rodzina a odmienny światopogląd

17.02.10, 11:01
Cześć,
Postanowiłam napisać o pewnym swoim problemie, bo potrzebuję spojrzenia z boku
i obiektywizmu, bo już sama nie wiem, jak to rozwiązać i czy jest w ogóle czym
się martwić.
Byłam wychowywana przez bardzo religijną matkę (ojciec chodzi do kościoła
raczej z przyzwyczajenia i z polecenia mamy niż dlatego że sam chce, ale
chodzi). Chodziłam do kościoła co niedzielę, modliłam się codziennie, brałam
udział w różnych parafialnych wydarzeniach, bo tak byłam wychowywana. Zawsze
miałam bardzo konserwatywne poglądy, typu nie dla rozwodów, seksu przed
ślubem, antykoncepcji itp. i byłam dumna z tego, że jestem taka niezłomna i
taka inna niż wszyscy i zarzekałam się, że tak będzie zawsze, że to jedyna
słuszna droga itp.
Ale około dwóch lat temu wszystko mi się odmieniło. Już nie uważam, że rozwody
to zło, że czystość przedmałżeńska jest taka wspaniała i potrzebna. Nie mam
potrzeby coniedzielnego uczestnictwa we mszy i codziennej modlitwy. Po prostu
zmieniłam się, może dojrzałam, przestałam widzieć pewne rzeczy jednostronnie,
staram się nie oceniać i nie zarzekać się, ze ja w takiej sytuacji to nigdy
nigdy...
Mój przyszły mąż też raczej nie należy do przesadnie religijnych, ale nie mogę
powiedzieć, że to pod jego wpływem zmienił się mój światopogląd, to był raczej
długotrwały proces, który dojrzewał we mnie. Teraz czuję się osobą spełnioną,
szczęśliwą, po prostu jestem sobą. Ale..
moja rodzina nie potrafi tego zrozumieć, szczególnie siostra. Wypytuje, czy
chodzę do kościoła, krytykuje na każdym kroku, jak to się zmieniłam, jak już w
ogóle zasad moralnych nie mam ( a mam, zapewniam), jak człowiek może się tak o
180 stopni zmienić. Ona sama co niedziela do kościoła, wszystkie zasady
Kościoła to świętość itp. Oczywiście nie znosi mojego przyszłego męża, który
nie jest grzecznym, religijnym chłopcem z jej wyobrażeń i co jakiś czas daje
mi odczuć, jak to źle wybrałam, i jak kiedyś mówiłam co innego, jaki powinien
być mój ideał mężczyzny i tym podobne. Ja już nie wiem, jak jej to tłumaczyć,
i czy w ogóle..jestem dorosła, mam prawo żyć jak chcę, ale nie mam ochoty
wysłuchiwać ciągłego jojczenia na swój temat, skoro nic złego nie robię. i
ciągłe przytyki typu tak byłaś wychowywana jesteś fałszywa byłaś zakłamana
Czy mam w ogóle nie reagować? Jak myślicie?
    • demonsbaby na słowa krytyki 17.02.10, 11:42
      szczególnie od siostry zacytuj nie jeden fragment z Biblii,
      poczynając od "belki w oku" po tradycja i wiarę. Właściwie z tego
      ostaniego zaripostuj kobiecie. Zasadniczo religia to nie tylko
      konflikt na podłożu rodzinnym, ale od dziejów na podłożu konfliktów
      o randze międzynarodowej ... stąd się nie przejmuj.
      Samo chrześcijaństwo nie sprowadza się jedynie do uczestnictwa w
      mszach, ale życia w zgodzie z Bogiem.
      Zakazy / nakazy można mnożyć do potęgi n-tej, stąd największa sekta
      w naszym kraju, jaką jest katolicyzm w ramach dyscypliny religijnej
      wykształciła konkretny system "wyznawania wiary" wśród
      społeczeństwa. Zasadniczo badacze pism, ludzie uduchowieni,
      kwestię "przynależności" i sposobu uwielbiania nie próbują
      ujednolicić, jako, że jest to niemożliwe.
      Uzasadnij swoją postawę "związek z Bogiem nie uległ ochłodzeniu,
      uczestncitwo w nabożeńśtwie ma być dla mnie spełnieniem, byłabym
      hipokrytą, idąc do świątyni w ramach odegrania pozy i tradycji." A
      co nie jak właśnie Mesjasz nauczał, że wiara nigdy i nic wspólnego
      nie może mieć z rytuałem obrzędów i tradycją ;) W końcu dlatego
      zginął. Założył dynamiczną sektę i łamał wszystkie tradycje
      żydowskie. A co do rozwodów, Bóg, który ukochał człowieka, jest
      ostatnią istotą, której zależy na nieszczęsciu własnego dziecka,
      więc dlaczego ma pozwalać na tkwienie w nieszczęściu (nieszczęsliwym
      małżeństwie) swoich dzieci.
      Generalnie, unikaj ostrej wymiany zdań, a szczególnie pod kątem
      przewagi katolików w zakresie tradycji i hipokryzji, za to palono na
      stosach za świętej inkwizycji ;)
    • kaz-oo Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 11:47
      jestem dorosła, mam prawo żyć jak chcę, ale nie mam ochoty
      > wysłuchiwać ciągłego jojczenia na swój temat, skoro nic złego nie robię.


      Tego się mocno trzymaj i powiedz to krytykującej cię siostrze. Jeśli nie
      zrozumie to jej problem, nie twój.
    • velluto Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 11:59
      ale po co ty się tłumaczysz? dawno należało uciąć te dywagacje mówiąc, że
      podjęłaś decyzję, którą uważasz za słuszną i nie interesują cię jej poglądy na
      tę kwestię.

      codziennie na mszy? szkoda, że nie każą ci się biczować...
      • indygoiblekit Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 12:07
        Wiem, że nie powinnam się tłumaczyć, ale jej koronny argument to taki, że kiedyś
        byłam inna. Ma na myśli to, że kiedyś to jej imponowałam, mogła brać ze mnie
        przykład, bo taka byłam bezkompromisowa, a teraz idę na łatwiznę jak większość
        ludzi. Mam nadal zasady, ale po prostu sama zobaczyłam bzdurność niektórych
        poglądów Kościoła typu rozwód to grzech. Po prostu nie wierzę, że Bóg, tak jak
        napisała demonsbaby miałby się lubować tym, że ktoś jest nieszczęśliwy, ale trwa
        w tym dla zasady, bo tak trzeba, bo inaczej to grzech. Może i idę na łatwiznę,
        chociaż tak tego nie czuję. Nie wiem tylko jak obalić ten jej argument, że tak
        byłam wychowana, taka byłam, to teraz czemu nie jestem. Ciągle się mnie o to
        czepia..
        • jsiemi Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 12:24
          to, że "tak byłaś wychowana", to żaden argument. wręcz przeciwnie, zostałaś tak wychowana, że nie przyjęłaś wiary bezmyślnie, posłusznie, ale potrafiłaś się zastanowić nad tym, czym dla Ciebie w sercu jest prawdziwa wiara. a że kiedyś byłaś inna, no cóż, ewolucja, dojrzewanie, rozwój, nic nie poradzisz:)
        • marianka_marianka Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 12:32
          Może zaproponuj siostrze wspólne biczowanie? Ha ha! Oczywiście to żart.
          Chyba trochę za bardzo przejmujesz się poglądami innych na Twój temat i warto zacząć to zmieniać.
          Człowiek nie krowa i ma prawo do zmiany poglądów.
          Człowiek, który szuka odpowiedzi na pytania, czyta, zastanawia się, nie przyjmuje wszystkiego bezkrytycznie i nie wierzy na ślepo - rozwija się i to o nim dobrze świadczy.
          Moje poglądy n/t wiary/dogmatów Kościoła też ewaluowały. Inaczej patrzyłam na życie mając lat 20, inaczej patrzę teraz.

          Nie wiem tylko jak obalić ten jej argument, że tak byłam wychowana, taka byłam, to teraz czemu nie jestem. Ciągle się mnie o to czepia..

          Skoro są tak ograniczeni,że nie rozumieją prawa do prywatności to przestań z nimi rozmawiać na tematy religijne i problem z głowy.
          Acha, a rozwód nie jest grzechem. Niech się douczą.
          • indygoiblekit Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 12:54
            Wiesz, ja staram się tym nie przejmować, nie znoszę po prostu docinków typu "ach no tak antykoncepcja tobie nie przeszkadza odkąd się taka liberalna zrobiłaś" albo "zastanawiam się czy teraz jesteś zakłamana czy wtedy byłaś" już nie wspominając o docinkach dotyczących tego że np. spałam z narzeczonym w jednym pokoju na wyjeździe itp. Nie dociera, że człowiek się po prostu może zmienić, bez żadnego wyraźnego powodu. Według nich kiedyś byłam kryształowa, a teraz nie i tyle. Mój narzeczony też już podpadł z tysiąc razy, a to że za dużo pije (bzdura oczywiście), a to że za taksówkę nie zapłacił tylko ja (traktujemy te sprawy lekko, raz ja płacę raz on, nie przywiązujemy wielkiej wagi do kasy), a to że gbur i małomówny Eh mówię wam szkoda gadać..
            • demonsbaby Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 13:01
              indygoiblekit napisała:

              > > albo "zastanawiam się czy teraz jesteś zakłamana czy wtedy
              byłaś"
              odpowiedz zgodnie z prawdą "BYŁAŚ", wreszcie znalazłaś sens.
              • indygoiblekit Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 13:04
                Ale właśnie ja tego nie czuję w ten sposób- nie byłam wtedy zakłamana bo WTEDY
                tak właśnie uważałam, takie były moje poglądy, ale teraz też nie jestem, bo
                TERAZ moje poglądy się zmieniły. Nie rozumiem, czemu tak ciężko to pojąć. Dla
                mnie to ktoś z mojej rodziny mógłby być i ateistą, i Żydem, i muzułmaninem, ja
                bym wszystko zaakceptowała, jeśli ta osoba byłaby szczęśliwa. Nie rozumiem,
                czemu inni tak nie mogą...
                • demonsbaby Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 13:18
                  bo tak wygląda brak tolerancji i nagminne wykazywanie postawy "ja i
                  tylko ja mam rację". Twój cyrk, twoje małpy. Siostrze i rodzicom do
                  łóżka nie zaglądasz, więc poucz ich, (świadoma konsekwencji obrazy
                  ich majestatu, a tym samym fochów, przeklinania, zaklinania,
                  biczowania i palenia na stosie)że twoje łóżko, życie i twój świadomy
                  wolny wybór, czyli spadek nowego testamentu.
            • ibelin26 Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 13:03
              Metoda zdartej płyty - powtarzaj do znudzenia "to nie wasza/twoja
              sprawa"
            • velluto Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 19:54
              ale skąd twoja siostra wie o spaniu w jednym pokoju, czy twoich poglądach na
              antykoncepcję?

              po co zwierzasz się, czy mówisz o sprawach, które jej nie dotyczą, a których
              pojąć nie zdoła?
          • demonsbaby Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 13:04
            marianka_marianka napisała:

            >
            > Acha, a rozwód nie jest grzechem. Niech się douczą.
            według praw kanonicznych (czy jak to tam) jest. Wg Starego
            Testamentu - nie, ale tyklo w sytuacji gdy mąż dawał zonie list
            rozwodowy. A dalej przy "religii miłości" mówi się o wszeteczeństwie
            (Nowy Testament), a ten ma się wiązać ze zdradą i zboczeniach,
            reszta dość pogmatwana.
            • marianka_marianka Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 15:44
              Wg praw kościelnych rozwód nie jest grzechem.
              Grzechem rozwiedzionych jest najczęściej późniejsze cudzołóstwo, czyli pożycie z kimś, kto nie jest sakramentalnym mężem czy żoną.
        • velluto Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 19:51
          Kiedyś wierzyłam w św. Mikołaja - i co z tego? człowiek dojrzewa, poszerza
          horyzonty, uczy się, doświadcza - i zmienia poglądy.

          ja to nie mam cierpliwości do wysłuchiwania - walnęłabym siostrze, że jak jej
          nie pasuje to naprawdę nie musi się tak poświęcać zadając ze mną, degeneratką.
    • triss_merigold6 Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 13:36
      Rodzinie - kopa.
      W krótkich żołnierskich słowach wyjaśnij siostrze na czym polega
      dojrzałość do dokonywania samodzielnych wyborów światopoglądowych
      oraz, żeby się z łaski swojej odsmerfowała z uwagami.

      Między mną a moją siostrzą istnieje dramatyczna światopoglądowa
      różnica zdań na temat "czym jest praca i jakie potrzeby powinna
      zaspakajać". Po kilkukrotnym wysłuchaniu jak bardzo jestem
      nieambitna i się marnuję, zaczęłam mówić wprost wujkiem Staszkiem.
      Kończyło się zawieszaniem kontaktów na parę miesięcy ale PODZIAŁAŁO.
      • azalia21 Re: rodzina a odmienny światopogląd 17.02.10, 15:51
        Chyba jednak wybiorę metodę ignorowania. Nie chce mi się więcej strzępić języka, a do tego na próżno, bo wiem, że to nic nie da. W sumie to ona ma problem, nie ja.
      • bracialwieserce Tris_ marigold6 17.02.10, 18:28
        Racja, racja.
        • triss_merigold6 Re: Tris_ marigold6 17.02.10, 18:41
          Dodam jeszcze, że pracuję pełnoetatowo i zarabiam całkiem przyzwoite
          budżetowe pieniądze, mając czas na własne dziecko i życie osobiste.
          Siostra natomiast jest hiperambitną pracoholiczką, która kocha
          wyjeżdżać, intensywnie się dokształcać i orać na wysokich obrotach,
          samotna stara panna. Wolałabym odgryźć sobie głowę i ją zjeść niż
          tak funkcjonować.
          • bracialwieserce Re: Tris_ marigold6 17.02.10, 19:53
            Wiesz chodziło mi o to, żeby się"odsmerfowali" od niej. Co do Twojej siostry ja
            jej nie znam etc. - nie ona i jej problemy lub też ich brak są tego wątku
            problemem. Aczkolwiek myślę, że jeżeli ona z takimi wyborami jest szczęśliwa to
            dobrze dla niej. Są ludzie którzy chcieliby na tych "wysokich" obrotach tyrać/są
            tacy którzy już nie chcą/ tacy, którzy zazdroszczą ale nikt ich na te obroty nie
            chce { ja mam taka koleżankę która kasy by chciała mieć jak lodu, ale uważa, że
            pracownicy korporacyjni są żałośni - choć nikogo nie zna, kto by tam pracował -
            w wielkiej firmie i bardziej są to info "zasłyszane" niż prawdziwe/ z pierwszej
            ręki a jak wiadomo może być różnie}. Nie akceptujesz wyboru siostry/ uważasz, że
            pewne jego aspekty są złe/smutne etc. ok ale nie każdy np. uważa, że tak zwany
            model rodzina+mąż to jest ta opcja najbardziej pożądana. Może po prostu ona z
            różnych przyczyn niekoniecznie związanych z pracą nie chce z kimś być/ nie
            spotkała kogoś kto by ja zainteresował/kogo by kochała. Tak mi się nasunęło bo
            ludzie generalnie nie są tolerancyjni dla wyboru innych zwłaszcza jak wybór ten
            balansuje na granicy akceptacji takiego stylu życia. Ja także uważam, że są
            rzeczy ważniejsze niż praca ale pewnie jest inaczej jak robisz coś co lubisz. Co
            się wchodzi na jakieś forum ludzie nie cierpią swej pracy. Gdybym miała własny
            biznes lub bym wreszcie znalazła to co na 100% chcę robić w życiu sądzę, że tzw.
            "poświęcenie" wcale nie byłoby to dla mnie straszne jak bym pracowała nawet
            długo i do późna -to byłaby moja pasja. Pomijając światopogląd i odmienne
            spojrzenie na pracę/życie chyba Twoja siostra ma jakieś+cechy?

            Co do autorki wątku : nie daj się dziewczyno, Twoje życie a nie ich, tu
            religijność ma raczej opresyjny charakter i nie jest to prawdziwa wiara.
            • bracialwieserce Zapytaj siostrę 17.02.10, 19:56
              czy oprócz obgadywania, zastanawiania się co ludzie powiedzą i stwarzania
              pozorów wie ona co to miłosierdzie i tolerancja dla odmiennego zdania/sposobu
              życia - to ona jest hipokrytką i nie ma za grosz delikatności i wrażliwości!
              Stawiaj sprawy jasno -takie osoby lubią jak się im oporu nie stawia -włazić
              głębiej z butami w czyjeś życie.
            • triss_merigold6 Re: Tris_ marigold6 17.02.10, 20:04
              I na tym polega właśnie konflikt światopoglądowy - mamy inne
              temperamenty i inne priorytety, ja się w jej lifestyle nie wtrącam.
              Ustaliłyśmy pewien modus vivendi polegający na unikaniu tematów
              bardzo drażliwych.
              Pracoholizm uważam za nałóg i partnera pracoholika bym nie zniosła,
              podobnie jak ćpuna czy hazardzisty.
              Swoją pracę bardzo cenię i wykonuję z przyjemnością w godzinach 8-
              16.
              • indygoiblekit Re: Tris_ marigold6 18.02.10, 08:58
                No właśnie, ja w mojej siostry życie też się nie wtrącam. Jeśli sama mnie
                zapyta o radę, to oczywiście powiem, co myślę, ale nigdy sama z siebie nie
                krytykowałam jej za coś, co mi się np. nie podobało, skoro wiedziałam, że to są
                jej wybory. Moja siostra jest ogromnie przywiązana do mamy, chociaż to już
                dorosła kobieta i na pewno w pewien sposób przejęła jej poglądy i uważa je za
                jedyne słuszne. Ostatnio mi powiedziała, że jak taka będę, to mama przeze mnie
                zachoruje, a to już według mnie cios poniżej pasa..No ale postanowiłam, że się
                nie dam i będę robić swoje. Dzięki za opinie i odzew:) Pozdrawiam!
                • ibelin26 Re: Tris_ marigold6 18.02.10, 09:25
                  Poniższa mądrość życiowa nie jest moja - ktoś miał ją jako
                  sygnaturkę, pozwalam sobie zacytowaći polecam do stosowania.

                  "Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek,
                  jest wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i
                  takich, na które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii,
                  fochów, żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'"
    • twoj_aniol_stroz Re: rodzina a odmienny światopogląd 18.02.10, 13:33
      Przyznaję bez bicia, że całego wątku nie czytalam, więc byc może się
      powtórzę, albo wręcz przeciwnie :)
      Otóż powiem tak: to co dzieje się teraz u Ciebie to norma. Jesteś na
      etapie szukania swojej drogi w życiu - tej prawdziwej drogi, tej
      wybranej w pełni świadomie. Z wiarą to jest tak, że najpierw
      wierzymy, bo mama, czy babcia nas tego nauczyły, są rytuały,
      tradycja, jest dziecinne "ja nigdy/ja zawsze" - a później przychodzi
      życie i weryfikacja tego nigdy/zawsze. Dopiero człowiek dojrzały,
      życiowo mądry dowiaduje sie, że wiemy o sobie tyle co nas
      sprawdzono. Wiara to też element człowieka, który powinien dojrzeć.
      Dojrzały wybór, to swiadomy wybór. I Ty właśnie powoli to odkrywasz.
      Twoja siostra jeszcze jest na etapie nigdy/zawsze, ona ma żal, bo
      teraz sama musi zmagać się z dorastaniem w wierze. Teraz juz nie
      jest tak: starsza siostra tak wierzy, to znaczy, że to jest dobre,
      mam potwierdzenie, że robie dobrze. Ona ma teraz rozdźwięk i to
      budzi jej niepokój, stąd szantaż, stąd ciągłe pouczanie.
      Rzecz w tym, że świadomy wybór daje wolność. Kiedy przyjmuję
      świadomie i dobrowolnie jakeś zasady, kiedy mam za soba etap
      poszukiwań i dociekań, to wówczas te zasady nie jawią mi się jako
      dyby, jako zestaw dla masochisty - skoro dobrowolnie wybrałam, to
      przyjmuję wszystko, rozumiem i godzę sie na to. Tylko, że
      to "przyjmuję swiadomie" musi być poprzedzone poszukiwaniem,
      wątpliwościami, dyskusjami ze sobą samym lub innym mądrym
      człowiekiem :) A potem, kiedy już wybiorę to czuję sie wolna, już
      nie jestem niewolnikiem zakazów i nakazów, już rozumiem i wówczas
      wiem co jest tak naprawdę dobre, a co złe :)
      Siostra działa jeszcze na zasadzie bata, na zasadzie "przymuszę cię
      dla twojego dobra" - nie da się kogoś zmusić by wierzył. Każdy z nas
      musi indywidualnie tę drogę przejść. Co robić z siostrą? Spokojnie
      rozmawiać i tłumaczyć, że wiesz, że to wynika z troski o Ciebie, ale
      Ty jesteś dorosła i to jest Twoje życie i Twoje wybory.
      • indygoiblekit Re: rodzina a odmienny światopogląd 18.02.10, 14:34
        Dzięki,twoj_aniol_stroz
        Ja dokładnie tak to odbieram, jak napisałaś. Ja to wszystko rozumiem, tylko
        naprawdę czasem nie mogę powstrzymać irytacji, słysząc te ciągłe przytyki,
        pouczania, ciągłe pytania ale jak to możliwe a dlaczego a kiedyś tak a teraz
        inaczej..czasem już brak mi ochoty do spokojnej rozmowy, więc chyba jednak
        najlepszym wyjściem będzie ucinanie dyskusji. Chciałabym, żeby moja siostra
        porozmawiała z kimś mądrym i wreszcie zrozumiała. Dzięki jeszcze raz, czytasz w
        moich myślach:)
        • twoj_aniol_stroz Re: rodzina a odmienny światopogląd 18.02.10, 15:44
          No, z punktu widznia wiary to ona może jedynie z Nim porozmawiać tak
          by zrozumieć. Czasem człowiek jest tak strasznie zaślepiony, tak
          bardzo zawzięty, że nie dostrzega w swoim działaniu zła... To można
          całkiem często spotkać. Mój wujek tak bardzo zawściekł się na
          swojego syna za odejście od wiary, że nie przyszedł na jego ślub
          cywilny, nie odzywał się do niego, nie pozwalał na odwiedziny w
          swoim domu. Rozmawiali z nim różni ludzie: mądry ksiądz,żona,
          rodzina - jak grochem o ścianę. Dopiero Bóg mu pomógł i przypadkiem
          (rezyseria Pana Boga) spotkał swoją synową na spacerze z wnukiem. To
          był naprawdę rzadki zbieg okoliczności: ona poszła daleko na spacer,
          on jechał do domu z pracy, ale po drodze zatrzymał się, bo
          stwierdził, że posiedzi na ławce w parku i odpocznie... Nie wiem jak
          dokładnie wyglądało ich spotkanie, ale wiem, że dziś powtarza, że
          dopiro mając malucha na rękach oprzytomniał i zobaczył jak wielką
          krzywdę zrobił wszystkim wokoło nie wyłączając siebie.
        • sebalda Re: rodzina a odmienny światopogląd 18.02.10, 16:03
          Siostra jest młodziutka i nie rozumie, że jej utyskiwania moga przynieść
          odwrotny skutek. Ja mam w domu poważniejszy problem, bo moja córka od niedawna
          (ma prawie 19 lat) weszła na drogę zwątpienia, odrzucenia dogmatów, niemal
          niewiary i wiem, że moje tłumaczenie i nagabywanie tego nie zmieni, tylko ją
          zirytuje. Pozostaje mi jedynie się modlić o jej powrót do wiary; zostawiam ją w
          spokoju, do niczego nie zmuszam, daję jej wolną rękę. Powiedz siostrze, że skoro
          tak jej zależy na Twoim zbawieniu, to niech się modli, a Ciebie tymczasem
          zostawi w spokoju. Taką drogę pomocy zaleca Kościół, więc niech taką i ona
          obierze, skoro taka wierząca:)
          • indygoiblekit Re: rodzina a odmienny światopogląd 18.02.10, 16:25
            Dzięki za radę, tak zrobię:)
          • ibelin26 Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 06:55
            Jest wiele gorszych rzeczy, któr mogą się przytrafić człowiekowi
            niż "odejście od wiary"
            • sebalda Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 08:38
              ibelin26 napisała:

              > Jest wiele gorszych rzeczy, któr mogą się przytrafić człowiekowi
              > niż "odejście od wiary"

              Dla osób niewierzących albo takich, dla ktorych wiara jest kwestią nieistotną,
              byc może. Dla rodzica szczerze i świadomie wierzącego odejście od wiary wlasnego
              dziecka jest jednak bardzo bolesne. Troszczysz się o dobry byt dziecka,
              zapewniasz mu wszystko, co najlepsze w miarę swoich możliwości, chcesz mu dać
              dobry start w życie, uczysz mądrości i prawości, a przede wszystkim dbasz o
              rozwoj duchowy, a dla czlowieka wierzącego najważniejszym wymiarem tego rozwoju
              duchowego jest właśnie kwestia wiary i kwestia przyszłego zbawienia tegoż
              dziecka. O ileż trudniej to osiągnąć, odchodząc od wiary. Co nie znaczy, że
              uważam, że osoby niewierzące nie mają już prawa do zbawienia, jest to jednak
              nieporównanie trudniejsze właśnie. Stąd moja troska.
              U autorki wątku chodzi jedynie o niezgodę na pewne nakazy KK, u człowieka
              całkowicie odtrącającego i negującego Boga to jednak poważniejsza sprawa. Zatem
              może warto uświadomić to młodszej siostrzyczce. I uświadomić, że fanatyzm
              religijny jest odpowiedzialny za większość zbrodni mniej lub bardziej masowych
              na świecie, więc może jednak niech się odczepi ze swoimi uwagami.
              • ibelin26 Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 08:51
                Dziecko to nie komputer - nie da się go zaprogramować na określony
                (wyznawany przez rodziców) system wartości.
                Ja jestem ateistką i jeśli miałabym dziecko to chciałbym aby
                podzielało mój system wartości. Jednak ważniejsze było by dla mnie
                żeby moje dziecko było szczęśliwym człowiekiem, żyjącym w zgodzie ze
                sobą i własnymi przekonaniami. Nawet jeśli tych przekonań ja bym nie
                podzielała.
                • twoj_aniol_stroz Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 09:04
                  Sebalda napisała tak:
                  "wiem, że moje tłumaczenie i nagabywanie tego nie zmieni, tylko ją
                  zirytuje. Pozostaje mi jedynie się modlić o jej powrót do wiary;
                  zostawiam ją w spokoju, do niczego nie zmuszam, daję jej wolną rękę."
                  Myslę, że doskonale zgadzacie się swoim sposobie wychowania
                  dziecka. Natomiast odniosę się jeszcze do Twoich słów
                  wcześniejszych, że zdarzają się rzeczy gorsze niż odejscie od wiary.
                  Myślę, że wartościowanie w tym przypadku jest dziecinne. Tak jak
                  dzieci w piaskownicy licytują sie która rana większa, tak w tym
                  wypadku Twoja uwaga jest na pdobnym poziomie. Sebalda napisała
                  dojrzałą wypowiedź kogoś, kto będąc człowiekiem wierzącym, znajdując
                  szczęście w Bogu, pragnie szczęścia własnego dziecka i boleje nad
                  tym, że jego dziecko to szczęście odrzuca. Mądra mama pozwala na to
                  odrzucenie i Sebalda właśnie tak robi. Jest mądrą mamą, która pomaga
                  autorce wątku swoimi słowami -a właściwie nie tyle autorce wątku co
                  jej zagubionej siostrze. Ty pisząc te słowa umniejszasz ten ból
                  matki, lekceważysz go. To zrozumiałe, bo będąc ateistką nie
                  rozumiesz czym jest tęsknota za Bogiem i masz prawo do takiego
                  wyboru i takiego rozumienia świata, ale daj także innym prawo do
                  innego światopogladu i nie umniejszaj ich problemu.
                  • ibelin26 Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 09:33
                    Pisząc "gorsze rzeczy niż odejscie od wiary" miałam na myśli np.
                    popadnięcie w nałóg, przemoc w rodzinie, wejście w sektę, a więc
                    sytuacje które mogą przydażyć sie każdemu człowiekowi, niezależnie
                    od wiary lub jej braku. Niestety to w co wierzymy nie chroni nas
                    przed nieszczęściem.
                    • twoj_aniol_stroz Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 11:39
                      Ale to nadal jest licytowanie, zupełnie niepotrzebne moim zdaniem.
                      Odejście od wiary dla Ciebie nie jest dramatem, ale dla osoby
                      wierzącej jest i nie ma sensu umniejszać tego dramatu, tego bólu
                      pisząc, że są gorsze rzeczy.
                      Ostatnio ogladałam flm: "Życie ukryte w słowach" - bohaterka
                      przeszła piekło wojny bałkańskiej, ale mimo wszystko powstała, mimo
                      takich ran na jej drodze stanął człowiek, który pomógł jej podnieść
                      się, wrócić do szczęścia. Dramat tej dziewczyny z całą pewnością
                      jest większy niż dramat rodzica, którego dziecko popadło w nałóg,
                      tylko, że dla rodzica dziecka uzależnionego to dramat jego własnego
                      dziecka jest tym największym, dramat bohateki filmu owszem, jest
                      ważny, ale moje dziecko jest dla mnie najważniejsze.
                      • ibelin26 Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 12:18
                        Tak jak już napisałam, dziecka nie da sie zaprogramować i stety lub
                        niestety na wybory dorastającego czy dorosłego dziecka rodzice mają
                        czasem niewielki wpływ (niezależenie od trudu włożonego w
                        wychowanie). W mojej ocenie błędem jest traktowanie jako porażki
                        wychowawczej tego, że dziecko wybiera własną drogą (światopogląd,
                        zawód, partner). Co więcej wydaje mi się to wręcz nieuchronne, że
                        dziecko wybierze własny sposób na życie. Warto by się w tym miejscu
                        zastanowić czy sami żyjemy tak, jak tego pragnęli/pragną nasi
                        rodzice.

                        W poście autorki uderzyło mnie to, że jej siostra nie może się
                        pogodzić tym, że dziewczyna wybrała własny sposób na życie i jest
                        szczęśliwa i spełniona, mimo że sposób ten odbiega od wartości
                        wyznawanych przez siostrę. Tak jakby siostra posiadła monopol na
                        receptę na szczęśliwe życie.
                        • twoj_aniol_stroz Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 12:32
                          Rozumiem o czym piszesz, ale ja zupełnie co innego Ci tłumaczę.
                          Sebalda nie traktuje watpliwości swojej córki jako porażki
                          wychowawczej, tylko jako normaln etap w życiu kazdeg wierzącego
                          człowieka i to jest oczywiste. Ja cały czas tłumaczę Ci, że pisane,
                          że bywają gorsze rzczy od wątpliwości w wierze wartościujesz
                          problemy, a tego nie należy robić. Umniejszasz w ten sposób problem
                          Sebaldy, a to jest działanie kompletnie bez sensu.
                          • ibelin26 Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 13:26
                            Zgadzam się z Twoimi argumentami, z jednym zastrzeżeniem.
                            Wątpliwości i poszukiwanie to normalny etap w życiu dojrzewania, coś
                            z czym zmierzy się pewnie każdy rodzic, nie tylko wierzący. I
                            jeszcze jedno – nie każdy wybór i nie zawsze jest ostateczny. Piszę
                            to z perspektywy własnych doświadczeń, ale nie o utratę wiary tu
                            chodzi. Trzeba uznać, że każdy – w tym osoby nam bliskie będą
                            podejmować takie wybory, których nie akceptujemy i na które nie
                            mamy wpływu i mieć nie możemy. To czy uznamy za dramat czy za
                            nieodłączny element życia zależy tylko od nas.
                • sebalda Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 11:22
                  >ibelin26 napisała:
                  > Ja jestem ateistką i jeśli miałabym dziecko to chciałbym aby
                  > podzielało mój system wartości. Jednak ważniejsze było by dla mnie
                  > żeby moje dziecko było szczęśliwym człowiekiem, żyjącym w zgodzie ze
                  > sobą i własnymi przekonaniami. Nawet jeśli tych przekonań ja bym nie
                  > podzielała.

                  Chyba nie będziemy się licytowały, ktora z nas bardziej by ubolewała na
                  odmienności światopoglądowej naszych dzieci od naszych własnych światopoglądów:)
                  Jednak my (katolicy) mamy więcej do stracenia: życie wieczne, spotkanie z naszym
                  Bogiem. Jeśli Twoje dziecko obierze drogę wiary, w sumie nic nie traci.
                  Oczywiście, że chcę, żeby córka była szczęśliwym człowiekiem i zyła w zgodzie ze
                  swoimi przekonaniami, powiem więcej, ona może tak żyć, być dobrym człowiekiem i
                  mimo odejścia od Kościoła zasłuzyć na życie wieczne w Bogu, niemniej będzie to
                  dla niej dużo trudniejsze. Zapewniam Cię, że niczego nie chcę programować,
                  narzucać, dlatego właśnie nie podejmuję żadnych działań oprócz modlitwy, a tego
                  raczej za narzucanie chyba uznać nie można.
          • twoj_aniol_stroz Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 09:12
            Sebaldo, polecam Ci Św Monikę :) Ona doskonale rozumie Twoją troskę
            i na pewno będzie wsparciem w modlitwie i ciężkich chwilach :)
            Myślę, że jak we dwie zaczniecie się modlić to będzie to bardzo
            skuteczne, a Ty będziesz miała przyjaciółkę, która zrozumie i
            wesprze w trudnych chwilach :)
            shalom83.bloog.pl/d,,id,4127032,m,stycznia,r,2009,title,swMonika,index.html?ticaid=69aba
            • sebalda Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 11:32
              Drogi Aniele stróżu, dziękuję za zrozumienie i za św. Monikę:) Córka jest na
              szczególnym etapie życia, to całkiem naturalne, że ma chwile zwątpienia, któż
              ich nie ma, czasami to nawet lepsze niz bezmyślne, bezrefleksyjne odprawianie
              rytuałów, mam nadzieję jedynie, że przejściowe. Ona teraz podchodzi do spraw
              wiary w taki czysto racjonalny sposób i to ją jakoś zraża. Zgodziła się
              rozpocząć korespondencję z moim znajomym, który jest wybitnym matematykiem,
              niezwykle inteligentnym i oczytanym młodym człowiekiem, delikatnym, wrażliwym,
              przy tym bardzo racjonalnym, a jednocześnie głęboko wierzącym i mam nadzieję, że
              może on pomoże jej rozwiać niektóre wątpliwości. Dopiero zaczęli, zobaczymy.
              • twoj_aniol_stroz Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 11:43
                Pan Bóg jej pomoże, być może natchnie tego matematyka, być może
                postawi na drodze kogoś jeszcze, ale na pewno nie zostawi samej :)
                Mnie nie zostawił choć bardzo nabroiłam, a co dopiero miałby
                zostawić dziewczynę, która po prostu ma wątpliwości. Dobrze, że je
                ma, bo jak sama się z nimi zmierzy, to potem będzie silniejsza. Co
                nas nie zabije to nas wzmocni :)
                Trzymaj się Dzielna Mamo, wierz i ufaj i zobaczysz, że będzie
                dobrze :)
              • ewik35 Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 12:08
                Sabalda.... Był kiedyś w moim życiu chłopak, którego bardzo
                kochałam... dałam mu wiele...Odrzucił mnie, bo moja "wiara".. nie
                była taka dogmatyczna i zgodna z KK.. (nie odrzucam Boga... bardzo
                cenię wartości chrześcijańskie..poszukuję... ale nie umiem się
                wpasować w dogmaty KK a nie chce robic szopki - bo to chyab jeszcze
                gorsze). Bardzo mnie zranił na wiele lat tym odrzuceniem, choć
                staram się go zrozumieć. Jako osoba bardzo wierząca nie mógłby by
                być pewnie szczęśliwy z osobą taką jak ja....Niemniej jednak na
                podłożu emocji.... poczułam się bardzo niesprawiedliwie
                potraktowana. Czy to zasługuje na Zbawienie?. A czy moja postawa nie
                zasluguje ? Kto to wie.... Czy wykładnią jest pisane słowo KK czy
                głos serca i sumienia. To sa tak delikatne sprawy, że proponuję...
                szanować wybory innych i cieszyć się tym, że sa zdrowi i realizują
                swoje zycie godnie i w poszanowaniu bliźniego.
                • ewik35 Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 12:25
                  Sebald. Powiem jeszcze... że .... byłoby super gdyby córka odnalazła
                  ta prawdziwę wiarę.... Ale czasem trwa to całe życie, czasem krócej,
                  a czasem wogóle nie przychodzi pomimo prób zbliżenia się do Boga.
                  Nikt nie jest tu winien... i nikt nie powinien rozpaczać. Ale nie
                  odrzucaj emocjonalnie swojej córki, jak matematyk nic nie wskóra ;).
                  Ciesz się córką... patrz jak się rozwija, kwitnie, jak nie powiela
                  ślepo wzorców. To co zasiałaś kiedyś napewno nie zniknie. Może nie
                  przejawi się w posłuszeństwie z dogmatami KK i literalnym
                  rozumieniem Boga, ale w otwartym sercu. Dlaczego uważasz, że ma
                  drogę zamknięta lub sobie ją zamyka?
                  • sebalda Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 12:38
                    Rozumiem, że te sprawy traktuje się bardzo emocjonalnie, ale Ewik droga, ja
                    kilka razy pisalam, że moim zdaniem ludzie niewierzący też moga być zbawieni,
                    tylko im trudniej. Oczywiście, że mam nadzieję, że corkę wychowałam na dobrego
                    człowieka, ktory wcale nie musi tez być dobrym katolikiem, żeby byc prawą osobą.
                    I przysięgam, że nie martwiłoby mnie to, gdyby nie zgadzala się z pewnymi
                    nakazami czy zakazami Kościoła, nie zmałamałoby mnie nawet, gdyby od Kościoła w
                    sensie organizacyjnym, praktycznym odeszła, ale tu idzie o zwątpienie całkowite,
                    zwatpienie w istnienie Siły Wyższej, a to już jako osobe wierzącą z głębokiego
                    przekonania jednak boli.
                    Nienawidzę z calego serca braku tolerancji, ludzi, ktorzy wartościują, oceniają,
                    potepiają inne osoby za ich wiarę lub jej brak, a juz szczególnie nienawidzę
                    fanatyków. Z literatury i filmu nie raz poznajemy fanatycznych ojców, ktorzy
                    wychowują swoje dzieci w ślepej dyscyplinie surowości religijnej. To zawsze
                    rodzi wiele zła i zawsze kończy się tragicznie. Bardzo mi zależy, żeby nikt
                    nigdy nie pomyślał o mnie, że chcę coś narzucić dziecku albo że jej zmiana
                    światopoglądu kiedykolwiek zmieni moj stosunek do niej. To absolutnie cudowna
                    dziewczyna, z ktorej jestem wyjątkowo dumna i tak pozostanie zawsze.
                    • indygoiblekit Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 12:55
                      Sebalda, masz do tego bardzo mądre i dojrzałe podejście. Żałuję, że moja rodzina
                      pewnych spraw nie potrafi zrozumieć. A już po prostu teksty mamy typu musisz być
                      kryształowa, tak jak kiedyś, nie tak cię wychowałam, nie takie wartości ma nasza
                      rodzina doprowadzają mnie do szału. Najgorsze, że z nią nie ma rozmowy, liczy
                      się tylko to, co ona myśli i tylko to jest słuszne. Na większość tematów nie
                      mogę z nią porozmawiać, bo prędzej czy później ujawni się różnica poglądów i
                      zostanę uznana za niemoralną czarną owcę. Ja mam w sobie wiarę, ale nie potrafię
                      ślepo podążać za nakazami kościoła i nic na to nie poradzę, a zmuszać się nie
                      będę. Dochodzi do tego, że czasem mam ochotę skłamać, że np byłam w kościele,
                      niż wysłuchiwać litanii wymówek.
                      • twoj_aniol_stroz Re: rodzina a odmienny światopogląd 19.02.10, 13:20
                        No zaraz, zaraz. Nie ma ludzi kryształowych, nie ma i nigdy nie
                        będzie, bo człowiek ze swej natury jest słaby, grzeszny. Gdyby tak
                        nie było to ofiara Pana Jezusa nie miałaby krztyny sensu! Święci
                        przez wieki nie byli świętymi dlatego, że byli kryształowi - tak
                        chcą ich widzieć biografie polukrowane tak, że się niedobrze robi.
                        Święci byli takimi samymi grzesznikami jak my, byli tak samo słabi
                        sami z siebie, to Moc Chrystusa, to Jego Siłą pozwoliła im stać sie
                        świętymi. To co ci święci robili, to ufali Bogu, to oddawali Mu
                        każdy upadek, każdą słabość i podnosili się i szli dalej. To jedyna
                        droga. Sam człowiek się nie zbawi, sam nie ma szansy, nie zapracuje
                        na zbawienie, tego nie da się zrobić. To nie jest tak, że ja jestem
                        dobrym człowiekiem, bo chcę zasłużyć na zbawienie. Jestem dobrym
                        człowiekiem, bo kocham Jezusa, bo z miłości do niego chcę stawać się
                        lepsza, bo nie mam nic co mogłabym Mu dać - mogę jedynie brać i
                        dziękować. Może właśnie w tym Twoim kryzysie jest szansa dla Twoich
                        rodziców i dla siostry - szansa na zrozumienie Miłości Bożej a nie
                        litery Prawa Bożego? Oni tego nie rozumieją, oni zapracowują na
                        zbawienie, wymachują batem przykazań, nakazów, zakazów i postów, a
                        to NIE TAK! Dziś jest piękne czytanie ze Starego Testamentu:
                        (Iz 58,1-9)
                        To mówi Pan Bóg: Krzycz na całe gardło, nie przestawaj! Podnoś głos
                        twój jak trąba! Wytknij mojemu ludowi jego przestępstwa i domowi
                        Jakuba jego grzechy! Szukają Mnie dzień za dniem, pragną poznać moje
                        drogi, jak naród, który kocha sprawiedliwość i nie opuszcza Prawa
                        swego Boga. Proszą Mnie o sprawiedliwe prawa, pragną bliskości Boga:
                        Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Tyś
                        tego nie uznał? Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie
                        zajęcie i uciskacie wszystkich waszych robotników. Otóż pościcie
                        wśród waśni i sporów, i wśród bicia niegodziwą pięścią. Nie pośćcie
                        tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości.
                        zyż to jest post, jaki Ja uznaję, dzień, w którym się człowiek
                        umartwia? Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem
                        za posłanie - czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu? Czyż nie
                        jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła,
                        rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie
                        jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom
                        biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie
                        odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza
                        i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię
                        będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan
                        odpowie, wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: Oto jestem!

                        Może warto by oni sobie to uświadomili?
Pełna wersja