kalina.kropka
22.01.10, 14:40
Jest tak. Mam 34 lata. Jestem wykształcona, pracuje w dużej firmie
na dość wysokim stanowisku, znam języki, nieźle zarabiam, mam 2
mieszkania, na które sama zarobiłam. I tak dalej. Za soba kilka
nieudanych związków z czego najbardziej toksyczny był związkiem
małżeńskim. Eks mąż oprócz tego, że nie specjalnie liczył sie z moim
zdaniem był wobec mnie mocno wulgarny (wyzwiska), kilka razy doszło
do aktów przemocy (próbował mnie uderzyć, albo szarpać) ale kończyło
się to tak, że mu oddawałam, albo mu się wyrywałam. Nie wiem jak
wygląda klasyczna przemoc domowa, ale wtedy wydawało mi się, że
inaczej. Eksa znałam wcześniej wiele lat- tez miał wyższe
wykształceniem, był gorliwym katolikiem, wydawał się łagodny i nie
spodziewałabym się po nim takiej agresji. Kilka miesięcy dojrzewałam
do decyzji o rozwodzie, aż wreszcie wyprowadziłam się a po kilku
miesiącach dostalismy rozwód.
W pół roku później zaczełam się spotykac z następnym wieloletnim
kolegą. Znowu dobry dom, wyższe wykształcenia, kultura. Był szybki
ślub, potem szybko zaszłam w ciążę i urodziłam córeczkę, w niecałe
dwa lata później urodził się nam synek. Dzieci były zaplanowane i
uzgodnione. Chcielismy ich obydwoje. Mój obecny mąż jest bardzo
zaangazowanym tatą, obowiązki domowe sa podzielone dość równo, mamy
więc super udane dzieci, pracujemy, zarabiamy i... jest między nami
coraz gorzej.
Zaczęło się, kiedy byłam wdrugiej ciąży- z powodu jakiejś błahostki
mąż używł wobec mnie kilku parszywych słów, które pamiętam do dziś.
I co gorsza nie czuł sie po tym winny. Przeprosił mnie w końcu, ale
po kilku dniach ciszy z mojej strony. Byłam zaskoczona, bo
spodziewałam się, że juz następnego dnia będzie jakaś rozmowa,
kwiaty- no nie wiem co- w kazdym razie, nie spodziewałam się, że
będzie uważał, że wsyztsko jest w porządku.
To było dwa lata temu, potem to wydarzało sie kilka razy- za kazdym
razem przekracza kolejną granicę..
Potem jest standard- kilka cichych dni, kiedy ja na zewnątrz
prezentuję kompletny chłód nie odzywam sie do niego a w środku czuje
coraz większe przerażenie, że znowu wplątałam się wtaki sam związek.
Potem jest rozmowa, przeprosiny i argumenty, które powtarzają
wszyscy chyba przemocowcy- bo ty mnie sprowokowałaś. Mój mąż jest
inteligentynm facetem- wydawało mi się, że wiele rozumie i że
rozumie też absurdalnośc tej wymówki, a jednak popwtarza ją za
kazdym razem. Co gorsza zauważyłam, że te wyzwiska nie roba juz na
mnie takiego kolosalnego wrazenia.. tak jakbym zaczęła się
przyzwyczajać.
Przy dzieciach sie nie kłocimy. Dzieci są malutkie- ale pewnie
odczuwają te nasze ciche dni. I napięcie. I spory.
Wiem, że mój mąż czuje się zmęczony- mówi o tym często. Ale kiedy
był taki okres, że usiłowałam go odciążyć z obowiązków domowych i ze
wstawania do dzieci na przykład, to było jeszcze gorzej. Padałam na
twarz ze zmęczenia, a jemu było ciagle za dużo obowiązków i pracy.
I co najdziwniejsze w kłótniach z tamtego okresu wciąż powtarzał
wobec mnie zarzut, że za mało staram się w domu. Wreszcie
rozchorowałam się dość poważnie i po tej chorobie na powrót
zapanowała równowaga w podziale obowiązków.
Od trzech miesięcy jest jeszcze gorzej- nie kochamy się, nie
przytulamy, nie rozmawiamy, wciąż sie kłócimy. Kilka razy usiłowałam
zacząc rozmowę, ale mój mąż mówił, że nie ma zamiaru ze mną
rozmawiać i wysłuchiwac znowu moich pretensji do niego i krytyki
swojej osoby.
Próbowałam też z drugiej strony- pytałam co ma mi do zarzucenia:
mówił, że przeszkadza mu moja wybuchowość, ale widzi, że bardzo sie
staram (to prawda) i że niemal przestałam podnosić głos. Do tego
zawsze dorzucał coś w stylu: nie sprzątasz po sobie (rzeczywiście
często zostawiam cos rozgrzebanego i zaczynam robic coś czego dzieci
pilnie potrzebują- kolacja. kapiel/ etc; a sprzątam dopiero jak
pójdą spać). Ostatnio po raz pierwszy jego dochody zrównały się z
moimi i od tego czasu doszły tez zarzuty dotyczące finansów: za dużo
wydaje, po co kupuję tyle jedzenia! Można taniej! Pewnie i można
taniej, ale nie kupuję nic specujalnie wymyślnego, a tylko zwykłe
jedzenie- zależy mi, żeby moje dzieci były zdrowe i dobrze sie
odżywiały. Dlaczego poszłam do kosmetyczki?? Dlaczego kupuje takie
drogie soczewki kontaktowe?? Do kosmetyczki więcej nie poszłam i
zaproponowałam mu, żeby sam robił zakupy, ale nie chciał, bo to
bardzo czasochłonne. I do tego kilka grubych słów na okrasę..
Potem mnie przeprasza, ja się w końcu daję przeprosić. Jest niby ok-
spędzamy razem czas, śmiejemy się, żartujemy, uprawiamy sporty,
spotykamy ze znajomymi, wyjeżdżamy razem, bawimy się z dziećmi- i
wydaje się, że już jesteśmy super parą i pewnie niedługo nawet
zaczniemy się kochać. Aż do następnego razu.
Zastanawiam się na ile jest to moja wina- to juz drugi raz, kiedy z
fajnego, normalnego człowieka wyłazi facet, który mnie obraża i źle
traktuje. Czy to przypadek, czy ja takich przyciągam, Czy też robię
coś takiego, że oni zaczynaja sie tak zachowywać?
Bardzo się staram, żeby nie było sie do mnie o co dowalić, ale to
przydaje sie co najwyżej po fakcie, kiedy omawiamy kłótnię i mąż
musi się solidnie nagimnastykować, żeby mi pokazać, że znowu go
sprowokowałam. Co powinnam zrobić? Jak to zahamować? jak się
zachować, kiedy znowu padną ostre słowa? Jest mi strasznie smutno,
mam poczucie, że znowu dziej się w moi życiu coś bardzo złego a
zupełnie nie umiem sobie z tym poradzić. Mam wrażenie, że mojemu
mężowi nie zależy już na mnie, ale nie bardzo umie sie z tego
wyplątać. Czasem mam wrażenie, że ożenił się ze mną, bo akurat nie
miał lepszego pomysłuy na życie i uznał, ze będzie mu przy mnie
wygodnie, będzie mógł wyprowadzic się od rodziców i miec przy sobie
atrakcyjną babkę, która jeszcze urodzi mu dzieci..
Czuję się zniechęcona i po prostu nie chce mi sie po raz kolejny
zaczynac krucjaty, skoro próbowałam juz tyle razy i nic się nie
zmienia.
Nie wiem co robić.