Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!!

03.01.10, 05:46
Na poczatku od razu chce zaznaczyc, ze ma 23 lata wiec naprawde jest dorosly - to tak w celu unikniecia oskarzen o sprowadzanie nieletnich na zla droge. Rowniez od razu zaznacze, ze ja wiem gdzie sa granice rzeczywistosci i nawet sobie nie wyobrazam przekraczania ich, wiec i pasierb i ja jestesmy "bezpieczni" pod tym wzgledem - do niczego nigdy nie dojdzie wiec nie sa konieczne komentarze uswiadamiajace mi idiotyzm calej sytuacji: sama zdeje sobie z niego sprawe.

Po przydlugim wstepie, sytuacja wyglada tak: mam 41 lat i od kilku lat mam meza, ktory ma 2 chlopakow z poprzedniego malzenstwa (ja nie mam dzieci). Sa obaj mili i sympatyczni i lubilismy sie od dawna. Nie mieszkaja z nami: mlodszy z matka a starszy juz na swoim, ale nasz czesto odwiedzaja. Starszy jest synem, z ktorego kazdy rodzic moglby byc dumny: rozsadny, inteligentny, ambitny, zaradny, uprzejmy, zawsze chetny do pomocy, a do tego przystojniak. Latem mielismy mala rodzinna imprezke i siedzielismy sobie wieczorem przy ognisku w ogrodku pijac piwko i winko i w pewnym momencie moj maz zazartowal, ze gdyby sie ze mna nie ozenil to mialby spokojne soboty bo nikt by go z lozka nie zganial do prac domowych. A na to moj pasierb, ze gdyby moj maz sie ze mna nie ozenil, to on (czyli moj pasierb) by sie ze mna ozenil. Potraktowalam to jak zart oczywiscie ale w tego Sylwestra przyjechal do nas na impreze. Nad ranem zostalismy na nogach juz tylko on, ja i 2 kuzynow meza. Siedzielismy i rozmawialismy o wszystkim, pasierb opowiadal mi o swoim zyciu - wlasciwie to po prostu pozwalam mu sie wygadac, bez zbednych komentarzy - az nagle slysze od niego, ze jakbym nie byla z jego ojcem to by sie ze mna ozenil. Ze chcialby takiego kogos jak ja ale nie moze nikogo takiego znalesc itp. W zasadzie tyle. I tylko nie moge ukryc przed sama soba ze on mi sie podoba. Wiem, ze to glupie niesamowicie, moze kryzys wieku sredniego albo co, ale nie moge przestac myslec, ze zaluje, ze nie mam 20 lat (hehe) i ze zazdroszcze jego przyszlej dziewczynie.
W sumie to nawet nie to mnie najbardziej niepokoi, bo jak pisalam, wiem, gdzie sie konczy swiat fantazji a zaczyna rzeczywistosc i nie pozwole tej fascynacji chlopakiem rozwinac w nic innego. Bardziej martwie sie tym, ze ma to wplyw na moj stosunek do meza. To glupie, ale podswiadomie porownuje go z jego synem i niestety nie wychodzi na tym dobrze. I nie chodzi o to, ze nie ma juz 20 lat. Po prostu od jakiegos czasu zaniedbuje i siebie i mnie i nie czuje z jego strony zadnych staran o to by podtrzymac to co dobre w naszym zwiazku. Jego nastawienie mozna podsumowac tak: wytropil, wysledzil, upolowal i juz moze teraz odpoczywac. I dlatego obawiam sie, ze uwaga, ktora mi okazuje pasierb po prostu trafila na podatny grunt, bo brak mi tej uwagi ze strony meza. Pech, ze akurat to pasierb a nie np kolega meza, bo tam bym od razu wiedziala kiedy powiedziec stop uczuciom, a tu troche minie one zaskoczyly i rozwinely sie zbyt mocno zanim sobie z nich zdalam sprawe.

Nieskladnie to opisalam, i w zasadzie sama nie wiem czego od forum oczekuje. Moze tylko sie chcialam wygadac, bo nie mam o tym za bardzo z kim porozmawiac.
    • demonsbaby Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 03.01.10, 09:02
      Podejrzenie o złośliwe komentarze? hmmmm ... wszyscy mamy chwile różnych
      zauroczeń, tęsknoty za marzeniami ... itp. Ważne, że Ty widzisz problem,
      rozumiesz, że fantazje pozostają w sferze tylko słodkich rozmyślań, a podjęcie
      próby ich urzeczywistnienia zaowocuje krzywdą męża, jego syna no i pewnie twoją.
      Wiesz, że gra nie jest warta świeczki. No i fakt, że komplementy od pasierba
      niejednej kobiecie doprawiłyby skrzydła, bo zdradzasz zalety "żony idealnej"
      jako zapewne kobiety troskliwej i być może też tu odgrywa rola twojej urody.
      Widzisz też kolejny problem, że Tobie brakuje troski i uniesień jakie serwowałby
      Tobie mąż, a za czym tęsknisz tym bardziej ilekroć jest komplement przemycany od
      pasierba. Nadal traktuj młodego jako dziecko, które szuka swojej miłości i życz
      mu jak najlepiej. Natomiast z mężem pogadaj o braku tych emocji, które
      pokierowały Tobą, żeby wyjść za niego za mąż. Powiedz, że tęsknisz za wspólnym
      urlopem, gdzie traktowałby Ciebie jak księżniczkę, małolatę za którą szaleje
      niejeden młokosik, etc. Sądzę, że znajdziecie "to coś", tylko go sprowokuj. Co
      do dzieciaka - nie pozwalaj sobie na chwile zapomnienia i urzeczywistnienia
      choćby namiastki z tych fantazji.
      • alexxa6 Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 03.01.10, 09:52
        Nic dodać nic ująć pod tym co napisała demonsbaby.
        Jako kobieta, doświadczona życiowo powinnaś zdawać sobie sprawę że każde uczucie
        kiedyś powszednieje,tak jak to stało się między Tobą a mężem.Idealizowanie
        pasierba to mrzonki,fantazje i owoc"zakazany" który kusi.
      • regrets Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 03.01.10, 20:23
        Dziekuje za odpowiedz. Odkad goscie pojechali w domu jest tak cicho (maz odsypia
        sylwestra i prace) wiec mam duzo czasu na myslenie. I tak sobie mysle, ze moj
        problem ma glebsze korzenie. Mysle, ze gdybym tak w glebi serca byla szczesliwa
        i zadowolona ze swojego zycia, to komplementy od pasierba najwyzej by troche
        polechtaly moja proznosc, a nie zawrocily w glowie do tego stopnia co teraz. Co
        do braku uwagi od meza - juz wielokrotnie probowalam z nim rozmawiac na ten
        temat, ale on nie widzi problemu i nawet nie ma specjalnej ochoty rozmawiac o
        tym. Ciezko pracuje i rozumiem ze jest zmeczony ale przeciez mi nie chodzi o
        jakis straszny wysilek z jego strony. Tylko troche uwagi, jakis maly gest, mile
        slowa. On ma w zwyczaju mowic mi "komplementy na opak", zwlaszcza w
        towarzystwie: np twierdzi, ze jestem brzydka jak czarownica, czy mam gruby kuper
        itp. Z tym, ze mowi to w taki sposob, ze nie wyglada to na zart czy
        przekomarzanie sie. I juz mi sie to znudzilo. Nie bawi mnie, co mu wielokrotnie
        powtarzalam. Bez odzewu.
        Maz wraca pozno z pracy, rozumiem ze zmeczony, ale on zegluje wtedy prosto do
        kompa lub tv, ewentualnie dajac mi calusa na powitanie jezeli sama nadstawie
        dzioba - jak nie to nawet o tym nie pomysli.
        O wszystko musze go prosic niemalze miesiacami, a czesto i tak tego nie zrobi.
        Nauczylam sie wiec byc samowystarczalna. Zrobie w domu wlasciwie wszystko co nie
        wymaga duzej sily. Widze, ze pasierb tez zauwazyl, ze jego ojciec nie traktuje
        mnie jak bym chciala, bo sam sie oferuje do pomocy gdy jest u nas, pomaga mi we
        wszystkim, czasem az musze go odganiac, bo przeciez nie przyjezdza do nas jako
        sila robocza. Ja bym sie poczula glupio na miejscu mojego meza, ale jego to nie
        rusza. Za to gdy cokolwiek nie jest tak jakby chcial lub oczekiwal, zaraz wpada
        w zlosc, na mnie, nawet jezeli cos nie jest moja wina. Jego syn tez to zauwazyl,
        bo slyszalam jak zwracal ojcu uwage! Juz zupelnie glupio mi bylo z tego powodu.
        Ze nie wspomne o dbaniu o samego siebie. To juz najmniej rozumiem. Ja nadal
        staram sie wygladac dla meza atrakcyjnie i ladnie a on kompletnie sie zaniedbal.
        Gdy tak patrze czasem na niego lezacego przed tv, rozczochranego, nieogolonego,
        w starym swetrze do pracy w ogrodku - to musze sie niezle napracowac, zeby
        przypomniec sobie dlaczego za mniego wyszlam. I zal mi z tego powodu, i zla
        jestem na niego, ze zabija to co jeszcze bylo ekscytujacego w naszym zyciu.

        Jest jeszcze jeden powod, tak glupi, ze nawet nie wiem czy o nim pisac.
        Kolezance kiedys o tym wspomnialam to byla rozbawiona. A we mnie to siedzi
        niestety. Jestem i zawsze bylam bardzo niesmiala. Dawniej nawet bardziej, teraz
        jednak troche "wyroslam" z tego. I przez to dlugo nie mialam chlopaka - po
        prostu bylam dla wiekszosci "niewidzialna". Przez wiekszosc zycia czulam sie
        kompletnie zagubiona. A gdy juz zaczelam po 20-ce wychodzic z tej skorupki,
        trafili mi sie sami niewlasciwi: dwoch okazalo sie, ze ma dziewczyny a ja jestem
        ta trzecia na boku, jeden byl ze mna zeby sie zblizyc do mojej kolezanki - same
        porazki. Myslalam, ze przetrawilam to juz w sobie ale chyba nie. Moj pasierb
        jest dokladnie takim chlopakiem, jakiego szukalam majac sama te 20 pare lat. I
        nie znalazlam. I moze to mnie tak do niego przyciagnelo. Taki zal, ze nie udalo
        mi sie przezyc tego czego najbardziej chcialam.

        No coz, nie moge cofnac sie 20 lat i przezyc zycia na nowo - inaczej. Musze
        sobie to jakos poukladac wszystko w glowie, zeby nikomu nie zrobic krzywdy.
        Mysle, ze caly czas udaje mi sie zachowywac w stosunku do pasierba jak zyczliwa
        ciocia i chyba nie dalam mu poznac co mi sie tam po glowie placze. I tak nadal
        bedzie. Chyba sie to uda. Na szczescie w poniedzialek wracam do pracy, nie
        bedzie duzo czasu na myslenie o zakazanych owocach.

        Jezeli ktos to przeczytal, to gratuluje cierpliwosci.
    • nnikodem podsumujmy 03.01.10, 20:42
      Zakochałaś się z wzajemnością w pasierbie (okropne słowa- pasierb, macocha).
      I co dalej?
      Czy dorosły syn męża jest twoim przybranym synem?
      Czy możecie w celach terapeutycznych iść do łóżka?
      • regrets Re: podsumujmy 03.01.10, 22:10
        ach zeby tak sie dalo ))))))
        rozsmieszyles mnie i powiem ci ze mi lepiej.
      • drugikoniecswiata Re: podsumujmy 03.01.10, 22:17
        > Czy możecie w celach terapeutycznych iść do łóżka?

        Że co proszę?????????????????
    • kicia031 nie rozmawiaj z mezem 03.01.10, 21:34
      Jego nastawienie
      > mozna podsumowac tak: wytropil, wysledzil, upolowal i juz moze
      teraz odpoczywa
      > c.

      Zamiast rozmawiac, pokaz mu, ze nie jestes jeszcze upolowana.
      • regrets Re: nie rozmawiaj z mezem 03.01.10, 22:17
        Kicia, ale jak? Gdy czasem wracam pozniej z pracy to mowi mi pol zartem, ze pewnie romansowalam w pracy ale na tym sie konczy jego zainteresowanie. Gdy nie moge sie go o nic doprosic, jade sama, robie sama a jego nic nie ruszy. Gdyby widzial, ze sie mna ktos zainteresowal (nie ja kims) tez by pewnie go to nie obeszlo, a przynajmniej watpie zeby go to zmotywowalo do jakiegokolwiek dzialania. On uwaza, ze swoje zrobil a reszta to normalna czesc zycia, tak jest i koniec.
        • marianka_marianka Re: nie rozmawiaj z mezem 04.01.10, 10:15
          Gdy czasem wracam pozniej z pracy to mowi mi pol zartem, ze pewnie romansowalam w pracy ale na tym sie konczy jego zainteresowanie.

          A jednak go obchodzi. Może powinnaś częściej wracać po godzinach, idź do kina, do masażystki, gdziekolwiek - zrób coś dla siebie.
          A jak będzie się doytywał co robiłaś, z kim byłaś - ucinaj dyskusje mówiąc, że prosiłaś go wcześnie o to czy owo, ale nie był zainteresowany, więc nie będziesz go więcej angażować. Niech sobie gnuśnieje.
        • kicia031 Re: nie rozmawiaj z mezem 04.01.10, 10:30
          To moze go nie pros. zamiast tego zatroszcz sie extra o swoj wyglad
          i poszukaj sobie spraw i zainteresowan poza zwiazkiem. Niech teskni
          za toba, to mu dobrze zrobi na glowe. Popros jakas kolezanke, by do
          ciebie codziennie wieczorem dzwonila, a kolege, zeby ci zmienil
          opony.

          mezczyzni nie cenia zbyt dostepnych kobiet.
          • efi-efi Re: nie rozmawiaj z mezem 04.01.10, 20:37
            Nie mogę się zdecydować: telenowela wenezuelska czy kryminał.
            Jak to pierwsze to wylądujesz w łóżku z pasierbem, raz , drugi, piętnasty, a
            potem będziesz przeżywała jego zakochanie w jakiejś dziewczynie.

            Jak to drugie to wylądujecie w łóżku, namiętność będzie tak silna, że
            postanowicie pozbyć się przeszkody w postaci Twojego męża.:)

            Tak mi się ta sytuacja kojarzy.

            Sama wiesz co Ci tam w serduszku gra. Jeśli dalej kochasz męża to potraktuj te
            własne rozterki jak coś normalnego w małżeństwie.
            Przeczekaj albo opowiedz swojemu mężowi , że zaczęli Ci się podobać inni faceci
            . Niech też się stara.
            • regrets Re: nie rozmawiaj z mezem 04.01.10, 20:52
              W sumie rozumiem, ze to pachnie wenezuelska telenowela. Tylko zart
              jest ze mnie, bo to niestety moje zycie.
              Nie ma obawy, w lozku nikt tu nie bedzie ladowal. Wystarczylo mi
              przez moment wyobrazic sobie mine mojej tesciowej na taka wiadomosc
              (a tesciowa mam super, bardzo mnie lubi - jeszcze) i od razu mnie to
              troche sprowadzilo na ziemie.
              Zreszta nie pisalam tu po to zeby dowiedziec sie ja tu dorwac
              chlopaka czy dostac rozgrzeszenie i zielone swiatelko w tym
              kierunku. Po prostu przerazilo mnie gdy sobie zdalam sprawe jak
              daleko sie moje uczucia posunely zanim je zidentyfikowalam. Na
              poczatku drogi latwo zawrocic - nigdy mi inni faceci w oko nie
              wpadali gdy bylam z kims zwiazana - duzo gorzej jest wdrapywac sie
              pod gorke gdy juz sie troche stoczylo. A wlasnie to mnie czeka.
              No i przeraza mnie ze znowu trace kontrole nad zyciem. Juz myslalam,
              ze mam mniej wiecej wszystko poukladane - moze niezbyt
              satysfakcjonujaco, ale jakos tam - a tu taki numer sobie sama
              wycielam. Czuje sie jak ostatnia idiotka.
              • nnikodem telenowela 04.01.10, 22:00
                Optuję za telenowelą.
                Zamienić starego piernika na smakowite, świeże ciacho z kremem a potem niech się dzieje co chce.
                Teściowa się nie dowie, a nawet gdyby, to przecież nie uwierzy.
                • regrets Re: telenowela 04.01.10, 22:51
                  Wiesz co? niech ci bedzie ta telenowela.
                  • jaszczka Re: telenowela 05.01.10, 04:31
                    Wiesz co, duzo z tego co pisałas o swoim mężu odnosi sie i do
                    mojego, ja tez rozmawiałam, tłumaczyłam i próbowałam cos zmienić.
                    Groch o scianę. Skoncentrowałam sie na innych rzeczach, zalezy mi na
                    utrzymanie rodziny ze wzgledu na dzieci ale już dzisiaj wiem, ze
                    nasze małżeństwo nie ma przyszłości.
                    I mysle, że jak nie zmobilizujesz męża do zmian to twoje małżeństwo
                    tez tak się skończy. albo będziesz w nim tkwiła nieszczęśliwa albo
                    się rozwiedziesz.
                    Co do pasierba, to sama najlepiej oceniasz sytuacje i chyba nie o
                    rady ci chodziło, raczej zeby sie wygadac.
                    Ja postawiłabym na próbe odbudowania swojego zycia i swojej
                    tożsamości bez męża, mam na mysli bycie szczęśliwą mimo jego
                    postawy, pasierba nie brałabym raczej w moich planach pod uwagę, ale
                    to wiesz i beze mnie.
                    • regrets Re: telenowela 05.01.10, 15:11
                      Jaszczka - dziekuje za rozsadna odpowiedz. Zanim napisalam tu
                      zastanawialam sie czy jest sens, bo wlasnie takich glupich
                      komentarzy jak te wyzej sie obawialam. Mysle, ze faktycznie po
                      prostu chcialam sie wygadac co do pasierba, bo przeciez wiadomo, ze
                      nie mam zadnych planow co do niego. Tylko nie wiem co zrobic z tymi
                      glupimi uczuciami. Jak sie ich pozbyc? Juz dawno wyroslam z
                      nastoletnich zauroczen i zapomnialam jak sobie z nimi radzic :) Moze
                      samo przejdzie. Pewnie tak.
                      Na razie, za rada Kici i innych zyczliwych osob, bede sie starala
                      jakos ulozyc moje relacje z mezem. Nie wiem czy cos to da, bo dotad
                      kazda rozmowa byla jak grochem o sciane. Nie wiem czy on w ogole
                      rozumie co chce mu powiedziec czy po prostu slyszy to co chce
                      uslyszec, czyli ze znowu mu glowe truje o jakas glupote. W tym
                      momencie jestem zniechecona i nie mam duzo nadziei. A zal mi, bo gdy
                      przypominam sobie pierwsze lata naszej znajomosci to widze, ze bylo
                      tam wszystko to co potrzebne do udanego zwiazku. I tylko cos sie z
                      tym stalo przez te kilka lat. Na pewno i we mnie wina, ale ja sie
                      przynajmniej staram. Prosilam go zeby mi powiedzial jezeli robie cos
                      nie tak, bo jak mam poprawic cos o czym nie wiem, ze robie zle. Ale
                      takie tekty tylko go irytuja. Mysli, ze probuje nim manipulowac.

                      Chyba rzeczywiscie musze sie skoncentrowac na sobie samej, na tym
                      zeby byc szczesliwa sama ze soba. Choc na razie to nie wiem czy to
                      mozliwe bo wszystko to na czym mi w zyciu zalezalo jakos wyszlo nie
                      tak jak chcialam: dzieci nie mam wiec i rodziny w zasadzie nie, maz
                      jak wyzej....

                      • sebalda Re: telenowela 05.01.10, 16:05
                        Wiesz, obawiam się, że w wielu małżeństwach dochodzi do tzw. zmęczenia
                        materiału, zmęczenia życiem też, sama piszesz, że mąż dużo pracuje. Nie chcę go
                        usprawiedliwiać, ale też może należy spróbować go zrozumieć. Czy mimo jego
                        zapracowania macie możliwości wspólnych wyjazdów wakacyjnych? Czy wtedy też jest
                        tak szaro między Wami?
                        Ale tak naprawdę pomyślałam o innym rozwiązaniu. Masz 41 lat, może to nie jest
                        idealny wiek na urodzenie dziecka, ale też nie jest to przeciwwskazane. Myślałaś
                        o tym? Taki jakiś żal wyczułam w Tobie, gdy napisałaś, że nie masz dzieci.
                        Czasami to naprawdę dobre rozwiązanie, wiem coś o tym:) Świadomość, że ma się
                        dla kogo żyć pomaga czasami skutecznie na różne bóle egzystencjalne, fanaberie i
                        wapory;) Jesteś rozsądną kobietą, jednocześnie głodną uczuć, wiesz, że romans z
                        pasierbem jest z gruntu nieodpowiedni, dlatego lepiej ten nadmiar uczuć przelać
                        na naprawdę wdzięczny obiekt, jakim jest dziecko. Tak myślę, ale może się mylę.
                        • nnikodem Re: telenowela 05.01.10, 17:47
                          No właśnie, dziecko z pasierbem :) To żart... chyba.

                          A poważnie, to nie podoba mi się, że chcesz męża ustawić po swojemu.
                          Takie postępowanie źle się kończy.
                          • regrets Re: telenowela 05.01.10, 19:12
                            nnikodem, te twoje zarty to juz mi bokiem wychodza :)

                            nie sadze, zebym chciala ustawiac meza po mojemu. To jego zachowanie
                            w stosunku do mnie sie zmienilo i ja bym tylko chciala, zeby choc
                            troche wrocilo do tego co bylo dawniej. Wyszlam za maz za dbajacego
                            faceta, ktorego obchodzilo co czuje i czy mi przykrosci nie sprawia.
                            Teraz mam niedbajacego o siebie i pieklacego sie o byle co meza, do
                            ktorego czasem boje sie odezwac, zeby nie sprowokowac niezadowolenia
                            i zlosci.
                            Ja rozumiem, ze ciezka ma prace, ale jezeli wieczorem wraca bardziej
                            steskniony za onetem i nasza klasa niz za mna to chyba jest cos nie
                            tak, prawda? Zreszta nie oczekuje nie wiadomo czego. Dawniej
                            potrafil pokazac, ze mu na mnie zalezy, to co teraz stracil ta
                            umiejetnosc?
                            • nnikodem żarty? 05.01.10, 19:38
                              To nie są żarty!
                              Wczuwam się w rolę Twego męża, który ma andropauzę, jest zmęczony i rozdrażniony, widzi, że przekroczył "linię cienia"(niesłusznie zwaną smugą) i nie chce już Twoich przytulanek.
                              Tzw. dbanie o siebie to pozostałość pogańskich rytuałów.
                              • regrets Re: żarty? 05.01.10, 19:50
                                No ok, to wczuwaj sie dalej. Ja tam bym nadal chciala troche
                                poganskich rytualow. Nie byly takie zle.
                                • nnikodem Re: żarty? 05.01.10, 20:02
                                  Tak się wczułem, że mi się spać zachciało.
                                  Patrzysz na Pogodę na TVP1?
                        • regrets Re: telenowela 05.01.10, 19:24
                          Ja rozumiem, ze maz jest zmeczony praca. I staram sie niewiele od
                          niego w tygodniu wymagac. Dostaje obiad pod nos, choc sama wstaje do
                          pracy o 4.30 rano a wracam czesto po 20. Zanim pojde spac to odrobie
                          jeszcze w domu swoj drugi etat. Tez jestem zmeczona a jednak
                          potrafie zdobyc sie na jakis czuly gest w stosunku do niego: podejsc
                          jak siedzi przed tym swoim kompem, przytulic - najczesciej zero
                          reakcji, nadal siedzi zapatrzony w ekran. Po prostu jemu sie
                          przestalo chciec robic jakikolwiek wysilek niezwiazany z praca.
                          Pamietam, ze kiedys na moja uwage, ze nad dobrym zwiazkiem trzeba
                          pracowac odpowiedzial, ze to bzdura, bo powinno byc dobrze samo z
                          siebie. Taaaa.... i dlatego zapewne byl rozwiedzony jak go
                          poznalam...

                          O dziecko juz sie staralismy. Niestety okazalo sie, ze mam
                          niewyjasnione nawracajace poronienia (mialam juz wczesniej jedno z
                          eks-mezem gdy mialam 28 lat i juz wtedy lekarz ostrzegl, ze moge
                          miec problemy) i po 4 dalam sobie spokoj, zeby nie zwariowac.

                          ehhh, zle mi teraz bo te problemy sie na siebie nalozyly i dlatego
                          widze wszystko w czarnych kolorach, ale na chwile obecna mam
                          wszystkiego dosc i najchetniej zamieszkalabym w pracy, bo tu nie mam
                          czasu myslec o zyciu.
                          • kawo-szka Re: telenowela 06.01.10, 00:38
                            Droga Regrets - jestem tutaj zupełnym przypadkiem (głównie
                            za sprawą mojego ciekawskiego męża, choć ten temat namierzyłam już
                            sama) lecz postanowiłam do Ciebie napisać kilka słów :)

                            Zacznę od tego, że jesteś niezwykle mądrą i z pewnością piękną
                            Kobietą. Twoje wyważone odpowiedzi, umiejętność oceny sytuacji z
                            dystansu, zrozumienie oraz dobór słów - sprawiły także, że polubiłam
                            Cię (o ile w internecie można takie uczucia w ten sposób nazywać) :)
                            Od razu podkreślę, że nigdy nie byłam w takiej jak Ty sytuacji, więc
                            nie mogę napisać, że tę sytuację, czy Ciebie rozumiem. Natomiast
                            potrafię sobie to wyobrazić na podstawie Twojej opowieści, ułożyć
                            obraz całości lub większego/ważniejszego jej fragmentu (fakt, jednej
                            tylko strony, ale przecież to Ty tutaj jesteś najważniejsza). Moją
                            uwagę przykuła Twoja wypowiedź o nieśmiałości, o niepowodzeniach na
                            gruncie miłości i swoistym poddaniu się, mniejszych oczekiwaniach,
                            itd. Ja też miałam podobnie - przez wiele lat próbowałam odnaleźć
                            miłość swojego życia, a trafiałam nieustannie na samych, totalnych
                            popaprańców emocjonalnych, niezrównoważonych psychicznie,
                            nieporadnych życiowo, tchórzy lub wiecznych chłopców.. Długo nie
                            mogłam zrozumieć skąd bierze się ta zależność, dlaczego ja ich
                            przyciągam? W końcu zrozumiałam, że to właśnie ja sama sprawiam, że
                            oni się pojawiają, tacy a nie inni. Zrozumiałam też, że "polowałam"
                            na nich by zrealizować swoją wizję, nie dostrzegając lub nie chcąc
                            widzieć możliwych niebezpieczeństw - wizja była ważniejsza. A to nie
                            tędy droga. Po latach zrozumiałam, że wszyscy oni, pomimo tego
                            szaleństwa, uczyli mnie, bym zajęła się sobą samą, bym na sobie się
                            skupiła, dobrze zastanowiła czego pragnę od życia, gdzie jest to
                            prawdziwe szczęście, za którym cały czas biegałam. Zaczęłam więc
                            siebie szukać. Dużo czytałam (książki Albisettiego, Ericha Fromma "O
                            sztuce miłości", czy "Zapomniany język" (pracowałam z własnymi
                            snami - świetna sprawa, polecam!), Anthony de
                            Mello "Przebudzenie", "Biegnącą z wilkami", czy pozycje Hellingera),
                            potem dojrzałam do odbycia psychoterapii (metodą Gestalt z
                            elementami ustawień rodzinnych Hellingera), która ogromnie wiele mi
                            dała, zaczęłam interesować się buddyzmem, i w końcu, malutkimi
                            kroczkami, zaczęłam uwalniać się od swoich wizji, które niczym
                            opaski na oczach uniemożliwiały mi smakowanie szczęścia, które cały
                            czas miałam w sobie, wokół siebie, na wyciągnięcie ręki :) Zaczęłam
                            zadawać sobie coraz więcej pytań, czego JA chcę, czego JA
                            potrzebuję, w jaki sposób JA mogę sobie podarować coś dobrego i
                            właściwego, bez uwzględniania i uzależniania tego od kogokolwiek
                            innego - i.. parłam do przodu. Nie było to nagłym przełomem - ta
                            zmiana dokonywała się we mnie przez kilka lat. Zaczęłam być bardziej
                            zdystansowana, a im większą wiedzę miałam na swój temat, tym więcej
                            wiedziałam czego pragnę od życia, a ono - samo podpływało mi pod
                            ręce :) jakby otworzyły się nowe wrota w głębi mnie samej :)

                            Powiem tak: efektem tych zmian - byłam Nowa Ja. Która przyciągać
                            zaczęła Nowych ludzi, i odnalazła Miłość swojego życia :))))

                            Wiem, że moja historia nie jest tutaj po to by się nią zachwycać,
                            lub by kogoś, czy szczególnie już Ciebie, drażniła :) Chcę Ci tylko
                            w ten sposób potwierdzić to, co pisała już przynajmniej jedna tu
                            mądra osóbka - byś nauczyła się skupiać się na sobie. Odpuścić
                            troszkę w materii tej troskliwości w stosunku do męża
                            (przyzwyczajenie widać sprawia, że zagubiła się wdzięczność, może
                            mąż uważa, że tak powinno być i to mu się należy?), czy dbania nawet
                            tak pieczołowicie o dom. Zamiast tego - poszukać samej siebie. Pytać
                            i szukać odpowiedzi. Zachwycić się sobą - bo masz Piękną Duszę i z
                            pewnością wspaniałym jesteś człowiekiem - dążyć do tego, byś mogła
                            się realizować w czymś, o czym może już zapomniałaś a co kiedyś było
                            Twoim marzeniem? Malowanie? Rysowanie? Lepienie w glinie? A może
                            pomoc innym? Jest tego tak wiele! Siła kobiet jest niesamowita
                            (polecam raz jeszcze "Biegnącą z wilkami") i jestem pewna, że gdy po
                            nią sięgniesz, zaczniesz czerpać garściami z tego źródła - odmienisz
                            siebie, a otoczenie, sytuacje te wokół Ciebie - także zaczną się
                            zmieniać, dostosowując do Nowej Ciebie :))) To jest właśnie piękne.
                            Nie wiem i nie mam pojęcia jak to się rozwinie - czy Twoje
                            małżeństwo dzięki temu odżyje i nabierze pięknych na nowo barw, czy
                            może zrozumiesz iż nie na tym polega szczęście? Jedno jednak będzie
                            pewne - gdy będziesz postępować zgodnie ze sobą samą, podążając za
                            swoim Szczęściem - reszta sama się dobuduje. Wiem to, bo sama to
                            przeżyłam, stąd mogę zagwarantować że to najlepsze co możesz dla
                            siebie zrobić :)

                            Rozpisałam się przeokrutnie :) Widzisz, nie tylko Ty ;)
                            Trzymam mocno za Twoje szczęście kciuki :) A głupimi komentarzami,
                            mam nadzieję, że się w ogóle nie przejmujesz :) Zlać ciepłym moczem
                            i spuścić w toalecie! :) Ty rządzisz swoim życiem - pamiętaj o
                            tym :))) POWODZENIA! :)
                            • nnikodem Ja, Ja, Ja 06.01.10, 11:22
                              Jak to miło przeczytać post, który nie zaczyna sie od "witam!" i nie kończy "pozdrawiam".

                              Tylko dlaczego ciągle to JA, JA, JA. Dlaczego Wy Kobiety jesteście takie przyziemne, uziemione wręcz?

                              De Mella odradzam, zwłaszcza "Przebudzenie".
                              Polecam "Diagnostyke Karmy" Łazariewa.

                              Z wilczym auuuuu....
                              Nikodem
                              • demonsbaby Re: Ja, Ja, Ja 06.01.10, 11:44
                                nnikodem napisał:

                                >
                                > Tylko dlaczego ciągle to JA, JA, JA. Dlaczego Wy Kobiety jesteście takie przyzi
                                > emne, uziemione wręcz?

                                Bo niestety mamy tendencje do samo - obwiniania i w naturze mamy narzekanie.
                                Przybijamy się do ziemi, jak partnerzy zaczynają sukcesywnie podrzynać nam
                                skrzydła przy samych łopatkach.
                                Jednak okazuje się, że gdyby nie takie tendencje to z przewidywaniem
                                konsekwencji i wdrażaniem środków zaradczych byłoby kiepsko, z prostej przyczyny
                                - wy mężczyźni macie wiele zalet, które dla nas są nie osiągalne, ale jedną
                                wadę, która czyni was o niebo słabszymi, nikt z was nie potrafi patrzeć dalej
                                niż poza okop.
                                Tak już jesteśmy skonstruowane, że ta sama gospodarka hormonalna, która nakręca
                                nas do dzieci, popycha nas w silne ramiona i po prostu chcemy czuć się kochane.
                                Dziwne prawda? A jednak, niejedna góry przenosi, jak obok siedzi czuł i
                                troskliwy facet, który głaszcze nas po głowce ze słowami otuchy i wsparcia, tak
                                jak my głaszczemy, tulimy i wspieramy nasze dzieci.
                                • nnikodem Re: Ja, Ja, Ja 06.01.10, 13:10
                                  demonsbaby napisała:

                                  > nikt z was nie potrafi patrzeć dalej
                                  > niż poza okop.

                                  Tu się nie zgodzę.
                                  To mężczyźni byli filozofami, twórcami religii, wynalazcami.
                                  Odpowiesz, że bez wsparcia kobiet nic by nie zdziałali? Zgoda.
                                  Mężczyźni polowali na mamuty ale tak naprawdę to jedli na codzień jagódki i
                                  korzonki, których nazbierały im w pocie czoła kobiety.

                                  Wracając do tematu, to moim zdaniem, założycielka wątku nie powinna wychodzić za
                                  mąż za rozwiedzionego, dzieciatego faceta.
                                  Raczej powinna wybrać tego młodego, mając na uwadze, że będzie to związek tylko
                                  na kilka/naście lat.
                                  Teraz już jest nieszcześliwa i chce to jakoś zaczarować.

                                  • demonsbaby Re: Ja, Ja, Ja 06.01.10, 13:51
                                    nnikodem napisał:


                                    > Wracając do tematu, to moim zdaniem, założycielka wątku nie powinna wychodzić z
                                    > a
                                    > mąż za rozwiedzionego, dzieciatego faceta.

                                    Hmmm nie wiem czy nie powinna. Raczej kierowała się doświadczeniami z
                                    przeszłości i facet najwyraźniej spełniał jej oczekiwania.

                                    > Raczej powinna wybrać tego młodego, mając na uwadze, że będzie to związek tylko
                                    > na kilka/naście lat.
                                    > Teraz już jest nieszcześliwa i chce to jakoś zaczarować.

                                    Tyle, że ona nie twierdzi, że jest stricte zakochana w dzieciaku 20 lat
                                    młodszym, tylko, że brak jej tego co łączyło ją na początku z mężem, a co
                                    nieświadomie przypomniał jej pasierb. Komplementy - na to również są łase kobiety.
                                    Ok byliście odkrywcami, łowczymi, chroniliście teren - a kobiety od zarania
                                    czasów był sprowadzone do roli boginek ogniska domowego, żeby zapewnić wam
                                    komfort. Nie twierdzę, że to żle, ale nadal upieram się, że jesteśmy bardziej
                                    elastyczne jeśli idzie o adaptacje warunków i potrafimy mieć na wiele spraw
                                    spojrzenie horyzontalne, co generalizując oczywiście, mężczyznom przychodzi z
                                    trudem.
                            • regrets Re: telenowela 07.01.10, 04:14
                              Dziekuje kawo-szka, za to co napisalas. Przyznam, ze wzruszylo mnie, ze tak od serca podeszlas do moich problemow.
                              Bardzo ciekawe jest to co opisalas i mysle o tym odkad przeczytalam twoj opis pracy nad soba. Moze rzeczywiscie ja nadal gonie jakas wizje szczescia, czy tego co wydaje mi sie, ze daloby mi szczescie. I chyba szukam tego czegos poza mna a nie w sobie samej. Moze to jest moj problem. Mysle, ze skorzystam z twoich rad i zajrze do ksiazek, ktore polecilas. Jedno wiem, ze ciagle odczuwam brak czegos, jakies niespelnienie i niedowartosciowanie. Nie jestem zadowolona ze swojego zycia, mam wrazenie, ze caly czas bladze po omacku i zmarnowalam juz swoja szanse na cos dobrego w zyciu.
                              Chyba rzeczywiscie zaniedbalam siebie, swoje zainteresowania. Moze to jest czescia problemu?

                              Jeszcze raz dziekuje za post!
                              • kawo-szka Re: telenowela 08.01.10, 13:59
                                Regrets - cieszę się, że chociaż w ten sposób mogłam troszkę Ci pomóc lub, co
                                może bardziej w tym miejscu będzie odpowiednim określeniem, wskazałam możliwe
                                drogi i ścieżki, którymi możesz podążyć :)

                                Niestety nie znam Cię na tyle, by móc z pewnością stwierdzić, gdzie jest źródło
                                początku tego w Tobie.. Ale jestem pewna, że sama odnajdziesz odpowiedzi i
                                rozwiązania :) Uwierz mi, mamy w sobie wiele mądrości, która tylko leży troszkę
                                w piwnicy naszego Ja zapomniana, przykurzona, ale zwarta i gotowa :)

                                Cieszę się, że książki przeze mnie polecane zainteresowały Cię, lecz pamiętaj -
                                to co mi odpowiadało, nie oznacza że i Tobie przypadnie do gustu. Ja zaczęłam do
                                V. Albisettiego ("Ból miłości", "O miłości", "Śmiać się całym sercem", "Podróż
                                życia"), bo pisze niezwykle łagodnie, prosto, łącząc tematy z wiarą (i tu już
                                może to komuś nie odpowiadać - ja wtedy jeszcze żarliwą katoliczką byłam, więc
                                mi to pasowało, teraz już pewnie mniej). Ostatnią pozycją z wymienionych przeze
                                mnie w poprzednim poście - trudną dla mnie osobiście do przełknięcia - był
                                zdecydowanie Anthony de Mello (były mnich) i jego "Przebudzenie" - książka nie
                                zostawia suchej nitki na człowieku, jest szczera aż do bólu - odsłania nasz
                                ludzki egoizm i wyśmiewa to, co zwykliśmy nazywać "dobrocią". Mocne, ale
                                faktycznie - budzi do reszty :) "Przebudzenie" dla wielu moich znajomych (i nie
                                tylko) stanowiło przełom w ich ścieżce duchowej przemiany.

                                Trzymam mocno za Ciebie kciuki :)
                                Jestem wręcz pewna, że odnajdziesz siebie i szczęście (które jest bliżej niż
                                myślisz) :)

                                Pozdrawiam cieplutko!
                                • gala_54 ...znajdź coś co cię będzie kręcić.... 08.01.10, 14:43
                                  ..regrets w/g mnie potrzeba ci pasji, czegoś w życiu co Cię będzie
                                  ciekawić.Mąż nie ma tu nic do rzeczy.Skupiacie się głównie na tym
                                  jak kobieta powinna wyglądać, a może równie ważne jest czy jest
                                  ciekawym człowiekiem? Wydaje mi się że jakoś bardzo łatwo jest , jak
                                  jest nudno, zwalić to na męża.No a ty , co z tobą? Nic o tym nie
                                  napisałaś.Czegoś ci brak i winien chłop.A może młodości ci brak i
                                  chłop nie ma tu nic do tego.Jeżeli żyjesz nieciekawie, to każde
                                  ciacho ci się po jakimś czasie znudzi jak mąż.Tu chodzi o jakiś
                                  rodzaj ciekawości życiem.Znajdowanie sobie w życiu czegoś co cię
                                  będzie kręcić.Mąż, jasne fajnie by było gdyby cię cały czas uwodził,
                                  ale ty się zastanów co TY możesz dla siebie ciekawego zrobić.Nie
                                  patrz na niego, tylko działaj.
                                  • regrets Re: ...znajdź coś co cię będzie kręcić.... 08.01.10, 19:24
                                    gala_54 - masz duzo racji. Nasze zycie wpadlo w spora rutyne co na
                                    pewno nie pomaga sytuacji. Spory udzial w tym maja dlugie godziny
                                    pracy moje oraz meza - a na to nie bardzo mamy wplyw. Ale wiesz,
                                    sama rutyna nigdy mi nie przeszkadzala, bo znajdowalismy czas zeby
                                    cos razem robic. Np chocby takie drobnostki jak ukladanie wielkich
                                    puzzli. Moj maz bardzo to lubil i zima potrafilismy spedzic wiele
                                    wieczorow z puzzlami, rozmawiajac o wszystkim przy okazji. Ale juz
                                    nie udaje mi sie go na to namowic od dluzszego czasu. Komp i karty
                                    na nim sa ciekawsze. Probowalam go wiele razy wyciagnac np na narty
                                    (b. lubie) ale zawsze jest na nie, bo moze noge zlamac i nie bedzie
                                    mogl wtedy pracowac. Kino tez udaje mi sie zaliczyc moze 2 razy w
                                    roku, po wielkich planach i namowach. Po prostu twierdzi, ze jest
                                    zmeczony i nie ma na nic ochoty. Troche rozumiem.

                                    Faktem tez jest, ze rzeczywiscie nie mam jakich konkretnych pasji
                                    itp. Mam swoje drobne zajecia, ktore lubie robic - ksiazki, muzyka,
                                    latem ogrodek, takie rzeczy. Tak mysle nad tym co powiedzialas i
                                    chyba po prostu skupie sie nad uatrakcyjnieniem mojego zycia, w
                                    oderwaniu od meza. Choc problem moze nie jest w tym, ze zyje
                                    nieciekawie, lecz ze nie jestem zadowolona z tego jak mi sie zycie
                                    potoczylo. No ale o to juz pretensje mam tylko do siebie. Do meza
                                    raczej o to, ze oczekuje ze bedziemy miec dobry zwiazek nie
                                    wkladajac w to zadnego wysilku ze swojej strony.
                                    • gala_54 Re: ...znajdź coś co cię będzie kręcić.... 09.01.10, 11:50
                                      Tak sie składa że ja też lubie układać puzzle, z mężem, ale ponieważ
                                      nacodzień jesteśmy bardzo zajęci to robimy to tylko raz w
                                      roku.Kupujemy na Święta Bożego Narodzenia, każdy sobie, puzzle
                                      składające się tylko z 1000 kawałków.I jest tak jak napasałaś,
                                      gadamy układając je, słuchamy radia.To jest bardzo fajne.Faktem
                                      jest , że o związek trzeba dbać, tak jak
                                      to robi nnikodem.Drobne rzeczy każdego dnia, wtedy jest dobrze.Obie
                                      strony muszą to robić, kobieta i mężczyzna.Nie może być tak że tylko
                                      jedna strona sie stara.
                                      A z tym zaniedbaniem męża to trochę przesadzasz, że nieogolony,
                                      rozczochrany.Jeżeli pracuje, to jak może być nieogolony? Nie
                                      powiesz mi że niegoli się do pracy?Z Tobą jest dobrze, bo jesteś
                                      osobą myślącą.Wydaje mi się że przez jakiś czas nie bardzo o sobie
                                      myślałaś, a ten pasierb dał Ci do myślenia.Pogłówkujesz, dojdziesz
                                      do jakichś wniosków, zrealizujesz i będzie dobrze.Pozdrawiam Cię....-
                                      -
                                      ..dobre momenty jak fotografie
                                      zbieram w swej głowie jak w starej szafie...
                                      • regrets Re: ...znajdź coś co cię będzie kręcić.... 09.01.10, 21:34
                                        gala_54 napisała:

                                        > Tak sie składa że ja też lubie układać puzzle, z mężem, ale ponieważ
                                        > nacodzień jesteśmy bardzo zajęci to robimy to tylko raz w
                                        > roku.Kupujemy na Święta Bożego Narodzenia, każdy sobie, puzzle
                                        > składające się tylko z 1000 kawałków.I jest tak jak napasałaś,
                                        > gadamy układając je, słuchamy radia.To jest bardzo fajne.Faktem
                                        > jest , że o związek trzeba dbać, tak jak
                                        > to robi nnikodem.Drobne rzeczy każdego dnia, wtedy jest dobrze.Obie
                                        > strony muszą to robić, kobieta i mężczyzna.Nie może być tak że tylko
                                        > jedna strona sie stara.
                                        > A z tym zaniedbaniem męża to trochę przesadzasz, że nieogolony,
                                        > rozczochrany.Jeżeli pracuje, to jak może być nieogolony? Nie
                                        > powiesz mi że niegoli się do pracy?Z Tobą jest dobrze, bo jesteś
                                        > osobą myślącą.Wydaje mi się że przez jakiś czas nie bardzo o sobie
                                        > myślałaś, a ten pasierb dał Ci do myślenia.Pogłówkujesz, dojdziesz
                                        > do jakichś wniosków, zrealizujesz i będzie dobrze.Pozdrawiam Cię....-

                                        Co do niedbania o siebie to niestety nie przesadzam. Wole nie pisac z dosadnymi detalami, bo az wstyd sie przyznac, ale ujme to tak: prysznic i wanna sa przez niego odwiedzane niezbyt czesto. Prace ma taka, ze niestety nie obchodzi ich jak wyglada wiec sie nie goli gdy mu sie nie chce. Twierdzi, ze zapuszcza brode.... Ile juz przez to bylo klotni... zawsze ta sama wymowka: jest zmeczony. Coz, dalam sobie z tym spokoj .....

                                        Dawniej wlasnie tak bylo miedzy nami, drobne gesty na codzien, ktore dawaly nam znac, ze myslimy o sobie. Mielismy np taki maly rytual: codziennie w poludnie wysylalam mu smsa. Takie drobne zdanie, czasem tylko "cium". Pewnie moglabym to znowu robic, ale przy zero odzewu z jego strony to szczerze mowiac mi sie nie chce. Tak teraz mysle, ze moze wiecej tego bylo z mojej strony a on po jakims czasie sobie odpuscil?

                                        Dalej to wszystko przemysliwuje. Wiem, ze uwagi pasierba uswiadomily mi jak bardzo nieusatysfakcjonowana jestem moim zyciem. Teraz musze pomyslec co zrobic, zeby to naprawic.
                                • nnikodem de Mello 08.01.10, 17:06
                                  kawo-szka napisała:
                                  > zdecydowanie Anthony de Mello (były mnich) i jego "Przebudzenie"

                                  Może cytat?
                                  stronica 17:
                                  "nagle odkryłem, ile ludzie muszą się nacierpieć w jakimś związku, by zrozumieć iluzoryczność wszelkich związków. Czy to nie straszne? Muszą cierpieć w jakimś związku, zanim się obudzą i nie stwierdzą: <mam tego dość! Musi istnieć jakiś lepszy sposób na życie niż uzależnianie się od innych>".

                                  PS. Dlaczego były mnich? De Mello był jezuitą chyba do końca życia. Chyba że nie znam jakiś szczegółów życiorysu.
                                  Kongregacja Nauki Wiary Kościoła Katolickiego, na czele której stał kardynał Ratzinger, ostro skrytykowała publikacje de Mello ale chyba go pośmiertnie nie ekskomunikowali?
                      • kicia031 Dziewczyny, zlitujcie sie 06.01.10, 14:47
                        Rozmowa chcecie przekonac meza, zeby byl oczarowany, zakochany,
                        czuly i romantyczny?

                        Nie da sie!

                        Stancie sie na powrot kobietami, w ktorych sie zzakochali, ajcie im
                        ten dreszczyk, a znowu beda szalec na waszym punkcie.
                        • regrets Re: Dziewczyny, zlitujcie sie 06.01.10, 15:45
                          kicia031 napisała:

                          > Rozmowa chcecie przekonac meza, zeby byl oczarowany, zakochany,
                          > czuly i romantyczny?
                          >
                          > Nie da sie!
                          >
                          > Stancie sie na powrot kobietami, w ktorych sie zzakochali, ajcie
                          im
                          > ten dreszczyk, a znowu beda szalec na waszym punkcie.
                          >

                          Kiciu, chyba masz racje. Po co on ma sie wysilac, kiedy wszystko ma
                          na miejscu na wyciagniecie reki. Tylko jak tu byc tajemnicza czy
                          niedostepna gdy trzeba ugotowac obiad, sprzatnac dom, zrobic pranie
                          i zajac sie rowniez tzw meskimi pracami (malowanie pokoju,
                          naprawienie szafki, zawieszenie lampy) ktorymi to on powinien sie
                          zajac a nie ma ochoty. Ale na pewno cos w tym jest. Moze cos wymysle.
                          • demonsbaby Re: Dziewczyny, zlitujcie sie 06.01.10, 15:50
                            regrets napisała:

                            > kicia031 napisała:
                            >
                            > Tylko jak tu byc tajemnicza czy
                            > niedostepna gdy trzeba ugotowac obiad, sprzatnac dom, zrobic pranie
                            > i zajac sie rowniez tzw meskimi pracami (malowanie pokoju,
                            > naprawienie szafki, zawieszenie lampy) ktorymi to on powinien sie
                            > zajac a nie ma ochoty. Ale na pewno cos w tym jest. Moze cos wymysle.

                            Podpowiem Ci: wymyśl ekscytujący tydzień z niespodziankami natury erotycznej,
                            wstawaj uśmiechnięta, zainwestuj w ekstrawagancję, czerwone wino przed gorącą
                            nocą i olejki aromatyczne do masażu ;)
                          • nnikodem bez litości! 06.01.10, 16:44
                            regrets napisała:

                            > Moze cos wymysle.

                            System kar i nagród?
                            Jak nie zawiesisz półki, to zero seksu? Tylko, że to może nie zadziałać. W końcu
                            40+, to nie 20.
                            Może szlaban na gary? Nie gotować jak się nie wykaże malowaniem ściany.
                            • azerus Re: bez litości! 06.01.10, 18:41
                              no ręce mi opadły
                              dlaczego to ona ma sie starać? z tego co pisze autorka pwątku widac że jest
                              kobietą ładną, zadbaną uśmiechnietą i starajacą się o zapewnienie miłej
                              atmosfery w domu (skoro nawet jej pasierb to zauważył i pozazdrościł własnemu
                              ojcu fajnej baki - a to chyba raczej często nie zdarza)
                              a tymczasem kim stał się jej mąż - podtatusiałym, rozgogolonym facetem, który
                              przedkłada towarzystwo komputera nad jej własne)
                              i dalej twierdzicie że to ONA ma sie postarać? niby z jakiej racji?
                            • regrets Re: bez litości! 06.01.10, 18:44
                              > System kar i nagród?

                              pomysl demonsbaby mi sie bardziej podoba
                              • nnikodem Koty 08.01.10, 19:38
                                Na forum Kobieta większość pań po 30tce ma koty.
                                Ty masz? Znaczy takie prawdziwe, które można pogłaskać.
                                Jonizują ujemnie, czyli korzystnie powietrze.
                                • regrets Re: Koty 09.01.10, 21:36
                                  nnikodem napisał:

                                  > Na forum Kobieta większość pań po 30tce ma koty.
                                  > Ty masz? Znaczy takie prawdziwe, które można pogłaskać.
                                  > Jonizują ujemnie, czyli korzystnie powietrze.

                                  koty owszem mam)))) Jonizuja mi ujemnie powietrze juz dobrych pare
                                  lat))
                                • demonsbaby Re: Koty 10.01.10, 06:05
                                  Znaczy zaliczam mniejszość? W moim przypadku to dobermany, też mają jakiś
                                  związek z samotnym macierzyństwem albo wiekiem "po 30tce"?
                                  • nnikodem Re: Koty 10.01.10, 10:49
                                    demonsbaby napisała:
                                    > ... W moim przypadku to dobermany, też mają jakiś
                                    > związek z samotnym macierzyństwem albo wiekiem "po 30tce"?

                                    W dzisiejszych czasach, w Europie, psy powinny być dozwolone wyłącznie dla
                                    niewidomych, policji, górskich pasterzy, wybranych leśniczych-"selekcjonerów".
                                    Kupując psa, chcesz za pieniądze nabyć przyjaciela.
                                    Inny powód, to pies do obrony, kompletne nieporozumienie w XXIw.
                                    Duże psy, ważące po kilkadziesiąt kg zagryzają lub ranią setki ludzi. W Polsce
                                    niepotrzebnie szczepi się p/wściekliźnie ok. 4000 osób rocznie.
                                    Nic na te nieszczęścia nie pomoże szkolenie psów ani inne mądrości w stylu "jak
                                    pies pogryzł, to wina człowieka".
                                    Jak się Twoje dziecko przewróci i/lub dostanie drgawek, to dobraman je zagryzie.
                                    Bo taka jego natura. Poza tym psy jak ludzie zapadają na choroby psychiczne.

                                    Największy paradoks i barbarzyństwo obserwuję w Niemczech. Tam 70% psów ma
                                    przecięte nerwy krtaniowe, żeby nie szczekały i nie przeszkadzały sąsiadom.

                                    Epoka udomowionych psów zakończyła się. Pora to zrozumieć.
                                    Nie dać się nabierać hodowcom rasowych psów ani apelom schronisk o "adopcję" psa.
                                    • kicia031 Re: Koty 10.01.10, 14:19
                                      Nie dać się nabierać hodowcom rasowych psów ani apelom schronisk o "adopcję" ps
                                      > a.

                                      Ta jest, niech uspia bydlaka, a co! Albo najlepiej lopata przez leb. bedzie taniej

                                      Rzygac mi sie chce jak czytam takiego podlego czlowieka jak ty.
                                      • nnikodem Psy i agresja ludzi 10.01.10, 18:25
                                        kicia031 napisała:
                                        > Ta jest, niech uspia bydlaka, a co! Albo najlepiej lopata przez leb. bedzie taniej

                                        Nigdzie nie pisałem o "usypianiu" ani innym zabijaniu psów. Uważam, że nawet chorego psa nie wolno "uśpić". Należy go traktować jak chorego człowieka. Podawać leki, w przypadku nowotworów morfinę itd. Do naturalnego zgonu.
                                        Po prostu nie należało doprowadzać do niekontrolowanego rozmnażania psów. Te, które żyją muszą przy życiu pozostać i to w jak najlepszych warunkach.

                                        > Rzygac mi sie chce jak czytam takiego podlego czlowieka jak ty.

                                        Jest u Ciebie bardzo wysoki poziom agresji. Napadłaś na mnie z wyzwiskami, a wogóle mnie nie znasz. Uruchomiłaś tym samym program zniszczenia, który powstrzyma jakaś choroba u ciebie lub Twoich bliskich. Może dotyczyć też zwierząt domowych. I nie będzie to żadna kara. Po prostu tak działa homeostaza Wszechświata.
                                        Zalecam, nie trzymaj żadnych zwierząt w domu.
                                        • kicia031 Re: Psy i agresja ludzi 10.01.10, 20:12
                                          Piszesz, zeby nie brac psow przeznaczonych do adopcji. Alternatywa
                                          jest uspic je, albo do konca zycia, czesto przez kilkanascie lat,
                                          trzymac po 6 - 7 sztuk w boksach 1 na 2 m.

                                          To jest humanitarna opcja, ktora masz w ofercie - naszczescie nikt
                                          nie rozsadny nie bedzie sluchal takich bzdur.
                                          • nnikodem Re: Psy i agresja ludzi 10.01.10, 21:16
                                            kicia031 napisała:
                                            > Piszesz, zeby nie brac psow przeznaczonych do adopcji. Alternatywa
                                            > jest uspic je, albo do konca zycia, czesto przez kilkanascie lat,
                                            > trzymac po 6 - 7 sztuk w boksach 1 na 2 m.

                                            Rozumujesz jak wiele polskich kobiet, czyli jeśli nie ma warunków na wychowanie
                                            dziecka to je wyskrobię.
                                            Ludzie namnożyli psy do granic obłędu, to teraz trzeba psom stworzyć takie
                                            waunki, żeby się miały dobrze ale nie rozmnażały.
                                            Wytłumacz mi po co ludziom wielkie, agresywne psy w blokowiskach, w ciasnych
                                            mieszkaniach, wyjące po całych dniach, bo właściciele są w pracy?
                                            Dzisiaj nawet na wsi pies tak naprawde nie jest nikomu potrzebny.
                                            Ten Burek uwiązany łańcuchem dł. 1m, latem bez wody a zimą bez porządnej budy,
                                            kopany przez pijanego "pana", to jest ta przyjaźń?
                                            Na szczęście prawodawstwo na świecie zajęło się też zwierzątami.

                                            • regrets Re: Psy i agresja ludzi 10.01.10, 22:43
                                              widze, ze moj watek zszedl na psy :))))
                                            • kicia031 Re: Psy i agresja ludzi 11.01.10, 10:37
                                              Rozumujesz jak wiele polskich kobiet, czyli jeśli nie ma warunków na
                                              wychowanie
                                              > dziecka to je wyskrobię.

                                              Szkoda, ze twoja matka nie rozumiowala w ten sposob.

                                              Napisz prosze, jaka widzisz alternatywe wobec psow w schroniskach,
                                              skoro ma nie byc adopcji?
                                              Dzisiaj nawet na wsi pies tak naprawde nie jest nikomu potrzebny.

                                              jesli traktujesz zwierze jak rzecz ktora ma sluzyc do Czegos, to
                                              rzeczywiscie nie jest potrzebny. A moze psu potrzebny jest czlowiek?

                                              Zreszta, z kim ja dyskutuje, pojde lepiej sie poprzytulam z moimi
                                              dwoma psiurami ze schroniska.
                                              • flama.ster Re: Psy i agresja ludzi 11.01.10, 11:52
                                                kicia031 napisała:

                                                > > dziecka to je wyskrobię.
                                                >
                                                > Szkoda, ze twoja matka nie rozumiowala w ten sposob.

                                                Nie ma to jak pojechać po rodzinie, zwłaszcza po matce.
                                    • gala_54 Re: Koty 10.01.10, 14:40
                                      ...nnikodem to co piszesz świadczy o tym że o psach nie masz
                                      zielonego pojęcia...Ja zaopiekowałam sie i psem bezpańskim i kotem.,
                                      I wiesz tyle wdzięczności i miłości nie dostałam na tym świecie od
                                      nikogo.To są najwierniejsze i najłagodniejsze zwierzęta pod
                                      słońcem.A rasowy pies, duży dog , uratował mojemu mężowi życie, gdy
                                      pięciu mężczyzn w kominiarkach i z drabiną znalazł niespodziewanie
                                      przed naszym garażem.....Tak że przykro słuchać takiego głupiego
                                      gadania jak Twoje.Gdyby wszyscy tak myśleli ,to koni też by już na
                                      świecie nie było , po po co, parzcież są samochody....Gdyby każdy
                                      zaopiekował się chociaż raz w życiu jakimś zwierzęciem, to świat
                                      byłby dużo lepszy....
                                      • nnikodem pies na drabinie 10.01.10, 18:38
                                        Jeszcze raz przeczytaj mój wpis zanim napiszesz, że jest głupi.
                                        Jeśli nagromadziłaś tyle dóbr, ze przyszli po nie złodzieje, to trzeba było zastosować alarm połączony z agencją ochrony a nie mieszać do tego bogu ducha winnego psa. Naraziliście psa na śmierć. Złodzieje często trują psy albo je duszą. To jest nieludzkie wystawiać psa na takie niebezpieczeństwo.

                                        Zwierzaka nie wolno nazywać przyjacielem. Przyjacielem może być wyłącznie inny człowiek.
                                        Najłatwiej kupić, "zaopiekować się" zwiarzątkiem i mieć wspaniałe samopoczucie, jaka to jestem dobra. Jak on na mnie pieknie patrzy, bo dostał jedzenie.
                                        Ktoś tu pisał, że ma pytona w domu.
                                        • gala_54 Re: pies na drabinie 11.01.10, 10:18
                                          cyt::"Jeśli nagromadziłaś tyle dóbr, ze przyszli po nie złodzieje,
                                          to trzeba było zastosować alarm połączony z agencją ochrony a nie
                                          mieszać do tego bogu ducha winnego psa."
                                          Boże co ty wypisujesz? Zastanów sie.....Mam alarm, ale i
                                          bardzo duży teren.Alarm działa przy ochronie domu, a mąż natknął się
                                          na złodziei jak wyszedł z psem na spacer....Alarmu nie włączasz jak
                                          chodzisz po domu , tylko nocą....Nareszcie po twoim poście
                                          zrozumiałam, że winą jest coś posiadać.Biedni złodzieje że narażam
                                          ich na taki trud , jak okradanie mnie...
                                          cyt:"Złodzieje często trują psy albo je duszą."...nie trafione , mój
                                          pies mieszka ze mną w domu, jest członkiem rodziny a nie w budzie....
                                          cyt:"Najłatwiej kupić, "zaopiekować się" zwiarzątkiem".....wiesz
                                          gdyby to było takie łatwe, to schroniska były by puste.....nie masz
                                          pojęcia jaką pracą jest wyprowadzenie psa ze strachu, obawy przed
                                          człowiekiem, obawy czy jutro dostanie jeść.Z wielką pewnością mówisz
                                          o sprawach o których nie masz pojęcia...
                                        • demonsbaby Re: pies na drabinie 11.01.10, 13:59
                                          nnikodem napisał:


                                          > Zwierzaka nie wolno nazywać przyjacielem. Przyjacielem może być wyłącznie inny
                                          > człowiek.
                                          Niekoniecznie. Pies został udomowiony przez człowieka, pierwotnie w formie
                                          dozoru i pomocy myśliwskiej. Człowiek, jako ta bestia, nauczył się jednak
                                          rządzić światem zwierząt, a dla własnej wygody / "widzi mi się" tworzył i tworzy
                                          krzyżówki o różnych walorach. Pies przyjacielem człowieka, tak, po to został
                                          "stworzony". Jako przyjaciel, a jeśli termin przyjaciel drażni twoje wyobrażenia
                                          estetyczne, w takim razie TOWARZYSZ. Pies obronny wymaga wszak przewodnika i
                                          tylko z nim współpracuje. Pies stworzony do agility również. Jak i każdy inny
                                          szkolony do zadań ratowniczych po opiekuńcze - człowieka wymaga, żeby mu służyć,
                                          czerpać z tego "satysfakcję", okazywać przywiązanie, czuć się "członkiem stada"
                                          (jakkolwiek to dla nie-psiarza brzmi dziwnie).
                                          • kicia031 Re: pies na drabinie 11.01.10, 14:48
                                            Otoz to, pies jest zwierzeciem stadnym, tworzacym wiezi z innymi
                                            czlonkami stada.
                                    • demonsbaby Re: Koty 10.01.10, 14:49
                                      nnikodem napisał:


                                      > W dzisiejszych czasach, w Europie, psy powinny być dozwolone wyłącznie dla
                                      > niewidomych, policji, górskich pasterzy, wybranych leśniczych-"selekcjonerów".

                                      dobre, dobre. uśmiałam się po pachy.


                                      > Kupując psa, chcesz za pieniądze nabyć przyjaciela.
                                      Hahahahaha! Za hobby się płaci.

                                      > Inny powód, to pies do obrony, kompletne nieporozumienie w XXIw.
                                      Czyżby? Likwidacja służb dozorowych również powinna nasąpić - zupełne
                                      nieporozumienie.

                                      > Duże psy, ważące po kilkadziesiąt kg zagryzają lub ranią setki ludzi.
                                      No pewnie. Taka natura zwierząt, podobnie jak ludzi. Ci też mordują. Ludzi
                                      również należy uśpić.

                                      W Polsce
                                      > niepotrzebnie szczepi się p/wściekliźnie ok. 4000 osób rocznie.
                                      Wytrzebić lasy z lisów, tchórzy, etc.

                                      > Nic na te nieszczęścia nie pomoże szkolenie psów ani inne mądrości w stylu "jak
                                      > pies pogryzł, to wina człowieka".
                                      W 2-4% wina błędnych krzyżówek, ale jakby nie patrzeć same się nie parzyły, ktoś
                                      je dobrał, kot sąsiadów zapewne.

                                      > Jak się Twoje dziecko przewróci i/lub dostanie drgawek, to dobraman je zagryzie
                                      > .
                                      > Bo taka jego natura.
                                      A tu łzy radości zalały mi plecy. Czerpiesz skądś te mądrości życiowe, czy
                                      wykazujesz postawy "wyłączności na wiedzę" z zakresu hodowli dobermanów i
                                      znajomości cech oraz walorów użytkowych. Raczę zaczerpnąć kilka pewnych
                                      informacji nt konkretnych ras.

                                      Poza tym psy jak ludzie zapadają na choroby psychiczne.
                                      Nic nowego, z tego powodu również potrafią zaatakować człowieka.

                                      >
                                      > Największy paradoks i barbarzyństwo obserwuję w Niemczech. Tam 70% psów ma
                                      > przecięte nerwy krtaniowe, żeby nie szczekały i nie przeszkadzały sąsiadom.
                                      Nie sądzę jednak, że posługujesz się statystyką, choćby ze względu na
                                      ustawodawstwo i konsekwencje płynące z okaleczania zwierząt przez praktyki
                                      weterynaryjne (podobnie jak przy kopiowaniu).

                                      >
                                      > Epoka udomowionych psów zakończyła się. Pora to zrozumieć.
                                      > Nie dać się nabierać hodowcom rasowych psów ani apelom schronisk o "adopcję" ps
                                      > a.
                                      Niestety póki co, zostaje apelacja co do bardziej rozsądnych ludzi.
                                      • nnikodem siekany kotlet 10.01.10, 18:56
                                        Pocięłaś mój wpis jak siekany kotlet i piszesz bzdury w stylu

                                        > Ludzi również należy uśpić.

                                        2 posty wyżej napisałem, że jestem przeciwny "usypianiu" zwierząt. "Usypianie" polega na wstrzyknięciu psu siarczanu miedzi. Weterynarz powinien to robić dożylnie ale zazwyczaj nie ma czasu i wstrzykuje truciznę dootrzewnowo, po prostu w brzuch.
                                        Chcesz zabijać tak ludzi? Zastanów się co piszesz, bo uruchomiłas program zniszczenia i najwyraźniej przedkładasz życie zwierząt nad ludzkie. Każde jest cenne ale jest pewna gradacja. Jest różnica między muchą, psem i człowiekiem.

                                        PS. Coraz więcej weterynarzy odmawia "usypiania", choć tracą przy tym klientów i kasę. Na szczęście są tacy ludzie i dają przykłąd innym.
                                        • demonsbaby siekany jak siekany 11.01.10, 05:58
                                          nnikodem napisał:

                                          > Pocięłaś mój wpis jak siekany kotlet i piszesz bzdury w stylu

                                          Siekany jak siekany -ustosunkowałam się do twojej wypowiedzi, szczególnie w
                                          odniesieniu do hodowli ras obronnych, tudzież "zachowań" dobermanów, o których
                                          masz niestety żadne pojęcie, a ja rościłam sobie prawo do komentarzy jako
                                          wieloletni doświadczony hodowca konkretnej rasy współpracującej z człowiekiem.


                                          > 2 posty wyżej napisałem, że jestem przeciwny "usypianiu" zwierząt.
                                          zapewne już po mojej wypowiedzi, czego siłą rzeczy nie mogłam doczytać.

                                          "Usypianie"
                                          > polega na wstrzyknięciu psu siarczanu miedzi. Weterynarz powinien to robić doży
                                          > lnie ale zazwyczaj nie ma czasu i wstrzykuje truciznę dootrzewnowo, po prostu w
                                          > brzuch.
                                          Ile zwierząt już uśpiłeś? Masz swoją praktykę weterynaryjną?

                                          > Chcesz zabijać tak ludzi? Zastanów się co piszesz, bo uruchomiłas program znisz
                                          > czenia i najwyraźniej przedkładasz życie zwierząt nad ludzkie.
                                          Nie, szanuję każde życie, ale zwierząt na równi, nie można traktować jako zło
                                          konieczne. Oprócz sporadycznych przypadków chorób i skrzywień psychicznych
                                          wynikających z genotypu, za agresję zwierzęcia będzie odpowiedzialny człowiek,
                                          który pieska w stylu TTB lub "duże obronne" do domu sprowadził nie zgłębiając
                                          wcześniej fachowej literatury na temat wzorca i cech użytkowych.

                                          Każde jest cenne
                                          > ale jest pewna gradacja. Jest różnica między muchą, psem i człowiekiem.
                                          Pies dla pasjonata danej rasy (choć niekoniecznie) tej gradacji nie musi
                                          podlegać, jako, że życie zwierzęcia na szacunek zasługuje i też może być godne.

                                          >
                                          > PS. Coraz więcej weterynarzy odmawia "usypiania", choć tracą przy tym klientów
                                          > i kasę. Na szczęście są tacy ludzie i dają przykład innym.
                                          Oświecę Cię, komunalne schroniska, w których dokonuje się masowej eksterminacji,
                                          bo psie nieszczęście miało pana / panią - idiotę, stosują masowo "usypianie",
                                          metodą doboru, które ma większe szanse na przeżycie w zagryzającej się sforze,
                                          tytułem przepełnienia w klatkach.
                          • kicia031 Re: Dziewczyny, zlitujcie sie 07.01.10, 11:30
                            moze zacznij od tego, ze zjesz na miescie?
                            Niestety prace domowe nie powoduja, ze kobeta staje sie bardziej
                            sexowna w oczach mezczyzny... powiedzialabym, ze wrecz przeciwnie.

                            No chyba ze tak jak by gotujecie razem, podajac sobie nawzajem
                            troche sosu na palcu... tak do sprobowania...
    • izabelski Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 06.01.10, 18:53
      to, ze maz woli wirtualny swiat od rozmowy z toba wyglada mi na to, ze
      maz sie emocjonalnie wyalienowal

      moze warto pomieszkac osobno
      zebyscie sobie uporzadkowali glowy

      na pocatek zatrudnij sprzataczke, zebys miala wiecej czasu dla siebie
      nalezy ci sie
      nie warto tracic zycia na sprawy, ktor karadna nam czas
      • nnikodem Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 06.01.10, 19:49
        Nowe mieszkanie koniecznie z szerokopasmowym łączem i kup sobie dobry komputer.
        Z mężem zawsze można porozmawiać na gg.
        • izabelski Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 06.01.10, 21:59
          a moze by tak po staremu
          umowic sie na randke w tym czasie?
          • nnikodem Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 06.01.10, 22:23
            przez randki.pl
            • izabelski Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 07.01.10, 02:17
              a moze telefonicznie lub listownie

              z wlasnym, obecnym mezem
              a nie z cudzym lub przyszlym...
              • nnikodem Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 07.01.10, 07:13
                izabelski napisała:
                > a moze telefonicznie lub listownie
                > z wlasnym, obecnym mezem

                Wiesz, może się nie wygłupiajmy, bo to są rady rodem z "Claudii".
                www.kobieta.pl/uczucia-i-seks/psychologia/zobacz/artykul/jak-trafic-do-serca-mezczyzny/
                ● Spraw, by przy tobie czuł się dobrze
                ● Przekazuj pozytywne emocje
                ● Pielęgnuj swoją wyjątkowość
                ● Podsycaj erotyczną „chemię”
                ● Nie przypisuj mu od razu złych intencji
                ● Nie wyprzedzaj jego myśli
                ● Nie obwiniaj go o wszystko
                ● Wystrzegaj się generalizowania
                ● Nie bierz wszystkiego do siebie


                • demonsbaby Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 07.01.10, 08:02
                  Nikodem pomimo twoich prób przerysowywania problemu, zauważ proszę, że kobiety
                  "lubią sobie pogadać". Rodem takich "przekupek targowych" - my coś mamy takiego
                  w sobie: tęsknota, fantazje, romantyzm, nie potrafimy mówić "wprost", etc. O ile
                  do mężczyzn trafia prosty przekaz i takim nadają o swoich potrzebach, o tyle my
                  nie do końca potrafimy, stąd "gadamy sobie", sztucznie dmuchamy balon, itp.
                  Udajesz, czy naprawdę nie znasz kobiet? Jestem przekonana, że bardziej trafia do
                  mnie przekaz autorki wątku. Przecież ona nie chce zdradzić męża, tylko tęskni za
                  mężem, za którego wyszła za mąż. Kobieta zamienną jest, ale stałą w uczuciach.
                  My sex wiążemy nie tylko z prokreacją, satysfakcją, ale pieszczotą dotyku i
                  rozmów. Już takie jesteśmy skomplikowane. Banalne, rzekłabym, ale prawdziwe.
                  • demonsbaby Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 07.01.10, 08:03
                    demonsbaby napisała:

                    >Kobieta zamienną jest, ale stałą w uczuciach.
                    hehehe zmienną oczywiście ;)
                  • nnikodem Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 07.01.10, 08:44
                    No właśnie, gadacie jak "przekupki targowe" a klucz jest bardzo prosty.
                    To bezpłodność.
                    • regrets Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 07.01.10, 14:31
                      nnikodem napisał:

                      > No właśnie, gadacie jak "przekupki targowe" a klucz jest bardzo
                      prosty.
                      > To bezpłodność.

                      No, to juz mam zaklepane, czyli chyba jestem na dobrej drodze?
                • izabelski do nnikodem 07.01.10, 19:47
                  jesli masz partnerke/zone
                  to kiedy ostatnio byles z nia na randze?
                  • nnikodem Re: do nnikodem 08.01.10, 17:21
                    izabelski napisała:

                    > jesli masz partnerke/zone
                    > to kiedy ostatnio byles z nia na randze?
                    >

                    Nie robimy z żoną jakichś sztucznych randek.
                    Oczywiście chodzimy czasem do kina, do restauracji, na spacery.
                    Kilka razy w roku weekend w hotelu w górach.
                    W niedzielę robię jej śniadanie do łóżka.
                    Obowiązkowo prezenty na imieniny, urodziny, rocznicę ślubu i święta. I to nie
                    byle jakie, najpierw robię wywiad.
                    Mówimy sobie na codzień czułe słówka, czasem nawet na gg posyłamy serduszka albo
                    buziaki (z jednego pokoju do drugiego).
                    Wczoraj rano odśnieżyłem samochód żony, nagrzałem w środku, bramę otworzyłem,
                    śnieg zmiotłem i to było dla niej najmilsze, bo mnie mocno pocałowała. Miałem
                    wolny dzień ale wstałem.
                    O właśnie, muszę zrobić kawę z ekspresu, bo mnie prosiłą 10 min temu a ja tu
                    siedzę i klikam. Ona też klika, na allegro coś wybiera :)
                    • azerus Re: do nnikodem 08.01.10, 20:02
                      ale nie widzicie głównego problemu? temu facetowi się po prostu już nie chce...
                      on juz wysledził, upolował i udomowił sobie zdobycz. Nawet jak autorka znajdzie
                      sobie jakąś pasję czy cokolwiek co n=zajmie jej czas, to za pare lat może sie
                      rozejrzeć, przyjrzy sie facetowi z bliska i stwierdzi że ona właściwie to już
                      nie zna tego gościa i prawdopodobnie ma go głęboko w rzyci... I to nie ze swojej
                      winy tylko dlatego że jej mężowi nie chce się teraz nawet do kina iść z własna żoną
                      • nnikodem Re: do nnikodem 08.01.10, 21:16
                        azerus napisała:
                        > on juz wysledził, upolował i udomowił sobie zdobycz.

                        Nie wiemy kto wyśledzi, upolował i chce udomowić.
                        • azerus Re: do nnikodem 08.01.10, 22:18

                          "On uwaza, ze swoje zrobil a reszta to normalna czesc zycia, tak jest i koniec".

                          "Ja nadal staram sie wygladac dla meza atrakcyjnie i ladnie a on kompletnie sie
                          zaniedbal.
                          Gdy tak patrze czasem na niego lezacego przed tv, rozczochranego, nieogolonego,w
                          starym swetrze do pracy w ogrodku - to musze sie niezle napracowac, zeby
                          przypomniec sobie dlaczego za mniego wyszlam"

                          "A zal mi, bo gdyprzypominam sobie pierwsze lata naszej znajomosci to widze, ze
                          bylo tam wszystko to co potrzebne do udanego zwiazku"

                          "To jego zachowanie w stosunku do mnie sie zmienilo i ja bym tylko chciala, zeby
                          choc troche wrocilo do tego co bylo dawniej. Wyszlam za maz za dbajacego faceta,
                          ktorego obchodzilo co czuje i czy mi przykrosci nie sprawia.Teraz mam
                          niedbajacego o siebie i pieklacego sie o byle co meza, doktorego czasem boje sie
                          odezwac, zeby nie sprowokowac niezadowoleniai zlosci".

                          a to ci pomoże domyśleć się? ty czytasz uważnie co pisała autorka wątku?
                          • nnikodem Re: do nnikodem 08.01.10, 22:29
                            Od kiedy to facet wybiera kobietę?
                            Tak się mu tylko może wydawać, że upolował!
                    • regrets Re: do nnikodem 09.01.10, 21:42

                      > Nie robimy z żoną jakichś sztucznych randek.
                      > Oczywiście chodzimy czasem do kina, do restauracji, na spacery.
                      > Kilka razy w roku weekend w hotelu w górach.
                      > W niedzielę robię jej śniadanie do łóżka.
                      > Obowiązkowo prezenty na imieniny, urodziny, rocznicę ślubu i święta. I to nie
                      > byle jakie, najpierw robię wywiad.
                      > Mówimy sobie na codzień czułe słówka, czasem nawet na gg posyłamy serduszka alb
                      > o
                      > buziaki (z jednego pokoju do drugiego).
                      > Wczoraj rano odśnieżyłem samochód żony, nagrzałem w środku, bramę otworzyłem,
                      > śnieg zmiotłem i to było dla niej najmilsze, bo mnie mocno pocałowała. Miałem
                      > wolny dzień ale wstałem.
                      > O właśnie, muszę zrobić kawę z ekspresu, bo mnie prosiłą 10 min temu a ja tu
                      > siedzę i klikam. Ona też klika, na allegro coś wybiera :)

                      Wlasnie tak wyobrazam sobie dbanie o zwiazek. Ale zeby tak bylo trzeba sie troszke wysilic. Samo to sie przeciez nie robi.
                      Wiesz, moj maz tez czasem mi wlaczy samochod zeby sie rozgrzal, gdy wychodzi do pracy troche wczesniej niz ja. Tyle tylko, ze ty robisz to dla zony, zeby sobie wsiadla do cieplutkiego samochodu, a moj zebym nie ruszala na zimnym silniku, bo to zle dla samochodu :) Drobna roznica :)
    • weronika.3 Re: Problem - podoba mi sie moj dorosly pasierb!! 09.01.10, 08:32
      Może Twój pasierb sprawdza, czy jesteś wierna? Skoro jest inteligentny...
      Osobiście, nie odważyłabym się mówić takich rzeczy swojemu Ojczymowi. Może to
      nie to samo. Ale też nie w głowie mi sprawdzanie Ojczyma.
      A co do Twojego męża, no cóż, codzienność, jest nieco odmienna od okresu
      zauroczenia i zalotów. Musisz znaleźć "złoty środek". Zorganizuj własne życie
      jak najlepiej, znajdź jakąś pasję. Powodzenia.
Pełna wersja