ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopoty

10.02.10, 02:13
nigdy nie pisałam na forum i nie żaliłam sie nikomu bo wszystko trzymałam w
sobie.dziś jednak pękłam, po kilku godzinach płaczu troszkę się uspokoiłam i
weszłam właśnie tutaj licząc na jakies rady które mogłyby mi pomóc.

sprawa wygląda tak.mężatką jestem od kilku już lat.młodo wyszłam za mąż mając
20lat.rok po ślubie zaszłam w ciążę.obecnie mam 5 letnie dziecko.do tej pory
tzn odkąd zaszłam w ciążę nie pracowałam na pełny etat.od około 4 lat mam
pracę która wykonuję w domu - zarobek zależny od tego ile zleceń wykonam.nigdy
nie mam stałej wypłaty bo nie zawsze miesiąc obfituje w zlecenia. prócz tego
od ponad dwóch lat mam też drugą pracę (2 razy w tygodniu praktycznie w
pobliżu miejsca zamieszkania - czas nie normowany, dziecko w razie potrzeby
mogę zabrać ze sobą).jedna i druga praca nie jest udokumentowana z przyczyn
niezależnych ode mnie.
dochody męża są małe i nasze rachunki znacznie przekraczają naszą zdolność
finansową.
z roku na rok powiększały się długi, w końcu byliśmy zmuszeni do zaciągnięcia
kredytu konsolidacyjnego aby mieć mniejsze raty i jakoś żyć.wszystko było
zaplanowane i obliczone ile na czynsz jaka rata jaka podwyżka u męża w pracy
do tego awans.wszystko było praktycznie pewne.
kredyt otrzymaliśmy na 8 lat i wydawalo się wszystko ok.po miesiącu okazało
się , że czynsz podskoczył nam o 30% do góry, mąż nie dostał w pracy tego co
mu obiecali, a nawet ma obecnie gorsza płacę niż pare lat temu, ja zaczęłam
dostawać mniej zleceń i zaczęły pojawiać się długi.
nie mamy swojego mieszkania tylko wynajmowane i właściciel szykuje kolejną
podwyżke.
musiałabym iść do pracy na etat i jeszcze dorabiać tym co mam teraz.

i tu pojawia się problem. co zrobić z dzieckiem. ja nie potrafię zostawić
dziecka w przedszkolu, świetlicy czy u dziadków. odkąd pojawiła się na świecie
to tylko ja się maleństwem zajmowałam, nikt nie pomagal mi w niczym. ja
dziecko kąpałam, karmilam, chodziłam na spacery, przewijałam itd.mąż do tej
pory nigdy nie był nawet z dzieckiem na spacerze.( nigdy mu nie zabranialam
opieki nad dzieckiem)
zawsze dziecko tylko ze mną jak mogłabym więc tak nagle odsunąć je od siebie?
jak przeżyłoby to dziecko i czy ja dałabym radę?
nie wiem czy to jest normalne i czy inni tez tak mają jak ja , że nie
wyobrażają sobie dziecka z tzw"kluczem na szyi".
poradźcie, pomóżcie - co zrobić żeby było dobrze???
jakby tego było mało, to nie mam zbytnio doświadczenia w pracy - pojawia się
więc lęk :(((
    • kochamkotyijuz Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 10.02.10, 06:12
      Kobieto.Twoje dziecko ma 5 lat a nie 5 miesiecy.Rozumiem
      przywiazanie, ale to juz jest jakas chora nadopiekunczosc.A jak
      bedzie mialo 7 lat to do szkoly tez nie poslesz bo jak to sobie tak
      bez ciebie nagle poradzi???
      Nie wspominajac juz,ze dziecko powinno miec kontakt z rowiesnikami
      dla prawidlowego rozwoju.
      O jakim kluczu na szyji piszesz???Przeciez dziecko zaprowadzisz i
      odbierzesz z przedszkola.Bedzie wiec pod stala opieka.W tym czasie
      mala wybiega, wybawi sie z innymi dziecmi,nauczy nowyc piosenek
      wierszykow itd.same plusy.
      A ty lepiej rozejzyj sie za praca ze stalym dochodem.Nie rozumiem,
      ze spedza ci sen z powiek widmo rozlaki z dzieckiem na pare godzin
      dziennie a nie braku zapewnienia dziecku godziwej przyszlosci.Chyba
      wiesz ,ze dziecko to skarbonka bez dna.Im starsze tym wiecej
      wydatkow.
      Owszem bardziej niz mozliwe jest ,ze mala na poczatku odciecia
      pepowiny moze doznac szoku ,bo za dlugo zyla w swiecie gdzie
      istnieje tyllllko mama, ale z czasem sie przyzwyczai a nawet(duze
      prawdopodobienstwo) polubi przedszkole.
      • sebalda Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 10.02.10, 09:15
        A ja Ciebie doskonale rozumiem, co nie znaczy że popieram. Kiedy odprowadziłam
        po raz pierwszy córeczkę do przedszkola (miała 3 lata) po wyjściu rozpłakalam
        się tak, że nie mogłam się długo uspokoić, mąż był wtedy w domu i bardzo się
        wystraszył, jak zobaczył mnie taką zrozpaczoną, nie mógł zrozumieć. Tymczasem
        dziecko po kilku godzinach spędzonych w przedszkolu wcale nie chcialo wracać do
        domu, tak dobrze się tam bawiło. Ja też byłam bardzo zżyta z małą i rozłąka
        wielogodzinna była dla mnie trudna do zaakceptowania, ale tylko na początku,
        widząc jak córka dobrze sie czuje wśród rówieśników i jak to jest dobre dla jej
        rozwoju, szybko zrozumiałam, że to dla niej najlepsze. I o ile jestem
        zwolenniczką pozostania z dzieckiem w domu przez pierwsze trzy lata jego życia
        (jeśli tylko sytuacja finansowa na to pozwala), o tyle przedszkole uważam za
        absolutnie niezbędny etap rozwojowy dziecka.
        Pomyśl tak: krzywdzisz dziecko podwójnie. Braki finansowe i brak poczucia
        bezpieczeństwa na 100% wpływają na Wasze życie i postawy, możecie być ciągle
        poddenerwowani, przygnębieni, zestresowani, to zawsze jakoś odbija się na
        dziecku, choćbyś się nie wiem jak starała. Po drugie, pozbawiasz ją niezbędnych
        w rozwoju umiejętności i przyjemności wlaściwych dla wieku. Hamujesz jej rozwój
        psychospołeczny i socjalny, zawłaszczasz ją sobie. To nie jest zdrowe. Na pewno
        czytałaś i słyszałaś o tym, jak destrukcyjna może być nadopiekuńczość. A to jest
        kuszące, sama wiem, bo też miałam zadatki. Pierwszym krokiem w zwalczeniu jej
        było wysłanie małej do przedszkola, drugim - decyzja o drugim dziecku. Obie
        decyzje po wielu latach oceniam jako zbawienne: mam dwoje mądrych i silnych
        dzieci, córka jest już dorosła (od niedawna:).
        Daj małą szybko do przedszkola, na początek na kilka godzin, poszukaj pracy i
        zacznij normalnie funkcjonować. Jestem głeboko przekonana, że Tobie też dobrze
        to zrobi. A i Twojemu małżeństwu, choćby już było najlepsze, z pewnością również.
        • ada16 Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 10.02.10, 09:56
          I pewnie byś chciała usłyszeć , ze jesteś dobrą matka , a mąż
          powinien szukać lepiej płatnej pracy.
          Nie .
          Dziecku w przedszkolu nie stanie się krzywda, a zabawa z dziećmi -
          to korzyść.
          • nie.wiem.czy.to.ja do ada16 10.02.10, 23:51
            nigdzie nie napisałam, że chce usłyszeć właśnie to, co Ty napisałaś w swojej
            wypowiedzi.nie o to chodzilo
            • attiya Re: do ada16 16.02.10, 10:22
              nie.wiem.czy.to.ja napisała:

              > nigdzie nie napisałam, że chce usłyszeć właśnie to, co Ty napisałaś w swojej
              > wypowiedzi.nie o to chodzilo

              to o co Ci chodziło?
              dorosła jesteś więc myśl jak dorosła osoba
      • nie.wiem.czy.to.ja do kochamkoty 10.02.10, 23:49
        szkoła to już zupełnie co innego, chociaż wiem, że przez pierwsze lata będę
        musiala do szkoły dziecko zaprowadzać ze względu na to w jakim miejscu mieszkamy.
        nie jest tak, że ja dziecko ograniczam, że nigdzie nie wychodzi i że nie ma
        kontaktu z rówieśnikami bo tak nie jest.
        nie uważam, że dziecko które nie chodzi do przedszkola jest mniej rozwinięte od
        tych które do niego uczęszczają.
        bardziej jednak martwi mnie część organizacyjna - przedszkole nie jest otwarte
        24 na dobę , a zmiany w pracy są trzy.
        co do tego klucza na szyi to chodziło mi oto, że dziecko które jest już w wieku
        szkolnym a rodzice ciągle w pracy jest samo sobie.
        • lejdi111 Re: do kochamkoty 11.02.10, 11:06
          nie.wiem.czy.to.ja napisała:
          > nie uważam, że dziecko które nie chodzi do przedszkola jest mniej rozwinięte od
          > tych które do niego uczęszczają.

          Niestety tu sie mylisz. Dzieci, które chodziły do przedszkole w szkole mają
          mniej problemów i kłopotów z nauka.

          Moje dziecko ma 4 lata i chodzi do przedszkola od września. Wcześniej był ze mną
          w domu. I wiesz co? Patrząc teraz na niego żałuje, że nie poszedł do przedszkola
          od 3 lat. Stał sie bardziej samodzielny, bystrzejszy. Nigdy nie zapewniłabym mu
          w domu tego co ma w przedszkolu. A początek był tragiczny. Adaptacja to był
          półtora miesięczny koszmar. Dzień w dzień rano płacz. Było mi cięzko.W domu
          płakałam i były momenty, że myslałam o wypisaniu ale dałam radę. Jestem z siebie
          dumna, że sie nie poddałam.
          • nie.wiem.czy.to.ja Re: do lejdi111 11.02.10, 23:53
            lejdi111 napisała:

            > Niestety tu sie mylisz. Dzieci, które chodziły do przedszkole w szkole mają
            > mniej problemów i kłopotów z nauka.
            >

            nie gniewaj się ale nie zgadzam się z Twoją opinią, ja nigdy do przedszkola nie
            chodziłam a z nauką nigdy nie miałam problemów, wręcz przeciwnie.
            nie jest więc to dla mnie żaden argument
            • baabasia Re: do lejdi111 14.02.10, 19:29
              Uczyłaś się dobrze, a pracę masz na zmiany?
              • verdana Re: do lejdi111 14.02.10, 20:09
                No cóż. Znam pewnego pana, tez się dobrze uczył, a pracuje w róznych
                godzinach. Szczególnie jak ma dyżur w szpitalu. A ja pracuje czasem
                rano, czasem do późnego wieczora. I w weekendy. Jak to na uczelni.
            • morekac Re: do lejdi111 15.02.10, 04:47
              Sądzę, że lejdi111 raczej chodziło o to, że dziecko, które nie
              chodziło do przedszkola, musi sobie poradzić z czymś całkiem nowym
              dla niego: funkcjonowaniem w grupie i dostosowywaniem się do poleceń
              nauczyciela. Niemniej - statystycznie - dzieci po zerówce czy
              przedszkolu są lepiej przygotowane do nauki niż dzieci tam nie
              uczęszczające...
            • attiya Re: do lejdi111 16.02.10, 10:25
              nie.wiem.czy.to.ja napisała:

              >
              > nie gniewaj się ale nie zgadzam się z Twoją opinią, ja nigdy do przedszkola nie
              > chodziłam a z nauką nigdy nie miałam problemów, wręcz przeciwnie.
              > nie jest więc to dla mnie żaden argument

              bzdury piszesz
              na jakiej podstawie opierasz ów swój pogląd?
              bo Ty tak uważasz?
              Zobaczymy jak pójdzie do szkoły i jak to będzie wyglądało na tle dzieci, które
              chodziły już do przedszkola
              • nie.wiem.czy.to.ja do attiya 17.02.10, 00:43
                attiya napisała:

                > nie.wiem.czy.to.ja napisała:
                >
                > >
                > > nie gniewaj się ale nie zgadzam się z Twoją opinią, ja nigdy do przedszko
                > la nie
                > > chodziłam a z nauką nigdy nie miałam problemów, wręcz przeciwnie.
                > > nie jest więc to dla mnie żaden argument
                >
                > bzdury piszesz
                > na jakiej podstawie opierasz ów swój pogląd?
                > bo Ty tak uważasz?
                > Zobaczymy jak pójdzie do szkoły i jak to będzie wyglądało na tle dzieci, które
                > chodziły już do przedszkola


                to nie chodzi o mój pogląd ale o stwierdzenie faktów.tak jak napisalam w swojej
                wypowiedzi która zresztą zacytowałaś , ja do przedszkola nie chodziłam i nie
                mialam z nauka żadnych problemów, tak samo z kontaktami z rówieśnikami.
                wszystko zależy od tego jak dziecko zostaje wychowane przez rodziców a nie od
                tego czy chodzi do przedszkola.
                moja corka do przedszkola nie chodzi a potrafi lepiej odnaleźć się w niejednej
                sytuacji od córki koleżanki ktora do przedszkola uczęszcza.
                to raczejja powinnam zapytac skąd Ty masz takir poglądy jakie masz.


                attiya napisała:
                >Poza tym są też prace jednozmianowe, wiesz? >

                jestem na tyle inteligentną osobą, iż wyobraź sobie, że wiem o istnieniu prac na
                jedna zmianę. tyle tylko, że w miejscu w ktorym mieszkam najszybciej mam szansę
                dostać pracę właśnie w systemie trzyzmianowym.
                co nie zmienia faktu, że udalo mi się umowic na rozmowy w sprawie pracy gdzie
                system jest jednozmianowy, tyle tylko iż nie wiem czy uda mi się ową posadę
                otrzymać.wówczas zostaje praca na trzy zmiany.
                • attiya Re: do attiya 17.02.10, 07:58
                  no wiesz, nie trzeba być ekspertem, żeby sądzić, ze przedszkole dużo da dziecku.
                  W takich przypadkach gdy ktoś mnie prosi o podanie przykładów, o powołanie się
                  na artykuły itd to zawsze odpowiadam, że skoro jest tyle przedszkoli, skoro tyle
                  dzieci do nich chodzi a przecież nie oszukujmy się, że choć nie każdego stać na
                  prywatne to i takowe istnieją, mało tego są osoby, które mogą siedzieć z
                  dzieckiem w domu, bo partner/mąż zarabia odpowiednią ilość pieniędzy i
                  zwyczajnie stać ich.
                  Nie twierdzę, że wszystkie dzieci są stworzone do przedszkola, Niektóre jak np
                  Twoja córka być może nieźle sobie i bez przedszkola radzi ale skoro tyle ich
                  jest to coś na rzeczy być musi.
                  Poza tym trzymam kciuki aby z pracą udało Ci się. No i wiem jak ciężko jest
                  pracować na zmiany - kiedyś tylko sobie dorabiałam w ten sposób, to nie była
                  moja jedyna praca tylko dodatkowa i wiem jak ciężko jest. Ale naprawdę twój mąż
                  w końcu powinien włączyć się do życia domowego - no naprawdę łaski nie robi.
                  Czasy jakby trochę się zmieniły a on stoi mniej więcej w miejscu tak sprzed
                  30-40 i więcej lat.
                  Aha - sory moze za ostre co niektóre słowa ale czasem takowe wiem z własnego
                  doświadczenia pomagają. Skoro Ty myślisz jak to wszystko zmienić, skoro jednak
                  szukasz pracy, rozglądasz się za nią to tylko dobrze może o tobie świadczyć. :-)
                  • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 17.02.10, 23:24
                    attiya napisała:

                    > no wiesz, nie trzeba być ekspertem, żeby sądzić, ze przedszkole dużo da dziecku
                    > .
                    > W takich przypadkach gdy ktoś mnie prosi o podanie przykładów, o powołanie się
                    > na artykuły itd to zawsze odpowiadam, że skoro jest tyle przedszkoli, skoro tyl
                    > e
                    > dzieci do nich chodzi a przecież nie oszukujmy się, że choć nie każdego stać na
                    > prywatne to i takowe istnieją, mało tego są osoby, które mogą siedzieć z
                    > dzieckiem w domu, bo partner/mąż zarabia odpowiednią ilość pieniędzy i
                    > zwyczajnie stać ich.
                    > Nie twierdzę, że wszystkie dzieci są stworzone do przedszkola, Niektóre jak np
                    > Twoja córka być może nieźle sobie i bez przedszkola radzi ale skoro tyle ich
                    > jest to coś na rzeczy być musi.
                    > Poza tym trzymam kciuki aby z pracą udało Ci się. No i wiem jak ciężko jest
                    > pracować na zmiany - kiedyś tylko sobie dorabiałam w ten sposób, to nie była
                    > moja jedyna praca tylko dodatkowa i wiem jak ciężko jest. Ale naprawdę twój mąż
                    > w końcu powinien włączyć się do życia domowego - no naprawdę łaski nie robi.
                    > Czasy jakby trochę się zmieniły a on stoi mniej więcej w miejscu tak sprzed
                    > 30-40 i więcej lat.
                    > Aha - sory moze za ostre co niektóre słowa ale czasem takowe wiem z własnego
                    > doświadczenia pomagają. Skoro Ty myślisz jak to wszystko zmienić, skoro jednak
                    > szukasz pracy, rozglądasz się za nią to tylko dobrze może o tobie świadczyć. :-
                    > )

                    jeśli chodzi o przedszkola to owszem jest ich bardzo dużo, wiele dzieci do nich
                    uczęszcza z czego w większości to raczej dzieci ktorych rodzice pracują. tak mi
                    sie przynajmniej wydaje.

                    co do męża to bardzo bym chciala aby włączył sie do życia domowego bo wtedy z
                    pewnością wszystko byloby łatwiejsze i nie miałabym takich dylematów co i jak
                    pogodzić.nie miałabym tez aż tylu wątpliwości w wielu dziedzinach.
                    niedlugo moje rozmowy w sprawie pracy - zobaczymy co wyjdzie.

                    co do Twoich ostrych słow to niektóre były bardzo ostre, nie ukrywam, że
                    częściowo mnie zdenerwowaly i zirytowały ale to chyba emocje....
                    • attiya Re: do attiya 18.02.10, 07:55
                      nie.wiem.czy.to.ja napisała:

                      >
                      > jeśli chodzi o przedszkola to owszem jest ich bardzo dużo, wiele dzieci do
                      nich uczęszcza z czego w większości to raczej dzieci ktorych rodzice pracują.
                      tak mi sie przynajmniej wydaje.

                      tak, ale obecnie 5-latki obowiązkowo chodzą do przedszkoli, wiec akurat nikt w
                      takowym nie powinien łaski robić ci z przyjęciem córeczki

                      > niedlugo moje rozmowy w sprawie pracy - zobaczymy co wyjdzie.
                      >

                      no i bardzo słusznie, za co trzymam kciuki :-)

                      > co do Twoich ostrych słow to niektóre były bardzo ostre, nie ukrywam, że
                      częściowo mnie zdenerwowaly i zirytowały ale to chyba emocje....

                      w takim razie przepraszam, nie miałam na celu zdenerwowania cię, naprawdę :-)
                      ale chyba widać, ze przemyślałam i obrałam ciur normalniejszy ton :-)
                      poza tym w dziwnych godzinach piszesz, jakby trochę późnych
                      • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 19.02.10, 00:53
                        attiya napisała:


                        > > co do Twoich ostrych słow to niektóre były bardzo ostre, nie ukrywam, że
                        > częściowo mnie zdenerwowaly i zirytowały ale to chyba emocje....
                        >
                        > w takim razie przepraszam, nie miałam na celu zdenerwowania cię, naprawdę :-)
                        > ale chyba widać, ze przemyślałam i obrałam ciur normalniejszy ton :-)
                        > poza tym w dziwnych godzinach piszesz, jakby trochę późnych
                        >

                        oczywiście zauważyłam zmianę tonu za co dziękuję.
                        co do dziwnych godzin pisania to pewnie chodzi Ci o to, że zazwyczaj piszę po
                        północy albo jeszcze później.
                        ja w dzień nie mam zbytnio czasu na to aby przy komputerze posiedzieć dlatego
                        robię to w nocy. wyjątkiem sa dni kiedy mąż ma drugie zmiany i około 23ej jest w
                        domu - wtedy to on do rana na komputerze siedzi.
                        ja tak organizuje sobie czas, że komputer dla mnie jest wtedy gdy corka śpi a
                        mąż jest w pracy.
                        • attiya Re: do attiya 19.02.10, 09:37
                          tzw Twój mąż woli siedzieć na kompie do rana niż - teoretycznie - w przyszłości
                          dziecko do przedszkola zawieźć ?
                          Dziewczyno -widać, że niegłupia z Ciebie osoba, zadbaj o siebie, zainwestuj,
                          idź do pracy - zlecenia swoją drogą też mogą się pojawić od czasu do czasu,
                          odkładaj kasę i pomyśl o samodzielnym życiu z dzieckiem. Jak po panu nie
                          będziesz musiała brudnych naczyń sprzątać to bedziesz miała czas na zlecenia,
                          pracę i dziecko a nie bezkonstruktywne obsługiwanie pana - z którego oprócz
                          narzekania za bardzo nic nie masz
                          Powodzenia
                          aha - przy swojej działalności mozesz postarać się o dofinansowanie z unii
                          europejskiej, teraz mozesz z UP iść na jakowyś kurs bezpłatny, póki dziecko nie
                          poszło jeszcze do szkoły a później będzie trudniej to na prawdę na poważnie
                          pomyśl o tym
                          • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 19.02.10, 22:43
                            attiya napisała:

                            > tzw Twój mąż woli siedzieć na kompie do rana niż - teoretycznie - w przyszłości
                            > dziecko do przedszkola zawieźć ?


                            teoretycznie chyba tak. przeciez nawet jak mu opowiadałam o znajomych gdzie mąż
                            rano wstaje odwozi żonę do pracy i dzieci do rodziców to stwierdzil, że on na
                            pewno nie wstawałby specjalnie przed swoja pracą tylko po to aby mnie odwieź .



                            > aha - przy swojej działalności mozesz postarać się o dofinansowanie z unii
                            > europejskiej, teraz mozesz z UP iść na jakowyś kurs bezpłatny, póki dziecko nie
                            > poszło jeszcze do szkoły a później będzie trudniej to na prawdę na poważnie
                            > pomyśl o tym

                            zlożone mam w urzedzie pracy odpowiednie dokumenty jeśli chodzi o otworzenie
                            swojej działalności - niestety jest male prawdopodobieństwo, że akurat ja
                            dostanę dotacje bo na cały okręg tego urzędu tylko 40 czy 50 dotacji dają.
        • attiya Re: do kochamkoty 16.02.10, 10:23
          dziewczyno ale samotną matką to ty nie jesteś
          męża masz i to tak samo jego jak i twoje dziecko.
          Poza tym są też prace jednozmianowe, wiesz?
    • tully.makker Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 10.02.10, 09:57
      nie wiem czy to jest normalne i czy inni tez tak mają jak ja

      nie, niestety to nie jest normalne. 5-letnie dziecko powinno miec
      kontakt z rowiesnikami, a dziecko juz od pierwszych dni zycia
      powinno miec okazje wytrwarzac wiezi z innymi czlonkami rodziny -
      ojcem, dziadkami, ciociami, rodzenstwem wlasnym lub ciotecznym. U
      nas np to ojciec asystowal przy pierwszej kapieli w szpitalu - ja
      jeszcze nie bylam w stanie ustac wyczerpana porodem, to on pierwszy
      raz ubral Wscieklaka i do niego nalezalo przewijanie malucha gdy byl
      w domu. to jest normalne.

      Pieniadze to nie wszystko, ale sa potrzebne, by zapewnic dziecku
      dobry start w zycie i ten aspekt tez musisz wziac pod uwage.
      • nie.wiem.czy.to.ja do tully.makker 10.02.10, 23:59
        nie jest tak, że ja nie pozwalam dziecku wytwarzać więzi z innymi członkami
        rodziny. sprawa wygląda tak, że mąż nie zajmuje sie dzieckiem i nigdy się nie
        zajmowal bo nie chciał, a ja nie mogłam go przeciez zmusić.dlatego od samych
        narodzin wszystkim zajmowałam się sama.
        dobry kontakt dziecko ma tylko z moimi rodzicami gdyż teście nie byli zachwyceni
        faktem, że zostaną dziadkami i nie dążą do tego aby nasze kontakty były bardzo
        rodzinne. ja z początku się starałam ale po tych kilku latach po prostu się
        poddalam - nie chcą to nie będe ich zmuszać do tego aby kochali moje dziecko.

        co do zapewnienia startu dziecku w życie to czas pokaże jak będzie. z pewnością
        start będzie miala lepszy niż my z mężem choćby pod względem mieszkaniowym bo my
        " tułamy" się już kilka lat po wynajmowanych a ona przynajmniej będzie miala
        gdzie mieszkać.
        • attiya Re: do tully.makker 16.02.10, 10:30
          nie.wiem.czy.to.ja napisała:

          > z pewnością start będzie miala lepszy niż my z mężem choćby pod względem
          mieszkaniowym bo my " tułamy" się już kilka lat po wynajmowanych a ona
          przynajmniej będzie miala
          > gdzie mieszkać.

          taaa? tzn mieszkanie kupiliście jej?
          I jaki start będzie miało, skoro tatuś nędznie zarabia a mamusia dziecię przy
          sobie nadal kurczowo trzyma.
          Dopóki nie nauczysz jej samodzielności i sama nie pokażesz jej, że ty też tak
          postępujesz, to nawet jak będziesz nas tu przekonywać, że "czarne jest białe",
          to wątpię czy to na dobre twemu dziecku wyjdzie.
          A jeśli chodzi o pana męża co to dzieckiem nie chce się zajmować to gratuluję,
          bo takich rodzynków to coraz mniej. Ojcowie dziś bardzo aktywnie uczestniczą w
          wychowaniu dzieci anie mówią " że nie chcą, albo nie potrafią"
          • nie.wiem.czy.to.ja do attiya 17.02.10, 00:50
            attiya napisała:

            > nie.wiem.czy.to.ja napisała:
            >
            > > z pewnością start będzie miala lepszy niż my z mężem choćby pod względem
            > mieszkaniowym bo my " tułamy" się już kilka lat po wynajmowanych a ona
            > przynajmniej będzie miala
            > > gdzie mieszkać.



            > taaa? tzn mieszkanie kupiliście jej?
            > I jaki start będzie miało, skoro tatuś nędznie zarabia a mamusia dziecię przy
            > sobie nadal kurczowo trzyma.
            > Dopóki nie nauczysz jej samodzielności i sama nie pokażesz jej, że ty też tak
            > postępujesz, to nawet jak będziesz nas tu przekonywać, że "czarne jest białe",
            > to wątpię czy to na dobre twemu dziecku wyjdzie.
            > A jeśli chodzi o pana męża co to dzieckiem nie chce się zajmować to gratuluję,
            > bo takich rodzynków to coraz mniej. Ojcowie dziś bardzo aktywnie uczestniczą w
            > wychowaniu dzieci anie mówią " że nie chcą, albo nie potrafią"


            widzę , że nie doczytałaś wszystkich wypowiedzi.
            co do mieszkania to będzie miala po pradziadkach, i nie jest to tak jak inni
            zaraz mogliby powiedziec , że czeka się na czyjąś śmierć bo wcale tak nie jest -
            nie jestem osobą tego pokroju.
            jednak wiadomo, czas przemija ,niektorzy formalności zalatwiają wcześniej.
            mówiąc o lepszym starcie i mieszkaniu miałam tylko i wyłącznie na myśli to, że
            będzie miała kiedys swoje lokum , a nie ukrywajmy jest to w dzisiejszych czasach
            ważne.

            nie wiem dlaczego twierdzisz ,że moje dziecko jest nie samodzielne??? ma jakiej
            podstawie wysuwasz takie wnioski???
            moje dziecko jest bardzo samodzielne mimo iż nie chodzi do przedszkola.
            co do męża ...no cóż nic nie poradzę, że taki jest.
            • attiya Re: do attiya 17.02.10, 10:33
              tak, wtedy jeszcze nie doczytałam, bo stopniowo odpowiadałam na posty a dopiero
              niżej Twoje wyjaśnienie przeczytałam
        • jsiemi Re: do tully.makker 17.02.10, 16:49
          mąż nie zajmuje sie dzieckiem i nigdy się nie
          zajmowal bo nie chciał


          to nie jest ojciec, to jest tylko, za przeproszeniem, dawca spermy.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 10.02.10, 09:59
      Pięcioletnie dziecko ma już dużo potrzeb społecznych i warto zacząć
      je ralizować w przedszkolu. Okres adaptacyjny córka może
      przechodzić trudno, jak duża część dzieci, ale nie powinien to być
      argument do wycofania jej z przedszkola.
      Taka sytuacja związana z wiekiem dziecka sprzyja rozpoczęciu przez
      Panią szukania pracy czy też zintensyfikowania pracy zarobkowej w
      domu.
      Natomiast proszę się zastanowić czy nie jest tak, że lęk, o którym
      Pani sama napisała, przed podjęciem pracy na zewnątrz, w innych
      warunkach, podjęcia się zadań, których do tej pory Pani nie robiła
      nie powodują,że to Pani coraz bardziej przywiązuje się do systemu
      opieki nad córką, bo jest on bezpieczniejszy dla Pani. Może to nie
      córka pani tak bardzo potrzebuje, a Pani jej. Warto przemyśleć tę
      wersję zdarzeń i rozpocząć nieunkiniony proces separacji. Teraz za
      niego Pani jest odpowiedzialna, ajko osoba dorosła. Przeprowadzony
      roztropnie i z uważnością na potrzeby dziecka, będzie mu sprzyjał a
      nie szkodził. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • nie.wiem.czy.to.ja do Pani Agnieszki. 11.02.10, 00:07
        bardzo dziękuję, że znalazła Pani czas na odpowiedź.
        kwestia dziecka w przedszkolu jest dla wielu osób na pewno dobrym rozwiązaniem,
        ja mam pewne zahamowania bo tak jak wspomniałam wcześniej córka zazwyczaj jest
        ze mną.
        na pewno od razu za klimatyzowałaby się w nowym miejscu bo to śmiała i otwarta
        dziewczynka. dużym problemem są jednak kwestie organizacyjne czyli
        zaprowadzenie i odbiór dziecka z przedszkola. pozostaje też problem tego typu -
        że jest bardzo mało miejsc w przedszkolu i ciężko aby dziecko się
        dostało.najpierw przyjmowane są dzieci których rodzice obydwoje pracują.
        co do lęku o którym wspomniałam to owszem po łącznie 6 latach przerwy od pracy
        ciężko mi jest się przełamać i odnaleźć na rynku pracy zwłaszcza jak wszystkie
        oferty które składam są odrzucane.
        pojawia się wtedy pytanie - czy znajdę gdzieś swoje miejsce...
        • kochamkotyijuz Re: do nie wiem 11.02.10, 02:32
          Skoro wy tulacie sie z mezem po mieszkaniach to corka tula sie razem
          z wami tak czy nie??Gdzie widzisz tu lepsze zapewnienie przyszlosci
          dla niej??
          Zreszta chyba Pani Agnieszka wyjela mi to z ust.Czy to nie jest tak,
          ze to ty bardziej potrzebujesz jej niz ona ciebie???Dla mnie
          zdrowa,madra,mloda kobieta siedzaca bezczynnie w domu z 5 letnim
          dzieckiem TONACA W DLUGACH to porazka sorry.
          Musisz sie przelamac.I z pojsciem do pracy i z rozlaka z
          dzieckiem.Tobie zreszta tez sie przyda wyjsc do ludzi i pozyc troche
          innym zyciem a nie skupiac cala swoja energie na corce bo toksyczny
          rodzic to najwieksze nieszczescie jakie moze sie dziecku przytrafic.
          Poza tym kiedy ja bylam dzieckiem (w moich czasach prawie
          wszystkie mamy pracowaly a dzieci lataly z kluczem na szyji
          (doslownie) : ))
          bylo tez pare mam siedzacych w domu.no wiec dzieci tych mam
          wyroznialy sie miedzyinnymi mniejsza odpornoscia na
          stres,egoizmem,bezkomromisowoscia,alienacja spoleczna,nadmierna
          placzliwoscia.
          Czasy sie zmienily i dzieci sa ogolnie odwazniejsze choc nie wiem
          czy w tej kwesti cos sie zmienilo.
          Zycze ci madrych wyborow i wiecej odwagi na zmiany
          • bracialwieserce Re: do nie wiem 11.02.10, 12:11
            Podawaj dane i linki a nie pitol głupoty bo Ci tak łatwiej słyszałam/słyszałem
            były badania fakciki fakciki.
          • marianka_marianka Re: do nie wiem 11.02.10, 12:40
            Przedszkole ma obowiązek przyjąć 5 latka, bez względu na to czy rodzice oficjalnie pracują czy nie.
            Nie bardzo rozumiem określanie Autorki osobą "siedzącą w domu", przecież napisała że pracuje, dorywczo, czy na zlecenie ale jednak. Co z tego że bez umowy?
            Czy tylko praca na etacie ma sens?
            Sama byłam dzieckiem z kluczem na szyi i nie przeceniałabym raczej tego zjawiska, jakoby takie dzieci były pod każdym względem doskonalsze.
            A tu wklejam cytat, który kiedyś spodobał mi się na w/w temat
            "Autor: Oskar (2009-10-04 19:37:49)-----
            A mi koledzy zazdrościli, jak wracałem do "niepustego" domu. Mama witała mnie uśmiechem i ciepłym posiłkiem, który często zajadałem z kolegami, bo nie chcieli iść do swoich domów. Odrobiliśmy lekcje. I mogliśmy pograć na dworze w piłkę. Albo zrobić coś konkretnego. Mama dzwoniła do ich matek, żeby się nie martwiły. A potem to już było wiadomo, że są często u mnie. Ale mama za każdym razem powiadamiała je. I niesprawiedliwie piszecie tu o matkach, które są w domu. Mamy ogródek (warzywa i owoce). Często z kolegami pomagaliśmy mamie w racy w ogrodzie. Oni moją mamę do tej pory bardzo lubią. Jest wesoła i pracowita. Lubi dzieci. I nie pozwala na oglądanie ciągle telewizji. Ciągle coś robi, albo załatwia w urzędach. I wciąga w domowe zajęcia wszystkich..."
            Gość:teddy bear: Odkryłem, że moja żona zwraca się do kolegi z pracy per "misiaczku". Dodam że mnie tak już od dawna nie nazywa... Moim zdaniem to co najmniej "dziwne"... Co o tym sądzicie? Odpowiedz by fragles: Pewnie już się dobrał do miodu, a ty nie możesz być misiaczkiem bo jesteś jelonkiem.
            • nie.wiem.czy.to.ja : do marianka_marianka 12.02.10, 00:05
              marianka_marianka napisała:

              > Przedszkole ma obowiązek przyjąć 5 latka, bez względu na to czy rodzice oficjal
              > nie pracują czy nie.
              > Nie bardzo rozumiem określanie Autorki osobą "siedzącą w domu", przecież napisa
              > ła że pracuje, dorywczo, czy na zlecenie ale jednak. Co z tego że bez umowy?
              > Czy tylko praca na etacie ma sens?

              niestety dużo osób uważa , że prace na etacie mozna nazywać pracą , a inne to
              już nie.
              szkoda, że tak jest bo wiadomo, że zawsze szuka się najlepszego rozwiązania.
              często ogarnia mnie dziwne uczucie gdy ktoś mi mówi, że nie pracuję tylko ze
              względu na to, że nie jest to udokumentowane... a ja na prawdę w pracy się
              narobię, nie dość , że w 2 pracach to jeszcze w domu.
            • kochamkotyijuz Re: do marianki 12.02.10, 03:16
              Sama byłam dzieckiem z kluczem na szyi i nie przeceniałabym raczej
              tego zjawisk
              > a, jakoby takie dzieci były pod każdym względem doskonalsze.

              Chyba nie zrozumialas o co mi chodzilo i nieco odwrocilas kota
              ogonem.Ja wcale nie uwazam ,ze to tak super puszczac dziecko
              samopas.Choc uwazam ,ze takie dziecko jest zaradniejsze.
              Przyklad ktory podalas to juz naprawde nie wiem co mial nam
              przekazac??Ze niby dziecko ktorego mama jest w pracy jest mniej
              kochane,zadbane czuje sie opuszczone i zyje marzeniami jak inne
              dzieci z mamami maja lepiej ???Ze niejako siedzaca w domu matka jest
              lepsza niz ta pracujaca??
              Zreszta tutaj zdania byly sa i beda podzielone i kazdy bedzie mowil
              za siebie z pozycji w ktorej sie znajduje.
              Ja osobiscie uwazam, ze dobrze jest jak dziecko ma ta mame w
              domu,usmiechnieta, czekajaca w progu z goracym posilkiem.super jest
              jesli niektore kobiety moga sobie na to pozwolic bo ich mezowie duzo
              zarabiaja.Gorzej jak w domu siedzi zgorzkniala,zaplakana,zamartwiona
              matka, ktorego jedynym celem jest zycie dla dziecka.Ale to juz inny
              problem i nie w temacie.
              • marianka_marianka Re: do marianki 12.02.10, 10:24
                kochamkotyijuz napisała:
                Poza tym kiedy ja bylam dzieckiem (w moich czasach prawie
                wszystkie mamy pracowaly a dzieci lataly z kluczem na szyji
                (doslownie) : ))
                bylo tez pare mam siedzacych w domu.no wiec dzieci tych mam
                wyroznialy sie miedzyinnymi mniejsza odpornoscia na
                stres,egoizmem,bezkomromisowoscia,alienacja spoleczna,nadmierna
                placzliwoscia.


                Sama to podkreśliłaś.
                Ja tylko zwracam uwagę, że jest również druga strona medalu.
          • nie.wiem.czy.to.ja do kochamkotyijuz 11.02.10, 23:59
            kochamkotyijuz napisała:

            > Skoro wy tulacie sie z mezem po mieszkaniach to corka tula sie razem
            > z wami tak czy nie??Gdzie widzisz tu lepsze zapewnienie przyszlosci
            > dla niej??


            napisałam, że ona będzie miała lepszy start pod względem mieszkaniowym jak
            dorośnie bo przynajmniej będzie miała mieszkanie



            >Dla mnie
            > zdrowa,madra,mloda kobieta siedzaca bezczynnie w domu z 5 letnim
            > dzieckiem TONACA W DLUGACH to porazka sorry.



            nie wiem czy doczytałaś moje wypowiedzi - ja nie siedzę bezczynnie w domu.


            > Musisz sie przelamac.I z pojsciem do pracy i z rozlaka z
            > dzieckiem.Tobie zreszta tez sie przyda wyjsc do ludzi i pozyc troche
            > innym zyciem a nie skupiac cala swoja energie na corce bo toksyczny
            > rodzic to najwieksze nieszczescie jakie moze sie dziecku przytrafic.


            do ludzi wychodzę , więc wiem jak to jest.a za toksyczną matkę się nie uważam bo
            taka nie jestem.nie jestem tez nadopiekuńcza i nie wyręczam dziecka we wszystkim
            tak jak niektórzy może to robią.




            • attiya Re: do kochamkotyijuz 16.02.10, 11:24
              nie.wiem.czy.to.ja napisała:
              >
              > napisałam, że ona będzie miała lepszy start pod względem mieszkaniowym jak
              > dorośnie bo przynajmniej będzie miała mieszkanie
              >
              tzn, że Ty planujesz zapewnić jej to mieszkanie? Czyli na razie tego mieszkania
              nie ma a są tylko plany?
              Bo wiesz, ja np. planuję zostać prezydentem USA - nie ważne, że musiałabym
              urodzić się w USA ale ja planuję i już
              Pomiędzy planami a realizacją jest duża często odległość

              > nie wiem czy doczytałaś moje wypowiedzi - ja nie siedzę bezczynnie w domu.
              >
              ale napisałaś, ze czasem tych zleceń jak na lekarstwo i że dochodów nie masz
              stałych, poza tym jest to praca "na czarno" a skoro jesteś istotą myślącą to
              powinnaś wiedzieć, że taka praca nie da ci emerytury - no chyba, że liczysz w
              przyszłości na rentę po mężu.

              >
              > do ludzi wychodzę , więc wiem jak to jest.a za toksyczną matkę się nie uważam bo
              > taka nie jestem.nie jestem tez nadopiekuńcza i nie wyręczam dziecka we
              wszystkim tak jak niektórzy może to robią.
              >
              no wiesz, ja też wychodzę "do ludzi" - na zakupy, do urzędu po rachunki za wodę,
              na spacery.....
              • nie.wiem.czy.to.ja do attiya 17.02.10, 00:58
                attiya napisała:

                > nie.wiem.czy.to.ja napisała:
                > >
                > > napisałam, że ona będzie miała lepszy start pod względem mieszkaniowym ja
                > k
                > > dorośnie bo przynajmniej będzie miała mieszkanie

                > tzn, że Ty planujesz zapewnić jej to mieszkanie? Czyli na razie tego mieszkania
                > nie ma a są tylko plany?
                > Bo wiesz, ja np. planuję zostać prezydentem USA - nie ważne, że musiałabym
                > urodzić się w USA ale ja planuję i już
                > Pomiędzy planami a realizacją jest duża często odległość



                przeczytaj pozostale wypowiedzi.ja nie planuję , że kupię jej mieszkanie, po
                prostu dostanie je w spadku.



                > > nie wiem czy doczytałaś moje wypowiedzi - ja nie siedzę bezczynnie w domu
                > .
                > >
                > ale napisałaś, ze czasem tych zleceń jak na lekarstwo i że dochodów nie masz
                > stałych,


                stałe dochody ma z jednej pracy a z drugiej dochód liczony mam od zleceń.zleceń
                jest mniej tylko w tym roku bo mówią, że kryzys, normalnie na okrągło je miałam.




                > > do ludzi wychodzę , więc wiem jak to jest.a za toksyczną matkę się nie uw
                > ażam bo
                > > taka nie jestem.nie jestem tez nadopiekuńcza i nie wyręczam dziecka we
                > wszystkim tak jak niektórzy może to robią.
                > >
                > no wiesz, ja też wychodzę "do ludzi" - na zakupy, do urzędu po rachunki za wodę
                > ,
                > na spacery.....
                >
                >


                nie rozumiem Twojej aluzji w tym miejscu.wiesz ja na zakupy i spacery tez
                wychodzę, mówiąc "do ludzi" to była odpowiedź na stwierdzenie jednej z
                forumowiczek która napisała "idź do pracy i wyjdź do ludzi".
                ja wychodzę do pracy i wykonuję ją z innymi, bo tylko jedna z dwóch moich prac
                jest wykonywana w domu.
                nie wiem więc z czym masz problem.
                • attiya Re: do attiya 17.02.10, 10:38
                  zapewne tej forumce chodziło o stałe, codzienne "wychodzenie do ludzi" :-)
                  wiesz, co innego jak przez moment z kims się widzisz w sprawie tego zlecenia a
                  co innego jak jesteś z ludźmi te przysłowiowe 8 godzin
                  • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 17.02.10, 23:27
                    attiya napisała:

                    > zapewne tej forumce chodziło o stałe, codzienne "wychodzenie do ludzi" :-)
                    > wiesz, co innego jak przez moment z kims się widzisz w sprawie tego zlecenia a
                    > co innego jak jesteś z ludźmi te przysłowiowe 8 godzin


                    8 godzin na pewno więcej daje kontaktu z ludźmi niz w trakcie moich zlecen , ja
                    bezpośrednio kilka godzin widze się z ludźmi w pracy tylko wtedy jak jestem w
                    drugie pracy.
                    troche niegramatyczne to zdanie ale każdy wie o co chodzi:)
                    • attiya Re: do attiya 18.02.10, 08:13
                      no fakt :-)
    • ruda110 Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 11.02.10, 13:34
      Odnoszę wrażenie, że zawsze znajdziesz jakieś "ale" ... Chyba nie
      spodziewasz się, że ktoś kto myśli racjonalnie uzna, że warto popaść
      w długi, z których trudno się wygrzebać, bo mama nie potrafi rozstać
      się z pięciolatkiem. Uważam, że Twoje pójście do pracy przyniesie
      korzyść całej rodzinie. Okazja, żeby tata włączył się w opiekę nad
      dzieckiem ;-)
      • bracialwieserce ciekawa jestem 11.02.10, 14:02
        Trzy pytania. Może masz jeszcze inne problemy skoro z dzieckiem jesteś tak zżyta
        jak można pozwolić/jak może tak być, że facet ma dziecko mieszka z Tobą {związek
        tworzycie} i nie opiekuje się on dzieckiem?
        Nie zabraniałaś mu? A czy dzieliłaś się z nim obowiązkami? Jak można nie być ni
        razu z dzieckiem na spacerze będąc jego ojcem?
        Po co z nim jesteś? Szczerze pytam?
        Czy to było dziecko chciane przez niego? Stosujecie model samo się wychowa?
        Zachęcałaś faceta/on sam podejmował inicjatywy które torpedowałaś? aby zająć się
        potomstwem? Sorry co ta za relacja? To zupełnie jak byś była samotna matką!
        • bracialwieserce Re: ciekawa jestem 12.02.10, 00:03
          Bo sorry ale Ty się chyba wszystkim zajmujesz a on co robi? Z tym, że dziecko
          samo się chowa nie chodziło mi, że Ty nic nie robisz tylko jaka jest jego rola w
          tym wszystkim? Czy nie "czuje", że powinien Cię odciążyć? Przecież to jak
          mieszkać z jakąś obca osobą? Ktoś mi już dziś zwrócił uwagę, że piszę
          enigmatycznie - postaram się to zmienić ale serio - raz jak Ty to wytrzymujesz
          dwa skąd taka jego inercja? Jeśli można wiedzieć?!
          • nie.wiem.czy.to.ja do bracialwieserce 12.02.10, 00:22
            bracialwieserce napisała:

            > Bo sorry ale Ty się chyba wszystkim zajmujesz a on co robi?


            dobrze zauważyłas - ja robię wszystko, prócz wyrzucania śmieci. a on idzie na 8
            h do pracy i tyle.


            Z tym, że dziecko
            > samo się chowa nie chodziło mi, że Ty nic nie robisz tylko jaka jest jego rola
            > w
            > tym wszystkim? Czy nie "czuje", że powinien Cię odciążyć? Przecież to jak
            > mieszkać z jakąś obca osobą?


            właśnie problem w tym , że on chyba nie czuje czegoś takiego, nawet jak są dni
            gdy źle się czuję to i tak wszystko co związane z dzieckiem robię ja.



            > serio - raz jak Ty to wytrzymujesz
            > dwa skąd taka jego inercja? Jeśli można wiedzieć?!


            czasem są dni, że nie wytrzymuję ale staram się.robię wszystko co mogę aby corka
            nie czuła tak bardzo tego, że mąż wcale nie poświęca jej czasu. wiem , że nie da
            się tego tak do końca zrobić ale próbuję.
            niekiedy jest trudno - jakiś czas temu udalo mi się wyjść z depresji i z silnej
            nerwicy (taka była diagnoza lekarza), jednak jak są gorsze dni to zdarzają mi
            się nawroty.
            bardzo się staram aby nie popaść w takie nastroje ponieważ wiem z wlasnego
            doświadczenia jak latwo wpaść w pułapkę jaką jest depresja i jak ciężko z niej
            wyjść.

            co do męża to wedlug mnie na jego zachowanie i podejście ma wplyw jego rodzina i
            to jakie sa u nich priorytety w życiu
            • attiya Re: do bracialwieserce 16.02.10, 11:33
              a depresję z jakiego powodu miał? że sam ciągnie ten wózek zarabiając na
              rodzinę? A może miał inne plany na przyszłość a nie dziecko w tak młodym wieku?
              Rozmawiałaś z nim? Ja wiem, co możesz napisać, że dziecko przez oboje rodziców
              zostało poczęte ale o prezerwatywie to jednak czasem trzeba za to drugie myśleć.
              Bo skoro nie poczuwa się do opieki nad dzieckiem to po co te dziecię począł?
              Wiesz, nie tłumacz się już dlużej, szukaj pracy pełnoetatowej, oddaj dziecię do
              przedszkola - obowiązek na nich ciąży jeśli chodzi i przyjęcie 5-latka do
              przedszkola. Może jak będziesz miała stały, comiesięczny dochód to i maż zacznie
              się poczuwać do czegos dodatkowego niż tylko przynoszenie pensji do domu. Poza
              tym nie uważasz, że czasy się zmieniły, to 30 lat temu i więcej pan i wladca
              przynosił kasę do domu i rozwalał się w fotelu.
              Może skoro u niego taki model w rodzinie to zacznij to zmieniać
              • nie.wiem.czy.to.ja do attiya 17.02.10, 01:04
                attiya napisała:

                > a depresję z jakiego powodu miał? że sam ciągnie ten wózek zarabiając na
                > rodzinę?


                depresje to mialam ja , a nie on.
                odnoszę wrażenie , że nie czytasz dokladnie calych wypowiedzi.



                A może miał inne plany na przyszłość a nie dziecko w tak młodym wieku?
                > Rozmawiałaś z nim? Ja wiem, co możesz napisać, że dziecko przez oboje rodziców
                > zostało poczęte ale o prezerwatywie to jednak czasem trzeba za to drugie myśleć


                wiesz co, w tym miejscu to po prostu najzwyczajniej w świecie mnie obraziłaś.



                Może jak będziesz miała stały, comiesięczny dochód to i maż zaczni
                > e
                > się poczuwać do czegos dodatkowego niż tylko przynoszenie pensji do domu.


                kiedyś mialam stałą pensję ,praca z umową , nie bylo jeszcze dziecka ale jakoś
                różnicy w mężu nie widziałam.
                • attiya Re: do attiya 17.02.10, 12:32
                  to miał być przytyk do twojego męża, bo może pan nie zdawał sobie sprawy, że jak
                  się idzie do łóżka to mogą być z tego dzieci a jak są już te dzieci to powinno
                  się za nie brać odpowiedzialność. Niektórzy panowie dają nazwisko i myślą, ze
                  ich obowiązek skończył się w tym momencie.
                  aha - gdzieś napisałaś, że mąż powiedział, że żony jego kolegów zarabiają więcej
                  od nich - wyczułam tę nutkę zazdrości w jego tonie :-)
                  Czemu nie odbiłaś piłeczki i nie wypaliłaś mu, że mężowie Twoich koleżanke
                  zarabiają krocie i one siedzą sobie w domu nie martwiąc się o nic.
                  Pewnie pan odpowiedziałby, że haha powinnaś w takim razie lepiej poszukać....No
                  ale to już gdybanie.
                  Zresztą zawsze można to w tę drugą stronę odwrócić
                  • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 17.02.10, 23:36
                    attiya napisała:

                    > to miał być przytyk do twojego męża, bo może pan nie zdawał sobie sprawy, że ja
                    > k
                    > się idzie do łóżka to mogą być z tego dzieci a jak są już te dzieci to powinno
                    > się za nie brać odpowiedzialność.


                    dzięki za wytlumaczenie bo inaczej to zrozumialam dlatego sie tak obużyłam.



                    > aha - gdzieś napisałaś, że mąż powiedział, że żony jego kolegów zarabiają więce
                    > j
                    > od nich - wyczułam tę nutkę zazdrości w jego tonie :-)


                    oj bardzo dobrze wyczułaś, mąż jest strasznie zazdrosny o to co maja inni,
                    najbardziej o to jak sie innym powodzi, jakie maja mieszkania jak urządzone,
                    jakie auta kupuja itp itd - bez końca mogłabym chyba wymieniać.
                    nie raz mu tlumacze, że nie każdy może mieć wszystko , a przyklady ktore on
                    podaje sa głupie bo osoby które maja to wszystko nie dorobily sie same a dostały
                    wszystko od rodziców.jednak jakoś to do niego nie dociera.


                    > Czemu nie odbiłaś piłeczki i nie wypaliłaś mu, że mężowie Twoich koleżanke
                    > zarabiają krocie i one siedzą sobie w domu nie martwiąc się o nic.


                    nigdy nie mowiłam mu, że malo zarabia bo wydawalo mi się , że chyba ma tego
                    świadomość, zresztą nawet jak widujemy się ze znajomymi i wyjdzie temat wyplat
                    kto ile zarabia to inni mowią, że za taka kase jak mąz zarabia to już dawno nie
                    pracowaliby w tej firmie tylko szukali czegoś innego.
                    jednak gdy po raz kolejny uslyszałam od męża, że żony kolegów zarabiają więcej
                    od nich i takie tam to sie wkurzylam i powiedziałam mu,, że jak mu malo to niech
                    sobie sam poszuka lepiej platnej pracy a ode mnie sie odczepi. i dalam mu
                    przykłady wlaśnie mężów koleżanek na to ile tamci potrafią zarobić........no i
                    mężuś sie oczywiście obraził...

                    • attiya Re: do attiya 18.02.10, 08:16
                      pan się obraził bo podważyłaś jego wysoką, męską pozycję w społeczeństwie :-)
                      oj nie rób tego, nie rób :-)
                      oczywiście teraz żartuję
                      tu Triss by się przydała - ona juz cudnie to wszystko podsumowałaby :-)
                      • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 19.02.10, 00:55
                        attiya napisała:

                        > pan się obraził bo podważyłaś jego wysoką, męską pozycję w społeczeństwie :-)
                        > oj nie rób tego, nie rób :-)
                        > oczywiście teraz żartuję
                        > tu Triss by się przydała - ona juz cudnie to wszystko podsumowałaby :-)

                        oczywiście, że się obraził.
                        spytałam go wówczas czy jest w stanie wyobrazić sobie co ja czuję slysząc jego
                        slowa na temat pracy i pieniędzy bardzo często ale jakoś mi nie odpowiedzial.
                        • attiya Re: do attiya 19.02.10, 09:39
                          eeee ten...konceptu mu zabrakło :-)
                          na poważnie - znam panów co aby mieć ostatnie słowo to walą swoje ślubne między oczy
                          także w sumie przynajmniej tu masz lepiej
        • nie.wiem.czy.to.ja do bracialwieserce 12.02.10, 00:14
          bracialwieserce napisała:

          > Trzy pytania. Może masz jeszcze inne problemy skoro z dzieckiem jesteś tak zżyt
          > a

          problemy sa zawsze i chyba prawie każdy je ma, ja również bo nie zawsze wszystko
          jest tak jakbym chciala - dążę do tego aby każdy rozwiązać.


          > jak można pozwolić/jak może tak być, że facet ma dziecko mieszka z Tobą {związe
          > k
          > tworzycie} i nie opiekuje się on dzieckiem?
          > Nie zabraniałaś mu? A czy dzieliłaś się z nim obowiązkami? Jak można nie być ni
          > razu z dzieckiem na spacerze będąc jego ojcem?



          ja bardzo bym chciala aby zająl się choć troszke dzieckiem ale niestety tak nie
          jest i nie było od samego początku jak dziecko się pojawilo na świecie.
          tak jak wspomnialam, dziecko już ma tyle lat a mąż nigdy nie był z nią na
          spacerze, nigdy jej nie kąpal - nawet jak wróciłyśmy po porodzie ze szpitala do
          domu to od razu musialam "wejść" na obroty.
          nigdy nie broniłam mu zajęcia się dzieckiem, chcialam aby podzielić obowiązki,
          chcialam żeby dziecko czuło że ma mame i tate, a jest tak jak jest.
          jak mała była noworodkiem to praktycznie nie bral jej nawet na ręce.kidyś mówił,
          że jak bedzie większa to wtedy - a tu czas leci jak nie wiem , a on nawet chwili
          z dzieckiem się nie pobawi.



          Sorry co ta za relacja? To zupełnie jak byś była samotna matką!


          nie raz tak właśnie się czuję
          • bracialwieserce Do nie.wiem.czy.to ja 12.02.10, 00:25
            Dzięki żeś odpisała.Słuchaj - ja rozumiem, że niektórym kojarzy się małżeństwo
            musowo z dziećmi ale czy on planował/rozmawiał z Tobą o tym? Czy dziecko czuje
            jakoś, że coś z tą relacja z Ojcem jest nie tak jak być powinno?
            Zastanawiałaś się nad tym/zrobiłaś to/zwerbalizowałaś problem? Zostawiłaś go z
            dzieckiem sam na sam - może on się za bardzo przyzwyczaił, że Ty wszystko
            robisz? I nie poczuwa się do opieki nad nią? Na dłuższą metę tak się nie da żyć!
            Przepraszam za dość prywatne pytania nawet bardzo czy Ty go w ogóle kochasz?
            Raczej nie potrafiłabym być z kimś takim kto by mnie i dziecko TAK ignorował!?
            To bardziej współlokator jakiś kumpel luźno związany z tym wszystkim a nie
            partner i ojciec.
            Nie masz" ochoty" odejść? Jesteś młoda możesz wyobrazić sobie z nim życie
            jeszcze przez 5 lat bo wiesz, jakoś wstyd pisać najbliższe 30 latbiorąc pod
            uwagę jego zachowanie! O "dożywotnim" byciu nie wspomnę!
            • nie.wiem.czy.to.ja do bracialwieserce 12.02.10, 00:38
              bracialwieserce napisała:

              rozumiem, że niektórym kojarzy się małżeństwo
              > musowo z dziećmi ale czy on planował/rozmawiał z Tobą o tym?

              przed ślubem rozmawialiśmy o dzieciach, wiedział, że chciałabym mieć dwojkę ( ja
              nie mam rodzeństwa i nie chciałabym aby moje dziecko było samo). nie mówil, że
              kategorycznie nie.
              po ślubie zdanie troche mu się zmieniło bo zalożył sobie, że najpierw muszą być
              spelnione priorytety jakie są u bliskich z jego strony rodziny czyli własne
              mieszkanie, samochód, dobra praca no i cos na koncie , a później dzieci może.
              te "może" zabrzmiało jak "lepiej nigdy" co było dla mnie nie do przyjęcia wcale
              a wcale.
              przecież przy takich planach to w ciąży musiałabym być chyba po 40tce.
              nie realizował jednego ze swoich planów - nie mial dobrej pracy, w sumie to z
              początku żadnej nie miał bo siedział na kuroniówce a ja pracowałam na 1/4
              etatu.dopiero jak kuroniówka się skończyła to do jakiejś poszedł.

              Czy dziecko czuje
              > jakoś, że coś z tą relacja z Ojcem jest nie tak jak być powinno?

              robię tak aby tego nie czuła, ale niekiedy jest tak, że mąż przychodzi z pracy
              mala do niego biegnie chce na ręce a ten jej nie bierze i wtedy jest mi
              strasznie przykro.


              > Zastanawiałaś się nad tym/zrobiłaś to/zwerbalizowałaś problem? Zostawiłaś go z
              > dzieckiem sam na sam

              owszem zrobiłam tak.mam bardzo grzeczne dziecko więc nie wymaga ciągłego
              pilnowania co nie zmienia faktu, że trzeba zajrzeć do dziecka co robi, a tym
              czasem ja wracam a dziecko ogląda bajki a mąż przy komputerze gra - nawet nie
              slyszal kiedy wróciłam.


              > Przepraszam za dość prywatne pytania nawet bardzo czy Ty go w ogóle kochasz?

              owszem kocham, prócz wielu wad ma też jakieś zalety.




              • attiya Re: do bracialwieserce 16.02.10, 11:41

                > przed ślubem rozmawialiśmy o dzieciach, wiedział, że chciałabym mieć dwojkę (
                ja nie mam rodzeństwa i nie chciałabym aby moje dziecko było samo). nie mówil,
                że kategorycznie nie.
                > po ślubie zdanie troche mu się zmieniło bo zalożył sobie, że najpierw muszą
                być spelnione priorytety jakie są u bliskich z jego strony rodziny czyli własne
                mieszkanie, samochód, dobra praca no i cos na koncie , a później dzieci może.
                > te "może" zabrzmiało jak "lepiej nigdy" co było dla mnie nie do przyjęcia
                wcale a wcale.
                > przecież przy takich planach to w ciąży musiałabym być chyba po 40tce. nie
                realizował jednego ze swoich planów - nie mial dobrej pracy, w sumie to z
                początku żadnej nie miał bo siedział na kuroniówce a ja pracowałam na 1/4
                etatu.dopiero jak kuroniówka się skończyła to do jakiejś poszedł.
                >
                a ty nie myślisz podobnie jak on? Ze dobrze byłoby na swoim mieszkać a nie w
                wynajmowanym? Sory ale ja w zyciu nie zakładałam, że jakoś to będzie. Zanim
                dziecko się pojawiło u nas, to dorobiliśmy się domu, skończyłam studia, trochę
                się na czarną godzinę zabezpieczyliśmy. I nigdy nie miałam długów. I mimo, że
                można byłoby pomysleć o drugim dziecku to tego nie robię, bo nie chcę na barki
                męża zrzucać utrzymania rodziny w liczbie 4 osób
                Ty gdybyś teraz zdecydowała się na dziecko to zapewne siedziałabyś następne 5-6
                lat w domu i znowu miałabyś wytłumaczenie, że dla dobra dzieci to robisz a mąz
                byłby jedynym żywicielem rodziny.
                Więc nie dziwię się, że odkłada tę decyzję na wieczne jutro.
                • nie.wiem.czy.to.ja do attiya , do attiya 17.02.10, 01:13
                  attiya napisała:


                  > a ty nie myślisz podobnie jak on? Ze dobrze byłoby na swoim mieszkać a nie w
                  > wynajmowanym?

                  wiesz, mieszkanie w którym obecnie mieszkamy , jest na takiej zasadzie, że moge
                  tu mieszkać do końca życia bo nikt mnie stąd nie wyrzuci jak place regularnie
                  rachunki.



                  Sory ale ja w zyciu nie zakładałam, że jakoś to będzie. Zanim
                  > dziecko się pojawiło u nas, to dorobiliśmy się domu, skończyłam studia, trochę
                  > się na czarną godzinę zabezpieczyliśmy.


                  i może jeszcze mi powiesz, że dom kupiliście za gotówkę która sami zarobiliście
                  i nikt Wam nie pomagal, nie braliście kredytu i w ogóle wszystko sami.
                  wiesz może jakbys była po 60-ce to może i bym uwierzyła, że się dorobiłaś , ale
                  ile możesz mieć lat???? i co w mlodym wieku chcesz mi powiedzieć, że masz
                  wszystko z wlasnoręcznej pracy?????no chyba jak masz swoją firme to może i tak
                  ale nie z normalnych zarobków jakie sa w naszym kraju.



                  I nigdy nie miałam długów.


                  to może jesteś jakimś wyjątkiem, bo wiesz wedlug statystyk to praktycznie
                  większość polaków jest zadlużona - niestety nie każdego jest stac na to aby
                  wszystko kupować za gotowke więc biorą na raty.




                  • attiya Re: do attiya , do attiya 17.02.10, 18:54
                    tak, - w pewnym sensie po przemyśleniu mieliśmy długi :-)
                    mąz ze dwa razy brał w pracy z kasy zapomogowo-pożyczkowej pożyczkę.
                    Jedna przed ślubem ale wszystkie raty spłacone po ślubie - wtedy w wysokości coś
                    około 200 zł na miesiąc - wszystko poszło na materiały budowlane: pustaki,
                    cement, piasek, drewno na dach, papa, cegły, okna.
                    Druga pożyczka była brana ze 3-4 lata temu. Rata w wysokości 300 zł. Spłacona w
                    ubiegłym roku.
                    Tak, pomagali nam rodzice - drzewo na wykończenie domu, panele, terakota.
                    Działka - bardzo mała, mniej niż 500 m od teściów. Poza tym mąż 3/4 w domu
                    wszystko zrobił. Łącznie z kładzeniem papy a później blachy. Przez wszystkie
                    lata zawsze brał dodatkowe prace. Sam robił meble, malowaliśmy razem, w ubiegłym
                    roku sam wylał posadzkę na taras, w tym roku sam będzie kładł płytki. Ja też w
                    miarę możliwości dodatkowo dorabiam, wyjeżdżałam za granicę. Poza tym dom
                    budowany systemem gospodarczym. Do dzis nie wykończona jedna łazienka i pokój
                    dla dziecka - na razie śpi z nami.
                    I tyle chyba.
                    Aha - zanim wprowadziliśmy się do domu mieszkaliśmy 3 lata z teściami. Fakt
                    różowo nie było ale nie pozabijaliśmy się :-)
                    Ja jestem po 30-stce, mąż kilka lat więcej.
                    • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya , do attiya 17.02.10, 23:42
                      attiya napisała:

                      > tak, - w pewnym sensie po przemyśleniu mieliśmy długi :-)
                      > mąz ze dwa razy brał w pracy z kasy zapomogowo-pożyczkowej pożyczkę.
                      > Jedna przed ślubem ale wszystkie raty spłacone po ślubie - wtedy w wysokości co
                      > ś
                      > około 200 zł na miesiąc - wszystko poszło na materiały budowlane: pustaki,
                      > cement, piasek, drewno na dach, papa, cegły, okna.
                      > Druga pożyczka była brana ze 3-4 lata temu. Rata w wysokości 300 zł. Spłacona w
                      > ubiegłym roku.
                      > Tak, pomagali nam rodzice - drzewo na wykończenie domu, panele, terakota.
                      > Działka - bardzo mała, mniej niż 500 m od teściów. Poza tym mąż 3/4 w domu
                      > wszystko zrobił. Łącznie z kładzeniem papy a później blachy. Przez wszystkie
                      > lata zawsze brał dodatkowe prace. Sam robił meble, malowaliśmy razem, w ubiegły
                      > m
                      > roku sam wylał posadzkę na taras, w tym roku sam będzie kładł płytki. Ja też w
                      > miarę możliwości dodatkowo dorabiam, wyjeżdżałam za granicę. Poza tym dom
                      > budowany systemem gospodarczym. Do dzis nie wykończona jedna łazienka i pokój
                      > dla dziecka - na razie śpi z nami.
                      > I tyle chyba.
                      > Aha - zanim wprowadziliśmy się do domu mieszkaliśmy 3 lata z teściami. Fakt
                      > różowo nie było ale nie pozabijaliśmy się :-)
                      > Ja jestem po 30-stce, mąż kilka lat więcej.


                      o i taką odpowiedź to potrafię zrozumieć"mamy dom ale pomoc była", bo już na
                      prawdę zwątpiłam jak napisałaś, że Wy tak wszystko sami i jeszcze bez pożyczek
                      wszystko.w dzisiejszych czasach to raczej nie byloby realne.
                      fajnie , że mieliście pomoc, my jakoś musimy radzić sobie sami bo rodziców nie
                      stac na to aby nam pomagać.
                      piszesz, że Twój mąż bral dodatkowe prace i tak mi się nasowa ostatni wymysl
                      mojego męża-otóż mój mąz dodatkowych prac nie bierze, a nawet w soboty nie
                      chodzł do pracy bo stwierdził, że niby po co jak to nic dla niego nie
                      zmieni.teraz wymyślił sobie, że z dwie soboty w miesiącu zrobi ale.....po to aby
                      miec te pieniądze dla siebie a nie do budżetu domowego.
                      denerwuje mnie to strasznie bo wie jaka jest sytuacja a tu takie coś z jego strony.
                      • attiya Re: do attiya , do attiya 18.02.10, 08:22
                        tzn wiesz, ja uważam - ale to moje skromne zdanie - że co innego kredyt w banku,
                        a co innego pożyczka z kasy zapomogowo- pożyczkowej - pierwsza rata, albo góra
                        pierwsze dwie to spłacanie raty plus odsetki a odsetki są minimalne. A później
                        spłacasz już tylko czyste raty bez odsetek. Dlatego tak bardzo opłaca się branie
                        takich pożyczek. W skali - przykładowo - 10 tysięcy zł odsetek jest może z
                        500-700 zł. Czyli w porównaniu z bankowymi pożyczkami prawie nic.

                        jeśli chodzi o pracę dodatkową to i w niedziele mąż potrafi jeździć za
                        zleceniami. Soboty - mogę policzyć na palcach dwóch rąk, kiedy tak sam z siebie
                        nic nie robił - każda to robienie coś w domu, przy domu albo dodatkowe prace. I
                        tak już kilkanaście lat :-)
                        Także nie mogę narzekać, naprawdę.
                        A powiem haha w tajemnicy, ze i ja potrafię ponarzekać :-)
                        Nie, żebym taka idealna byłam :-)
                        • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya , do attiya 19.02.10, 01:01
                          attiya napisała:

                          > tzn wiesz, ja uważam - ale to moje skromne zdanie - że co innego kredyt w banku
                          > ,
                          > a co innego pożyczka z kasy zapomogowo- pożyczkowej - pierwsza rata, albo góra
                          > pierwsze dwie to spłacanie raty plus odsetki a odsetki są minimalne. A później
                          > spłacasz już tylko czyste raty bez odsetek. Dlatego tak bardzo opłaca się brani
                          > e
                          > takich pożyczek. W skali - przykładowo - 10 tysięcy zł odsetek jest może z
                          > 500-700 zł. Czyli w porównaniu z bankowymi pożyczkami prawie nic.
                          >

                          niestety u męża w pracy nie dają takich pożyczek.
                          odnoszę czasem wrażenie,że nie ma żadnych możliwości kredytowych.
                          ktos pisal, że gdy ja pójdę na etat to wtedy zdolność będzie - otóż nie będzie
                          takiej zdolności. pytalam w bankach ile musielibyśmy mieć dochodu aby uzyskać
                          kredyt i nie uzyskałam optymistycznej odpowiedzi niestety.
                          musialabym sporo zarabiać a to jest malo realne do osiągnięcia.
                          • attiya Re: do attiya , do attiya 19.02.10, 09:41
                            na początek porozmawiaj z dobrym doradcą finansowym :-)
                            co innego jak ktoś coś tam mówi a co innego jak dokładnie doradca wyjaśni ci co
                            i jak :-)
                            • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya , do attiya 19.02.10, 22:47
                              attiya napisała:

                              > na początek porozmawiaj z dobrym doradcą finansowym :-)
                              > co innego jak ktoś coś tam mówi a co innego jak dokładnie doradca wyjaśni ci co
                              > i jak :-)

                              właśnie w banku rozmawialam z doradcą ktory ostatnio zalatwial kredyt rodzicom i
                              od niego mam takie wiadomości. chcialam aby teoretycznie przeliczyl mi ile
                              musialabym mieć dochodu aby uzyskac kredyt.wyszlo na to, że musiałabym zarabiac
                              przynajmniej jeszcze raz tyle co mąż.
                              jednak nie zmienia to faktu , że zapytam jeszcze innych doradców.

                              jestem tez na etapie oglądania mieszkań wystawionych na przetagi i może w tym
                              kierunku uda mi się cos zdziałać.
              • douglas.beauty Czy maz chcial dziecka? 18.02.10, 13:06
                przed ślubem rozmawialiśmy o dzieciach, wiedział, że chciałabym
                mieć dwojkę ( j
                > a
                > nie mam rodzeństwa i nie chciałabym aby moje dziecko było samo).
                nie mówil, że
                > kategorycznie nie.
                > po ślubie zdanie troche mu się zmieniło bo zalożył sobie, że
                najpierw muszą być
                > spelnione priorytety jakie są u bliskich z jego strony rodziny
                czyli własne
                > mieszkanie, samochód, dobra praca no i cos na koncie , a później
                dzieci może.
                > te "może" zabrzmiało jak "lepiej nigdy" co było dla mnie nie do
                przyjęcia wcale
                > a wcale.
                > przecież przy takich planach to w ciąży musiałabym być chyba po
                40tce.
                > nie realizował jednego ze swoich planów - nie mial dobrej pracy, w
                sumie to z
                > początku żadnej nie miał bo siedział na kuroniówce a ja pracowałam
                na 1/4
                > etatu.dopiero jak kuroniówka się skończyła to do jakiejś poszedł.

                Czy z tego mamy rozumiec,ze decyzje o dziecku podjelas sama? Bo tak
                to troche wyglada.
                • nie.wiem.czy.to.ja Re: Czy maz chcial dziecka? 19.02.10, 01:23
                  douglas.beauty napisała:

                  > Czy z tego mamy rozumiec,ze decyzje o dziecku podjelas sama? Bo tak
                  > to troche wyglada.

                  tak jak wcześniej napisalam, o dzieciach rozmawialismy nie raz.
                  byly one w planach.
                  nie bylo jakiegoś kategorycznego "nie" z jego strony.

                  z perspektywy czasu szczerze mowiąc nie wiem czy chcial czy nie.
                  wiem, że glupio to brzmi ale na prawdę nie wiem.
                  na pewno teściowie nie chcieli być dziadkami bo na wieść o tym uslyszałam od
                  nich " i co teraz będzie?", a i jeszcze " ja na pewno tego dziecka pilnować nie
                  będę".
                  strasznie przykro mi bylo z tego powodu. mąż widząc podejście swoich rodziców ,
                  mial pewnie takie same.
                  najchętniej wymazalabym ten dzień kiedy on i teście dowiedzieli się o ciąży ale
                  nie potrafię. tylko moi rodzice się cieszyli i cala rodzina z mojej strony.
                  reakcja drugiej strony, ich slowa i zachowanie doprowadzily do tego , że w 6
                  tygodniu ciąży prawie poroniłam. trafilam do szpitala na izbę przyjęć i od razu
                  na oddzial patologii ciąży.
                  lekarze nie dawali praktycznie żadnych szans, może minimalne. kazali mi leżeć.po
                  jakimś czasie wyszlam ze szpitala ale wydawalo mi się, że mąż i teście żałują że
                  ciąża jakoś sie utrzymała.
                  po kilku ciężkich miesiącach leżenia w łóżku w domu ( mogłam wstawać tylko do
                  wc)w 6 miesiącu znów problemy - gdyby nie kontrolna wizyta u ginekologa to dzień
                  później bym rodziła. na szczęście w odpowiednim czasie widzial mnie lekarz i
                  udalo sie powstrzymać wszystko lekami i leżeniem prawie do końca ciąży.

                  wiecie co Wam powiem - wszystko jest jakies takie dziwne bo mąż jest taki jaki
                  jest, czasem ma tam jakies przejawy inności na plus, nawet coś mówi na temat
                  drugiego dziecka , że jakby była inna sytuacja materialna i mieszkaniowa to
                  wtedy jak najbardziej. a z drugiej strony ma takie a nie inne podejście do corki.
      • nie.wiem.czy.to.ja do ruda110 12.02.10, 00:26
        ruda110 napisała:

        > Odnoszę wrażenie, że zawsze znajdziesz jakieś "ale" ... Chyba nie
        > spodziewasz się, że ktoś kto myśli racjonalnie uzna, że warto popaść
        > w długi, z których trudno się wygrzebać, bo mama nie potrafi rozstać
        > się z pięciolatkiem. Uważam, że Twoje pójście do pracy przyniesie
        > korzyść całej rodzinie. Okazja, żeby tata włączył się w opiekę nad
        > dzieckiem ;-)

        wiem, że mąż i tak nie zmieniłby swojego postępowania.
        nie jest tak, że zawsze znajde jakieś"ale", po prostu oceniam całą zaistniałą
        sytuację z kilku stron, zarówno pod kątem organizacji, wychowania, jak i pod
        kątem tego czy praca na etacie przyniosłaby mi większy dochód niż teraz osiągam.
        • kochamkotyijuz Re: 12.02.10, 02:38
          Toksyczna matka nie zdaje sobie sprawy,ze nia jest, nie uwaza siebie
          za taka ,ale ja oczywiscie nie wiem jaka ty jestes bo cie nie znam.
          Doczytalam,ze pracujesz w domu.Nigdy nie wiesz ile bedzie
          zlecen,ile zarobisz w danym miesiacu a nawet czy w ogole cos
          zarobisz tak??To jest dobre na prace dorywcza a nie
          permanetna.Dlatego napisalam bezczynnie bo osoba tonaca w
          dlugach,placzaca w poduszke budzi sie w koncu,rzuca w cholere (lub
          jak czas pozwoli przyjmuje zlecenia po godzinach) i szuka stalej
          pracy o stalym pewnym dochodzie.
          To nie jest tak ,ze ja ci chce tu dopiec albo cos.Takie jest moje
          zdanie.Twoja praca w domu to tylko taka przykrywka ze nie jest
          tak ,ze zupelnie nic nie robisz.Tylko ty sama wiesz jaki masz z niej
          zysk a nam pozostaje tylko wierzyc.Ale chyba nie jest za dobrze bo
          wlasnie przez ciezka sytuacje finansowa ispowodowane nia
          zalamanie,placz i depresje sklonily cie do napisania tutaj.
          Nie bedziesz pierwsza mama, ktora rozstanie sie z ukochanym
          dzieckiem.Troche chyba dramatyzujesz co??Znajdujesz ciagle jakies
          ale bo tak ci jest wygodniej.
          Ja dalej nie rozumiem o co chodzi z tym mieszkaniem dla dziecka??
          Prosze wytlumacz mi to bo nie moge dojsc?Kupilas jej mieszkanie???na
          ktore wlasnie placisz???to dlaczego w nim nie mieszkacie tylko w
          wynajetym?Czy ty w planach masz oszczedzac na mieszkanie dla dziecka
          i wreczyc klucz w wieku 18stu lat.
          Kilka razy pisalam jak wyobrazasz sobie jej przyszlosc i ty dawalas
          mi odpowiedz ze jej bedzie lepsza dobra nie taka jak twoja.Co masz
          dokladnie na mysli.






          • nie.wiem.czy.to.ja do kochamkotyijuz 12.02.10, 22:36
            kochamkotyijuz napisała:


            > Doczytalam,ze pracujesz w domu.Nigdy nie wiesz ile bedzie
            > zlecen,ile zarobisz w danym miesiacu a nawet czy w ogole cos
            > zarobisz tak??

            z obecną praca wygląda sprawa tak, że z jednej mam stałą pensję co miesiąc , a z
            drugiej przy zleceniach nigdy do końca nie wiem ile zarobię.



            Twoja praca w domu to tylko taka przykrywka ze nie jest
            > tak ,ze zupelnie nic nie robisz.Tylko ty sama wiesz jaki masz z niej
            > zysk a nam pozostaje tylko wierzyc.
            > Nie bedziesz pierwsza mama, ktora rozstanie sie z ukochanym
            > dzieckiem.Troche chyba dramatyzujesz co??Znajdujesz ciagle jakies
            > ale bo tak ci jest wygodniej.


            wiem, że nie byłabym pierwszą mama która ma dziecko i idzie do pracy.
            czy dramatyzuje? hmmm raczej nie jest to dobre określenie.sprawa jest bardziej
            skomplikowana niż mogłoby się to wydawać.
            ja po prostu wiem, że gdy pójdę do pracy na etat8h to natłok wszystkiego
            doprowadzi mnie do kiepskiego stanu bo z jednej strony praca, z drugiej strony
            organizacja opieki dla dziecka (nie wiem jak Wy to robicie, czy macie nianie,
            czy dziecko do przedszkola, czy macie taką prace ktora pozwala Wam zaprowadzać i
            odbierać dziecko z przedszkola - chciałabym wiedzieć) i kolejna strona wszystko
            na mojej głowie bo wiem , że mąż mi w niczym nie pomoże.a tak się nie da na
            dłuższą metę funkcjonować.
            do tego gdy policze sobie ile mogę zarobić w pracy na 8h i odejmę to co mam
            teraz to wychodzi tego na prawde nie wiele jak za pełen etat.
            stąd tez pojawia się we mnie tyle wątpliwości


            > Ja dalej nie rozumiem o co chodzi z tym mieszkaniem dla dziecka??
            > Prosze wytlumacz mi to bo nie moge dojsc?Kupilas jej mieszkanie???

            przepraszam, że wcześniej nie napisałam - wydawalo mi się , że wspomniałam.córka
            ma przypisane mieszkanie po dziadkach więc kiedyś będzie miała lokum dla siebie.



            • b.wierzbowska1 Re: do kochamkotyijuz 12.02.10, 23:39
              > ja po prostu wiem, że gdy pójdę do pracy na etat8h to natłok wszystkiego
              > doprowadzi mnie do kiepskiego stanu bo z jednej strony praca, z drugiej strony
              > organizacja opieki dla dziecka (nie wiem jak Wy to robicie, czy macie nianie,
              > czy dziecko do przedszkola, czy macie taką prace ktora pozwala Wam zaprowadzać
              > i
              > odbierać dziecko z przedszkola - chciałabym wiedzieć) i kolejna strona wszystko
              > na mojej głowie bo wiem , że mąż mi w niczym nie pomoże.a tak się nie da na
              > dłuższą metę funkcjonować.

              U nas jest tak: jeśli ja wychodzę wczesnie rano, czyli ok. 7, to dziewczynki do
              przedszkola zaprowadza mąż i odbiera je, jesli koncze późno. A jeśli zaczynam
              później a kończę wczesniej, to jest to mój obowiązek. Powiesz, że mam łatwiej,
              bo dzielimy z mężem obowiązki, ale z drugiej strony, ja mam troje dzieci, a Ty
              jedno:) W dodatku w przyszłym roku najstarsza idzie do zerówki szkolnej, średnia
              zostaje w przedszkolu, a najmłodszy z opiekunka w domu:) Przyznam się, że
              organizacja tego wymaga wysiłku, elastyczności, pomysłowośći i na początku
              przerażała, ale jak człowiek musi to daje radę. Dlatego uważam, że jednak masz
              problem z przecięciem pępowiny - Twoje argumenty to szukanie wymówek dlaczego
              'nie'. Nie zrozum mnie źle, nie chce Ci dokuczycć, ale tak to widzę.

              Inną sprawą jest Twoja relacja z mężem, której nie moge pojąć (choć ja na
              swojego też narzekam:)). Kwestia posiadania dzieci nie jest sprawą drugiego
              sortu, a Wy od początku mieliście w tej materii totalnie odmienne poglady. Sama
              nie umiem wyobrazić sobie zycia bez dzieci, więc niejako rozumiem Twoje
              rozgoryczenie gdy widzisz, że twój mąż 'olewa' Wasza córkę. Z drugiej strony, on
              nie chciał mieć dzieci i Ty dobrze o tym wiedziałaś... Tutaj nie chce się nawet
              wypowiadać, bo po prostu nie rozumiem Waszych relacji.

              Pozdrawiam
              • nie.wiem.czy.to.ja Re: do b.wierzbowska1 13.02.10, 00:04
                b.wierzbowska1 napisała:


                > U nas jest tak: jeśli ja wychodzę wczesnie rano, czyli ok. 7, to dziewczynki do
                > przedszkola zaprowadza mąż i odbiera je, jesli koncze późno. A jeśli zaczynam
                > później a kończę wczesniej, to jest to mój obowiązek.
                uważam, że jednak masz
                > problem z przecięciem pępowiny - Twoje argumenty to szukanie wymówek dlaczego
                > 'nie'. Nie zrozum mnie źle, nie chce Ci dokuczycć, ale tak to widzę.


                oczywiście nie odbieram tego w taki sposób jakbyś chciała mi dokuczyć, wręcz
                przeciwnie ciesze sie, że wyrażasz swoją opinię.
                owszem jestem przywiązana do corki ale to chyba jak każda matka.
                chciałabym móc wszystko połączyć i pogodzić może dlatego pojawiają się jakieś
                "ale", jednak to raczej nie w kwestii wymówek tylko dlatego, że zanim pójde do
                pracy na etat próbuję sprawdzić czy da się to wszystko zorganizować tym
                bardziej, że jedyną prace jaką mogę dostać to taką w systemie trzyzmianowym, a
                mój mąż tez na takie zmiany pracuje. z tym mam duży problem.



                > Inną sprawą jest Twoja relacja z mężem, której nie moge pojąć (choć ja na
                > swojego też narzekam:)). Kwestia posiadania dzieci nie jest sprawą drugiego
                > sortu, a Wy od początku mieliście w tej materii totalnie odmienne poglady.

                sęk w tym , że on nie mówił, że nie chce mieć dzieci.

                • b.wierzbowska1 Re: do b.wierzbowska1 13.02.10, 14:19
                  > sęk w tym , że on nie mówił, że nie chce mieć dzieci.

                  Sęk w tym, że to wynika z tego, co piszesz:) - "dziecko jak będzemy mieli
                  mieszkanie, stałą prace, czyli stabilną sytuację życiową itp". Sama zresztą
                  zauważyłaś, że gdybyście mieli czekać na spełnienie wszystkich warunków, to na
                  dziecko zdecydowalibyście się ok czterdziestki. To kubek w kubek jak z Twoim
                  pójściem do pracy - zawsze będzie jakieś ale:). Nie krytykuję, ale wygląda to
                  tak, jakby Twój maż szukał wymówek, dlaczego dziecko nie teraz, a Ty - dlaczego
                  praca nie teraz. Ale dziecko już jest...


                  zanim pójde do
                  > pracy na etat próbuję sprawdzić czy da się to wszystko zorganizować tym
                  > bardziej, że jedyną prace jaką mogę dostać to taką w systemie trzyzmianowym, a
                  > mój mąż tez na takie zmiany pracuje. z tym mam duży problem.

                  Też mam pracę na zmiany - nawet gorzej, bo co rok kompletnie zmienia mi się
                  grafik, mam płacone za godziny, a często nie z mojej winy nie mogę mieć tylu
                  godzin ile bym chciała. A ZUS nie zna litości... Tylko że ja jestem pewna, że
                  chcę pracować, dlatego udaje nam się zgrać pracę z wychowywaniem dzieci. Nie
                  jest łatwo, potrzeba chęci, a tego u Ciebie brakuje, prawda?

                  I na koniec temat, którego nikt nie poruszył (chyba) - Twój strach przed
                  szukaniem pracy. w tym akurat dobrze Cię rozumiem, bo sama, kiedy muszę podjąć
                  ważną decyzję życiową, szczególnie wtedy, gdy związane jest to ze sprawdzaniem
                  moich umiejętności, mam ogromnego stracha. Chyba jedyna rada to zmuszenie się do
                  przełamywania tego strachu... Strachu przed porażką...
                  • verdana Re: do b.wierzbowska1 13.02.10, 14:46
                    Cóż, za rok dziecko i tak pójdzie do szkoly i wszystkie "ale"
                    będziesz musiała rozwiazać chcesz czy nie.
                    Na razie piszesz o "dobrym starcie' i to dla mnie jest
                    niezrozumiałe. "Dobry start" bowiem to nie czekanie aż umra -
                    stosunkowo mlodzi jak sadze - dziadkowie i odziedziczy się
                    mieszkanie. Dobry start to dobra rodzina dla małego dziecka, dobry,
                    przyjazny dom. Tymaczasem Twoje dziecko ma ojca, ktorego
                    najwyraźniej córka nie ibnteresuje i ktory nawet jej nie przytuli
                    pio powrocuie z pracy, matke, ktora ma problemy z ulożeniem sobie
                    życia i nie bardzo umie zacząć pozwolić zyć dziecku wlasnym zyciem,
                    dziadkow, ktorzy wnuczki nie lubią. To jest bardzo marny strrt w
                    życie i zadne miesdzkanie tego nie zmieni. Moze warto by pomysleć,
                    co zrobić, aby corka naprawdę miala dobry start, a nie toksyczna
                    rodzinę?
                    • marzeka1 Re: do b.wierzbowska1 13.02.10, 16:19
                      Ciebie - przy narastaniu długów- zwyczajnie nie stać na obecną sytuację: po
                      prostu musisz pozwolić córce trochę usamodzielnić się, by zacząć więcej
                      zarabiać.Jakoś w samym fakcie bycia ciągle z dzieckiem dobrego startu dla niego
                      nie widzę, Dobry start to oprócz czasu dla dziecka, zapewnienie mu możliwości
                      kontaktu z rówieśnikami, zajęć dodatkowych (rytmiki, angielski).
                    • attiya Re: do b.wierzbowska1 16.02.10, 12:18
                      dobrze napisane
                      dobry start to gdy rodzice zapewnią dziecku mieszkania nie dziadkowie
                      jest to pójście na łatwiznę, zamiast w końcu iść do pracy ty się dziewczyno -
                      autorka wątku oczywiście a nie verdana - lenisz się, bo jak to inaczej nazwać
                      można. Samemu tułać się po wynajmowanych mieszkaniach i mieć jeszcze długi.
                      Rozumiem, gdybyście mieli kredyt do spłacenia gdy kupiliście mieszkanie ale
                      przepraszam na co ten kredyt konsolidacyjny? Na wycieczki jeździliście? Na
                      błyskotki kasę wydawaliście?
                      • nie.wiem.czy.to.ja do attiya 17.02.10, 01:24
                        attiya napisała:


                        > dobry start to gdy rodzice zapewnią dziecku mieszkania nie dziadkowie
                        > jest to pójście na łatwiznę,


                        wiesz moi rodzice i rodzice męża też nie kupili nam mieszkania , więc co????
                        teraz powinnam się do nich nie odzywać czy marudzić czy jak?od dziadków tez
                        mieszkania nie mam bo kuzyn je dostal a nie ja.należalo mu się bo szybciej
                        zalożyl rodzinę niż ja.
                        a to jest jakiś wymóg rodzicielski, że dziecku należy kupić mieszkanie
                        ????????????????????



                        >zamiast w końcu iść do pracy ty się dziewczyno -
                        > autorka wątku oczywiście a nie verdana - lenisz się, bo jak to inaczej nazwać
                        > można.

                        gdybym się lenila jak to napisałaś to nie pracowałabym wcale, a tak to biore to
                        co jest.
                        to, że praca nie jest na umowę to już nie praca?dużo jest takich osób które
                        pracują na czarno i żyją.
                        dziś znów przeliczałam dochody jakie osiągam teraz i jakie mogłabym miec
                        pracując na etat i praktycznie różnica jest minimalna.mimo tego iż wczoraj
                        napisalam, że spróbuję pracy na etat to dziś już nie jestem tak bardzo o tym
                        przekonana.



                        Samemu tułać się po wynajmowanych mieszkaniach i mieć jeszcze długi.
                        > Rozumiem, gdybyście mieli kredyt do spłacenia gdy kupiliście mieszkanie ale
                        > przepraszam na co ten kredyt konsolidacyjny? Na wycieczki jeździliście? Na
                        > błyskotki kasę wydawaliście?

                        na wycieczki błyskotki i inne takie kasy nie wydaje, były priorytety, wszystko
                        co mamy musieliśmy kupić sobie sami - wiadomo, że na raty bo nie mielismy takiej
                        gotówki.
                        do tego ,swego czasu sporo pieniędzy poszlo nam na leki gdy ja wylądowalam w
                        szpitalu.
                        a jakby tego bylo mało mąż w ktorymś momencie stracil prace, a rachunki trzeba
                        było placić.
                        a może cały wykaz Ci zrobić skąd się biorą kredyty konsolidacyjne i na co
                        idą?????????
                        • attiya Re: do attiya 17.02.10, 10:12
                          przepraszam, zdrowie priorytetowa sprawa - to fakt i sama wiem, ile na leki
                          wydaje się pieniędzy
                          jeśli chodzi o mieszkanie - tak, nikt nigdy nie powiedział, że dziadkowie mają
                          nie dać wnukom czy wnukowi.
                          Ale zamiast płacić na wynajem nie lepiej byłoby płacić ratę kredytu? Nie wiem
                          ale myślę, że podobnie wychodziłoby.
                          W końcu nie trzeba zaraz kupowac nowego mieszkania i dużego :-) Małe, ciasne ale
                          własne :-)
                          To już jak Cię tak "przesłuchuję", to żadna z twoich prac nie jest hmmm tzw
                          legalna - tzn z odprowadzeniem zus-u i podatków?
                          • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 17.02.10, 23:50
                            attiya napisała:


                            > jeśli chodzi o mieszkanie - tak, nikt nigdy nie powiedział, że dziadkowie mają
                            > nie dać wnukom czy wnukowi.
                            > Ale zamiast płacić na wynajem nie lepiej byłoby płacić ratę kredytu? Nie wiem
                            > ale myślę, że podobnie wychodziłoby.


                            kredyt na zakupienie mieszkania byłby oczywiście jak najlepszym rozwiązaniem ale
                            niestety nie mamy na tyle zdolności kredytowej i żaden bank kredytu nie chce nam
                            dać, pytalam nawet w bankach o jakiś wspólny kredyt np z rodzicami ale po
                            oblicznieu dochodow i rat rodziców tez nie wychodzi zdolnośc kredytowa.wpadłam
                            więc na pomysł aby mieszknie rodziców dac pod hipotekę i na nas kredyt ale tu
                            znów problem ze zdolnością kredytową.jakby rodzice chcieli na siebie kredyt pod
                            hipoteke to dostaliby tylko na 15 lat a co za tym idzie raty byłyby na tyle duże
                            , że nie mielbyśmy za co ich spłacać.
                            nie możemy nawet starac się o TBSY bo tez nie mieścimy się w dochodach, i nawet
                            gdybym ja miala legalną pracę to tez dochodu by braklo.
                            wynajmowanie mieszkania męczy mnie głównie dlatego, że szkoda mi robić coś
                            drogiego w mieszkaniu jak nie wiem ile czasu tu pomieszkam , a w swoim jak już
                            czlowiek by coś robil to wie, że dla siebie.
                            u nas czas mieszkania tutaj zalezny jest od tego czy właściciel podniesie
                            czynsz. w tamtym roku podniósl nam o 30%.
                            próbuje innymi sposobami znaleźć mieszkanie i w tym miesiącu okaże się czy sie
                            uda czy tez nie.



                            > To już jak Cię tak "przesłuchuję", to żadna z twoich prac nie jest hmmm tzw
                            > legalna - tzn z odprowadzeniem zus-u i podatków?


                            jedną pracę mam typowo na czarno, a druga z tymi zleceniami jest umową o dzielo
                            ale podpisana na moją mamę.
                            >
                            • attiya Re: do attiya 18.02.10, 08:26
                              przecież nie musielibyście kupować mieszkania nowego, mogłoby to być mieszkanie
                              z rynku wtórnego, nie musi być duże - 40 m plus minus. I do remontu. Hipoteka
                              pod zastaw mieszkania. Aha i jak poszłabyś do pracy to wtedy na pewno zdolność
                              kredytowa byłaby.
                              Tu kłania się rozmowa z dobrym doradcą finansowym. Taka rozmowa zazwyczaj jest
                              bezpłatna.
                              • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 19.02.10, 01:26
                                attiya napisała:

                                > przecież nie musielibyście kupować mieszkania nowego, mogłoby to być mieszkanie
                                > z rynku wtórnego, nie musi być duże - 40 m plus minus. I do remontu. Hipoteka
                                > pod zastaw mieszkania. Aha i jak poszłabyś do pracy to wtedy na pewno zdolność
                                > kredytowa byłaby.
                                > Tu kłania się rozmowa z dobrym doradcą finansowym. Taka rozmowa zazwyczaj jest
                                > bezpłatna.

                                na nowe mieszkanie to nawet nie patrzę bo u nas są strasznie drogie.a takie
                                mieszkanko ok 40 -50 metrow kosztuje w granicach 160tysięcy i jeszcze do tego
                                nie zrobione.
                                co do większych dochodow gdybym ja pracowala to napisałam gdzieś wyżej na ten
                                temat.
                                • attiya Re: do attiya 19.02.10, 09:43
                                  nie poddawaj się tak od razu - jak wyżej - rozmowa z doradcą, a dwa, znam osoby,
                                  które naprawdę przy niskich dochodach kredyt dostały
                                  poza tym jak teraz was stać na zapłatę za wynajem to dlaczego miałoby was nei
                                  stac na zapłatę za ratę kredytu
                                  • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 19.02.10, 22:49
                                    attiya napisała:


                                    > poza tym jak teraz was stać na zapłatę za wynajem to dlaczego miałoby was nei
                                    > stac na zapłatę za ratę kredytu
                                    >

                                    ja to wiem, że na zaplatę za wynajem mnie stać ale banki troche inaczej patrzą:))
                                    ale tak jak napisalam wyżej popytam jeszcze u innych
            • serendepity Re: do kochamkotyijuz 13.02.10, 20:37
              Idz do pracy, pomysl o rozwodzie i zacznij zyc.

              Na razie brzmi to tak:
              -wyszlam za maz jak byla bardzo mloda i naiwna,
              -moj maz ma gdzies nasze dziecko
              -moj maz nie pomaga mi w ogole w domu
              -wlasciwie to jestem samotna matka

              Opcje, ktore moga miec miejsce w przyszlosci:
              -wlasciwie to moge zostac rozwodka i zaczac zyc, a z czasem poznac kogos kto
              bedzie dbal o mnie i moja corke i byc szczesliwa.

              Czy Ty jestes meczennica i katujesz sie z jakiegos konkretnego powodu tkwiac w
              wysoce niekomfortowej sytuacji? Za co kochasz meza? Za to, ze ma gdzies Wasza
              corke, za to, ze nic nie robi i nie pomaga Ci. Za to, ze siedzi wiecznie przed
              komputerem. Pomysl za co go kochasz i odpowiedz sobie na to szczerze. A moze to
              wcale nie jest milosc tylko przyzwyczajenie i strach przed zmiana i innym zyciem.
              • marianka_marianka Re: do kochamkotyijuz 13.02.10, 21:42
                serendepity napisała:
                Pomysl za co go kochasz i odpowiedz sobie na to szczerze. A moze to
                wcale nie jest milosc tylko przyzwyczajenie i strach przed zmiana i innym zyciem.


                I tu jest pies pogrzebany.
                Autorko, boisz się samotności (tak jak większość kobiet), bo jeszcze nie widzisz że już jesteś samotna.
              • attiya serendepity 16.02.10, 12:20
                no przecież autorka napisała, że mąż ma zalety :-)
                tylko nie wiadomo jakie....
            • attiya Re: do kochamkotyijuz 16.02.10, 12:00
              nie.wiem.czy.to.ja napisała:

              >
              > wiem, że nie byłabym pierwszą mama która ma dziecko i idzie do pracy. czy
              dramatyzuje? hmmm raczej nie jest to dobre określenie.sprawa jest bardziej
              skomplikowana niż mogłoby się to wydawać. ja po prostu wiem, że gdy pójdę do
              pracy na etat8h to natłok wszystkiego doprowadzi mnie do kiepskiego stanu bo z
              jednej strony praca, z drugiej strony organizacja opieki dla dziecka (nie wiem
              jak Wy to robicie, czy macie nianie, czy dziecko do przedszkola, czy macie taką
              prace ktora pozwala Wam zaprowadzać
              > i odbierać dziecko z przedszkola - chciałabym wiedzieć)

              bo my mamy odpowiedzialnych i mądrych mężczyzn za mężów a jak któryś z nich był
              podobny do twojego to został szybciutko naprostowany. Do realnej, dzisiejszej
              sytuacji. I łaski nie robi, że włączy się w opiekę nad dzieckiem. Jego obowiązek
              i tyle. Poza tym ja nie mam niani i nie mam mamy, która pomogłaby mi. Tato
              mieszka za daleko, tesciowa to stara kobieta, mogę liczyć tylko na męża . A mąż
              na mnie.
              Praca 8 ha. plus dwie godziny na dojazdy. Żłobek będzie po drodze do pracy męża.
              I to on wyobraź sobie zawiezie i przywiezie dziecko. Nie ja.

              i kolejna strona wszystko
              > na mojej głowie bo wiem , że mąż mi w niczym nie pomoże.a tak się nie da na
              dłuższą metę funkcjonować.

              no to niech pan mąż w końcu zacznie pomagać. Chyba nie zakładasz tak całego
              zycia, że wszystko na twojej głowie będzie?
              No chyba, że sadomasochistką jesteś. I siłaczką.

              > do tego gdy policze sobie ile mogę zarobić w pracy na 8h i odejmę to co mam
              > teraz to wychodzi tego na prawde nie wiele jak za pełen etat.
              > stąd tez pojawia się we mnie tyle wątpliwości
              >
              Zawsze zyskasz, bo będzie kasa na emeryture odkładana.

              > > Ja dalej nie rozumiem o co chodzi z tym mieszkaniem dla dziecka??
              > > Prosze wytlumacz mi to bo nie moge dojsc?Kupilas jej mieszkanie???
              >
              > przepraszam, że wcześniej nie napisałam - wydawalo mi się , że wspomniałam.córk
              > a
              > ma przypisane mieszkanie po dziadkach więc kiedyś będzie miała lokum dla siebie
              > .
              >
              >
              >
        • attiya Re: do ruda110 16.02.10, 11:44
          nie.wiem.czy.to.ja napisała:


          > wiem, że mąż i tak nie zmieniłby swojego postępowania.

          ale co to znaczy "nie zmieniłby"
          to niech zmieni. Tylko krowa nie zmienia poglądów. Wiesz, skoro mu pozwoliłaś na
          takie zachowanie to po co miś ma zmieniać się. Ma wygodnie, ma podane,
          posprzątane, dzieckiem się nie zajmuje, zero inwencji. A ty nie zmienisz bo on z
          takiej rodziny jest. Sory ale dzis normalna, mądrze myśląca kobieta nie da się
          wciągnąć w taki kierat, obsługe pana, który całowany jest po rękach, ze w ogóle
          chodzi do pracy i ze w ogóle w domu są jakieś spodnie.

          > nie jest tak, że zawsze znajde jakieś"ale", po prostu oceniam całą zaistniałą
          > sytuację z kilku stron, zarówno pod kątem organizacji, wychowania, jak i pod
          > kątem tego czy praca na etacie przyniosłaby mi większy dochód niż teraz osiągam
          > .
          • nie.wiem.czy.to.ja do attiya 17.02.10, 01:28
            attiya napisała:

            > nie.wiem.czy.to.ja napisała:
            >
            >
            > > wiem, że mąż i tak nie zmieniłby swojego postępowania.
            >
            > ale co to znaczy "nie zmieniłby"
            > to niech zmieni. Tylko krowa nie zmienia poglądów. Wiesz, skoro mu pozwoliłaś n
            > a
            > takie zachowanie to po co miś ma zmieniać się. Ma wygodnie, ma podane,
            > posprzątane, dzieckiem się nie zajmuje, zero inwencji. A ty nie zmienisz bo on
            > z
            > takiej rodziny jest. Sory ale dzis normalna, mądrze myśląca kobieta nie da się
            > wciągnąć w taki kierat, obsługe pana, który całowany jest po rękach, ze w ogól
            > e
            > chodzi do pracy i ze w ogóle w domu są jakieś spodnie.

            zawsze osobą postronnym łatwo jest powiedzieć, że da się coś zmienić jednak nie
            zawsze tak jest.
            nie raz juz próbowałam i prośbą i groźbą i efektu nie ma żadnego.
            • attiya Re: do attiya 17.02.10, 10:06
              tak, masz rację, trudno jest zmienić tzw "zasiedziałe" przyzwyczajenia,
              szczególnie, jeśli komuś one pasują
              może to nie najlepsza rada ale odcięcie pana od wygód może szybko przynieść
              efekty. Przestań podawać mu pod nos, nie zabieraj talerzy do zmywania, nawet
              jakby Cię miał szlag trafić to niech stoją i tydzień. Ubrania to samo - same do
              pralki czy kosza nie trafią, same nie upiorą się - no prawie :-) - same nie
              powieszą się, same nie uprasują się. Zakupy to samo. Zacznij robić je tylko dla
              dziecka i siebie. Nie sprzątaj po nim. Nie podawaj pod nos kawy, herbaty.
              Przestań go prosić aby zrobił to czy tamto. Poinformuj go, że ma coś zrobić.
              Wynieś śmieci, zrób zakupy. Co mam kupić? Zajrzyj do lodówki i zobacz czego nie
              ma. Niech zobaczy, ze ser, masło i mleko samo do lodówki nie wchodzi. Wypakuj
              zakupy, poustawiaj w szafkach.
              A jeszcze gdzieś napisałaś, że pan z dzieckiem został i przy kompie siedział. Co
              on tam robił na nim. Grał? A ile to on ma latek? A w domu nie trzeba przypadkiem
              przykręcić czegoś, naprawić, ścian pomalować. Samo się nie robi. Dziś każdy jest
              sam sobie tapicerem, malarzem, glazurnikiem, elektrykiem. Tak jest z moim mężem.
              To kosztuje i jak wie się ile to kosztuje to sie zawija rękawy i samemu zaczyna
              się robić to i tamto.
              Dodatkowa praca. Jak pan w domu siedzi to niech znajdzie coś dodatkowego. Tyle
              śniegu teraz, niech poodśnieża ludziom podwórka, parkingi. Mówię poważnie. Na
              przeciwko ludzie mają duży podjazd na trzy samochody i mój mąż w tym tygodniu
              zarobił już 100 zł odśnieżając ten podjazd. Na paliwo do samochodu akurat
              przydało się. A mój mąż w domu nie siedzi. Z dzieckiem codziennie bawi się,
              kąpie je, zmienia pieluchy. Poza tym aktualnie sam robi ławę do kuchni. I do
              pracy dzień w dzień chodzi.
              Jak zaczniesz twardo egzekwować to wszystko to pan zobaczy, że nei żenił się po
              to, żeby pani mu usługiwała. Jak mu się nie podoba to do mamusi może wrócic. A
              ty też możesz wszędzie znaleźć pracę - u rodziców też :-)
              • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 18.02.10, 00:00
                attiya napisała:

                > tak, masz rację, trudno jest zmienić tzw "zasiedziałe" przyzwyczajenia,
                > szczególnie, jeśli komuś one pasują
                > może to nie najlepsza rada ale odcięcie pana od wygód może szybko przynieść
                > efekty. Przestań podawać mu pod nos, nie zabieraj talerzy do zmywania, nawet
                > jakby Cię miał szlag trafić to niech stoją i tydzień. Ubrania to samo - same do
                > pralki czy kosza nie trafią, same nie upiorą się - no prawie :-) - same nie
                > powieszą się, same nie uprasują się. Zakupy to samo. Zacznij robić je tylko dla
                > dziecka i siebie. Nie sprzątaj po nim. Nie podawaj pod nos kawy, herbaty.
                > Przestań go prosić aby zrobił to czy tamto. Poinformuj go, że ma coś zrobić.
                > Wynieś śmieci, zrób zakupy. Co mam kupić? Zajrzyj do lodówki i zobacz czego nie
                > ma. Niech zobaczy, ze ser, masło i mleko samo do lodówki nie wchodzi. Wypakuj
                > zakupy, poustawiaj w szafkach.
                > A jeszcze gdzieś napisałaś, że pan z dzieckiem został i przy kompie siedział. C
                > o
                > on tam robił na nim. Grał? A ile to on ma latek? A w domu nie trzeba przypadkie
                > m
                > przykręcić czegoś, naprawić, ścian pomalować. Samo się nie robi. Dziś każdy jes
                > t
                > sam sobie tapicerem, malarzem, glazurnikiem, elektrykiem. Tak jest z moim mężem
                > .
                > To kosztuje i jak wie się ile to kosztuje to sie zawija rękawy i samemu zaczyna
                > się robić to i tamto.
                > Dodatkowa praca. Jak pan w domu siedzi to niech znajdzie coś dodatkowego. Tyle
                > śniegu teraz, niech poodśnieża ludziom podwórka, parkingi. Mówię poważnie. Na
                > przeciwko ludzie mają duży podjazd na trzy samochody i mój mąż w tym tygodniu
                > zarobił już 100 zł odśnieżając ten podjazd. Na paliwo do samochodu akurat
                > przydało się. A mój mąż w domu nie siedzi. Z dzieckiem codziennie bawi się,
                > kąpie je, zmienia pieluchy. Poza tym aktualnie sam robi ławę do kuchni. I do
                > pracy dzień w dzień chodzi.
                > Jak zaczniesz twardo egzekwować to wszystko to pan zobaczy, że nei żenił się po
                > to, żeby pani mu usługiwała. Jak mu się nie podoba to do mamusi może wrócic. A
                > ty też możesz wszędzie znaleźć pracę - u rodziców też :-)


                wiesz nie raz już tak robiłam i powiem szczerze, że balagan doprowadza mnie do
                szalu.mąż twierdzi, że jemu nie przzeszkadza to, że np podloga jest brudna. z
                czego ja z mopem i odkurzaczem po mieszkaniu lece codziennie - mieszkam w
                miejscu gdzie bardzo szybko kurz osiada a do tego mam w domu zwierzaki więc
                sierść się zbiera stąd te codzienne rytuały z mopem.
                kiedys stwierdziłam, że nie zmywam bo chcialam aby on to zrobił, wszystko stało
                ponad tydzień, jak wchodziłam do kuchni to na wwymioty mnie bralo jak tam
                wchodziłam ale nie zmywalam - zaparłam sie.w końcu nie wiem po ilu dniach ale
                pozmywał, jednak cóż z tegojak niedlugo była powtórka.
                ja potrafie być upartą osobą i może mogłabym tak dłużej nic nie robić żeby
                zobaczyl jak to jest tyle tylko , że jak już jest taki czas zaparcia i w domu
                wygląda strasznie to akurat ktoś zapowiada, że nas odwiedzi i wtedy cóż ...
                ttrzeba zakasac rękawy i wszystko ogarniać bo gdyby ktoś tak wszedl wtedy do
                domuto chyba ze wstydu bym się spaliła.
                fajnie jak tak Twoj mąz pójdzie i dorobi. mój tak jak już wcześniej wspomniałam
                ma okazje chodzić w soboty do pracy ( a prace ma lekka i przyjemną, nie
                wyczerpująca fizycznie, a w soboty to juz ma luz jak nie wiem co)jednak tego nie
                robil , a jak od jakiegoś czasu zaczął to po to aby miec kasę dla siebie.
                dodam tylko, że ja wszystko co zarobię i to co dorobię np na allegro pakuje do
                domowego budżetu a nie do swojej kieszeni.
                • attiya Re: do attiya 18.02.10, 08:30
                  dziwny ten Twój mąż
                  co to oznacza "kasa dla siebie"? gry, sprzęt komputerowy? W małżeństwie nie ma
                  kasy dla siebie. Jest wspólna - pomijam różne przypadki ale naprawdę nie ma
                  twoje, moje tylko jest wspólne.
                  Siedzę w domu, wydaję mniej. Wynajmuje mieszkanie, nie wydaję na głupstwa, bo
                  tak jak piszesz, właściciel podnosi czynsz i już jest krucho z kasą. Zamiast na
                  siebie wydawać, to odłożyć choć trochę pieniędzy, przyda się na kupno mieszkania
                  (ale jestem uparta, co? ).Każdy bank patrzy inaczej, jak ma się trochę własnych
                  funduszy.
                  A tak przy okazji - czy w razie czego - np jakbyście kupili to mieszkanie, to
                  możecie w razie czego liczyc na pomoc jego rodziny? Bo, ze twojej to wiem, ze
                  możesz :-)
                  • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 19.02.10, 01:33
                    attiya napisała:

                    > dziwny ten Twój mąż
                    > co to oznacza "kasa dla siebie"? gry, sprzęt komputerowy? W małżeństwie nie ma
                    > kasy dla siebie. Jest wspólna - pomijam różne przypadki ale naprawdę nie ma
                    > twoje, moje tylko jest wspólne.
                    > Siedzę w domu, wydaję mniej. Wynajmuje mieszkanie, nie wydaję na głupstwa, bo
                    > tak jak piszesz, właściciel podnosi czynsz i już jest krucho z kasą. Zamiast na
                    > siebie wydawać, to odłożyć choć trochę pieniędzy, przyda się na kupno mieszkani
                    > a
                    > (ale jestem uparta, co? ).Każdy bank patrzy inaczej, jak ma się trochę własnych
                    > funduszy.
                    > A tak przy okazji - czy w razie czego - np jakbyście kupili to mieszkanie, to
                    > możecie w razie czego liczyc na pomoc jego rodziny? Bo, ze twojej to wiem, ze
                    > możesz :-)


                    wiesz, równiez wedlug mnie w małżeństwie nie ma czegoś takiego jak twoje moje
                    tylko jest wspólne.
                    mąz jednak uważa , że powinien mieć swoje pieniądze.a dlaczego tak uważa??? bo
                    oczywiście koledzy swoje pieniądze maja tylko nie patrzy na to, że koledzy to
                    kawalerowie więc wszystko mają dla siebie. koledzy mieszkają z mamusiami, nie
                    mają dzieci więc mają swoje pieniądze.owszem zdarzają się i tacy co sa w
                    małżeństwach i kasę wydaja na swoje przyjemności ale mają większe dochody więc
                    ich na to stać.

                    co do pomocy rodziny męża to szczerze mówiąc nie wiem czy by nam pomogli.
                    teściowa jak tylko slyszy o mieszkaniu to zmienia temat.
                    i nie jest tak, że ja jej mówię, że chce kupić , że jakiś kredyt czy coś .ja jej
                    np mówie o mieszkaniach z przetargów , a mimo tego i tak zaraz zmienia temat lub
                    kończy rozmowe.
                    • attiya Re: do attiya 19.02.10, 09:48
                      to niech pani teściowa się zadeklaruje
                      w końcu chyba chce, żeby syn z rodziną na swoim mieszkali a nie w wynajmowanym
                      a dwa, sory ale ten twój mąz ma żonę, dziecko i to, że koledzy wydają na coś tam
                      kasę to jedno a rodzina to drugie. To jest naprawdę dziecinne myślenie. Nawet
                      jak bym miała kasy w bród to 10 razy zastanowiłabym się, na co ją wydać. To nie
                      znaczy, że na siebie nic ale trzeba racjonalnie tę kasę wydawać. Jakaś mała
                      przyjemność, typu samotne - bo ja takie lubię najbardziej - wyjście na kawę, do
                      ksiegarni, jakis ciuch itd....ale to wtedy gdy naprawdę jest jakaś kasa odłożona
                      a nie gdy nie ma na przysłowiowy chleb itd...pan naprawdę dziecinny jest
                      • nie.wiem.czy.to.ja Re: do attiya 19.02.10, 22:55
                        attiya napisała:

                        > to niech pani teściowa się zadeklaruje
                        > w końcu chyba chce, żeby syn z rodziną na swoim mieszkali a nie w wynajmowanym
                        > a dwa, sory ale ten twój mąz ma żonę, dziecko i to, że koledzy wydają na coś ta
                        > m
                        > kasę to jedno a rodzina to drugie. To jest naprawdę dziecinne myślenie. Nawet
                        > jak bym miała kasy w bród to 10 razy zastanowiłabym się, na co ją wydać. To nie
                        > znaczy, że na siebie nic ale trzeba racjonalnie tę kasę wydawać. Jakaś mała
                        > przyjemność, typu samotne - bo ja takie lubię najbardziej - wyjście na kawę, do
                        > ksiegarni, jakis ciuch itd....ale to wtedy gdy naprawdę jest jakaś kasa odłożon
                        > a
                        > a nie gdy nie ma na przysłowiowy chleb itd...pan naprawdę dziecinny jest


                        tak samo mu mówie, że co innego jak ktoś jest kawalerem , a co innego jak ma się
                        dziecko i żonę i fundusze kiepskie.
                        wedlug mnie powinno sie patrzec na to aby nam w trójke było dobrze, a nie że
                        inni maja coś czego my nie mamy.
                        mnie nie interesuje co mają inni bo malo kto z naszych znajomych kupil sobie coś
                        za wlasne pieniądze.
                        wydatki dla siebie ok ale jak sa na to pieniądze i to tez tak jak napisałaś nie
                        na byle co tylko na coś sensownego.

                        wiesz bo to jest tak, że koledzy z pracy to codziennie po piwku, codziennie
                        paczka fajek, masa slodyczy kaw i innych takich z automatów więc okolo 30 -50 zl
                        minimum dziennie.

                        co do teściowej to fakt miloby było gdyby sie określiła z teściem tym bardziej,
                        że mój mąż jest ich jedynym synem
    • attiya Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 16.02.10, 10:19
      A jak długo zamierzasz mu tak matkować? Do 18 roku życia? Do końca swojego życia?
      Kiedy te dziecko ma nauczyć się samodzielności? Ono zaraz pójdzie do szkoły, a
      ty będziesz warować pod klasą czekając na nie, żeby broń Boże samo z klasy nie
      wyszło a tym bardziej ze szkoły?
      Robisz mu krzywdę, świetlica to nic złego, nie ono pierwsze i nie ostatnie.
      Jeśli chodzi o pracę, to fakt - idż do pełnoetatowej pracy, bo nawet na nędzną
      emeryturę nie zarobisz. Poza tym niech pan mąż też zacznie szukać lepszej pracy
      - piszę to po przeczytaniu twojego drugiego wątku - a nie gada takie pierdoły.
      Nie masz konkretnych dochodów, popadasz w długi i sory ale gadasz głupoty o tym,
      że dzieciaka nie oddasz do przedszkola albo świetlicy. Rób tak dalej a za moment
      nawet na przysłowiowy chleb nie będziesz miała, bo malutkie dziecię musi być
      przy tobie 24/24
      Szkoda głównie dziecka, bo ono od ciebie będzie uzależnione.
      • nie.wiem.czy.to.ja Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 17.02.10, 01:35
        attiya napisała:

        > A jak długo zamierzasz mu tak matkować? Do 18 roku życia? Do końca swojego życi
        > a?
        > Kiedy te dziecko ma nauczyć się samodzielności? Ono zaraz pójdzie do szkoły, a
        > ty będziesz warować pod klasą czekając na nie, żeby broń Boże samo z klasy nie
        > wyszło a tym bardziej ze szkoły?
        > Robisz mu krzywdę, świetlica to nic złego, nie ono pierwsze i nie ostatnie.
        > Jeśli chodzi o pracę, to fakt - idż do pełnoetatowej pracy, bo nawet na nędzną
        > emeryturę nie zarobisz. Poza tym niech pan mąż też zacznie szukać lepszej pracy
        > - piszę to po przeczytaniu twojego drugiego wątku - a nie gada takie pierdoły.
        > Nie masz konkretnych dochodów, popadasz w długi i sory ale gadasz głupoty o tym
        > ,
        > że dzieciaka nie oddasz do przedszkola albo świetlicy. Rób tak dalej a za momen
        > t
        > nawet na przysłowiowy chleb nie będziesz miała, bo malutkie dziecię musi być
        > przy tobie 24/24
        > Szkoda głównie dziecka, bo ono od ciebie będzie uzależnione.

        co do warowania pod klasą to przesadziłaś, nie jestem jakas nadopiekuńcza.
        fakt dziecko do szkoly musiałabym zawozić ze względu na miejsce w jakim mieszkam.
        co do tej jak to napisałaś nędznej emerytury to nawet na to nie liczę, do czau
        wieku emerytalnego jeszcze wiele się zmieni i podejrzewam, że do końca życia
        będzie się pracowalo.
        co do męża i jego szukania lepszej pracy to szczerze mowiąc wątpię , aby szukal
        innej bo w tej jest mu dobrze i wygodnie i chyba nie zwraca uwagi na to jakie
        dochody osiąga.
        z jego wypowiedzi nie raz wychodzi na to, że to ja powinnam więcej niż on
        zarabiać bo u większości jego znajomych z pracy tak właśnie jest, tyle tylko ,
        że żony kolegów na wysokich stanowiskach pracuja więc dobrze im placą.
        bardzo dużo myśli klębi sie we mnie bo na tą chwilę wygląda to tak, że czego bym
        nie zrobila to i tak będzie źle, nie da się każdemu dogodzić.....
        • attiya Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 17.02.10, 08:14
          nie.wiem.czy.to.ja napisała:


          > co do warowania pod klasą to przesadziłaś, nie jestem jakas nadopiekuńcza.
          ee tam - ja mam mniejsze ale obawiam się, po nocnych przemyśleniach, że chyba
          każda matka tak ma :-)

          > fakt dziecko do szkoly musiałabym zawozić ze względu na miejsce w jakim mieszkam.

          pan mąz niech w garść się bierze o też zawozi dziecko albo je odbiera

          > co do tej jak to napisałaś nędznej emerytury to nawet na to nie liczę, do czau
          wieku emerytalnego jeszcze wiele się zmieni i podejrzewam, że do końca życia
          będzie się pracowalo.

          pisałam "nędzna" emerytura bo przecież czy nam się tak podoba czy nie to tak
          właśnie jest :-)
          poza tym, fakt - jeśli będziemy musiały pracować do 65 czy 67 roku życia to fakt
          - może przyjdzie wcześniej nam umrzec niż tę emeryturę dostać. Co nie zmienia
          faktu, że pracować powinnaś - przede wszystkim dla samej siebie i dziecka

          > co do męża i jego szukania lepszej pracy to szczerze mowiąc wątpię , aby
          szukal innej bo w tej jest mu dobrze i wygodnie i chyba nie zwraca uwagi na to
          jakie dochody osiąga.

          sory - w końcu nie do Ciebie to piszę - Twój mąż jest żałosny
          poza tym leniwy, wygodny...dalej nie piszę, bo to już dla niego nie byłyby miłe
          słowa

          > z jego wypowiedzi nie raz wychodzi na to, że to ja powinnam więcej niż on
          zarabiać bo u większości jego znajomych z pracy tak właśnie jest, tyle tylko ,
          że żony kolegów na wysokich stanowiskach pracuja więc dobrze im placą.

          musiałam to ze trzy razy przeczytać....czyli on liczy na to, że on będzie sobie
          na marnej posadce całe życie pracował i jeszcze wszyscy wokół będą mu wdzięczni
          za to, że w ogóle pracuje a ty będziesz utrzymywać tak naprawdę rodzinę pracując
          w pocie czoła,żeby przynieść do domu konkretne pieniądze bo tak mają żony kolegów?
          Aha - to już teraz idź do UP, może są jakieś kursy językowe, komuterowe,
          jakiekolwiek, które pomoga znaleźć Ci lepszą pracę, abyś kiedyś w przyszłości
          mogła sama z dzieckiem sobie poradzić. Bo nie chcę być złym prorokiem ale dobrze
          Wam nie wróżę.

          > bardzo dużo myśli klębi sie we mnie bo na tą chwilę wygląda to tak, że czego
          bym nie zrobila to i tak będzie źle, nie da się każdemu dogodzić.....

          fakt, nie da się
          Poza tym podziwiam Twój spokój i odpowiadanie - spokojne odpowiadanie - na to co
          inni piszą. Masz dużo cierpliwości w sobie :-)
          • nie.wiem.czy.to.ja do attiya ..... 18.02.10, 00:23
            attiya napisała:

            > nie.wiem.czy.to.ja napisała:
            >
            > > fakt dziecko do szkoly musiałabym zawozić ze względu na miejsce w jakim m
            > ieszkam.


            attiya napisała:

            > pan mąz niech w garść się bierze o też zawozi dziecko albo je odbiera


            fajnieby było gdyby tak wwyszlo ale powiem Ci, że po dzisiejszej rozmowie z
            mężem to jakoś nie widze tego abyzawozil dziecko czy odbieral.
            do czego zmierzam - otóżspotkalam dziś męża od koleżanki który jechal po nią do
            pracy, troszke porozmawialiśmy jak tam wszystko sobie organizuja z dziećmi i
            dojazdami do pracy no i ten mąz koleżanki mówi mi tak:
            "jak ja mam nocki i wracam z pracy ok 6.30 to pól godziny krzatam sie po domu
            poczym zaworzę żone do pracy, wracam po 8 ide spać wstaje ok 14 jade po dzieci
            po żone do pracy i do domu. jak mam drugie zmiany czyli na 14sta to wstaje rano
            biore dzieci zawożę żone do pracy, potem jestem z dziećmi przed praca zawożę je
            do dziadków i jade do pracy. jak mam rano to wracam z pracy jade po dzieci a
            potem po żone."
            wracam do domu i opowiadam męzowi jaki to znajomi uklad maja i jak sobie to
            organizują a mąz mi na to ,że on na pewno nie zawoziłby mnie do pracy jakby
            wracal z nocki bo odrazu idzie spać, a jakby mial na drugie zmiany to przeciez
            nie wstawalby tak rano tylko po to aby mnie zawież. a jakby mial na rano i
            wrociłby do domu po 14ej to przecież ja moglabym wrocić autobusem.
            przykro mi się zrobiło, bo przeciez jestem jego żona więc dlaczego mialby po
            mnie nie przyjeżdżac jeśliby byla taka potrzeba.
            na szczeście ja w odróżnieniu od koleżanki mam prawo jazdy i pod tym względem
            jestem niezależna.
            do czego zmierzam dając ten przyklad, otóz do tego, że skoro mnie nie chcialby
            nigdzie zawieź to dziecka też.





            > > co do męża i jego szukania lepszej pracy to szczerze mowiąc wątpię , aby
            > szukal innej bo w tej jest mu dobrze i wygodnie i chyba nie zwraca uwagi na to
            > jakie dochody osiąga.
            >
            > sory - w końcu nie do Ciebie to piszę - Twój mąż jest żałosny
            > poza tym leniwy, wygodny...dalej nie piszę, bo to już dla niego nie byłyby miłe
            > słowa

            niektore z tych stwierdzen slyszałam od rodzicow , niekiedy jak jestem z nimi
            sama to mowią co myśla na temat mojego męża, najbardziej razi ich to, że nie
            widac nigdy jak np mąz bierze dziecko na ręce czy przytula. zawsze widza tylko
            jak ją odpycha albo jak krzyczy na nią. ja wielu rzeczy im nie mowie bo nie chce
            ich martwić swoimi problemami bo wiem, że maja tez swoje. do tego maja problemy
            z cisnieniem i inne takie, a nie chcialabym aby przeze mnie coś im sie stało.


            > > z jego wypowiedzi nie raz wychodzi na to, że to ja powinnam więcej niż on
            > zarabiać bo u większości jego znajomych z pracy tak właśnie jest, tyle tylko ,
            > że żony kolegów na wysokich stanowiskach pracuja więc dobrze im placą.

            attiya napisała:
            > musiałam to ze trzy razy przeczytać....czyli on liczy na to, że on będzie sobie
            > na marnej posadce całe życie pracował i jeszcze wszyscy wokół będą mu wdzięczn
            > i
            > za to, że w ogóle pracuje a ty będziesz utrzymywać tak naprawdę rodzinę pracują
            > c
            > w pocie czoła,żeby przynieść do domu konkretne pieniądze bo tak mają żony koleg
            > ów?


            pytałam męża jakiś czas temu czy nie byloby mu głupio gdybym to ja jako kobieta
            utrzymywala rodzine, a on mi na to, że jemu by to nie przeszkadzało, a wręcz
            przeciwnie bylby bardzo zadowolony.
            no fakt jak jego ojciec cale życie mial gó...ana (przepraszam za
            wyrażenie)wyplatę w pracy , a matka większą , z czego tak jest u teściów do tej
            pory to może myśli , że u nas będzie tak samo.jednak ja mu juz nie raz mówilam,
            że ja nie jestem taka jak jego matka.
            u teściow to dopiero teściowa ma przewalone, ale to już inny temat.




            >
            > > bardzo dużo myśli klębi sie we mnie bo na tą chwilę wygląda to tak, że cz
            > ego
            > bym nie zrobila to i tak będzie źle, nie da się każdemu dogodzić.....
            >
            > fakt, nie da się
            > Poza tym podziwiam Twój spokój i odpowiadanie - spokojne odpowiadanie - na to c
            > o
            > inni piszą. Masz dużo cierpliwości w sobie :-)

            cierpliwa faktycznie jestem, taką mam naturę.
            odpowiadam na pytania zadane mi tutaj na forum jedno po drugim.
            prawie tak jak w życiu na co dzień, często znajomi pytaja mnie o radę lub proszą
            o pomoc , a ja spokojnie odpowiadam lub jade pomóc czasem odkladając swoje
            sprawy na później.
            • attiya Re: do attiya ..... 18.02.10, 08:11
              wracam do domu i opowiadam męzowi jaki to znajomi uklad maja i jak sobie to
              organizują a mąz mi na to ,że on na pewno nie zawoziłby mnie do pracy jakby
              wracal z nocki bo odrazu idzie spać, a jakby mial na drugie zmiany to przeciez
              nie wstawalby tak rano tylko po to aby mnie zawież. a jakby mial na rano i
              wrociłby do domu po 14ej to przecież ja moglabym wrocić autobusem.

              wiesz, podtrzymuję, to co powiedziałam wcześniej, a raczej napisałam - wygodny,
              żałosny pan. Bo miś musi się wyspać...no naprawdę....

              do czego zmierzam dając ten przyklad, otóz do tego, że skoro mnie nie chcialby
              nigdzie zawieź to dziecka też

              tak, niektórzy to nie nadają się ani na ojców ani na mężów
        • hugo43 Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 17.02.10, 08:38
          a tak naprawde to jakiej ty rady czy pomocy oczekujesz?przeciez
          kazda rozsadna rade,a byly takie wszystkie mniej wiecej,odrzucasz i
          znajdujesz wymowke na nie!!!tak naprawde to chyba chcesz
          potwierdzenia,ze jest super!!!a jest do du... i tyle!teraz twoja
          corka jesT mala,ale za pare lat przekonasz sie,ze nie doceni twojego
          siedznia w domu i wiecznie zgorzknialej miny i tego zbuka zwanego
          ojcem.bedzie widziala rodziny kolegow,spedzajace czas
          razem,podrozujace,innych rodzicow z ambicjami,planami a nie
          wegetujacych w toksycznych relacjach jak to ma miejsce w waszym
          domu.dziwi mnie to,ze tolerujesz zachowanie meza.teoretycznie to ja
          powinnam byc w twojej sytuacji,maz jest turkiem ze wschodu,ale jak
          na razie tworzymy partnerski zwiazek,razem prowadzimy firme,dzielimy
          sie obowiazkami w domu,wychowujemy rocznego synka.dodatkowo ja teraz
          ide do pracy na etat,mimo ze tego finansowo nie potrzebuje,to co
          zarobia na nas inni w zupelnosci wystarcza.po prostu chce sie
          rozwijac,nabywac nowe umiejetnosci no i wyrwac z domu,a maz mnie
          tylko w tym wspiera.opieke nad dzieckiem przejmie pewnie w 60% maz i
          nie robi z tego problemu,wprost przeciwnie,cieszy sie.dla mnie to
          jest ci wygodnie tak jak jest i tyle,mysle ze gdzies drzemia w tobie
          resztki depresji,jestes tak negatywnie nastawiona do zycia.szurnij
          ty tego meza,bo i tak jest jakbys byla samotna matka,nastaw sie
          mentalnie na jakies zmiany,afirmuj,idz do psychologa,zrob cos,tylko
          wyrwij sie z tego marazmu.
          • nemeth Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 17.02.10, 12:16

            Oczywiście, ze dziecko powinno iść do przedszkola. Sama mam córkę która poszła
            we wrześniu w wieku 3 lat do przedszkola i widzę ogromną różnicę pomiędzy tym co
            było gdy siedziała w domu a tym gdy poszła do przedszkola. Oczywiście na plus :)

            Nie oceniacie czasem zbyt surowo nie.wiem.czy.to.ja ?
            Ma dziecko, do pracy powinna pójść, z tym się zgadzam jak również myślę, że się
            po prostu tego boi, boi się rozpocząć nowy etap w swoim życiu, tylko z drugiej
            strony dlaczego ma harować na trzy zmiany nie mając ani grama pożytku z męża?
            Czy mąż podczas jej nieobecności zajmie się dzieckiem?
            Jak widać na załączonym obrazku - nie.

            Jak dla mnie optymalna sytuacja powinna wyglądać w ten sposób, że dziecko do
            przedszkola, Ona na jedną zmianę do pracy a mąż niech w końcu również weźmie się
            do roboty bo jaki z niego jest pożytek?
            Dzieckiem się nie zajmie, w domu nic nie zrobi i jeszcze nie potrafi na ten dom
            zarobić.
            Inaczej sytuacja by wyglądała gdyby mąż angażował się w wychowanie dziecka oraz
            w prace domowe, wówczas praca na 3 zmiany miałaby sens i byłaby uzasadniona gdyż
            dzieckiem, podczas nieobecności jednego z rodziców zajmie się drugi rodzic.
            • nie.wiem.czy.to.ja do nemeth 18.02.10, 00:41
              nemeth napisała:

              >
              > Oczywiście, ze dziecko powinno iść do przedszkola. Sama mam córkę która poszła
              > we wrześniu w wieku 3 lat do przedszkola i widzę ogromną różnicę pomiędzy tym c
              > o
              > było gdy siedziała w domu a tym gdy poszła do przedszkola. Oczywiście na plus :
              > )
              >
              > Nie oceniacie czasem zbyt surowo nie.wiem.czy.to.ja ?
              > Ma dziecko, do pracy powinna pójść, z tym się zgadzam jak również myślę, że się
              > po prostu tego boi, boi się rozpocząć nowy etap w swoim życiu, tylko z drugiej
              > strony dlaczego ma harować na trzy zmiany nie mając ani grama pożytku z męża?
              > Czy mąż podczas jej nieobecności zajmie się dzieckiem?
              > Jak widać na załączonym obrazku - nie.
              >
              > Jak dla mnie optymalna sytuacja powinna wyglądać w ten sposób, że dziecko do
              > przedszkola, Ona na jedną zmianę do pracy a mąż niech w końcu również weźmie si
              > ę
              > do roboty bo jaki z niego jest pożytek?
              > Dzieckiem się nie zajmie, w domu nic nie zrobi i jeszcze nie potrafi na ten dom
              > zarobić.
              > Inaczej sytuacja by wyglądała gdyby mąż angażował się w wychowanie dziecka oraz
              > w prace domowe, wówczas praca na 3 zmiany miałaby sens i byłaby uzasadniona gdy
              > ż
              > dzieckiem, podczas nieobecności jednego z rodziców zajmie się drugi rodzic.


              nemeth zgadzam się z tym co napisałaś.
              wlaśnie caly czas o to mi chodzi w tym moim wątku, że gdyby mąz angażowal się w
              opieke nad dzieckiem, w obowiązki domowe to byłoby zupelnie inaczej i na pewno
              dużo latwiej.
              owszem boje sie ewentualnego nowego etapu w życiu z serii pracy na pelen etat ,
              tego nie ukrywam. jednak ten strach jest troche uzasadniony, bo tak jak
              wspomniałaś harowalabym na trzy zmiany, a później jeszcze caly dom na mojej
              glowie i wszystko co z nim związane, no i co najgorsze to ciągle martwialabym
              sie co z dzieckiem.
              • bracialwieserce nie.wiem.czy.to ja!!!!!!!!!!!!!!!!! 19.02.10, 00:41
                Słuchaj jednak ci to napiszę!
                To nie jest miłość!
                Oczywiście wiadomo od środka może być inaczej ale zrozum jedną rzecz! On się nie
                zmieni! Wpierw żeby w ogóle zacząć się zmieniać trzeba sobie uświadomić, że się
                robi źle! Co z tego, że widzisz, że za oknem pada a ty musisz wyjść - zmokniesz
                jeśli nie weźmiesz parasola. On nawet nie widzi ulewy, rozumiesz?
                Pomyśl - dla kobiety pod wieloma względami dziecko to rewolucja - on się nie
                zmienił Po urodzeniu córki! NAWET wtedy! Co musiałoby się stać aby się zmienił?
                Rozmawiasz z nim/rozmawiałaś jakie to daje rezultaty? Żadnych
                absolutnie nic się nie zmienia.
                Partner nie zauważa dziecka i nie spędza z nią czasu - wierz mi na słowo żebyś
                ją kochała Ty i pół kraju nie zrekompensujesz jej oziębłości ze strony
                ojca/totalnego braku zainteresowania nią/jej radościami smutkami - ona to widzi
                i czuje nawet jeśli Tobie wydaje się, że nie - teraz tego nie potrafi nazwać z
                czasem będzie potrafiła!
                Ty jesteś bardzo nieszczęśliwa - grasz - ja kiedyś nie ważne dlaczego też dużo
                grałam/kłamałam - ze strachu/ze wstydu/ z braku przemyślenia sprawy {brałam dni
                jak leci} i podjęcia decyzji bo łatwiej było tkwić w czymś złym ale ZNANYM niż
                wybrać nieznane a być może lepsze. Powiem Ci tak nie warto ale Ty tego jeszcze
                nie wiesz. Możesz jeszcze trochę upaść nie tylko na duchu. Możesz dalej grać ale
                w życiu zwłaszcza swoim nie warto być statysta lub marionetką. Może przełomem
                będzie to, że kiedyś stanie ci się jakaś krzywda a on ci nie pomoże - nie
                pojedzie do szpitala, nie zajmie się dzieckiem i w tym momencie uświadomisz
                sobie, ze nie chcesz marnować swego życia - bo wbrew wszystkiemu TY jesteś
                bardzo młoda i już bardzo ale to bardzo nieszczęśliwa. Czasem jasne zaświeci
                słoneczko ale człowiek w pochmurne dni "w środku" potrzebuje dużo więcej energii
                niż on Ci jej czasem sypnie.
                Możliwe jest, że w końcu pękniesz i po prostu czara goryczy się przeleje! bo on
                się nie zmieni nigdy ale to nigdy!
                Ty masz depresję/inne problemy i jesteś sama ale w parze i to jest MOIM zdaniem
                najgorsza z możliwości jak się z kimś jest.
                Podoba mi się to co jakiś czas powiedział o miłości Stasiuk, że w miłości
                powinno się wzrastać i te dobre cechy, które człowiek ma jeszcze bardziej
                powinny przybierać na sile + znajdowanie nowych doznań/możliwości etc. Ty tego i
                nie tylko tego nie masz, rozumiesz! Bądź ze sobą szczera - NIC nie zmieni się
                tak po prostu!
                Człowiek powinien być jak kwiat powinien się rozwijać, kwitnąć. Ty jesteś z
                zewnątrz zielona a w środku.......................... czy warto żyć w ten
                sposób? Im dłużej będziesz się oszukiwała, udawała będzie Ci trudniej wyjść z
                tej sytuacji!
                • nie.wiem.czy.to.ja do bracialwieserce 19.02.10, 01:56
                  bracialwieserce napisała:

                  > Słuchaj jednak ci to napiszę!
                  > To nie jest miłość!
                  > Oczywiście wiadomo od środka może być inaczej ale zrozum jedną rzecz! On się ni
                  > e
                  > zmieni! Wpierw żeby w ogóle zacząć się zmieniać trzeba sobie uświadomić, że się
                  > robi źle! Co z tego, że widzisz, że za oknem pada a ty musisz wyjść - zmokniesz
                  > jeśli nie weźmiesz parasola. On nawet nie widzi ulewy, rozumiesz?
                  > Pomyśl - dla kobiety pod wieloma względami dziecko to rewolucja - on się nie
                  > zmienił Po urodzeniu córki! NAWET wtedy! Co musiałoby się stać aby się zmienił?
                  > Rozmawiasz z nim/rozmawiałaś jakie to daje rezultaty? Żadnych
                  > absolutnie nic się nie zmienia.
                  > Partner nie zauważa dziecka i nie spędza z nią czasu - wierz mi na słowo żebyś
                  > ją kochała Ty i pół kraju nie zrekompensujesz jej oziębłości ze strony
                  > ojca/totalnego braku zainteresowania nią/jej radościami smutkami - ona to widzi
                  > i czuje nawet jeśli Tobie wydaje się, że nie - teraz tego nie potrafi nazwać z
                  > czasem będzie potrafiła!
                  > Ty jesteś bardzo nieszczęśliwa - grasz - ja kiedyś nie ważne dlaczego też dużo
                  > grałam/kłamałam - ze strachu/ze wstydu/ z braku przemyślenia sprawy {brałam dni
                  > jak leci} i podjęcia decyzji bo łatwiej było tkwić w czymś złym ale ZNANYM niż
                  > wybrać nieznane a być może lepsze. Powiem Ci tak nie warto ale Ty tego jeszcze
                  > nie wiesz. Możesz jeszcze trochę upaść nie tylko na duchu. Możesz dalej grać al
                  > e
                  > w życiu zwłaszcza swoim nie warto być statysta lub marionetką. Może przełomem
                  > będzie to, że kiedyś stanie ci się jakaś krzywda a on ci nie pomoże - nie
                  > pojedzie do szpitala, nie zajmie się dzieckiem i w tym momencie uświadomisz
                  > sobie, ze nie chcesz marnować swego życia - bo wbrew wszystkiemu TY jesteś
                  > bardzo młoda i już bardzo ale to bardzo nieszczęśliwa. Czasem jasne zaświeci
                  > słoneczko ale człowiek w pochmurne dni "w środku" potrzebuje dużo więcej energi
                  > i
                  > niż on Ci jej czasem sypnie.
                  > Możliwe jest, że w końcu pękniesz i po prostu czara goryczy się przeleje! bo on
                  > się nie zmieni nigdy ale to nigdy!
                  > Ty masz depresję/inne problemy i jesteś sama ale w parze i to jest MOIM zdaniem
                  > najgorsza z możliwości jak się z kimś jest.
                  > Podoba mi się to co jakiś czas powiedział o miłości Stasiuk, że w miłości
                  > powinno się wzrastać i te dobre cechy, które człowiek ma jeszcze bardziej
                  > powinny przybierać na sile + znajdowanie nowych doznań/możliwości etc. Ty tego
                  > i
                  > nie tylko tego nie masz, rozumiesz! Bądź ze sobą szczera - NIC nie zmieni się
                  > tak po prostu!
                  > Człowiek powinien być jak kwiat powinien się rozwijać, kwitnąć. Ty jesteś z
                  > zewnątrz zielona a w środku.......................... czy warto żyć w ten
                  > sposób? Im dłużej będziesz się oszukiwała, udawała będzie Ci trudniej wyjść z
                  > tej sytuacji!

                  masz rację mówiąc , że gram, że biorę dzień takim jakim jest.
                  w glowie nie raz mam mętlik bo za dużo tego wszystkiego jak na mnie jedną.
                  wedlug mnie jestem dobrym czlowiekiem i nie zaslużyłam sobie na niektore rzeczy.
                  daję z siebie tyle ile moge licząc na to, że skoro ja jestem dobra to inni tez
                  choć troszkę tacy będą.
                  wiesz co bardzo mnie przeraża - to, że gdy ja się źle czuję to nie widze w mężu
                  wspólczucia dla mnie, mam wrażenie że nie chce mi pomóc. nie robi nic sam z
                  siebie np glupiej herbaty z miodem, a jak już zrobi po mojej prośbie to z nie
                  zadowoleniem.
                  ja gdy ktoś się źle czuję to " skaczę" obok chorego aby niczego mu nie braklo,
                  aby jak najszybciej wyzdrowiał.
                  ja wiem, że w jego rodzinie nigdy nikt sobie uczuc nie okazywał, tam nie ma
                  zrozumienia, szacunku dla kobiet i współczucia.
                  wszyscy w rodzinie męża są oziębłymi rybami i materialistycznymi egoistami.
                  wiesz co mi mąż odpowiada jak pytam dlaczego corki nie przytula?
                  mówi "mnie rodzice też nie przytulali" jak prosze poczytaj dziecku lub pobaw się
                  z nią to slyszę " mi rodzice nie czytali i mnie nie przytulali".
                  mówie mu, że to iz w jego rodzinie tak jest to nie znaczy , że w naszej musi tak
                  być.
                  rozmawiam z nim nie raz, mówię, że kiedyś pęknę, że nie wytrzymam tego jaki jest.
                  nawet mówilam mu jak byly gorsze dni, że to co on robi doprowadza do tego, że
                  żyjemy obok siebie w jednym mieszkaniu , a nie razem.

                  wiesz niektore dni wyglądają fajnie, to te w ktorych mąż nie porusza tematu
                  mieszkania , pieniędzy i pracy.

                  kiedyś był inny, te kiedys to czas zanim zaszlam w ciążę.ciąża i dziecko bylo to
                  dla niego rewolucja niestety negatywna a nie pozytywna.
                  od tamtego czasu się zmienil, wcześniej nie był taki.nie będę ukrywać tego , iż
                  myślalam że czym dziecko będzie większe tym on będzie lepszy... no ale cóż.

                  zawsze powtarzam mu, że malżeństwem jest się po to aby się wspierać, aby moc na
                  siebie liczyć, aby czuc sie kochanym przez tą drugą osobę.
          • nie.wiem.czy.to.ja do hugo43 18.02.10, 00:35
            hugo43 napisała:

            > a tak naprawde to jakiej ty rady czy pomocy oczekujesz?przeciez
            > kazda rozsadna rade,a byly takie wszystkie mniej wiecej,odrzucasz i
            > znajdujesz wymowke na nie!!!tak naprawde to chyba chcesz
            > potwierdzenia,ze jest super!!!a jest do du... i tyle!


            nie określam tego takim mianem, że jest super bo wcale tak nie jest.
            jedyne z czego mogę się cieszyć to z tego, że chorobska przestaly sie nas
            czepiac i dzięki temu moge jakoś funkcjonować.
            dobrze wiem w jakiej jestem sytuacji i jak z zewnątrz może to dla innych
            wyglądać, i mimo tego , że może niektorym ciężko w to uwierzyc to chcialabym aby
            bylo lepiej.


            teraz twoja
            > corka jesT mala,ale za pare lat przekonasz sie,ze nie doceni twojego
            > siedznia w domu i wiecznie zgorzknialej miny i tego zbuka zwanego
            > ojcem.bedzie widziala rodziny kolegow,spedzajace czas
            > razem,podrozujace,innych rodzicow z ambicjami,planami a nie
            > wegetujacych w toksycznych relacjach jak to ma miejsce w waszym
            > domu.

            wiem, że dziecko dorasta, juz teraz to mądra dziewczynka jednak przy niej nie
            pokazuje tego, że coś mnie gnębi lub, że czymś sie martwie.nawet dorośli nie
            potrafia tego zauważyc co sie ze mna iwe mnie dzieje - po prostu potrafie dobrze
            udawać.
            na wakacje zawsze jedziemy razem, czasem na jakiś weekedn, wtedy mąż jest inny
            oczywiście nie w pierwszy dzień wyjazdu ale tak po tygodniu. fakt to jeszcze nie
            jest to czego bym chciala ale zawsze to już cos.


            hugo43 napisała:
            dziwi mnie to,ze tolerujesz zachowanie meza.t,a maz mnie
            > tylko w tym wspiera.opieke nad dzieckiem przejmie pewnie w 60% maz i
            > nie robi z tego problemu,wprost przeciwnie,cieszy sie.

            wiesz, nie jest to tak , że ja toleruję zachowanie męża.próbuję to w nim zmienic
            ale niestety poki co bez większych rezultatów.
            super, że Twoj mąz Cie wspiera w Twoich dążeniach do realizacji życiowych
            zamierzeń i pracy.
            bo widzisz ja jak jakis czaas temu chcialam założyc własną działalność
            gospodarcza to mąż mnie wyśmiał.....więc o wsparciu nie ma mowy.
    • jsiemi Re: ogromne przywiązanie do dziecka i duże kłopot 17.02.10, 17:58
      rozważ sobie spokojnie wszystkie "za" i "przeciw".

      czy nie jest może tak, że tym przywiązaniem do dziecka rekompensujesz sobie emocjonalny deficyt ze strony męża?

      dziecku przedszkole wyjdzie tylko na dobre, podobnie jak Tobie praca poza domem. nie chodzi tu nawet o kwestie finansowe, ale jakąśtam samorealizację i odskocznię od domowych problemów.

      a mężowi to by się naprawdę solidny kop w 4 litery przydał. jak można tak się zachowywać w stosunku do własnego dziecka, przecież to jakiś horror. 5-letnie dziecko nie jest głupie, widzi, że tata jej nie akceptuje i może to się bardzo negatywnie odbić na jej rozwoju w przyszłości.
      CZY ON W OGÓLE KOCHA WASZE DZIECKO??????

      tak, czy siak, musicie ze sobą rozmawiać. WSPÓLNIE POMYŚLEĆ CO DALEJ. jesteście we trójkę i musicie się nawzajem wspierać (próbuję usilnie wytłumaczyć sobie, że może Twój mąż też jest zmęczony, pisałaś, że miałaś depresję, może to także na nim się odbiło, ale to i tak go nie usprawiedliwia), powiedz mu co czujesz, czego oczekujesz, ale zapytaj też czego on oczekuje.

      wydajesz się rozsądną babką, ale jeszcze nie odkryłaś swoich możliwości, trzymaj się:)
      • nie.wiem.czy.to.ja do jsiemi 18.02.10, 00:54
        jsiemi napisała:

        > rozważ sobie spokojnie wszystkie "za" i "przeciw".
        >
        > czy nie jest może tak, że tym przywiązaniem do dziecka rekompensujesz sobie emo
        > cjonalny deficyt ze strony męża?


        przywiązanie owszem jest do dziecka. wiadomo jak każda matka tak i ja kocham
        swoja corke.może nawet bardziej niz inni rodzice okazuje uczucia dziecku bo
        wiem, że nie ma ich od taty, a nie chaialbym aby czula brak milości.



        >jak można tak się z
        > achowywać w stosunku do własnego dziecka, przecież to jakiś horror. 5-letnie dz
        > iecko nie jest głupie, widzi, że tata jej nie akceptuje i może to się bardzo ne
        > CZY ON W OGÓLE KOCHA WASZE DZIECKO??????

        nie raz zadaje mężowi pytanie czy cieszy się corką a ten mi na to, że czasem sa
        takie dni, że sie cieszy.
        przeraża mnie to normalnie.....



        > tak, czy siak, musicie ze sobą rozmawiać. WSPÓLNIE POMYŚLEĆ CO DALEJ. jesteście
        > we trójkę i musicie się nawzajem wspierać (próbuję usilnie wytłumaczyć sobie,
        > że może Twój mąż też jest zmęczony, pisałaś, że miałaś depresję, może to także
        > na nim się odbiło, ale to i tak go nie usprawiedliwia), powiedz mu co czujesz,
        > czego oczekujesz, ale zapytaj też czego on oczekuje.
        >
        > wydajesz się rozsądną babką, ale jeszcze nie odkryłaś swoich możliwości, trzyma
        > j się:)

        bardzo często i dużo rozmawiamy, ja jestem taka osoba, że jeśli cos mi nie
        pasuje to mowie o tym, a mąż przyjmuje to tylko do wiadomości i
        tyle.ostatniojest jednak tak, że jak zaczyna sie temat dziecka, mieszkania i
        pracy to on strasznie sie wkurza i nie chce o tym rozmawiac bo stwierdza, że
        wkolojednoi to samo. tlumacze mu, że rozmawiać ttrzeba bo problemy same sie nie
        rozwiąża.mowie mu , że mamy siebie, że musimy na wzajem sie wspierać i pomagac
        sobie w trudnościach. ja owszem wspieram go , pomagam, jak jes chory to
        zaopiekuje sie nim ale on mna nie.
        co do mojej depresji to wątpie aby byl tym zmęczony, jak bylam u lekarza to sami
        stwiwerdzili, że jak mąz się nie zmieni to będe miala nawroty. zanim popadlam w
        depresje i nerwice to niejednokrotnie prosilam go aby się zmienil, aby nie mowil
        mi w dzień w dzień o pracy , pieniądzach i mieszkaniu bo mnie to psychicznie
        wykańcza, wiedzialam, że powoli wpadam w depresję bo przed pierwszym poważnym
        stanem depresyjnym mialam stany przeddepresyjne rok wcześniej ale jakoś dalam
        rade sama z pomoca tabletek uspokajających bez recepty wyjść z tegostanu. jednak
        rok temu potrzeban juz byla interwencja lekarzy i niestety silne leki.
        nawet nie wiecie jak ja bym chciała aby było tak rodzinnie i z uczuciem ale nie
        tylko zmojej strony dla wszystkich ale ze strony męża równiez.poki co dziecko
        daje mi radość w życiu....
        • douglas.beauty a na ten post nie odpowiedzialas...? 18.02.10, 13:15
          Re: do kochamkotyijuz
          serendepity 13.02.10, 20:37 Odpowiedz Idz do pracy, pomysl o
          rozwodzie i zacznij zyc.

          Na razie brzmi to tak:
          -wyszlam za maz jak byla bardzo mloda i naiwna,
          -moj maz ma gdzies nasze dziecko
          -moj maz nie pomaga mi w ogole w domu
          -wlasciwie to jestem samotna matka

          Opcje, ktore moga miec miejsce w przyszlosci:
          -wlasciwie to moge zostac rozwodka i zaczac zyc, a z czasem poznac
          kogos kto
          bedzie dbal o mnie i moja corke i byc szczesliwa.

          Czy Ty jestes meczennica i katujesz sie z jakiegos konkretnego
          powodu tkwiac w
          wysoce niekomfortowej sytuacji? Za co kochasz meza? Za to, ze ma
          gdzies Wasza
          corke, za to, ze nic nie robi i nie pomaga Ci. Za to, ze siedzi
          wiecznie przed
          komputerem. Pomysl za co go kochasz i odpowiedz sobie na to
          szczerze. A moze to
          wcale nie jest milosc tylko przyzwyczajenie i strach przed zmiana i
          innym zyciem.
          • hugo43 Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 18.02.10, 16:43
            no ja czekam na jakies wnioski autorki!!!bo my tu tak gadamy i
            gadamy a nasza autorka postu wnioskow zadnych nie wyciaga,wprost
            plawi sie w tej beznadzieji.ja mam nadzieje,ze cos sie ruszy!
            • efi-efi Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 18.02.10, 21:19
              Moje dziecko nigdy nie polubiło przedszkola. To był koszmar!
              Moja mama pedagog z wykształcenia, wiele lat pracująca w przedszkolu namawiała
              mnie żeby syn poszedł do przedszkola "bo rówieśnicy, lepszy rozwój itp". Półtora
              roku próbowaliśmy. Pierwsze 5 miesięcy płakał od 5 rano , że musi iść do
              przedszkola. I chorował - dwa razy w miesiącu. Jestem przekonana , że z tych
              stresów.
              Po póltorarocznych męczarniach zrezygnowaliśmy z przedszkola.
              Od września poszedł do szkoły bez najmniejszych problemów. Lubi tam chodzić,,
              uczy się bardzo dobrze.
              Nie da się wszystkich oceniać tak od sztycha. Są dzieci, którym przedszkole
              dobrze robi i takie , które zawsze będą wolały dom .

          • nie.wiem.czy.to.ja Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 19.02.10, 01:59
            douglas.beauty napisała:

            > Czy Ty jestes meczennica i katujesz sie z jakiegos konkretnego
            > powodu tkwiac w
            > wysoce niekomfortowej sytuacji? Za co kochasz meza? Za to, ze ma
            > gdzies Wasza
            > corke, za to, ze nic nie robi i nie pomaga Ci. Za to, ze siedzi
            > wiecznie przed
            > komputerem. Pomysl za co go kochasz i odpowiedz sobie na to
            > szczerze.

            odpowiedz jest w któreś wypowiedzi powyżej.
            • pannanowak Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 19.02.10, 11:32
              Odpowiedź wyżej jest bardzo mglista. Zadajmy może inne pytanie: do
              czego ten facet jest Ci potrzebny?
              • ada16 Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 19.02.10, 13:13
                i drugiw pytanie:
                Co skłania kobiety, żeby brać sobie na garb takiego d.pka?
                Zeby się w takim zakochać?
                Nie rozumiem...
                • nemeth Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 19.02.10, 14:42

                  A może Twojemu mężowi przydałby się porządny kop w tyłek.
                  Na serio zastanów się po co Ci ktoś taki. Dziecko coraz lepiej będzie
                  dostrzegało ze jest odtrącone i niekochane przez ojca. Gdybyście się rozstali
                  wówczas jest większa szansa ze zainteresuje się dzieckiem.
                  Nie wiem co Ci doradzić.
                  Miałam również problemy z mężem po urodzeniu córki. Niby ją kochał ale zajmował
                  się nią może z 10 minut dziennie. Do tego żadnej pomocy w domu ja zostawiona
                  sama sobie i własnym problemom.
                  Mnie pomogło jedno, mój mąż po jakimś czasie dostrzegł że ma rywala. Był to dla
                  niego szok. Był w takim szoku, że nie mógł ochłonąć. Nie, nie, rywal nie był
                  moim kochankiem ale mąż zaczął mnie o to podejrzewać.
                  Niemalże od razu nastąpiła całkowita zmiana. Mąż zaczął zajmować się dzieckiem
                  angażować w prace domowe zmienił się o 180 stopni.
                  Trwa to już od roku więc może tak zostanie.
                  Może i Twojemu przydał by się porządny kop tak aby spadł mocno na ziemię.
                  • kadewu1 Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 19.02.10, 16:38
                    Ciekawy wątek. problem autorki przedstawiony na początku tak naprawdę ukrywał
                    inny, głębszy problem.

                    Zgadzam się z przedpiśczynią - dlaczego nie poprosisz jakiegoś miłego
                    kolegi/sąsiada/znajomego o pomoc w tych wszystkich drobnych sprawach, w których
                    twój tzw. mąż cię ignoruje? A potem zaproś go na kawę itp. "Ach, kochanie,
                    Piotrek była tak miły, że podrzucił nas z przedszkola! Bardzo miło, prawda?"
                    Jeżeli wtedy nie wróci mu rozum, to ja się poddaję.
                    • bracialwieserce Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 19.02.10, 17:26
                      Wasz pomysł z całym szacunkiem jest żałosny - tak dokładnie to. To jak polecanie
                      zdradzanej kobiecie aby bardziej "o siebie zadbała" jakaś bielizna etc. Jemu nie
                      wróci rozum a nie da Bóg coś się poplącze i autorka będzie miała wskutek tego
                      "pomysłu" problemy.
              • serendepity Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 19.02.10, 20:11
                Przebilam sie przez caly dlugi watek wymowek, zeby zobaczyc czy autorka doszla
                juz do jakis wnioskow i co mnie przerazilo to jedna z wypowiedzi, gdzie jest
                mowa o drugim dziecku!

                Nie wiem po co jest rozwazane kupowanie mieszkania z mezem i kwesti kredytu,
                jesli najpierw powinno przyjrzec sie samemu zwiazkowi. Jesli zwiazek jest
                "popsuty" to kupowanie mieszkania go nie naprawi, bo to nie jest przyczyna awarii.

                Przyczyna awarii jest fakt, ze maz nigdy nie pogodzil sie i nie przestawil na
                to, ze maja dziecko. Jesli przez 5 lat nie zmienil sie, to na jakiej podstawie
                autorka sadzi, ze zmieni sie? Co ma doprowadzic do zmiany?

                Tak jak ktos napisal, moze potrzebujesz szoku (krytycznej sytuacji), zeby
                zrozumiec, ze jestes zdana na siebie, a maz jest zbednym bagazem, ktory nic nie
                wnosi. Po co Ci towarzysz zycia, ktory Ci nie pomoze jak jestes chora? To juz
                znajomy czy kolezanka beda bardziej przydatni w takiej sytuacji.

                Dlatego doradzam autorce pojscie do pracy, usamodzielnienie sie finansowe i
                psychiczne i potem przemyslenie do czego chce dazyc w zyciu. Zadnego
                kombinowania jak zmienic sytuacje na gorsza czyli ladowania sie w kredyt i
                drugie dziecko. Nie chodzi o to, zeby zona zarznela sie pracujac na etat, na
                zlecenia i prowadzac dom.


                • nie.wiem.czy.to.ja Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 19.02.10, 23:46
                  serendepity napisała:

                  > Przebilam sie przez caly dlugi watek wymowek, zeby zobaczyc czy autorka doszla
                  > juz do jakis wnioskow i co mnie przerazilo to jedna z wypowiedzi, gdzie jest
                  > mowa o drugim dziecku!



                  rozmowa na temat drugiego dziecka czy tez planowanie go to jest tylko teoria.
                  nie chodziło mi o to, że planujemy drugie dziecko, tylko o fakt , że dziwi mnie
                  to iż mąż ma takie a nie inne podejście obecnie do corki od tylu juz lat a czasm
                  cos tam o drugim dziecku wspomina np cyt" wiem, że chcialabys mieć drugie
                  dziecko, pewnie gdybyśmy mieli warunki to byśmy mieli i wtedy i twoja ciąza
                  bylaby inna i początki z drugim dzieckiem rownież byłyby inne" .
                  to jest właśnie denerwujące bo to daje wrażenie jakbym żyła z dwoma różnymi osobami.



                  > Nie wiem po co jest rozwazane kupowanie mieszkania z mezem i kwesti kredytu,
                  > jesli najpierw powinno przyjrzec sie samemu zwiazkowi. Jesli zwiazek jest
                  > "popsuty" to kupowanie mieszkania go nie naprawi, bo to nie jest przyczyna awar
                  > ii.



                  w dużej mierze właśnie mieszkanie jest przyczyną wielu problemów.
                  męża denerwuje to, że inni mają swoje a my nie.
                  dla mnie owszem tez jest to ważne ale nie najważniejsze bo są inne priorytety.
                  moje zdanie jest takie, że nie da sie mieć wszystkiego od razu tylko po jakimś
                  czasie, a mąż niestety chcialby mieć wszystko tak na "pstryk" chyba.



                  > Co ma doprowadzic do zmiany?


                  mąż wymyślil sobie , że zmiana będzie jak on będzie mial pieniądze dla siebie na
                  swoje wydatki.
                  dodam tylko, że ja takowych nie posiadam dla siebie.




                  > Dlatego doradzam autorce pojscie do pracy, usamodzielnienie sie finansowe i
                  > psychiczne i potem przemyslenie do czego chce dazyc w zyciu.


                  jest to pewnego rodzaju rozwiązanie , chciałabym aby bylo lepiej ale czy tak
                  będzie tego nie wiem.


                  ktos w któreś wypowiedzi napisal, że początek tego wątku nie wskazywał na to, że
                  w głebi tlą się inne problemy.
                  faktycznie tak jest - wszystko jest ze sobą powiązane bo np. gdyby mąż od
                  początku gdy tylko pojawilo sie na świecie dziecko przejął choc troszke opieki
                  nad córka to dzis na pewno byloby inaczej, nie mialabym oporów przed tym aby ją
                  zostawić pod czyjąś opieką, a tak gdy nigdy jej nie zostawialam to teraz mam z
                  tym pewnego rodzaju problem.(myśle jednak , że uda mi się go rozwiązać)
                  kolejny przykład - gdyby nie krytykowal moich pomyslów co do działalności
                  gospodarczej, gdyby mnie nie zniechęcal tylko wspieral w dążeniu do celu to kto
                  wie - może dzisiaj mialabym już swój własny interes.

                  takich przykladów mogłabym mnożyć tutaj do rana.

                  gdyby dawal więcej z siebie , więcej otrzymałby w zamian - i to czesto mu mówię.
                  • serendepity Re: a na ten post nie odpowiedzialas...? 22.02.10, 10:46
                    "> w dużej mierze właśnie mieszkanie jest przyczyną wielu problemów.
                    > męża denerwuje to, że inni mają swoje a my nie."

                    Problemem nie jest brak mieszkania tylko to, ze Twoj maz nie ruszy siedzenia i
                    nie zmieni swojego zycia. Zazdrosc i mowienie, ze inni maja, a on nie, nic nie
                    zmieni. Dlaczego nie macie swojego mieszkania? Bo nie spadlo Wam z nieba, czy
                    dlatego, ze maz nie zadbal o swoja kariere i nie dazyl do celu, o ktorym mowil
                    na poczatku malzenstwa?

                    To tak jak ja bym siedziala i narzekala: ale to zycie jest zle, nie mam wlasnego
                    mieszkania, nie stac mnie na wakacje.. i zamiast ruszyc siedzenie, nauczyc sie
                    czegos nowego, zdobyc nowe kwalifikacje czy po prostu zmienic prace, poszla
                    ogladac telewizje albo grac na komputerze, bo tak jest latwiej. I dalej nic nie
                    mam, dalej moge narzekac, ale nic z nieba mi nie spadnie.

                    Ty widzisz skutki, a nie widzisz przyczyn.

                    > mąż wymyślil sobie , że zmiana będzie jak on będzie mial pieniądze dla siebie n
                    > a
                    > swoje wydatki.
                    > dodam tylko, że ja takowych nie posiadam dla siebie.

                    A skad niby te pieniadze mialyby sie wziac? Spodziewa sie, ze bedzie siedzial
                    przed komputerem i nagle wypadna z ekranu? Chyba nie chodzi o to, ze Ty masz isc
                    do pracy harowac, zeby on mial na drobne wydatki? Nie o to chodzi w rodzinie, a
                    Ty nie jestes wolem roboczym, zeby zarabiac na jego zachcianki. Jak chce miec
                    wiecej pieniedzy to niech je zarobi.

                    > gdyby dawal więcej z siebie , więcej otrzymałby w zamian - i to czesto mu mówię
                    > .
                    Ale nie daje, nie wspiera i nie zmieni sie to. Spodziewasz sie objawienia i cudu?

                    A co stoi na przeszkodzie temu, ze nie zajmuje sie wlasnym dzieckiem, w ogole?
                    Co mu przeszkadza? Dziecko go pogryzie, pobrudzi, zarazi czyms? Tez ma wymowke
                    na to? A moze mowi, ze nie ma czasu na dziecko? To po co Ci wtedy ktos, kto nie
                    ma czasu na wlasne dziecko.

                    Przestan myslec zyczeniowo i zastanawiac sie co by bylo gdyby, tylko zacznij
                    myslec logicznie i dzialac. Moze wreszcie spadna Ci klapki z oczu i zauwazysz,
                    ze maz ma Cie w powazaniu. Juz dawno przestalas sie dla niego liczyc, tak samo
                    jak jego wlasne dziecko nie liczy sie dla niego.
                    • jsiemi dokładnie tak 22.02.10, 16:19
                      Przestan myslec zyczeniowo i zastanawiac sie co by bylo gdyby, tylko zacznij myslec logicznie i dzialac. Moze wreszcie spadna Ci klapki z oczu i zauwazysz, ze maz ma Cie w powazaniu. Juz dawno przestalas sie dla niego liczyc, tak samo jak jego wlasne dziecko nie liczy sie dla niego.

                      dokładnie. Twój mąż to zwykły, regularny społecznie upośledzony pasożyt emocjonalny.
                    • nie.wiem.czy.to.ja do serendepity i innych osob które uczestniczą w t 24.02.10, 14:40
                      serendepity napisała:


                      > Problemem nie jest brak mieszkania tylko to, ze Twoj maz nie ruszy siedzenia i
                      > nie zmieni swojego zycia. Zazdrosc i mowienie, ze inni maja, a on nie, nic nie
                      > zmieni. Dlaczego nie macie swojego mieszkania? Bo nie spadlo Wam z nieba, czy
                      > dlatego, ze maz nie zadbal o swoja kariere i nie dazyl do celu, o ktorym mowil
                      > na poczatku malzenstwa?



                      tak tez mu mówię i tłumaczę, że nie da się mieć coś z niczego bo to nie realne.
                      inni mają bo tak a nie inaczej potoczyło im się życie ( albo dostali albo
                      zarabiaja tyle, że ich stać),a my mamy takie a nie inne dochody i skoro on nie
                      chce niczego zmienić to nawet moja praca w tym nie pomoże.
                      nie raz mowilam mu, że skoro przeszkadza mu to jak jest i nie pasuje mu brak
                      mieszkania to niech zmieni pracę ( na prawde ma małą wypłatę i nawet znajomi
                      mówią, że za tyle by nie pracowali)ale on twierdzi, że pracy nie zmieni bo:
                      1- jest kryzys
                      2-ja nie pracuje na etat
                      3- w tej pracy mu sie podoba

                      normalnie aż czasem brak mi już slów







                      > > mąż wymyślil sobie , że zmiana będzie jak on będzie mial pieniądze dla si
                      > ebie n
                      > > a
                      > > swoje wydatki.
                      > > dodam tylko, że ja takowych nie posiadam dla siebie.
                      >
                      > A skad niby te pieniadze mialyby sie wziac? Spodziewa sie, ze bedzie siedzial
                      > przed komputerem i nagle wypadna z ekranu? Chyba nie chodzi o to, ze Ty masz is
                      > c
                      > do pracy harowac, zeby on mial na drobne wydatki? Nie o to chodzi w rodzinie, a
                      > Ty nie jestes wolem roboczym, zeby zarabiac na jego zachcianki. Jak chce miec
                      > wiecej pieniedzy to niech je zarobi.




                      nie wiem jak on sobie to wyobraża, ale pewnie tak jak wspomnialaś , że ja pójdę
                      do pracy i wtedy on będzie mial na swoje wydatki. a i dodam, że najlepiej w jego
                      mniemaniu byłoby gdybym zarabiala więcej od niego.
                      oststnio poszedł w jakąś sobote do pracy no ale co z tego skoro stwierdzil, że
                      za sobote pieniądze są dla niego a nie dla nas dla rodziny.
                      a dodam jeszcze tylko a propo mojej przyszłej pracy. rozmawiałam z nim i mowię
                      mu, że np gdybym ja szla na rano do pracy a on na druga to zaprowadzalby dziecko
                      do szkoly ,m a ten mi na to, że samą by ją puścił
                      i powiedzcie jak tu się nie bać i odrzucić od siebie strach o dziecko???



                      >

                      >
                      > A co stoi na przeszkodzie temu, ze nie zajmuje sie wlasnym dzieckiem, w ogole?
                      > Co mu przeszkadza? Dziecko go pogryzie, pobrudzi, zarazi czyms? Tez ma wymowke
                      > na to?


                      owszem na wszystko jest zawsze wymówka u niego.
                      jak mówię przeczytałbyś bajkę dziecku to mówi "mnie rodzice nie czytali , więc
                      ja czytac też nie będe dziecku"
                      mówię weź ją na kolana, przytul to w odpowiedzi slyszę" mnie rodzice nie
                      przytulali to ja tez nie będe jej przytulal i bral na kolana"

                      dla mnie to jest glupie podejście bo skoro jemu za dziecka tak to przeszkadzalo,
                      że rodzice byli dls niego tacy a nie inni to dlaczego robi to swojemu dziecku???




                      >i zauwazysz,
                      > ze maz ma Cie w powazaniu. Juz dawno przestalas sie dla niego liczyc, tak samo
                      > jak jego wlasne dziecko nie liczy sie dla niego.


                      nie wiem czy się dla niego licze czy nie. niekiedy jest ok , a niekiedy
                      zachowuje się strasznie, z czego co do dziecka zmian żadnych nie widze odkąd
                      tylko sie pojawilo na świecie.

                      teraz przez weekend nie pisaam bo komputer zajęty był przez męża, a jak już
                      weszłam na neta to i tak nie mogłam spokojnie napisać bo widziałby na jakim
                      forum przesiaduję.

                      wiecie co dziewczyny od kilku dni strasznie ciężko mi jest ale zaparłam się jak
                      osioł tym razem...DLACZEGO????
                      otóż uslyszałam pare dni temu od męża , że jestem nierobem - nawet nie jestem w
                      stanie opisać tego co wtedy poczułam.
                      skoro więc mój mąż stwierdził, że jestem nierobem to od paru dni demonstruje mu
                      jak się zachowują nieroby.
                      nasze mieszkanie wygląda strasznie, praktycznie wstaję i wychodze bo nie da się
                      wysiedzieć. jest to obrzydliwe ale musze jakoś przetrzymać.
                      spytacie co jest takie obrzydliwe... otóż obrzydliwy jest balagan i zapach.
                      od tych kilku dni nie robie w domu nic, nie sprzątam, nie zmywam, nie piorę ,
                      nie gotuję bo nie mam w czym - wszystko brudne.
                      zapach a właściwe smród w kuchni jest nie do opisania. zwierzaki też mają
                      niesprzątnięte.normalnie tragedia.
                      jest to dla mnie bardzo trudne do wytrzymania bo nie znoszę balaganu, boje się,
                      że w końcu się złamie i zacznę zaraz to wszystko sprzątać ale z drugiej strony
                      jak ogarnę to on będzie gorą....sama nie wiem co z tym fantem zrobić .....
                      • jsiemi Re: do serendepity i innych osob które uczestnicz 24.02.10, 22:24
                        dziewczyno, bierz małą i jedź do rodziców. jeśli mu w ogóle zależy na Was, może coś z tym zrobi, a jeśli nie... to sama znasz odpowiedź.
                        skoro jesteś na tyle silna, by wytrzymać z tym bubkiem, to będziesz też na tyle silna, żeby poradzić sobie bez niego...

                        a tak nawiasem mówiąc, może jakby zerknął na to forum i co Ty piszesz i jak to widzą inni, może to by nie było takie złe...?
                        sama nie wiem
                        • nie.wiem.czy.to.ja Re: do serendepity i innych osob które uczestnicz 08.03.10, 22:48
                          jsiemi napisała:

                          > a tak nawiasem mówiąc, może jakby zerknął na to forum i co Ty piszesz i jak to
                          > widzą inni, może to by nie było takie złe...?
                          > sama nie wiem

                          wiesz, ja nawet znam jego odpowiedź na to gdybym nawet chciała mu pokazać co
                          jest tu napisane.
                          stwierdziłby, że przeciez to tylko internet i każdy pisze cokolwiek a nie to co
                          myśli tak na prawdę.
                          przez ostatni czas mojej nieobecności na forum (padł twardy dysk)też odnioslam
                          wrażenie jakbym dzieliła życie z 2 różnymi osobami.
                          w jeden dzień jst dla mnie miły, a później znów w niego coś wstępuje tak jak np
                          dzisiaj. nawet życzeń mi nie złożył i ....a zresztą to był przykry dzień tak
                          najkrócej mówiąc.
                          mam za sobą już rozmowy w sprawie pracy - niestety odmówiono przyjęcia mnie.
    • douglas.beauty krotkie pytanie 24.02.10, 14:59
      a nie myslalas zeby w szybkim trybie wniesc sprawe o rozwod i
      alimenty? Dla dobra dziecka
      To co opisujesz jest zalosne, facet do odstrzalu - gdzie Ty takiego
      w ogole znalazlas? Albo jest kompletnym prymitywem albo ma
      zaburzenia psychiczne. Co jeszcze robisz w tym pozal sie boze
      zwiazku????
Pełna wersja