mamaewy77
15.12.09, 15:15
Witam! Po przeczytaniu mojej historii pewnie bedzie mnóstwo głosów w
stylu "przesadzasz", "jestes dorosła" postaram się więc opisać jak
najwięcej szczegółów abyście mogli w miare realnie ocenić sytuację.
Mam 30 lat, od 2 męza, od 4 m-cy dziecko, mieszkamy sami w okolicach
duzego miasta. Moja siostra równolatka, mężatka, dziecko 6 m-cy
mieszkają z moją mamą. Moja mama, wdowa od 15 lat, lat 55
szczupła "biznas woman" (obiektywnie to nie do konca, prowdzi taka
malusią dzialalnośc, ale niech jej będzie;). Mama dzwoni do mnie
jakies 2-3 razy w tyg, zawsze jak coś się wydarzy u: jednej z jej
koleżanek lub w ich rodzinach, u jej siostry lub w rodzinie dzieci
siostry (tam tez sa male dzieci), lub u niej w pracy.... Nigdy nie
dzwoni bo chce wiedziec co u nas, jak dziecko itp., nawet nie zadaje
takich pytan w trakcie rozmowy. Ustalenia z początku mojego
macierzynstwa były takie, że przynajniej 1 raz w tyg. przyjezdza do
mnie na 2-3 godziny (w czasie jej odpowiadającym, moze sobie na to
pozwolic w swojej prcy bo sama pracuje na 1/2 etatu, tak to godznowo
wychodzi). Tak bylo przez pierwszy tydzien, poźniej mam wrażenie ze
diecko jej się znudziło. Przestała przyjezdzac sama z siebie. Kilka
razy po moich prosbach przyjechala, ale na tak krotko, ze ja nigdzie
nie moglam wyjsc zeby cos zalatwic (mieszkamy z dala od cywilizacji,
chcialam czasem pojechac do sklepu po zakupy lub załatwic sprawy w
miescie a na to potrzebuje jakies 1,5 h)Zawsze bylo wypytywanie gdze
jade, po co i generalnie czy ktos inny nie moze z dzieckiem zostac.
Do tego "przyłapałam" ja pewnego dnia jak się z dzieckiem nie
widziała jakies 2 tyg na ogladaniu tv wprost tyłem do dziecka. No ja
nie mowie zeby ja od razu na rekach nosic, dziecko samo sie bawilo w
foteliku, ale zeby tego fotelika tak nie przysunac zeby patrzec i na
tv i na dziecko..... nie rozumiem. Jesli chodzi o wieczorne
wyjscia... No wlaśnie: poprosiłam, że przywiozę do niej dziecko
którejś soboty, mielismy zaproszenie do znajomych, chcieliśmy się
wyrwac, rezerwac czy co tam jeszcze. Moje dziecko jest bezproblemowe
i przesypia noce, my ok 24 mielismy zamiar wrocic do domu mamy i tam
spac (dom jest wielki, miejsca po dostatkiem, moj pokoj nadal stoi
jak stał). Co uslyszalam? Nie, bo ona ma wazniejsze sprawy nich
nianczenie cudzych dzieci, ona ma swoje zycie, ona chce zyc kolorowo
i nikt nie bedzie dysponowal jej czasem, a ja juz jestem mezatka, a
mezatkom wychodzic nie wypada (mialam isc z mezem) i powinnam sie
zajac dzieckiem (jakbym w ogole robila cokolwiek innego). Za to ona
zna wszystkie knajpy i dancingi w miescie, bawi sie ze
swoim "chlopakiem", nie mam nic przeciwko. Nie mialabym zalu gdyby
powiedziala ze po rpostu ma inne plany i zaproponowala inne
rozwiazanie, Mojej siostrze tez nie pomaga, nawet dziecka nie
odwiedza, mimo ze to tylko 1 pietro wyżej. W niedziele czy sobote
nie mozna do niej dzwonic ani sie z nia spotkac, bo ona "nie ma
planów ale z nami widziec sie nie chce". Nie musze chyba dodawac, ze
na obedzie u niej bylam ..... nie pamietam kiedy. Za to jak ona
czego s potrzebuje, o to jak ma do nas od razu po droze... moj mąż
to dobry czlowiek a do tego takak złota raczka, no "taki dobry sie
jej ziec trafil", ze zawsze pomoze. Wracam do pracy i mama miala z
dzieckiem siedziec 1 raz w tyg. ok 4 godzin (wracam na czesc etatu)
ale widze ze nie moge na nia liczyc. Ida swieta, my mamy chcrzcic
dziecko, nie powinno miec to wplywu na atmosfere, ale jak sie
usmiechac wswieta jak wlasna matka mowi o moim dziecku ze jest
cudze? strasznie mi przykro i najlepiej wcale bym sie z nia nie
widziala, bo po prostu ma nas w nosie i mowi o tym otwrcie, z
usmiechem na twarzy. A i jeszcze jedno jak sama miala male dzieci to
potrafila wyjechac na miesiac i zosawic zieci po opieka babc.....
Isc na te swieta? Zapraszac na chrzciny? sama nie wiem