mar-y88
24.02.10, 19:57
Nienawidzę mojego życia, które nie jest życiem tylko chorą pustką,
trwaniem w nicości. Mimo tego że go nienawidzę to nie jestem wstanie
niczego w nim zmienić. Nienawidzę ludzi od których słyszę, że to ja
odpowiadam za to jak się czuję. Do cholery czy mnie ktoś pytał o
zdanie jak Marcina stratował ten cholerny pierdolony pijak?
Nienawidzę człowieka, który zabił mojego męża (prawie męża). Może
nieświadomie, ale go zabił i nie udzielił pomocy. Teraz ja z całego
serca pragnę zabić jego. Chętnie bym popatrzyła jak cierpi, tak jak
cierpiał Marcin. Powinie odejść w potwornych męczarniach na oczach
tłumu który by się cieszył z jego śmierci, a ja cieszyłabym się
razem z nimi i to byłaby jedyna szczera radość od roku. Dlaczego On
przeżył? dlaczego do cholery. Nie zasługuje na to życie.
Nienawidzę cholernie nienawidzę połowy, albo jeszcze większej części
naszej ludzkości. Nienawidzę ludzi, którym się udaję, którzy są
kurwa szczęśliwi tak jak ja kiedyś byłam. Nienawidzę ich z czystej,
chorej, podłej i cholernie szczerej zazdrości. Nie potrafię słuchać
o ludziim szczęściu, o miłości, mam ochotę wydrapać oczy wszystkim
którzy nie rozumieją mojego bólu. Nienawidzę tych wszystkich którzy
się trzymają za rękę, uśmiechają do siebie całują, przytulają, idąc
ulicą mam ochotę wepchnąć jednego pod tramwaj, żeby drugi cierpiał,
żeby w jednej sekundzie odebrać mu to całe szczęście tak jak mi je
odebrano.
I nienawidzę siebie i mojej nienawiści. Nie umiem się jej wyzbyć.
Tak jak nie umiem żyć po mimo bólu i pustki po stracie Marcina.
Przeraża mnie mój egoizm, nie poznaję samej siebie. Nie rozumiem
dlaczego tak myślę, mówię dlaczego to piszę dlaczego CZUJĘ takie
cholerne i obrzydliwe rzeczy.