Relacje z matką

17.12.09, 20:21
Proszę o ocenę sytuacji, chciałabym z dystansu podejść do relacji z własną
mamą i jeśli to możliwe ją uzdrowić. Jest to osoba dominująca zarówno w
małżeństwie, w relacji z własną mamą i siostrą jak i w relacjach z własnymi od
dawna dorosłymi dziećmi. I teraz doszło do takiej sytuacji. Powiedziałam jej o
mojej trzeciej ciąży - zaplanowanej, wymarzonej, przedyskutowanej z własnym
mężem mimo nierozpieszczającej nas sytuacji finansowej i zawodowej. Reakcja
mojej mamy była bardzo dla mnie bolesna i gruboskórna. Choć wiem, że wynikała
z troski ale wypowiedziana takimi słowami, które bardzo ranią. Potem
otrzymałam telefon z krótkim przepraszam. Następnie z mojej strony była cisza,
bo trudno mi się było pozbierać. Dziś telefon od mamy z pretensjami, że się
nie odzywamy, że ona wysyła nam kartkę i prezent dla dzieci a my nawet nie
dziękujemy. Podziękowaliśmy i owszem w rozmowie z moim tatą ale dla mamy to
się nie liczy. Rozmowa zakończyła się kłótnią. I doszło jak dla mnie do
kolejnej absurdalnej sytuacji osoba, która grubiańsko traktuje innych,
przechodzi z tym do porządku dziennego i następnie dzwoni z pretensjami. I ja
paradoksalnie czuję się teraz tak jakbym to ja ją skrzywdziła.
    • bekwadrat Re: Relacje z matką 17.12.09, 20:23
      Moje pytanie do Was: jak się zdystansować, jak się uwolnić od ciągłego poczucia
      winy. A może to ja jestem toksyczna? Boże daj mi siłę i dar bycia fajną mamą dla
      własnych dzieci.
      • dom-za Re: Relacje z matką 17.12.09, 21:23
        W relacji z toksycznym rodzicem (podporządkowującym, apodyktycznym,
        dominującym) dziecko przeważnie ma poczucie winy, za kazdym razem,
        gdy tylko postąpi po swojemu, nawet nikogo nie raniąc. Chociaż nie
        piszesz jakimi słowami Cię uraziła i tutaj trudno sądzić. Z drugiej
        strony łatwo uwierzyć w mit o "tokstycznym rodzicu" i wszystko
        zwalić na tokstyczną relację. Jeśli zyjesz z ciągłym poczuciem winy,
        jak piszesz, to ja doradzałabym wizytę u psychologa. pozdrawiam
      • il.ko Re: Relacje z matką 09.01.10, 13:24
        Chciałabym się dołączyć do dyskusji o trudnej a w moich przypadku
        wręcz beznadziejnej relacji z matką. Tak jak Pani mam bardzo silne
        poczucie winy, że wszystko robię nie tak, bez wartości. Całe życie
        czekałam aż moja matka mnie zauważy, doceni, pochwali itp. Niestety
        nic takiego nie nastąpiło. W ciągu całego mojego zycia występowały u
        mnie różnego rodzaju objawy somatyczne, które własnie miały na celu
        zwrócenie jej uwagi. Od roku chodzę na terapię, którą zdecydowanie
        polecam wszystkim Paniom, by bóc wreszcie zacząć żyć sobą, być
        szczęśliwą i zniwelować poczucie winy jak i w moim przypadku wielką
        odpowiedzialność za swoją matkę. Wychowywałam się w domu bez
        miłości, nigdy nie czułam się potrzebna, byłam odpychana,
        niezuważana, dodatkowo mój ojciec był alkoholikiem - ale pozytywny
        aspekt to zdecydowanie fakt, że sama umiem kochać, jestem szczęśliwą
        żoną i matką. Pozostaje mi tylko pogodzić się z moją przeszłością i
        być już taką w pełni szczęśliwą:) Matka moja nie dawała mi tak
        fundamentalnego poczucia bezpieczeństwa, miłości - nigdy nie
        powiedziała mi że mnie kocha :( i naprawdę wiele, wiele innych...
        matka jest osobą bezwzględną, egoistyczną, bez poczucia
        odpowiedzialności za swoje decyzje, zrzucająca winę na kogo popadnie
        a najgorsze jest to, że obraża się niemalże o wszystko i nieodzywa
        się nawet do pół roku. Później jak gdyby nigdy nic wszystko wraca do
        normy - do jej normy, nie próbuje wyjaśniać żadnego problemu:(
        szok!!! Co ja moge pani polecić - u mnie zdecydowanie pomogło
        rozluźnienie kontaktów z moją matką i odbudowywanie własnej pewności
        siebie i niezależności. Niestety nadal jest tak, iż każdy kontakt z
        nią mocno odchorowywuję:( Wiemy, że matek nie zmienimy musimy my tak
        wypracować w sobie, by mniej reagować na swoje matki.... Mi dużo
        pomogła asertywność - nie wdawanie się z nią w dyskusje...
        Mam również, wrażenie, że w tym co Pani pisze, cały czas liczy Pani
        by być zauważona, oczekuje Pani pomocy..... Ja juz przestałam w to
        wierzyć - i cóż, smutno mi ale na to nic nie poradzę.....
    • doctor.no.1 Re: Relacje z matką 17.12.09, 22:11
      Z tego co napisałaś - mama zreflektowała się, że zachowała się
      nieodpowiednio i przeprosiła Cię. A tymczasem Tobie mało. Czego
      oczekujesz? kajania? Bicia w piersi? Błagania o wybaczenie na
      kolanach?
      Jeśli Twoja mama jest taka, jak opisujesz, to na pewno trudno jej
      przeprosić i tym bardziej powinnaś to docenić. Mądrość ludowa
      mówi "niedaleko pada jabłko od jabłoni" :)
      • bekwadrat Re: Relacje z matką 18.12.09, 06:30
        Czego oczekuję? Porady czy da się zdystansować do takich relacji? Czy da się je
        usprawnić w sytuacji gdy w rodzinnym domu z mamą nigdy nie można było
        porozmawiać, wszelkie zwrócenie uwagi kończyło się jej krzykami i obrażaniem
        trwającym nawet do kilku miesięcy. Zero dyskusji. Porady czy ktoś z Was czuł się
        w rodzinnym domu źle a teraz jakimś sposobem udało mu się przezwyciężyć to
        uczucie i odczarować "ciężką" atmosferę towarzyszącą wszelkim świętom i
        imprezom. Czy któraś z Was miała obawy, że będzie toksyczną mamą dla swoich
        dzieci (czyli taką samą jak jej własna matka) a mimo to udało jej się być fajną
        mamą. "Niedaleko pada jabłko od jabłoni"- coś w tym jest. Moim jedynym
        pocieszeniem jest że moja ukochana babcia a jednocześnie mama mojej mamy była i
        jest zupełnie inną osobą (co ważne nie tylko w relacjach z wnukami ale też była
        inną żoną i mamą) taką ciepłą, delikatną i serdeczną dla wszystkich.
        • kozica111 Re: Relacje z matką 18.12.09, 08:21
          Mój Tata jest taki.
          Ja po każdej jego 'akcji' mam dołka ze 2 dni.Dawno już sobie jednak uświadomiłam
          i sobie powtarzam że skrzywienie jest w nim a nie we mnie i że w sumie on jest
          biedny że tak postrzega życie, moje wybory.Uważam takie zachowania za rodzaj
          pewnego wybrakowania i defektu i zwyczajnie mi go trochę żal.Ponieważ uważam jak
          uważam zazwyczaj złość czy irytacja mija dość szybko.
          • pam_71 Re: Relacje z matką 18.12.09, 08:46
            Acha ... i mi osobiście jeszcze pomógł moment - w którym sobie uświadomiłam, że
            nigdy nie będę perfekcyjna i idealna. Dałam sobie przyzwolenie na błędy ...
            każdy z nas jest omylny, niedoskonały ... a uśmiech 100x dziecka ważniejszy niż
            lśniąca podłoga ;-p
        • pam_71 Re: Relacje z matką 18.12.09, 08:37
          Poradę mam prostą ;-) Włącz olewator i przeżyj życie po swojemu. Drugiego mieć
          nie będziemy - a ciągłe oglądanie się na Mamę (na to jak ją zadowolić) nic
          dobrego nie przyniesie ;-p
          Ja mam tak samo. Z tym, że jestem sama - bez rodzeństwa. Bez nikogo innego na
          kim mogłaby jeszcze skupić się uwaga moich Rodziców ... są kochani ;-) Ale i
          relacje z nimi nigdy nie należały do łatwych. Akurat u nas w domu dyskusje
          bywały i często przybieraly formę demokratycznych narad rodzinnych ... ale i tak
          wiadomo do kogo należał decydujący głos ;-p Ja niestety jestem osobą dość
          wycofaną i ugodową (po ojcu) ... z resztą w innej konfiguracji charakterów nasz
          dom przypominałby ciągły plac boju ;-) Konflikty pojawiły się w momencie
          przyjścia na świat moich dzieci - na dodatek mamy niecałe 2lata różnicy - no i
          też był płacz, lament jak to krzywdzimy pierworodnego powołaniem do życia
          młodszej siostry. Bolało ... ale jedno czego byłam pewna to "stop jedynactwu"
          ;-p Dopiero teraz - po 8latach moja Mama przyznała, że dwoje dzieci wychowuje
          się o wiele lepiej ... haha moje na wierzchu ;-p
          To tylko tak w telegraficznym skrócie - bo scysji i tarć było wiele ... teraz
          mamy okres względnego spokoju, choć ja zawsze będąc u Nich czuję się "na
          cenzurowanym" ... i chyba z tym poczuciem umrę ;-p
          Już z Teściami mam lepsze relacje. Tam panują proste zasady - nikt niczego nie
          oczekuje, nie trzeba się domyślać etc.
          Pociesz się, że masz rodzeństwo - tak więc uwaga jest rozłożona ;-p Zawsze jest
          szansa, że siostra/brak wywinie coś "lepszego".
          Pozdro
          Pam
        • pam_71 Re: Relacje z matką 18.12.09, 10:36
          Porady czy ktoś z Was czuł się
          w rodzinnym domu źle a teraz jakimś sposobem udało mu się przezwyciężyć to
          uczucie i odczarować "ciężką" atmosferę towarzyszącą wszelkim świętom i
          imprezom.

          Jeszcze słówko ... nie udało nam się "odczarować" cieżkiej atmosfery ... ale ją
          na dzień dzisiejszy spacyfikowaliśmy ;-) Wszyscy trochę odpuściliśmy (w małych
          acz upierdliwych sprawach). Na tyle, że już trzeci raz z rzędu wybieram się z
          Mamą i dzieciakami na tygodniowy wypad na ferie.
          Ze swojej strony przestałam "oczekiwać czegokolwiek" od innych. Jeśli coś chcę
          po prostu mówię wyraźnie, proszę. Nie czekam aż druga strona się domyśli "co
          autor miał na myśli" (szczególnie cenne w relacjach partnerskich - choć może
          pozbawione romantyzmu) ;-p No i dystans na "fochy". Ponieważ moja Mama potrafi
          być bardzo "zmiennna" (ciężko przewidzieć jej reakcje) .. dałam sobie spokój z
          przeżywaniem i domysłami. Albo wyłoży "kawę na ławę" i wtedy mogę się
          ustosunkować do jej zarzutów/poglądów, albo wrednie udaję że nie wiem o co chodzi.
          No tak .. ale ja wredna córka jestem ;-p
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Relacje z matką 28.12.09, 14:53
          Toksyczność takiej relacji z mamą , jaką Pani opisała, polega na wzniecaniu
          przez mamę a przeżywaniu przez Panią rozmaitych uczuć. Wściekłości na mamę,
          jeśli ta potraktuje Panią jak zależną od niej słabą dziewczynkę, oraz ulgi, że
          ta Pani wściekłość jednak nie rozerwała Waszej relacji.
          Można powiedzieć, że jest to nieustające falowanie. Raz Pani jest na fali
          wznoszącej czyli bezpieczna z pełnym oddechem, raz przykryta wodą czyli
          zagrożona, niepewna , bez perspektywy.
          Ten falujący ruch niestety nie zmieni się od, nawet kilku, świadomych i
          przygotowanych rozmów z mamą.
          To co Pani musi zrobić to wykonać pracę, aby zachowanie mamy nie było dla Pani
          tak podstawowo zagrażające. Uznać, że Pani posunięcia i decyzje życiowe będą
          wzbudzały niezadowolenie mamy, bo jesteście innymi osobami. Nie musicie być
          zgodne, choć mama usiłuje Pani to tak przedstawić. Nie musicie tej samej
          sytuacji tak samo przeżywać. Czyli iść w kierunku niezależności, bez patrzenia
          do kogo jest Pani bardziej podobna : do mamy czy do babci.
          Można to zrobić w terapii. Na pewno to pogłębi rozumienie i utrwali efekt.
          Ale jeśli jest to niemożliwe lub nazbyt kosztowne w różnym sensie, to warto
          uświadomić sobie swoją zależność i nad nią pracować. Oraz uwzględnić fakt, że to
          nie Pani jest "ratownikiem" tej relacji. Nie Pani musi aranżować rozmowy
          wyjaśniające i znosić ich kolejne fiasko. Mama prawdopodobnie się nie zmieni, bo
          nie ma takiej motywacji. Jej zachowanie cały czas jest gratyfikowane przez
          Panią, więc tym bardziej będzie się go trzymać. Jeśli wykona Pani ruch w
          kierunku uniezależnienia się, to tym samy nie będzie Pani uzależniającą swoje
          dzieci matką. Czyli w jakimś kontekście lepszą. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • bekwadrat dziękuję 03.01.10, 22:18
            Pani Agnieszko dziękuję i życzę dobrego roku.
      • kicia031 wystarczy przeprosic? 18.12.09, 10:07
        naprawde uwazasz, ze mozna komus powiedziec podle i raniace rzeczy,
        a potem powiedziec przpraszam i juz, sorawa zalatwiona i ofiara
        takiego zachowania ma obowiazek wybaczyc, jakby nic sie nie stalo?

        Dobrze, ze matka przeprosila, ale jesli autorka watku zle sie czuje
        z jej postepowanie, to nie ma obowiazku wybaczania na sile i za
        wszelka cene. Wybaczy, kiedy bedzie do tego gotowa - byc moze to
        nigdy nie nastapi, i ma do tego prawo.
    • demonsbaby nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 08:59
      Powiedziałabym w tym przypadku krótko - rodziców się nie wybiera.
      Szacunek im się należy, a także zrozumienie i często akceptacja
      pewnych zachowań, które dla nas z racji wieku czy różnić charakteru
      są być może "nieodpowiednie". Przyjmuję jednak założenie, że nie
      doświadczałaś patologii zachowań rodzicielskich matki.
      Teraz to Ty odpowiedz sobie na pytania:
      - czy masz żal do niej, jak Ciebie wychowała (ten obowiązek przejął
      na siebie ojciec i matka w tym procesie nieuczestniczyła0?;
      - komu zawdzięczasz to, kim dzisiaj jesteś, jakie przedstawiwasz
      wartości?
      - przeżywałaś sytuacje / miałaś doświadczenia, w których matka nie
      potrafiła zając pozycji "parasola ochronnego"?
      A przede wszystkim, czy przypadkiem nie macie obie podobnych
      charkaterów i żadna nie potrafi ustąpić?
      Piszesz o "zadziornej mamie", mamie - charyzmie, mamie z
      pzysłowiowymi "jajami". Być może mama ma cięzki charakter... Czy ona
      stoi jednak w pozycji roszczącej do Ciebie? Wyraziła niepokój w
      sposób, którego nie oczekiwałaś albo też lekko ją zszokowałaś
      decyzją o trzecim dziecku (sama mówisz, że lekko was na to nie
      stać). Przeprosiła, ok. Znasz matkę, prawda? Dzowniąc do ojca
      (pomijając matkę, która wiesz, że przerysowuje zaistniałe fakty) nie
      zrobiłaś tego celowo, żeby pokazać jej "gniewam się", "ukaram
      cię" ... Matka, która jest zadziorna, w sposób jej najbardziej
      bliski, odreagowała przerysowany fakt, że nie doceniłaś tego, że
      zrozumiała swój błąd i Cię przeprosiła (bo domyślam się, że sztuka
      przepraszania jest dla niej cięzka, jako przepraszać nie potrafi
      albo robi to wyjjątkowo), a potem "olałaś" (w jej oczach).
      Pytanie - czy Ty rownież nie przerysowujesz pewnych faktów. I czy
      życie nie nauczyło Cię jeszcze jak z mamą postępować? Ja już znam
      odpowiedż. Gdybyś w takiej sytuacji, pojechała do niej, czy
      rozmawiając powiedziała jej "mamo kocham cię, dziękuję" i wyjaśniła,
      że rani twoje uczucia (na spokojnie, a nie bez fochów) to matka
      rozpłynęłaby się jak maslo. Znam to z autopsji. Człowiek, który
      kocha, ale całe życie ćwiczy zahartowaną stal, nie potrafi do końca
      okazać uczuć w sposób właściwy dla wszystkich ... wystarczy jednak
      krok w jego kierunku, żeby się ze stali zrobiło masło i nie raz po
      policzkach ze wzruszenia popłynęły łzy.

      Moim skromnym zdaniem, żadna z waszych relacji nie jest toksyczna.
      Po prostu obie nie ptraficie ustąpić. Jedno jest starsze z was i się
      nie nauczy. Jak nie chcesz czuć się zraniona i ranić matkę to Ty się
      naucz ustępstw, ale mamie zasygnalizuj, że od niej też dużo zależy.

      Powodzenia
      • pam_71 Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 09:14
        Moim skromnym zdaniem, żadna z waszych relacji nie jest toksyczna.
        Po prostu obie nie ptraficie ustąpić. Jedno jest starsze z was i się
        nie nauczy. Jak nie chcesz czuć się zraniona i ranić matkę to Ty się
        naucz ustępstw, ale mamie zasygnalizuj, że od niej też dużo zależy.

        Ale ustępstwa to polityka na krótką metę ;-) Do tego ustąpić można w rzeczach
        błahych, ale nie w fundamentalnych ... do tego narażamy się na komentarze
        partnera w stylu "robisz tak jak Ci Mamusia karze" ;-p
        • demonsbaby Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 09:29
          wychodzę z prostego założenia. Umiejętność układania sobie życia bez
          konfliktów owocuje w stosunkach międzyludzkich. Natomiast tam, gdzie
          urdziła się patologia należy się wycofać. Sztuka jest niestety
          niebywale trudna - pracowac nad sobą, wymagać od innych.
          Może i po chrześcijańsku, ale widać nauka z 4 przykazania też
          płynie.
          • pam_71 Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 10:21
            wychodzę z prostego założenia. Umiejętność układania sobie życia bez
            konfliktów owocuje w stosunkach międzyludzkich. Natomiast tam, gdzie
            urdziła się patologia należy się wycofać. Sztuka jest niestety
            niebywale trudna - pracowac nad sobą, wymagać od innych.
            Może i po chrześcijańsku, ale widać nauka z 4 przykazania też
            płynie.


            Idea piękna - ale jak dla mnie jednak nie do wykonania ;-) Często bowiem
            "konflikty" nie są dwu- a wielobiegunowe. Ja często byłam stawiana pomiędzy
            dwoma różnymi opiniami/punktami widzenia. Z jednej strony Mama, a z drugiej mąż.
            Ich stanowiska były na tyle odmienne, że nie dało się "zadowolić" obydwu ;-p
            • demonsbaby Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 10:29
              Ja nie twierdzę, że kompromis nie istniej. Nie mniej autorka wątku
              nie pozostaje we spólnym związku z małżeńskim z matką, żeby
              oczekiwać współpracy w imię dobra wspólnego.
              Jeszcze się tacy nie urodzili (ani kobiety ani mężczyżni, żeby w
              100% zgodzie żyli z poglądami teściów).
              Nie twierdzę też, że mataka autorki ma łatwy charakter, wręcz
              przeciwnie. Nie mniej dla nie to jednak wygląda na "konflikt
              podobnych charakterów".
              A i tak najwyższą prawda / wartością jest fakt, że w obliczu
              cięzkich przeżyć (w relacjach pozbawionych patologii) często właśnie
              możemy jedynie polegać na rodzicach / rodzicu, który rozkłada
              parasol ochronny mimo woli, żeby dziecku się krzywda nie działa.
              • pam_71 Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 10:39
                A i tak najwyższą prawda / wartością jest fakt, że w obliczu
                cięzkich przeżyć (w relacjach pozbawionych patologii) często właśnie
                możemy jedynie polegać na rodzicach / rodzicu, który rozkłada
                parasol ochronny mimo woli, żeby dziecku się krzywda nie działa.


                Tak. Z tym się zgadzam ;-)
                • bekwadrat Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 11:31
                  "Nie mniej dla nie to jednak wygląda na "konflikt
                  podobnych charakterów". - tak i to właśnie mnie przeraża, zawsze chciałam być
                  fajną żoną, fajną mamą, stworzyć ciepły dom - przeraża mnie że stworzę taki jak
                  mój dom rodzinny. Jedynym pocieszeniem dla mnie jest jak pisałam moja babcia-
                  mama mojej mamy- która zawsze była ciepła i delikatna w słowach choć życie jej
                  nie rozpieszczało. Więc mam nadzieję że może mimo wszystko nie jestem
                  genetycznie skazana na bycie mamą, której dzieci się boją, do której się nie
                  przytulają, której nie są w stanie okazać żadnych uczuć.
                  • demonsbaby Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 11:39
                    bekwadrat napisała:

                    > "Nie mniej dla nie to jednak wygląda na "konflikt
                    > podobnych charakterów". - tak i to właśnie mnie przeraża, zawsze
                    chciałam być
                    > fajną żoną, fajną mamą, stworzyć ciepły dom - przeraża mnie że
                    stworzę taki jak
                    > mój dom rodzinny.

                    Przecież już stworzyłaś rodzinę. Czy twoje obserwacje skłaniają Cię
                    do takich wniosków, że powielasz działania mamy? Jeśli tak, to warto
                    podjąć się wyzwania i zacząć pracować nad własnym charakterem, a nie
                    wykazywać obawę, że też będziesz krótko mówiąc "wredotą".

                    Więc mam nadzieję że może mimo wszystko nie jestem
                    > genetycznie skazana na bycie mamą, której dzieci się boją, do
                    której się nie
                    > przytulają, której nie są w stanie okazać żadnych uczuć.
                    Genetyka i charakter raczej się wyklucza. Skoro jednak masz jakieś
                    podobne cechy np. "nieustępliwości" równie dobrze możesz
                    nadrabiac "braki" innymi pozytywnymi cechami. W relacjach z mężem
                    objawiasz takie samo zachowanie jak twoja matka w obec ojca? Wo9bec
                    dzieci też się zachowujesz jak matka zachowywała wobec ciebie?
                    To, że masz podobny charakter, jeśli tak rzeczywiście jest, nie
                    oznacza, że musisz być "trudna w pożyciu", a jesli są sytuacje, w
                    których nie umiesz się odnależć, zacznij pracowac nad tym (masz
                    przed sobą całeżycie), a męża poproś o wspracie w formie
                    ukierunkowania, na co masz zwracać uwagę.
                    • bekwadrat Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 12:32
                      Tak właśnie widzę że niektóre rzeczy powielam. W relacjach i z mężem i z
                      dziećmi. I to jest silniejsze ode mnie. Mam tego świadomość. I to już myślę
                      dobrze rokuje. Na szczęście moje dzieci mnie kochają, dużo je przytulam, mówię
                      im dużo komplementów- chcę żeby w dorosłości były silne, znały swoją wartość,
                      potrafiły bronić swojego zdania- czyli wszystko to czego w moim rodzinnym domu
                      nie było. Moja mama jest dumna z surowego nas wychowania, z dumą mówi że myśmy
                      zawsze i wszędzie umiały się podporządkować. A to są rzeczy które mnie i siostrę
                      (brat jest inny ale też jako najmłodszy był inaczej wychowywany) blokują w
                      dorosłym życiu zarówno zawodowym jak i małżeńskim.
                      • demonsbaby Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 12:43
                        Nie ma takiego człowieka, który funkcjonuje bez wad. Nie piszesz
                        jednak o tym, że psują się relacje między tobą a mężem / dziećmi, a
                        z matką, której charakter powielasz i boisz się, że będziesz jak
                        matka. Jednak chyba tak nie jest, skoro starasz się zapewnić
                        dzieciom to, czego używasz, że nie miałaś. Co do reszty - warto się
                        zdecydować na rozmoę z partnerem i poprosić o pomoc w pravy nad tym,
                        co samą Ciebie denrwuje. To jest do naprawienia.
                        A w kwestii dzieci ;) już je uczysz "mają bronić swojego zdania" ;)
                        objaw dominacji, ale piszę to celowo z uśmiechem (zasadniczo rysuje
                        się twój charakterek ;)).
                      • dom-za Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 14:44
                        Powielamy zachowania rodziców nie tylko z powodu genetyki... głównie
                        jest to kwestia jedynego dostępnego nam wzorca, w ten
                        sposób "drukuje się w nas" chcąc nie chcąc pewnien program. Ludzie
                        świadomie unikający powielania zachowań wyniesionych z domu czasem
                        wpadają z deszczu pod rynnę, bo wpadają w skrajność. Spotkałam się
                        na jednym forum z postem kobiety, która miała nadopiekuńczą
                        medycznie matkę. Ta kobieta, gdy jej dziecko ma 39 gorączki nie
                        podaje jej nawet paracetamolu i nie prowadzi do lekarza, bo tak
                        bardzo nie chce byc podobna do swej matki. Skutek jest opłakany i
                        tak. Doradzam Ci terapię. Tam dowiesz się, jakie zachowania
                        powielasz i dlaczego, z czym musisz się zmierzyć w sobie. Forum Ci w
                        takiej kwestii mało pomoże. Może nie wystarczyć "praca nad
                        chaqrakterem" - takie rady trochę mnie śmieszą, bo w którą strone ma
                        pracować ta osoba, jesli nie zna innego wzorca? Chyba tylko w
                        odwrotną, co opisałam już wyżej. Psycholog pomaga dostrzec jeszcze
                        inne strony niż typu: matka-antymatka. pozdr
                        • bekwadrat Re: nie da się określić jednoznacznie .. 18.12.09, 15:28
                          Dziewczyny ale jak znaleźć dobrego psychologa w sytuacji, gdy ma się ograniczone
                          środki finansowe? Przyjaciółka w W-wie znalazła poleconą Panią psycholog -
                          terapia mimo że opłacona w ramach kasy chorych solidnie prowadzona. Ja mieszkam
                          w niedużym mieście, nie ma u mnie takich ośrodków. Mogłabym dojeżdżać albo do
                          Katowic albo do Krakowa. A może ktoś może polecić dobrego psychologa
                          udzielającego porad on line czy przez skype?
                          • dom-za Re: nie da się określić jednoznacznie .. 19.12.09, 14:35
                            Witaj, fajnie,że już czujesz się lepiej. Z Krakowa polecam
                            psychologa na NFZ (rewelka), napisz na meila z gazety to podam
                            namiary. Życzę duuużo zdrowia Tobie , Twojej rodzinie i Maleństwu.
                            Przede wszystkim nie przejmuj się, bo dobre samopoczucie teraz jest
                            najważniejsze, a że hormony buzują to wiele rzeczy odbiera się
                            ostrzej. A co do Mamy to mam podobną, właśnie mnie pouczała, że nie
                            wolno rzucać słuchawki, po czym sama rzuciła:)))) Trudno sie mówi,
                            żyje się dalej, ale wiem mniej więcej o czym mowa, pozdrówki
                            • bekwadrat Re: nie da się określić jednoznacznie .. 03.01.10, 22:17
                              Dzisiaj odczytałam tego posta. Napisałam na gazetowego.
                          • il.ko Re: nie da się określić jednoznacznie .. 09.01.10, 14:45
                            Zdecydowanie nie polecam uzyskiwania porad via internet czy skype.
                            Terapeuta podczas sesji wychwytuje to że np. kilka razy powtarzamy
                            jakiś wyraz/opisujemy zdarzenie... widać że nieświadomie chcemy to
                            zaakcentować:) Mimika twarzy i nasze reakcje, wzruszenie, emocje -
                            bezcenne!
                            Ja osobiście korzystam z podejścia Gestalt i behavioralnego, które
                            świetnie się sprawdzają. Wiem, że w Krakowie jest solidny ośrodek
                            Gestalt. Co mogę jeszcze Pani doradzić - przede wszystkim
                            zwiększanie swojej wiedzy/świadomości poprzez nie tylko terapię ale
                            i lekturę - im więcej będziemy wiedzieć o tym co się z nami dzieje
                            tym łatwiej jest zrozumieć nasze reakcje. Jest wiele cennych książek
                            na naszym rynku. Ja akurat prywatnie chodzę na terapię ale
                            dowiadywałam się, że są ośrodki naprawdę profesjonalne, które
                            działają w ramach umowy z NFZ - i wbrew pozorom wcale trudno się do
                            nich nie jest dostać. Oczywiście trzeba liczyć się z tym, iż jest
                            więcej formalności -np. lekarz rodzinny, opinia
                            psychologa/psychiatry o kwalifikacji do terapii - ale coś za coś:)
    • marianka_marianka Re: Relacje z matką 18.12.09, 16:49
      A co Ci konkretnie powiedziała Twoja mama? Może jesteś przewrażliwiona?
      • bekwadrat Re: Relacje z matką 19.12.09, 08:00
        Spróbuję odtworzyć. Otóż po kilku dniach wracam ze szpitala z diagnozą
        zagrożenie poronieniem, silnymi lekami i wytycznymi że mam leżeć. Dzwonię do
        mamy, oznajmiam jej że jestem w trzeciej ciąży i przedstawiam sytuację. Mama nie
        tylko nie pyta, który to miesiąc, i jaki stan dziecka tylko mówi oburzona, że
        bardzo źle się stało, że jakie ja życie moim dzieciom zafunduję. Ja na to że
        muszę przerwać rozmowę, bo w moim stanie nie chcę takich rzeczy słuchać.
        Wieczorem telefon z krótkim i przepraszam i żadnym pytaniem dotyczącym ciąży. Ja
        nie byłam psychicznie w stanie do rodziców dzwonić więc po 3 tygodniach
        zadzwoniła mama, w pierwszym pytaniu zapytała co u nas, powiedziałam że dobrze i
        już w kolejnym zdaniu zaczęła mówić jak to jest jej przykro że się nie odzywamy,
        jak to jest jej przykro że nie podziękowaliśmy za to co przesłała dzieciom. Zero
        pytań na temat ciąży i stanu dziecka. Ja jej zapytałam czy nie pomyślała że mi
        ma prawo być przykro. Mama urwała powiedziała że mnie już przeprosiła i w takim
        razie nie mamy o czym rozmawiać. Rozłączyła się. Powiedziała to osoba która
        drobiazgowo wspomina żale do osób i zdarzeń sprzed 35 lat (i zamęcza nimi swoje
        dzieci), osoba która nigdy nie dziękuje za żadne prezenty (prezenty świąteczne
        kończą się co roku hasłem- miało być bez prezentów). Ja uważam że w sytuacji gdy
        walczę o sprawy ważne (życie i zdrowie dziecka) co najmniej nie delikatne jest
        obarczanie mnie przez matkę swoimi kolejnymi żalami. Z mojej perspektywy doszło
        do absurdalnej sytuacji, kiedy ja mam przepraszać moją mamę w sytuacji gdy ona
        nie tylko nie pyta mnie o sprawy ważne ale jeszcze zamiast tego próbuje we mnie
        zbudować poczucie winy. Skutecznie jej się to zresztą udało. Wiem, że trzeba
        porozmawiać ale u moich rodziców żadna rozmowa od blisko 40 lat się nie odbyła.
        Jeżeli zadzwonię to mama się rozłączy. Jeżeli przyjadę na święta i spróbuję jej
        przedstawić mój punkt widzenia to ona zacznie krzyczeć i płakać. Cała rodzina
        będzie mieć do mnie pretensje że psuję święta.
        • bekwadrat Re: Relacje z matką 19.12.09, 14:17
          Dziewczyny, dziękuje za wszystkie wasze posty. W każdym z nich było coś co dało
          mi dużo do myślenia. Przemogłam się, zadzwoniłam, zaproponowałam że przed
          wigilią powinnyśmy się pogodzić. Jest OK. Jedziemy na święta i do teściów i do
          rodziców. A ja już teraz czuję się lekko i świątecznie. Jeszcze raz bardzo Wam
          dziękuję.
        • kol.3 Re: Relacje z matką 19.12.09, 15:41
          Czy rozmowa z oznajmieniem mamie, że jesteś w 3 ciąży (zagrożonej) nie
          miała na celu uzyskanie od mamy pomocy w sprawach domowych, zajęcie
          się dziećmi, zakupy itp.? W końcu skoro leżysz w łóżku, ktoś musi
          robić zaopatrzenie, gotować prać, prasować, sprzątać. Czy mama nie
          zdenerwowała się dlatego, że stanęła przed wizją kilkumiesięcznego
          prowadzenia twojego domu?
          • kicia031 Re: Relacje z matką 19.12.09, 15:55
            W końcu skoro leżysz w łóżku, ktoś musi
            > robić zaopatrzenie, gotować prać, prasować, sprzątać.

            No autorka watku nie jest cvhyba samotna matka, prawda? Kocham takie
            stereotypowe poglady rodem z jeszcze poprzedniego wieku.
            • kol.3 Re: Relacje z matką 19.12.09, 17:47
              A ja kocham wyobraźnię i dobre planowanie. Domyślam się, że mąż
              pracuje, nie wiemy jak bardzo jest obciążony pracą zawodową o której
              wraca do domu? Nie twierdzę, że się nie udziela w domu, pytanie
              jednak, czy sam wszystko udźwignie? O ile pamiętam z pierwszego postu
              rodzina nie jest w rewelacyjnej sytuacji materialnej. Nie wiemy w
              jakim wieku są dzieci, na ile wymagają opieki, jakie obowiązki teraz
              na nie spadną, czy nie są to obowiązki ponad ich siły i czy rodzina
              nie będzie cierpieć braków finansowych? Czy rozmowa telefoniczną z
              matką nie miała na celu zapewnienie sobie jej pomocy fizycznej,
              materialnej? Myślę, że zdenerwowanie matki jest uzasadnione, i nie
              wiem, czy właśnie o to nie chodziło oraz o to, że dzieci ucierpią
              najbardziej.
              Ciekawa bym była czy autorka wątku w ogóle pracowała zawodowo.
              • kicia031 Re: Relacje z matką 19.12.09, 18:13
                Matka, ktora wyskakuje z morda na corkwe w zagrozonej ciazy, z obawy, ze
                zostanie poproszona o pomioc, jest chyba jeszcze gorszym scierwem, niz matka,
                ktora ktora wyskakuje z bezinteresowna morda, IMHO.

                Jak lubisz wymyslac historie, to moze pisz powiesci, autorka watku pisze, ze to
                matak zadzwonila do niej, o ile pamietam.
                • kol.3 Re: Relacje z matką 19.12.09, 18:28
                  Źle pamiętasz, bo to córka zadzwoniła do matki z wieścią o trzeciej
                  zagrożonej ciąży.
                  Cały wątek skupia się na formie rozmowy matki z córką, o
                  treści autorka informuje jakby mniej, dopiero na rzeczowe
                  zapytanie Marianki.Marianki - co takiego powiedziała matka?
                  Wcześniej ktoś trzeźwo wspomniał, że autorka dość lekko traktuje
                  problem trzecie dziecko a słaba kondycja finansowa rodziny.
                  Myślę, że matka jest osobą o racjonalnym podejściu do życia, że
                  dzieciom trzeba zapewnić byt materialny i to niekoniecznie na
                  poziomie chleb i woda. Nie wiemy jak wyglądał dotychczasowy wkład
                  matki w wychowanie wnuków, może dotąd pomagała i właśnie ma dosyć, a
                  córka miała ochotę zaangażować ją znowu?
                  Z czegoś się ta irytacja matki wzięła.
                  Czasem trzeba użyć prostych wojskowych słów żeby do ludzi cokolwiek
                  dotarło.


                  • bekwadrat Re: Relacje z matką 19.12.09, 20:00
                    Zawsze pracowałam zawodowo, nawet na urlopach macierzyńskich- wówczas przez
                    internet. Mama nigdy przy dzieciach nie pomagała- pracuje zawodowo a po za tym
                    mieszkamy dość daleko od siebie. Do opieki nad dziećmi miałam nianie, teraz mam
                    przedszkole.
                    • kol.3 Re: Relacje z matką 20.12.09, 08:15
                      Aaa, to co innego. Jeśli sama dajesz radę z domem, jeśli zapadła
                      wspólna z mężem decyzja o 3 dziecku, jeśli matka w żaden sposób nie
                      udziela się przy wnukach, to powinnaś jej powiedzieć, żeby swój punkt
                      widzenia zachowała dla siebie, bo jesteście osobną rodziną decydującą
                      o sobie.
                      Gratuluję trzeciej ciąży i trzymaj się, a przede wszystkim leż w łóżku
                      i uważaj na siebie. :)
                    • doctor.no.1 Re: Relacje z matką 20.12.09, 11:15
                      Bekwadrat napisała, że kupuje mamie prezenty, mimo że ona co roku
                      tych prezentów nie chce. Przypomniało mi się, jak moja babcia
                      kochana co roku na pytanie, co chciałaby dostać pod choinkę -
                      odpowiadała, że po co prezenty, że jej wystarczy symboliczna
                      ściereczka. Więc wreszcie dostała od każdego ściereczki do naczyń :)
                      i przestała tak mówić w następnych latach :)

                • dom-za Re: Relacje z matką 21.12.09, 16:02
                  Jak zwykle zgadzam się z Kicią, która jest tu chyba jednakże
                  (podobnie zresztą jak ja) "rzeczniczką ciemnogrodu" ( czyt.
                  wzajemnych relacji rodzinnych polegających na pomocy, wsparciu itd.)
                  pozdr
        • il.ko Re: Relacje z matką 09.01.10, 15:20
          w pełni Panią rozumiem, ja pomimo tego iż naprawdę otworzyłam się
          przed swoją matką - ona zaczeła z tego szydzić, niezgadzać się i po
          prostu obrażać się wychodząc gdy ja jeszcze mówiłam bądź zaczynając
          rozmowę z kimś innym. Moje problemy i sukcesy wogóle się nie liczą.
          Co ja mogę Pani poradzić - rozmowa nic nie zmieni - ja nawet
          osobiście żałuję że otworzyłam się przed matką bo wystawiłam się na
          kolejne dosłowne odrzucenie, szydzenie i krytykę. Nic to w naszej
          relacji nie zmieniło a mnie wręcz bardziej "osłabiło".Rozmowa
          kolejny raz pokazała jej brak dojrzałości i to że wogole w swoim
          życiu nie weszła w rolę matki.... zresztą nigdy nie umiała siebie
          nazwać matką..... Matki nasze traktują nas jak dzieci, którymi można
          pomiatać, rządzić i nie mają nic do powiedzenia pomimo,że jesteśmy
          już osobami dorosłymi, zauważyłyśmy że niekoniecznie fajnie było nam
          w dzieciństwie i w relacji z matką/rodzicami...
          Widzę, że pani podobnie jak i ja bardzo emocjonalnie reaguje na
          zachowanie matki. Trzeba się uniezależnić od ich opinii zdania i być
          bardziej świadomym tego co się samemu osobiście chce.
          Co do świąt ja też swoim zachowaniem - pomimo, że nic nie robiłam:) -
          psuję Swieta:( Nie umiem być sztuczna i nie umiem się sztucznie
          godzić - sorry - nie umiem zlożyć życzeń osobie, której nie wiem co
          mam życzyć.....

          Zwykle, po jakiś przełomowych momentach występują tak silne reakcje
          emocjonalne na zachowania innych. Myślę, że u Pani może być to
          właśnie ciąża. U mnie była to ciężka sytuacja zdrowotna - po której
          właśnie wszystko zaczęło się sypać w relacji z matką. Tak jak u
          Pani, moja matka kompletnie nie była zainteresowana moim stanem
          zdrowia, nie pytała o wyniki badań,jak sama zaczynałam jej opowiadać
          to było "oj nie mów mi, nie mów" bądź oscentacyjnie wychodziła z
          pokoju, nie patrzyła na mnie, nie rozmawiała - mnie nie było:
          (.Mechanizm odrzucenia - znów moja wina!
          Niestety świadomość swoją drogą a przepracowanie nowych "naszych,
          własnych" zachowań swoją. jest to bardzo trudna i długa droga.
          Momentem przełomowym jest uświadomienie sobie jak jest a jak by
          mogło być. Ja zdecydowałam się skończyć z obecną, męczącą mnie a
          wręcz dusząca relacją od ponad 35 lat w której tak naprawdę mnie nie
          było, nie ma i nie będzie - nie ukrywam, iż samo podjęcie takiej
          decyzji dodało mi skrzydeł:)Niestety nadal meczę się wewnetrznie jak
          ja bym chciała a jak wpajała mi moja matka... jest to baaardzo
          trudne do przepracowania... ale jestem w dobrych rękach terapeuty i
          pozytywnie myślę o przyszłości -tej już całkiem mojej własnej:)
Pełna wersja