blue-sunny
19.01.10, 13:48
Wydaje mi się że powinnam...dla samej siebie..
Mam 28 lat. Wyszłam za mąż 2 lata temu z wielkiej miłości,
mój mąż wydawał mi się osobą tolerancyjną, spokojną, opiekuńczą.
Teraz właściwie nie ma dnia żebym nie usłyszała zdania typu
"dlaczego nie ma wody w dzbanku w kuchni!? przecież nalewałem! tyle razy Ci mówiłem żebys nalewała czy to tak trudno zrozumieć?!"
Nie mieszkamy sami, ja pracuję, nie mam możliwości monitorowania stanu wody w dzbanku non stop...
albo... - "prosiłem cie zebys wstawiała obiad? nie można było mnie zapytać, to tak trudno??" po czym mój przyprawiony, wstawiony na patelnię kurczak ląduje w misce.
Ostatnio kiedy zażartowałam że ciągle chodzę zamyślona i mogłabym być filozofem usłyszałam że do tego trzeba studia skończyć, trzeba dużo czytać, a kim ja w ogóle jestem że tak mówię? I że tacy filozofowie jak ja to kończą w psychiatryku!"
Zatkało mnie. W życiu by mi do głowy nie przyszło żeby drugiemu człowiekowi coś takiego powiedzieć...
Mój mąż powiedział mi też kiedyś w nerwach że gdybym była szczuplejsza to może częściej by się ze mną kochał, i że gratuluje mi jeśli uważam że wyglądam jak baletnica!
Potem za to przeprosił, powiedział że on tylko chciał żebym dla zdrowia chodziła na siłownię itd.
Problem w tym że mnie się wydaje że ja się podobam facetom, że jestem atrakcyjną kobieta. Nie jestem pulchna, choć mam kobiecą sylwetkę. A nawet gdybym była to co z tego? Co to ma do miłości i kochania drugiego człowieka???
W życiu nie przypuszczałam że będę miała męża który będzie się ze mną kochał raz na 2 miesiące i jeszcze mi powie że jestem za gruba żeby mnie kochać...
To było w tamtym roku, ale jakaś taka zadra w sercu po tym mi została. Źle się przy nim czuje, cały czas mam wrażenie że on mnie ocenia, że myśli sobie o mnie źle...
To wszystko razem sprawia że czuję w sobie potrzebę ucieczki i ratowania siebie samej.
Staram się żeby w domu było miło, staram się pięknie wyglądać, staram się żeby mój mąż był szczęśliwy, żeby czuł się kochany ale co z tego...
Próbowałam ratować ten związek wiele razy ale to chyba nie ma sensu.
A może to ze mną jest coś nie tak, może ludzie tak ze sobą rozmawiają.. może to jest normalne...?
Bo mój mąż uważa że jest ok, że on może wyrazić swoje zdanie, że to ja jestem chisteryczka i że powinnam coś ze sobą zrobić!