rodzina meza

17.01.10, 21:48
jestem w zwiazku juz 17 lat. zawsze zle sie czulam w rodzinie meza, sa
to fajni ludzie, ale skrajnie rozni ode mnie i mojej rodziny. nie
akceptuje ich stylu bycia,zachowania i pogladow. jakos przez te lata
dawalo nam sie z mezem podtrzymywac relacje,choc byly one lepsze i
gorsze,ze wzgledu na konflikty miedzy nami. nie odczulam bezposrednio
niecheci z ich strony, ale bylo tak,ze kiedy byl kryzys to oni byli po
jego stronie, a kiedy bylo dobrze byli razem z nami. dzisiaj , po
kolejnej wizycie utwierdzilam sie z w przekonaniu,ze zle sie czuje w
ich towarzystwie. do tego mam kryzys w zwiazku i nie widze juz sensu
dalej utrzymywac takiej sytuacji. maz sie nie zmieni i bedzie zawsze
mocno zwiazany ze swoja najblizsza rodzina, ktora jest matka, siostra i
szwagier z licznymi dziecmi.
wlasciwie to nie szukam juz porady,chcialam to tylko z siebie wyrzucic.
dziekuje.
    • kol.3 Re: rodzina meza 17.01.10, 22:17
      Zawsze możesz przestać bywać u teściow, zerwać stosunki albo je
      solidnie ograniczyć. Jest to absolutnie do przeżycia, a nawet jest z
      tym dużo lepiej. Natomiast nie zrozumiałam, czy o związek nie
      zamierzasz walczyć?
      • czarne_wino Re: rodzina meza 17.01.10, 23:05
        nie zamierzam. kryzys a wlasciwie ostatnie stadium rozpadu zwiazku to
        konsekwencja wczesniejszego wspolnego zycia. po tym wszystkim,co
        przezylam, czuje niechec do meza i nawet juz przelknelabym te spotkania
        rodzinne,ale to byloby wbrew mojemu charakterowi.bylabym nieuczciwa
        zmuszajac sie do pewnych zachowan. a z kolei szczerosc rodzi konflikty.
        myslalam nad terapia malzenska,ale maz jest na to za prymitywny, nie
        chce uznac ,ze ,ma problem alkoholowy,wiec na pewno nie poszedlby do
        poradni malzenskiej. ja wiem,co nam jest,ale ktos z zewnatrz musialby
        mu to powiedziec, bo ja jestem glupia i sama powinnam sie leczyc.



        • black_tangens Re: rodzina meza 18.01.10, 08:49
          czarne_wino napisała:

          > nie zamierzam. kryzys a wlasciwie ostatnie stadium rozpadu zwiazku to
          > konsekwencja wczesniejszego wspolnego zycia. po tym wszystkim,co
          > przezylam, czuje niechec do meza i nawet juz przelknelabym te spotkania
          > rodzinne,ale to byloby wbrew mojemu charakterowi.bylabym nieuczciwa
          > zmuszajac sie do pewnych zachowan. a z kolei szczerosc rodzi konflikty.
          > myslalam nad terapia malzenska,ale maz jest na to za prymitywny, nie
          > chce uznac ,ze ,ma problem alkoholowy,wiec na pewno nie poszedlby do
          > poradni malzenskiej. ja wiem,co nam jest,ale ktos z zewnatrz musialby
          > mu to powiedziec, bo ja jestem glupia i sama powinnam sie leczyc.
          >
          >
          >
          A rodzina jego nie może mu powiedzieć, że ma problem alkoholowy?
          • czarne_wino Re: rodzina meza 18.01.10, 10:42
            nie,bo oni sami pija przy kazdej okazji alkohol w nadmiarze.
            poza tym uwazaja,ze oni sa swietni, a wszyscy , ktorzy wchodza do
            rodziny maja wady, celuje w tym tesciowa szczegolnie. kazdemu
            potrafi przypiac łatke, jej najblizsi sa krysztalowi,nie potrafi byc
            obiektywna, ale to prosta, bogobojna kobieta,wiec juz nawet sie jej
            nie czepiam.
            • black_tangens Odejście to najlepsze wyjście. 18.01.10, 18:57
              czarne_wino napisała:

              > nie,bo oni sami pija przy kazdej okazji alkohol w nadmiarze.
              > poza tym uwazaja,ze oni sa swietni, a wszyscy , ktorzy wchodza do
              > rodziny maja wady, celuje w tym tesciowa szczegolnie.

              Na podstawie tego co napisałaś w pierwszym poście o mężu (jest alkoholikiem bez
              chęci leczenia) oraz tego co napisałaś wyżej o jego rodzinie (też rodzina z
              “tradycjami” alkoholowymi) uważam,że twoja decyzja o odejściu jest NAJLEPSZĄ
              decyzją. Myślę, że szkoda trwonić czas z alkoholikiem, który nie chce się leczyć
              i to pomimo twojego wieloletniego starania się o to by podjął próbę zmiany.
              Odejście to najlepsze wyjście.
    • bas-122 Re: rodzina meza 18.01.10, 15:20
      A po co mieszacie teściów do swoich spraw? Musicie im opowiadać o własnych
      kryzysach, problemach, kłopotach?
      • tiana77 Re: rodzina meza 18.01.10, 17:22
        Jakbym czytała o swoim życiu i teściach....
        • czarne_wino Re: rodzina meza 18.01.10, 18:40
          bo takich tesciwych,jak moja mama (tata nie zyje juz dlugo) jest
          garstka.moja matka,jesli juz to stawala zawsze po stronie bylej synowej
          (nie uchronilo to brata od rozwodu), taka babska solidarnosc. poza tym
          uwazala,ze jak ktos wchodzi do rodziny to powinien byc na szczegolnych
          warunkach, jak gosc. obecnie nie ma juz tyle serca do meza, co kiedys.
          mimo,ze od poczatku nie podobal jej sie, nigdy nie dala mu tego odczuc.
          zawsze podkreslala,ze to nasze zycie i tak sobie wybralismy. ale
          oczywiscie zawsze moge jej sie wyzalic. natomiast tesciowe probowalam
          tylko raz sie pozalic na meza, kiedy o malo mnie nie pobil pod wplywem
          alkoholu. zbyla to milczeniem, a jemu nic nie powiedziala.

          tiana77 napisała:

          > Jakbym czytała o swoim życiu i teściach....
      • czarne_wino Re: rodzina meza 18.01.10, 18:36
        a kto opowiada? bo ja nie.poza tym tesc nie zyje 15 lat.
        tesciowa ma sie dobrze, mimo 80tki. pewnie mnie przezyje.

        bas-122 napisała:

        > A po co mieszacie teściów do swoich spraw? Musicie im opowiadać o
        własnych
        > kryzysach, problemach, kłopotach?
        • bas-122 Re: rodzina meza 18.01.10, 18:53
          Napisałaś o teściach:"nie odczulam bezposrednio
          niecheci z ich strony, ale bylo tak,ze kiedy byl kryzys to oni byli po
          jego stronie, a kiedy bylo dobrze byli razem z nami." Dlatego zrozumiałam, że są
          informowani o waszych problemach. A jak powinnam te słowa zrozumieć?
          • czarne_wino Re: rodzina meza 18.01.10, 19:10
            napisalam tak o calej rodzinie meza, tesc zmarl na poczatku naszego
            malzenstwa. nie wiem,jak masz rozumiec, ja sie im nigdy nie skarzylam,
            to maz widocznie sie zalil. ja zwierzalam sie mamie i bratu, ale oni
            nigdy nie ustawiali sie do meza negatywnie.
            • marzeka1 Re: rodzina meza 18.01.10, 19:22
              "nie wiem,jak masz rozumiec, ja sie im nigdy nie skarzylam,
              to maz widocznie sie zalil. ja zwierzalam sie mamie i bratu"- czyli tak naprawdę
              wasze rodziny wiedziały o waszych problemach? Po co? Jako małżeństwo powinniście
              byli stanowić zespół: razem rozwiązywać swoje sprawy, a tak- on gadał do swoich,
              ty- do swoich, po co? Teraz po tylu latach sprawy zaszły pewnie za daleko.
              • czarne_wino Re: rodzina meza 18.01.10, 21:29
                on jest silnie zwiazany z rodzina. ja mam tylko matke. bardzo chetnie
                do nih uciekal,kiedy bylo miedzy nami zle. mam wrazenie,ze najchetniej
                cofnalby sie do czasow, kiedy mieszkal bezpiecznie z tatusiem i
                mamusia. gloryfikuje tamte czasy ogladajac na okraglo filmy z
                dziecinstwa, wspominajac, nie potrafi cieszyc sie dniem dzisiejszym ,
                nie interesuje go za bardzo przyszlosc. to mnie bardzo zawsze dolowalo,
                bo chcialam czuc,ze on jest ze mna tu i teraz, ale widocznie to bylo
                dla niego za trudne. a moze ja za dzo wymagalam? ja nie lubie
                wspominac, bo za bardzo nie ma czego. interesuje mnie to co bedzie
                jutro,ewentualnie za pare lat. i to sie u nas z biegiem czasu
                poglebia. doszla jeszcze miedzy nami jedna sprawa, ktora przyczynila
                sie do oddalenia,ale nie wiem,czy teraz o tym napisze, moze nastepnym
                razem, bo to dla mnie trudny temat.
                • black_tangens Re: rodzina meza 18.01.10, 21:35
                  Na podstawie tego co napisałaś w pierwszym poście o mężu (jest alkoholikiem bez
                  chęci leczenia) oraz tego co napisałaś wyżej o jego rodzinie (też rodzina z
                  “tradycjami” alkoholowymi) uważam,że twoja decyzja o odejściu jest NAJLEPSZĄ
                  decyzją. Myślę, że szkoda trwonić czas z alkoholikiem, który nie chce się leczyć
                  i to pomimo twojego wieloletniego starania się o to by podjął próbę zmiany.
                  Odejście to najlepsze wyjście.
                  • czarne_wino Re: rodzina meza 18.01.10, 21:52
                    niewykluczone ,ze stanie sie to w tym roku.wielokrotnie go uprzedzalam,
                    a on na to sie zgadza. z tym,ze ja nie odejde, bo to jest moje
                    mieszkanie, a on sie nie wyprowadzi, bo mu tak dobrze,choc moglby do
                    matki. na razie zaobserwowalam,ze mniej pije,a przez ostatnie dni w
                    ogole. on sie nie upija, bo praca mu nie pozwala,ale pije po kryjomu i
                    to jest dla mnie straszne. palenie rzucil dawno temu to moze i alkohol
                    tez? nawet w sylwestra mial takie postanowienie,ale po chwili dodal,ze
                    bedzie trudno.
                    • bas-122 Re: rodzina meza 18.01.10, 21:59
                      A co z tą terapią małżeńską? Nie napisałaś co on na to.
                  • bas-122 Re: rodzina meza 18.01.10, 21:57
                    Osobiście nie odważyłabym się sugerować autorce posta odejścia. Przede wszystkim
                    zbyt mało informacji podała, by dojść do takiego wniosku. Nie mam też pewności,
                    czy to jest Jej decyzja. Mam raczej wrażenie, że zastanawia się nad decyzją.
                    Oczywiście, mogę się mylić.

                    Tak, czy inaczej czarne_winojest w trudnej sytuacji. Ma wiele do
                    przemyślenia. I sama musi zdecydować. Bardzo bym chciała, żeby sobie ze
                    wszystkim poradziła. Życzę Jej tego.
                    • czarne_wino Re: rodzina meza 19.01.10, 12:25
                      dziekuje za optymizm:) mamy teraz ciche dni, przekazujemy sobie
                      tylko niezbedne informacje. ja dojrzewam do decyzji o rozwodzie od
                      dluzszego czasu. jakies 3 lata? nie mam ochoty juz na rozmawianie o
                      nas, bo to zawsze ja inicjowalam rozmowy po okresie ciszy.teraz nie
                      mam motywacji i ochoty. po zachowaniu meza widze,ze on tez sie z tym
                      dobrze czuje. ale taka sytuacja nie moze trwac wiecznie. na to
                      wszystko patrzy dorosly syn, z ktorym tez mamy teraz problem, nie
                      uczy sie i nie pracuje. odnosnie terapii to nie rozmawialam z mezem.
                      mysle,ze to mialoby sens,kiedy oboje bysmy tego chcieli.
                      • black_tangens Re: rodzina meza 19.01.10, 13:22
                        czarne_wino napisała:

                        > dziekuje za optymizm:) mamy teraz ciche dni, przekazujemy sobie
                        > tylko niezbedne informacje. ja dojrzewam do decyzji o rozwodzie od
                        > dluzszego czasu. jakies 3 lata?

                        To podejmij w końcu jakiś zdecydowany krok, bo tkwisz w bagnie i nic nie robisz.

                        nie mam ochoty juz na rozmawianie o
                        > nas, bo to zawsze ja inicjowalam rozmowy po okresie ciszy.teraz nie
                        > mam motywacji i ochoty. po zachowaniu meza widze,ze on tez sie z tym
                        > dobrze czuje.

                        Pewnie, że mąż się z tym dobrze czuje. On sobie może pic i robić co chce a ty
                        milczysz. Niezły układ (ale tylko dla niego wspaniały). Życie z alkoholikiem i z
                        tego co napisałaś z człowiekiem, któremu ty zwisasz jest strasznie wyczerpujące
                        psychicznie. Czyż nie mam racji?

                        ale taka sytuacja nie moze trwac wiecznie. na to
                        > wszystko patrzy dorosly syn, z ktorym tez mamy teraz problem, nie
                        > uczy sie i nie pracuje. odnosnie terapii to nie rozmawialam z mezem.
                        > mysle,ze to mialoby sens,kiedy oboje bysmy tego chcieli.

                        Odejdź i zajmij się synem. Forma odejścia to twoja sprawa: możesz wyrzucić męża
                        z domu (piszesz że jest twoją własnością; choć tu jest problem współwłasności
                        małżeńskiej), możesz wziąć rozwód. A twój mąż alkoholik sam znajdzie sobie
                        terapię jak sięgnie swojego dna. Prowadzenie alkoholika za rączkę na terapię nic
                        nie daje. Szkoda na to sił i czasu. To alkoholik musi chcieć sam pójść na
                        terapię, musi zrozumieć że jest alkoholikiem i że alkohol jest jego wrogiem. Ja
                        bym swoje siły poświeciła dla dziecka, nawet jeśli jest już dorosłe tzn. dopiero
                        wchodzi w życie.
                        • bas-122 Re: rodzina meza 19.01.10, 16:03
                          Jeśli już, to niech dziewczyna poświęci siły dla siebie. I mąz i dziecko są dorośli.

                          Ja nie umiałabym przekreślić swoich 12 lat małżeństwa, bez podjęcia wszelkich
                          prób ratowania związku...
                          • czarne_wino Re: rodzina meza 19.01.10, 18:11
                            to zalezy, jaki sie ma stosunek do meza. jesli do tego doloze
                            podejrzenie o zdradzanie mnie to naprawde ktos moze mnie nazwac naiwna
                            idiotke. nie dosc, ze alkoholik, to jesdzcze babiarz, no i kretacz, bo
                            o tym to nawet nie wspominalam. w takim czlowieku, niestety, kiedys sie
                            zakochalam. zreszta, nie tylko ja.
                      • bas-122 Re: rodzina meza 19.01.10, 15:58
                        Ale z tego co piszesz wynika, że nie wiesz nawet co Twój mąż o terapii myśli.A
                        poza tym, prawdopodobnie nawet Tobie samej w tak toksycznym małżeństwie terapia
                        by się przydała. Tak mi się wydaje.
                        • czarne_wino Re: rodzina meza 19.01.10, 18:15
                          tak mi sie nawarstwily poblemy,ze rozwazam pojscie do psychologa sama.
                          do tej pory sobie swietnie radzilam, bo psychologia mnie zawsze bardzo
                          interesowala i duzo czytam na ten temat. ale brakuje mi obiektywnego
                          spojrzenia fachowca, bo moze ja cos zle interpretuje? moze cale zlo
                          tkwi we mnie? z drugiej strony psychologg bedzie chcial wysluchac
                          drugiej strony. a moze ja sie wlasnie boje diagnozy? ze to ja
                          jestem "samo zlo" i pograze sie juz calkiem?
                          • weronika.3 Re: rodzina meza 19.01.10, 19:56
                            Z psychologiem, moim zdaniem, to dobry pomysł. I na Twoim miejscu nie
                            zaprzątałabym sonie głowy rozważaniem, czy mąż będzie musiał uczestniczyć w tych
                            wizytach, czy nie. To sprawa najmniej ważna. Z tego co zrozumiałam, chciałabyś
                            uporządkować swoje życie, usłyszeć obiektywną opinię fachowca, dowiedzieć się,
                            czy właściwie widzisz sprawy, własne problemy, czy nie popełniasz błędów. A
                            jeśli popełniasz, to jakie. Równie dobra, przydatna byłaby opinia dobrego
                            psychoterapeuty rodzinnego.
                            W mieście, w którym mieszkam, zorganizowano kiedyś kurs dla rodziców mających
                            problemy z dziećmi. I wiesz, bardzo mi pomógł. Masę rzeczy zobaczyłam inaczej. I
                            bardzo przydał mi się nie tylko w rozwiązywaniu problemów z dziećmi, ale nauczył
                            mnie patrzeć, słuchać i radzić sobie i z dorosłymi. To było tak, jakbym z tej
                            swojej rodzinnej kipieli wychyliła głowę na świat i zaczerpnęła powietrza. Więc
                            Tobie też radzę, chwyć oddech.
                            A jeśli później stwierdzisz, że Twoje małżeństwo rzeczywiście nie ma sensu,
                            podejmiesz odpowiednie kroki i to z pełnym przekonaniem o słuszności. Tylko
                            poszukaj dobrego psychologa lub terapeuty.
                            • czarne_wino Re: rodzina meza 19.01.10, 20:55
                              dzieki za porade. zawsze staram sie wybierac najlepszego fachowca w
                              roznych sprawach,ale roznie z tym bywa. najlepszy bylby sprawdzony
                              wczesniej przez kogos, ale nie znam nikogo, kto korzystal z porady
                              psychologa i mysle,ze nikt by sie nie przyznal. mam jeszcze problem
                              z rozmawianiem z doroslym synem. przyznam,ze tak, jak kiedys sobie
                              swietnie radzilam, teraz czuje sie bezradna. tak, zdecydowanie musze
                              isc po porade. postaram sie moze necie kogos poszukac w moim miescie.
                              • weronika.3 Re: rodzina meza 19.01.10, 21:17
                                Pamiętam z jakimi oporami szłam na ten kurs. Zwyczajnie bałam się. Myślałam że
                                będę wywlekać na forum publicznym (około 20 osób)przykre dla mnie sprawy, że
                                publicznie wytkną mi moje błędy i moją nieudolność. A okazało się, że nic z
                                tego! Strach ma jedynie wielkie oczy. :)))
                                Objaśniono mi jak myśli dziecko, drugi człowiek. Nauczono różnych sposobów
                                komunikowania się. Nawet nie wiedziałam, że jest tyle możliwości. Dużo, bardzo
                                dużo ćwiczyliśmy, odgrywaliśmy scenki...Dopiero po tym kursie (prowadziło go 3
                                psychologów z poradni rodzinnej) zaczęłam rozumieć ludzi. I dużo zmieniać w
                                sobie, wokół siebie...Przyznaję, był to spory wysiłek. Wyszłam na prostą.
                          • bas-122 Re: rodzina meza 19.01.10, 20:09
                            Czarne_wino, mam wrażenie, ze uczucia Tobą szarpią we wszystkie strony. Ty
                            rzeczywiście potrzebujesz kogoś, kto popatrzy na wszystko z boku. Dziewczyno, Ty
                            się sama z tym wszystkim szarpiesz. Ale z tym "samym złem", to już mocno
                            przesadziłaś. W małżeństwie winnych jest zawsze dwoje, więc Ty nie możesz być
                            "samym złem".
                            • czarne_wino Re: rodzina meza 19.01.10, 20:59
                              wiem, jestem okropna. surowa w ocenie siebie i innych. to wlasnie
                              zamierzam w sobie zmienic, bo zdalam sobie sprawe,ze jestem za ostra
                              w zyciu. stad to okreslenie. mowi sie,ze jesli chcemy kogos zmienic
                              to zacznijmy od siebie. i tak tez robie od poczatku roku. ale jest
                              ciezko.... dzieki bas:)
    • czarne_wino kto lepszy? 19.01.10, 21:27
      psycholog czy psychiatra? psychiatre,podobno dobrego, znalazlam
      blisko domu, psychologa (dwie pozytywne opinie) w innej dzielnicy.
      ale moje problemy chyba kwalifikuja sie do psychologa?
      • weronika.3 Re: kto lepszy? 19.01.10, 21:29
        Tak, do psychologa.
      • bas-122 Re: kto lepszy? 19.01.10, 21:35
        Moim zdaniem problemami rodzinnymi zajmuje się bardziej psycholog. Może wejdź na
        jakieś forum psychologiczne /albo i kilka bo jest tego trochę/i zapytaj o
        konkretną miejscowość, niech Ci kogoś od problemów rodzinnych polecą.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja