Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie.

19.01.10, 12:11
Jestem mężatką od 11 lat, w tym związku od 14. Mamy 10-letnia córkę. Na
zewnątrz nasz związek wyglądał na idealny, obydwoje o to dbaliśmy. Mąż to
typowy egoista i obsesor – owładnięty wielką ale chorobliwą miłością,
strasznie zazdrosny, zaborczy, kontrolujący mnie na każdym kroku, traktujący
mnie jak swoja własność. Często mnie wyzywał używając najgorszych wulgaryzmów.
Najczęściej zdarzało się to wówczas gdy np. odmawiałam sexu lub wg niego byłam
nieczuła, wówczas w najgorszych epitetach trafiał do mnie przekaz, że robiłam
to pewnie z innymi i dlatego nie chce teraz z nim. Do tego potrafił mnie mocno
szarpnąć, popchnąć, ścisnąć lub wykręcić ręce, a ostatnio nawet uderzyć… Po
takiej „akcji” przytulał, przepraszał i twierdził, że to dlatego, że „tak
bardzo mnie kocha”… Zadaję sobie pytanie dlaczego tak długo w tym tkwiłam,
dlaczego sobie pozwalałam na takie upokorzenia, zwłaszcza, ze jestem kobietą
atrakcyjną, wykształconą, zaradną i niezależną finansowo i tak naprawdę to ja
byłam głową i filarem tej rodziny. Może dlatego, ze po takich incydentach były
miesiące „miodowe”, w których potrafił być naprawdę cudowny i kochający.
Próbowałam rozmawiać, mówiłam jak bardzo jego zachowanie mnie boli, jak
upokarza, prosiłam by się zmienił, chciałam byśmy poszli na jakąś terapię. Ale
bez skutku, ciągle słyszałam, ze z nim jest wszystko ok. tylko ja mam
pomieszane w głowie i chciałabym nie wiadomo czego. W pewnym momencie
powiedziałam KONIEC i DOŚĆ. Byłam strasznie zdeterminowana i obiecałam sobie,
że tym razem nie dam się złamać i nie nabiorę się na czułe słówka, prosiłam by
się wyprowadził. Kryzys trwał ponad 3 miesiące podczas których mąż zachowywał
się chwilami nieobliczalnie, trafiając na mur z mojej strony imał się
najgorszych metod – były prośby i błagania potem groźby, szantaże a nawet
przemoc. Mówił, że przeze mnie strasznie cierpi, że tego nie zniesie a nawet
że się zabije a ja będę za to odpowiedzialna. Nie potrafiłam z nim być ale tez
nie umiałam odejść. W końcu to ja zaczęłam chodzić do psychologa bo przestałam
sobie z tym radzić. Wreszcie on się wyciszył, zaczęliśmy nawet w miarę
normalnie i logicznie rozmawiać, pomimo swojej determinacji zaczęłam myśleć,
że może jednak coś zrozumiał i że może powinnam dać mu jeszcze szansę... Cały
czas zapewniał o swojej wielkiej miłości po czym okazało się, że jego
wyciszenie miało zgoła inna przyczynę. Otóż znalazł pocieszenie i „bratnią
duszę” w koleżance z pracy. Odkryłam to przypadkiem a w końcu sam się
przyznał. Były czułe sms-y, maile, kilka krótkich spotkań. Przysięgał, że do
niczego między nimi nie doszło (może jestem naiwną idiotką ale jednak w to
wierzę – jest zbyt dużym tchórzem). Powiedział, że to moja wina bo go
odrzuciłam a on tak strasznie cierpiał (skończony egoista!) a ten flirt
złagodził jego cierpienia. Czasami myślałam, ze jakby sobie kogoś znalazł to
może nawet by mi w jakiś sposób ulżyło bo łatwiej byłoby się rozstać ale
myliłam się, zabolało i to bardzo… Teraz mówi, że z TYM skończył (chociaż
wiem, ze i tak się kontaktują – w końcu razem pracują), że chce wszystko
naprawić i nadal mnie kocha. Tylko ja mam wrażenie, że on w ogóle nie rozumie
znaczenia tych słów. Zwłaszcza, ze to co mówi i jak się zachowuje po tym
wszystkim świadczy o tym, że tak naprawdę to nic nie zrozumiał i to on czuje
się ofiarą. Powinnam ten incydent potraktować jako gwóźdź do trumny naszego
małżeństwa i bez żalu odejść, dlaczego nie potrafię tego zrobić? Wydaje mi
się, że jestem w jakiś sposób od niego uzależniona ale czy to jeszcze miłość?
Czy warto poświęcać się dla kogoś kto tak naprawdę kocha tylko siebie i wiem,
ze nigdy się nie zmieni?
    • yenna_m Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 19.01.10, 12:36
      moim zdaniem nie warto
    • notting_hill Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 19.01.10, 12:43
      Odpowiedź zawarłaś w swoim poście. Znasz ją, tylko zwyczajnie boisz
      sie zmian. To jakby jest zupełnie normalne. Większość się boi,
      stygmat samotnej, rozwiedzionej kobiety nie jest przyjemny, ale da
      się żyć.
    • nora_35 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 19.01.10, 13:13
      Tak odpowiedziałam sobie. To podpowiada mi rozsadek i kilka bliskich osób,
      którym wreszcie odważyłam się powiedzieć coś więcej nt. tego "cudownego"
      związku. Poza tym po tych wszystkich upokorzeniach i po tym co się wydarzyło
      potem nie potrafię się przemóc do jakiejkolwiek bliskości z nim i wiem, ze to
      się prędko nie zmieni o ile w ogóle... znowu musiałabym robić coś wbrew sobie a
      tego już nigdy nie zrobię... Jak wspominałam korzystam z porad psychologa,
      czytam dużo "mądrych" książek, próbuję zgłębić problem i dotrzeć do niego i
      przekonuję się coraz bardziej, ze to nierealne bo on się nie zmieni a jeśli
      nawet to na chwilę a i tak nie będzie wtedy sobą. Ale to niestety jest jakiś
      rodzaj uzależnienia a poza tym on świetnie potrafi mną manipulować, potrafi być
      przesłodki, cudowny, dowcipny... Wiem, ze to tylko gra ale chwilami nadal daję
      się na nią nabrać...
    • black_tangens “Choćby pił, choćby bił, byle był”?????? 19.01.10, 13:33
      nora_35 napisała:

      > Jestem mężatką od 11 lat, w tym związku od 14. Mamy 10-letnia córkę. Na
      > zewnątrz nasz związek wyglądał na idealny, obydwoje o to dbaliśmy. Mąż to
      > typowy egoista i obsesor (...)Cały
      > czas zapewniał o swojej wielkiej miłości po czym okazało się, że jego
      > wyciszenie miało zgoła inna przyczynę. Otóż znalazł pocieszenie i „bratni
      > ą
      > duszę” w koleżance z pracy. Odkryłam to przypadkiem a w końcu sam się
      > przyznał. Były czułe sms-y, maile, kilka krótkich spotkań. (..)
      > Czy warto poświęcać się dla kogoś kto tak naprawdę kocha tylko siebie i wiem,
      > ze nigdy się nie zmieni?

      NIE WARTO. Uśmiałam się (ironicznie), jak twój zaborczy agresywny mąż obarczył
      ciebie winą za swoją zdradę. Jego IQ chyba nie jest za wysokie? A może on jest
      taki bezczelny, bo wie że może sobie na to pozwolić, bo wziął za żonę kobietę
      bojącą się rozstania i chcącą za wszelką cenę być mężatką? Żyjesz zgodnie z
      zasadą: “Choćby pił, choćby bił, byle był” - życie zgodnie z tą zasadą to
      zazwyczaj dramat.
      • nora_35 Re: “Choćby pił, choćby bił, byle był” 19.01.10, 15:06
        To nie tak. Nigdy nie myślałam w ten sposób. Po prostu zawsze wmawiałam sobie,
        że nasze małżeństwo nie jest takie złe, że tak naprawdę inne są pewnie gorsze.
        Zwłaszcza, że sama stworzyłam taką otoczkę by wszyscy odnosili wrażenie, że ten
        związek - może nie idealny - ale na pewno jest udany. Wiem, że niejedna kobieta
        już po jednym takim "wybryku" podziękowałaby takiemu panu. Ale to się tylko tak
        mówi, zwłaszcza gdy są dzieci. A poza tym cały czas naiwnie wierzyłam, że on
        naprawdę może zmienić swoje zachowanie ale zamiast lepiej było tylko gorzej...
        Uciekałam też w pracę, starałam sie zajmowac tym co lubię i jakoś to było...
    • kicia031 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 19.01.10, 13:34
      Widzialabym szanse, gdyby maz uznal swoja odpowiedzialnosc,
      zidentyfikowal swoje problemy i podjal terapie.
      Na razie zbieraj dowody zdrady i przemocy ze strony meza - przydadza
      sie w sadzie.
    • demonsbaby Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 19.01.10, 14:07
      Ciężki orzech do zgryzienia, ale zdaje się jesteś bliska decyzji o rozstaniu.
      Przy założeniu, że facet zrozumie "groźbę" sytuacji i podejmie się z tobą
      wspólnej terapii małżeńskiej, możecie wasze relacje naprawić. Ciężko też mi
      doradzać, żeby natychmiast się rozstać, że facet Ciebie zdradził (możliwe, że
      nie). Nie mniej konsekwencje musi odczuć, zatem bądź stanowcza. Jeżeli chce
      nadal odgrywać rolę męża, warunek jest jeden - terapia, a jak zobaczysz poprawę,
      zdecydujesz się na ponowne wspólne życie.
      • sebalda Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 19.01.10, 15:24
        Mam podobnie jak Ty, głównie jeśli chodzi o huśtawkę zachowań męża; kochający i
        oddany małżonek z minuty na minutę potrafi zamienić się w pałającego nienawiścią
        awanturnika.
        Różnica jest jednak taka, że mój mąż jest uczciwy, a do tego umie uznać swoją
        winę, przyznaje się do braku umiejętności panowania nad złymi emocjami, do
        nerwowości i drażliwości. Ale... Mimo świadomości swoich wad, nie umie nic z
        nimi zrobić (nie umie, czy nie chce, oto jest pytanie), a ponadto, to ja nie
        widzę swoich wad (co nie jest prawdą) i głównie to ja go prowokuję (byle czym,
        drobiazgiem, albo sprawą niesłychanej wagi, zależy od okoliczności). Dopóki ja
        nie uznam swojej winy i nie przestanę go oczerniać i zbyt krytycznie oceniać (a
        mam powody) nie znajdziemy porozumienia. W związku zawsze winne są obie strony -
        to słowa mojego męża. To i tak lepsze, niż zwalanie całej winy na żonę.
        Zmierzam do tego, że interesuje mnie, czy w Waszym związku to zawsze mąż był tym
        najgorszym? Czy masz poczucie własnej, choć niewielkiej winy? I nie chodzi o
        taką winę, że wykończona akcjami typu wyzwiska i rękoczyny, nie masz już żadną
        miarą ochoty na zbliżenie. Chodzi o codzienne pożycie. Jesteś ok we wszystkim?
        • nora_35 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 19.01.10, 15:50
          Pewnie, że mam poczucie winy, może nawet za bardzo i w sprawach, w których
          absolutnie nie powinnam. Chociaż mu tego nie mówię, ze by nie przyznać mu racji
          i nie dać satysfakcji po takim "praniu mózgu" jakie nie raz mi robi zaczynam go
          we wszystkim usprawiedliwiać i zastanawiać się czy rzeczywiście go czymś nie
          sprowokowałam. Zawsze staram się, próbuję spojrzeć na problem z jego strony. A
          jeśli chodzi o codzienność to na pewno nie jestem ideałem bo takich nie ma ale
          tak jak już wspomniałam to ja zawsze musiałam byś silniejsza, ja podejmowałam
          ważne decyzje, nigdy mnie nie wspierał w niczym, zawsze mówił - rób jak uważasz
          ale jak coś wyszło nie tak to słyszałam: "wiedziałem, ze tak będzie ale nie
          chciałem nic mówić". Od dawna pracuję na dwóch etatach - najpierw bo było nam
          bardzo ciężko finansowo, potem żeby było po prostu lepiej. Poza tym to ja
          zajmuję się domem (udało mi się wypracować jedynie to, że to głównie on sprząta
          bo ja na regularne porządki nie mam czasu, ja robię "większe" sprzątanie raz na
          jakiś czas), ja zajmuję się dzieckiem - jego rola ograniczała się zawsze tylko
          do tego, że był i zerkał, by dziecko nie zrobiło sobie krzywdy, ja odrabiam z
          córką lekcje, chodzę na wywiadówki, zabieram ją na wycieczki, do kina itp.,
          Razem w zasadzie nie wychodziliśmy nigdzie bo jak twierdził "nie jest mu to
          potrzebne" i wolał np. oglądać sport w telewizji na 5-ciu różnych kanałach na
          zmianę. A jeśli chodzi o zbliżenia - to fakt - często byłam zbyt zmęczona i
          zestresowana, a jeszcze od niego słyszałam ciągłe pretensje więc zdarzało się,
          że nie miałam na to ochoty. Wtedy on reagował agresją i obrzucał mnie stekiem
          wyzwisk co jeszcze pogłębiało moją niechęć. A co najgorsze najczęściej bywało
          tak, że i tak w jakiś sposób mnie mnie do tego skłaniał - chociażby szantażem,
          albo robiłam to dla "świętego spokoju" żeby nie słyszeć tych wszystkich obelg. A
          potem czułam się jak ostatnia... No właśnie, a najgorsze jest to, że on tego nie
          rozumie, uważa, że ciągle przesadzam. A moim zdaniem to kompletny brak szacunku,
          do tego stopnia, ze ja sama prawie straciłam szacunek do siebie...
          • marzeka1 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 19.01.10, 19:55
            "To podpowiada mi rozsadek i kilka bliskich osób, "- a jeśli to nie wystarczy,
            to może pomyśl o córce????? Dlaczego ma dostać z domu TAKI wzór faceta? Chcesz,
            by potem podobnie trafiła?
            Jesteś z agresorem, który nauczył się tobą manipulować, ba !- on nawet swoją
            zdradę potrafił przekuć na twoją winę!!!! Posłuchaj jednak tego rozsądku i
            bliskich osób. Zobacz też oczami wyobraźni, jak twoja córka trafia na faceta,
            który nią pomiata, szarpie, zdradza.
            • sebalda Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 09:13
              Mam już mniej więcej spójny obraz Waszego małżeństwa: on ma Ciebie za
              dominującą, zimną, wymagającą (sprząta? jak go do tego skłoniłaś?) i niedającą
              mu ciepła żonę, Ty go masz za wulgarnego, agresywnego, nudnego (sport na 5
              kanałach), nierozumiejącego Ciebie męża. Jedno jest obrażone na drugie, tylko
              pytanie, gdzie jest tego wszystkiego początek? Częstym źródłem konfliktów jest
              odmienne podejście do seksu: facet stresy odreagowuje w łóżku, dla kobiety
              zestresowanej, a do tego potraktowanej agresywnie i obraźliwie seks jest
              ostatnią rzeczą, na jaką ma ochotę. Znam dobrze ten ból. Oczywiście uogólniam,
              bo może nie zawsze tak jest. Taki mężczyzna kompletnie nie rozumie tych
              mechanizmów i uznaje, że jego żona jest oziębła i niechętna. A to dla faceta
              przykre. To, że oziębłość żony wynika z jego stosunku do niej, to już taki
              detal. To koło zamknięte i sytuacja bez wyjścia. Ty oczywiście przesadzasz,
              przecież on się stara, pomaga w domu, potrafi być kochający i oddany, Twoje
              pretensje to zwykłe babskie fochy. A że facet czasami zaklnie w nerwach (no
              przecież ma powody), to norma, więc nie ma o czym mówić. Dopóki mężczyzna nie
              zrozumie, że w ten sposób bardzo jednak rani, dopóki nie zrozumie mechanizmu
              odsunięcia się kobiety od agresora, dopóty taka huśtawka będzie trwała. Wiem co
              mówię, mam tak już ponad 20 lat. Dlaczego w tym tkwię? Nie wiem. Może też z
              pewnej samoświadomości, z poczucia, że sama nie jestem doskonała? Z
              przyzwyczajenia i potrzeby stabilizacji, strachu przed rozpoczynaniem
              wszystkiego od nowa? Z pobudek religijnych? A podobnie jak Ty jestem raczej
              samowystarczalna i nie jestem jakoś szczególnie ubezwłasnowolniona. Nie boję się
              samotności, nie uważam, że lepszy zły maż niż żaden. Zatem dlaczego???
          • notting_hill Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 12:23
            Noro, z Twojego postu wynika niezbicie, że facet ten jest dla Ciebie
            li i jedynie obciążeniem- tak fizycznym jak i psychicznym. Zastanów
            się do czego Ci on. Co on wnosi do waszego związku, co dzięki niemu
            jest lepiej. Bo jeśli nic albo niewiele, to co Ty tam jeszcze robisz?
            Wykorzystuje Cię i jeszcze wpędza w niskie poczucie własnej
            wartości...
            • nora_35 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 14:18
              No właśnie, do czego? W pewnym momencie doszłam już do tego, że właściwie do
              niczego. Miałam dość bycia ciągle sama ze wszystkimi problemami i jeszcze
              wysłuchiwania ciągłych pretensji i oskarżeń. Na dodatek to typ takiego trochę
              "maminsynka", którego za rączkę trzeba prowadzić przez życie i jeszcze po główce
              pogłaskać kiedy mu źle, jako mężczyzna nigdy nie był dla mnie oparciem. Wydawało
              mi się, że decyzje już podjęłam ale to, ze pojawiła się inna kobieta strasznie
              mnie zabolało. Może to głupie i irracjonalne ale zamiast pożegnać go ostatecznie
              zaczęłam może w jakiś sposób walczyć. Chociaż sama nie wiem co mną kierowało -
              jakieś resztki uczucia, które nagle drgnęło czy poczucie żalu i urażona duma?
              Ale on nawet w tej sytuacji nie potrafił tego wykorzystać i zachował się
              beznadziejnie głupio... Wiec dlaczego nadal się tak miotam?
              • demonsbaby Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 15:49
                nora_35 napisała:

                >
                > jakieś resztki uczucia, które nagle drgnęło czy poczucie żalu i urażona duma?
                > Ale on nawet w tej sytuacji nie potrafił tego wykorzystać i zachował się
                > beznadziejnie głupio... Wiec dlaczego nadal się tak miotam?

                Dlatego, że go kochasz kobieto. Zatem usiądż na obu pośladkach, przemyśl wspólne
                lata, zaproponuj mu warunki, dajcie sobie czas. Co ty na to? Może o tu chodzi.
                kochać pomimo wad.
              • marzeka1 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 15:49
                "Wiec dlaczego nadal się tak miotam?"
                - bo:
                - nie chcesz być szczęsliwa,
                - boisz się być szczęśliwa,
                - wydaje ci się, że córka za wszelką cenę powinna mieć pełną rodzinę, a wybacz-
                dla mnie to żaden argument, jeśli ta rodzina ma TAK wyglądać.
                • sebalda Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 16:15
                  Trudno mi jest uwierzyć w miłość przy takim braku szacunku do męża. Bo w miłości
                  jednak przynajmniej odrobina szacunku do obiektu musi być. Ty widzisz w nim
                  wyłacznie wady, bo oprocz informacji o "miesiącach miodowych" po awanturze nie
                  napisałaś ani jednego dobrego słowa o mężu. Jego sprzątanie w domu też jest dla
                  Ciebie naturalne, bo Ty nie masz czasu, a nie wszędzie to tak wygląda, wierz mi.
                  Zatem Twoje odczucia związane z jego romansem są raczej wyrazem urażonej miłości
                  własnej, a nie miłości do męża.
                  Mówisz, że mąż się nie zajmuje córką, ale jakie łączą ich stosunki? Włącza się w
                  wychowywanie, czy zostawia Ci wolną rękę w tym, jak Ty ją wychowujesz. Wierz mi,
                  że to też punkt zapalny w małżeństwie, gdy rodzice mają inne podejście do
                  wychowania dzieci. Z Twoich opisów wynika, że przynajmniej takiego problemu
                  raczej nie masz.
                  Z jednej strony razi Cię brak zaangażowania męża w sprawy domu i rodziny, czyli
                  jawi się jako mało zaradny i energiczny, z drugiej jego agresywne domaganie się
                  zbliżeń też Cię stresuje. Co w tym wszystkim jest dla Ciebie najgorsze? Agresja
                  czy brak zaangażowania?
                  Tak myślę, że może po prostu się nie dobraliście. Może jednak przydałaby się
                  jakaś terapia małżeńska? Ktoś powinien uświadomić Twojemu mężowi, że wyzwiska,
                  ponizanie, szarpanie to nie droga do obłaskawienie i zaciągnięcia żony do łóżka.
                  A on wszak swoje potrzeby ma, w sumie może się frustrować, czuć się bezsilnym i
                  stąd takie agresywne zagrania. Nie usprawiedliwiam go, broń Boże, ale ktoś musi
                  mu to wyjaśnić. Nie Ty, bo się czepiasz, ktoś z autorytetem. Wymyśl coś.
                  • nora_35 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 16:45
                    Tak, włącza się w wychowanie córki - jak mu się coś nie podoba to po
                    prostu na nią wrzeszczy a ich wspólnie spędzone z nią chwile, gdy
                    mnie nie ma w domu wyglądają tak, że on siedzi przy swoim komputerze
                    a ona w drugim pokoju przy swoim...
                    Piszesz o braku szacunku do niego... Wiem, że jestem teraz "bojowo"
                    nastawiona i wyciągam same najgorsze rzeczy, ale nie zawsze tak
                    było. Cóż, wydaje mi się, że akurat ja zawsze go szanowałam, jego
                    poglądy, przekonania, zainteresowania. Ale ostatnio rzeczywiście -
                    jako facet stracił w moich oczach bardzo wiele...
    • nora_35 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 16:23
      Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Nie oczekuję od Was, że wskażecie
      mi "złoty środek" bo wiem, że w takich sytuacjach takowego nie ma.
      Niestety... Nie ma zbyt wielu osób, którym mogłabym się "wygadać" a
      czasem to pomaga, zbyt długo tłumiłam to wszystko w sobie i żyłam
      sama ze swoimi smutkami i myślami. Chciałam poznać Wasze zdanie,
      Zastanawiałam się czy ktoś ma podobne doświadczenia. Śledząc to
      forum widzę, że takich kobiet jak ja i podobnych problemów jak mój
      jest wiele. Ale cóż, fakt, że nie jestem z tym sama niewiele pomaga,
      wręcz przeciwnie - to przykre, że tylu nieszczęśliwych ludzi żyje w
      swych nieudanych związkach... Dochodze do wniosku, ze faceci
      naprawdę pochodzą z innej planety. Czy na naszej normalnych już nie
      ma? Jeszcze raz dzięki za wsparcie.
      • demonsbaby Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 16:55
        Niestety, nikt nie powiedział, że życie jest kolorowe. Bywa, że nie wszystko się
        nam układa, jak o tym marzyłyśmy. Nora, jeśli twierdzisz, że jesteś
        nieszczęśliwą kobietą u boku swojego męża, to zmień coś w swoim życiu. Albo się
        z nim rozstań, tylko bądż pewna, że już na ratunek dla związku nie ma szans,
        albo zaryzykuj i spróbujcie razem nad tym związkiem popracować. To, że w twoich
        oczach stracił wiele, wierzę, tym bardziej, że boli Cię jego zdrada czy
        faktycznie fizyczna, a jeśli nie było, to z pewnością emocjonalna.
        Masz jakąś pasję w życiu?
        • nora_35 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 20.01.10, 18:48
          Tak, mam swoje pasje i pomimo, że z wielu rzeczy musiałam
          zrezygnować na rzecz rodziny (czyt. małżonka), te akurat udawało mi
          sie w jakiś sposób pielęgnować, zwłaszcza, ze wiążą sie one poniekąd
          z moją pracą i wyuczonym zawodem. Może czas je teraz w pełni
          realizować?
    • czarne_wino do Nory - wazne! 21.01.10, 12:36
      jesli chcesz szczerze porozmawiac napisz na skrzynke. mam identyczna
      sytuacje, a wlasciwie mialam, ten sam typ faceta, co twoj maz, tyle
      za mam duzo dluzszy staz malzenski.
      pozdrawiam
      • tiana77 czarne_wino 21.01.10, 14:10
        Nie wiem skąd się biorą tacy faceci???
        U mnie jest tak samo mój zdradza mnie z koleżanką z pracy i to w
        pracy i poza nią (ma osobny telefon na kartę tylko z jej numerem).
        Ale on nie wie ile ja wiem. Ja oczywiście wszystko sobie wymyśliłam.
        Nie wiem co robić. Tzn. wiem ale nie wiem jak się za to zabrać.
        • czarne_wino Re: czarne_wino 21.01.10, 14:27
          zbierac dowody,jesli jestes na tyle silna ja nie bylam, w
          momencie ,kiedy dostalam enaila,ze moj maz ma romans i zebym byla
          czujna, zamiast uzbroic sie w cierpliwosc i obesrwowac zaraz do
          niego pobieglam z pytaniem czy to prawda. oczywiscie sie wyparl.
          dopiero po tych emailach otworzyly mi sie oczy.wowczas dopiero
          zauwazylam,ze ma dwie komorki, przypomnialy mi sie czule smsy ,
          ktore przypadkowo odczytalam (na weselu jego siostrzenicy mial nawet
          przy sobie wlaczona komorke, ja myslalm,ze sluzbowa, ma ma taka
          prace, a to byla ta druga, o ktorej nie mialam pojecia). wierzylam
          we wszystko, co mowil, bo kochalam. od tamtego czasu minely trzy
          lata i juz go nie kocham, czuje ulge, proces odkochiwania sie trwal
          wlasnie tyle. no i wzmacnialam sie psychicznie czytajac rozne
          poradniki. to i dalo spokoj i sile i obiektywne spojrzenie na moj
          zwiazek.
          nie wiem, czy to prawda ten roman sprzed 3 lat, ale wczesniej w
          innej firmie tez mialam podejrzenia, nawet odebralam w sobotni
          wieczor telefon od tej kolezanki. ale sie tez wyparl.

          po 20 latach jestem zmeczona tym zwiazkiem. ale ma byc jeszcze
          gorzej, bo czeka mnie rozwod. chyba ten lek przed ta cala procedura
          mnie powtrzymywal, no i slaba kondycja finansowa, bo prace mam
          stabilna, ale placa przecietna, ledwo starczy na wszystko. do tego
          mam syna, ktory aktualnie nie pracuje i sie nie uczy.
          • scarlet.secret.sky Re: czarne_wino 21.01.10, 14:40
            Jeśli chodzi o procedury rozwodowe to jak będziesz potrzebowała rady odwiedź
            forum - rozwod i co dalej? Myslę, ze znajdzie się ktoś kto Ci merytorycznie
            doradzi, jednocześnie znajdą się ludzie, którzy wspomogą dobrym słowem :)
            • czarne_wino Re: czarne_wino 21.01.10, 18:44
              scarlet.secret.sky napisała:

              > Jeśli chodzi o procedury rozwodowe to jak będziesz potrzebowała rady odwiedź
              > forum - rozwod i co dalej? Myslę, ze znajdzie się ktoś kto Ci merytorycznie
              > doradzi, jednocześnie znajdą się ludzie, którzy wspomogą dobrym słowem :)

              wiem o takim forum. jeszcze niedawno uwazalam,ze takie forum niepotrzebne
              jest,ale pewnie sama do nich dolącze:( zawsze uwazalam, ze latwiej odejsc
              trudniej zyc,ale co, jesli zyc sie juz razem nie da?
      • nora_35 Re: do Nory - wazne! 21.01.10, 14:34
        Bardzo chętnie "pogadam", podaję mój e-mail: nora_35@onet.pl
        • czarne_wino Re: do Nory - wazne! 21.01.10, 14:39
          nora_35 napisała:

          > Bardzo chętnie "pogadam", podaję mój e-mail: nora_35@onet.pl

          napisze do ciebie wieczorem.
    • kawa07 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 25.01.10, 21:58
      Myślę, że aby podjąć właśiwą decyzję trzeba wziąć pod uwagę również
      dobro dziecka, o którym mało piszesz. Jak wasze relacje na nie
      wpływają? Czy będzie szczęśliwsze gdy będziecie osobno? Czy
      rozmawiałaś z mężem na temat rozwodu? Zastanawiałaś się jak będzie
      wyglądało życie po? A może udać się do poradni rodzinnej wspólnie?
      Czy on wykazuje chęć pracy nad sobą i może sam pójdzie do psychologa
      zeby wyleczyć się z zazdrości...
      • bracialwieserce Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 26.01.10, 00:11
        Chyba żartujesz jeśli sądzisz, że można wyleczyć kogoś z zazdrości. Dziecku
        będzie lepiej jak rodzice się rozstaną niż utrzymywać takie status quo!
      • nora_35 Re: Czy warto ratować to małżeństwo? Poradźcie. 26.01.10, 14:17
        Maż nie chce iść do psychologa, chociaż od dawna go o to proszę, mówi, że jemu
        to nie jest potrzebne i, że z jego głową wszystko o.k. (?!) Jeśli chodzi o córkę
        to źle znosi nasz kryzys. Mąż nigdy specjalnie się nią nie zajmował a teraz
        prawię w ogóle się nią nie interesuje - zajmuje się tylko sobą i swoimi
        problemami. Ostatnio powiedział, że zajmie się dzieckiem jak jemu się
        polepszy... Córka cierpi bo jak każde dziecko kocha obydwoje rodziców, ale nie
        jest już malutkim dzieckiem, wiele rozumie i myślę, ze jest bardzo zmęczona ta
        sytuacją. Zwłaszcza, że mąż prowadząc ze mną "dyskusje" bardzo często nie
        zwracał uwagi na to, ze dziecko jest obok i słucha, potrafił mnie obrzucać
        wyzwiskami nawet przy córce. A w "wyleczenie" się z takiej jak jego zazdrości
        nie wierzę...
        Zawsze cierpiałam na brak zaufania z jego strony a po tym numerze jaki mi
        "wywinął" teraz sama mu nie ufam i nie wierzę.
Pełna wersja