Mąż chce jechać...

10.03.10, 18:36
Witajcie. Chciałam zasięgnąć waszej opinii.
Jestem 3 lata po ślubie, mój mąż jest Bułgarem.
Mieszkamy w moim domu rodzinnym.
Mąż mieszka tu od kilku lat i kontakt ze starymi znajomymi
utrzymuje głównie przez skypa.
W Polsce mieszka również jego przyjaciel z dzieciństwa
z którym się często spotyka na piwko lub wódeczkę.

Być może w to lato przyjedzie do Polski najlepszy przyjaciel
mojego męża którego nie wiedział kilka lat, i od drugiego kolegi padła propozycja wyjazdu do Czech, tak na wycieczkę, tak po prostu...
Nie wiem, dla zabawy.
Mają jechać samochodem, mąż powiedział że ja też oczywiście jadę!
Tylko że ja nie mogę, ponieważ mam straszną chorobę lokomocyjną, i godzina w samochodzie to dla mnie wielka tortura, więcej to piekło.
Nie pomagają mi zbytnio żadne proszki... po prostu nie mogę długo jechać samochodem.
Powiedziałam o tym mężowi, on krótko zamknął temat "w takim razie pojade sam!"

Szczerze mówiąc ja się trochę tego wyjazdu obawiam.
Ufam mężowi, ale wiem że Ci dwaj przyjaciele są samotni, że nie mają zobowiązań, że będą sobie popijać. Mój mąż po alkoholu lubi się wygłupiać... jeśli będą sami nie mam pewności jak się to skończy.
Powiedziałam mu szczerze że rozumiem że to dla niego wazny kolega itd.. ale że dla mnie taki jego wyjazd będzie stresujący, i że bardzo go proszę żeby nie jechał, że przecież kolega będzie też w naszym mieście i przecież nie zabraniam im się spotkać.
Powiedział że nawet nie ma takiej możliwości żeby nie jechał i że powinnam zrobić coś ze sobą, dorosnąć. Powiedział że jest w szoku że ja nie chce żeby on jechał...

Dziewczyny, być może ja jestem niedojrzała, ja wiem że nie wolno więzić drugiego człowieka ale wyjazd na tydzien (nie wiem dokładnie na ile) męża samego w poszukiwaniu wrażeń, tylko dla zabawy kiedy ja zostanę tutaj wydaje mi się trochę nie fair.
Tym bardziej że wiem że koledzy sporo piją i są rządni wrażeń...
Dla niego jest oczywiste że pojedzie.
Tłumaczy mi że to jest jego najlepszy przyjaciel, że widzi go raz na kilka lat i musi jechać!
A ja wychodzę na niedojrzałą zazdrosną jędzę.
On odkręca tą sytuację tak że wychodzi że coś ze mna jest nie tak,
że powinnam się z uśmiechem zgodzić a ja tu robię jakieś chore sceny...

Nie umiem na to spojrzeć obiektywnie.
Ale nie chciałabym żeby jechał.

On już wyjeżdżał na kilka dni/tydzień na wyjazdy związane z pracą,
ale musiał jechać i to była praca. Ale myślę że teraz nie musi...



    • twoj_aniol_stroz Re: Mąż chce jechać... 10.03.10, 19:15
      Mój mąż kiedyś wpadł na pomysł z kumplami, że pojadą na motocyklach
      południową stroną Polski. Na początku też nie ardzo byłam
      zadowolona, ale w końcu wyszłam z założenia, że facet jest dorosły,
      jest ze mną, ale nadal nie jest ubezwłasnowolnionym człowiekiem. Ma
      prawo chcieć wyjechać z kumplami, ma prawo do zabawy tak samo jak ja
      mam do tego prawo. No i pojechali. Wrócił pełen wrażeń,
      przeszczęśliwy, wspomina ten wyjazd do dziś (ponad dwa lata). To
      było spełnienie jednego z jego marzeń.
      Myslę, że tu powinnaś odpowiedzieć sobie na pytanie o zaufanie do
      niego. Co prawda piszesz, że mu ufasz, ale jednak chyba nie do końca
      skoro chwilę później piszesz, że nie masz pewności jak zabawa po
      wódce się skończy. Tu tez powinnaś sobie odpowiedzieć na pytanie o
      swoje przyjemności, o swój czas dla siebie. O to jak Ty sama dbasz o
      swoje hobby, o swój własny świat. Powinnaś go mieć i warto o tym
      pomyśleć.
    • beauty.howea Re: Mąż chce jechać... 10.03.10, 20:35
      No właśnie, jestem bardzo ciekawa zdania innych kobiet.
      Czy wy spokojnie byście puściły męża na tydzien, może dwa z kolegami za granicę?
      Niestety mnie nie jest tak łatwo, dodatkowo moja kobieca intuicja mówi mi że owszem mąż mi obieca że moge mu ufać i że nic się nie stanie ale w praktyce panowie znudzeni wieczornym wędrowaniem wylądują w jakimś nocnym lokalu.
      Zresztą raz się to już zdarzyło, ale mój mąż twierdzi że obejrzeli tylko striptiz napili się i wyszli, i że on nie chciał tam iść ale
      poszedł bo koledzy go zaciągneli.
      Mówił że to był pierwszy i ostatni raz w takim miejscu.
      Teraz gdy o tym wspomniałam, powiedział że nie wyklucza że to się powturzy ponieważ przecież nie powie kologom "sory nie mogę bo żonie będzie smutno".
      Powiedział że to że ze mną jest nie znaczy że nie może patrzeć na inne kobiety...

      Oczywiście.
      Może...
      Powinien...

      Ale czy takie rzeczy na prawdę są w związku potrzebne?
      Czy ja muszę się nad tym zastanawiać?...
      • ajnina_1972 Re: Mąż chce jechać... 10.03.10, 21:29
        a ja mam odwrotnie, mój mąż jest domatorem i pracoholikiem
        wiec jeżdżę sama, czasami w zasadzie tylko w męskim towarzystwie w ramach mojego
        hobby
        myślę, że jest to kwestia wzajemnego zaufania
      • milenahignett Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 11:18
        O matko, no bez przesady... A czemuz mialby nie jechac???
    • elazurek75 Re: Mąż chce jechać... 10.03.10, 22:42
      też chyba nie miałabym nic przeciwko temu. Tak jak wyżej- są rzeczy
      bezcenne (jak w reklamie:))- zadowolenie męża. Tez cos z tego
      bedziesz mieć, bo jak on bedzie zadowolony, to wam bedzie lepiej.
      • gatta5 Re: Mąż chce jechać... 10.03.10, 22:52
        Mąż będzie zadowolony, ale jak widać z Twojego postu, Ty nie. Sprawa
        jest trudna. Te jego wypowiedzi o patrzeniu na inne kobiety, o tym,
        że nie zrezygnuje z pójścia do nocnego klubu, bo co koledzy powiedzą
        na pewno Cię nie uspokajają, a wręcz odwrotnie...jeśli on potrafi
        postawić na swoim, nie ma własnego zdania,robi, to co koledzy, to by
        mi się nie podobało.
      • beauty.howea Re: Mąż chce jechać... 10.03.10, 23:06
        Nawet gdybyście wiedziały że wieczory panów są "niepewne".
        Zaufanie do męża do jedno, a alkohol + koledzy drugie...
        Jestem wdzięczna za wasze odpowiedzi.
        Przemyślę temat.
        Ale... wiem że na 98% którejś nocy pójdą się "zabawić"
        i zaciagną go za sobą.
        Wróci, oczywiście że będzie zadowolony :-)
        Jednak jakoś sobie nie mogę tego na spokojnie przetłumaczyć.
        WIem za to że nawet jeśli z uśmiechem się zgodzę i udam że w ogóle nie ma prblemu to ten wyjazd źle się odbije na naszym związku.
        Kto mi da gwarancję że mój mąż po alkoholu nie zrobi po pijaku skoku z bok? Mam z nim potem iść do łożka?
        Gdyby to był wyjazd na 2 dni na ... koncert, na tydzien, dwa do pracy... ale tak po prostu żeby się upić...
        Przecież trzech facetów, w tym jeden który czasem kozysta z usług pań i się z tym nie kryje, nie będą siedzieli i patrzyli na siebie przez tydzien.
        Dla mnie jest penwe że będą szukali dziewczyn. Tamci dwaj.
        Nie dziewczyny... wg. mnie mój mąż z szacunku do mnie i ze względu na to że sam mówi że nie może mi zagwarantować że oni nic głupiego nie wymyślą - nie powinien jechać.
        Zadowolenie męża to jedno a mój spokój to drugie.
        Ale czekam na wasze wypowiedzi.
        Ja sie pogubiłam...
        • beauty.howea Re: Mąż chce jechać... 10.03.10, 23:27
          Kolega który jest pomysłodawcą wyjazdu już kiedyś zaciagnął mojego męża kompletnie upitego na dyskotekę.
          Około 2 w nocy doszłam do wniosku że już wypada mi zadzownić i spytać czy wszystko ok i czy wróci do domu, on nawet nie wiedział która jest godzina...
          Innym razem kolega wyciagnął nas na impreze, i panowie nie słuchali moich uwag że powinni przestać pić.
          Kolega wyszedł do domu, a mój mąż zasnął i właśnie jakaś pani dochodziła do wniosku że mój mąż może spać obok niej a rano wróci.
          Dla mnie to są niepotrzebne sytuacje i ja wiem że taka się skończy podobnie!
          Nie powinien jechać.
          Ten wyjazd nie jest wart poświęcenia swojej żony i spokoju między nami.
          Jeśli on pojedzie to ja odejdę dziewczyny.
          Te sytuacje zdarzyły się sporadycznie ale były, a tam nie będzie w ogóle hamulców...
          Nie ufam im.
          Wiem że nie powinnam tak stawiać sprawy.
          Wiem że to zakrawa na szantaż ale...
          No co zrobić?

          Moje znajome nie mają takich kłopotów.
          Ich mężowie nie muszą jechać z kolegami za granicę.
          • adel.a33 Re: Mąż chce jechać... 10.03.10, 23:46
            Chcesz odejść, dlatego że facet jedzie? to trochę niepoważne, nawet
            mu tego nie mów, bo to szantaż emojonalny. Najlepiej byłoby gdybyś
            pojechała z nimi, chociaż pomyśl oni nie chcą zebyś jechała, więc
            czułabys się trochę dziwnie chyba? Trudno facetowi wytłumaczyć, co
            czujesz, on i tak będzie to odbierał jako zniewolenie. Cóż, wydaje
            mi się jednak, ze Twój facet już podjął decyzję. Jeśli jesteście w
            dobrych układach, mąż Cię kocha, szanuje itp. to wszystko powinno
            być w porządku:-) Ja Cię rozumiem, też bym to źle znosiła:-(
          • milenahignett Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 11:39
            :

            > Kolega który jest pomysłodawcą wyjazdu już kiedyś zaciagnął mojego
            męża komplet
            > nie upitego na dyskotekę.

            No, doprawdy?! Na dyskoteke? Boze, toz to grzech!
            > Około 2 w nocy doszłam do wniosku że już wypada mi zadzownić i
            spytać czy wszys
            > tko ok i czy wróci do domu,

            Dziwie sie ze siedzialas w domu do drugiej w nocy zamiast korzystac
            z wolnego lozka, rozciagnac kosci i wyspac sie do woli.


            > Innym razem kolega wyciagnął nas na impreze, i panowie nie
            słuchali moich uwag
            > że powinni przestać pić.


            Bo jesli imprezy nie zdarzaja sie co drugi dzien lub co tydzien to
            nic w tym zlego. A od nagabywania zeby przestali sie dobrze bawic to
            oni mieli matki w molodsci i podejrzewam, ze niekoniecznie im do
            takiego ukladu spieszno.



            > Dla mnie to są niepotrzebne sytuacje i ja wiem że taka się skończy
            podobnie!

            Jezeli Twoj maz ma ciagoty do tego zeby Cie zdradzic, to moim
            zdaniem lepiej zeby to sie zwyczajnie stalo niz zebys sie miala
            rozdwajac, naprzykrzac wszystkim dookola i stresowac zeby temu
            zapobiec. Denerwujesz tym i siebie i meza.

            Jeszcze Cie nie zdradzil.
            Jak Cie zdradzi, to wtedy sie tym zajmij (nie wspominajac o tym, ze
            jesli rzeczywiscie tak sie stanie to tak czy inaczej bedzie lepiej
            zebys byla sama niz nim), a nie zachowuj sie jak ostatnia ofiara
            losu.

            > Nie powinien jechać.

            A Ty powinnas dorosnac, albo przynajmniej popracowac nad poczuciem
            wlasnej wartosci.

            > Ten wyjazd nie jest wart poświęcenia swojej żony i spokoju między
            nami.

            Jak wyzej... Gadanie zawodowej ofiary




            > Jeśli on pojedzie to ja odejdę dziewczyny.


            ????? No nie wierze...


            > > No co zrobić?

            Zajac sie czyms, bo najwidoczniej masz za duzo czasu na myslenie o
            glupotach.
            >
            > Moje znajome nie mają takich kłopotów.
            > Ich mężowie nie muszą jechać z kolegami za granicę.



            A moj jezdzi. Latem pojechal z bratem i najlepszym przyjacielem
            motocyklami do Niemiec zeby sie poscigac na Nurburgringu. I tez
            wszystko moglo sie zdarzyc. Choc w sumie moglo byc gorzej, bo oprocz
            dziewczynek mogli sie tam zwyczajnie pozabijac na tych maszynach.
            Nic sie nie stalo, mieli najlepszy wypad w swoim zyciu, ja mialam
            swiety spokoj przez tydzien, dlugie kapiele co dzien, maseczki,
            kolezanki, Seks w wielkim miescie i nikt mi pilota od telewizora nie
            wyrywal. Wrocil odprezony, zadowolony jak male dziecko, z fura
            niesamowitych zdjec i opowiesci i przez kolejny tydzien nie
            wyszlismy z lozka.

            W tym roku ja wyjezdzam z kolezankami.
    • radola1 Re: Mąż chce jechać... 10.03.10, 23:50
      Czy próbowałas już na prawdę wszystkich środków na chorobe
      lokomocyjną? Są jeszcze takie przypisywane przez lekarza bardzo
      mocne. Działają nawet na chorobę morską. Niestety nie pamiętam jak
      się nazywają, wiem że są w wyposarzeniu tratw ratowniczych. Lekarz
      powinien wiedzieć. Mam w rodzinie osobę, która nawet po kilku
      obrotach w tańcu ma objawy choroby lokomocyjnej a to lekarstwo na
      nią działa i pomaga na tyle, że odbyła dwutygodniowy rejs statkiem.
      Spróbuj. Po co masz się zadręczać?
      Nawet jeżeli nic nie zajdzie złego na tym wyjeździe to ty i tak
      będziesz pełna podejrzeń.
      A swoją drogą mąż niezbyt ładnie się zachowuje zarzucając ci
      niedojrzałość z powodu tego że się martwisz o związek. Pokaż mu że
      też chcesz jechać, niech zobaczy twoje starania, niech nawet uwierzy
      że jedziesz. Zobaczysz jego reakcję i będziesz wiedziała czy na
      prawdę chciał cię zabrać czy tylko powiedział żebyś jechała a z góry
      wiedział że nie będziesz chciała przez swoją chorobę.
      • red.sarah Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 00:08
        Dziwi mnie że facetowi,który ma żonę wogóle do głowy przychodzą
        takie pomysły żeby jechać z kolegami gdziekolwiek na cały
        tydzień.Nie zgodziłabym się żeby wyjechał nawet na 2 dni.NIE MA
        TAKIEJ OPCJI.
    • beauty.howea Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 00:43
      Raz kiedyś z miłości wsiadłam do samochodu i pojechałam...
      Myślałam że tego nie przeżyję.
      Traciłam przytomność w samochodzie, leżałam na chodniku jak się zatrzymywali i błagałam żeby mnie zostawili już tu i jechali dalej.
      Nie ma takiej mozliwości żebym wsiadła w samochód i jechała.
      Więcej sobie tego nie zrobię.

      Uważam że on powinien pochulać sobie po mieście z kolegami i wrócić do domu.
      Ja bym nie chciała jechać bez niego. Nawet jesli bym chciała to bym się mocno zastanowiła jak on się bedzie czuł.
      Jest to chyba kwestia też innej kultury, i pozycji kobiety w życiu Bułgarów...
      Nie wiem, mam jeszcze pomysł żeby zniknąć ze znajomymi od czasu do czasu na cały wieczór gdzieś... wiem że będzie się martwił. Zawsze se martwi.
      Ale nie chodzi o to żeby sie martwił tylko żeby pomyślał...
      • kochamkotyijuz Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 10:39
        Widze ,ze juz postanowilas co zrobisz.Jak pojedzie to sie
        rozstaniesz,wiec maz przyparty do sciany pewnie nie pojedzie ,ale
        wiedz ,ze szantaz nic dobrego do twojego zwiazku nie wniesie.

        Ja akurat jestem z tych kobiet co nie mialyby problemu puscic faceta
        na tydzien do Czech.No ,ale ja mam 100% zaufanie do meza.A u ciebie
        problem jest taki ,ze ty swojemu mezowi poprostu nie ufasz i tu jest
        pies pogrzebany.Piszesz coprawda ,ze ufasz a tylko kolegom nie ,ale
        tak na dobra sprawe czy twoj maz to jakis bezmyslny dzieciak ,ktory
        sam nie potrafi podjac decyzji.Co to zanczy ,ze wyciagneli go na
        dyskoteke,ze wyciagna do baru,przeciez on ma wlasny rozum i napewno
        z wlasnej woli pojechal na dyskoteke czy z wlasnej woli pojdzie do
        baru(w Czechach)
        Jesli twoj maz zechce cie zdradzic to znajdzie okazje ,Nie
        potrzebuje w tym celu jechac do Czech.To ,ze on po imprezie zwali
        sie nad ranem do domu daje ci jakakolwiek gwarancje na cokolwiek?
        Ciezko jest zyc w zwiazku w ktorym nie ma zaufania.
        A tak w ogole to jak ty funkcjonujesz?Pieszo chodzisz?Meza
        obcokrajowca masz a bylas w Bulgari poznac tesciowa rodzine?

        Musisz wziac po uwage ,ze Twoj maz mieszka zdala od swojego kraju i
        nie dziw sie ,ze cieszy sie jak dziecko na spotkanie z rodakami a
        zwlaszcza ze starym przyjacielem.Pewnie ostatnia rzecz o ktorej by
        pomyslal to panienki.To ty tu kreslisz czarne scenariusze.On chce
        sie oderwac wlasnie w meskim gronie w swoim sosie z bulgarskim
        humorem i jezykiem.Mozesz ale nie musisz czuc sie pominieta jesli
        spojrzysz troszke z innej strony na cala sprawe.
        Zastanow sie jeszcze raz czy warto wywalac zycie do gory nogami dla
        tygodnia spedzonego w Czechach.
    • tully.makker Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 09:38
      Jesli nie ufasz mezowi, to chyba cale wasze malzenstwo nie ma sensu,
      prawda?
    • glamourous Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 09:52
      Trzymanie doroslego chlopa na smyczy oraz dylematy "puscic, nie puscic" sa nieco
      chore. Rowniez mam meza, sama czasem 'praktykuje' kilkudniowe wyjazdy z
      przyjaciolkami i NIE WYOBRAZAM SOBIE, ze maz moglby mi tego zabronic. On tez
      wyjezdzal kilkakrotnie za granice, w wyjatkowo rozrywkowe miejsce, i nie bylo
      mowy o tym, ze moglabym go "nie puscic" ;-) bo moja naczelna zasada jest nie
      zamykac partnera w ciasnej klatce zakazow i nakazow. Taki wyjazd to cudowny
      powrot do mlodosci i beztroski, a przeciez wcale nie trzeba uprawiac bezecenstw,
      zeby sie dobrze bawic w gronie przyjaciol. Malzenstwo to nie wiezienie, czlowiek
      (zwlaszcza facet) nie moze miec poczucia ze jest na amen uwiazany i ze musi
      chodzic juz teraz wylacznie na pasku zony. Takie zniewolenie rodzi poczucie zalu
      i tesknoty za wolnoscia oraz jest bardzo destrukcyjne dla uczuc. Przeciez gdyby
      maz chcial Cie zdradzic, zrobilby to na miejscu - nie musialby w tym celu jechac
      az do Czech.
      Inna sprawa, ze na Twoj brak zaufania do meza wplywa fakt, iz w kregu kulturowym
      z ktorego sie wywodzi istnieje chyba spore przyzwolenie na meska zdrade. No, ale
      przeciez nie bedziesz go profilaktycznie trzymala na uwiezi przez cale zycie i
      caly czas stala na strazy jego malzenskiej cnoty. To on powinien decydowac o
      sobie, moim zdaniem co ma byc to bedzie - nie upilnujesz przeciez doroslego
      czlowieka i nie ustrzezesz go przed wszelkimi pokusami. Bez wzgledu na to, czy
      bedzie blisko Ciebie, czy za granica.
    • beauty.howea Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 10:05
      Nie wiem... ja nie jestem aż tak nowoczesna i otwarta, a było by mi łatwiej gdybym była.
      Nie trzymam męża na uwięzi, często wychodzi sam, nie kontroluje go, nie dzwnonie, nie pytam.
      Uważam że ma prawo sobie chodzić gdzie chce.
      A jednak w tym wypadku jakoś nie umiem się przemóc.

      Poza tym, my razem jeszcze nie mieliśmy okazji nigdzie wyjechać.
      Ja też bym chciała się rozerwać, od lat nie byłam na wakacjach.
      I po to wyszłam za mąż żeby widywać po pracy tego faceta a wyjazd organizować sobie z koleżanką a on z kolegami...
      Nie wiem... nie taki "model" rodziny mam w głowie.
      Wydaje mi się że panowie moga sobie poszaleć w naszej okolicy, a ten wyjazd jest trochę samolubny i tylko nadwyręży nasz związek.
      I nie podejrzewam męża o zdrady ani nie zamierzam go pilnować tylko nie ufam akurat tym kolegom i alkoholowi...

      Nie chciałam jechać bez męża, i trochę mnie zabolało że bez zastanowienia rzucił "to pojade sam i koniec tematu!"
      Trochę wygląda że on się ze mną nie liczy.
      Nie każdy mąż tak by powiedział do żony.
      • leni6 Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 10:12
        Przecież mąż chciał z tobą jechać. Dlaczego to ze ty nie możesz oznacza ze on
        tez nie może się ruszyć ? Rozumiem, że to dyskomfort, też by mi to
        przeszkadzało, ale zakazać mu przecież nie możesz.

        Ja bym się skupiła na rozwiązaniu tego twojego problemu lokomocyjnego,
        strasznie uciążliwe to musi być.
        • phantomka Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 10:51
          Chcesz jechac z nim? Dojedz pociagiem, samolotem, o ile jest
          mozliwosc. Dla chcacego, nic trudnego. Nagnij sie tez troche,
          pokombinuj, skoro Ci zalezy na wspolnych wakacjach. Ja faceta troche
          rozumiem, tez bym sie wypiela na mojego partnera, gdyby mi zabronil
          wyjazdu. Nie jestem niczyja wlasnoscia. I nie zwalaj wszystkiego na
          kolegow, bo oni sa wolni i jak maja ochote, to moga spedzic ten czas
          w agencji tow. To Twoj maz ma zobowiazania i to on ma byc fair wobec
          partnerki. Ty nie masz do niego za grosz zaufania, bo je nadwyrezyl,
          wiec problem jest glebszy niz sam wyjazd, bo zdradzic mozna rownie
          dobrze w drodze do pracy, nie potrzebna jest do tego wycieczka z
          kumplami.
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 20:01
        Wydaje się, że problem tygodniowego wyjazdu męża z kolegami zaczyna urastać do
        problemu wartości w małżeństwie i jego jakości. Broniąc swojego zdania i postawy
        zaczyna Pani wyciągać argumenty, które z samym problemem wyjazdu nie mają już
        nic wspólnego za to zaogniają sytuację. Np: że nie miała Pani wakacji od lat, że
        nie chce Pani małżeństwa z facetem, którego widuje Pani tylko po pracy. Takie
        argumenty to podstawowy błąd popełniany w komunikacji. Lepiej się go wystrzegać,
        To po pierwsze. A o drugie w istocie nie jest grzechem nielojalności wobec
        współmałżonka samodzielny wyjazd z kolegami. Nie jest to też zaprzeczenie
        wartości samego związku czy objawem lekceważenia partnera. Natomiast rozumiem,
        że Pani może to tak przeżywać i nad takim przeżywaniem warto się zastanowić. Czy
        jest to spowodowane poczuciem urazy ? chęcią kontroli ? poczuciem wykluczenia
        ? lękiem przed strat a? czy może zazdrością o dobra zabawę i swobodę z której
        Pani nie może skorzystać?
        Warto to przeanalizować, bo wydaje się, że pod wpływem takich uczuć Pani działa
        i komunikuje się z mężem. Te uczucia mogą zdominować Waszą relację również w
        innych sferach, więc tym bardziej warto sie nad tym zastanowić.
        A poza tym trzeba też pamiętać, że to Pani wycofała się z wycieczki. Skoro to
        tak bolesne, to może dojedzie czy doleci Pani innym środkiem lokomocji.
        Agnieszka Iwaszkiewicz
        • triss_merigold6 Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 20:32
          A może kobieta jest zwyczajnie wściekła słysząc, że mąż z kolegami
          pojedzie chętnie, nastomiast z nią żadnego wyjazdu nie planuje, bo
          ma mało urlopu i kasy? W takiej sytuacji IMO na pierwszym miejscu
          powinno być spędzenie wakacji z żoną.
          Jeśli chodzi o dojazd - to mało istotne. Jedna kobieta wśród 3
          nastawionych na męskie balangi facetów z innego kraju, na 100% nie
          będzie się dobrze czuła.
    • black_tangens Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 12:26
      Może jestem staroświecka ale podzielam obawy beauty.howea. Tak jak opisała
      przyjaciół swego męża to ja też miałabym wątpliwości: jeden z nich regularnie
      korzysta z panienek i nawet tym się chwali, obydwoje przyjaciele nie są żonaci,
      nie jadą z innymi kobietami więc chętnie poznają nowe panie po drodze. Poza tym
      mężczyźni z południa Europy zazwyczaj maja trochę inne nastawienie do kobiet,
      częściej panuje tam kult postawy macho (choć i w Polsce nie brakuje takich
      kwiatków). Poza tym mąż beauty.howea wydaje się pod silnym wpływem kolegów
      (przykład z dyskoteką) i wydaje mi się, że z tego co o nim czytam nie będzie
      umiał przeciwstawić się rożnym pomysłom kolegów, nawet jeśli tym pomysłem byłoby
      pójście do czeskiego burdelu. Tak na marginesie: przy granicy
      czesko-austriackiej (np. miejscowość Cheb) jest mnóstwo burdeli nastawionych na
      dobrze płacących panów z Austrii. Choć pewnie i dobrze płacącym panom z Bułgarii
      też nie odmówią. Tu jedyne pocieszenie: nawet jeśli dojdzie do uciech cielesnych
      to koledzy będą na pewno z sobą trzymali i nie sypną twojego męża – jak wrócą z
      podroży to będą ci opowiadali, że zajmowali rozpadających się podziwianiem
      zabytków architektury, nawet jeśli w rzeczywistości co wieczór zaliczali nowa
      panienkę. Ogólnie to dla mnie takie małżeństwo to pomyłka: nie ma zaufania
      (zresztą według mnie jej mąż daje powody do braku zaufania do niego), pan
      usiłuje za wszelka cenę wyrwać się na długi czas z kolegami zamiast cieszyć się
      młodą małżonką. A jak małżonka mówi o swoich wątpliwościach to mąż ucina
      dyskusje i oświadcza, że jest ona niedojrzała (mąż ma dyplom psychologa?).
      Troszkę widziałam w swoim życiu, m.in. kilka rozpadających się małżeństw u
      znajomych czy rodziny, rozpadających się z powodu innych kobiet. Na podstawie
      tego mogę powiedzieć, że wiele kobiet mi mówiło, że już wcześniej coś
      przeczuwały, że mąż je chce zdradzić ale nie miały dowodów. Dlatego też jestem
      mało tolerancyjna do takich pomysłów jak ten, że mąż już na początku małżeństwa
      wyjeżdża sobie na długi czas z nieżonatymi kolegami, z których jeden to miłośnik
      dziwek a tak w ogóle to maż jest na tyle swoimi kolegami zafascynowany, że śmie
      wyzywać swoja małżonkę od niedojrzałych. Na początku małżeństwa to on powinien
      od ciebie nie moc rak odlepić i z toba spędzać urlop.
    • black_tangens Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 12:30
      A tak na marginesie – do Czech można dolecieć samolotem czy dojechać pociągiem.
      Jeśli rezerwuje się bilety odpowiednio wcześnie to można je dosyć tanio kupić.
      Ale jakoś mąż ci tego nie zaproponował?
      • milenahignett Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 13:29
        Przeciez proponowal zeby pojechala...
        • black_tangens Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 15:19
          milenahignett napisała:

          > Przeciez proponowal zeby pojechala...

          Ale samochodem, dobrze przecież wiedział, że żona ma chorobę lokomocyjna
          i na tę propozycję nie przystanie. Sprytne. On nie zaproponował jako alternatywę
          jazdy pociągiem czy polecenie samolotem. Wydaje mi się, że problemem nie jest tu
          sam fakt pojechania bez żony tylko fakt pojechania z takimi przyjaciółmi
          (chodzącymi na panienki, jeszcze nie ustabilizowanymi kawalerami). Ja bym się
          bardziej obawiała tego towarzystwa niż tego, że mąż jedzie bez żony.
    • olunia882-to-ja Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 15:11
      wiesz, moj maz tez kiedys pojechal pol polski z kolegami na pare dni, taka ich
      meska przyjazn. nie podobalo mi sie to, ale coz, im wiecej mowilam nie tym
      bardziej on sie zapieral, wiec pozwolilam, po powrocie byl szczesliwy, a za to
      ze bylam tak mial, ni klocilam sie, tylko pozwolilam mialam meza aniola w domu,
      nawet zmywal gary:) sam:) daj mu jechac, z nimi trzeba troche jak z dziecmi,
      mozecie gadac przez telefon, niech ma cos z zycia. zobacz jak jemu jest trudno,
      jest obcokrajowcem, na obcej ziemi, bez najlepszych przyjaciol. gdybys ty nie
      maila choroby lokomocyjnej, mieszkala w Bulgarii , i jakas twoja najlepsza
      przyjaciolka z polski przyjechala ii chciala sie zebrac w grupie najlepszych
      przyjacolek, jak bys sie czula jak to maz tobie by zabranial?
      • verdana Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 15:25
        Jeśli warunkiem trwania małżenstwa jest to, ze mąż nigdy nie
        wyjedzie nigdzie sam - bo to nielojalne, bo zdradzi, bo trzeba go
        pilnować - to małżenstwo i tak nie przetrwa. Podobnie, jeśli
        warunkiem małżenstwa jest dostosowywanie się wyłącznie do jednej
        strony - do żony. Ona nie może jechać - mąż nie jedzie. Żona jest
        zadowolona i to wystarczy, aby małżenstwo bylo szczęśliwe? Watpię.
        Niezaleznie na co się zdecydujesz, cos jest bardzo nie w porzadku z
        Twoim związkiem.
        • sebalda Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 16:33
          Na miejscu faceta czułabym sie bardzo niekomfortowo. Niechęc do puszczenia go na
          taki wypad świadczy o braku zaufania. Nigdzie nie padlo zdanie, że maż
          kiedykolwiek to zaufanie zawiódl, bo pójscia na dyskotekę i picia z kolegami nie
          można nazwać zawiedzeniem zaufania. To, że koledzy lubią się zabawić nie stawia
          męża w jednym rzędzie z nimi. Moj mąż jeździł wiele razy slużbowo w miejsca,
          gdzie wiedzialam, że będą i zabawy i alkohol i młode kobiety, ale mam do niego w
          tej kwestii zaufanie i nigdy nie przyszlo mi do glowy myśleć z troską o tych
          wyjazdach. Do klubów nocnych ze szwagrem też chodzil, musial mu towarzyszyć z
          rożnych względów, mówil mi potem o tym i za nic nie umialabym się z tego powodu
          niepokoic.
          Verdana świetnie to podsumowała, ale to nie związek kuleje, tylko stereotypowe
          myślenie i brak zaufania do męża są winne sytuacji. Jak można miec żal do meża,
          że czasami wypije z kolegami? Alkohol jest dla ludzi, wyglupy po nim sa bardzo
          mile, a nie wszystkie wyglupy musza się kończyc od razu w lóżku z prostytutką,
          come on;) Wyluzuj, kobieto.
    • enith Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 16:48
      By zdradzić, nie trzeba jechać na tydzień z kumplami zagranicę. Wystarczy wyrwać się godzinkę czy dwie wcześniej z pracy i skoczyć do agencji na numerek. Jeśli więc twój mąż ma zamiar na wyjeździe cię zdradzić, to zapewne już w tej chwili masz rogi jak stąd do Nowego Jorku. Niech jedzie, przecież nie będziesz mu do końca życia zaciskać obroży na szyi. A jak nie masz doń zaufania, to się rozwiedź. Co to za małżeństwo, gdzie żona musi na każdym kroku pilnować męża, jak dziecka, żeby nie narobił głupot?
    • triss_merigold6 To ja jestem wredna 11.03.10, 18:18
      Znaczy typ jest po prostu niedpowiedzialny i nie panuje nad sobą jak
      pochla?
      W życiu bym nie towarzyszyła 3 facetom w typowo samczym spotkaniu,
      cenię swoje zdrowie psychiczne.
      W bardzo stanowczy sposób wyraziłabym dezaprobatę dla pomysłu
      marnowania czasu przez tydzień z kumplami zamiast wykorzystania go
      na wakacyjny wyjazd z żoną. Może niech jedzie ale w zamian za to
      zaproponuje Ci coś atrakcyjnego DLA CIEBIE.

      Powiem wprost: TERAZ bym się nie zgodziła. Nie dlatego, że swojemu
      chłopu nie ufam tylko dlatego, że i tak za mało czasu na odpoczynek
      mamy DLA SIEBIE. I gdyby uznał, że chce wyjechać na tydzień z
      kolegami to z mojej strony miałby piekło na ziemi.
    • beauty.howea Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 19:11
      Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.

      Wg. mnie sytuacja jest bez wyjścia i wynika z odmienności charakterów i przekonań.
      Źle napisałam - z mężem znam się od 3 lat a poślubie jesteśmy rok.
      Uważam że wszystkie macie rację. Ale wszystko zalży od punktu widzenia.
      Mąż nie wiedział że mam chorobę lokomocyjną.
      Mnie się odczywiście nie pisze tłuc się z 3 trzema facetami na taką męską wyprawę.
      ALe to wszystko ustalił kolega, i rzucił propozycje, mnie nikt nie pytał. Ja mam tylko wrażenie że ponieważ koledze kompletnie się nie układa z kobietami to próbuje rozwalić też nasze małżeństwo.
      Teraz też próbował gdzieś wyciągnąć męża na inny wyjazd.
      Myślę że on dobrze wie że ja jestem młodą mężatką i wolałabym sama gdzieś wyjechać z mężem a nie wiecznie go wyprawiać na ich wycieczki.

      Inna sprawa ze nizbyt nas stać nawet na wyjazd dla nas dwojga, na jakieś bilety dla mnie na samolot czy pociąg również nie...
      I obawiam się że jak mąż weźmie wolne i kase na ten wyjazd to my już nigdzie nie pojedziemy.

      Cóż mi pozostaje... tak jak piszecie.
      Oczywiście siłą go nie zatrzymam.
      Zakończyłam już temat, powiedziałam - chcesz to jedź...
      A ja... nie wiem może w takim razie umówię się z przyjaciółką
      na wyjazd nad morze. Jakoś sobie to zorganizuje, albo nie pojadę nigdzie. Ale za to nie będę już odmawiać znajomym, również kolegom zaproszeń na piwo itd...
      Będę chodzić sama swoimi drogami, a mąż niech jedzie z kolegami.
      A potem jak wrócą jeszcze pzez wyjazdem przyjaciela do Bułgarii - pójdziemy sobie na piwko a panowie będą się znacząco uśmiechać, wspominać wyjazd w swoim języku a ja się będę czuła "super".

      Ludzie jeżdżą razem na wakacje przez wiele lat i jakoś nie czują się nieszczęśliwi i zniewoleni, a mężowie nie zostawiają żon i jeżdżą sami kiedy żona nie może... i też jakoś nie płaczą z tego powodu...

      A ja znam tego kumpla i wiem że będzie szukał dziewczyn, wrażeń...
      Mnie się wydaje że pomiędzy dwojgiem ludzi powinny być jakieś priorytety.
      Niech jedzie, ale dla mnie to jest stawianie kolegi na 1 miejscu, i zabawa za cenę popsucia związku.

      Dodam jeszcze że mój mąż ma jakieś złe zdanie nt. dziewcznym które spędzają noce na dyskotekach.
      Nie zabronił mi iśc ale kiedyś powiedział że nie chciałby żebym szłaz koleżanką.
      Ok nie ma sprawy. Nie poszłam
      Ale on może zniknąć na kilka nocy?
      A podobno niedojrzała jestem ja.
      Tylko że to on dostaje paniki jak sie spóźnie 30 min z pracy albo jak nie odpisuje na sms za długo...
      A jednak - kolega ważniejszy ;-)
      • enith Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 19:25
        Hola hola! W pierwszym poście nie napisałaś, że wyjazd męża z kumplami oznacza brak czasu i środków finansowych na twój wspólny wyjazd z mężem na wakacje. A to zasadniczo zmienia postać rzeczy. W takim układzie również nie zgodziłabym się na wyjazd męża, tudzież od razu ustaliła, że nie obchodzi mnie skąd weźmie pieniądze i czas na wspólny wyjazd ze mną. Nie miałabym zamiaru rezygnować z wakacji z mężem, bo on czas i środki na nie przeznaczone zaanagażował w wyprawę z kumplami. A więc ok, niech jedzie, ale my, jako małżeństwo, też gdzieś później pojedziemy. A jeśli nie da się obu wyjazdów zorganizować, niech kumple przyjadą do waszego miasta i tam się wspólnie z mężem rozerwią. Innego wyjścia nie widzę.
        • beauty.howea Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 19:42
          Nie nie.
          Takiej opcji enith nie ma.
          Przyjedzie kolega i nie ma takiej mozliwości żeby on odmówił
          im wyjazdu.
          A nasz wyjazd - się potem zobaczy.
          Mi tylko odpowiedział "a czemu myślisz że my nigdzie nie pojedziemy?"
          Czemu...? Bo nic nie palnujemy, bo znam życie, bo wiem jaką ma pracę i że nie dostanie aż tyle urlopu, a z kasą się tez nam nie przelewa.
          Ale kolega jest ponad to wszystko ponieważ jest to jego najlepszy przyjaciel.
          Ja jestem tylko żoną.

          Tak jak napisałam. Ja ten temat kończę bo myślenie o tym mnie tylko denerwuje.
          Skoro to ze mną jest coś nie tak, a prawie wszystkie panie pusciłyby swojego męża z kolegami na poszukiwanie wrażeń to pozostaje mi tylko obmyslić sobie własne wyjazdy i przyjemności a męża wysłać z uśmiechem.
          Jednak nie takie marzenia miałam wychodząc za mąż...
          I nie znam taiej drugiej historii żeby facet zostawiał młodą żonę i jechać szukać wspomnień o wolności z kolegami.
          Jeśli mu takie wyjazdy miłe - nie trzeba było szukać sobie zony tylko kochankę.


          • triss_merigold6 Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 20:23
            Ja Ci napisałam, że bym nie wyraziła zgody. Oczywiście dorosły
            człowiek zrobiłby co by zechciał ale z pełną świadomością
            konsekwencji. Mogę tylko przypuszczać, że jestem od Ciebie i Twojego
            męża sporo starsza, mój partner również i swego czasu zdążyliśmy się
            wyszaleć maksymalnie. Teraz interesuje mnie wspólne spędzanie czasu
            i wspólne wyjazdy.
      • black_tangens Re: Mąż chce jechać... 15.03.10, 13:41
        beauty.howea napisała:

        > Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
        >
        > Wg. mnie sytuacja jest bez wyjścia i wynika z odmienności charakterów i przekon
        > ań. (...)
        > ALe to wszystko ustalił kolega, i rzucił propozycje, mnie nikt nie pytał. Ja ma
        > m tylko wrażenie że ponieważ koledze kompletnie się nie układa z kobietami to p
        > róbuje rozwalić też nasze małżeństwo.
        > Teraz też próbował gdzieś wyciągnąć męża na inny wyjazd.
        > Myślę że on dobrze wie że ja jestem młodą mężatką i wolałabym sama gdzieś wyjec
        > hać z mężem a nie wiecznie go wyprawiać na ich wycieczki.

        Tak od siebie dodam: uważaj na takich kolegów, bo zazdrość innych też potrafi
        namącić w związku. Ja sama też coś takiego przeżyłam: kolega męża – na szczęście
        nie jakiś przyjaciel od serca ale tylko kolega – sam sobie zniszczył małżeństwo.
        Miał żonę, ładną i miłą, młodszą o 10 lat, 2 dzieci ale regularnie zdradzał ją –
        a to jakieś kochanki a to numerki na jedna noc. W końcu żona nie wytrzymała i
        wniosła sprawę o rozwód. Sprawa się obecnie toczy. W momencie gdy żona
        wyprowadziła się z dziećmi z jego domu i facet został sam nagle poczuł ogromną
        przyjaźń do mojego męża i zaczął go odwiedzać, dzwonić ale co gorsza wtrącać się
        w bardzo agresywny sposób w nasz związek, który zresztą uważamy oboje z mężem za
        udany. Ten pan bardzo dużo energii poświęcał na to, by zniszczyć nasz związek,
        mogłabym całą książkę na ten temat napisać. Po pewnym czasie jego toksyczny
        wpływ na nas był tak widoczny, że przeprowadziliśmy rozmowę z tym panem, podczas
        której uświadomiliśmy mu jego kompleksy i to, że tak naprawdę to on jest winny
        rozpadowi swego małżeństwa oraz że nie będziemy tolerowali jego zachowania. Pan
        ten się obraził i nas nie już odwiedza. Na marginesie: pan ten miał bardzo
        konserwatywne wręcz mizoginiczne podejście do kobiet.
    • beauty.howea Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 19:49
      Aha... i ponieważ on ma mało urlopu i nie może jechać to czemu ja mam nie jechać np. do Włoch?
      Nic tylko zaczynam zbirać na bilet biorę przyjaciółkę i jedziemy.
      Ok, rozjedziemy się, on wie że podobam się facetom.
      Będzie się obawiał czy kogoś tam nie poznam, ale przecież sobie ufamy więc ... nie widze problemu.
      Jadę w dogodnym dla mnie i koleżanki terminie. Pociagiem lub samolotem.
      • enith Re: Mąż chce jechać... 11.03.10, 20:56
        Wiesz co, kochana? Właśnie to powinnaś zrobić: wyjechać na tydzień z przyjaciółką. Nie w ramach rewanżu na mężu, nie. W ramach dawno zasłużonego wypoczynku, w ramach relaksu i w celu oderwania się od rutyny dnia codziennego. Nie ma powodu, dla którego ty nie mogłabyś sobie pojechać na wakacje. Chciałaś z mężem, nie wyszło, trudno. Ale to nie powód, by samej z wyjazdu wypoczynkowego zrezygnować. Tak więc zbieraj kasę, rezerwuj bilety, zaklepuj kumpelę lub dwie, a potem jedźcie i bawcie się dobrze.
      • bracialwieserce pomyśl 11.03.10, 21:25
        Wiesz to żałosne. I sądzisz, że taka zemsta będzie ok? On coś zrozumienie a Ty
        na wypadzie miast cieszyć się nim będziesz zacierała raczki, żeś mu "pokazała"
        kto tu rządzi? Dziecinada. I to pisanie, że kolega męża w skutek takiego a nie
        innego zachowania /działań dąży do rozbicia waszego związku etc. Po pierwsze
        Twój mąż ma chyba więcej niż 15lat? Po drugie jeśli ktoś chce kogoś zdradzić to
        to zrobi a więc kontrolowanie/trzymanie na sznurku/smyczy jest nie tylko objawem
        braku zaufania do siebie/swego faceta ale i pobożnym życzeniem, że to coś da!
        Puścić/ nie puścić o to jest pytanie!? A niech jedzie nie jest Twoim
        niewolnikiem nie wszędzie musicie jechać razem?! To, że się jest czyjąś zoną,
        mężem nie oznacza, że trzeba warować przy kimś niczym wilczur. Raz z mężem
        pojedziesz raz nie i tyle. Być może jemu to potrzebne a nie wiedziałam że sobie
        ma jakąś wolność przypominać? Znaczy się, że będąc z Tobą w związku koniec z nią
        nastąpił?
        Twoje podejście i plan zemsty jest nawet gorszy od tego co on Ci zrobił/lub
        wydaje Ci się, że zrobi! Bo jakiś chory odwet planujesz! Poza tym nie jesteś
        niczyją własnością i jeśli chcesz iść do knajpy/dyskoteki sama/z kimś nie jest
        to równoznaczne, z tym, że się "puścisz" lub ......... co to za jakaś paranoja?
        To, że mężowi nie podoba a co Ty lalka jesteś? Mówisz, że idziesz sama jak on
        chce iść niech idzie a jak nie to wychodzisz na zabawę sama/z koleżanką. To co,
        że on źle myśli o jakiś kobietach co chodzą same? To tak jak uznać, że niektórzy
        internauci oglądają/ ściągają pornosy znaczy się znak równości, że WSZYSCY?!
        Poza tym co to za problem iść z kolegą z pracy etc. do kina/na piwo itp. No
        wiesz to tak jak uznać, że po ślubie/w związku powinny ustać wszelkie relacje z
        osobami innej płci co by pokus nie było! To jakaś paranoja? Ja się przyjaźnie z
        różnymi ludźmi i do głowy by mi nie przyszło, że teraz nie powinnam albo, że to
        dobry pomysł aby "dokopać" swemu partnerowi umawiając się ze znajomym do kina i
        w ten sposób dając coś do zrozumienia drugiej stronie!
        Może pora zweryfikować bzdurki w które wierzysz? Poza tym Twoje wyobrażenia
        związku zawsze można poddać weryfikacji! Żaden człowiek nie jest "książkowym"
        przykładem czegokolwiek. Coś takiego jak tolerancja dla odmiennych pomysłów,
        wyobrażeń przydałaby Ci się -pomyśl, że w druga stronę może być tak samo i to,
        że pomysły Twoje nie spodobają się facetowi też będzie można różnie potem
        traktować/gadać etc. Jeśli zaś uważasz, że Twój mąż ma chodzić na Twojej smyczy
        utkanej z wyobrażeń/ powinności to sorry to dobre w stosunku do dziecka a nie do
        dorosłego faceta.Wiedziałaś jak sprawy się maja jak za niego
        wychodziłaś/wiedziałaś jacy są jego znajomi czemu wg. Ciebie po ślubie jego
        znajomym miałoby się raptem odmienić? A jeśli tak się obawiasz tego, ze będą
        gadać po bułgarsku jak było to proste naucz się języka skoro Cię to też martwi,
        że będą o bóg wie jakich podrywach rozmawiać!
        • beauty.howea Re: pomyśl 11.03.10, 22:03
          Dziękuje wszystkim za odpowiedzi i poświęcony mi czas.
          Przemyślę...

          Chcę wam tylko napisać że mój mąż jeździł już sam,
          był nad morzem z naszymi znajomymi (ja nie mogłam jechać z powodu pracy) Chciałam żeby pojechał, odpoczął...
          Z wyjazdem na ukochany koncert też nie było problemu, ani też z paroma innymi wyjazdami.
          Ale akurat w tym wypadku jest mi przykro że prawdopodobnie powturzy się historia z nocnym klubem i striptizem i tak, może jestem samolubna ale jest mi przykro że mąż mówi mi prosto w oczy że nie może mi nic obiecać, ale że powinnam dorosnąć i nie robić z tego problemu.

          Jestem po prostu młodą żoną i chciałabym żeby mąż ze względu na nas umiał zrezygnować z wyjazdu zakrapianego alkoholem itd...
          Czy to na prawdę takie dziwne?

          Dobry obserwator wie że moje dalsze posty były z dużą nutą ironii i jestem daleka od "zemsty".

          Przemyślę to na spokojnie, jednak powiem szczerze że jestem zaskoczona że tyle kobiet nie ma nic przeciw samotnym wyjazdom męża z kolegami.
          Widocznie muszę się zmienić... może jestem staroświecka.

          Bracialwieserce napisała że powinnam nie zwracać uwagi na to co mówił
          mąż i poprostu iść z koleżanką na tą dyskotekę, wrócić spokojnie nad ranem jak ona.
          Tylko że ja bym tak robić mężowi nie chciała.
          Wyjśc i postawić na swoim.
          Ale tu też może powinnam zrewidować swoje przekonania.


          • gatta5 Re: pomyśl 11.03.10, 22:41
            Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy ufasz swojemu facetowi,
            czy zrobił coś, czym cię zawiódł. Nie wierzę, że piszące tu panie
            byłyby szczęsliwe, gdyby mąż polechał na tydzień z kumplami łażącymi
            po lokalach ze striptizem. Bo oni jadą sobie po to, żeby poszaleć,
            nie po to, żeby na przykład zwiedzać. Cóż mój mąż też lubił nocne
            życie, niby nie chodził często, a raz mi się przyznał, że podczas
            tańca całował się z zapoznaną dziewczyną i stwierdził, że to nic
            takiego. Nie łudźmy się, ze faceci chodzą do knajpy, żeby pogadać z
            kumplami...obok wódki istotna rozrywką są jednak dziewczyny.
            • bracialwieserce Re: pomyśl 11.03.10, 22:44
              No ale co zrobisz? Przykujesz faceta do kaloryfera? Chodzenie na striptease to
              nie jest =między zdrada, nie?
          • bracialwieserce Re: pomyśl 11.03.10, 22:41
            Ale tu nie chodzi o robienie na złość. Twój mąż beznadziejnie uzasadnił to czemu
            nie możesz pójść{ bo ma takie wyobrażenia/widział podobne zachowania i "wie" jak
            się kobiety zachowują. No i dobrze gorzej tylko, że odnośni to do kogoś w kim
            jest takiej relacji}. Nikt nie jest niczyją własnością w związku. Po drugie
            normalne wyjście czy robienie tego co człek robił przed związkiem +czas
            poświęcony partnerowi to normalne sprawy. Nikt nie egzystuje TYLKO w RELACJI z
            mężem/partnerem dobrze jest też mieć swój kawałek podłogi i tyle. Jeśli
            którakolwiek ze stron traktuje to na zasadzie pokaże mu/jej to jest to po prostu
            smutne bo nie o to tu chodzi. I tyle.

            A to, że jesteś młodą żona nie ma tu nic dorzeczy. Znaczy za 5lat jak będzie to
            podobnie wyglądało będziesz już "oswojona" i będzie lepiej? Jeśli dla niego
            takie zachowanie nie stanowi problemu to jak już wiesz, nie zmieni się sam z
            siebie zwłaszcza, że nie jego to gryzie. Przed ślubem tez taki był raptem się
            nie zmienił więc może jesteś jedna z tych kobiet, która uważa, że po ślubie to
            będzie ZUPełnie inaczej.... no i bach. Czy Ty się zmieniasz zwłaszcza jak Ci z
            czymś dobrze jak komuś to nie pasi? Wątpię.
            Ironia ironią ale się gryziesz i kombinujesz.
            • bracialwieserce Re: pomyśl 11.03.10, 22:43
              Przepraszam za błędy nie spr. przed wysłaniem!
              • kochamkotyijuz Re: pomyśl 12.03.10, 03:09
                Po pierwsze kobiety, ktore puszczaja mezow bez problemow na samotne
                wypady nie czuja sie w zaden sposob pominiete,opuszczone badz
                zaniedbywane.Nie jest to cos kosztem czegos.Nie mowimy tu o sytuacji
                nagminnej ,ze my w domu a maz samotnie na rozjazdach hula.Piszemy tu
                o sporadycznych ,wyjatkowych sytuacjach,czy naprawde tak ciezko to
                zrozumiec.Mamy z mezem zdrowe relacje,jestesmy
                usatysfakcjonowane,spedzamy razem wakacje + do tego miesci nam sie w
                glowie ,ze mozna czasem spedzic czas osobno.Nikt nie jest naszym
                niewolnikem i my nie jestesmy niewolnicami.To naprawde kwestia
                dogadania sie no i przede wszystkim zaufania.Sa pary ktore wola
                spedzac wakacje osobno choc ja osobiscie w swoim otoczeniu takiej
                pary nie spotkalam.
                Po drugie twoj maz zaproponowal ci wyjazd i NIE WIEDZIAL o twojej
                chorobie.Pewnie zapytal z grzecznosci(stad brak poszukiwan innego
                srodku transportu) i mu ulzylo ,ze nie mozesz jechac bo tak naprawde
                to bylabys kula u nogi na takim meskim wypadzie.A zwlaszcza z
                wyskokami juz nie pijcie,wystarczy alkoholu,za pijani na dystoteke
                itp itd.To sa dorosli ludzie i potrafia za siebie decydowac i nanka
                nie jest im potrzebna.
                Jedno jest pewne trzymanie na smyczy,kontrola,szantaz i inne
                manipulacje rozwala twoj zwiazek szybciej niz sie tego spodziewasz.
                A na swoj wlasny wyjazd to powinnas miec zupelnie inne
                nastawienie nie takie ,ze nic mi nie pozostalo wiec jade.Ciesz sie
                dziewczyno,kochasz wlochy,plaza ,morze, babskie ploty
                zakupy.Wrazenie robisz ,ze pojedziesz z braku laku,bez zadnego
                entuzjazmu stad podejrzenie o zemste i odwet.Bedziesz sie smazyc na
                plazy i zagryzac zeby, analizowac ,zakladac -niech sie martwi ,niech
                zobaczy jak to jest kiedy sie nie wie co robi zona.
                Oczysc swoj umysl,zmien podejcie,wyluzuj a zobaczysz jaka ulge ci to
                przyniesie.
                Na koniec powiem ci,ze tylko ty sama tak naprawde wiesz czy wyjazd
                meza to wyjatkowa sytuacja czy nie.Czy musisz rywalizowac z kolegami
                czy nie.Czy robisz z igly widly czy rzeczywiscie maz lekcewazy twoje
                potrzeby.Bo jezeli twoj maz ma zupelnie inne wyobrazenia o
                malzenstwie,jesli ceni sobie wolnosc i swobode,jesli zycie
                towarzyskie(koledzy) jest nieodzownym elementem jego istnienia,to
                jak ty sobie wyobrazasz egzystowac w takim zwiazku?
                Naprawde nie bylo wiadac jakie priorytety ma maz kiedy wychodzilas
                za niego za maz?AAA bo ty tez myslalas ,ze po slubie wszystko sie
                zmieni?na lepsze!
    • aleks_123 Re: Mąż chce jechać... 12.03.10, 09:12
      W kwestii zdrady i alkoholu.
      Rok temu pojechałam z koleżanką na trzy dni nad morze. Mężowie
      zostali w domu. Obie piłysmy sporo alkoholu. Według standardów
      niektórych ludzi ja przed ślubem puszczałam sie, ona nie. Ja byłam
      dwa lata po urodzeniu dziecka, ona 3 miesiące. Ja miałam kłopoty
      małżenskie , ona była bardzo szczęsliwa ze swoim partnerem. Jak
      myslisz, kto w pierwsza noc puknął sie z panem poznanym na dyskotece?

      Kiedy pracowałam w szkole, mojej koleżance nauczycielce wystarczała
      20-minutowa przerwa aby pieprzyć sie z kolega nauczycielem w schowku
      na piłki.

      Ostatnio sporo podróżuję słuzbowo . Jako,że pracuję w branży
      budowlanej, uczestniczę w rozmowach z panami inżynierami , niekiedy
      bardzo fajnymi. Takiemu jednemu wpadłam dawno w oko, z wzajemnoscią.
      Nie dalej niz w srodę miellismy spotkanie w restauracji hotelu, w
      którym był zakwaterowany. Spotkanie skończyło sie, szefowie
      rozjechali sie, a ja spokojnie mogłam skoczyc na drugie piętro,
      załatwić co trzeba, wsiaśc w auto i wrócic do domu. NIKT NICZEGO nie
      dowiedziałby się.Mogłam, gdybym tylko chciała.Spokojnie dałabym rade
      pociągniąc sprawe miesiacami bez wzbudznia podejrzeń.
      Rozumiesz, co chcę powiedzieć?

      Pozostaje jeszcze druga kwestia-twojego wyobrażenia o wspólnie
      spedzanym czasie. Rozumiem,że Ty należysz do tych osób, które
      wychodzą raczej z zalożenia,że nie jezdzi sie osobno. Czy naprawde
      tak jest, czy tez twoje poglądy kształtują sie w ten sposób,
      ponieważ wiesz,że twój mąz niechetnie patrzyłby na Twoje samotne
      wypady?
      Nie chodzi o to,żebys jechała sama robiąc mu na złośc. Chodzi o
      wyjazd dla Twojej przyjemnosci. Problem w tym,że jest róznica
      pomiedzy Twoja niechęcia do zrobienia tego bo naprawdę nie chcesz i
      nie uznajesz takiego typu wypraw, czy też nie zrobisz tego, bo nie
      chcesz mu się narazić.
    • asiula1987 Re: Mąż chce jechać... 13.03.10, 21:47
      a ja Cie beauty doskonale rozumiem i zapewne naleze do mniejszosci,
      my z mezem tez nigdy jeszcze nie wyjezdzalismy bez siebie, baa nawet nie
      wychodzimy ze znajomymi bez siebie, mamy takie grono ludzi gdzie wszyscy chodza
      parami, tak sobie sami ustalilismy i powiem ci szczerze ze gdyby nagle maz
      chcial wyjsc z kumplami "w miasto" sam to pocxulabym sie dziwnie, nigdy
      niemowilam mu ze absolutnie nie moze wychodzic sam ale gdyby do tego doszedl
      jakis wyjazd i to jeszcze z takimi kolegami coto panienki lubia to oo nie...ale
      ja to z tych zazdrosnych i podejrzliwych jestem:)
      tak Cie tylko chcialam wesprzec ze nie jestes calkiem "nienormalna"w tym temacie

      co do samego tematu, niestety nawet faceci ktorzy na codzien nie maja stycznosci
      z burdelami przebywajac zesoba tydzien pijac bawiac sie to predzej czy pozniej
      wyladuja w burdelu, a tlumaczenie sie ze ja nie chcialem koledzy zaciagneli ja
      nie wiedzialam gdzie idziemy,to szczerze mozna sie w twarz usmiac, kazdy facet
      robi to swiadomie, byc moze idzie tylko popatrzec ale nie tylko, gdyby twoj
      facet sie tanm znalazl to i tak nigdy sie nie dowiesz czy ciue zdradzil, bo sam
      ci nie powie a koledzy beda kryli, niestety po alkoholu i w towarzystwie takich
      znajomych ktorym dodatkowo nie umie sie odmawiac, ciezko sie jest wylamac, i w
      takiej sytuacji jak tu miec zaufanie? nie wiem podziwiam te kobiety ktore z
      usmiechem na twarzy siedza w domu kiedy ich mezowie baluja lub wiedza ze sa np w
      burdelu w nocnym klubie itd i twierdza zeto normalne..ja to chyba tez jakas inna
      jestem
Pełna wersja