czy wasi męzowie sie tak zachowują?

08.03.10, 12:59
Czy to jest w porządku? Np. słyszę ciagle, że jestem bałaganiarzem,
sugeruje mi, ze jestem leniem (nie bezposrednio, ale w podtekstach),
podważa moją "wiarygodnosć"- jak o coś sie np. pokłócimy, to
sugeruje ze sie nie zachowuje normalnie. Albo jak mam inne zdanie,
to mówi, ze jestem dziwakiem. Albo, ze mam kaprysy jak chcę gdzieś
iść szczególnie tam gdzie on nie chce. Albo, ze tylko bym wydawała
pieniądze. Albo co chwile słysze uwagi na temat, ze nie oszczędzam
(a sam potem robi to samo co ja- czyli np. nie gasi swiatła).Jak to
teraz czytam, to po prostu żona leń i wydawacz. Czuje się jak w
swoim rodzinnym domu (też takie teksty słyszałam, wiec teraz mi
trudno ocenic czy to jest normalne). Łapie sia nad tym ze się
zaczynam zastanawiać czy jak coś zrobię, to pan mąż będzie
zadowolony i jak na to zareaguje.On jest osobą wybuchową i też się
łapie na tym, ze się boje tych wybuchów i siedzę cicho. Ale mam
powoli tego dosyć, bo sie czuje tak jakbym była związana- on ma
prawo wtrącac sie w moje życie i mówić mi co jest lepsze dla mnie,
ale ja w jego już nie. Przez kilka lat byłam na wychowawczym (raz-
ze nie mamy nikogo, a mąż często wyjeżdza, dwa- okazało się, ze
dziecko wymaga rehabilitacji i trochę musiałam z nim pracować w domu
i jeżdzić na zajecia, a poza tym finansowo na tym nie cierpimy i to
nie odbija sie negatywnie na naszych finansach). Teraz szukam pracy.
    • sebalda Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 08.03.10, 13:54
      Tak, mój tak właśnie ma. Pracę musisz koniecznie znaleźć, żeby się trochę
      usamodzielnić, żeby nie siedzieć i nie analizować w nieskonczoność fochów męża,
      ale nie nastawiaj się zbytnio na radykalną poprawę. Ja do pracy wrociłam, ale
      nic się nie zmieniło w ukladach małżeńskich. Tyle tylko, że ja odzyskalam
      poczucie swojej wartości i przekonałam się, że jeśli mam problem jedynie z
      mężem, z nikim innym, to coś jest na rzeczy, to może jednak nie ja jestem taka
      zła, a on ma problemy niezależne ode mnie tylko od swoich wlasnych, prywatnych
      frustracji, ktore odreagowuje w domu, bo tu może to robić praktycznie bezkarnie.
      • elazurek75 Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 08.03.10, 14:31
        to ze sie mało co zmieni, to juz wiem. Bo przy jakieś rozmowie
        zasugerowal, ze i tak bedzie decydował, bo wiecej zarabia. Najgorsze
        jest to, że takie zachowanie wzbudza u mnie poczucie winy. Zreszta
        jest mistrzem w zbudzaniu poczucia winy. Poza tym nic nie można mu
        zarzucić. Interesuje sie dziećmi (chociaz jak dla mnie jest zbyt
        nerwowy i opryskliwy, bo mu sie miesza autorytet z siłą), pomaga w
        domu, robi np. przetwory w lato itp. Ale w całej tej relacji czuję
        sie jak g..., bo co jak do czego dochodzi to okazuje sie, że nie mam
        głosu. Gdyby nie dzieci, juz by mnie nie było. Po prostu jestem tym
        zmeczona.
        • sebalda Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 08.03.10, 15:36
          Możemy sobie podać rączki:) I to nie chodzi o to, kto więcej zarabia, tylko kto
          chce za wszelką cenę rządzić. U mnie z dziećmi podobnie, a mąż nie robi
          przetworów, ale za to gotuje naprawdę pyszne obiady. Ogólnie jak ma dobry humor
          to jest niemal ideałem, tyle że wtedy jeszcze bardziej boli, jak w przypływie
          złego humoru potrafi nieźle zajść za skórę, żeby nie powiedzieć dosadniej. I tak
          żyjemy uzależnieniu od jego humorów. Nie jesteś sama, wierz mi, kobiet tak
          traktowanych jak Ty i ja jest więcej. Trzeba się dystansować, gdyby tylko to
          było takie proste.
          • tiana77 Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 08.03.10, 16:21
            Podtrzymam Was na duchu że u mnie też tak jest. Z tym że mój mało w
            domu robi jedynie sprząta. A to też jedynie dlatego bo "ja nie mam
            czasu", albo "robię to byle jak". Co oczywiście nie jest prawdą. Ale
            faceci to taki gatunek, że takimi rzeczami się nie przejmują. Jakoś
            tylko my roztrząsamy każdy detal, oni się takimi pierdołami nie
            przejmują. U mnie była np. taka sytuacja. Mówię do niego wstań daj
            dziecku picie, on na to że jeszcze je (obiad), no to ja wstałam po
            to picie a on do mnie że jestem głupsza niż paragraf przewiduje...
            bo on przecież żartował. Taki podgatunek.
            • bracialwieserce masakra 08.03.10, 16:24
              Sorry ale to chore. Pytanie moje brzmi jak się w to wpakowałyście? Czy przed
              ślubem naprawdę takie klapki na oczach miałyście??
              • sebalda Re: masakra 08.03.10, 16:50
                Jest bardzo wiele przyczyn takiego stanu rzeczy. Wychodzilam za mąż w czasach,
                kiedy jeszcze w modzie nie było wspólnego mieszkania przed ślubem, zresztą wtedy
                nie bylo takich możliwości lokalowo-finansowych, wiele spraw wychodzi w tzw.
                praniu, latami, nie przewidzi się też zawczasu (choć córkę na to uczulę), jak
                bardzo można się różnic w kwestii wychowania dzieci, u mnie to jest glównym
                punktem zapalnym, którego nie umialam przewidzieć. No a najważniejszym
                czynnikiem, ktory powoduje takie wpakowanie się w związek z trudnym partnerem
                jest to, że oni się pięknie maskują przedtem, do czasu uzyskania przewagi
                emocjonalnej, finansowej, związania dziećmi itp. Przed ślubem dokonuje się
                bilansu zysków i strat. Moj mąż miał i ma bardzo wiele dobrych cech, na ktore
                stawialam, nie przewidzialam, że z latami te straty, te gorsze cechy wezmą górę,
                tak się nasilą,doprowadzą do tak skrajnego zmęczenia materiału z mojej strony. A
                wszystko boli wlaśnie bardziej, bo były takie wspaniałe przeslanki do tego,
                żeby mieć dobre małżeństwo, dobrą rodzinę, dobre życie, a przez nieznośne i
                bardzo częste humory i potrzebę wyżywania się na rodzinie, tak to wszystko
                zostało zaprzepaszczone Ja miałam w sobie ogromne poklady zrozumienia,
                cierpliwości, tolerancji, ale wszystko ma swoje granice. Boli też to, że jednego
                dnia rano, po ponad 20 wspólnych latach, słyszę słowa: kocham Cię, a wieczorem
                jestem wyzywana od najgorszych, że po romantycznej kolacji przygotowanej od a do
                z przez męża, nagle z najbłahszego powodu dostaję reprymendę jak stąd do
                księżyca, że choć budzę w mężu nadal pożądanie i czuję się podziwiana, nagle coś
                się przestawia i dostaję komunikat, że on rzyga na mój widok i na zycie ze mną.
                Przysięgam, że takie ataki nie są spowodowane czymś istotnym, ważnym, podłym z
                mojej strony, ot, taka nagła zmiana humoru pana. Oczywiście on to postrzega
                zupełnie inaczej, to zawsze ja prowokuję. Znamy to dobrze, prawda?
                • bracialwieserce Re: masakra 08.03.10, 17:09
                  Straszne. U mnie takie "wybryki" skończyłyby związek. Ja się po prostu nie
                  nadaję na życie z kimś takim i jakoś to, że czasem jest jak Anioł by u mnie nie
                  przeszło bo od Święta to i żul się umie zachować! Taka huśtawka to nic dobrego.
                  Dobrze, że jak sama piszesz masz pracę/pieniądze/kontakty poza domem!
                  • elazurek75 Re: masakra 08.03.10, 19:18
                    Ja to widziałam przed ślubem, ale niestety wtedy nie byłam w stanie
                    konstruktywnie ocenić sytuacji. Sama przeszłam przez terapie w
                    związku z sytuacja w rodzinnym domu. Zreszta przez to tolerowałam
                    długie lata róznego rodzaju zachowania, bo u moich rodziców było
                    piekło- wyzwiska, przemoc słowna, alkohol, a jak w dzieciństwie
                    rodzice nie nauczą cie szacunku dla samego siebie, to nie bedziesz
                    wymagać od innych, żeby Cie szanowali. A taka przeszłosc niestety
                    wpływa częściowo na teraźniejsze wybory. Zreszta sama jestem tez
                    humorzasta i nie jestem łatwym partnerem. Problem w tym, ze po tej
                    terapii zmieniło mi sie spojrzenie na niektóre rzeczy i nie widze
                    sensu, ani nie chcę tak żyć, bo zycie jest za krótkie, zeby życ
                    dogryzając sobie nawzajem, bo zauważam, ze ja też zaczynam taka być.
                    Chce jedynie dla siebie szacunku, a tego nie widze- ani w stosunku
                    do mnie, ani do dzieci. Mnie sie boi przezywać, ale dzieci nie i
                    jezeli bym na to zezwoliła, to by je bił i przezywał. Ale troche
                    ludzkości sie ode mnie nauczył przynajmniej tu. Napisałam ten post,
                    bo tak naprawde to mi to wcale nie odpowiada i się zastanawiam co
                    dalej zrobić. Narazie znajde prace i sie uniezależnie, a potem
                    zobaczę. Ale nie idzie to wszystko w dobrym kierunku. W ogóle po
                    tej mojej terapii mam takie wrażenie, że tak naprawdę duzo nas
                    dzieli, a jest mało rzeczy które łączy.
                    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: masakra 09.03.10, 18:29
                      Przeszłość zaprowadziła Panią na terapię. I bardzo słusznie. Terapia umożliwiła
                      wyraziste zobaczenie swojej aktualnej sytuacji. A ponieważ jest ona w jakimś
                      aspekcie podobna do tej przeszłej domowej to widzi Pani konieczność jej zmiany.
                      Taka jest dynamika i warto za nią podążać. jeśli mąż się nie zmieni a Pani
                      będzie trudno wytrwać w takim już dla Pani archaicznym układzie nadejdzie czas
                      podejmowania decyzji. Można powiedzieć, że to jest cena rozwoju. Agnieszka
                      Iwaszkiewicz
                      • elazurek75 Re: masakra 09.03.10, 21:47
                        psycholog mi zasugerował terapię małzeńska, z tej racji, ze mamy
                        problemy komunikacyjne.
                        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: masakra 10.03.10, 08:29
                          Sugestia psychologa moze nie jest zła, ale moim zdaniem Państwa
                          trudności komunikacyjne wynikają z utrwalonych postaw. Tutaj raczej
                          trzeba się nastawic na zmienę postaw, a dopiero potem z takiej
                          perspektywy uczyć się komunikacji. Pani już na taka drogę weszła,
                          mąż jeszcze nie. Stąd kłopot. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • jmama Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 10.03.10, 10:10
      Straszne jest to co piszesz. Też jestem na wychowawczym i nie wyobrażam sobie
      żeby mi mąż powiedział, że to on rządzi bo zarabia albo zarabia więcej niż ja.
      Zarzucanie Ci, że jesteś bałaganiarą itp. jest również poniżej krytyki, niestety
      mąż już się przyzwyczaił, że to on jest panem i władcą i na pewno będzie bardzo
      trudno zmienić tę sytuacje, o ile w ogóle się da.
      --
      • elazurek75 Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 10.03.10, 11:30
        z tym, że jestem troche też juz pogubiona w tym wszystkim. Bo
        najłatwiej zwalić wszystko na męża. Ale w tej całej relacji tez nie
        mam aureoli nad głową. Teraz z perspektywy jak patrzę na swoje
        zachowanie też aniołem nie jestem. Też mam swoje fochy, tez, nawet
        nie zdajac sobie z tego sprawy stosowała różne formy nacisku i nawet
        przemocy, mam trudnosci w komunikowaniu swoich potrzeb. Psycholog
        zasugerował mi, żeby zmiany zacząć od siebie. Tzn. nie doszukiwać
        sie tylko mankamentów i sie nie nakrecać negatywnie (niestety to mam
        do perfekcji opanowane), rozmawiac a nie dyskutować (tzn. też pytać
        się męża co on chce, a nie na siłe forsować swoje pomysły),
        pochwalić go czasami, doceniać. Cos w tym jest, bo to naprawdę
        działa. Teraz po prostu zastanawiam sie nad wszystkim jak to ma
        wygladać. Niestety z własnej rodziny wyniosłam schemat walki i
        potrzebę ekstremalnych doznań w związku (tzn. jak jest fajnie i miło
        to jest dla mnie niepokojące, bo byłam do czego innego
        przyzwyczajona) i tez tak czesto reaguję. Więc mąż też nie ma
        łatwego zycia ze mną. Ale też widzę, ze sie uczy (sam tego chyba nie
        wyniósł z domu) różnych postaw, ale w koncu każdy ma lepsze i gorsze
        dni, a niestety widzę, ze oboje jesteśmy wrażliwi na gorsze dni
        drugiej osoby i podobnie reagujemy . Pogubiłam sie w tym wszystkim,
        bo mój mąż nie jest złym człowiekiem, a ja mam niestety tendencje do
        doszukiwania sie wszystkiego co najgorsze. Strasznie to wszystko
        skomplikowane. Ale postanowiłam sie zaczać skupiać nad sobą, nad tym
        co chcę i lubie, to wtedy, mam nadzieję, mniej będę sie frustrować.
    • krzysztof-lis Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 10.03.10, 20:37
      1. Jeśli tak rzeczywiście jest, to chyba mąż ma prawo zwracać Ci uwagę na to, co
      się jemu nie podoba?
      2. Jeśli wybrałaś sobie na partnera faceta impulsywnego, który najpierw mówi a
      później myśli, powinnaś wziąć za to odpowiedzialność.

      Facet zapewne czuje się znudzony tym, że Ty nie robisz nic a tylko wydajesz
      zarobione przez niego pieniądze. Jeśli nawet tak nie jest, nie ma to znaczenia
      • elazurek75 Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 10.03.10, 22:35
        2. Jeśli wybrałaś sobie na partnera faceta impulsywnego, który
        najpierw mówi a
        > później myśli, powinnaś wziąć za to odpowiedzialność.

        Zawsze mi sie wydawało,że kazdy powinien tylko i wyłącznie brać
        odpowiedzialność za siebie, a nie za druga osobę. Poza tym jeżeli mu
        cos nie odpowiada, to moze to powiedzieć wprost. Jest w koncu
        dorosły i ma język w gębie i rozum w głowie. Trzecia sprawa sam
        chciał (bo sam mnie namawiał), zebym nie pracowała, więc chyba
        wiedział na co sie decyduje. I zwracać uwage ma prawo, cały problem
        tkwi w szczegółach- jak sie to robi, jakim tonem i jakimi słowami.
        Niewolnikiem nie jestem, żeby mógł sobie mnie bezkarnie w ziemie
        wdeptywać poniżajacymi tekstami.
        • krzysztof-lis Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 13.03.10, 22:30
          > Zawsze mi sie wydawało,że kazdy powinien tylko i wyłącznie brać
          > odpowiedzialność za siebie, a nie za druga osobę.

          Zgadza się. Dlatego powinnaś wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje.

          Chyba nikt Ci nie trzymał lufy przy skroni, gdy wybierałaś tego a nie innego
          faceta na stałego partnera, prawda?

          > Poza tym jeżeli mu cos nie odpowiada, to moze to powiedzieć
          > wprost. Jest w koncu dorosły i ma język w gębie i rozum w głowie.

          Oczywiście
    • krzysztof-lis Re: czy wasi męzowie sie tak zachowują? 10.03.10, 20:39
      > poza tym finansowo na tym nie cierpimy i to nie odbija sie
      > negatywnie na naszych finansach).

      Jeszcze jedno.

      Czy zapytałaś męża, co on na ten temat myśli? Być może on wolałby zarabiać
      mniej, pracując jednocześnie mniej intensywnie, np. krócej? Byłoby to pewnie
      możliwe, gdybyś poszła do pracy.

      Czy to, że "finansowo nie cierpicie" nie jest przypadkiem wygodnym
      usprawiedliwieniem dla Twojego siedzenia w domu?
      • bracialwieserce Elazurku 10.03.10, 22:47
        słuchaj w ogóle olewaj to co pisze niejaki krzysztof lis, on często tylko w
        jeden ton uderza. Przy całej mojej tolerancji etc po prostu nawet nie komentuj
        tego co on pisze! Po co ma Ci się ciśnienie podnosić - zlewaj to!
        • krzysztof-lis Re: Elazurku 13.03.10, 22:29
          > słuchaj w ogóle olewaj to co pisze niejaki krzysztof lis,

          Masz rację. Najlepiej nie słuchać żadnego głosu, który jest sprzeczny z własnymi
          oczekiwaniami.

          W końcu to forum służy tylko do głaskania po główce i utyskiwania nad biednym
          losem babek, które źle czują się we własnej rodzinie.

          To absolutnie nie jest miejsce do dyskusji, do wyrażania własnych poglądów.
          • bracialwieserce Krzysztof -lis 13.03.10, 23:13
            Ojej jakiś Ty biedny! Nie chodzi o brak możliwości wyrażania tego co myślisz
            -wszak cenzura tu nie obowiązuje ani głaskanie po głowie - to nie szkółka
            niedzielna! Tylko niestety na tym i na innych forach jesteś {szczerze}
            szowinistyczną świnią ! Bo jeszcze zależy jak i co się pisze/mówi. Ty z babek
            często mimo braku jakichkolwiek przesłanek robisz wredne jędze i masz cholernie
            uproszczony, stereotypowy pogląd na pewne kwestie - sam to doskonale wiesz;{ i
            owszem są takie} ale czasem widzisz to co chcesz a nie tak jak jest. Sorry za
            dosadność!
            • krzysztof-lis Re: Krzysztof -lis 14.03.10, 08:12
              > Tylko niestety na tym i na innych forach jesteś {szczerze}
              > szowinistyczną świnią !

              Mylisz się. Jestem gorącym zwolennikiem równouprawnienia kobiet i mężczyzn.

              Tyle tylko, że uważam, że za równym podziałem praw musi iść równy podział
              obowiązków.

              Oprócz tego uważam, że:
              * trzeba brać odpowiedzialność za swoje decyzje,
              * o sprawach dotyczących obydwojga partnerów (np. czy i jak długo matka
              pozostanie na urlopie wychowawczym) powinni decydować obydwoje.
              • hugo43 Re: Krzysztof -lis 14.03.10, 09:11
                nie wyobrazam sobie takiej sytuacji,chyba to bylby pocztek konca
                naszego malzenstwa.owszem,klocimy sie czasem,wytykamy bledy,ale jest
                miejsce na argumenty obu stron.no i byl taki czas,ze tylko ja
                pracowalam,pozniej biznes meza na tyle sie rozkrecil,ze odeszlam z
                pracy,ktorej szczerze nienawidzilam,a raczej atmosfery w
                niej.zaszlam w ciaze,teraz nasz syn ma rok i nie pracuje juz 2,5
                roku.i nigdy nie uslyszalam z tego powodu zlego slowa.tyle,ze moj
                maz z takich co to uwaza,ze facet powinien umiec zarobic.ja
                oczywiscie pojde do pracy,gdy bedzie taka koniecznosc,badz poczuje
                potrzebe samorealizacji:)na razie po 10 latach pracy w kotle
                korporacji jest mi daleko do takich marzen:)
              • mamamisiasia Re: Krzysztof -lis 15.03.10, 12:05
                Tylko życie to są rózne sytuacje. To jest jak z kredytem- bierzesz
                na wiele lat, a róznie moze byc z Twoja pracą, z oprocentowaniem
                itp. To samo jest z ludzmi. I tu nie da sie tak równo dzielić tych
                obowiazków, bo to prowadzi donikad. Jeżeli moj maż bedzie miał
                wypadek, a dużo jeżdzi, to co bedę mu potem wypominac, ze siedziw
                domu i nic nie robi. Pozostanie w domu jest niewymierną korzyscią
                jezeli chodzi o kobiety. Ona też rezygnuje ze swojego zycia na rzecz
                rodziny i robi to na kredyt. Bo nagle może się okazac, że np.
                zostaje sama z powodu róznych okoliczności. A niewymierna korzyscią
                jest czas poswięcony dzieciom (np. znam luzdi którzy pracuja do 7
                wieczorem i cały dzień dziecko jest z opiekunką). A jako rodzic
                zapewniam Cię, że to dla dziecka naprawde dużo.
                • sebalda Re: Krzysztof -lis 15.03.10, 13:19
                  krzysztof-lis napisał:
                  Facet zapewne czuje się znudzony tym, że Ty nie robisz nic a tylko wydajesz
                  zarobione przez niego pieniądze. Jeśli nawet tak nie jest, nie ma to znaczenia
                  • marianka_marianka Re: Krzysztof -lis 15.03.10, 13:47
                    Wracamy do punktu, w którym tyle jesteś wart ile do domu pieniędzy przyniesiesz.
                    Nie można aptekarską wagą odmierzać zasług obu stron w małżeństwie. To jest nierealne. Przyjdzie choroba, wypadek, urodzi się niepełnosprawne dziecko i złota zasada: ile ty mnie-tyle ja tobie bierze w łeb.
                    W takich nieprzewidzianych sytuacjach wychodzą na jaw ciemne strony charakteru naszych współmałżonków i jest na pewno bardzo bolesne doświadczenie.
                    • krzysztof-lis Re: Krzysztof -lis 15.03.10, 19:05
                      > Nie można aptekarską wagą odmierzać zasług obu stron
                      > w małżeństwie.

                      Nikt tu nie twierdzi, że potrzebna jest aptekarska precyzja.

                      Potrzebne jest za to zrozumienie dla punktu widzenia drugiej strony, a nie tylko
                      własnego.

                      I spokojna rozmowa.
                  • krzysztof-lis Re: Krzysztof -lis 15.03.10, 19:04
                    > To kwintesencja myślenia pana Lisa i wielu, wielu mężczyzn.
                    > Kobieta, ktora siedzi w domu z dzieckiem, dodajmy tutaj chorym
                    > i wymagającym dlugiej rehabilitacji, nic nie robi.

                    O ile dobrze przeczytałem wątek, dziecko wymagaŁO rehabilitacji a teraz
                    wątkotwórczyni szuka pracy. Odniosłem więc wrażenie, że od jakiegoś czasu
                    wątkotwórczyni NIE MUSI spędzać z nim całego dnia w domu.

                    > Pięknym kwiatkiem jest też drugie zdanie. Nieważne jaka jest
                    > prawda, ważne co o tym sądzi i jak to postrzega mąż.

                    Wyciągasz zbyt daleko idące wnioski.

                    Jeśli facet widzi tylko żonę wydającą pieniądze i nie robiącą w domu nic, to
                    będzie ją traktować jako nieroba-darmozjada. I tego nie przeskoczysz. Jego
                    odczucia wynikają z tego, co widzi, a nie ze stanu faktycznego
                    • elazurek75 Re: Krzysztof -lis 15.03.10, 22:13
                      No właśnie nIC- zależy co sie przez to rozumie. Moj szanowny
                      małzonek nawet nie wie, ze dzieci są uczulone i codziennie muszę im
                      przyszykować oddzielne jedzenie. Nie wie co synowi jest, bo nigdy
                      sie tym nie interesował, nie uczestniczył w zabawach, które dziecko
                      miało zalecone. I uwaza, ze to sa moje wymysły (to co ze sztab
                      lekarzy orzekł inaczej, w koncu lepiej sie zna niz psycholog czy
                      psychiatra). Co do reszty, to uważam za pikus sprzatanie, gotowanie,
                      chociaz jest to czasochłonne, najwiekszość wartość dla mnie ma to,
                      że staram sie moim dzieciom przekazać wartości przez uczestnictwo w
                      ich życiu i w zabawie, poprzez rozmowy. Tego opiekunka nie zapewni i
                      tego sie nie zapewni pracują od 7 rano do 18 (tak jak pracowałam). I
                      dzieku temu moje dziecko jest w stanie w miarę normalnie
                      funkcjonować wsród rówiesników. Co do pracy, to moj mąż ma wymagania-
                      najlepiej dobrze płatna, ale taka zebym zdążyła dzieci z
                      przedszkola odebrać (najlepiej na niepełny etat), a reszta sie sama
                      załatwi. On nawet nie bedzie w stanie odrobić z dzieckiem lekcji, bo
                      jego cierpliwosc i poziom empatii jest zerowy- potrafi sie wydrzec
                      na dziecko za to, ze robi cos zle, ale juz mu nie pokaze jak to
                      zrobić. I tym jestem przerażona. I nie mam zamaru o niczym męża
                      przekonywać, bo to nie moja rola, zeby sie mężowi podlizywać, żeby
                      docenił, że jest ładnie posprzatane. Jest po prostu najzwyklejszym
                      chamem z kompleksami. Nie wiem czy lisie znasz takie powiedzenie-
                      kiedy nie możesz wpier.. facetowi na ulicy, bo cie zgarnie policja,
                      załóż sobie rodzinę. Wtedy bedziesz miał na kim bezkarnie sie
                      wyładować.
                      • verdana Re: Krzysztof -lis 15.03.10, 23:07
                        Bo najwazniejsze są pieniądze. Zajmowanie się dziećmi nie jest
                        istotne, bo nie odciąża męża - dziecmi po prostu mozna się nie
                        zajmować. Najwyżej dziecko będzie niepełnosprawne - to nie wazne,
                        wazne, zeby mąż nie musiał zarabiać na całą rodzine, żeby żona
                        zarabiała takze, to on będzie miał spokój i więcej czasu dla siebie.
                        Perzxecież po to jest dom, aby mężowi było w nim przyjemnie - no i
                        po to, by dostał obiad od żony, kiedy ta wroci z pracy.
                        • sebalda Re: Krzysztof -lis 16.03.10, 10:17
                          >verdana napisała:
                          > Perzxecież po to jest dom, aby mężowi było w nim przyjemnie - no i
                          > po to, by dostał obiad od żony, kiedy ta wroci z pracy.

                          Lub kanapki (jeśli je na mieście), niezależnie od tego, jak bardzo ja wyzwał i
                          poniżył dzień wcześniej:(
                          • ma-lwina Re: Krzysztof -lis 16.03.10, 10:49
                            Lisie - otwórz forum dla skrzywdzonych facetów. Tak już jest
                            stworzony świat, że facetom ciązy na watrobie odpowiedzialność za
                            rodzinę i jej byt. Jedni sobie z tym radzą a drudzy nie. TY masz z
                            tym najwyrażniej problemy. Nie szukaj u innych piszących swoich
                            wzorców. Nie w każdym konflikcie rodzinnym chodzi o to samo co w
                            Twoim.
                            Pozdrawiam.
                            • fajnalutowamama Re: Krzysztof -lis 16.03.10, 11:18
                              Chyba nikt Ci nie trzymał lufy przy skroni, gdy wybierałaś tego a nie innego
                              faceta na stałego partnera, prawda?

                              Pewnie że nikt jej nie przystawiał tej lufy:)

                              Jest dobrze, gdy jest dobrze:) gdy nie ma chorób w naszym małżeństwie, gdy nie
                              dotyka nas bezrobocie, gdy nagle nie brzydniemy, gdy nie urodzi nam się chore
                              dziecko wymagające leczenia, rehabilitacji, ciągłej uwagi, jest dobrze gdy
                              jesteśmy piękni, młodzi, szczupli, oboje pracujemy, mamy pieniądze, biegamy do
                              kina co weekend, nikt nam nie płacze z drugiego pokoju co godzinę, jest dobrze,
                              gdy w pokoju nie unosi się zapach dziecięcej kupki, który tak drażni naszych
                              mężów, jest jeszcze fajniej, gdy żona wraca do pracy w 3 miesiące po porodzie i
                              nie wygląda jak wieloryb, gdy dzieckiem zajmie się za darmo babcia, gdy żona
                              wraca z pracy uśmiechnięta, karmi dziecko piersią bo tylko tak jest dobrze i
                              podaje mężusiowi styranemu obiadek z dwóch dań i dobrze jest gdy znosi jego
                              furie, humory, krzyki i wyzwiska - no bo przecież żona musi rozumieć męża bo
                              miał ciężki dzień wtedy żona jest dobra

                              a gdy ukochana żona zachodzi w ciążę,tyje i potem rodzi dziecko i nagle okazuje
                              się, ze żona musi zostać w domu bo dziecko chore, że trzeba się zająć, biegać po
                              lekarzach, ćwiczyć, masować itp i nie wiadomo jak długo to potrwa to już żona
                              dobra nie jest oj nie:(
                              kończy się macierzyński, kasy do domu nie przynosi i siedzi...siedzi... i
                              sieeedzi w tym domu i co ona robi??? a w domu kurz na szafkach, paprochy na
                              dywanie i uciapana podłoga w kuchni bo dziecko upuściło łyżeczkę z zupką bo uczy
                              się jeść, i jeszcze cholerę z pracy wyrzucili, a to pasożyt mi się trafił
                              a ja jestem taki biedy(ja cem do mamuni beee) zmęczony, spracowany mąż-sponsor
                              tak muszę zarabiać na ten dom, na te pieluchy,i gdzie te moje pieniądze???? a
                              ten darmozjad siedzi i siedzi i do pracy nie idzie i tylko wymówki znajduje, że
                              dziecko chore, rehabilitować trzeba...

                              i w takich sytuacjach wychodzi paskudny charakterek niektórych facetów
                              niedostosowanych do dorosłego życia - chyba za dużo usługiwactwa w dzieciństwie
                              zaznali...


                              • zabcia35 Re: Krzysztof -lis 16.03.10, 11:57
                                Tak.Mój mąż zachowywał się podobnie.Krytykował mnie za wszystko,
                                wpedzał w kompleksy, dołował, był ciagle niezadowolony,wszsystko
                                było na NIE. Dlatego też od 2 lat mam innego męża, a z tym głąbem
                                rozwiodlam się 4lata temu ( szkoda ze tak późno)....
                              • krzysztof-lis Re: Krzysztof -lis 16.03.10, 21:29
                                > a gdy ukochana żona zachodzi w ciążę,tyje i potem rodzi dziecko
                                > i nagle okazuje się, ze żona musi zostać w domu bo dziecko chore,
                                > że trzeba się zająć, biegać po lekarzach, ćwiczyć, masować itp
                                > i nie wiadomo jak długo to potrwa to już żona dobra nie jest oj
                                > nie:(

                                Jest dobrze, gdy jest dobrze. Gdy mąż pracowicie przynosi pieniążki do domu i
                                wypełnia swoją część domowych obowiązków.

                                A gdy ukochany mąż nagle zaczyna tracić pod nogami grunt w pracy, i nagle
                                okazuje się, że musi zostawać w pracy po godzinach albo brać dodatkową robotę, i
                                przestaje być w stanie sobie z tym poradzić, i nie wiadomo, jak długo da radę,
                                to już zły mąż, zły.

                                Nie widziałem słowa ze strony wątkotwórczyni, które świadczyłoby o tym, że
                                wykazała się empatią w stosunku do męża. Że próbowała zrozumieć jego
                                oczekiwania, poznać ich przyczynę.

                                Jeśli się oczekuje od partnera zrozumienia, trzeba takim samym zrozumieniem się
                                wykazywać.
                            • krzysztof-lis Re: Krzysztof -lis 16.03.10, 21:23
                              > Lisie - otwórz forum dla skrzywdzonych facetów.

                              A po co?

                              > Tak już jest stworzony świat, że facetom ciązy na watrobie
                              > odpowiedzialność za rodzinę i jej byt.

                              Widzisz, ja ten stereotyp znam doskonale i jego istnienie akceptuję.

                              Sam w życiu nie związałbym się z kobietą, która tak na sprawy finansowania
                              potrzeb rodziny patrzy.

                              Dziwi mnie jednak, czemu ten stereotyp jest tak żywy wśród polskich kobiet.
                              Czemu z jednej strony chcą mieć prawo do pracy zawodowej, nie biorąc
                              jednocześnie na siebie części obowiązku utrzymania domu?

                              Odrobina uczciwości, dziewczyny!
                        • krzysztof-lis Re: Krzysztof -lis 16.03.10, 21:21
                          > Perzxecież po to jest dom, aby mężowi było w nim przyjemnie -

                          Masz rację!

                          Dom jest po to, aby mężowi było w nim przyjemnie.
                          I żonie!
                          I dzieciom też!

                          Może obydwoje powinni spojrzeć na sytuację troszkę dalej, niż na czubek własnego
                          nosa?

                          Jedno się okopało w pozycji "żona musi iść do pracy", drugie w pozycji "żona nie
                          może pozwolić sobie na pójście do pracy, bo stanie się to kosztem dzieci". Czy
                          nie wypadałoby uczciwie porozmawiać o wzajemnych oczekiwaniach i wzajemnych
                          możliwościach?
                      • krzysztof-lis Re: Krzysztof -lis 16.03.10, 21:19
                        > Moj szanowny małzonek nawet nie wie, ze dzieci są uczulone i
                        > codziennie muszę im przyszykować oddzielne jedzenie.

                        Nie sądzisz, że to najwyższa pora małżonka w ten nieznany mu świat wprowadzić?

                        > Jest po prostu najzwyklejszym chamem z kompleksami.

                        Dla porządku przypomnę, że sama go sobie wybrałaś.

                        > Nie wiem czy lisie znasz takie powiedzenie- kiedy nie możesz
                        > wpier.. facetowi na ulicy, bo cie zgarnie policja, załóż sobie
                        > rodzinę. Wtedy bedziesz miał na kim bezkarnie sie wyładować.

                        Niestety, nie znam. Taki tok myślenia jest mi kompletnie obcy.
                        • fajnalutowamama Re: Krzysztof -lis 17.03.10, 12:25
                          > Jest po prostu najzwyklejszym chamem z kompleksami.

                          Dla porządku przypomnę, że sama go sobie wybrałaś.

                          No wybrała sobie i co z tego? Zauważ, że większość problemów z którymi tutaj
                          "przychodzą" forumowicze bierze się stąd, że nagle po jakimś czasie nasz
                          wybranek ukochany zmienia się nie do poznania. Taka zmiana w partnerze(partnerce
                          - mężczyźni też tu piszą) jest bardzo często skutkiem trudnych, nowych sytuacji
                          i problemów(np. długotrwałe bezrobocie, choroba dzieci, brak pieniędzy itp.)

                          Piszesz, że często odpowiedzialność za utrzymanie spada na mężczyzn - masz rację
                          tak jest i nawet nie próbuję domyślać się jak stresująca jest dla nich taka
                          sytuacja, bo nie jestem facetem jedynym żywicielem rodziny. Ty z kolei nawet
                          gdybyś bardzo się starał nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, tego co przeżywa
                          "młoda matka", która traci pracę i musi zostać w domu i żyć ze świadomością, że
                          jest na utrzymaniu męża, który po jakimś czasie zaczyna traktować ją jak,
                          wspomnianego już kilkukrotnie w tym wątku, pasożyta albo darmozjada.
                          I co fajna sytuacja? Zestresowany mąż, który zarabia na rodzinę i po pewnym
                          czasie zaczyna przeistaczać się w furiata oraz równie zestresowana poszukująca
                          pracy żona, która cały dzień zastanawia się w jakim to humorze wróci z pracy
                          jedyny żywiciel rodziny.
                          To jest samo życie niestety! Normalni ludzie jakoś będą się wspierać w takim
                          trudnym okresie,który przecież kiedyś minie a inni ...no coż mnóstwo przykładów
                          na tym forum
                          • elazurek75 Re: Krzysztof -lis 17.03.10, 13:53
                            Z tym chamem to przesadziłam i bije sie w pierś, zreszta jak to
                            pisałam byłam potwornie niewyspana. Akurat sobie wyjasnilismy co i
                            jak- on ma troche do myślenia i ja mam do przemyslenia kilka rzeczy.
                            W jednym Lis ma racje- potrzeba empatii musi działać w obie strony.
                            Chyba nam obojgu jej zabrakło. Ja powiedziałam jak mi jest, on
                            powiedział jak jemu jest i stanęło na tym, ze bedziemy wyjasniać
                            rozne sytuacje na bieżąco. Widze, że moj mąż ma sporo checi do
                            wyprostowania różnych sytuacji, zresztą wina nigdy nie leży pojednej
                            stronie.
                            • krzysztof-lis Re: Krzysztof -lis 17.03.10, 18:52
                              > Ja powiedziałam jak mi jest, on powiedział jak jemu jest i stanęło
                              > na tym, ze bedziemy wyjasniać rozne sytuacje na bieżąco.

                              Cieszę się i trzymam kciuki. :)
                          • krzysztof-lis Re: Krzysztof -lis 17.03.10, 18:51
                            > No wybrała sobie i co z tego? Zauważ, że większość problemów
                            > z którymi tutaj "przychodzą" forumowicze bierze się stąd, że nagle
                            > po jakimś czasie nasz wybranek ukochany zmienia się nie do
                            > poznania.

                            Z moich obserwacji wynika, że jest jednak dokładnie odwrotnie. Że w większości
                            przypadków źródłem problemów jest to, że kiedyś się tych wad nie dostrzegało.
                            Tak, jak tu napisała wątkotwórczyni:
                            "Ja to widziałam przed ślubem, ale niestety wtedy nie byłam
                            w stanie konstruktywnie ocenić sytuacji."
                            • elazurek75 Re: Krzysztof -lis 18.03.10, 09:34
                              człowiek jest skomplikowanym zwierzęciem i ma cos takiego jak
                              podświadomość. Wie wiele rzeczy, ale tez wiele bagatelizuje, bo nie
                              ufa własnej intuicji. Zresztą patrząc na cała sytuację, to dzieki
                              temu, że zaczęły sie rózne problemy sama zaczęłam pracować nad
                              sobą, bo np. w mojej rodzinie jest tendencja do oceniania ludzi, ze
                              wszyscy źli, tylka ja jestem ten jedyny dobry. A nie jest tak. Widze
                              też, ze w miarę robienia porządku ze soba mój maż też się zmienia,
                              bo wiem kiedy i gdzie stawiać granicę i czego wymagać dla siebie.
                              Zreszta facet tez człowiek ;) Co do hormonów- jak ktos nie jest
                              kobieta, to nigdy nie zrozumie jak to wpływa na zycie.
                            • ma-lwina Re: Krzysztof -lis 23.03.10, 11:28
                              Zarabiam prawie tyle samo co współmałżonek. Co nie przeszkadza mu
                              czuć się w pełni odpowiedzialnym za zapewnienie bytu rodzinie. Z
                              reguły zastanawia się "Co ja zrobię", a nie "Co my zrobimy". To jest
                              wpisane w umysł wieelu facetów. Czuje się odpowiedzialny i tyle.
Pełna wersja