piewa
31.03.10, 16:54
w sierpniu 2008 podjelismy z mezem deczje ze on rezygnuje z pracy i
sprobuje z wlasna firma. Po pol roku zobaczymy jak idzie i najwyzej
on wroci do pracy. Szlo kiepsko. Maz do dzis szuka pracy. W
miedzyczasie urodzilo nam sie upragnione drugie dziecko. W czerwcu
konczy mi sie macierzynski. Kolejny miesiac mowie ze nie zgadzam sie
na bycie jedynym zywicielem rodziny. A on kolejny miesiac mowi, ze w
nastepnym miesiacu pojdzie do pracy. I nic z tego nie wynika.
Dochody firmy meza w najlepszym wypadku pokrywaja koszty jego firmy.
W styczniu postawilam ultimatum, ze albo do kwietnia znajdzie prace
albo ma sie wyprowadzic. DZis jest ostatni dzien marca, pracy nie ma
a ja mam zagwozdke. Bo z jednej strony powinnam byc konsekwentna i
przestac utrzymywac zdrowego faceta. Z drugiej - to okropne. A na
dodatek zostane z dwojka malych dzieci na glowie. co myslicie?