agnieszka-321
23.03.10, 14:48
Dziewczyny, jak byscie to odebraly? Sytuacja jest taka, ze zyje z moim
chlopakiem od roku wspolnie w jednym mieszkaniu. Nie mamy slubu, poniewaz na
razie nie chcemy. Ja nie chce, bo poltora roku temu rozwiodlam sie po (tylko)
2 latach malzenstwa ale te 2 lata daly mi tak popalic, ze na razie nie chce
wychodzic za maz. Dla mojego chlopaka tez to nie jest takie wazne, tzn.
powiedzial, ze dopoki nie ma dzieci to tez nie uwaza, ze ten papierek nie jest
taki wazny. Wazna jest przede wszystkim milosc. Moj chlopak od czasu do czasu,
tak raz na kwartal jezdzi w weekend do swoich rodzicow mieszkajacych w malym
miasteczku. Ja z nim nie jezdze, w tym czasie albo odwiedzam swoich rodzicow
albo jezdze na uniwersytet (studia zaoczne) albo po prostu mam swoj weekend i
spotykam sie z kolezankami. Jakos nie odczuwam potrzeby spotykania sie z jego
rodzina, choc ich nie znam ale moj chlopak opowiadal pare takich rzeczy o
nich, ze ogolnie nie czuje potrzeby. Ogolnie to zalil sie na to, ze wyciagaja
z niego pieniadze, ze matka wymaga ale sama duzo nie daje, ze ona nigdy nie
pracowala a krzyczy na jego ojca, ktory zarabia itp. Moj chlopak musi tam
m.in. dlatego jezdzic, ze ma wspolwlasnosc w budynku razem z rodzicami i
jezdzi by zobaczyc, czy wynajmujacy nic nie niszcza, zebrac oplaty, bo ponoc
jego rodzice nie maja do tego glowy, choc mieszkaja na miejscu. Mnie to w
sumie nie przeszkadza, umiem sobie czas zajac. Kiedys byla taka sytuacja, ze
jego mama obchodzila urodziny i zorganizowala przyjecie na ktorym byl jej maz,
siostra chlopaka z mezem i moj chlopak jako syn. Nastepnego dnia ona
zadzwonila do domu wczesniej niz zwykle, bo wiedziala ze o tej porze jeszcze
mojego chlopaka nie ma (on wraca zawsze pozno z pracy). To byl pierwszy
telefon od niej i w sumie wedlug mnie to zaczela nieco obcesowo ale nie wiem
jak wy uwazacie, bo moze sie myle?:
- jak powiedzialam "halo" to ona nie przedstawila sie tylko zaczela pytac "a
kto to mowi?". A to ona do mnie dzwonila. Mama chlopaka doskonale wie, ze
mieszkamy razem, moj chlopak jej to powiedzial a poza tym wielokrotnie
slyszalam jak moj chlopak w rozmowach telefonicznych opowiadal jej, ze np. to
i to kupilismy razem do mieszkania, ze wspolnie skladamy regal. Jego siostra
tez byla u nas w odwiedzinach i wszystko widziala.
- ale najbardziej zdziwilo mnie to: powiedziala, ze nie bedzie mnie do siebie
zapraszala dopoki sie nie ozenimy. Ona sama zaczela ten temat, bo mnie to na
tym za bardzo nie zalezy. Poza tym dodala, ze ona uwaza, ze M. (moj chlopak)
powinien juz miec dzieci i ze mna to by bylo dobrze, bo jestem ladna (widziala
zdjecie w portfelu chlopaka), wiec on ma miec ze mna dzieci. Poczulam sie
troche jak taka macica, co ma urodzic ladne dzieci dla jej syna, bo to
najwyzszy czas dla NIEGO ale nie skomentowalam tego, tylko powiedzialam "hm"
Moje obawy dotycza tego, czy nie wchodze w rodzine, ktora mnie zaakceptuje
tylko dlatego, ze mam macice, ktora moge urodzic ladne dzieci. Nie mam
majatku, pieniedzy, co zreszta zostalo podkreslone przez siostre mojego
chlopaka jeszcze jak u nas byla w odwiedzinach. Wtedy tez moj chlopak
strasznie na nia nakrzyczal, ze ona mi robi jakies przytyki i ona juz do konca
byla mila, choc pewnie sobie swoje myslala.
Niektore z was maja troche wiecej doswiadczenia, wiec napiszcie co o tym
myslicie, jakies swoje rady. Jesli chodzi o chlopaka to jest w porzadku, nie
wywyzsza sie, broni mnie, pomaga, nie jest agresywny, cieszy sie jak mi sie
udaje w pracy. Ale ja troche sie boje, ze moge wejsc w g.... po tym mojej
traumie jaka byly te 2 lata malzenstwa, ze czegos nie dostrzeglam.