beauty.howea
10.03.10, 18:36
Witajcie. Chciałam zasięgnąć waszej opinii.
Jestem 3 lata po ślubie, mój mąż jest Bułgarem.
Mieszkamy w moim domu rodzinnym.
Mąż mieszka tu od kilku lat i kontakt ze starymi znajomymi
utrzymuje głównie przez skypa.
W Polsce mieszka również jego przyjaciel z dzieciństwa
z którym się często spotyka na piwko lub wódeczkę.
Być może w to lato przyjedzie do Polski najlepszy przyjaciel
mojego męża którego nie wiedział kilka lat, i od drugiego kolegi padła propozycja wyjazdu do Czech, tak na wycieczkę, tak po prostu...
Nie wiem, dla zabawy.
Mają jechać samochodem, mąż powiedział że ja też oczywiście jadę!
Tylko że ja nie mogę, ponieważ mam straszną chorobę lokomocyjną, i godzina w samochodzie to dla mnie wielka tortura, więcej to piekło.
Nie pomagają mi zbytnio żadne proszki... po prostu nie mogę długo jechać samochodem.
Powiedziałam o tym mężowi, on krótko zamknął temat "w takim razie pojade sam!"
Szczerze mówiąc ja się trochę tego wyjazdu obawiam.
Ufam mężowi, ale wiem że Ci dwaj przyjaciele są samotni, że nie mają zobowiązań, że będą sobie popijać. Mój mąż po alkoholu lubi się wygłupiać... jeśli będą sami nie mam pewności jak się to skończy.
Powiedziałam mu szczerze że rozumiem że to dla niego wazny kolega itd.. ale że dla mnie taki jego wyjazd będzie stresujący, i że bardzo go proszę żeby nie jechał, że przecież kolega będzie też w naszym mieście i przecież nie zabraniam im się spotkać.
Powiedział że nawet nie ma takiej możliwości żeby nie jechał i że powinnam zrobić coś ze sobą, dorosnąć. Powiedział że jest w szoku że ja nie chce żeby on jechał...
Dziewczyny, być może ja jestem niedojrzała, ja wiem że nie wolno więzić drugiego człowieka ale wyjazd na tydzien (nie wiem dokładnie na ile) męża samego w poszukiwaniu wrażeń, tylko dla zabawy kiedy ja zostanę tutaj wydaje mi się trochę nie fair.
Tym bardziej że wiem że koledzy sporo piją i są rządni wrażeń...
Dla niego jest oczywiste że pojedzie.
Tłumaczy mi że to jest jego najlepszy przyjaciel, że widzi go raz na kilka lat i musi jechać!
A ja wychodzę na niedojrzałą zazdrosną jędzę.
On odkręca tą sytuację tak że wychodzi że coś ze mna jest nie tak,
że powinnam się z uśmiechem zgodzić a ja tu robię jakieś chore sceny...
Nie umiem na to spojrzeć obiektywnie.
Ale nie chciałabym żeby jechał.
On już wyjeżdżał na kilka dni/tydzień na wyjazdy związane z pracą,
ale musiał jechać i to była praca. Ale myślę że teraz nie musi...