Czy ja jestem normalna?

10.02.10, 18:40
Okolo 3 lat temu dowiedzialam się że mój mąż mnie zdradza. NIe był
to przelotny flitr tylko długotrwały związek. Zwyczajne podwójne
życie. Rozbil małżeństwo w którym było dziecko. Zeby było jeszcze
bardziej zawile to dziecko to było "efektem" wsześniejszego skoku w
bok kochanki. Gdy związała sie ona z moim mężem wygoniła tamtego
człowieka i liczyła że mąż zostawi mnie i nasze dzieci i zostanie z
nią. Trwało to kilka lat. Ja dowiedziałam się o tym zupełnie
przypadkiem. Oczywiście gdy to nastąpiło nie znałam całej tej
szopki. Były przeprosiny wyjaśnienia, obietnice i łzy po obu
stronach. Zostaliśmy razem.
Po jakims czasie znówodkryłam że mąż kontaktuje się z tą
kobietą /telefonicznie i przez skypa/. Znów awantura. Kazałam mu się
wynosić z mojego życia. Wtedy dotarło do mnie, że ten człowiek
skrzywdził MNIE. Dla dzieci /nastolatków/ był zawsze najlepszym
ojcem na świecie. Zawsze miał dlanich czas. Zabierał w rózne ciekawe
miejsca. Pomagał w lekcjach. Po prostu chodzący ideał. Jak z
amerykańskiego filmu. Dzieci liczyły sie z jego zdaniem. Dokonały
wielu wyborów za jego radą. Gdyby nagle okazało sie że ojca nie ma w
domu byłoby to zawalenie calego ich świata. Byłam pewna że
znienawidziliby go. To jednak było nie tak ważne jak obawa że mogą
zrobic jakieś głupstwo, głównie córka która wtedy "walczyła" z całym
światem a tata był tym jedynym mądrym.
Znów sie poddałam. Mąż powiedział mi wtedy, że to na prawdę
skończone, a kontaktyje się z nią ze wzgledu na jej syna który jest
do niego przywiązany i dla którego jest prawie jak ojciec. Pomaga mu
trochę finansowo.
Nie mogę znieść tej sytuacji. Cała się trzęsę na myśl o przebywaniu
w jednym pomieszczeniu meża i tej baby. Chociaż wiem kiedy on tam
idzie a wizyta trwa najwyżej pól godziny nie moge z tym żyć. Czyję
sie deptana i kopana. rozmawiałam z mężem wielokrotnie ale on nie
chce albo nie może zrozumieć. Ja to pojmuję w ten sposób że kosztem
dobrych stosunków ze mną /kosztem naszego zwiazku/ poprawia własne
błędy.
Jak to jednak zmienić? Jak wytłumaczyć mu że nie ma obowiązku dbania
o tamtego chłopaka bo nie jest przecież jego ojcem? Dla prawie
dorosłych dzieci wciąż jest osobą umiejącą zdejmować gwiazdy z
nieba, a dla naszej maleńkiej coreczki po prostu kochanym tatusiem.
    • majda12 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 19:09
      przepraszam ze zapytam /nie chcialabym cie urazi/ ale /to pierwsze co mi sie
      rzucilo/ to czy ty jestes pewna ze to nie jego syn?
      • radola1 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 19:26
        Tak jestem pewna. Wiem nawet czyj to syn. Świat jest mały i okazało
        się że mam z nią wspólnych znajomych i już dużo wcześniej słyszałam
        o jej romansach i nieślubnym dziecku z facetem z zagranicy. W tej
        chwili chłopak ma już 16 lat.
        • attiya Re: Czy ja jestem normalna? 17.02.10, 08:05
          i niby ten 16-letni chłopak bardziej potrzebuje go niż własne, rodzone dzieci?
          Ciekawe...
    • marzeka1 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 19:57
      "Kazałam mu się
      wynosić z mojego życia. Wtedy dotarło do mnie, że ten człowiek
      skrzywdził MNIE. Dla dzieci /nastolatków/ był zawsze najlepszym
      ojcem na świecie. "- błąd, że tego nie zrobiłaś. Wiesz, jakoś nie wierzę w tego
      cudnego ojca, skoro tak postępuje.A przed dziećmi gracie "cudną rodzinę",
      wątpię, czy córka równie pięknie postrzegałaby ojca, gdyby wiedziała, że zdradza
      matkę, ma romans i "ojcuje" jakiemuś dzieciakowi.
      • radola1 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 20:41
        Marzeka1- A do czego ta wiedza jest potrzebna mojej córce? Zeby
        cierpiała? Postapiłam jak postąpilam to się juz stało. Tak, może i
        gramy przed dziećmi chyba tak jest lepiej. Chociaz nie planowałam
        kolejnego dziecka, jest w tej chwili najwiekszą moja radością i
        szczęściem. Teraz jestem zdania że to najpiękniejsza rzecz jaka mi
        się przydarzyła w tym wszystkim. Bardzo proszę nie oceniac mojego
        postepowania w tym zakresie.
        • czarne_wino Re: Czy ja jestem normalna? 14.02.10, 21:40
          do tego,zeby nie powielala kiedys zachowania matki.chcialabys,aby
          kiedys przezywala to,co ty teraz? to normalne,ze corki dziedzicza
          wzorzec po matkach.
          ps. nie rozumiem,jak mozesz zyc z kims , kto cie nie kocha? gdzie
          jest twoj zdrowy egoizm?
          radola1 napisała:

          > A do czego ta wiedza jest potrzebna mojej córce? Zeby cierpiała?
    • tully.makker Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 20:21
      Czyli na pogodzenie sie Zrobuilas sobie z wiarolomca kolejne dziecko, tak?
      bardzo madrze.
    • kajda28 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 20:34
      Jak ktoś kocha dzieci i jest dobrym ojcem to nie przestanie takim
      być jak rozwiedzie się z ich matką.
      Zacznij żyć osobno, swoim życiem. Wypędzenie z domu i rozwód nie
      załatwi Twoich spraw. On i tak będzie codziennym gościem w Twoim
      domu. Więc już teraz odseparuj się od niego, przynajmniej
      psychicznie, uzgodnij z nim zasady że oprócz dzieci nic więcej was
      nie łączy, że przysięga małżeńska już Was nie obowiązuje. Poza tym
      dzieci są już duże, jak zareagujesz jak będą chciały zamieszkać z
      tatą?
      • radola1 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 20:49
        Tak prawie miedzy nami jest. Przynajmniej z mojej strony. Dzieci nie
        bedą chcialy zamieszkać z tatą gdyż on nie ma gdzie mieszkać poza
        naszym mieszkaniem. Syn jest studentem a córka licealistką. Mąż
        pracuje za granicą,przyjeżdża co dwa miesiace na kilka dni.
        • kajda28 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 22:35
          W czym ma Ci pomóc rozwód?
          Będziesz miała jedynie mniej pieniędzy, z których oczywiście już
          teraz możesz zrezygnować. Wyznacz kwotę którą ma Ci płacić na
          dzieci. Piszę to wszystko bo czasami mam wrażenie że niektórzy
          uważają ze rozwód pozbawi ich wszystkich problemów. Tak nie jest.
          Problemy siedzą w nas samych. Trzeba przeboleć że ktoś komu
          ufaliśmy, kogo kochamy na to nie zasługuje, i żyć własnym życiem nie
          zależnie od tego co na papierku jest napisane. Na rozwód i wywalenie
          z domu przyjdzie jeszcze pora, tu oczywiście będzie też podział
          majątku. Tym bardziej że i tak mało jesteś narażona na jego osobę.
          Najpierw pozbieraj się sama, aby później pomóc pozbierać się
          dzieciom- dla których pewnie będzie to ciężki cios.
          • radola1 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 23:01
            Ja nie napisałam że chcę rozwodu. Gdyby tak było nie przejmowałabym
            się tak postępowaniem męża. Byłoby mi tylko łatwiej sie od niego
            uwolnić.
            Mój problem jest raczej odwrotny: Jak z tym żyć?
      • zosia543 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 20:53
        Moim zdaniem to nadal jest z ta kobieta i tyle nadal Cie oklamuje tylko ze teraz za Twoim przyzwoleniem.Wierzysz ze po kilku latach romansu i praktycznie ojcowania jej dziecku teraz raptem sie rozstali a on chodzi pomagac jej dziecku?wybacz ale jestes naiwna ale moge sie mylic to tylko moja opinia.
        • radola1 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 21:18
          Może jestem naiwna. Juz wiem że nigdy nie będę mu całkiem ufać.
          Wierzę jednak że gotów jest poświęcić dla dziecka bardzo wiele.
          • bracialwieserce Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 22:26
            Przede wszystkim Ciebie bo on nie poniósł żadnych kosztów swego czynu/czynów a
            nawet mu się upiekło! Podczas gdy Ty pozwoliłaś zrobić z siebie trotuar po
            którym on się przechadza. Stoi na nim parę kwiatków, biegają dzieci ale Ty
            ciągle "leżysz".
            Mąż Ci mówi, że chodzi tylko o dziecko -ach jaki on troskliwy! Jak mówił, że się
            nią nie widzi i nie kontaktuje też prawdę powiedział, nie? Przejrzyj na oczy i
            zakończ tę farsę! Poza tym robisz jeszcze gorsza rzecz - grasz przed dziećmi -
            tłumacząc to ich dobrem etc. powody są całkiem inne i sama o tym wiesz po drugie
            dzieciom, które już nie są małe zderzenie z rzeczywistością nie zaszkodzi. Mogą
            mieć pretensje do Ciebie bo sama pozwoliłaś na idealny wizerunek Twego męża.
            Jemu wszystko uszło na sucho i nie poniósł żadnych konsekwencji. Zastanów się
            czy gdybyś Ty zrobiła taki numer byłoby "równie wspaniale, gładko"? Ta pani może
            i rozbija związki ale Twój mąż to nie bezwolne ciele prawda?
            • radola1 Re: Czy ja jestem normalna? 10.02.10, 22:56
              grasz przed dziećmi -
              > tłumacząc to ich dobrem etc. powody są całkiem inne i sama o tym
              wiesz

              Nie rozumiem o co chodzi. Cały sens tej sytuacji zawiera sie w tym
              żeby dzieci żyły dalej tak jak do tej pory.

              > dzieciom, które już nie są małe zderzenie z rzeczywistością nie
              zaszkodzi. Mogą
              > mieć pretensje do Ciebie bo sama pozwoliłaś na idealny wizerunek
              Twego męża.

              Ja uważam że z aszkodzi i to bardzo. To są moje dzieci i chcę je
              chronić mjak tylko mogę. A wizerunku ojca nie muszę im idealizować.
              Maja swoje zdanie. Ja sama wychowywałam się bez ojca. ciągle
              słyszałam rózne zdania na jego temat od mojej rodziny i na temat
              mojej mamy od róznych osób. Nie chcę aby ktoś oceniał mnie czy męża
              za to jakimi bylismy rodzicami i czyja to wina że nie jestesmy
              razem. Nie chcę roztrząsania tematu przez całą rodzinę i znajomych.
              • bracialwieserce Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 00:27
                A co Cię obchodzi czyjeś zdanie? Nawet rodziny? I tak zawsze jak ludzie chcą to
                Cię obgadają!
                Ty ich wcale nie chronisz tylko udajesz, że tak jest. I jeśli sprawa się wyda bo
                się w końcu wyda będzie gorzej - bo lepiej pewne rzeczy ujawnić, samemu przeciąć
                węzeł niż się męczyć. Zwłaszcza, że dzieci nie są małe - A Ty się oszukujesz, że
                to dla nich. Poza tym jak nie wtajemniczysz "dalszej" rodziny to nie będą
                wiedzieli co i jak - spowiadać im się nie musisz! Moja kuzynka się w ten sposób
                rozwiodła - oznajmiła, że bierze rozwód i koniec a to, że gadali - wielkie mi co
                póki sama nie wygadasz będą się mogli domyślać jak mają trochę taktu nie
                zapytają a jak zapytają? A co Ty bronić się nie umiesz?
                Tak piszesz o dzieciach, mężu a Ty gdzie w tym wszystkim jesteś? Dzieci dadzą
                sobie radę z "tą prawdą". Póki co Tylko Ty zginasz kark w tej sytuacji a pan maż
                wcale. Nie chodzi o zemstę {zwłaszcza że to nie prawda, że daje ona
                satysfakcję} tylko o szacunek do siebie i odrobinę życia bo po prostu masz je
                jedno. Ty złożyłaś na rodzinnym ołtarzu ofiarę i składasz każdego dnia! Nie
                chcesz tego zmienić więc po co napisałaś na f? Aby mieć paru minutową ulgę, że
                ktoś wie? Nie chcesz tego zmienić - uważasz, że wiesz jak będzie bo Ty
                wychowywałaś się bez ojca. W związku z tym postanowiłaś sprowadzić się do
                parteru/dałaś na to pozwolenie. Powielasz pewne schematy - wszystko aby
                zatrzymać chłopa? Niestety - oprócz tego, że brak miłości w tym wszystkim to
                czegoś jeszcze bardziej podstawowego -szacunku tego faceta dla Ciebie i samej
                Ciebie dla siebie! O człowieku świadczą nie historyjki i gadka tylko czyny? Co
                on zrobił???? Nic. Ty tego nie widzisz i udajesz, że ten układ Ci pasuje i
                pasował! Teraz coś pęka bo każdy ma odpowiednią granicę wytrzymałości ale
                powtarzasz dalej jak mantrę bo dzieci! Inercja, Ty wcale nie chcesz zrobić ruchu
                pasuje Ci to. Bo co to będzie on taki dobry i kochany, będzie musiał szukać
                chałupy, dzieciom zniszczysz życie {jasne bo to, że sobie psychicznie zwłaszcza
                to nic takiego}, ludzie będą gadać etc. Dlatego nic nie zrobisz! Za parę lat on
                się do niej wyprowadzi - co to za spotkania z nie swoim dzieckiem raz na parę
                miesięcy {sama piszesz, że pracuje za granica - a tam też może kogoś mieć i
                jeszcze jakieś świństwo przytaha do domu} po pół godziny? wychowuje go w ten
                sposób? Dziwię się też, że pewnie ten chłopak nastolatek wie, że Twój facet ma
                rodzinę i tak mu to wisi?
                Twój maż jest więcej niż nie w porządku! Zrozum i powtarzaj to jak mantrę - on
                się nie zmieni i ma Cię w d.... kompletnie a Ty jeszcze jak ostatnia naiwna na
                sklejenie związku dałaś sobie zrobić dziecko { nic dziwnego, że tak Ci z tym
                dobrze w końcu miałaś gdzie ulokować swoje uczucia a jemu było tak wygodniej bo
                na trochę miał luz który wykorzystał i "przetrzymał" Twoje groźby}. Dzieci to
                Twoja zasłona dymna - bo tu się mogę zgodzić, że staniecie oko w oko z groźną i
                okrutną rzeczywistością ZABOLI - będziesz musiała sobie coś uświadomić ale po co
                skoro dla dobra dzieci utrzymasz tę szopkę? On tylko korzysta {swoją droga jeśli
                istnieje reinkarnacja to chcę być facetem w następnym życiu - poważnie! Same
                plusy i jeszcze można bezkarnie krzywdzić inne baby}. Córka dorośnie, syn
                wyfrunie/wyfrunął z gniazda a on pójdzie sobie do niej a Ty będziesz wrakiem
                psychicznym i nic Ci nie zostanie bo dzieci choćbyś nie wiem jak chciała nie
                będą Ci rekompensować Twego poświęcenia - będą miały właśnie sprawy, jak Cię
                kochają będą się dzieliły swoim życiem z Tobą /pomagały ale znacznie mniej i
                będą chciały mieć swoje sprawy tylko dla siebie/swej rodziny - Normalna rzecz
                jak chowasz zdrowe osobniki.
                Tobie nie zostanie po prostu nic bo nawet nie masz siły/ochoty/ nie widzisz, że
                w tym wszystkim TY też powinnaś mieć Rolę napisaną przez SIEBIE a nie być
                statystą we własnym życiu!
                Weź kartkę papiery podziel na pół jakie są plusy/minusy sytuacji! Pomogę Ci:
                Plusy Dla Twojego męża++++++++++++++++++++++++++++++
                1. zdradził Cię i nie poniósł konsekwencji {hurra}
                2.poniżył i poniża {biedak nie rozumie rany jaka ta empatia jednostronna nie
                swojemu synowi nie robi takich świństw}
                3. Twoje groźby spłynęły po nim jak po kaczce {juppi}
                4. W oczach dzieci, postronnych to wzór cnót i cały czas udaje mu się to
                utrzymać! No fakt, jest człowiekiem ale generalnie to och i ach
                5. Nadal się z nią kontaktował po tym jak sprawa wyszła na jaw - OBIECAł, że to
                skończone - zero kontaktów {hurra - facet jest cholernie"słowny"} dotrzymał
                słowa nie?
                6. Tak Cię szanuje i ceni, że hołubi nie swoje dziecko z kobietą z która Cię
                zdradzał {pamiętasz to jeszcze}? I to Ty jesteś "dziwna" bo powinnaś zrozumieć
                7. Mimo upływu czasu wszystko jest po staremu - w to mu graj
                cZY WIDZISZ JAKIEŚ + TEJ SYTUACJI DLA SIEBIE? Błagam nie pisz a dzieci/bo dzieci
                Pytanie do pań - fajnie jest być facetem? Prawda!?



                • czarne_wino Re: Czy ja jestem normalna? 14.02.10, 21:52
                  poweim na wlasnym przykladzie: tez trzy lata temu
                  dostalam "zyczliwy" anonim o romansie meza. niewazne czy byla to
                  prawda czy nie,chce napisac,jak to zalatwilam.syn mial wowczas 17
                  lat,zawsze byl rezolutnym chlopakiem. z ojcem mial bardzo dobry
                  kontakt, praktycznie moj maz jest podobnym ojcem, jak twoj maz.
                  to byl niedzielny wieczor.wiadomosc odebralam na syna komputerze.
                  pamietam swoj spokoj do tej pory. i pytanie,jakie zadalam mezowi
                  przy synu: czy to prawda,ze ma romans.
                  uwazam,ze jako rodzina powinnismy byc wobec siebie szczerzy.
                  wystarczy,ze moj maz latami karmil nas klamstwami i historyjkami.
                  mysle,ze bedzie to mialo taki wplyw na syna,ze bedzie tez szczery w
                  zwiazku. na dzien dzisiejszy deklaruje,ze brzydzi sie klamstwem (ma
                  to po mnie, z tego sie ciesze).
                  co do romansu ojca nie wierzy,ze byl do tego zdolny,ale ma juz
                  ograniczone zaufanie do niego.idealny obraz ojca zostal zaklocony.
                  na zyczenie zreszta samego zainteresowanego.
                  chcesz naucyzc dzieci zycia w prawdzie to sama zyj zgodnie z prawda.
    • bracialwieserce Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 00:32
      I jeszcze jedno! Jak ktoś tu dobrze napisał! Jak kocha dzieci to będzie dobry
      dla nich gdziekolwiek bo to nie ma nic wspólnego z miejscem zamieszkania/ Twoją
      jego relacją.
      • asiara74 Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 12:35
        Liczysz na radę, jak żyć w takim związku? Chyba sama już to odczułaś, czujesz
        sie gorzej niz fatalnie, jakby ktoś Ci dawał kopniaki za grzechy których nie
        popeniłaś. Zadne rady nic tu nie dadzą, musiałabyś uciąć tą chorą sytuację ale
        o tym nie chcesz słyszeć. Pozwalasz swojemu mężowi na b. wygodne życie a sama
        cierpisz. Naprawdę kobiety bywają niesamowite.
        Odp. na pytanie brzmi: normalne to nie jest ale być może wygodne bo bez niego
        straciłabyś poczucie bezpieczeństwa. Czy jesteś niezależna finansowo?
        • czarne_wino Re: Czy ja jestem normalna? 14.02.10, 21:56
          asiara74 napisała:

          > Odp. na pytanie brzmi: normalne to nie jest ale być może wygodne
          bo bez niego> straciłabyś poczucie bezpieczeństwa. Czy jesteś
          niezależna finansowo?

          bardzo dobre spostrzezenie. a co z godnoscia? zaslanianie sie dobrem
          dziecmi jest zaslona dymna. rozumiem twoj lęk ekonomiczny, jeszcze
          kilka lat musisz poswiecic na wyksztalcenie starszych dzieci. ale z
          drugiej strony kochajacy tatus nie poskapi pieniedzy na nauke
          dzieci, tym bardziej,ze dobrze zarabia. doprawdy,nie rozumiem ciebie.
      • attiya Re: Czy ja jestem normalna? 17.02.10, 08:25
        tym bardziej, że skoro jest tak dobry dla obcego dzieciaka to tym bardziej dla
        swoich taki powinien być
    • b.wierzbowska1 Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 14:01
      Nie chcę Cię dołować, wręcz przeciwnie, bardzo Ci współczuję, ale pisanie, że
      zostajesz z mężem dla dobra dzieci, to zwykła wymówka. Trwając w chorym związku
      (przejrzyj na oczy - mąż nie chadza do byłej kochanki na widzenie z niby-synem)
      przekazujesz swoim dzieciom chore relacje międzyludzkie. Rodzice powinni dawać
      dzieciom przykład okazując sobie miłość, szacunek, zaufanie, a co Wy im
      ofiarujecie w zamian? Napiętą sytuację domową, brak zaufania, oszustwo. Gdzie tu
      miejsce na przytulanie, okazywanie sobie bliskości? Może nie zdajesz sobie z
      tego sprawy, ale właśnie taki model Wasze dzieci przyswajają sobie i w taki sam
      sposób będą układać swoje dorosłe życie - budować je na kłamstwie, obłudzie,
      braku zaufania, braku czułości. Chcesz tego dla nich? Prosisz o radę, jak to
      zmienić. Twój mąż nie widzi problemu, bo nie chce go widzieć. I nie zobaczy,
      doki będziesz mu na to pozwalać.
      • bracialwieserce Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 14:33
        Po pierwsze ona nie jest była! Po drugie wszyscy tak pięknie piszą o tym
        przytulaniu i pokazywaniu dzieciom uczuć. Ludzie obudźcie się! Ile osób w tym
        wasi właśni rodzice tak się zachowuje{ zwłaszcza jak dzieci są tuż przed 20}?
        Poza tym w domu może być ok a dzieci i tak będą pokręcone albo będą głupich
        partnerów wybierały - tu będzie pięknie jak córka będzie poszukiwała takiego
        "samego bohatera jak jej Tata" {sami wiemy jaki to "bohater"}. Jest jeszcze
        drugie dno tego problemu - autorka może świetnie grać i pan mąż też - w sumie
        naprawdę dzieciom wiele nie potrzeba i mogą się na to nabrać. Mam koleżankę
        której rodzice "dla jej dobra" grali i przez wiele lat uważała ich na takie
        wzorcowe małżeństwo, za kochających się ludzi. Powiedzieli jej wkrótce po 23
        ur., że się rozchodzą - dziewczyna do tej pory jest w szoku i nie wie co prawdą
        a co kłamstwem było/
        poza tym nasza założycielka postu będzie miała taki możliwy problem: jak sprawa
        się wyda/ona nie wytrzyma/on/powie/powiedzą etc. dzieci mogą paradoksalnie mieć
        pretensje do niej! Sama w końcu przyczyniła się wydatnie i nadal podtrzymuje i
        co GORSZA wierzy{przeczytajcie post uważnie ile zgromadziła pozytywów o nim jako
        Ojcu}w mit tego pana jako dobrego, troskliwego tatusia, człowieka bez skazy! Co
        z tego, że nie jest skoro ona swoim zachowaniem/postępowaniem i poniżaniem samej
        siebie te podwaliny "utrzymuje przy życiu"?
        Martwisz się o dzieci? OK! Ile uważasz, że jeszcze wytrzymasz? A jak w końcu za
        x czasu będzie tak źle, że skończysz na psychotropach i się wyda - im tym Twoim
        dzieciom za które dajesz się deptać i święcie wierzysz, że to tylko dla nich i
        możliwe, że częściowo dla nich im się gorzej "sieknie" świat bo tyle czasu żyłaś
        i pielęgnowałaś Złudzenia. I o to mogą mieć większe pretensje niż o to co on zrobił!
        Ty ponieważ miałaś takie a nie inne doświadczenia z własnym OJCEM będziesz na
        siłę się trzymała i ciągnęła tę szopkę. Powinnaś iść do dr który Ci uświadomi
        Twój problem! Bo masz i to duży! Nie jest to śmieszne ani żałosne - Ty sama z
        siebie nic nie zrobisz?!
        Przeczytaj swój post jak post obcej kobiety - po czymś takim, po tych
        kłamstwach, brudzie i upodleniu Ty nie chcesz separacji/rozwodu TY się pytasz
        jak W TYM EGzySTOWAĆ???????
        No ja Cie kręcę. JAK TY to widzisz?
        ON nic nie stracił - nie zmieni się - rani Cię ? No co Ty?
        Przecież chodzi do nieswojego syna i przypadkowo tam jest ta kobieta {swoja
        drogą ona też jest niezła}. On jest oprócz tego, że skurw...yn - bo nie potrafi
        podjąć decyzji i odejść - przecież Ci równo "kit" wciska to jeszcze mu wygodnie
        z tym wszystkim! A TY się jeszcze próbujesz dopasować? SUPER!
        • b.wierzbowska1 Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 22:47
          bracialwieserce napisała:

          > Po pierwsze ona nie jest była!

          No właśnie. Pisałam to samo, ale chyba mnie nie zrozumiałaś:)

          Po drugie wszyscy tak pięknie piszą o tym
          > przytulaniu i pokazywaniu dzieciom uczuć. Ludzie obudźcie się! Ile osób w tym
          > wasi właśni rodzice tak się zachowuje{ zwłaszcza jak dzieci są tuż przed 20}?

          Nie wiem, z jakiej rodziny pochodzisz, ale w mojej właśnie tak jest. Moi
          rodzice, choć sa już po 60, ciągle okazują sobie czułość i troszczą się o
          siebie. To po prostu widać i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Skąd u Ciebie taki
          skrzywiony obraz rzeczywistości?!

          > Poza tym w domu może być ok a dzieci i tak będą pokręcone albo będą głupich
          > partnerów wybierały

          Pewnie, że może tak być, ale co ma piernik do wiatraka? Zdarza się, ale czy to
          norma, że z normalnych rodzin wychodzą popaprańcy? Nie wierzysz w to, że
          przekazujemy dzieciom wzorce swoim zachowaniem?

          autorka może świetnie grać i pan mąż też - w sumie
          > naprawdę dzieciom wiele nie potrzeba i mogą się na to nabrać. Mam koleżankę
          > której rodzice "dla jej dobra" grali i przez wiele lat uważała ich na takie
          > wzorcowe małżeństwo, za kochających się ludzi. Powiedzieli jej wkrótce po 23
          > ur., że się rozchodzą - dziewczyna do tej pory jest w szoku i nie wie co prawdą
          > a co kłamstwem było/

          No właśnie, po co żyć w kłamstwie? Skoro rodzice nie kochaja się, to prędzej czy
          później dzieci dowiedzą się o tym, albo odkryją prawdę same, albo dowiedzą się
          do rodziców, że przez większość swojego życie były okłamywane i oszukiwane przez
          najbliższych. I z tego wyniknie tylko dramat.


          Tak na marginesie, bardzo emocjonalne sa Twoje uwagi, w dodatku długie i
          poplątane. Odnoszę też wrażenie, że nieuważnie czytasz posty, na które później
          odpisujesz... Nie wiem, czy ten powyższy był skierowany do mnie, czy do autorki
          wątku.
          • bracialwieserce do b.wierzbowskiej 11.02.10, 23:41
            b.wierzbowska1 napisała:

            > bracialwieserce napisała:
            >
            > > Po pierwsze ona nie jest była!
            >
            > No właśnie. Pisałam to samo, ale chyba mnie nie zrozumiałaś:) Zrozumiałam
            pisałam 50/na 50 do Ciebie parę odnośników i do autorki wpisu - fakt powinnam to
            zaznaczyć.
            >
            > Po drugie wszyscy tak pięknie piszą o tym
            > > przytulaniu i pokazywaniu dzieciom uczuć. Ludzie obudźcie się! Ile osób w
            > tym
            > > wasi właśni rodzice tak się zachowuje{ zwłaszcza jak dzieci są tuż przed
            > 20}?
            >
            > Nie wiem, z jakiej rodziny pochodzisz, ale w mojej właśnie tak jest. Moi
            > rodzice, choć sa już po 60, ciągle okazują sobie czułość i troszczą się o
            > siebie. To po prostu widać i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Skąd u Ciebie tak
            > i
            > skrzywiony obraz rzeczywistości?!


            No tak wiedziałam, nie znamy się musisz mi uwierzyć na słowo, ja mam w porządku
            rodziców -wiadomo, że ciężko aby każdego rodzice "trzymali się za rączki" ja
            piszę to z obserwacji, znam wiele kiepskich związków ludzi w różnym wieku -
            oczywiście one nie zawsze są złe{każdy ma słabszy dzień etc. chodzi o rzeczy
            które są akceptowalne a nie powinny i takie bycie ze sobą na siłę, ze strachu,
            hipokryzja etc to częste niestety} ale są takie podstawowe sprawy przez
            które/"dzięki którym" odeszłabym/dałabym sobie siana z potencjalnym
            partnerem/mężem/chłopakiem etc. typu wyzywanie, oziębłość, publiczne upokarzanie
            { niejednokrotne}, brak szacunku i takie zachowanie które ja nazywam więcej
            gadam niż spełniam! Poza tym te dzieci są już duże i niekoniecznie rodzice
            codziennie muszą być dla siebie super hiper mili {zwłaszcza, że tu nagminnie się
            oszukują co do uczuć i innych kwestii}. Także odp. na Twoje pytanie brzmi ja
            niestety nie mam skrzywionego obrazu ja tylko nie mam tysiąca oczu co by je na
            wszystko przymykać co nie jest powiązane z Moimi Rodzicami - sorry! Poza tym
            jeszcze jedna sprawa - puste gesty bez "głębi" to tylko gesty - oni naprawdę
            mogą świetnie udawać/grać.

            >
            > > Poza tym w domu może być ok a dzieci i tak będą pokręcone albo będą głupi
            > ch
            > > partnerów wybierały
            >
            > Pewnie, że może tak być, ale co ma piernik do wiatraka? Zdarza się, ale czy to
            > norma, że z normalnych rodzin wychodzą popaprańcy? Nie wierzysz w to, że
            > przekazujemy dzieciom wzorce swoim zachowaniem?

            Od tego można uciec/przerobić to - jeśli wzorce były złe {wiadomo w późniejszym
            życiu zwłaszcza jak są wdrukowane chałowe wzorce, zresztą znam ludzi, którzy
            powinni być sądząc po rodzicach totalnymi łajzami, alkoholikami etc - więc
            owszem "dom rodzinny" ma wpływ ale nie aż tak duży jak ludzie sądzą/lub jak
            lubią przypisywać. W pewnym okresie masz swój rozum/dochodzi jaki ten człowiek
            jest niejako sam z siebie
            >
            > autorka może świetnie grać i pan mąż też - w sumie
            > > naprawdę dzieciom wiele nie potrzeba i mogą się na to nabrać. Mam koleżan
            > kę
            > > której rodzice "dla jej dobra" grali i przez wiele lat uważała ich na tak
            > ie
            > > wzorcowe małżeństwo, za kochających się ludzi. Powiedzieli jej wkrótce po
            > 23
            > > ur., że się rozchodzą - dziewczyna do tej pory jest w szoku i nie wie co
            > prawdą
            > > a co kłamstwem było/
            >
            > No właśnie, po co żyć w kłamstwie? Skoro rodzice nie kochaja się, to prędzej cz
            > y
            > później dzieci dowiedzą się o tym, albo odkryją prawdę same, albo dowiedzą się
            > do rodziców, że przez większość swojego życie były okłamywane i oszukiwane prze
            > z
            > najbliższych. I z tego wyniknie tylko dramat. ZGADZAM się!
            >
            >
            > Tak na marginesie, bardzo emocjonalne sa Twoje uwagi, w dodatku długie i
            > poplątane. Odnoszę też wrażenie, że nieuważnie czytasz posty, na które później
            > odpisujesz... Nie wiem, czy ten powyższy był skierowany do mnie, czy do autorki
            > wątku.

            Dziękuję za zwrócenie mi uwagi - rzeczywiście nie Ty pierwsza zauważyłaś, że
            piszę trochę enigmatycznie { pewnie delikatnie powiedziane} - postaram się
            wypowiadać bardziej klarownie i stonować wypowiedź oraz zwracać uwagę i czytać
            parokrotnie post co by głupot/nieprawdy nie wypisywać!
            Fakt napisałam emocjonalnie- wykręcać się nie będę - bo żal autorki mimo, że
            głupio działa - sami dobrze wiemy {no dobra ja}, że są takie momenty/dłuższe
            okresy, że sami naszych spraw załatwić nie potrafimy/chcemy etc. Łatwo radzić to
            nic nie kosztuje! To na pewno jest ciężki dla tej Kobiety - ale ona na tym
            więcej traci. A podając te często może nieadekwatne przykłady chodzi mi jeszcze
            o jedno - owszem, dzieci mąż etc. ale przede wszystkim ta pani nie powinna
            spychać siebie tylko do tych ról nawet jeśli je pełni bo ona też ma prawo być
            szczęśliwa/zadowolona z siebie i swego życia i wyborów! A tu tak nie jest -
            niestety. To, że dzieci "patrzą" jedna sprawa gorzej, że ona codziennie dokonuje
            "gwałtu na sobie".
            Od przyszłego postu postaram się zastosować do mniej skomplikowanych postów, pzdr.

            PS. Oczywiście są i dobre związki/rodziny etc. i nie, nie chcę widzieć tego co
            widzę lub podyktowane jest to "moim spaczonym poglądem na świat, ludzi etc. -
            pod tym względem znam siebie i nie mogę się "podpiąć" pod to co mi przypisujesz!
            Pozdrawiam.
          • czarne_wino Re: Czy ja jestem normalna? 14.02.10, 22:03
            ejze, z przytulania nie ma co robic szopki,szczegolnie w starszym
            wieku. wystarczy okazywanie troki i szacunku.
            co z tego,ze tesciowa trzymala tescia za kolanko przy stole,jak
            zdradzal ja w sanatoriach?
            moj maz do tej pory stawia ich za wzor he he

            b.wierzbowska1 napisała:

            >> Nie wiem, z jakiej rodziny pochodzisz, ale w mojej właśnie tak
            jest. Moi> rodzice, choć sa już po 60, ciągle okazują sobie czułość
            i troszczą się o> siebie. To po prostu widać i nie ma w tym nic
            nadzwyczajnego.
    • bracialwieserce Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 14:38
      I jeszcze jedno WY już nie macie żadnego związku - przecież o tym dokładnie
      wiesz, chyba, że chodzenie do obcej baby, zdrada, kłamstwo to "cement" związku
      wtedy przepraszam muszę swój zredefiniować!
      Może zamiast "zdejmować te gwiazdy z nieba" Ty powinnaś mu zdjąć aureolę?
      Aniołem to on nie jest!
    • triss_merigold6 Jak na polski standard - tak 11.02.10, 14:39
      Jak na polski standard pozycji żony w rodzinnej hierarchii to tak,
      jesteś normalna.
      Dziób na kłódkę, nieś swój krzyż z pokorą, mąż się kiedyś opamięta,
      najważniejsze to PEŁNA rodzina, rozwody to samo zuo i grzech.
    • velluto Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 14:48
      radola1 napisała:

      > Gdyby nagle okazało sie że ojca nie ma w domu byłoby to zawalenie calego ich
      świata.

      łatwiej przełkną to że ojciec jest zwyczajną łajzą i dziwkarzem? bo nie ma
      cudów, żeby to do nich z czasem nie dotarło

      > Czyję> sie deptana i kopana. rozmawiałam z mężem wielokrotnie ale on nie>
      chce albo nie może zrozumieć. Jak to jednak zmienić? Jak wytłumaczyć mu że nie
      ma obowiązku dbania > o tamtego chłopaka bo nie jest przecież jego ojcem?

      on nie musi nic rozumieć. Ma się dostosować, jeśli ma ochotę mieszkać z tobą pod
      jednym dachem. I taki bezwzględy warunek powinnaś postawić, i kropka. Nie masz
      czego tłumaczyć i co wyjaśniać, to proste jak budowa cepa - to co robi to
      działanie na szkodę waszego związku i waszej rodziny. I albo przestanie tak
      postępować - albo przestanie mieć rodzinę.

      Jeśli nie zechce - nie jesteś wystarczająco ważna, szczególnie że sama
      wytworzyłaś w nim poczucie bezkarności.
    • szachula30 Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 15:40
      Współczuję, ale sama sobie zgotowałaś to piekiełko swoimi decyzjami. Ja
      bym tak nie postąpiła. Byłabym uczciwa wobec siebie i dzieci.
      • marzeka1 Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 17:42
        Sądząc po stanie psychicznym, NIE DA się na dłuższą metę tak żyć w zakłamaniu
        "dla dzieci", ponosisz zbyt duże koszty psychiczne. Masz już duże dzieci,
        niedługo pójdą z domu i z czym zostaniesz???? One zaczną budować swój świat,
        swoje związki, w ich życiu będzie dla ciebie miejsce, ale nie będziesz już
        najważniejsza (no chyba że będziesz tego oczekiwać). Są gorsze rzeczy niż
        rozwód, ponosisz tego właśnie skutki: psychiczne.
        • tully.makker Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 20:02
          Masz już duże dzieci,
          > niedługo pójdą z domu i z czym zostaniesz???

          No dlatego zrobila siobie nowe male dziecko - bo wie, ze jak dzieci pojda z
          domu, to maz pojdzie do kochanki. A tak mamy odroczenie wyroku - przynajmniej
          tak jej sie wydaje.
          • marzeka1 Re: Czy ja jestem normalna? 11.02.10, 20:19
            No fakt, umknęła mi ta "maleńka córeczka", dla której tatuś jest super ojcem, co
            mamusia dalej będzie utrzymywać. Cóż, jej wybór, chce żyć w zakłamaniu, niech
            żyje, niech dalej uważa, że to "dla dobra dzieci" (cóż za urocze
            wyrażenie-wytrych). Dać sobie zrobić kolejne dziecko w sytuacji permanentnej
            zdrady- naiwność co najmniej.
        • czarne_wino Re: Czy ja jestem normalna? 14.02.10, 22:09
          nie zostanie sama, bedzie miala pamiatke w postaci najmlodszego
          dziecka.
          sorki,mialam nie oceniac, ale jak t nie oceniac? przytrzymywanie
          meza na kolejne dziecko to klasyka. znam takie malzenstwo,gdzie w
          ten sposob dorobili sie piatki, a on w zeszlym roku ich wsyztskich
          zostawil i odszedl do milosci z liceum ,ktora odnalazl na NK, he he
    • demonsbaby popierając większość wypowiedzi 11.02.10, 20:43
      które padły w tym wątku, powiem tak:
      Kobieto, ale sobie na własne życie pier..isz życie!

      Faktem jest, że ewentualny rozwód to pogorszenie sytuacji materialnej twojej i
      dzieci. Wierzysz, że chłop w imię "poczucia obowiązku i empatii" w stosunku do
      obcego dziecka wywiązuję się w stosunku do strony z zapewniania potrzeb
      emocjonalnych i materialnych, ale Ciebie (i wasze dzieci) ma tak naprawdę w
      dupie, czemu ty zaprzeczasz. Ależ my, kobiety tak robimy, wtedy kochamy zbyt
      mocno i boimy się samotności (dziwne, choćbyśmy i tak ćwiczyły samotne
      macierzyństwo, bo chłop za granicą, to świadomość bycia z kimś daje złudne
      poczucie bezpieczeństwa). Tak naprawdę związek funkcjonuje (pseudo- małżeństwo)
      bo Ty to ciągniesz, on ma to w dupie. Przyjdzie czas kiedy to zaakceptujesz (bo
      nie odejdziesz), jemu dałaś najwspanialszy prezent, może legalnie uprawiać
      poligamię niczym muslim, na razie ma żony dwie i dwa domy. Tamta to akceptuje,
      bo co jej zwisa, dodatkowe żródło utrzymania i bzykania ma zapewnione ad hoc.
      Będą kolejne etapy jakie przejdziesz:
      1) będziesz tkwić w tym nieszczęsliwa, zrobisz się zgorzkniałym babsztylem,
      wybacz, aloe to prawda;
      2) przestanie Ci zależeć na sobie i twoim szczęściu, będziesz się oszukiwać, że
      robisz to dla dobra dzieci;
      3) na starość zostaniesz sama jak ten palec, a dzieci powiedzą Tobie
      (szczególnei najmłodsze), "dzięki mamo, że męczyłaś się dla mnie, nauczyłaś
      mnie, że walka o własne szczęście nie ma sensu, było to zbyteczne, bo o wiele
      łatwiej byłoby mi w życiu, gdyby w dzieciństwie towarzyszyła mi szczęsliwa (choć
      samotna) matka, niż czyjaś nieszczęślliwa i użalająca się nad życiem żona".

      To tak w dużym skrócie. Ten obraz jest powielany u wielu kobiet. Pytanie, czy ty
      tak chcesz życ? Jak chcesz, to przestań się łudzić, że istnieje argumentacja
      rzeczowa trafiająca do chłopa, który gra rolę twojego męża, żeby odseparował się
      od drugiej "nielegalnej rodziny", zaakceptuj to i udawaj, że jest ok.
      • demonsbaby Re: popierając większość wypowiedzi 11.02.10, 20:44
        demonsbaby napisała:

        > które padły w tym wątku, powiem tak:
        > Kobieto, ale sobie na własne życie pier..isz życie!
        >
        Na własne życzenie oczywiście miałam na myśli.
        • radola1 Re: popierając większość wypowiedzi 11.02.10, 22:21
          Nie myslałam że jest ze mną aż tak źle. Człowiek żyje z dnia na
          dzień. Problemy dochodzą i dochodzą a ja to łykam i łykam.
          Strasznie dużo gorzkich słow sie naczytałam. Większość z nich to
          prawda. W momentach gdy wysiadam psychicznie tak właśnie myślę.
          Teraz patrzę na siebie trochę inaczej. Oczywiście na razie jestem w
          totalnym szoku że dałam się doprowadzić do takiego stanu. Na pewno
          podejmę jakąś decyzję aby nie było tak jak teraz. Trudno mi w tej
          chwili powiedzieć co zrobię. Nie wiem. TERAZ nie wiem.
          • b.wierzbowska1 Re: popierając większość wypowiedzi 11.02.10, 22:54
            Ależ nie daj sie wpędzic w poczucie winy!!! To przede wszystkim wina Twojego
            męża, bo oszukał i porzucił, przynajmniej mentalnie, swoją rodzinę, a teraz
            spycha na Ciebie winę za niepowodzenie Waszego związku. Sobie możesz zarzucić,
            ze dałaś sie w to wkręcić, ale rozpad rodziny to ciągle przede wszystkim wina
            męża!!!
            • szachula30 Re: popierając większość wypowiedzi 12.02.10, 00:07
              Popieram. Oczywiście, że rozpad rodziny to wina MĘŻA a nie Twoja. Ale
              decyzją o pozostaniu z nim, podobno, dla dobra dzieci, dołożyłaś sobie
              po prostu. Ja bym jednak ratowała jakoś swoje życie. Naprawdę uważasz,
              że dla pozornego "szczęścia dzieci" warto zatracić własne?
            • czarne_wino Re: popierając większość wypowiedzi 14.02.10, 22:14
              a ja myslalam,ze wina jest zawsze po obu stronach? przynajmniej tak
              pisza w poradnikach.

              b.wierzbowska1 napisała:

              > Ależ nie daj sie wpędzic w poczucie winy!!! To przede wszystkim
              wina Twojego
              > męża, bo oszukał i porzucił, przynajmniej mentalnie, swoją
              rodzinę, a teraz
              > spycha na Ciebie winę za niepowodzenie Waszego związku. Sobie
              możesz zarzucić,
              > ze dałaś sie w to wkręcić, ale rozpad rodziny to ciągle przede
              wszystkim wina
              > męża!!!
              • b.wierzbowska1 Re: popierając większość wypowiedzi 16.02.10, 21:37
                Przecież piszę: "To przede wszystkim wina Twojego męża"
                "Sobie
                > możesz zarzucić,

                > > ze dałaś sie w to wkręcić, ale rozpad rodziny to ciągle przede
                > wszystkim wina
                > > męża
                !!!"
          • demonsbaby to nie jest też tak 12.02.10, 07:40
            Widzisz większość ludzi, który próbują doradzić na tym forum, kieruje się
            własnymi doświadczeniami. Większość z tych ludzi, doświadczając podobne
            sytuacje, też przeszło etap bezsilności i nie każdy widział rozwiązanie na dzień
            dobry, albo widział tyle, że bał się wdrożyć w życie. Jesteśmy obserwatorami
            obiektywnymi, opieramy się na relacjach opisywanych przez ciebie, porównując z
            własnymi doświadczeniami albo z doświadczeniami osób, które były przez nas
            obserwowane - daje nam możliwość określenia tego z czym możesz mieć do
            czynienia. Tak czy inaczej, każdy kto wypowiada się i w tym wątku umie odczuwać
            empatię w stosunku do ciebie.
            Osobiście martwi mnie jedno. Od czasu wyjawienia prawdy, funkcjonujesz w
            permanentnej depresji. Leki są rozwiązaniem maks półrocznym, kiedy po ciężkich
            ciosach nie potrafimy spać, jeść albo nie chcemy wstać z łóżek, uciekamy w świat
            własnych rozmyślań.
            Stąd jest ona niebezpieczna, bo bez kontroli fachowca nadchodzi moment rozwiązań
            statystycznych, a statystyka mówi (choć głupia córka metamatematyki), że w 80%
            samobójstwo to efekt tzw. "zawodu miłosnego" i choć dziś twierdzisz, że nie
            jesteś w stanie porzucić dzieci, tak w momencie załamania, będzie to jedyne
            realne rozwiązanie, usprawiedliwiane tym, że dzieci mają kochającego ojca, który
            się nimi zaopiekuje (jesteś tego pewna w obliczu faktów, kiedy już je porzucił,
            odgrywając ojca la innego dziecka?)

            Na początek, radola - kierunek: fachowiec. Nie musisz udawać się do praktyk
            prywatnych, nie wiem skąd jesteś, ale poszukaj ośrodków wsparcia rodziny,
            kryzysu w rodzinie, fundacji pomocy kobietom. Posłużą ci tam nieodpłatnie
            psycholodzy doświadczeni, doświadczeni tyt. napotykania codziennie ludzi z
            podobnymi problemami. To nie są ośrodki tylko dla rodzin patologicznych (choć
            zobacz co ty utrzymujesz, pozwoliłaś już żeby patologia zagościła w twoim
            życiu). Również posłużą ci radą prawną. To działanie na teraz. Tam pomogą
            ci dojrzeć do pewnych decyzjo.
            • bracialwieserce demonsbaby 12.02.10, 11:08
              Z całym szacunkiem ja nie przechodziłam czegoś takiego/nie mam takich
              doświadczeń - z Rodzicami też nie {uśmiech do b.wierzbowskiej} - nam jest o tyle
              "łatwo", że my w tej zawierusze nie tkwimy - nie znamy autorki ani jej męża {
              co trochę ułatwia/zaciemnia} sprawę - ale wskutek przedstawionych faktów - nie
              kierujemy się "wybielaniem go, usprawiedliwianiem" - on po prostu doprowadził
              swoją żonę na skraj rozpaczy {patrz - sam szok -wieloletni romans}, a do tego
              przezywa ona męki za każdym razem jak on ją informuje, że idzie w "odwiedziny"
              do syna. Toć to gad bez serca i rozumu.
              Nie trzeba tego przezywać/wiedzieć jak to jest co by napisać/doradzić - bo np.
              obiecuje poprawę i nie spełnia tego - to się pisze, że on taki i siaki - jej
              jest trudniej bo ona go usprawiedliwia.
              Fakt: jeśli może chce/powinna iść do psychologa/psychiatry {wbrew pozorom to nie
              tylko lekarz dla "wariatów"} bo sie wykończy a i dr może coś podpowie.
              • demonsbaby może właśnie dlatego 12.02.10, 12:11
                ludziom, którzy sięgnęli dna niezasłużenie, bo wskutek działań drugiej osoby,
                jest łatwiej zrozumieć w jakiej sytuacji jest autorka wątku i dlaczego w tym
                tkwi. Doświadczenia tego typu służą jedynie zaoraniu psychiki, ale z czasem
                szlifują charaktery i pozwalają patrzeć inaczej na świat. Tym samym pomagać
                innym. Czasem krytyka i twierdzenie "robisz żle" mimo, że słuszne, niesłusznie
                prowadzi do oceny ofiary czyiś działań. "Łatwo się mówi" tak brzmi ten banał i
                niestety jest prawdziwy. Wykonanie ruchu samodzielnie jest możliwe przy silnych
                osobowościach, choć i tak twardego można złamać. Sama z tego nie wyjdzie. Jej
                trzeba pomóc.
                • bracialwieserce Re: może właśnie dlatego 12.02.10, 13:22
                  Zgadzam się, że sama nie poradzi sobie { i nie jest to zarzut/wyrzut}, niestety.
                  Wiadomo, że i tak pracę musi wykonać sama i ruch ale wsparcie i "nakierowanie",
                  uświadomienie pewnych rzeczy to już połowa sukcesu! Droga autorko wątku -
                  poszukaj dobrego specjalisty! Zobacz/przejrzyj fora regionalne może ktoś poleci
                  Ci dobrego terapeutę! I chodź do specjalisty sama - inaczej pan mąż znowu jakiś
                  numer wywinie. Wpierw zajmij się sobą a nie NIM/WAMI. A wstydzić się nie ma
                  czego tzn. szukania pomocy i skorzystania z niej! Ja sama poszłam do takiego dr
                  jak moja Mama miała ciężkie przeprawy z rakiem piersi bo było mi bardzo ale to
                  bardzo ciężko i czułam, że się łamię! A czasem ludzie nie rozumieją różnych
                  spraw - niektórzy traktowali to tak jak by ona "teraz miała inny wymiar odkryć"
                  - na zasadzie co cię nie zabije to cię wzmocni -bzdet totalny dlatego i nie
                  tylko{Tata udawał, że problem nie istnieje} poszłam do dobrego dr. Ty możesz
                  dużo dobrego zrobić dla siebie - spróbuj! PZDR.
          • demonsbaby szukanie winnych 12.02.10, 08:12
            Analiza przyczyn przy rozpadzie związku naturalnie wiąże się od szukania
            własnych błędów, tyle, że radola, popatrz na to obiektywnie.
            Dałaś się złapać w pułapkę, w którą łapie się 100% ludzi kochających i mających
            wrażenie bycia kochanymi. W tą pułapkę pchasz się tyt. emocji i uczuć jakie
            żywisz do męża, to właśnie nie pozwala na twój obiektywizm oceny sytuacji czy
            też zmierzenia się z prawdą. Prawdę poznałaś, w momencie kiedy wielkie klapy
            spadły Ci z powiek z hukiem i obnażyły bolesny widok zniszczeń, ty (działając
            naturalnie, pod wpływem mechanizmu obronnego) zamknęłaś ponownie oczy i starasz
            się wymazać obraz albo udajesz (kolejny mechanizm obronny), że sytuacja jest do
            naprawienia. Tylko czyim kosztem? Jego, nie. Twoim i waszych dzieci.

            Jeśli nawet psuło się między wami zanim znalazł inną kobietę, to skąd miałaś to
            wiedzieć? Nie zauważyłaś? Bzdura. Facet z zimną krwią odegrał i nadal odgrywa
            rolę męża i ojca waszych dzieci. Nigdy nie był lojalny. Gość bez honoru, który
            ciągnął ileś lat z rzędu szopkę, bezjajec nie umiejący być z tobą i dziećmi
            szczery do bólu, mówiąc "odchodzę". Po co to Tobie? Po co to twoim dzieciom?
            Opowiem ci, jak ja widzę, gdzie teraz jesteś. Oprócz tego, że to rozdroża w
            twoim życiu, to ty stojąc na zakręcie, toczysz się bezwiednie w kierunku
            własnego upadku. Już od dawna stoisz w bagnie, które zgotował ci mąż. Od dnia
            wyjawienia prawdy, wlazłaś w bagno po uszy, po czym trzymasz ręce wysoko u góry,
            a na nich dzieci, żeby się nie zmoczyły... tyle, że w momencie kiedy mogłabyś z
            tego wyjść, pozwoliłaś, żeby chłop bezpardonowo wlazł ci na ramiona i nie
            brudząc sobie nawet jednego palca u stóp, udawał, że to dzięki niemu dzieci w
            bagnie jeszcze nie leżą. Dojdzie do momentu, kiedy już teraz dusząc się w tym
            bagnie, nie starczy ci sił i zaczniesz tracić grunt pod nogami, tonąc razem z
            dziećmi. Tyle, że chłop zeskoczy ci z garba na suchy brzeg i serdecznie tobie
            pomacha, wmawiając dzieciom, że to twoja wina, gdzie ugrzęzły.

            Jak pisałam wcześniej, trujesz własne życie, a z czasem życie swoich dzieci, tym
            czym zatruł ciebie mąż.
            Przyjdzie czas, kiedy bojąc się samotności, zaczniesz żyć życiem dzieci, za co
            będą miały do ciebie pretensje i wcześniej czy później zaczną się od ciebie
            izolować. Będą mieć do ciebie pretensje, ale głównie dlatego, że udawałaś przed
            nimi żonę ojca, że byłaś kobietą nieszczęśliwą i zgorzkniała, że z ojca zrobiłaś
            bożyszcze ukrywając przed nimi prawdę jakim jest / był człowiekiem.

            Moment podjęcia decyzji o rozstaniu nie jest łatwy, szczególnie kiedy mamy za
            sobą długoletni staż i dzieci. To nie tak, że jak już dojrzejesz do rozstania to
            wszystko będzie ok. Nie, nie będzie od razu, ale przyjdzie moment ulgi. A ta
            najczęściej ma miejsce w sądzie podczas rozprawy rozwodowej. Człowiek wreszcie
            uwalnia się od kłamstw, bagna, nieszczęścia. Wreszcie nadchodzi koniec i nowy
            początek. W dzieciach będziesz mieć wsparcie. Nie martw się na zapas, że będą
            cię obwiniać, powoli dojrzeją do tego co się stało, będą kochać ojca i ciebie,
            ale będą też odczuwać poczucie obowiązku pomocy tobie, bo to ty jesteś ofiarą.
            To nie jest łatwe, ba, trudniejsze niż staczanie się na dno. Ty zasadniczo już
            jesteś na dnie, ale za jakiś czas odkryjesz, że to dno ma drugie dno i stoczyć
            można się głębiej.
            • demonsbaby Re: szukanie winnych 12.02.10, 08:29
              a koniec czasem bywa taki, że "winowajcom" ogrom zniszczeń zaczyna uświadamiać
              widok sędziego w todze, wpatrzonych ławników i monologów moralizatorskich.
              Czasem bywa i tak, że opamiętanie i refleksja przychodzi po czasie. Wtedy też te
              relacje małżeńskie jakie winny być przed rozwodem stają się dopiero "po". Są to
              wyjątki, czyli "dopiero teraz zrozumiałem co zrobiłem"... ale to wyjątki.
            • czarne_wino do autorki 14.02.10, 22:26
              moim zdaniem nie masz juz wyjscia. musisz zebrac dzieciaki do kupy i
              powiedziec im wprost,jak wyglada naprawde wasze zycie. bedzie szok,
              zmiana w zachowaniu moze, ale bedzie wreszcie PRAWDA. ja zaplacilam
              juz te cene,syn zaczal byc biern zyciowo,zawalil pierwszy rok
              studiow,nic nie robi,, jest w opozycji do nas obojga. musi to
              wszystko w sobie przetrawic. na pewno jest mu trudno,ale nikomu w
              tej chwili w mojej rodzinie nie jest lekko. zaczelam proces
              odnawiania i juz sie nie zatrzymam. rozwod to kwestia czasu.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy ja jestem normalna? 12.02.10, 23:22
      Tytuł wątku w formie pytania, Pani pozostałe wypowiedzi świadczą o byciu w
      rozterce. Być może teraz właśnie zaczyna Pani rozumieć konsekwencje swojego
      wyboru pozostania z mężem dla dobra dzieci. Cóż to bowiem oznacza? Otóż oznacza
      to, że mąż pozostał dobrym, troskliwym, idealnym ojcem, ale jest nadal złym
      mężem. Realizuje Pani plan doskonale.
      Gdyby Pani wyznaczyła ściśle granice, skonfrontowała męża z jego postępowaniem
      wobec siebie, być może nie czułaby się Pani upokorzona dalszymi kontaktami męża
      z tą kobietą. Być może, mąż czując w Pani partnerkę i chcąc Pani dobra,
      słuchając Pani i rozumiejąc Pani potrzeby umiałby zakończyć definitywnie tę
      znajomość łącznie ze znajomością z jej synem. Ale mąż chyba nie ma do tego
      motywacji, bo nie dla Pani został w tym związku.
      Pyta Pani jak żyć w takich warunkach. Ano, tak jak Pani żyje do tej pory.
      Najwyraźniej inaczej nie będzie. Jeśli Pani chce coś zmienić trzeba postawić
      mężowi twarde warunki z groźbą rozstania włącznie.
      Na marginesie mam taką uwagę. Jeśli dobrze zrozumiałam, mąż pracuje za granicą i
      rzadko bywa w domu. Jeśli jest to sytuacja długotrwała, to dzieciom i Pani może
      być łatwo wyidealizować go jako ojca. Ale też to oznacza, że Wasze małżeństwo
      ma bardzo dużą sferę rozłączną Dużo rzeczy dzieje się poza związkiem. Myślę, ze
      to dopełnia tylko obrazu, który powinna Pani zacząć zmieniać, aby lepiej żyć.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
    • asiula1987 Re: Czy ja jestem normalna? 14.02.10, 20:40
      ja tylko nie rozumiem, przed czym chcesz chronic (dorosle juz) dzieci?
      przeciez maz Tobie zrobil krzywde nie im, to Ciebie ma daleko gdzies (no
      niestety romans o tym swiadczy) a nie dzieci, i tak teraz zyjecie jak po
      rozwodzie, wiec nic sie nie zmieni, rozwod jest rozpadem waszego malzenstwaa nie
      relacji ojciec-dzieci, po rowodzie moze byc rowniez wspanialym ojcem, mezem nie
      byl i nie bedzie nietstey bo caly czas Cie oklamuje ( w to ze jezdzi pomagac
      obcemu dziecku nie wierze, bo nie ma takiego obowiazku,a jesli ma takie potrzeby
      to niech sie stanie wolontariuszem i pracuje w hospicjum z chorymi dziecmi a nie
      poswieca czas obcej babie a nie Tobie)
    • asia_i_p Re: Czy ja jestem normalna? 14.02.10, 23:07
      Współczuję bardzo, bo sytuacja jest trudna.
      Mąż najwyraźniej tak zwana dobra dusza, każdemu przyjaciel, ale twoje uczucia
      lekceważy. A tak się nie da. Nie da się być świetnym ojcem, a mężem do luftu,
      dzieciaki nie są ślepe.

      Trochę twojego męża rozumiem, bo tamten chłopak nic nie jest winny. Ale z
      drugiej strony ty też nic nie jesteś winna. Mamy dwie niewinne osoby, których
      interesy są wyraźnie sprzeczne.

      Mam kilka pytań - czy jesteś z mężem tylko z obawy o reakcję dzieci, czy poza
      zazdrością i zrozumiałą goryczą o zdradę jesteś z nim szczęśliwa? Czy da się
      wypracować rozwiązanie, które odpowiadałoby tobie, a nie zmuszało twojego męża
      do zerwania kontaktów z tamtym dzieciakiem? Typu, no nie wiem, spotkania na
      mieście, ale tylko z dzieckiem, kontakt telefoniczny na komórkę, tak żeby
      uniknąć przypadkowego odebrania przez matkę.

      Jedno jest pewne - to nie twoim obowiązkiem jest znalezienie rozwiązania. Mąż
      namieszał, niech rozwiązania szuka, ty go poinformuj, że taka sytuacja jest dla
      ciebie nie do przeskoczenia i przekaż mu inicjatywę. A sama przemyśl swoje
      uczucia do męża w oderwaniu od jego ojcostwa. Dzieci widzą cały model
      małżeństwa, nie tylko to, że on jest fajnym towarzyszem zabaw, ale też to, że
      pozwala matce cierpieć - to może się odbić na ich przyszłych związkach.

      Trzymaj się ciepło.
      • radola1 Re: Czy ja jestem normalna? 16.02.10, 20:40
        Gdy pisałam ten post chcialam zawrzeć wszystkie wiadomości w jakiejś
        niezadługiej całości. Gdy go później przeczytalam to się
        przestraszyłam. Tyle tam było faktów strasznych, w każdej niemal
        linijce tragedia. Pomyslalam sobie czy to na prawdę sie wydarzyło
        mi? TO WSZYSTKO? Cała "akcja" trwała prawie 2 lata z przerwami. Był
        okres na prawdę bardzo przyjemny, a póżniej stopniowo zaczęło do
        mojej świadomości docierać całe zło i tragedia mojego polożenia.
        Moje życie w tej chwili jest jakby obok mnie. Czasem wydaje mi się
        że to dotyczy kogoś innego.
        W moim domu nie ma awantur, złości, złosliwości. Robimy z mężem to,
        co rodzice powinni i obydwojgu nam sprawia to przyjemność. Miedzy
        nami jest jak miedzy wługoletnimi współlokatorami jednego pokoju. Ja
        go toleruję i nie działa mi specjalnie na nerwy. Co on mysli? nie
        wiem. Jest dla mnie miły. Gdyby nie było tego elementu że raz na
        jakiś czas jedzie na chwilę spotkać się z tym chłopakiem, to
        powiedziałabym że się bardzo stara. Tamte spotkania mają na celu nie
        wychowywanie ale przeważnie wręczenie jakiegoś prezentu, czy drobnej
        sumy pieniędzy. Może to się komus wydać przerażające, ale ja w tym
        widzę totalny upadek i dno moralne tamtej baby, a przez to czuję się
        silniejsza. Jak można się wysługiwać wlasnym dzieckiem aby uzyskać
        pieniądze? Widzę tę obłudę i mam nadzieję ze mąż też widzi co ich do
        niego tak na prawdę ciagnie.
        NIe mogę powiezieć że jestem szczęśliwa. Jestem osobą która
        "o blasku próchna(...) /mówi/ dnieje,
        o blasku słońca nic nie(...) /mówi/"
        Wiem że nie może tak dłużej być i muszę coś zrobić bo tak sie dlużej
        nie da.
        • b.wierzbowska1 Re: Czy ja jestem normalna? 16.02.10, 21:46
          "Widzę tę obłudę i mam nadzieję ze mąż też widzi co ich do
          niego tak na prawdę ciagnie."

          Nie łudź się - nie widzi. Jakby widział, to by tam nie jeździł. Niestety,
          przyjmij do wiadomości, że jeździ tam także, a może przede wszystkim, dla niej.
          Jak chcesz się o tym przekonać, to postaw mu warunek: albo my, albo oni. jak
          wybierze Was, to przerwiecie ten chory (tak, chory, nienormalny, nieuczciwy,
          wynaturzony, nazwij jak chcesz) układ i spróbujecie odbudować Wasza rodzinę. Bo
          to, jak wygląda Wasze zycie, nie jest zdrowe i normalne, dla nikogo - popatrz,
          do jakiego stanu Cie to doprowadziło! Twój mąż jeździ do kochanki (byłej albo
          obecnej, w sumie jaka to różnica!?!?!) i uważa, że to OK?!?!? A jak wybierze
          ich, to masz jasną sprawę... Oby nie...

          Trzymaj się ciepło
          b.
        • demonsbaby jeśli wygodniej jest tobie 17.02.10, 08:36
          oszukiwac samą siebie, to tak rób. Przyjdzie jednak czas, kiedy się
          ockniesz i gorzko będziesz płakać nad swoimi decyzjami.

          radola1 napisała:

          Pomyslalam sobie czy to na prawdę sie wydarzyło
          > mi? TO WSZYSTKO? Cała "akcja" trwała prawie 2 lata z przerwami.
          Skoro o tym piszesz, to się wydarzyło. Tak, to jest tragedia, którą
          z całej siły najwyrażniej próbujesz zaprzeczyć i udawać, że nic się
          nie stało. Ok, jest to tez sposób na uniknięcie deprechy. Natomiast
          nie dałas sobei czasu, żeby przejść przez żałobę nad małżeństwem,
          które jest fikcją.


          > W moim domu nie ma awantur, złości, złosliwości. Robimy z mężem
          to,
          > co rodzice powinni i obydwojgu nam sprawia to przyjemność. Miedzy
          > nami jest jak miedzy wługoletnimi współlokatorami jednego pokoju.
          Ja
          > go toleruję i nie działa mi specjalnie na nerwy. Co on mysli? nie
          > wiem. Jest dla mnie miły. Gdyby nie było tego elementu że raz na
          > jakiś czas jedzie na chwilę spotkać się z tym chłopakiem, to
          > powiedziałabym że się bardzo stara.

          Wiesz, czym ma się to staranie objawiać? Facet Ciebie nieustannie
          zdradzał / zdradza, nie wywaliłaś go na pysk, więc stara się o
          porządne relacje, żebyś mu nie truła, nie czepiała się i facet mógł
          sobie wracać do "spokojnego do,mu" nie dając Ci pretekstów do
          scysji, tyt. tego, że potraktował/ traktuje Ciebie jak ostatnią
          szmatę.



          Tamte spotkania mają na celu nie
          > wychowywanie ale przeważnie wręczenie jakiegoś prezentu, czy
          drobnej
          > sumy pieniędzy. Może to się komus wydać przerażające, ale ja w tym
          > widzę totalny upadek i dno moralne tamtej baby, a przez to czuję
          się
          > silniejsza.
          Nie masz powodów, żeby czuć się silniejsza od tamtej kobiety.
          Przecież to ona "wygrała". Mimo, że wszystko wyszło na jaw
          zapewniła "ojca" swojemu dziecku i dodatkowy dochód.


          Jak można się wysługiwać wlasnym dzieckiem aby uzyskać
          > pieniądze? Widzę tę obłudę i mam nadzieję ze mąż też widzi co ich
          do
          > niego tak na prawdę ciagnie.
          Nie widzi, nie chce widzieć, a może to ty zniekształcasz
          rzeczywistość, która jest inna.


          Jest tylko jedna rzeczowa rada: PSYCHOLOG. Znajdziesz obiektywnego
          obserwatora, który wyleczy Cię z tego uzależnienia od męża.
    • attiya Re: Czy ja jestem normalna? 17.02.10, 08:01
      obawiam się, że chłopiec jest tylko pretekstem
      I tyle
      Podziwiam Cię, że dajesz i dajesz mu szansę.
      Pan zwyczajnie z tego korzysta. Chce mieć i zjeść ciastko. I tak dokładnie robi.
      POza tym własne dzieci są chyba ważniejsze, nić czyjeś. No chyba, zę i ten
      chłopiec jest jego dzieckiem
    • marianka_marianka Re: Czy ja jestem normalna? 17.02.10, 12:06
      Sama widzisz jak brzmi Twoja historia, kiedy opowiadasz ją zupełnie obcym, niezaangażowanym osobom.
      Twój mąż zdradzał Cię z inną kobietą - przeżyłaś, wybaczyłaś, jesteście dalej razem - ok można to zrozumieć.
      Nie można natomiast rozumieć i usprawiedliwiać dalszego spotykania się z tą kobietą. Takie zachowanie jest niedopuszczalne, chyba że absolutnie nie czujesz się związana ze swoim mężem, dajesz mu wolną rękę, a mieszkasz z nim tylko z powodów ekonomicznych, prawnych itp.
      Mimo wszystko uważam, że jest to utrzymywanie fikcji, a dzieci z takiej lekcji nie wyniosą nic pozytywnego.
Pełna wersja