dzikaaaa
14.02.10, 11:38
Długo zbierałam się, żeby wysłać tego posta. Być może dlatego, że mniej więcej domyślam się, jakich odpowiedzi mogę się spodziewać. Ale chyba naprawdę muszę dowiedzieć się, co postronne osoby sądzą o tej sytuacji. Nie wiem, jak to wszystko skończyć/naprawić.
Ale do rzeczy. Jesteśmy 7 lat w związku, 6 lat po ślubie, układało się różnie, raz lepiej, raz gorzej. Przez 3 pierwsze lata partner był chorobliwie wręcz zazdrosny: o znajomych, przyjaciół, kobiety, mężczyzn. Zamknęliśmy się w swoim świecie, wpuszczając do niego tylko rodzinę. Jednak wciąż pracowałam, aby pozbyć się tej maniakalnej zazdrości i negatywnego nastawienia do ludzi. Nawet nie wiem kiedy, ale stał się innym człowiekiem, wyszedł do ludzi, umie z nimi rozmawiać, od czasu do czasu nawet gdzieś wyjdziemy lub ktoś wpadnie do nas. Niestety nic się chyba nie da zrobić z jego porywczością i agresywnym zachowaniem. Jest bardzo ciepłym człowiekiem, nie wstydzi się mówić o uczuciach, ale jednocześnie potrafi potrząsnąć mną czy "dać mukę" w trakcie sprzeczki. Ja też nie pozostaję mu dłużna, lecą najgorsze epitety, a czasem i moje pięści. Wiem, że nie tak wygląda idealna relacja żona-mąż, ale po takiej burzy dłuuugo jest sielanka, jednak takie sytuacje bolą na długo. Wydaje mi się, że tracimy do siebie szacunek i zastanawiam jak go odzyskać.
Drugą sprawą są filmy porno . W naszych wspólnych pierwszych latach nie raz oglądaliśmy je razem, dobrze się bawiąc. Jednak z upływem czasu przestało mi się to podobać, zauważyłam też że mąż przenosi niektóre zachowania z filmu do naszej sypialni. Byłam pierwszą kobietą męża, myślałam że to może wynika z tego. Kiedy zaczynałam na ten temat rozmowę, zbywał mnie. Doszło do tego, że w ostatnim roku kochaliśmy się może raz w miesiącu, raz na dwa... Jestem typem śpiącej królewny, potrzebuję zachęty, rozbudzenia (staram się to zmienić, sama inicjować sytuacje, ale czasami po ciężkim tyg. w pracy po prostu nie mam siły/nie chce mi się), a on zaczął spędzać noce przy komputerze. Wiedziałam, że facet musi sobie ulżyć i może nie chce mu się już królewny wybudzać, ale nie mogłam znieść myśli, że On onanizuje się oglądając gołe dupy (dodam, że ogląda takie sytuacje, których na pewno nie przeżyje ze mną). Jestem niesamowicie wręcz zazdrosna o te baby. Obiecał mi kiedyś, że już tego nie będzie oglądał, jednak znowu go złapałam, i znowu, i znowu. Tydzień temu powiedział, żebym nawet nie myślała, że on z tego zrezygnuje. ZAWSZE będę oglądał, powiedział. Poczułam się zdradzona, jak dla mnie mówiąc to przedłożył porno nad żonę. Ja wiem, że dla wielu kobiet to nic takiego, ale mnie to boli. Kłamał prosto w oczy, mówiąc że nie ogląda, a gdy przedstawiam dowody na wspólnym kompie, to mówił: pytałaś o WCZORAJ, a wczoraj nie oglądałem, tylko DZIŚ w nocy. Podważył tym samym moje zaufanie, zawsze miałam go za osobę szczerą, choćby nie wiem co. Od tygodnia śpimy w osobnych sypialniach, mało się odzywając. Problem w tym, że przez pół roku muszę w tym domu zostać (wynajmujemy) i że pracujemy razem. Zrobiłam już pierwszy krok do odejścia, założyłam swoje, osobne konto bankowe, ale ciągle się waham, czy nie za szybko to wszystko przekreślam, czy nie świruję za bardzo o te filmy. Może to normalne, a ja jestem jakimś dziwadłem?
No i tu pytanie do Was: czy mieliście kiedyś podobną sytuacje? Co zrobiłyście, jak rozmawiałyście? Kocham Męża i On mnie chyba też, ale straciliśmy do siebie cały szacunek. Jak zmienić moje podejście do filmów, czy zmieniać je w ogóle? I jak na powrót rozpalić chemię między nami? A może pozostać w zgodzie z sobą samą i nie zmieniać poglądów na temat porno? Są takie dni, gdy snuję plany na życie (bez Niego)i wydaje mi się, że będzie świetnie (czuję w takich dniach silny gniew, wręcz niechęć do męża), a czasem płaczę w poduszkę, bo nie umiem sobie wyobrazić tego życia bez Niego (nie dlatego, że sobie nie poradzę, tylko że strasznie tęsknię). Sama nie wiem, czego chcę...