nie.wiem.czy.to.ja
10.02.10, 02:13
nigdy nie pisałam na forum i nie żaliłam sie nikomu bo wszystko trzymałam w
sobie.dziś jednak pękłam, po kilku godzinach płaczu troszkę się uspokoiłam i
weszłam właśnie tutaj licząc na jakies rady które mogłyby mi pomóc.
sprawa wygląda tak.mężatką jestem od kilku już lat.młodo wyszłam za mąż mając
20lat.rok po ślubie zaszłam w ciążę.obecnie mam 5 letnie dziecko.do tej pory
tzn odkąd zaszłam w ciążę nie pracowałam na pełny etat.od około 4 lat mam
pracę która wykonuję w domu - zarobek zależny od tego ile zleceń wykonam.nigdy
nie mam stałej wypłaty bo nie zawsze miesiąc obfituje w zlecenia. prócz tego
od ponad dwóch lat mam też drugą pracę (2 razy w tygodniu praktycznie w
pobliżu miejsca zamieszkania - czas nie normowany, dziecko w razie potrzeby
mogę zabrać ze sobą).jedna i druga praca nie jest udokumentowana z przyczyn
niezależnych ode mnie.
dochody męża są małe i nasze rachunki znacznie przekraczają naszą zdolność
finansową.
z roku na rok powiększały się długi, w końcu byliśmy zmuszeni do zaciągnięcia
kredytu konsolidacyjnego aby mieć mniejsze raty i jakoś żyć.wszystko było
zaplanowane i obliczone ile na czynsz jaka rata jaka podwyżka u męża w pracy
do tego awans.wszystko było praktycznie pewne.
kredyt otrzymaliśmy na 8 lat i wydawalo się wszystko ok.po miesiącu okazało
się , że czynsz podskoczył nam o 30% do góry, mąż nie dostał w pracy tego co
mu obiecali, a nawet ma obecnie gorsza płacę niż pare lat temu, ja zaczęłam
dostawać mniej zleceń i zaczęły pojawiać się długi.
nie mamy swojego mieszkania tylko wynajmowane i właściciel szykuje kolejną
podwyżke.
musiałabym iść do pracy na etat i jeszcze dorabiać tym co mam teraz.
i tu pojawia się problem. co zrobić z dzieckiem. ja nie potrafię zostawić
dziecka w przedszkolu, świetlicy czy u dziadków. odkąd pojawiła się na świecie
to tylko ja się maleństwem zajmowałam, nikt nie pomagal mi w niczym. ja
dziecko kąpałam, karmilam, chodziłam na spacery, przewijałam itd.mąż do tej
pory nigdy nie był nawet z dzieckiem na spacerze.( nigdy mu nie zabranialam
opieki nad dzieckiem)
zawsze dziecko tylko ze mną jak mogłabym więc tak nagle odsunąć je od siebie?
jak przeżyłoby to dziecko i czy ja dałabym radę?
nie wiem czy to jest normalne i czy inni tez tak mają jak ja , że nie
wyobrażają sobie dziecka z tzw"kluczem na szyi".
poradźcie, pomóżcie - co zrobić żeby było dobrze???
jakby tego było mało, to nie mam zbytnio doświadczenia w pracy - pojawia się
więc lęk :(((