czy to juz koniec..

26.02.10, 13:10
ciężko zebrać myśli i napisać o tym co się dzieje ale zależy mi na opinii osób
postronnych i dlatego spróbuję - może ktoś podtrzyma na duchu..
znamy się z mężem juz przeszło 10 lat małżeństwem jesteśmy od 8. Wydawało mi
się że dobrze do siebie pasujemy i mamy podobne poglądy na życie. 4 lata
urodziło nam sie dziecko chciane wyczekiwane i ogólnie cudowne. Od jego
pojawienia się na świecie nasze życie się zmieniło, bo zawsze sie zmienia i
zostało całkowicie podporzadkowane jemu.Zdawałam sobie sprawę , że trzeba
zacisnąc pasa ale potem bedzie lepiej
Ostatni rok był dosc cięzki dla naszego związku - ciężko nam było sie dogadać,
mąz odsunął sie ode mnie, oddalił też emocjonalnie i fizycznie. wiedziałam, że
cos sie dzieje, że jest nie dobrze ale składałam to na karb jego bardzo
stresujacej pracy, braku czasu i mozliwości zorganizowania sobie czasu tylko
we dwoje. Miałam nadzieję że damy rade rozwiązac nasze problemy. Mąz unikał
rozmów. doszło do konfrontacji i dostałam na twarz wiadomośc, że rzeczywiście
on tez ma świadomośc naszego oddalenia i wg niego zaczęło sie to juz 3 lata
temu (przez cały ten czas ani razu nie spróbował nawet rozmawiać)i na ta
chwilę to on mnie już nie kocha, nie jestem dla niego atrakcyjna fizycznie.
przyznał sie do zdrady jakis czas temu. nie musze mówić że świat mi się
zawalił że nie spodziewałam sie kompletnie czegos takiego. Zaczełam drążyc
temat - no i co dalej, (odp. nie wiem) jaki masz pomysł na dalsze życie twoje,
czego pragniesz (odp. nie wiem), na co liczysz zostając ze mną (odp dobre
pytanie nie wiem), czy proponujesz mi układ ( bez odpowiedzi)Miałam wrażenie
że oczekuje ode mnie decyzji i żebym powiedziała no to koniec wyprowadz sie i
czesć - ale zebym to ja to powiedziała! Zapytał a moze na probe sie wyprowadzę
na 3 miechy 6 lub dłuzej - na to ja że dla mnie wyprowadzka jest równoznaczna
z formalnym końcem bo dziecku wody z mózgu robic nie chcę.
pogubiłam sie kompletnie - najgorsze to ze ja go kocham, ale czuje potworny
żal i tak na prawdę nie wiem na co liczę. przeciez nie zakocha sie ponownie w
osobie która nie ma juz przed nim tajemnic która zna tak długo. Rozum
podpowiada mi że im wczesniej podejmę decyzję tym lepiej bedzie dla mnie, dla
mojej psychiki i stabilności
pozdrawiam
    • ancl2009 Re: czy to juz koniec.. 26.02.10, 14:55
      Jestem facetem, ale w bardzo podobnej sytuacji do Twojej... niestety.
      Ja też nadal kocham swoja żonę i pomimo wszystkiego co się stało
      chciałbym być z nią nadal. Próbujemy, ale niestety nie jest to
      łatwe... Czasami mam wrażenie, że tylko dla mnie zależy na naszym
      związku. Ale nie mam zamiaru poddać się i będę starał zrobić się
      wszystko aby odbudować nasz związek. Oczywiście zdążyłem popełnić już
      kilka błędów na tej nowej drodze. Przede wszystkim na początku
      skupiłem się głównie na swoim bólu i to był bardzo duży błąd, który
      doprowadził nas niemal do rozstania.
      Moja rada dla Ciebie: jeśli chcesz nadal być razem ze swoim mężem
      walcz, ale pamiętaj że wymaga to dużej wytrwałości. Ja jednak uważam,
      że warto. Ale musisz zadać to pytanie sama dla siebie i uczciwie na
      nie odpowiedzieć... Powodzenia!
    • nick_ze_hej Re: czy to juz koniec.. 26.02.10, 16:50
      4 lata
      urodziło nam sie dziecko chciane wyczekiwane i ogólnie cudowne. Od jego
      pojawienia się na świecie nasze życie się zmieniło, bo zawsze sie zmienia i
      zostało całkowicie podporzadkowane jemu.


      Czy naprawdę, aby być dobrym rodzicem, trzeba rezygnować z własnego życia? Potem
      płacz i szlochy, że partner oddalił się tak bardzo, że nie ma już powrotu, a
      dziecko-"bożek" zamiast pełnej kochającej się rodziny ma nieszczęśliwą porzuconą
      matkę i ojca na dochodząco. A wystarczyło pamiętać. że się jest także żoną.
      • sebalda Re: czy to juz koniec.. 26.02.10, 17:04
        Bo to zawsze oczywiście jest wina kobiety, że się odsuwa od męża, jak się
        dziecko pojawia, mąż wcale, ale to wcale nie ponosi winy. Czyżby?
        • verdana Re: czy to juz koniec.. 26.02.10, 17:14
          Zwykle nie. Ale jeśli nie oboje, a matka przyjęła zasadę, ze dziecko
          ma być absolutnym centrum rodziny i całe życie musi być
          podporzadkowane tylko dziecku - to w czym winę ponosi mąż? Nie
          bardzo ma wówczas możliwość manewru, bo albo okaże się w oczach żony
          złym mężem, albo złym ojcem.
          • sebalda Re:Typowy schemat 27.02.10, 12:49
            Uważam, że to nie jest tak, że po urodzeniu dziecka kobieta całkowicie się na
            nim fiksuje i automatycznie odstawia na boczny tor męża. Jaki to mialoby sens?
            Przecież w takiej chwili mąż, ojciec jest szczególnie potrzebny.
            Obserwuję stały motyw. Mlodzi ludzie się pobierają. Kobieta ma zakodowane, że ma
            być dobrą żoną, stara się, zabiega o szczęście małżonka na różne sposoby.
            Najprostszy sposób to wykazanie się w domu. Domek jest czysty, wysprzątany, a po
            powrocie z pracy ciepły obiadek ugotowany i podany. Potem upojna noc.
            Rodzi się dziecko. Siłą rzeczy życie się nieco zmienia. Noworodek jest naprawdę
            absorbujący, zwłaszcza w pierwszych miesiącach, tak do roku. Kobieta z natury
            jest skłonna do poświęceń i koncentruje się na takim wymagającym stałej troski
            dziecku kosztem swojego snu, odpoczynku, wolnego czasu, ale też kosztem porządku
            w domu i gotowania ciepłych posiłków. Mąz wraca z pracy i co widzi? Koty po
            kątach, góra ciuchów do prania, niewyprasowane koszule i obiad jeszcze
            niegotowy, a przecież żona siedzi cały dzień w domu, ma czas. Mąż niezadowolony,
            żona lekko zestresowana i kłótnia gotowa. Noc oczywiście już nie taka jak
            przedtem, bo nie dość, że żona zmęczona (nie wiadomo po czym, przecież cały
            dzień siedzi w domu), to jeszcze obrażona, że zwrócił jej uwagę na temat
            balaganu w domu. Aaa, prawda, miałem jej pomóc wykąpać dziecko, ale przecież w
            sytuacji, kiedy się pokóciliśmy, chyba sobie nie wyobrażała, że jej pomogę.
            I tak przez jakiś czas, żona zmęczona, smutna, niechętna, ciągłe scysje, seks
            przestał ją interesować, no i ciągle przy tym małym. Odsunęła się od wiecznie
            niezadowolonego męża, dziecko stało się dla niej najważniejsze. Fakt, nie
            pomagam jej, ale jak ona taka ciągle naburmuszona, to nie będę się starał, mam
            to gdzieś.
            I jak kobieta, widząc takie nastawienie męża, ma go nadal stawiać na pierwszym
            miejscu. Nie dość, że nie okaże choć odrobiny tak przecież potrzebnego w tych
            miesiącach zrozumienia i wsparcia, to jeszcze palcem nie ruszy w domu, wszystko
            jest na jej głowie, a on wiecznie niezadowolony, napastliwy, obrażony. No
            kurcze, w konkurencji z takim to jednak dziecko wygrywa. Wystarczyłoby, gdyby
            okazał choć trochę zrozumienia, czasami pomógl i odciążył przemęczoną kobietę,
            przecież ten okres nie trwa wieki. Jak mamy trudny egzamin albo ważny projekt w
            pracy też pracujemy na wyższych obrotach, zarywamy noce, dajemy z siebie
            wszystko, potem to mija i możemy wrócić na dawne, spokojniejsze tory. Podobnie
            rzecz się ma z dzieckiem (no może nieco dłużej to trwa), ale naprawdę nie trzeba
            dużo, żeby kobieta nie tylko nie odwróciła się od męża, ale wręcz poczuła z nim
            większą więź dzięki temu, że w trudnych chwilach był dla niej wsparciem i
            pomocą. Ale przeciętny mężczyzna tego nie rozumie, tym bardziej, że był
            przyzwyczajony do czegoś zupełnie innego zaraz po ślubie. Zatem rzeczywiści, to
            kobieta jest winna.
    • szachula30 Re: czy to juz koniec.. 26.02.10, 18:09
      Najgorzej jest, jeśli facet zdążył sobie "wybetonować" w głowie
      poglądy na temat rozstania, braku miłości, końca związku. Szkoda, że
      nie rozmawialiście wcześniej, kiedy można było jeszcze coś ratować,
      rozmawiać, próbować zmienić. Z tego co piszesz, mąż już nie chce
      dłużej ciągnąć związku, nie chce niczego ratować, nie kocha Ciebie.
      Niestety smutna prawda jest taka, że niezależnie jak bardzo go
      kochasz Ty - jego do miłości nie nakłonisz. Chyba na Twoim miejscu,
      pozwoliłabym po prostu mu odejść i spróbować inaczej ułożyć sobie
      nowe życie.
      Szkoda, że życie podporządkowałaś dziecku, bo tak naprawdę wszyscy
      członkowie rodziny są ważni, nawet, gdy pojawia się w niej ktoś nowy.
      • tofcio Re: czy to juz koniec.. 26.02.10, 18:20
        przeczytałam uwaznie wasze posty - dziekuję. Ale - absolutnie nie
        podporządkowałam życia dziecku i nie byla to typowa sytuacja kiedy
        odpycha się partnera bo dziecko jest najwazniejsze. Napisałam tylko
        że rzeczywiście był problem ze zorganizowaniem sobie czasu tylko we
        dwoje bo nie było co z Młodym zrobić.
        Problem jest z tym że gdy rozmawiasz z człowiekiem który wypomina ci
        rzeczy sprzed 2,3 lat - to co teraz mozna zrobić jak mozna sie
        bronić??
        ponadto - ktoś napisał pozwól mu odejść. Wkurza mnie to że on
        oczekuje ode mnie tego że powiem odejdz a sam takiej decyzji podjąc
        nie może. postanowiłam że nie ułatwię mu tej decyzji bo to czy
        zostaje czy odchodzi to musi być jego własna decyzja!!
        • tully.makker Re: czy to juz koniec.. 26.02.10, 22:05
          To sa 2 sprawy - czego ty chcesz- czy uratowania malzenzstwa, czy
          tez nie, oraz wziecie odpowiedzialnoscio za decyzje.

          Mozesz przeciez powiedziec mezowi - rob jak uwazasz, kochanie. Nie
          masz obowiazku dzieclic sie swoimi uczuciami czy prgnieniami z
          czlowiekiem, ktory cie zdradzil i nie darzy cie uczuciami.

          Zastanawia mnie, ze nie czujesz zadnego niewu, mac cie zdradzil,
          najpewniej wyprowadza sie do kochanki, mezczyzni nie odchodza w
          pustke. A ty nic? nawet jesli jestes czesciowo odpowiedzialna za to,
          co sie stalo, to nieladnie jest zdradzac zone, bez uporzedzenia
          zwlaszcza, ze w zwiazku nam sie nie podoba.
        • czarne_wino Re: czy to juz koniec.. 27.02.10, 19:54
          tofcio napisała:
          postanowiłam że nie ułatwię mu tej decyzji bo to czy
          > zostaje czy odchodzi to musi być jego własna decyzja!!

          i tak trzymaj! to on sie odkochal, nie Ty i to jest wylacz nie jego
          problem, co z tym zrobi. Ty juz nie masz na to wplywu,choc, moze on
          po cichu oczekuje jakis heroicznych zachowan z Twojej strony?
          mam podobna sytuacje do Twojej,tyle,ze 2razy dluzszy staz,ale
          schemat podobny. oswajam sie z ta sytuacja i ukladam sobie w glowie
          plan na dalsze zycie sama. nie rozmawialismy,ale mysmy juz wszystko
          sobie powiedzielei przez te lata. tyle razy sie odgrazal,ze
          odejdzie, a teraz siedzi za sciana i nie wiem, o czym mysli.tez moze
          uklada swoj plan. jesli moge radzic to jesli on nie podejmie decyzji
          w ciagu np. pol roku to zrob to Ty. dla siebie , a przede wszystkim
          dla dziecka.
    • demonsbaby tofcio 26.02.10, 22:29
      o ile się nie we wszystkim zgadzam z tully tak teraz konkretnie nakreśliła ci
      problem i zwróciła uwagę na twoją bierną postawę. Zdrada to najgorszy z
      możliwych ciosów w życiu człowieka. Nie ma tłumaczenia, że "ktoś nas do tego
      popchnął" (najlepsza manipulacja, głównie w wykonaniu facetów: "zdradziłem cię
      przez ciebie" bzdura do sześcianu).
      Pytanie co dalej?
      Chcesz z tym żyć (poczuciem krzywdy również)razem z mężem to albo terapia albo
      rozstańcie i podejmijcie po rozstaniu decyzję: rozwód / separacja lub ciągnięcie
      wóz dalej.
      • sunny-bunny Odpowiedz sobie na pytanie 27.02.10, 13:18
        Odpowiedz sobie na pytanie czy po tym co usłyszałaś potrafisz być z tym
        człowiekiem i co najważniejsze BYĆ SZCZĘŚLIWA?? Uwierz mi choć w tym momencie
        masz w głowie kurczowe tak chce być kiedyś przyjdzie chwila otrzeźwienia i do
        głosu dojdzie żal i pytanie co ja zrobiłam?? Wiem to po sobie... Kopnęłam mojego
        ex w dupę po wielu latach bycia razem, mamy wspólne dziecko tez 4lata i chyba
        teraz wiem co to szczeście... Oczywiście u Ciebie moze być inaczej i może
        jeszcze uda się stworzyć szczęśliwą rodzinę, ale jeśli ja mam wyrazić swoje
        zdanie i co ja bym zrobiła to mając obecne doświadczenie kopnęła bym go w
        4litery ale to tylko moje zdanie
        • tofcio Re: Odpowiedz sobie na pytanie 27.02.10, 15:04
          Macie rację to co czuję to na pewno nie jest gniew. To jest jakis
          taki żal, ze mnie oszukał i oczywiście nie muszę wspominać,że obdarł
          mnie tym z poczucia wartości kobiecej, wypalił mi w środku dziurę
          która pali żywym ogniem. Kiedys mi się wydawało, że nigdy bym zdrady
          nie wybaczyła, że od razu fora ze dwora. Ale dzisiaj wiem ze nawet
          zdradę mozna wybaczyć chociaż nigdy jej się nie zapomina.
          Aha ja nie mam watpliwości, że chcę ratować nasz związek ale gdy
          jedna strona chce a druga nie wie czy tego chce no to co można
          zrobić. Ja mogę poczekac na jego samookreslenie ale boje się ze może
          to trwac tak długo że póxniej bede juz wrakiem.
          • mwiktorianka Re: Odpowiedz sobie na pytanie 27.02.10, 17:55
            Mysle,ze w całej tej sytuacji najgorszy jest fakt,że maz juz Cie nie kocha-jak
            powiedzial.W zyciu zdarza sie wiele róznych sytuacji,których przewidziec sie nie
            da,sa rózne zkrety,popełnia sie wiele bledów, jesli dwoje ludzi zbładzi,ale jest
            milosc to mozna na tej bazie wiele zdziałac.Nie wiem,czy twój maz rzeczywiscie
            Cie juz nie kocha,czy po prostu tak bardzo pogubil sie w tym wszystkim,ze
            kompletnie nie wie co czuje i czego chce.Ja mysle,że jego wyprowadzka to nie
            jest najglupszy pomysl,wiem,ze dobro dziecka itd,ale w ogólnym zarysie wydaje mi
            sie,ze to mniejsze zło niz całkowite i definitywne rozstanie,a to bedzie jeszcze
            gorsze dla dziecka.Niech wyprowadzi sie na m-c z dala od ciebie bedzie mial czas
            na przemyslenie całej sytuacji na spokojnie.Miotajac sie razem(obok siebie) nie
            dojdziecie do zadnych konstruktywnych wnioskow.A i dziecku taka atmosfera nie
            wyjdzie na dobre.Gdyby on byl pewien czego chce sytuacja wygladałaby nieco
            inaczej.Z tego co napisałas mam wrazenie,ze po 1.On chce ciebie obciazyć
            wina(przynajmniej w wiekszym stopniu niz iebie) za zaistniała sytuacje,po
            2.Oczekuje od Ciebie podjecia decyzji za Was oboje(w razie czego to Ty tego
            chciałas).Niech sam w spokoju pomysli czego chce i niech sam za siebie podejmuje
            decyzję.W mojej ocenie,poniewaz słowa o braku miłosci wyszly z jego strony to on
            powinien jasno okreslic co proponuje i jak to widzi,Ty mozesz sie na to zgodzic
            lub nie.Pozdrawiam i zycze duzo siły.
            • mwiktorianka Re: Odpowiedz sobie na pytanie 27.02.10, 18:02
              Dodam jeszcze,ze nie wiem,czy po takim wyznaniu potrafiłabym jeszcze być z
              facetem,to co powiedzial jest berdzo upokarzające.Był szczery do bolu,a przy tym
              chcial Cie zranic.Paskudne to z jego strony.
            • sunny-bunny Re: Odpowiedz sobie na pytanie 27.02.10, 18:10
              popieram cię mwiktorianka. A do autorki postu pamiętaj facet docenia to co
              stracił nie to co ma...
              • czarne_wino Re: Odpowiedz sobie na pytanie 27.02.10, 20:04
                mwiktorianka ma racje, on chce obciazyc ciebie skutkami decyzji. tak
                sobie skojarzylam ,ze moj maz chyba dlatego tez nie podejmuje
                zadnych krokow, jednoczesnie lekcewazac mnie i zyjac osobno, bo
                chce, abym to ja wyszla z inicjatywa rozwodu. z drugiej strony, jaka
                to satysfakcja dostac od meza pozew? chyba lepsza wreczyc...
            • tofcio Re: Odpowiedz sobie na pytanie 28.02.10, 09:25
              żeby rzeczywiście mógł byc z dala ode mnie to musial by być takze z
              dala od Małego a tego robić dziecku nie chce. Wydaje mi sie że to
              byłaby dla niego sytuacja kompletnie nie zrozumiała. dlatego stawiam
              sprawę w ten sposób jezeli sie wyprowadzasz to znaczy że podjałeś
              decyzje i zdajesz sobie sprawę z jej konsekwencji
              • demonsbaby Re: Odpowiedz sobie na pytanie 28.02.10, 10:01
                wbrew pozorom, dzieci rozumieją bardzo dużo, jako fantastyczni obserwatorzy.
                Cierpienie rodziców czy rodzica widzą także. Jeżeli separacja miałaby służyć
                podjęciu decyzji przez kogokolwiek, to wywal męża za drzwi. A dziecku wyjaśnij,
                że dorośli czasem mają problemy, które nie od razu są w stanie rozwiązać i
                musicie z tatą żyć obok siebie, ale nie razem. Przy czym oboje go kochacie, itd.
                • tofcio Re: Odpowiedz sobie na pytanie 28.02.10, 18:14
                  kurcze nie wiem czy 4-latkowi takie nagłe znikniecie tatunia bedzie
                  można wytłumaczyć. Czuje się troche jak w potrzasku.
                  • ssnn Re: Odpowiedz sobie na pytanie 28.02.10, 19:18
                    Nie wierzę w zdrowego 4-latka, który nie wyczuje takiej sytuacji, jak ta obecna.
                    A może Ty byś "wyjechała" na jakiś czas?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy to juz koniec.. 03.03.10, 23:19
      Przeczytałam Pani wypowiedzi i odpowiadam nie tyle, aby coś poradzić, ale po
      to, aby wesprzeć Pani linię postępowania. Bardzo mi się podoba Pani postawa. Z
      jednej strony zdaje sobie Pani ze swoich, bardzo bolesnych, uczuć. Z drugiej,
      nie działa Pani pod ich wyłącznym wpływem. Słusznie oddaje Pani odpowiedzialność
      w ręce męża. Niech on mierzy się ze swoją decyzją, nie ma powodu mu jej
      ułatwiać. Pani nie ma żadnego motywu w tym momencie, aby odejść. Kocha Pani męża
      ( nie należy tego stanu oceniać w kategoriach racjonalnych ) i dopóki to uczucie
      trwa warto próbować ratować relację. Nie za wszelką cenę, ale uczucie ważna
      rzecz i na nim daje się budować motywację do działania. Gdy sytuacja dla Pani
      stanie się już nadwyrężająca wtedy Pani się będzie zastanawiać co zrobić i Pani
      rozda przysłowiowe karty. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • tofcio Re: czy to juz koniec.. 04.03.10, 16:26
        bardzo dziękuję za zainteresowanie i odpowiedź. Czas jest bardzo
        ważny - staram się nie działać pochopnie i czekam na rozwój
        wypadków. Nie jest to łatwe oczywiście ale zawsze warto podjąć
        staranie. Staram się nie mysleć co bedzie jutro, za tydzień czy
        miesiąc, żyję od rana do południa i od południa do wieczora.
        Dodatkowo zauważyłam też że upływający czas jest dla mnie dobry bo
        powoli układam sobie też plan awaryjny - tzn takie podstawowe rzeczy
        które trzeba zorganizować po rozstaniu czy rozwodzie upewniając samą
        siebie że poradzę sobie niezależnie od sytuację. pozdrawiam
        • tylkotroche Re: czy to juz koniec.. 05.03.10, 10:30
          Do powyższego postu dopisze jeszcze taki mały komentarz :

          i oczywiście nie muszę wspominać,że obdarł
          mnie tym z poczucia wartości kobiecej,


          To nie jest oczywiste.
          To oznacza , ze ta kobiecość była budowana na podstawach POZA Tobą, na Twoim mężu i relacji z nim.
          kobietą się jest taka sama zawsze ( no może różnica jest przed i po fryzjerem..)
          Po zdradzie, jesteś tak samo kobieca tylko nieszczęśliwa.
          Jeżeli piszesz to co wyżej, to może warto popracować nad poczuciem siebie jako kobiety???
          terapia???
          • tofcio Re: czy to juz koniec.. 06.03.10, 15:13
            wiesz co - masz absolutną rację to jest mój problem - poczucie
            wartości i jego posiadanie. Pracuję nad tym. Z tym obdarciem
            chodziło mi o to że czuję się gorsza bo mnie zdradził - tzn nie
            byłam dośc atrakcyjna jako kobieta i fizycznie i intelektualnie.
            wybrał inną. Dodatkowo wiesz co mnie jeszcze męczy to że nic nie
            wiem o niej. Wiem że to trochę chore ale chciałabym wiedzieć jak
            wygląda czy jest młodsza i co sie da. Ogarnęła mnie jakaś taka
            niezdrowa ciekawość i nie umiem powiedzieć sobie - to nie ważne-
            tylko nieustannie o tym myślę.
            • ikonnast Re: czy to juz koniec.. 09.03.10, 09:40
              tofcio, przeczytałam Twojego posta i tak jak byś o moim życiu
              pisała. Różnica polega tylko na tym, ze my mamy dwoje dzieci - 6 lat
              i piec miesięcy. Wczoraj rozmawialiśmy na temat przyszłości naszego
              małżeństwa. Zapytałam męża ze skoro juz tak długo cierpi w naszym
              związku (powiedział na przykład ze zmusza sie do seksu) to, po co
              decydował sie na drugi dziecko. Az do wczoraj myślałam, ze podobnie
              jak starsza córka było to dziecko chciane i wyczekiwane.
              Dowiedziałam się sie ze to był wypadek.
              Nie wiem, co dalej. Najprościej byłoby odejść, ale mamy dzieci.
              Starsza córka juz widzi ze cos jest nie tak, wiec staram sie nie
              reagować emocjonalnie. Na ten moment myślę że spróbuję zostać i
              układać sobie życie obok.
              Dzisiaj spałam, a właściwie nie spałam, na kanapie. Nie wiem, czy po
              tym wszystkim, co usłyszałam chce jeszcze sie do niego przytulić. A
              ta druga? Olej ją, ja staram sie o niej nie myśleć.
              Staje przed lustrem i mowie sobie ze fajna babka jestem i ze jeszcze
              wszystko mam przed sobą. Ale czy na długo wystarczy mi samozaparcia?
              A może damy radę zawalczyć? Zycze Ci żeby Ci się udało.
              • tofcio Re: czy to juz koniec.. 09.03.10, 10:15
                dzieki za życzenia - nam obu na pewno się przydadzą. U mnie minęło
                trochę czasu. Jak wiesz też staram się przeczekać i przede wszystkim
                jak wielokrotnie to podkreslałam zmusić męża do samodzielnego
                podjecia decyzji. Juz wiem że nie bedzie to łatwe i bedzie trwało. W
                domu sytuacja wydaje się normalna, odnosimy się do siebie normalnie,
                rozmawiamy o róznych rzeczach. W nocy to on wyniósł się na kanapę
                żeby jak stwierdził mi sie nie narzucać. Czas płynie i ...nic.
                Przykro to stwierdzic ale mam wrażenie że nie robi nic aby sie
                cokolwiek zmieniło. A nicnierobienie to nie jest sposób na zmiany.
                Więc na razie czekam i sama ze sobą dochodzę do ładu. Aha też w
                ramach terapii kupiłam sobie kilka fajnych ciuchów i stroję się czy
                trzeba czy nie ! pozdrawiam
                • ikonnast Re: czy to juz koniec.. 09.03.10, 11:28
                  u nas pewnie tez tak bedzie pozornie normalnie. boje sie tylko, ze
                  dlugotrwale utrzymanie takiego stanu doprowadzi do eskalacji
                  konfliktu. jak tu zachowac kulturalny dystans i nie zamienic tego co
                  jeszcze zostalo w nienawisc i agresjeZ? dajesz sobie z tym rade?
                  ja wlasnie dostalam oficjalnego maila odnosnie oplat za czynsz i
                  kredyt (przez dziewiec lat to z mojej pensji placiłam kredyt, czynsz
                  i inne oplaty. poniewaz od przyszlego miesiaca bede na wychowawczym
                  i nie bede miala pensji poprosilam meza zeby wzial ten ciezar na
                  siebie. myslalam, ze to ustalilismy. wycofalam zlecenia i wyslalam
                  mu mailem dane zeby mogl zrobic je ze swojego konta. dowiedzialam
                  sie ze nie powinnam zalatwiac spraw w ten sposob tj. wysylajac
                  maile. a ja myslalam, ze wszystko ustalone. kompletni sie juz nie
                  dogadujemy, a emocje na wodzy utrzymac co raz trudniej...
                  stroj sie kochana, stroj, ja sie pomalowalam :)
                  • efi-efi Re: czy to juz koniec.. 09.03.10, 14:59
                    No niestety wiele kobiet robi podobny błąd, że po urodzeniu dziecka całe życie
                    podporządkowuje potomkowi.
                    Często jest tak, że kobieta nie robi nic w tym kierunku żeby wrócić do sylwetki
                    sprzed ciąży, śpi z dzieckiem w jednym łóżku, a o seksie facet może zapomnieć, a
                    jeżeli już bywa to taki na odczepnego.

                    Nie odnoszę się konkretnie do Twojej sytuacji bo nie wiem co nie zagrało u
                    Ciebie, piszę to ogólnie.

                    Natomiast uważam, że powinnaś w jakiś sposób przymusić męża do zadeklarowania
                    czegoś bo przecież taka sytuacja chyba wykańcza Cię psychicznie.
                    Każ mu się jasno określić czy chce ratować ten związek czy nie.
                    I co zamierza. Nie daj się spławić tylko mu jasno powiedz, że nie jesteś w
                    stanie żyć w takim zawieszeniu.

                    I uważam, że masz prawo wiedzieć kim była jego kochanka, masz prawo o to spytać
                    i oczekiwać odpowiedzi.
                    • ikonnast Re: czy to juz koniec.. 09.03.10, 16:28
                      efi-efi to uproszczenie tematu. ja schudlam, wygladam nawet lepiej
                      niz przed ciaza, nie spie z dzieckiem i zywo interesuje sie moim
                      mezem, a i tak przerosla go nowa sytuacja.
                      mysle, ze problem jest glebszy i nie nalezy sprowadzac go do
                      nieatrakcyjnych kobiet w dresach oddanych w 100% dziecku
                      • tofcio Re: czy to juz koniec.. 09.03.10, 19:45
                        bardzo dobrze to ujęłaś - u mnie jest podobnie. I nic nie tłumaczy
                        braku sygnalizowania problemu w czas tylko wtedy na bieżąco mozna
                        cos poprawiać czy naprawiać.
                        co innego mnie martwi - masz niestety gorzej niz ja - przechodzisz
                        na wychowawczy i nie bedziesz mieć pieniędzy własnych to w obecnej
                        sytuacji cholerny kanał bo niestety może zaostrzyć sytuacje i
                        bedziesz się czuła mało konfortowo. Tym bardziej że juz pierwszy
                        sygnał dostałaś.
                        • ikonnast Re: czy to juz koniec.. 11.03.10, 09:23
                          na szczęscie idzie wiosna. ja dzielnie ubieram sie ladnie i maluje
                          sie kazdego ranka.
                          wszystkie niewyjasnione tematy zostaly zaparkowane i zadne z nas do
                          nich nie wraca.
                          spanie na kanapie ma te zalete, ze maz wstaje do dziecka w nocy i
                          przynosi mi je do karmienia (lozeczko stoi w naszej sypialni). nic
                          nie mowi, ale chyba teskni za nocami, kiedy nie wiedzial, ze ma
                          dziecko :-)- taka mala satysfakcja
            • tylkotroche Re: czy to juz koniec.. 09.03.10, 14:55
              czuję się gorsza bo mnie zdradził - tzn nie byłam dośc atrakcyjna
              jako kobieta i fizycznie i intelektualnie. wybrał inną.


              Nie jest ładne co jest ładne tylko co sie komu podoba,
              Jakbys wygladała jak Marylin Monroe - tez by Cie zdradził...
              Może jest mołodsza, może nie , moze zgrabniejsza, może ma krzywe
              nogi i co z tego???
              Jest po prostu inna.
              Dla jednego faceta bedziesz pieknościa a dla innego pasztetem...
              Ile ludzi tyle gustów.
              Znacznie ważniejsze jest kim jesteś dla SIEBIE jak przegladasz się w
              lustrze...
              ( sama wiem jakie to trudne... ale ćwiczę :) )
              • tofcio Re: czy to juz koniec.. 09.03.10, 19:50
                zgadzam sie oczywiście. Ja też ćwiczę. I czasem jest ok mam takiego
                powera wiem, że dam radę. jestem super wykształcona, faceci oglądają
                się za mną na ulicy. Nawet powiedziałam w którejś rozmowie
                mojemu "ukochanemu" że ja nie zdradziłam go nie dlatego że brak mi
                było okazji i pokus!
                Czasem niestety przychodzi taki moment, taki ból który rujnuje
                wszystko.
    • bracialwieserce dlaczego? 09.03.10, 23:44
      tofcio napisała:
      4 lata
      > urodziło nam sie dziecko chciane wyczekiwane i ogólnie cudowne. Od jego
      > pojawienia się na świecie nasze życie się zmieniło, bo zawsze sie zmienia i
      > zostało całkowicie podporzadkowane jemu.


      Dlatego ktoś rzucił, że kobiety "po dziecku" za bardzo są monotematyczne -
      znaczy tylko dziecko etc. Jeśli u Ciebie było inaczej, bo się gościowi
      odwidziało lub wydawało mu się, że będzie zawsze roboty po pachy to źle zrobił,
      że swych lęków/nie zasygnalizował. Może wtedy by coś się udało zrobić!
    • wbka1 Re: czy to juz koniec.. 11.03.10, 12:28
      Nie podejmuj żadnych pochopnych decyzji.Piłeczka po stronie męża. Przygotowuj się psychicznie na rozstanie, jesteś mądrą, dobrze wykształconą kobietą-czas działa na twoją korzyść.Wkrótce dziecko pójdzie do szkoły, a ty będziesz mogła bardziej zaangażować się w pracę. Nie oszczędzaj na dziewczynie do pomocy,nie warto!Jedna z dziewczyn powiedziała, że mąż pozwala sobie na romanse, pomimo wspólnych kredytów-to taka zabawa na teraz i już-kochanka, która dowie się, że mąż musi alimentować dwoje dzieci i spłacać kredyty,ucieknie gdzie pieprz rośnie i zostawi naszego Piotrusia Pana
      ze swoimi klockami...
      • tofcio Re: czy to juz koniec.. 13.03.10, 13:22
        No i sytuacja się rozwiązała... Zostałam sama, mąż odszedł. Zaczęło
        się trywialnie - rano gdy się kąpał zobaczyłam jego komórkę. Coś
        mnie podkusiło - chociaż gardzę takim postępowaniem - i zerknęłam a
        tam sms Kocham Cię. Cóż nogi mi ugięło. To znaczy że cały ten czas
        niby naprawiania on mnie oszukiwał. Poszłam z nim pogadać - wypierał
        się w żywe oczy do samego końca. Mówi mi no jest ktoś z kim się
        przyjaźnię (cha cha) i to prawda że teraz jest mi bliższa. Ponieważ
        jestem uczciwa przyznałam sie do sprawdzania komórki i tego smsa.
        Wściekł się i mówi ale ja tego nie pisałem i nie odpisałem
        (jaaaaasne). Zdecydował sie odejść i mimo ogromnego bólu gdzieś tam
        czuję ulgę.
        POwiedzcie jak można tak oszukiwać drugiego człowieka?????
        • ikonnast Re: czy to juz koniec.. 16.03.10, 10:23
          trzymaj sie tofcio. pozytywnym aspektem tej sprawy jest to, ze
          decyzje macie juz za soba. a to, ze cie oszukiwal? moze nie do konca
          wiedzial czego chce i to byla wlasnie jego forma naprawiania? nie
          rozkladaj tego teraz na czesci pierwsze. wiem, ze to nie jest latwe,
          ale nie pozwol, zeby to co sie stalo odebralo ci poczucie wlasnej
          wartosci. wiem, co mowie, bo ja co prawda jestem przed ostatecznym
          rozwiazaniem, czyli na etapie "naprawiania" (telefonu nie mam odwagi
          sprawdzic), ale kazdego dnia staczam dramatyczna walke o zachowanie
          poczucia swojej wartosci
          • tofcio Re: czy to juz koniec.. 21.03.10, 17:49
            Nie sprawdzaj to na prawdę nie ma sensu. Ja jak odkryłam tego sms -
            odkryłam też autorkę. Chciałam zobaczyć kim jest - myslałam że mi
            się zrobi lepiej. Sprawdziłam w internecie, zobaczyłam śliczną
            blondynkę w moim wieku, bardzo sympatyczną ze zdjęcia. I to dopiero
            mi dołożyło - to jak samobiczowanie - bez sensu kompletnie.
            Jednoczesnie pomyslałam sobie kim jest taka kobieta która wiedząc o
            problemach w związku i istnieniu małego dziecka (malowała jego
            portret)decyduje się wkroczyć. Czemu kobieta kobiecie robi takie
            kurewskie świństwo...
            • so.i Re: czy to juz koniec.. 22.03.10, 15:44
              dlaczego?
              calkiem mozliwe, ze poznala Twojego M, on jej nawciskal jaki to jest
              nieszczesliwy w swoim zwiazku, ona samotna i otwarta na znajomosci,
              moze i pozbawiona skrupolow wziela biednego misia;)
              znasz jej tozsamosc- sama zapytaj:)
              • mnadmorska Re: czy to juz koniec.. 22.03.10, 18:36
                Nie pytaj. Nic Ci to nie da.
        • laura_fairlie Re: czy to juz koniec.. 22.03.10, 21:53
          >POwiedzcie jak można tak oszukiwać drugiego człowieka?????
          Można nawet bardziej: można przyprowadzić do domu 'siostrę kolegi' jako
          opiekunkę do odbierania dzieci ze szkoły, trzymać telefon przy dupie i w żywe
          oczy twierdzić, że 'ze mną jest wszystko w porządku,ty musisz się leczyć, bo
          masz durne podejrzenia'. A to i tak było najmniejsze kłamstwo ;-).
Pełna wersja