amdom27
21.12.09, 21:43
Witam! Moj watek z pewnoscia nie bedzie niczym nowym, bo jak widze
bylo juz pare takich na temat relacji corki z matka, kiedy owa
mamusia jest podrecznikowym przykladem toksycznego rodzica...Moja
mama niestety spelnia warunki bycia taka toksyczna matka, i jak juz
wiele dziewczyn pisalo na tym forum moge dogadywac sie z nia
swietnie przez wiele miesiecy, staram sie do niej dzwonic, byc w jak
najlepszym kontakcie, ale przychodzi moment ze cos dzieje sie nie po
jej mysli i wtedy wybucha, wpada w furie, i jak to mawia moj maz,
staje sie "diablem wcielonym"...
Tym razem poszlo o Swieta...Mieszkamy ponad dwie godziny od mojego
domu rodzinnego i przyjezdzamy raz na pare tygodni. Mam 1,5 rocznego
synka, ktorego ona uwielbia, ale uwaza ze to my mamy obowiazek
przyjezdzac i go pokazywac babci; w jej mniemaniu tylko dzieci maja
odwiedzac rodzicow, nie odwrotnie. Tak wiec byla u nas jak synek sie
urodzil, a nastepnie na chrzcinach i pierwszych urodzinkach. Gdy
jeszcze nie mielismy dziecka odwiedzili nas jeden raz, na moje
urodziny. Ciekawi mnie czy u Was w domu panuja takie zwyczaje, ze
tylko Wy macie obowiazek przyjezdzac? Gdy mama dowiedziala sie ze
nie przyjezdzamy oczywiscie zaczela
plakac, robic wymowki ze ona jest dla mnie niczym i specjalnie
wyprowadzilam sie z domu rodzinnego zeby byc jak najdalej od niej,
ze nie jestem dobra corka...Moja mama ma 54 lata, moglaby doskonale
sama wsiasc w pociag i przyjechac, ale to jest dla niej chyba nie do
pomyslenia. Tak sie tez zlozylo ze bylismy u nich pare tygodni przed
Swietami i musimy znowu wybrac sie trzy tyg. po Swietach Bozego
Narodzenia na urodziny tesciowej, ktora jest juz w podeszlym wieku,
wiec po prostu nie wypada ominac takich urodzin.
Moje pytanie brzmi - czy na moim miejscu zadzwonilybyscie z
zyczeniami w dniu Swiat? Ona jest oczywiscie bardzo obrazona i
niepocieszona, a kiedy moj tata stanal w mojej obronie kazala mu
pakowac sie i jechac do coreczki na Wigilie...Wiadomo ze Swieta sa
czasem, kiedy sie powinno godzic, a nie klocic, ale ja juz mam
serdecznie dosc tego wszystkiego. Gdyby to byla pierwsza tego typu
sytuacja to rozumiem. Niestety jest juz to ktoras z rzedu awantura
(tym razem nie wpadla w furie, Alleluja, ale brala mnie na litosc i
robila wymowki rodzaju - nie jestes dobrym dzieckiem).
Dodam tylko jeszcze ze zawsze bylo mi jej szkoda, gdyz miala meza
alkoholika (co dziwne ja z tata dogadywalam sie zawsze wspaniale jak
nie pil, a wczesniej pil rzadko, ostatnimi laty bylo strasznie,
teraz znowu wyszedl na prosta i nie pije). Co ciekawe zawsze gdy
byla na niego wsciekla odreagowywala to na mnie, rzucajac sie na
mnie z rekami, obsypujac wyzwiskami , mowiac jaka jestem podobna do
ojca i calej jego rodziny (fakt, jestem kopia mojego taty z
wygladu). Nigdy nie byla osoba ciepla, kochajaca dla mnie i chyba
nigdy mnie nie przytulila, jakos nie moge sobie tego przypomniec..
(moze z wyjatkiem jak bylam malutka i odprowadzala mnie do
przedszkola).
Przepraszam ze napisalam to tak nieskladnie. Nie wiedzialam jak
najlepiej opisac ta sytuacje, nie wiem teraz jak mam sie zachowac.
Jakie sa Wasze opinie? Dziekuje i zycze Wam cudownych, spokojnych
Swiat!!! (postaram sie zeby i moje takie byly)