Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć?

15.01.10, 10:14
Witam !!!!!Może mi pomożecie????
Jestem w 12-nim stażu małżenskim....problem mam taki , że przez te
lata każdą rozmowę, każdy problem, rozwiązywałam ja jako pierwsza.
Teraz mam dosyć, chcę żeby on postarał się rozmawiać zaczynać je ,
rozwiązywać.Też chcę poczuć że jemu zależy na tym małżeństwie.
Pokłóciliśmy się w sylwestra 5min. po północy, do tej pory ze mną
nie rozmawiał.Owszem są takie rozmowy typu o córce , wyjazd na
wakacjie , ogólnie codzienne sprawy, ale o tym co sie stało
cisza .Ale sex-u by chciał, zaciełam się .Wczoraj wybuchłam , to
powiedział że jemu nie zależy na małżeństwie i na
rozmowie .Chciałabym, żeby zeczął rozmawiać. Mam przetrzymać ,
zaciąć się , nie ma rozmowy nie ma partnerstwa. Czy mam sie szykować
do nowego życia????!!!!!! NIE WIEM JAK SIĘ ODNALEŻĆ W TYJ
SYTUACJI?????
    • kicia031 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 15.01.10, 10:34
      Jesli przeyzwyczajas meza przez 12 lat do pewnego trybu
      rozwiazywania konfliktow, to nie licz na to, ze to się zmieni w
      kilka dni, tygodni, czy nawet miesiecy. Ale sadze, ze jeśli będziesz
      konsekwentna, jednoczesnie okazując mezowi, ze nie robisz tego
      przeciw niemu, tylko po to, byscie oboje czerpali wieksza
      satysfakcje z małżeństwa, to mzoe się udac. A teraz radz zadbac o
      siebie, skupic się na swoim rozwoju, cieszyc się zyciem. Będziesz
      szczesliwsza i bardziej atrakcyjna dla otoczenia, lacznie z mezem.
      • krzysztof-lis Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 15.01.10, 19:42
        > Ale sadze, ze jeśli będziesz konsekwentna, jednoczesnie okazując
        > mezowi, ze nie robisz tego przeciw niemu, tylko po to, byscie oboje
        > czerpali wieksza satysfakcje z małżeństwa, to mzoe się udac.

        W jaki sposób zmiana postępowania przeniesie się na wzrost satysfakcji po jego
        stronie?
        • kusy74 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 27.01.10, 09:12
          krzysztof-lis napisał:

          >
          > W jaki sposób zmiana postępowania przeniesie się na wzrost
          satysfakcji po jego
          > stronie?
          >
          To nie tak,że ja go chcę zmienić, nie o to mi chodzi.Tylko czemu
          wymaga każdorazowo,jak jest jakiś problem z córką rozmawiać,a ze mną
          ma???Masz rację satysfakcja musi być,po obu stronach.Czyli jak ja
          się zmieniłam - w moim wypadku była to wybuchowość,wrzaski jak mi
          coś nie pasowało- to czemu nie może się choć trochę postarać? Ja nie
          chcę żeby był jakimś tam monologistą ,bo kocham w nim ten spokuj,
          ale rozmawiać o problemach ,a nie przesuwać je na "kiedyś"?
      • kusy74 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 27.01.10, 09:00
        Dziękuję za odpis!
        Fakt jest moją winą że każdy problem który się stworzył , zaczynałam
        ja rozwiązywać. Mąż niejednokrotnie uważał, że mały problem to nie
        problem.Ja stosuję zasadę jest problem trzeba go rozwiązać, bo jeśli
        go się ignoruje, to się "zbiera" problemików i niejednokrotnie nie
        da się ich spokojnie wyjaśnić, bo jest już za duży żal,wściekłość.
        Jest też taka sprawa, że mąż pochodzi z rodziny gdzie tam się
        milczy,nie rozmawia , i to też jest problem żeby w nim to przełamać.
        W stosunku początku fazy małżeństwaa teraz jest już dużo lepiej niż
        było. Ale jeszcze są momęty kiedy, "muszę z nim walczyć" i nieraz
        mam już dosyć, wtedy to dopada mnie myśl czy warto .
      • kusy74 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 27.01.10, 09:03
        Dziękuję za odpis!
        Fakt jest moją winą że każdy problem który się stworzył , zaczynałam
        ja rozwiązywać. Mąż niejednokrotnie uważał, że mały problem to nie
        problem.Ja stosuję zasadę jest problem trzeba go rozwiązać, bo jeśli
        go się ignoruje, to się "zbiera" problemików i niejednokrotnie nie
        da się ich spokojnie wyjaśnić, bo jest już za duży żal,wściekłość.
        Jest też taka sprawa, że mąż pochodzi z rodziny gdzie tam się
        milczy,nie rozmawia , i to też jest problem żeby w nim to przełamać.
        W stosunku początku fazy małżeństwa teraz jest już dużo lepiej niż
        było. Ale jeszcze są momęty kiedy, "muszę z nim walczyć" i nieraz
        mam już dosyć, wtedy to dopada mnie myśl czy warto .
    • ania81.0 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 15.01.10, 11:02
      Ludzie w zlosci mowia rozne rzeczy. Maz moze nie do konca mial to na mysli. Ale
      faktycznie, jesli ty zawsze zaczynalas rozmowy to moze on to traktuje jako jakis
      sygnal z twojej strony ze to ty juz go nie chcesz. A czy to byly rozmowy czy
      Twoje monologi. Moze jesli jestes zmeczona swoja rola (ja mam podobna role
      psychoterapeuty w zwiazku - nie wiem czy mnie ona kiedys zmeczy - malzentwem
      jestesmy 7 lata ale parą tez 12 - no ale na razie sie trzymam) to powiedz to
      otwarcie mezowi, czego od niego oczekujesz. Wazne tez jest to o co sie
      poklociliscie, czy to jakas blachostka, czy jakas istotna sprawa ktora musi
      pociagnac jakies dalsze konkretne zachowania z waszej strony. W koncu to nie
      takie wazne, kto zacznie rozmowe. Wazne zeby chcial rozmawiac. Ja tez kiedys
      myslalam ze takie ciche dni rozwiaza problemy. ale tak nie jest. jesli to jest
      pierwszy raz ze postanowilas sie zaciac i na zaczynac sama rozmowy i pytasz o
      rade czy warto, to moje osobiste zdanie brzmi ze nie warto. to nic nie da. Warto
      przeczekac tam gdzie sa emocjie, zeby ochlonac, porozmawiac potem spokojnie. Ale
      tam gdzie nie ma emocji, kolejne dni milczenia i stwarzania przepasci miedzy
      ludzmi na pewno nic dobrego nie zrobia.
      • kusy74 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 27.01.10, 09:32
        ania81.0 napisała:

        > Ludzie w zlosci mowia rozne rzeczy. Maz moze nie do konca mial to
        na mysli. Ale
        > faktycznie, jesli ty zawsze zaczynalas rozmowy to moze on to
        traktuje jako jaki
        > s
        > sygnal z twojej strony ze to ty juz go nie chcesz. A czy to byly
        rozmowy czy
        > Twoje monologi. Moze jesli jestes zmeczona swoja rola (ja mam
        podobna role
        > psychoterapeuty w zwiazku - nie wiem czy mnie ona kiedys zmeczy -
        malzentwem
        > jestesmy 7 lata ale parą tez 12 - no ale na razie sie trzymam) to
        powiedz to
        > otwarcie mezowi, czego od niego oczekujesz. Wazne tez jest to o co
        sie
        > poklociliscie, czy to jakas blachostka, czy jakas istotna sprawa
        ktora musi
        > pociagnac jakies dalsze konkretne zachowania z waszej strony. W
        koncu to nie
        > takie wazne, kto zacznie rozmowe. Wazne zeby chcial rozmawiac. Ja
        tez kiedys
        > myslalam ze takie ciche dni rozwiaza problemy. ale tak nie jest.
        jesli to jest
        > pierwszy raz ze postanowilas sie zaciac i na zaczynac sama rozmowy
        i pytasz o
        > rade czy warto, to moje osobiste zdanie brzmi ze nie warto. to nic
        nie da. Wart
        > o
        > przeczekac tam gdzie sa emocjie, zeby ochlonac, porozmawiac potem
        spokojnie. Al
        > e
        > tam gdzie nie ma emocji, kolejne dni milczenia i stwarzania
        przepasci miedzy
        > ludzmi na pewno nic dobrego nie zrobia.
        W tej chwil jest już lepiej,porozmawialiśmy,takie rozmowy odbywają
        się często.Była złość jak i z mojej strony, tak i z jego.
        Nieświadomie boi się że ja go zostawię, ja też się boję.Są
        zachowania ,które u niego nie lubię, bo przypominają mi mojego ojca,
        wtedy też ja wybucham(i to nie jest też zawsze staram się ignorować
        pewne zachowania , mąż też nie lubi pewnych moich zachowań , bo
        przypominam mu teściową).Staramy się oboje,niestety nieraz nie
        wychodzi.
        Porozmawialiśmy, konkretnie,mam nadzieję że to nas scementowało w
        jakimś stopniu.Jeden kryzys przetrwaliśmy,ten może też przetrwamy,
        boję się o kolejny.Zawsze jest ten strach schowany gdzieś na dnie,że
        może i mnie może to dotyczyć.
        Emocje też są w takich przypadkach złe, a czym dłużej oddalamy
        rozmowę tym tworzy się większy mur.Im większy mur, tym trudniej go
        pokonać, następstwem tego, oddalenie.Statam się , mam nadzieję że
        ostatnia rozmowa coś dała.
    • krzysztof-lis Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 15.01.10, 19:39
      > Chciałabym, żeby zeczął rozmawiać. Mam przetrzymać , zaciąć się ,
      > nie ma rozmowy nie ma partnerstwa. Czy mam sie szykować do nowego
      > życia????!!!!!!

      Szykuj się albo na nowe, albo zaakceptuj to, co masz.

      To nieeleganckie nagle po 12-tu latach zmieniać totalnie jedną z podstawowych
      cech osobowości męża, bo przestałaś ją akceptować.

      Trzeba było sobie wybrać partnera, który umie się przełamać po kłótni. A jako że
      wybrałaś sobie innego, teraz nie masz prawa wymagać od niego, żeby się zmienił.
      • czarne_wino Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 17.01.10, 21:42
        krzysztof ma racje. to kobiety sa motorami zwiazkow, to one sie
        rozwijaja i poszukuja ciagle rozwiazan, to one dmuchaja w ognisko
        domowe, bo taka ich rola, to one porafia byc psychologami, bo tak je
        stworzyla natura.itd. i nic dziwnego,wszak powiedzenie mowi ,ze
        mezczyzni rozwijaja sie do 3 roku zycia, potem juz tylko rosna.
      • kusy74 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 27.01.10, 09:50
        krzysztof-lis napisał:

        > > Chciałabym, żeby zeczął rozmawiać. Mam przetrzymać , zaciąć się ,
        > > nie ma rozmowy nie ma partnerstwa. Czy mam sie szykować do nowego
        > > życia????!!!!!!
        >
        > Szykuj się albo na nowe, albo zaakceptuj to, co masz.
        >
        > To nieeleganckie nagle po 12-tu latach zmieniać totalnie jedną z
        podstawowych
        > cech osobowości męża, bo przestałaś ją akceptować.
        >
        > Trzeba było sobie wybrać partnera, który umie się przełamać po
        kłótni. A jako ż
        > e
        > wybrałaś sobie innego, teraz nie masz prawa wymagać od niego, żeby
        się zmienił.
        >

        To nie tak, że chcę nowego życia, to co mam to kocham , czuję że
        chcę się zestarzeć,dzielić z nim to co jest i będzie.Wiem wielkie
        słowa. Ja chcę żeby próbował rozmawiać .Myślisz,że jak jest problem
        to najlepiej rzucić wszystko w diabły i zacząć życie od nowa , a czy
        ja wiem co ono mi przyniesie?????
        Ja jej nie akceptuje, chcę po prostu żeby też postarał się
        rozmawiać , czy to problem prosić o to żeby próbował rozmawiać ,
        mowić o tym co czuje i chce , chyba nie?????Jakby tak zamienić
        role , ja milczę, cisza w małżenstwie!!!!!Są problemy, nie ma
        rozmowy,jest cisza , ładują się emocje porównywalnie do bomby
        jądrowej, bum, rozwód. Chyba nie na tym to polega?????
        Wybrałam takigo męża ,bo pociągał mnie jego spokuj , dalej to
        cenię . Nie jest się wstanie poznać człowieka tylko na podstawie
        randek i uniesień miłośnych i tych wszystkich fluidów, człowieka tak
        naprawdę poznaje się kiedy ma się z nim styczność na coodzień.
        Małżeństwo polega na kompromisach czyż nie tak?????
        Mam prawo wymagać od męża żeby się zmnienił ,tak jak on wymagał
        wyciszenia się z mojej strony !!!!!Małżeństwo to wieczna walka , ale
        przedewszystkim od nas żależy czy się uda czy nie.
    • kawa07 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 25.01.10, 22:14
      Tak, faceci są z marsa, inaczej skonstruowani. A nas męczy to, ze my
      mamy ich zrozumieć. Wkurza mnie, że w czasopismach dla kobiet jest
      mnustwo info o tym jak zadowolic faceta i rozwiązać problrm. Nas się
      edukuje w tym kierunku. A w magazynach dla panów... no cóż. Magazyny
      zadowalają panów, zero psychologii i rozumienia kobiet. Więc skąd
      mają wiedzieć? Przyjrzyjmy się jak wychowuje się synów, a jak
      córki...Są wyjątki. Mój tato, zawsze wychodzi z ręką do rozmowy,
      stara się zrozumieć i wczuć. Nie wiem, kto go tego nauczył. Wrodzona
      empatia, mądrość i chęć dialogu. Za to z żoną nie ma łatwo ;)
      • verdana Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 26.01.10, 10:20
        Dla mnie to działanie typpu "zgadnij co ja myslę". Po 12 latach
        facet nagle ma domysleć się, ze to, ze Ty się do niego nie odzywasz
        to nie jest totalna, kompletna obraza, tylko nagly pomysł, aby on
        inicjował zmiany w relacjach.
        Tak nie ma - chcesz cos, to powiedz. Chyba, ze wyszłas za
        jasnowidza.
        • kusy74 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 27.01.10, 10:21
          verdana napisała:

          > Dla mnie to działanie typpu "zgadnij co ja myslę". Po 12 latach
          > facet nagle ma domysleć się, ze to, ze Ty się do niego nie
          odzywasz
          > to nie jest totalna, kompletna obraza, tylko nagly pomysł, aby on
          > inicjował zmiany w relacjach.
          > Tak nie ma - chcesz cos, to powiedz. Chyba, ze wyszłas za
          > jasnowidza.


          I tu muszę powiedzieć nie. To nie jest tak jak to ujełaś ja milczę
          ty zgadnij. Tak naprawdę nie rozumisz o co chodzi.Przez 12- lat
          rozmowa zawsze między nami istniała i istnieje , tylko ja chciałabym
          żeby mąż od czasu do czasu też zaczął rozmowę!!!Czy to tak dużo?????
          Kłótnia- rozmowa nie zaczęła się z byle problemu i nie skończyła
          się na tym że ja wrzeszczałam , tylko mówiłam i zaznaczam wyjaśniłam
          mężowi o co chodzi, zanim wyszedł do drugiego pokoju obrażony.
          A tak żartobliwie nieraz bym chciała żeby ktoś zgadł co ja chcę i o
          czym myślę.No,ale niestety o tym co myślę muszę mówić,żeby ktoś
          zrozumiał.
      • kusy74 Re: Kryzys początek czy koniec - jak sie znależć? 27.01.10, 10:08
        kawa07 napisała:

        > Tak, faceci są z marsa, inaczej skonstruowani. A nas męczy to, ze
        my
        > mamy ich zrozumieć. Wkurza mnie, że w czasopismach dla kobiet jest
        > mnustwo info o tym jak zadowolic faceta i rozwiązać problrm. Nas
        się
        > edukuje w tym kierunku. A w magazynach dla panów... no cóż.
        Magazyny
        > zadowalają panów, zero psychologii i rozumienia kobiet. Więc skąd
        > mają wiedzieć? Przyjrzyjmy się jak wychowuje się synów, a jak
        > córki...Są wyjątki. Mój tato, zawsze wychodzi z ręką do rozmowy,
        > stara się zrozumieć i wczuć. Nie wiem, kto go tego nauczył.
        Wrodzona
        > empatia, mądrość i chęć dialogu. Za to z żoną nie ma łatwo ;)



        Nie oni nie są z Marsa.My też nie jesteśmy idealne , oni też nas
        próbują zrozumieć.Tylko oni o tym nie rozmawiają tylko myślą, ale
        przecież im do głowy nie wleziemy. Muszą rozmawiać, żeby ich zrozu
Pełna wersja