecko
        powinno poznać inne aspekty życia w społeczeństwie. Ja rozumiem, że
        Ty też bierzesz aktywny udział w wychowaniu dziecka .. Stąd szanowny
        pan mąż do twoich decyzji w kwestii dziecka powinien podchodzić z
        uszanowaniem.
    • kawka74 Re: Dziecko sportowiec... koszmar 08.12.09, 15:24
      Twój mąż jest z Chin?
      Pewnie wydaje mu się, że to wszystko dla dobra dziecka.
      Ja nie wiem, jak można być takim kretynem i robić ze swojego dziecka maszynę do
      wygrywania.
      Szczerze mówiąc nie mam żadnej rady, mogę się tylko pochylić ze współczuciem nad
      Waszym potomkiem.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Dziecko sportowiec... koszmar 08.12.09, 15:32
      Rozumiem, że konflikt bardziej dotyczy relacji między Państwem czyli dorosłymi.
      Płaszczyzną tego konfliktu jest akurat stosunek do dziecka sportowca, bo jest to
      na pewno trudny obszar pełen koniecznych decyzji i dylematów wychowawczych. Więc
      łatwo o konflikt, który może skrywać Wasz wzajemny stosunek do siebie i różne
      podejście do dziecka.
      Pani widzi męża jako wymagającego i twardego A jak go widzi Wasze 14 - letnie
      dziecko ?
      Może warto to zbadać. może ojciec wpływa na nie mobilizująco? A może udaje mu
      się skorzystać i z Pani " miękkości" i z męża "twardości" i umiejętnie to
      wykorzystuje dla swojego dobra. Dziecko w tym wielu już umie ocenić realnie
      swoją sytuację, może rozmawiać o przeżywanych uczuciach, o swoich planach. Może
      taki ojciec mu odpowiada? A może nie i wtedy trzeba z nim o tym porozmawiać.
      Sport ma różne oblicza. Nie można o nim myśleć jednoznacznie źle, że to parcie
      na wynik, wyścig szczurów i nadwyrężanie zdrowia i niezaspokojone ambicje ojca.
      Może być też tak, że ojciec daje wsparcie, pomaga przetrwać załamania i
      zwątpienia, dopinguje. Dla dziecka to może być także przygoda życia, nauka
      dobrej rywalizacji, czy kuźnie silnej woli. Radzę pogadać z dzieckiem. Może
      wszyscy we trójkę? Może potrzebne będzie parę rozmów. W nich ustalcie swoje role
      w tym sportowo - rodzinnym systemie. Trzymajcie się ich. może bedzie lepiej.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • kawka74 Re: Dziecko sportowiec... koszmar 08.12.09, 15:57
        WYNIK "Trzeba być twardym" i nic innego się nie liczy.
        jak nie może na mnie wymusić jakieś np
        zgody na dodatkowe treningi np kosztem szkoły to odbija sobie
        złość na dziecku albo zabierze mu lapltopa, czy albo chodzi i
        umoralnia cały wieczór.
        po jakimś nie
        udanym starcie zaczyna sie odnowa.....


        Ja bym tego wsparciem nie nazwała, nawet jeśli dziecko chętnie opuszczałoby
        szkołę, żeby trenować.
        I nie widzę (podejrzewam, że mało kto widzi) w zachowaniu ojca nic, co mogłoby
        pomóc w przetrwaniu załamania.
        Chyba że ojciec hoduje dziecko na swój obraz i podobieństwo, i młody człowiek
        już się przyzwyczaił.
      • sebalda Re: Dziecko sportowiec... koszmar 11.12.09, 13:57
        Wszystko ładnie, pięknie. Porozmawiać z dzieckiem, pisze Pani psycholog,
        najlepiej we trójkę. A co jeśli tatuś jest tak zafiksowany, że nie bedzie
        honorował zdania dziecka? Najpewniej powie: on jest za młody, żeby wiedział, co
        dla niego dobre. Tatuś z opowieści wygląda raczej na typ despoty, tacy na ogół w
        ogóle nie uznają zdania dzieci. Żony również. Ty jesteś nadopiekuńcza! Chcesz
        wychować mięczaka! Ja zrobię z niego twardziela!
        I co wtedy robić? Rodzice powinni tworzyć jeden front. Mąż często mi zarzuca
        brak tej jednomyślności. Co mam zrobić, jeśli w 100% nie zgadzam się z jedną z
        jego metod wychowawczych? On chce, żebym ustąpiła, wzięła jego stronę, ale jeśli
        ja, w moim odczuciu, uważam, że to jest krzywdzące dla dziecka, to co mam robić?
        Oboje stoimy po odrębnych stronach barykady, dzieci są pomiędzy, jak wyjść z
        takiej patowej sytuacji. Ja naprawdę nie mogę ustąpić, bo a. kłóci się to z moim
        poglądem, b. znam dobrze swoje dzieci i wiem, że taką postawą możemy tylko
        zrobić im krzywdę. Mąż uważa podobnie. Czy jest wyjście z tej sytuacji?
        • triss_merigold6 Re: Dziecko sportowiec... koszmar 11.12.09, 15:16
          Tak, kopnij go w końcu w d... kobieto. Zmarnowałaś tyle lat, koszmar
          jakieś jakie kobiety są niedecyzyjne i tchórzliwe. "Bo co rodzina
          powie, mamusia zejdzie na zawał, u nas rozwodów nie było, KK tego
          nie akceptuje...", ile można.
          • sanciasancia Re: Dziecko sportowiec... koszmar 11.12.09, 15:51
            Zapomniałaś jeszcze, Triss, dodać, że to wszystko dla dobra dziecka, bo przecież
            się nie może bez ojca wychowywać.
            • sebalda Re: Dziecko sportowiec... koszmar 11.12.09, 16:11
              Gdyby wszystkie sytuacje konfliktowe i różnice zdań rozwiązywać rozwodem,
              zerwaniem znajomości, odchodzeniem z pracy, bo szef ma inne zdanie, nie byłoby
              małżeństw, przyjaźni, zakładów pracy. Jedna wielka anarchia. Małżenstwo to
              zespól naczyń połączonych. Oczywiście najłatwiej jest rzucić wszystko w cholerę.
              Albo może, jak radzi wysoki.brunet, znaleźć sobie pocieszenie u osoby trzeciej,
              bo maż/żona mnie nie rozumie.
              Nie zgadzam się z wieloma poglądami mojego męża na wychowanie. Ale nie ze
              wszystkimi. Moje dzieci są, jakie są, a są wyjątkowo udane, nie tylko dzięki
              mnie, ale też dzięki temu, że moja wyrozumiałość jakoś się uzupełnia z
              wymaganiami mojego męża. I zarówno gdybym tylko ja je wychowywała, jak i gdyby
              wychowywal je jedynie mój mąż, byłyby inne, może już nie tak wspaniałe, jak są?
              Tego nie wiemy. Nie bronię męża, ale też nie mogę go potępić w czambuł. Są
              rzeczy, które robi dobrze. I to wszystko razem daje taki efekt, jaki daje.
              Chcialabym, żeby częściej zgadzal się ze mną, tak jak on, chciałby, żebym to ja
              zgadzała się z nim. Myślę, że taka sytuacja jest w każdym domu, że czasami
              malżonkowie różnią się w poglądach. Chciałabym, żeby tych sytuacji było jak
              najmniej, ale niestety tak nie jest.
Pełna wersja