sabina_5
29.03.10, 01:04
Witam.Mam meza i dziecko,kilkumiesieczne.Wlasciwie wstyd mi sie
przyznac przed swiatem,ze to co dla innych jest marzeniem(wlasna
rodzina)dla mnie jest zrodlem wiecznej frustracji.Marze by byc
wolnym czlowiekiem..po smierci moze nim bede.Narazie jestem tu i
musze(chociaz szczerze nienawidze)spelniac role matki.Wieczne
obowiazki i ten ogrom odpowiedzialnosci mnie przytlacza.Bardzo
zaluje tego,ze zdecydowalam sie na dziecko.Dusze sie w tej roli
matki i nie kocham dziecka.Jest moim wyrokiem dozywotnim,z ktorym
musze sie pogodzic.Marze o starosci,aby dziecko bylo juz dorosle,aby
to zycie w rodzinie sie skonczylo.Probowalam rozmawiac z mezem na
ten temat(pomaga mi we wszystkim)ale on stwierdzil,ze trzeba bylo
myslec przed.To mnie bardzo zabolalo..dlaczego nie dodal mi otuchy??
A potraktowal tak oschle i bez uczucia???Jestesmy 6 lat razem,3 po
slubie.Jedyny sposob w jaki moge go ukarac to calkowity brak
seksu.Wiem..to prymitywne..ale.. Niech cierpi.Jest mi zle,po
prostu.Nie wiem po co to pisze..Mam poczucie przegranego
zycia..czuje bol..taki nie do opisania..