mysz0lec
07.01.10, 15:22
Witam.
Od niedawna jestem mężatką, przed ślubem byliśmy ze sobą ponad 7 lat
w stałym związku. Mieszkamy w domu teściów, ale mamy dla siebie całą
górę domu, dwa pokoje, kuchnię i łazienkę. Nasza sytuacja
mieszkaniowa nie zmieni się pewnie jeszcze przez kilkanaście lat,
ale mamy w planach (raczej marzeniach) budowę niewielkiego domu.
Przed ślubem mąż obiecywał, że krótko po slubie postaramy się o
dziecko. Pod koniec zeszłego roku ustaliliśmy (wspólnie), że pod
koniec tego zaczniemy starać się o dziecko. Cieszyłam się jak
głupia, bo bardzo chciałabym, żeby nasza rodzina się powiększyła.
Jednak teraz mąż zaczął coś kręcić. Mówi, że za rok to za szybko, że
chyba jestem niepoważna. Powiedział, że za trzy lata możemy
pomyśleć. Potem powiedział, że za trzy też będzie za szybko...
Czas nie stoi w miejscu, szczególnie dla kobiety. Chciałabym mieć
dziecko, dopóki jestem w miarę młoda i mam siłę na opiekę. Walczę ze
swoim instynktem, ale staram się też go zrozumieć. Co mam zrobić?
Przecież nie będę męża namawiała, bo to musi być nasza wspólna
decyzja. Nie potrafię też zrezygnować całkiem z macierzyństwa, a
obawiam się, że on zdania nie zmieni i zawsze będzie "za trzy lata
pomyślimy"...