Mój mąż- wieczne dziecko

03.02.10, 12:48
Witajcie, piszę ponieważ nie wiem jak sobie z tym poradzić. Pewnie wiele z Was
ma podobny problem, ja dlugo przymykałam oczy na wiele rzeczy i tu chyba był
mój błąd, ale nie chciałam być żoną zołzą. Teraz dochodzę do wniosku, że to
mężowie z nas robią zołzy i zrzędy. Lada chwila urodzi nam się pierwsze
dziecko, w domu wciąż wiele rzeczy niegotowych, a ja sama nie moge ich zrobić.
prosiłam męża setki razy, jak go zawołałam, aby coś zrobić robił, sam z siebie
nigdy. Były rozmowy, później już kłótnie, obiecywał setki razy, ale wciąż nie
dotrzymuje słowa. Poprosił, aby pisała mu na kartce co jest danego dnia do
zrobienia, a on będzie się z tego wywiązywał. Pisałam, zdało egzamin na dwa
dni. Teraz stwierdzam, że to głupota, czy ja jestem jego mamą? Jest dorosły,
sam powinien wiedzieć co zrobić, tym bardziej, że dużo rozmawiamy, także na
tematy co trzeba jeszcze przygotować. Już nie wiem co mam robić. Jestem
kłębkiem nerwów, wciąż mi sie tylko płakać chce, budzę się w środku nocy
zestresowana, że jeszcze nie gotowe. Powiecie, powiedź mu o tym. Powiedziałam
juz nie raz, nawet na spokojnie, żadko kiedy w kłótni, jestem ich
przeciwniekiem. A może to mój błąd? Pomóżcie
    • mrowkojad2 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 03.02.10, 15:13
      Ale co konkretnie jest niegotowe? Mam wrażenie, że nieco ci hormony w ciąży szaleją.
      • lilit2005 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 03.02.10, 16:32
        Przylacze sie do przedmowczyni - nadaj proporcje swoim oczekiwaniom.
        Podalas bardzo malo konkretnych faktow - czyli, co twoj maz
        olewa/zapomina/nie wywiazuje sie i w jaki sposob. Moja rada
        generalnie jest taka - jak nie mozesz czegos zmienic, to sie nauczyc
        z tym zyc. Kiedys jakas dziewczyna na forum skarzyla sie ze ona nie
        chce meza do niczego namawiac, bo ona chce, zeby on chcial, tak jak
        ona chce. Twoj maz ciaze przezywa inaczej, inaczej przezywa nasze
        malzenstwo, inaczej bedzie przezywal ojcostwo. Daj mu zyc. No chyba,
        ze przekracza granice np. zapomina o czyms o co go prosilas i potem
        robi ci karczemna awanture, ze sie go czepiasz, albo idzie kupic
        lozeczko, a wraca w srodku nocy po piwku z kumplami, bez lozeczka
        oczywiscie itd.
    • delecta Re: Mój mąż- wieczne dziecko 03.02.10, 19:10
      A dlaczego ta kartka tak Ci przeszkadza. To chyba nieistotne, czy
      posługuje się kartką, dyktafonem, czy innego rodzaju "ściągą."
      • morekac Re: Mój mąż- wieczne dziecko 03.02.10, 20:51
        Mam wrażenie, że karteczka też nie działała.
        • rennie77 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 03.02.10, 21:33
          mialam taki sam problem w zwiazku. dzisiaj nie jestesmy juz razem. rozmowy,
          tlumaczenia, blagania, prosby, itd. nic tak naprawde nie dawalo rezultatu.
          chodzilo oczywiscie o wiele rzeczy, od wystawienia koszy na smieci po rzeczy
          zwiazane z dzieckiem. oczywiscie to sie moze komus wydawac glupie, ale przeciez
          nikt nie da sobie rady sam ze wszystkim, szczegolnie kobieta w zaawansowanej
          ciazy czy zaraz po pologu. niektorzy mezczyzni po prostu mysla, ze wszystko sie
          samo sprzata, pierze, gotuje, a dziecko nie budzi sie w nocy, bo przeciez oni
          tego nie robia, wiec 'samo sie'. pozniej widac te umeczone kobiety na ulicach,
          obwieszone zakupami, dziecmi, ciagle gdzies pedzace, bo przeciez partner nie
          moze, nie daje rady, zapomina, itd. i tak zamiast partnera zyciowego ma sie
          niedojrzale dziecko, ktore nie rozumie, ze zycie to nie zawsze 12 godzin snu i
          wszystko to co sie lubi, kiedy sie lubi i w jakich ilosciach sie lubi, bo czasem
          trzeba przezyc bez czegos czy zakasac rekawy i to samemu zrobic/zdobyc.
          milosc to bowiem glownie przyjemnosc, a zwiazek nie powinien przeciez wymagac
          zadnej pracy :). to sie wie :).
      • alex.1616 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 04.02.10, 13:39
        kartka wcale mi nie przeszkadza, rzecz w tym, że ja musze pomyśleć co jest do
        zrobienia i ją napisać...



        delecta napisała:

        > A dlaczego ta kartka tak Ci przeszkadza. To chyba nieistotne, czy
        > posługuje się kartką, dyktafonem, czy innego rodzaju "ściągą."
    • magdalenka77 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 04.02.10, 09:45
      My mamy 2 malych dzieci i jest podobnie :-(

      Też uważam, że pisać na kartce, to ja mogę ziecku, nastolatkowi.
      Uważam, że dorosła osoba sama powinna się umieć rozejrzeć,
      zastanowić co jest do zrobienia (w sprawach rodzinno-domowych) i ew.
      SAMA zapisać sobie na kartce czy w kalendarzu, jeśli taki sposób
      preferuje i działa. Jak partner (czyli w tym przypadku żona) prosi o
      jakąś szczegolną rzecz, to wtedy dopisuje się samamu do swojej
      własnej kartki/kalendarza...

      U mnie to nie działa. Albo dział na krótką metę po wielkiej
      awanturze. O każdą rzecz muszę prosić wiele razy i często czekac
      tygodnie zanim będzie zalatwiona. A to poprawić sufit w łazience, a
      to zapisać dziecko do specjalisty, a to dokupić zaczepy do żaluzji,
      a to umyć okna...

      Już nie mam sił na 3 dzieci w domu (czyli 3-, 5- i 35-letnie)...
      • alex.1616 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 04.02.10, 13:52
        Dziewczyny może i macie rację, czasem my kobiety przesadzamy, ale podam
        konkrety. Mąż będąc małym dzieckiem miał zrobione ręcznie łóżeczko i chciał, aby
        i jego syn w nim spał. Nie miałam ani przez sekundę nic przeciwko, nawet się
        ucieszyłam, bo jest przepiękne. Jednak łóżeczko wymagało konserwacji, w końcu 25
        lat stało na strychu. Do porodu zostały dwa miesiące, a mój mąż nawet nie wpadł
        na to, aby je znieść, zobaczyć co dokładnie trzeba zrobić. Postanowiłam pewnego
        dnia powiedzieć: "Kochanie choć pojedziemy do twoich rodziców, mamy teraz wolne,
        zobaczymy jak łóżeczko. Zostało zniesione, ale nie jest wyczyszczone do dnia
        dzisiejszego. co gorsza przywiezione brudne do domu i stoi w salonie i nie ma
        kto wyczyścić, choć mój mąż mówi ciągle, że to zrobi, ale pytanie kiedy, skoro
        dziecko lada dzień może pojawić się w naszym życiu. Poza tym jest jeszcze kilka
        innych rzeczy, które sobie postanowiliśmy zrobić zanim się mały urodzi, po
        którejś awanturze powiedział, że bedzie robił regularnie, drobne rzeczy jak
        wróci z pracy, a cięższe zajmujące więcej czasu w weekendy. Wraca z pracy i zje
        szybko obiad dwa razy w tygodniu i jedzie na piłkę, jak wraca ja już śpię.
        Wiadomo facet musi mieć hobby, nie zabraniam mu, ale resztę wolnego czasu spędza
        na grach komputerowych. Ostatnio instalował nowe, nic nie mówiłam-znowu-tylko
        spokojnie zapytałam, czy wie, co musi zrobić jak się dziecko urodzi, np. czy
        wie, ze musi iść do urzędu dziecko zarejestrować. Zgadnijcie same jaka była
        odpowiedź. Nadal myślicie, że mi hormony wariują? A może więcej przykładów?
        • mrowkojad2 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 04.02.10, 16:34
          Jako matka niespełna dwumiesięczniaka napiszę ci: hormony ci szaleją dziewczyno!!!
          Dwa miesiące to bardzo dużo czasu, uwierz mi. Jeszcze 5 razy zdążycie to
          łóżeczko naszykować. Niech korzysta póki może z hobby i wolnego czasu i tobie
          też to radzę, bo jak się dziecko urodzi, to nie będziesz miała czasu się
          podrapać po wiadomo czym.
          A przykład z USC też jakiś wydumany, mój niemąż był zarejestrować naszą córkę
          jak ja już dawno byłam w domu z małą, nie trzeba tego robić 2 godziny po
          urodzeniu potomka, więc jeszcze zdążysz mu wyjaśnić co i jak.
          • alex.1616 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 06:32
            mrowkojad2 napisała:

            > Jako matka niespełna dwumiesięczniaka napiszę ci: hormony ci szaleją dziewczyno
            > !!!
            > Dwa miesiące to bardzo dużo czasu, uwierz mi. Jeszcze 5 razy zdążycie to
            > łóżeczko naszykować. Niech korzysta póki może z hobby i wolnego czasu i tobie
            > też to radzę, bo jak się dziecko urodzi, to nie będziesz miała czasu się
            > podrapać po wiadomo czym.
            > A przykład z USC też jakiś wydumany, mój niemąż był zarejestrować naszą córkę
            > jak ja już dawno byłam w domu z małą, nie trzeba tego robić 2 godziny po
            > urodzeniu potomka, więc jeszcze zdążysz mu wyjaśnić co i jak.


            już nie zostały dwa miesiące, mogę urodzić w każdej chwili!
        • panpaniscus Re: Mój mąż- wieczne dziecko 04.02.10, 17:49
          Myślę, że hormony się dokładają, bo sama jestem w podobnym stanie. No my mamy
          jeszcze 3 miesiące, a jedno dziecko już biega, więc stres o tyle mniejszy, że
          wiem, że przeżyjemy, bo poprzednio przeżyliśmy.
          Nie wiem, jak w ogóle wyglądają wasze układy w domu - czym mąż się zajmuje ze
          spraw domowych, czy to, co obserwujesz w związku z przygotowaniami do narodzin
          dotyczy tylko spraw z tym związanych, czy podobny wzór zachowań mąż ma też w
          innych domowych sprawach.

          Jeśli idzie o dziecko, to wiem, że mój mąż ma jakiś inny zegar niż ja i inne
          poczucie ważności spraw. Więc umawiam się z nim, co on zrobi, a co ja, ale na
          zasadzie, że on jest odpowiedzialny za jakąś całość i do umówionego terminu nie
          truję mu tym głowy - jego sprawa jak i kiedy to zrobi, jest dorosły i
          odpowiedzialny. Jak nie dotrzyma słowa, to mam powód do pretensji itp. Ale
          generalnie wychodzę z założenia, że im mniej ręcznego sterowania, tym lepiej.
          Ludzie chętniej i lepiej wykonują rzeczy, za które czują się odpowiedzialni. Jak
          ma mieć karteczkę, to świetnie, ale to niech on sobie ją napisze. I zamiast
          pokazywać palcem, co jest do zrobienia lepiej może usiąść razem i wymyślić od
          nowa WSPÓLNIE, co trzeba zrobić, notując i notując kto i do kiedy to zrobi.
        • marsjanka1999 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 04.02.10, 17:57
          ciut przesadzasz - ja to oczywiście rozumiem - instynkt wicia gniazda potrafi
          działać bardzo intensywnie :P

          ale macie jeszcze całe 2 miesiące... to naprawdę kupę czasu (o ile oczywiście
          nie masz zagrożenia porodem przedwczesnym)

          ja wyprawkę zaczynam kompletować mniej więcej 3-4 tyg. przed porodem (mam na
          koncie dwie córki i trzecią za 10 tyg.)

          mąż też pewnie nie zmienił się z dnia na dzień i zawsze miał takie podejście do
          życia - tylko Tobie to ostatnio zaczęło przeszkadzać

          zrób mu harmonogram najważniejszych zadań - i tego się trzymaj
          • marzeka1 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 04.02.10, 18:15
            "spokojnie zapytałam, czy wie, co musi zrobić jak się dziecko urodzi, np. czy
            wie, ze musi iść do urzędu dziecko zarejestrować"- ale ty masz poród za 2
            miesiące, serio: udusiłabym osobę, która o tym, co trzeba zrobić, przypominała 2
            miesiące przed terminem. Rodzisz za 2 miesiące, łóżeczko można przygotować, gdy
            będzie w szpitalu- przesadzasz i szaleją ci hormony.
            • swinka-morska Re: Mój mąż- wieczne dziecko 10.02.10, 11:54
              > Rodzisz za 2 miesiące, łóżeczko można przygotować, gdy
              > będzie w szpitalu- przesadzasz i szaleją ci hormony.


              Nigdy nie można być pewnym czy się urodzi za 2 mies. czy za 2 tyg.
              W szpitalu zostaje się na 3 dni - w tym czasie nie da się polakierować łóżeczka
              i wywietrzyć tak żeby się nadawało do użytku.
              Nie wspominając o tym, że w tym czasie mąż powinien siedzieć przy żonie i
              dziecku w szpitalu a nie w panice odrabiać wszystkie skutki swojego lenistwa.
        • kajda28 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 04.02.10, 22:09
          czy wie, co musi zrobić jak się dziecko urodzi, np. czy
          > wie, ze musi iść do urzędu dziecko zarejestrować. Zgadnijcie same
          jaka była
          > odpowiedź.

          Dlaczego on musi? Ja sama chodziłam do USC zarówno z pierwszym jak i
          z drugim dzieckiem.
        • rumpa Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 00:31
          mam dwoje dzieci - z całą pewnością wariujace hormony :))) mam
          nadzieję bo niestety, byc może, upierdliwa osobowość.
          daj na luz i nie obrzydzaj chłopu dziecka
          nie dziwię się że ucieka grać w pilkę - podejrzewam że jestes po
          prostu nudna i męcząca z tym wiciem gniazda. Sama grałam namietnie
          przez ostatnie tygodnie w Age of empires.
          a tak w ogole - nie masz nic ciekawego do roboty czy co?
          a co do USC - to o czym tu mysleć, możesz mi wyjasnić ?
          w szpitalu powiedza co i jak, do załatwienia w 15 minut.
          włóż lepiej tiulową koszulkę i poczekaj na męża po tej jego piłce,
          będzie potem wcześniej wracał :)))
        • alex.1616 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 06:38
          wiecie co dziewczyny, może i macie ciut racji z hormonami, ale jakoś specjalnie
          nie pomogłyście, gdyż jak zauważyłam, nie przeczytałyście dokładnie tego co
          napisałam, np. o terminie. Poprosiłam o zniesienie łóżeczka 2 miesiące przed
          porodem, zostało przywiezione do domu i od tego czasu stoi brudne w pokoju. A
          poród lada dzień, godzina, minuta.
          • magdalenka77 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 09:00
            Hormony to jedno, a postawa Twojego męża to drugie.
            Jak już pisałam, my "dorobiliśmy" się już 2 dzieci i dalej jest tak
            samo. Jego rekord to przwieszenie lampy w kuchni po 1,5 roku (!!!).

            Jak łóżeczko trzeba będzie jeszcze pomalować czy polakierować, to
            jeszcze trochę trzeba będzie przewidzieć czasu na wietrzenie tych
            wszystkich chemikaliów. Zresztą chodzi przecież o to, że inaczej się
            umówiliście!

            A co do porodu, to wszystkie dziewczyny mówią, że jeszcze masa
            czasu. Ja też tak myślałam za pierwszym razem i jak w 36.tygodniu
            odeszły mi wody, to nie miałam spakowane nic :-)
            • kajda28 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 09:59
              > A co do porodu, to wszystkie dziewczyny mówią, że jeszcze masa
              > czasu. Ja też tak myślałam za pierwszym razem i jak w 36.tygodniu
              > odeszły mi wody, to nie miałam spakowane nic :-)

              Ale mimo wszystko zdążyłaś się spakować .
              Mój mąż malował mieszknie 2 dni przed planowanym dniem porodu, a ja
              byłam strasznie zła że to teściowa z nimi tam siedziała i im
              pomagała w sprzątaniu a nie ja- ale ktoś musiał siedzieć ze starszym
              dzieckiem.

              Co do kołyski, to najprawdopodobniej będziesz musiała sobie kupić
              nową, bo ta "nie zdąży" się odnowić. Nie musisz niańczyć swojego
              męża, ani mu mówić co ma zrobić. Jak raz nie wystarczy to robisz to
              sama albo wołasz kolegę, sąsiada do pomocy.

              Moje samodzielne macierzyństwo nauczyło mnie że co chce mieć
              zrobione to sama to robię, nie oczekuje od nikogo że to zrobi za
              mnie. Życie jest wtedy dużo łatwiejsze i przyjemniejsze. Na nikogo
              się nie wkurzam. Sama składałam szafy, biurka, łóżko piętrowe,
              przepychałam rury, a obok mnie biegająca dwójka dzieci. Oczywiście
              nie radzę tego robić w ciąży. Dzień po wieszaniu i myciu okien
              zaczął się poród, co prawda równiutko w terminie, ale niunia była
              mała i kilka dni więcej w brzuszku dobrze by jej to zrobiło.
              • annb Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 10:26
                to strasznie smutne jest co piszesz
                Skoro wszystko sama to po co Ci mąz?
                Wiem że dziecka sama nie zrobisz,ale poza tym to czy na coś ten pan
                się przydaje?
                • kajda28 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 10:47
                  > to strasznie smutne jest co piszesz
                  > Skoro wszystko sama to po co Ci mąz?
                  > Wiem że dziecka sama nie zrobisz,ale poza tym to czy na coś ten
                  pan
                  > się przydaje?

                  Napisałam powyżej samodzielne macierzyństwo i było to dosłownie,
                  jestem rozwódką. Teraz mam partnera i powiem Ci że ten czas bycia
                  samą dużo mnie nauczyło. Chociaż powoli się rozleniwiam, jak popsuła
                  mi się spłuczka to poczekałam na niego, zamiast sama to zrobić. Fakt
                  że próbowałam i nie udało mi się, ale gdyby nie on to dotąd bym to
                  robiła aż by mi się udało. I nie czułabym się źle z tym że muszę to
                  sama zrobić. Pamiętam jak moja mama zawsze wkurzała się na tatę że
                  czegoś tam nie zrobił o co go prosiła. Jak sama ze złością robiła
                  kontakt. Ja mam dużo prościej, robię to sama bez złości, krzyków. A
                  jak zrobię to czuję zadowolenie a nie poniżenie i krzywdę. Takie
                  podejscie do życia bardziej mi się podoba :)Pamiętam jak moja 4
                  letnia córka gdy zobaczyła popsuty zawias od szafki zawołała: mama
                  daj pilniczek . Przyznaję się że większość śrub przykręcam
                  pilniczkiem, nożyczkami, nożem -co mam pod ręką. Dopiero nie dawno
                  kupiłam sobie komplet śrubokrętów.
                  • annb Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 10:57
                    No widzisz
                    ty byłas samodzielną matką a pani ma męża
                    męza któremu się nie chce
                    To róznica .
                    Nie widzę powodu dla którego pani, któr ama mężą musi sama robić
                    wszystko bo pan przysiadł na rączkach
                    Polecam zwołać ekipę która łózeczko zabierze/lub wystawić na klatkę.
                    zamowic np w ikei, zapłacic za transport z montażem
                    mieć w odwłoku dąsy pana ze przecież obiecał.
                    Był czas na przygotowanie łózeczka-czas minął
                    • kajda28 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 11:10
                      > Polecam zwołać ekipę która łózeczko zabierze/lub wystawić na
                      klatkę.
                      > zamowic np w ikei, zapłacic za transport z montażem
                      > mieć w odwłoku dąsy pana ze przecież obiecał.
                      > Był czas na przygotowanie łózeczka-czas minął

                      Ale to samo ja jej doradziłam. Jak nie może na niego liczyć więc
                      niech sama działa tak jak umie i może. Przecież nie możliwością jest
                      aby ona sama odnawiała kołyskę. I nie ma co się wkurzać na męża
                      tylko wyciągać odpowiednie wnioski, następnym razem dać mu wybrać
                      albo zrobi coś i ma na to dwa dni a jak nie to robi to fachowiec za
                      odpowiednią opłatą. Przecież mąż też może czegoś nie umieć. A nie
                      tylko czekać i biadolić jaki to z niego dzieciak.

                      > No widzisz
                      > ty byłas samodzielną matką a pani ma męża
                      > męza któremu się nie chce
                      > To róznica .

                      No tak to duża różnica że ja jestem/byłam samodzielną matką a
                      autorka nie. Ja jestem samowystarczalna i samodzielna a autorka
                      postu nie. To oczywiście ironia, tu nie chodzi o stan cywilny tylko
                      o podejście do życia- ale fakt, ja się go nauczyłam jako samotna
                      osoba.
              • magdalenka77 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 21:16
                Nie zdążyłam się spakować - wziełam koszulę do porodu, dokumenty i
                paczkę pampersów. Koszulę do karmienia dokupywaliśmy w kiosku
                (nieuprana więc), a ubranka dla dziecka mąż dowiózł następnego dnia
                (uprał i uprasował) - pożyczaliśmy od szpitala.

                Umiem dużo rzeczy zrobić, czytanie instrukcji to też dla mnie żadna
                magia, a jednocześnie nie uważam, żeby wyręczanie męża we wszystkim,
                z czego się miga, to byl dobry krok - potem takie przyzwyczajenia
                ciężko wyplenić :-)
                • kajda28 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 21:40
                  > Nie zdążyłam się spakować - wziełam koszulę do porodu, dokumenty
                  i
                  > paczkę pampersów. Koszulę do karmienia dokupywaliśmy w kiosku
                  > (nieuprana więc), a ubranka dla dziecka mąż dowiózł następnego
                  dnia
                  > (uprał i uprasował) - pożyczaliśmy od szpitala

                  A jednak mąż coś umie zrobić, a że ty nie byłaś spakowana to jak już
                  to Twoja wina a nie męża.


                  > Umiem dużo rzeczy zrobić, czytanie instrukcji to też dla mnie
                  żadna
                  > magia, a jednocześnie nie uważam, żeby wyręczanie męża we
                  wszystkim,
                  > z czego się miga, to byl dobry krok - potem takie przyzwyczajenia
                  > ciężko wyplenić :-)

                  Ale dlaczego wyręczać?! Przecież jak on gotuje obiad to cię nie
                  wyręcza! tak samo ty go nie wyręczasz jak zrobisz coś bardziej
                  męskiego. Chyba ze wolisz ciągle narzekać że niczego nie możesz się
                  doprosić. Pewnie że nie można wszystkiego robić, trzeba wymagać od
                  partnera aby i on miał wkład w domu, w końcu razem w nim mieszkacie.


                  • magdalenka77 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 21:54
                    > doprosić. Pewnie że nie można wszystkiego robić, trzeba wymagać od
                    > partnera aby i on miał wkład w domu, w końcu razem w nim
                    mieszkacie.
                    >
                    No więc autorka wątku usiłuje wymagać od męża, żeby miał wkład w
                    dom, czyli akurat przygotował łóżeczko - zwłaszcza, że tak się
                    umówili. I nie działa. Czyli jednak ma się sama tym zająć? I
                    pozostałą cześcią męża "wkładu" we wspólny dom też (tylko dlatego,
                    że mąż się miga) ?????
                    • kajda28 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 06.02.10, 09:04
                      Może faktycznie trudno mi radzić. Mój były mąż na początku dużo
                      sprzątał w domu, później przestał i miał pretensję że ja tego nie
                      robię- przynajmniej na tyle ile on by tego chciał- więc mu
                      odpowiedziałam że to też i jego dom, niech mi nie pokazuje gdzie
                      jest bałagan tylko niech go sprzątnie jak mu przeszkadza.
                      Kiedy rozwalało mi się łóżko dzieci, każdy facet (eks, kolega, tata)
                      miał inny sposób aby je zreperować, ale to ja je zrobiłam. Tak na
                      marginesie oni mieli pomysły, moja sąsiadka (samotna matka)
                      przeciągu jednego dnia, sama z siebie nawet bez pytania mnie,
                      załatwiła mi deski do niego, ja musiałam je tylko posklejać.
                      Może mąż autorki po przyniesienia kołyski stwierdził że nie da rady
                      jej odnowić, tylko wstydzi się do tego przyznać, a może zostawił ją
                      sobie na ostatnią chwilę, aby zrobić niespodziankę żonie jak wyjdzie
                      ze szpitala.
          • triss_merigold6 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 09:01
            A ja Cię rozumiem, bo bardzo nie lubię odkładania takich
            organizacyjno - remontowych rzeczy na później i życia w bałaganie.
          • sheer.chance Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 09:12
            Wiesz co, ja cie nawet rozumiem, bo w koncu ilez mozna doroslego chlopa
            prowadzic za raczke? Zwlaszcza jak to ten typ, co obieca wszystko dla swietego
            spokoju, a potem ty i tak musisz pilnowac, sprawdzac i przypominac, bo inaczej
            nie ma mowy, zeby cos zrobil.

            Do tego wyobrazam sobie, ze twoj maz jest jak najbardziej w stanie stanac
            bezradnie przy twoim lozku w szpitalu i z poplochem zapytac "to co ja mam teraz
            zrobic, kochanie?" A ty zmeczona, niewyspana, z noworodkiem przy obolalym cycku
            bedziesz mu dawac instrukcje.

            Moze jednak zrob ta liste?
            Chociaz ten jeden, ostatni raz:]
          • akozak73 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 08.05.15, 20:34
            A ja Cię rozumiem. Jeżeli nawet hormony szaleją, to czy mąż widząc, że żonie na tym bardzo zależy i będzie się czuć bezpieczniej, nie może tego zrobić? Przecież nie jest to zachcianka żony, tylko troska o dziecko.
            Mam sama męża, u którego nie mam żadnego wsparcia, nie mówiąc o rozmowach, wspólnych planach i wzajemnym rozumieniu. Chciałabym kiedyś coś po sobie zostawić, dla dzieci, ale to niemożliwe. No tak - widziały gały co brały. Masz takiego męża to się męcz - wiele razy słyszałam od rodziców. W domu żadnych napraw, boję się coraz bardziej przyszłości. Nie tak dawno mieliśmy kupić dom do remontu, ale moje wahania są ogromne. Zadowoli się byle czym i ma dosyć nijakie wymagania od siebie i od życia.
            Może gdyby używał języka i rozmawiał - rozumiałabym jego postepowanie, ale nie rozmawia ze mną, więc myślę o nim jako o leniu. Może go tym krzywdzę - ale skąd u licha mam o tym wiedzieć, skoro każdą moją próbę rozmowy, kwituje krótko - "nie teraz, jestem po pracy", a w weekend "nie teraz, teraz odpoczywam". Uff, ....trochę się ze mnie wylało..
            • pani.mysz Re: Mój mąż- wieczne dziecko 10.05.15, 00:33
              I po pięciu latach to autorce napisałaś?
              I myślisz, że to ma sens?
      • blondgirl Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 12:26
        O każdą rzecz muszę prosić wiele razy i często czekac
        > tygodnie zanim będzie zalatwiona.

        Ja mam to samo. A z drugiej strony, gdy trzeba coś zrobić u /dla kogoś z jego
        rodziny, to aż robot pali mu się w rękach i nie ma żadnych wymówek. Tylko ja w
        odpowiedzi na swoją prośbę muszę wysłuchać, że WSZYSCY ciągle coś od niego chcą,
        a on ma już tego dość:(
        I co z tym zrobić?
    • kroliczyca80 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 05.02.10, 23:48
      Jedź do sklepu z jakimś kolegą albo ojcem, kup łóżeczko, wnieście je
      do mieszkania i nich kolega/ojciec zacznie je składać. Po prostu.
      Stare łózeczko to był pomysł męża, ale widać już mu sie przestał
      podobać, więc nie ma powodu żeby Twoje dziecko nie mialo w czym spać.
      A jesli mężulek nagle dostanie zrywu i zacznie remontowac stare
      łózko - nowe zawsze można rozkręcić i zwrócić do sklepu/sprzedac na
      allegro itd.
      Takie zaskoczenie to dla męża może być dobra lekcja.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Mój mąż- wieczne dziecko 09.02.10, 17:43
      Być może z powodu stanu w jakim Pani jest i zmian hormonalnych z tym związanych
      przeżywa Pani pojawiające się sytuacje nadmiernie. Ale byłoby to zbytnim
      uproszczeniem widzieć winę tylko w hormonach. Szczególnie, że to one są
      odpowiedzialne za przygotowanie się do urodzenia dziecka. Z tym związana jest
      też chęć i potrzeba uwicia gniazda czyli zabezpieczenia dziecku bezpiecznej i
      wygodnej przestrzeni. Oczywiście można tego nie robić , zrobić to na ostatnią
      chwilę lub radzić sobie środkami zastępczymi lub półśrodkami. Ale niby dlaczego ?
      Dlatego Pani oczekiwania nie wydają się takie rygorystyczne czy namiarowe.
      Oczywiście przygotowanie łóżeczka jest symbolem, ale ważnym. Sedno sprawy
      dotyczy tego czy Pani czuje, że w Waszym małżeństwie jest miejsce na
      zaspokajanie Pani potrzeb. Tych zwrbalizowanych i tych nie. Czy mąż zrozumie,
      że skoro dla niego nie są to sprawy istotne, to różnica między Wami polega na
      tym, że dla Pani one są istotne i można to uznać. Czyli spełnić oczekiwanie. W
      zamian możne liczyć na rewanż i zrozumienie dla swoich spraw. Nie konieczne
      trzeba przyjmować bierno - agresywne pozycje i czekać aż nastąpi eksplozja.
      Następną sprawą , nie mniej ważną jest fakt, że takie zachowania, w tym wypadku
      mężczyzny, są przeżywane jako niedojrzałe. I częściowo mają one taki charakter.
      Pani przyjmuje, ale też jest spychana do roli kontrolującego rodzica ze
      wszystkimi tego konsekwencjami. Warto temu zapobiegać, bo nie jest to dobra rola
      dla dorosłej partnerki, choć niestety często obejmowana. Czyli mówić o tym,
      próbować znajdować wspólne wyjścia, trzymać się ich. Czyli skoro mąż nie widzi
      co trzeba zrobić, to Pani streszcza to na kartce i to jest Pani rola a mąż to
      wykonuje i to jest jego zadanie. Kto nie wywiąże się ze zobowiązania ponosi
      konsekwencje.
      Ważne jest także, aby starała się Pani być stabilna w swoich oczekiwaniach.
      Labilność, zmiana frontu, niepewność spowoduje łatwe użycie oceny, że nie wie
      Pani czego chce. Nie należy z taką postawą oczywiście przesadzać, ale warto ją
      mieć w pamięci.
      A na końcu warto mówić mężowi co się z Panią dzieje , jak nie wywiązuje się on z
      obietnic. Do znudzenia i wiele razy. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • doreksik1 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 18.02.10, 18:56
      Nawet nie Wiesz jak Cię rozumiem. U mnie było znacznie gorzej. Kiedy
      byłam w ciąży mój mąż stwierdził, że "nie jestem świętą krową"
      a "kiedyś kobiety w ciąży pracowały w polu" i nie pomagał mi
      dosłownie w niczym. I tym sposobem sama sprzątałam po remoncie,
      wieszałam zasłony, malowałam ściany, przeprowadzałam nas i nosiłam
      paczki (Pan Mąż w tym czasie wyjechał do rodziców). Jednym słowem
      miał mnie, dziecko i wszystko co z tym związane głęboko gdzieś.
      Teraz jak dziecko jest już na świecie nadal liczy się dla niego
      laptop, głupawe gry i własna wygoda.
      • kasiul78 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 23.02.10, 21:29
        > Teraz jak dziecko jest już na świecie nadal liczy się dla niego
        > laptop, głupawe gry i własna wygoda.
        U mnie jest podobnie - gry online, do tego jeszcze inne hobby, a na moje prośby,
        że trzeba coś zrobić, pada magiczne słowo "zaraz", kur... mać, sorry, ale
        musiałam...
      • jufalka Re: Mój mąż- wieczne dziecko 24.02.10, 09:38
        doresik, na prawdę nie rozumiem dlaczego niektóre kobiety są z takimi typami...:/
      • magdalenka77 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 24.02.10, 10:17
        Wiecie co? Mój problem polega na tym, że mąz zrobi, ale jak go
        mnóstwo razy poproszę, przypomnę, zorganizuję wszystko (czas,
        zabiore dzieci z pola widzenia) i do tego trafię w jego nastrój :-(

        Przykład: Od 2 lat mamy uszkodzony sufit nad kabiną prysznicową.
        Miesiąc temu (!!!!) poszedł do sklepu i kupił wszystko do
        szpachlowania i farbę. Zaszpachlował od razu (ja w tym czasie
        gotowałam obiad jednocześnie co chwila wyjmując 2 małym dzieciom co
        ciekawsze "zabawki" - z tych do naprawy sufitu - z rączek i
        spędzając z drabiny). Niepomalowane jest do dziś, mimo, że sam się
        zobowiązał, że w miniony weekend weźmie starszego, żeby mu "pomagał"
        i zrobią. Oczywiście nic nawet nie ruszył, pewnie jak zwykle
        zapomniał, a ja złośliwie nie przypominam...
        (Po prostu staram się nie patrzeć na sufit)
    • jufalka Re: Mój mąż- wieczne dziecko 25.02.10, 08:18

      A może skorzystasz z czegoś takiego? ;)

      www.bankier.pl/wiadomosc/Wynajmij-sobie-meza-na-godziny-2097071.html


      • lemoniadka1 Re: Mój mąż- wieczne dziecko 26.05.10, 08:32
        Po przeczytaniu Waszych postów, widzę że jest dużo takich mężczyzn-
        dzieci. Mój też do nich należy.O wszystkim trzeba mu przypominac,
        podpowiadac, prowadzic przez życie. Jedyne o czym pamięta to to, że
        trzeba pograć z kolegami w gierki, poczytać internet, wyskoczyć do
        znajomych na piwko itp. same przyjemności:] Nie powiem, czasami ma
        zrywy, że ugotuje, odkurzy. Ale poza tym większość spraw robi pod
        moim przymusem, bo warczę na niego i ględzę i coś tam w końcu zrobi.
        Nie wiem już czy jest na to jakieś wyjście, czy tak będzie całe
        życie? Dodam, że nie jesteśmy jeszcze małżeństwem, nie mamy dzieci,
        mamy psa, mieszkamy na stancji i nasze życie stanęło w miejscu.
        Jesteśmy parą ponad 6 lat i w końcu trzeba podjąć jakieś kroki. Jak
        ja mu mówię, że mam dość takiego życia, weź coś wymyśl, zrób to on
        nie wie co. Nie chciałabym rezygnować z tego związku, ale nie chcę
        też tak żyć i nie chcę mieć dziecka - męża. Co o tym myślicie?
        • tully.makker Re: Mój mąż- wieczne dziecko 26.05.10, 10:00
          Co o tym myślicie?

          Myslimy, ze panu nalezy dac kopa.
    • baszysta Re: Mój mąż- wieczne dziecko 15.05.15, 10:18
      ale co masz niegotowego, cyca?

      pozrzedz jeszcze troche a twoj maz zupelnie bedzie mial cie dosc

      nie jestes dla niego niczym interesujacym tylko chodzaca, narzekajaca matrioszka

      takie zgredliwe baby to nudyyy

      hehe i jeszcze sie dziwisz ze twoj maz chce przyjemnosci tak ma kazdy czlowiek

      no oprocz takich zgredliwych bab ktre kazdy ma gleboko w d...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja