nikitaa83
08.01.10, 11:25
Witam serdecznie...chciałabym napisac co dzieje sie w moimo
zyciu...a moze jakas madra osoba mam nadzieje poradzi mi co mam
robic...bo trudno jest sluchac samego rozsadku..a wiec ( bede sie
streszczac) Jestem w zwiazku od 9 lat ( nie mamy ślubu )od roku mamy
cudownego synka, od samego poczatku ten zwiazek nie należał do
spokojnych...ale wina leży po obu stronach...ja zbyt
niedomyślna...on zbyt wybuchowy...oto niektóre przykłądy: jestem
niedomysla wiec nie pojechalam do jego babci do szpitala ( zaznaczam
iz nie mialam z kim zostawic synka ) jego boli to ze nawet nie
wykazałam checi, nie przytulam sie, nie całuje go nie interesuje
mnie sex tak jak kiedyś, całą milośc przelałam na małego...to
wszystko prawda wiem ze jestem czasem ignorantką, może i
egoistką...a teraz napiszę jego zachowanie: wylicz mnie prawie z
każdego grosz (bo to on zarabia i utrzymuje moją leniwą dupę),
pojście 2 razy do fryzjera w miesiącu na modelowanie to przesada,
wychowywanie i zajmowanie sie dzieckiem to czysta frajda- wg niego
to żadna praca, ale to jak mówią w reklamie PIKUŚ, mój partner
zaledwi 1 m temu przestał podnosic na mnie reke ( moze nie daje mi
gongi prosto w twarz!-ale to pare przykłądów: ciagniecie za wlosy,
łapanie za szyje-mocno!,walenie piescia w nogi popychanie, wyginanie
rak ) Moze dlatego jestem oziebłą suką?! moze dlatego jestem
ignorantka bo siedzi to głęboko we mnie i nie moge wymazac tego z
głowy...a on mówi ze ja go prowokuje...bo nie jestem czuła
pamietliwa itp....no i zaczełam mu oddawac....byc agresywana.... ale
ile mozn znosic ponizan?
On obiecał sie zmienic przez pare tygodni bylo dobrze...tak jest
zawsze a pozniej zaczyna sie psychiczne znecanie np....znow nie
robisz tego i tego i tak wkolko....sex do bani.....i tak
wkółko...mowi ze wystarczy ze bede normalna myslaca o nim kobieta i
wszystko się ułoży....a ja niewiem czy to ma sens...nie wierze w
całkowitą resocjalizację tego związku
Z jednej strony nie chce zeby mały widział zapłakaną matke... (
jestem coraz bardziej nerwowa )a zdrugiej mysle tak niewiele musze
zrobic zeby nie rozbijac dziecku rodziny...
Jego matka mieszka 3 ulice od nas wiec mógłby widywac dziecko
czesto ...a ja niewiem czy jestem na to gotowa zeby z czasem jakas
inna Pani( domniemana nastepna jego kobieta ) zajmowala sie w
jakikolwiek sposob moin synem...( w czasie kiedy oczywiscie mały
bedzie goscil u taty)...wiem ze rozstanie nie zalatwi
wszystkiego...bedziemy sie klocic o sposob chowania dziecka...
Co mam robic?
probowac jeszcze uratowac to wszystko? dla naszego dziecka...zeby
nie chowal sie w roznitek rodzinie....czy sprobowac sobie ulozyc
zycie na nowo? ( chociaz wydaje mi sie to takie nierealne )
Musze zrobic tak mało....a może aż tak wiele.....
dodam ze on przyżekł ze jak jeszcze raz uniesie na mnie reke to sam
sie wyniesie bez awantur bo tez nie chce zeby dziecko na takie sceny
patrzyło :-(
Pozdrawiam
dziekuje wszystkim zainteresowanym